7 maj 2017

Akuma CD Rue

Wsłuchiwał się w głos swojej towarzyszki, zaznając pewnego rodzaju ukojenia. Był przyjemny w słuchu, chociaż czasem pojawiały się fałsze, to nie miał się na co skarżyć. Na prawdę brakowało mu melodii, granych równocześnie akordów, głośniej prowadzonej linii melodycznej, wszelkiego rodzaju dysonansów o każdej innej opcji, która mogłaby go tak uszczęśliwić. Może jakby poprosił kogoś o to, by przyniósł mu słuchawki oraz ładowarkę, byłoby łatwiej? Oraz jakąś książkę? Szczerze, to bardzo tęsknił za czytaniem. Za niewinnymi wierszami, czy całymi rozdziałami powieści, w zasadzie to każdego gatunku oprócz biografii oraz dokumentalnego czytadła. Tyle, że niezbyt lubił się chwalić swoimi zainteresowaniami. Wiedział, że nie miał się czego wstydzić przed Rue, jednak myśl o tym, że patrzyłaby na niego studiującego wiersze Kochanowskiego, czy jakiegokolwiek innego poety, poczuł się nieswojo. Uwielbiał wypożyczać w szkolnej bibliotece coś do czytania, ale właściwie nikt oprócz starego bibliotekarza o tym nie wiedział. I oprócz samego Akumy, rzecz jasna. Gdy Rue zaproponowała, żeby zaśpiewał razem z nią, zmieszał się lekko. Kochał śpiewać, ale w rzeczywistości nigdy nie zwracał uwagi na to, w jaki sposób to robi i znając życie jego głos nie będzie brzmiał tak ładnie, jak jej. Chociaż co prawda potrafi dobrze trzymać się melodii, to na prawdę nie wiedział, jak mu to wyjdzie. Ale ostatecznie skinął głową. Przecież przeżył taniec z nią, więc dlaczego miałby się zawahać i przed śpiewaniem? Które przy jego wygibasach zdawało się najprostszą rzeczą na świecie?
- To co zaśpiewamy? Może Morskie Opowieści? Szanty są fajne - powiedział na koniec z uśmiechem. Gdy skinęła przytakująco głową, zanucił cicho początek piosenki, by podać dźwięk ,od jakiego zaczną. Inaczej wyszłoby dość nieprzyjemnie. - Może być tak? Czy za nisko? - spytał z nadzieją że wcale tak nie będzie. Gdy śpiewał tenorem brzmiał jak duszony bóbr. Pod wodą. Z ulgą zaobserwował, jak skinęła głową.
- I trzy... czte... ry!- Zawołała, po czym zaczęli śpiewać. Oczywiście nie obeszło się bez przekręcania słów przez jednego albo drugie oraz pomylenia zwrotki przez Akumę, ale poza tym, to szło całkiem całkiem.
- Nie było tak źle, założymy zespół? - spytała Rue ze śmiechem. Również się zaśmiał.
- Będziemy nazywać się Prehistoryczne Świstaki i napiszemy piosenkę o jabłkach - uzupełnił jej pomysł, oczywiście zawierając w nim swoje ulubione jedzenie. Cóż, jedno z ulubionych, w końcu ostatnio urozmaicił znacznie swój jadłospis.
- Jedno jabłko, drugie jabłko, wszyscy mamy to marzenie - kupić jabłko w dobrej cenie. Jabłka ciągle wpierniczamy, no więc pięknie wyglądamy. Jedno jabłko, drugie jabłko, gdy je kupię w dobrej cenie, swoje życie w niebo zmienię. Jabłka dobre tylko mamy, dlatego je ciągle jadamy - zaśpiewał, ciągnąc ciągle tą samą linię melodyczną, a i tak fałszując, i to w cholerę.
- Jasne, jasne, pięknie ci to wyszło - zaśmiała się z sarkazmem.
- Wiedziałem, że jestem urodzonym muzykiem - dodał z dumą ignorując fakt, iż jej wcześniejsza wypowiedź nie była na poważnie. Z resztą jego też nie.

< Rue? Brak pomysłu ;v >

6 maj 2017

Rue CD Akuma

Zaśpiewać? Serio? Popatrzyłam na niego zdziwiona, ale szczerze? Mi też brakowało muzyki. Tego rytmu, słów, piosenek, muzyki... nawet tańczenia! A co gorsze przez miesiąc się ruszać nie będę mogła. Jak ja to mam przeżyć? Jedynie co mi zostanie to nucenie ze śpiewaniem, oraz machaniem głową jak szalona, albo rękami, jakbym miała padaczkę.
- Ty tak na serio? - zapytałam podnosząc do góry jedną brew. Chłopak energicznie pokiwał twierdząco głową. Czasem czułam się jak matka małego dziecka, ale co poradzisz, kiedy twój niby-chłopak tak się zachowuje? Jedyne co mi zostało, to się zgodzić. Ale mam śpiewać? Tutaj? W szpitalu? Rozumiem, że na jakiejś imprezie lub z kimś na środku ulicy, ale tutaj? Jeszcze pewnie pobudzę śpiących pacjentów i ktoś przyjdzie mnie ochrzanić, żebym się zamknęła. Na tą myśl chciałam się nie zgodzić i zaproponować, że wykombinuje muzykę, ale jego mina wskazywała na to, że odmowa go zaboli. Czy ja muszę być taka miła dla ludzi? To czasem okropne... - Jeju... - jęknęłam z krzywą miną.
- Prooszę – przeciągnął to jedno chole*ne słowo do którego zawsze dodałam "Poprosiłam, wiec nie możesz odmówić!". Może gdyby nie to, w tej chwili pewnie bym nawet się nie odezwała. Ale on mnie zmusił... jak ja miałam mu do jasnej ciasnej odmówić?
- Wisisz mi za to porządne ciasto – pogroziłam mu palcem, po czym zaczęłam się zastanawiać nad wyborem. Zamknęłam oczy i przypomniałam sobie par ulubionych piosenek. Angielskich nie zaśpiewam, bo słów nie znam (zazwyczaj je nucę, albo śpiewam to, co słyszę), a polskich było o wiele mniej... zazwyczaj stare, ale dobre kawałki do tańczenia.
- Masz już coś? - zapytał przerywając mi milczenie. Podniosłam jedną powiekę i spojrzałam jednym otwartym okiem na niego dalej się zastanawiając i nie odpowiadając. W końcu przypomniał mi się Kult, mieli dwie bardzo fajne piosenki, chociaż w tym momencie zamiast zaśpiewać jakąś jedną z ich repertuaru, wybrałam Elektryczne Gitary.
Dzieci wesoło wybiegły ze szkoły,
"Zapaliły papierosy, wyciągnęły flaszki...
Chodnik opluły! Ludzie przepędziły,
Siedzą na ławeczka i mordę drą do siebie..."
Możliwe, że jakieś słowa przekręciłam, lub coś takiego, ale trudno. Chłopak chyba nie znał piosenki, ponieważ słysząc ten tekst uśmiechnął się rozbawiony.
"Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy,
Hej, lalalala, hej, hej, hej, hej..."
Wraz ze śpiewaniem machałam palcami w bok i kręciłam zdrową stopą. Tylko na to było mnie stać, ale Akuma chyba był zadowolony, bo widziałam cień uśmiechu (nawet szerszy niż zazwyczaj!) na jego twarzy.
- Zaśpiewaj coś ze mną – poprosiłam w pewnym momencie. Akuma przez chwilę się nie odzywał, aż zrobił krzywą minę. Najwidoczniej ten pomysł mu nie przypadł do gustu, ale nie miał wyboru i wiedział o tym, dlatego musiał się zgodzić.

<Akuma? Brak czasu i weny :P>

4 maj 2017

Odchodzi!


#Powód: Decyzja właścicielki 

Będzie nam Ciebie brakować, ale zawsze możesz do nas wrócić 

Smiley CD Vulnere

W sklepie zoologicznym kupiłam odpowiednią karmę dla Biscy, bo dla Yuki'ego nie musiałam, przynajmniej w obecnej chwili. Oczywiście nie musiałam nieść jej że sobą bo przyjdzie wprost do cyrku wraz z innym jedzeniem dla zwierząt. Po sklepie zoologicznym poszłyśmy do kwiaciarni. Właśnie w tym sklepie miałam zamiar wydać dużo pieniędzy, a przynajmniej mi się tak wydawało. Rozejrzałam się do okoła i nigdzie nie mogłam znaleźć odpowiednich kwiatów, które by pasowały.
- A ty coś bierzesz? - usłyszałam głos dziewczyny. Spojrzałam się na nią i zapakowanego figowca. Rozejrzałam się do okoła i wtedy moje oczy zatrzymały się na pewnym regale. Było na nim wszystko tego czego chciałam i szukałam
- Za chwilę ci pokaże i powiem, ale teraz musisz chwilę poczekać - uśmiechnęłam się. Podeszłam do kasjerki, a ona podawała mi kwiaty takie jakie chciałam.
Wszystkie kwiaty spakowałam do koszyka, który dostałam od sprzedawczyni.
- Kupiłam kilka tulipanów, magnolii, margaretek, kokosów, narcyzów, goździków i dalii z nich zrobię mniejsze bukiety dla wszystkich na występ. A do cyrku przywiozą jeszcze kilka drzewek bonsai, z sześć drzewek wiśni i kilka innych drzewek dodatkowo, ale nie wiem jakich bo ktoś z cyrku już je zamówił wcześniej - wskazałam na kwiaty, które miałam w koszyku, tak aby dziewczyna wiedziała o jakie mi chodzi. Nie wiedziałam czy się zna na kwiatach. Przy okazji i ja skorzystałam tak dla pewności, czy wzięłam wszystko to co chciałam.
- Go teraz po coś do jedzenia - uśmiechnęłam się. Wyszłyśmy ze sklepu i poszłyśmy na targ, gdzie kupiłyśmy pełno przeróżnych owoców, warzyw i potrzebnych ziół.
- No to chyba już wszystko mamy, co nie? - spojrzałam się z uśmiechem na dziewczynę. Przez spędzony wspólny dzień, zapomniałam całkowicie o ból. Może to i lepiej. Spędzony miły dzień, którego jeszcze nie było końca, a dodatkowo zapomniałam przez chwilę o bólu i o zadaniach jakie mnie jutro czekają.
- Tak - odpowiedziała dziewczyna. Chyba była zadowolona z tego wypadu.
- Poczekaj tutaj chwilkę - powiedziałam i zniknęłam na chwilę z horyzontu dziewczyny. Poszłam do budki po słodkie bułeczki, które były jeszcze ciepłe.
- Proszę to dla ciebie. Musimy jeszcze wrócić do cyrku, a zanim przygotuje kolację to jeszcze trochę zajmie mi czas - podeszłam do dziewczyny i wręczyłam jej  bułkę, która była zawinięta była z dołu chusteczka.
- Naprawdę nie musiałaś. Ale i tak ci bardzo dziękuję - odpowiedziała, a ja uśmiechnęłam się. Skierowałyśmy się w kierunku cyrku, rozmawiając przy tym na przeróżne tematy tak jak wtedy gdy szłyśmy z cyrku na targ. Pożegnałam się z dziewczyną tuż przy bramie, tak aby każda z nas mogła ogarnąć każde swoje zakupione rzeczy. Oczywiście umówiłyśmy się na dokładną godzinę o której to Vulnere ma przyjść do mnie.
Wchodząc do namiotu przypomniało mi się o pewnej rzeczy. Chciałam się o coś bardzo poważnego zapytać dziewczyny.
"- Vulnere na co byś miała najbardziej ochotę zjeść?" Niestety nie spytałam się ponieważ jak to ja, po prostu zapomniałam. Spojrzałam się na zwierzaki i nie wiedziałam co mam ugotować. Koniec końców wzięłam się za krojenie warzyw. Postanowiłam zrobić curry, sałatkę i do tego dać coś do picia. Na deser zrobiłam jak to ja zawsze najwięcej. Upiekłam ciasteczka, muffiny z mleczna, gorzką i białą czekolada, oczywiście każda babeczka miała tylko jeden rodzaj czekolady. Dodatkowo upiekłam ciastka z kruchym spodem, wypełniłam foremki kremem i położyłam na to owoce, dodatkowo zrobiłam rurki z kremem. Spojrzałam się na wszystko i byłam nawet z siebie zadowolona. W pewnym momencie usłyszałam jak Bisca szczeka. Wychodząc z "kuchni" jakby to można było to tak nazwać, podeszłam do "drzwi" i puściłam Vulnere, która przed nimi stała.
- Proszę śmiało wejdź - uśmiechnęłam się od ucha do ucha. - Bisca nie wolno szczekać, a ty Yuki nie plącz się pod nogami, bo zrobisz nam krzywdę i w dodatku sobie - spojrzałam się na nich, a zwierzaki jakby mnie zrozumiały. - Jak coś to są bardzo miłe, tylko że są jeszcze szczeniakami i nie zdają sobie po prostu z Lily rzeczy spraw. - dodałam, aby dziewczyna nie czułam się zakłopotana czy coś. - Rozgość się, a ja przygotuje stół - uśmiechnęłam się.

<Vulnere?>

3 maj 2017

Akuma CD Rue

"Zabiorę pana na badania", te słowa poprawiły mu nieco humor. Oczywiście nie chodziło o sam fakt, że będą prowadzić na nim testy lecz o to, że nazwała go "panem". Już miał powiedzieć Rue, że byłoby miło, gdyby także go tak nazywała. Co prawda miało by to charakter humorystyczny, ale stwierdził, że nie jest w nastroju na żarty. Zwłaszcza, że gdyby wczoraj się tak nie wydurnił, nie musiałaby tak do niego mówić. W ogóle nie musiałaby go poznawać. Pozwolił pomóc sobie wsiąść na wózek, chociaż nie miał na to najmniejszej ochoty. Nie lubił, gdy ktoś mu pomagał. Zwłaszcza, gdy było coś tak banalnego, jak zwykła zmiana miejsca siedzenia. Spojrzał na Rue przepraszająco, ale ona patrzyła się na kobietę prowadzącą wózek. Wiedział, że musiał na prawdę ją zdenerwować. Przecież sam by wyszedł ze skóry, gdyby odwaliła coś takiego.
- Długie będą te badania? - spytał bez cienia ciekawości, jakby zaraz miał zasnąć. Tak na prawdę to nawet nie wiedział, na czym będą one polegać. Ale dowie się w swoim czasie.
- Do godziny, jeśli dobrze pójdzie - usłyszał chłodną odpowiedź, która nieco go zezłościła. Miał ochotę się do niej odwrócić i posłać mordercze spojrzenie, ale gdy tylko chciał to zrobić poczuł ból i zrozumiał, że skręt o sto osiemdziesiąt stopni to zbytnio duże wyzwanie.
- Pół godziny? -spytał, jakby się licytował bądź nie dosłyszał, ale z tonu jego głosu łatwo było stwierdzić że to pierwsze.
- Nie.
- Czterdzieści pięć minut? Pójdziemy na kompromis - mówił jakby nieobecnym głosem, wiodąc wzrokiem po twarzach mijanych ludzi oraz drzwiach. Usłyszał ciche wzdychnięcie, ale je także zignorował. A raczej musiał, chociaż nie miał najmniejszego powodu, by się odwracać, bądź wykonywać jakąkolwiek inną czynność świadczącą o tym, że owe wzdychnięcie go obraziło. Po prostu nie, i tyle.
- Słuchaj, w szpitalu nie chodzimy na kompromisy. Gdybyśmy tak robili, połowa pacjentów by oszalała lub umarła - jej głos stał się ostry, jakby trafił w samo sedno.
- Nie potrzebujesz czasem sama terapii? - Spytał. Chciał tym pytaniem sprawdzić, czy myślała o jakimś zdarzeniu z przeszłości świadczący o tym, że właśnie ktoś by umarł albo oszalał przez kompromis.
- Nie idziesz na terapię, a poza tym dlaczego miałabym jej potrzebować? - spytała, po czym otwarła jedną dłonią drzwi, a drugą pchnęła wózek do środka pomieszczenia. Jej pytanie brzmiało jakby było retoryczne.- Witam, to jest Hayato Igarashi, to z nim miał pan porozmawiać - odezwała się. Oczywiście drugiej strony nie przedstawiła. Udał zdumienie wraz z lekką złością, jednak ona była prawdziwa.
- Jak to? To pani nie będzie przeprowadzać tych badań? Polubiłem panią! - odezwał się w taki sposób, by lekarz, czy kimkolwiek on tak na prawdę jest nie poczuł się urażony. W rzeczywistości ani trochę nie polubił kobiety. Ale nie chciał zostawać sam na sam z tym rozlatującym się już staruchem. " Idę o zakład, że zaraz wyjdą z niego karaluchy. Wchodzisz w to? " - właśnie miał się spytać Rue. Tyle, że jej obok nie było. Nie było jej w pomieszczeniu, nawet parę pokoi dalej. Usłyszał cichy śmiech, należał do starca. Ku jego zdziwieniu, polubił go. Ten śmiech. Miły, troskliwy. Ale wiedział, że to mogła być pułapka, zachował więc czujność. Drzwi za nim otworzyły się i zamknęły, kroki zabrzmiały na korytarzu. A więc sobie poszła? Pfff... Łypnął na niego spode łba. Jeśli te badania na prawdę tyle mu zajmą, to utnie sobie i jemu łeb. Rolnik wkracza do akcji, jak to się mówi ( zaraz, tak się chyba nie mówi? ).
- A więc... zdarzały ci się już przedtem takie wybuchy agresji? - usłyszał pytanie. Zaczął cicho nucić piosenkę, formując usta w bezdźwięczne słowa.
"Przekrzyczeć muszę samotność ciszy,
niech twoje serce z dala usłyszy
myśli ? co lecą w przestrzeń jak ptaki
niosąc ku tobie gesty i znaki"
- Nie - odparł krótko, niemal bez zastanowienia, przerywając na moment.
"Niechaj usłyszą gwiazdy na niebie
jak nieskończenie tęsknię do ciebie."
- Dobrze - rzekł, całkowicie ignorując ciche mruknięcia chłopaka, niosące się echem po pomieszczeniu o białych ścianach. - Potrafiłbyś opisać swój gniew? Każdy szczegół jest ważny. - Akuma miał ochotę się zaśmiać.
- Wkurzyłem się. Ale po prostu wczułem się w rolę nadopiekuńczego chłopaka, to tyle. Wcześniej padłem ofiarą nieszczęsnego kawału i już byłem zdenerwowany. Jestem jednak przekonany, że po prostu Tony źle na mnie działa - oznajmił. Nim wrócił do swojego podśpiewywania, usłyszał zdziwiony głos doktora.
- Tony? - uniósł wysoko brwi, niczym ptak.
- "Gdybym mogła być jak ptak...
Któremu otworzono złotej klatki drzwiczki...
Gdybym mogła unieść się z wiatrem...
I nie wrócić już..." - wyszeptał niemal niedosłyszalnie. Kurde, przy tym staruchu niesie go wena. Co prawda pożycza tekstu, ale powoli czuje się aktor. - No tak, przepraszam - doktor Tony, nazwiska nie pamiętam - oznajmił. Miał ochotę dopowiedzieć "Bo jest nie ważne...", ale się powstrzymał. Potem padło jeszcze wielu pytań. A on ciągle nucił. Brakowało mu muzyki. Starszy gość zaproponował, iż go odprowadzi. Akuma jednak z obawy na jego wiek oznajmił, że jeśli chce to może, ale sam prowadzi swój wózek. Tak więc odpychając się dłońmi od kółek, wkrótce wjechał do sali i sam usadowił się na swoim łóżku. Gdy starzec zniknął wraz z wózkiem, rzekł:
- Cześć! - przywitał się radośnie. Zdziwił się ale zatęsknił za tym miejscem. Spojrzał na zegar. Miało trwać godzinę, a przeciągnęło się do niemal dwóch. Zarąbiście.
- Cześć, i jak? - najwidoczniej zdążyła już ochłonąć, bo mówiła spokojniej oraz również z lekką wesołością. Wzruszył ramionami.
- Nic, jak na razie. Zadał dużo pytań. Lubię go - oznajmił szczerze. - Hej, zaśpiewasz coś? Roznosiło mnie przez całą wizytę u tego gościa. Potrzebuję muzyki, od chyba trzech dni nic nie słuchałem - oznajmił głosem małego dziecka.

< Rue? Wiem, wiem, połowa opka to cytaty ;v >

Rue CD Akuma

- Jak byłam na badaniach tej krwi z nosa, to Tony mi powiedział, że u ciebie sprawdzą, czy będziesz miał problemy z biodrem podczas ruchu. Jeśli nie, obejdzie się bez tygodniowej rehabilitacji, najwyżej tam dwa dni. Jak będziesz miał ograniczone ruchy, to już zależy od tego, jak szybko się z tym uporasz. Dał ci jakiś tydzień do dwóch - powiedziałam przypominając sobie, jak wcześniej próbowałam się wyrwać do chłopaka, którego uspokajali, a mnie zabrali na badania. W sumie ja też się wściekłam, ale ja miałam powód: chciałam się dowiedzieć, co z przyjacielem. A on?
- A ty? - zapytał, na co wzruszyłam ramionami. Wsadziłem rękę pod głowę, czułam znużenie, chociaż nie wiem skąd.
- Najpierw mają mi zdjąć gips. Ponoć pocisk mi uszkodził coś w rzepce i chyba mam nie mieć jakiegoś tam smarowania - podrapałam się drugą ręką w głowie, ponieważ nie miałam pojęcia o tym smarze w kolanie. Wiedziałam tylko, co to i gdzie jest rzepka, ale o tej drugiej rzeczy słyszałam pierwszy raz. - U mnie rehabilitacja ma trwać najdłużej miesiąc, jeśli będę miała problemy z kolanem – wskazałam na kolano, które było schowane pod grubą warstwą gipsu. Równie dobrze mogli mi zabandażować nogę, a usztywnić kijkiem! - Ale nie mam zamiaru tyle siedzieć, nie zależnie od tego, czy będą mnie tu trzymać siłą czy nie – uśmiechnęłam się lekko na wizję szarpiącej się Rue, która chce wyjść ze szpitala, bo uważa, że potrafi chodzić i nawet jeśli to jest prawda, lekarze nie chcą jej puścić. Chłopak chyba także pomyślał o czym podobnym, ponieważ i on się delikatnie uśmiechnął.
- Czyli nie umrę tutaj z nudów - powiedział. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, do sali weszła ta sama kobieta, która chyba mnie nie lubiła. Patrzyła się na mnie morderczym spojrzeniem, które chyba chciało mi wywiercić dziurę w głowie, albo spalić.
- Wszystko gotowe - skierowała się do Akumy z wózkiem inwalidzkim. - Zabiorę pana na badania - przystawiła czterokołowca (jakie porównanie) pod jego łóżko. Chłopak się ześlizgnął i jakoś wszedł na niego. Albo mi się wydawało, albo na prawdę ma coś z bokiem, ponieważ nie mógł się przekręcić. Bynajmniej sama nie będę tutaj leżeć i nie powinnam zanudzić się na śmierć.
Chłopak wyjechał z sali, a ja zostałam sama. Położyłam się na łóżku i założyłam ręce za głowę. Miałam zamiar się przespać, póki nie wróci, ale przerwały mi to otwierane drzwi, w którym pojawił się mój doktor Tony.
- Dzień dobry - odpowiedziałam to samo. Mężczyzna usiadł obok mnie na krześle, a ja się podniosłam do siadu. Tyle z mojego snu, ale wolę być przytomna, gdy tu siedzi. Tak na wszelki wypadek. - Jak się czujesz? - zapytał. Zauważyłam na jego czole zmarszczki, widocznie nie jest już najmłodszy. Dlatego nie znajdzie sobie kogoś w swoim wieku!
- Dobrze. Wiadomo już skąd ta krew z nosa? - zapytałam przechodząc na temat lekarzy.
- To było po prostu osłabienie organizmu - i w tym momencie zaczął mi tłumaczyć coś o tym, że jakieś tam cząsteczki broniły się w nodze, więc nie miały czasu na nos; tak to brzmiało w mojej głowie. Jedynie pokiwałam głową udając, że rozumiem.
- Jakoś w południe zabieramy cię na prześwietlenie nogi sprawdzić, czy dobrze się goi - uśmiechnął się lekko, co odwzajemniłam.
- No dobrze, to ja może odpocznę do tego czasu - powiedziałam kładąc się na twardym łóżku i marząc o moim wygodnym łóżeczku, poduszce... i o kocie! Choler*! Automatycznie podniosłam się z powrotem do siadu, gdy przypomniałam sobie o Mice. - Ku*wa! - przeklęłam nie zwracając uwagę na doktorka, którego chyba zdziwiło moje zachowanie. - Mój kot! - dodałam.
- Przepraszam, co co chodzi? - zapytał dotykając mojego ramienia. Automatycznie się odwróciłam w jego stronę, dzięki czemu zrzuciłam jego dłoń z mojej skóry.
- Mogę użyć telefonu? - zapytałam już spokojnie. Zgodziłam się podając mi cegłę; tak, jego telefon to prawdziwa cegła. Udało mi się jednak go odblokować i wybrać numer... zaraz... Pika nie... Azucar'a nie... Wiem! Smiley! Szybko wcisnęłam odpowiednie guziki, a kiedy w słuchawce rozbrzmiał głos mojej koleżanki, szybko przedstawiłam jej sytuację. Okazało się, że już wczoraj się dowiedziała o "wypadku" i już zajęła się kotką. Ulżyło mi. Oddałam Tony'emu telefon, po czym opadłam na łóżko. Podziękowałam mu, po czym wróciłam do słów, że odpocznę. Skinął głową, po czym wyszedł z sali.
O matko... jak ja mogłam zapomnieć o swojej kochanej kotce!

<Akuma?>

1 maj 2017

Akuma CD Rue

Niezbyt wiedział, jak się wytłumaczyć. Chociaż pamiętał już o wiele więcej, niektóre wspomnienia nadal pozostawały zamazane i niedokładne. Wiedział jednak, iż ona miała rację - nie mógł się tak wściec o to, że zrobiła mu kawał. Co prawda był zły, ale wyładował się na jej włosach. Gdy zjawił się lekarz zaczął na nowo odgrywać rolę chłopaka Rue. I za bardzo się wczuł, ale to chyba także nie wszystko. Więc o co innego mogło chodzić? Mógł być wściekły na Toniego? Dopiero teraz zdał sobie sprawę tego, iż przedstawił sobie właściwą wersję, co działo się z jego emocjami ,a raczej jak one przebiegały. Spojrzał w stronę leżącej Rue, najwidoczniej mocno dał jej w kość. Ale jej się nie dziwił, sam byłby obrażony, gdyby odpieprzyła coś takiego i to bez najmniejszego powodu. No, może wcześniej mu dopiekła, ale to nie powód, by mścić się na innych i wpadać w furię tak wielką że ochrona trzyma cię ze wszystkich stron, podając środki nasenne i na uspokojenie ( albo jedno w drugim? ). Westchnął przeciągle. Niezbyt wiedział, co teraz zrobić Mógłby ponownie zacząć temat ale czuł, że nie ma ochoty na rozmowę z nim. Może za jakiś czas? Chociażby pół godziny? Podobno kobieta, która nad nim czuwała miała się ponownie zjawić, ale nie był pewien, ile czasu upłynęło od jej ostatniej wizyty. Odczekał parę minut, próbując sobie wszystko poukładać. Może to faktycznie hormony? Ale tak nagle? To byłoby dość dziwne, przynajmniej jego zdaniem, a ekspertem w takich sprawach to on nie był. A może to przez to, że gdy maszyna podpięta do niego spadła i przestałą działać? Ale przecież oni, w sensie lekarze, wzięliby to pod uwagę. A może rozmowa z tym łysolem go tak wkurzyła? Nie był pewien.
- Rue... - w końcu odważył się odezwać. Jego głos brzmiał niepewnie i zupełnie tak, jakby prosił swoją mamę o coś niemożliwego. - Ja serio nie wiem, co we mnie wstąpiło. Przepraszam ,nie gniewaj się - nie był dobry w przepraszaniu i okazywaniu skruchy. Słowa przychodziły mu z trudem, do tego nie potrafił odpowiednio ich dobrać. - Po prostu chyba za bardzo wczułem się w rolę ułomnego i nadopiekuńczego chłopaka. Tak mi się zdaję. A może Tony mnie tak zdenerwował? Babka mówiła, że to może być też wina hormonów, ale jej nie wierzę - gdy nastąpiła niezręczna cisza, usłyszał szelest pościeli i odwrócił się w kierunku właśnie przekręcającej się w jego stronę dziewczyny.
- Może to przez mój żart? - spytała już mniej gniewnie, niż przedtem. W jej głosie słychać jeszcze było lekką irytację, ale o wiele bardziej obawy. Miał wrażenie, że zaraz zacznie się obwiniać o tą akcję z okresem.
- Wątpię, przecież to tylko żart, w dodatku sam w niego uwierzyłem. Ale przyznam, miałem ochotę kupić największy sekator w mieście i obciąć ci te kudły - zaśmiał się chicho, bo tylko na taki nierówny odgłos było go stać. Ale mówiło mu się o wiele łatwiej, w dodatku bez chrypy. Najwidoczniej lekarstwo zdążyło już zrobić swoje. Przynajmniej w większości, czuł się jeszcze nieco ospały. Po chwili usłyszał także jej śmiech, odbijający się echem w jego głowie, jak to czasem w filmach. Głównie horrorach, ale tutaj nie było nic strasznego. " Tak samo myśleli ludzie w horrorach, a parę minut później nie żyli", myślał.
- Mniejsza z tym,mają zrobić ci jakieś badania i wszystko wtedy się okaże - oznajmiła znużonym tonem. Najwidoczniej nie tylko on był już tym zmęczony. Postanowił zmienić temat, chociaż nie był on lepszy od poprzedniego.
- Mówili ci, ile będziemy tu jeszcze mniej więcej siedzieć? I ile będzie trwać rehabilitacja? - spytał, mając nadzieję, że usłyszy coś w rodzaju "Tydzień i tydzień". Jednak rana po postrzale goiła się długo, do tego Rue posiadała unieruchomioną nogę, co świadczyło o czymś poważnym, a rehabilitacja czasem trwa latami. Jednak nie wierzył, by w ich przypadku przeciągnęła się dłużej niż miesiąc. I miał nadzieję, że się nie myli, jednak i tak miesiąc to dla niego stanowczo zbyt długo. Chciał znowu stąd wyjść, nim po raz kolejny spotka Toniego i zdoła się z nim pobić.

< Rue? >

Vulnere CD Smiley

Zdziwiła się na pytanie Smiley. Przecież to jej praca, wynagrodzenie dostaje od Pika ( teoretycznie Papy, ale jakoś nie daje znaku życia ), więc dlaczego miałaby ofiarować jej rekompensatę? Może ze zwykłej wdzięczności? Niezbyt wiedziała jak się zachować. Przecież mogła powiedzieć to ze zwykłej grzeczności, a w rzeczywistości nie mieć najmniejszej ochoty na jakiekolwiek spotkanie?
- Z chęcią przyjdę - po części skłamała, a po części powiedziała prawdę. Preferowała swoje towarzystwo, jednak różowowłosa nie przytłaczała jej aż tak, jak inni. Więc dlaczegóż by nie? - Ale jak już mówiłam, to moja praca, więc nie musisz mi się za nic odwdzięczać. Poza tym pewnie zrobiłabyś to samo dla mnie, zwłaszcza gdybyś także była lekarzem - dodała, już nieco mniej pewnie, ale najwidoczniej jej towarzyszka nie zwróciła na to uwagi. Zamiast tego uśmiechnęła się jeszcze szczerzej, po czym weszła do sklepu. Vulnere zorientowała się gdzie jest dopiero wtedy, gdy zauważyła półki z przeróżnymi zwierzętami oraz akcesoriami dla nich. Wolała zwierzęta o wiele bardziej od ludzi. Podeszła do jednej z klatek, gdzie trzymano papugi skrzeczące i przeskakujące z jednej drewnianej belki na drugą. Małe papużki faliste, przynajmniej tak jej się wydawało. Po chwili nabrała pewności, gdy zobaczyła napis pod spodem. Do tego krótka informacja o tym, co jedzą oraz jak należy je traktować i czego się po nich spodziewać. W tym samym momencie zorientowała się, że nie ma przy niej Smiley. Rozejrzała się po sklepie i dostrzegła ją przy półce z karmą dla zwierząt. W ręku trzymała paczkę z psimi przysmakami. A więc posiada psa? A może parę zwierząt? Postanowiła o to spytać:
- Masz psa? - na moment spojrzały sobie prosto w oczy, szybko jednak jej towarzyszka wróciła do przeszukiwania produktów. Wybrała jeszcze jedną paczkę tym razem większą, zawierającą suchą karmę. Zawahała się na parę sekunda, ale ostatecznie odwróciła się z powrotem do niej i odpowiedziała:
- Tak, nazywa się Bisca, to pies pasterski - ponownie się uśmiechnęła, po czym zaczęła przepychać między ludźmi do lady, przy której stała już jedna osoba wraz z karmnikiem do klatki dla ptaków.
- Kocham psy, niestety żadnego nie mam - posmutniała. Obiecała sobie, że kiedyś to zmieni. O ile starczy jej czasu dla psa, w co nie wątpiła. Właściwie to nie posiadała żadnego, gdyż zwierzęta, jakie dotychczas posiadała to konie. Chociaż kiedyś miała psa... Umarł gdy miała czternaście lat i później jakoś nie interesowała się ponownym kupnem. A raczej jej rodzice. Wkrótce wyszły ze sklepu zoologicznego i udały się do kwiaciarni, jak wcześniej zapowiedziała Smiley. Była niedaleko, więc nie zdążyły zacząć kolejnej rozmowy, idąc w ciszy. Postanowiła, że także sobie coś kupi, jeśli ją zainteresuje. Kochała rośliny, ale głównie te, co nie okazywały się kwiatami. Bardziej jakieś drzewka, bądź inne doniczkowe. Zawsze chciała mieć drzewo w pokoju, to nie żart. Dlaczego to nie miało by się zmienić? Wchodząc do środka poczuła lekką wilgoć oraz zapach nasion, ziemi oraz delikatną, miejscami zróżnicowaną woń kwiatów. Podeszła do jednej z rośliny, która od razu przykuła jej uwagę - był to figowiec pospolity. Spojrzała na cenę - tylko dwadzieścia jeden? Byłą pewna, że nie wyda owoców, ani nie urośnie zbytnio duży, ale nie przeszkadzało jej to. Postanowiła go wziąć razem z doniczką. Posiadała ze sobą niemal sto złotych ( swoich - od pika zostało jej nieco ponad sto pięćdziesiąt ). Gdy podeszła do lady i zapłaciła za wszystko, otrzymując resztę odnalazła Smiley, pokazując swój łup. Oczywiście był w pudełku oraz w reklamówce, na jej życzenie, więc szybko wytłumaczyła, co zakupiła.
- A ty coś bierzesz? - spytała.

< Smiley? >

Smiley CD Vulnere

Pożegnałam się z chłopcami i wróciłam do swojego namiotu. Moje pupile przywitali mnie ciepło i były w dodatku uradowane. Wyszłam jeszcze z nimi na spacer, a tuż potem położyłam się spać.
~~ na następny dzień ~~
Wstałam dość wcześnie, a przynajmniej jak dla mnie. Wreszcie była już dziewiąta, a ja byłam już na nogach. Ubrałam się i poszłam na krótki spacer ze zwierzakami. Wyrobiłam się na czas co było naprawdę mało kiedy u mnie spotykane. Założyłam tylko torebkę i wzięłam pieniądze. Na spokojnie dotarłam na miejsce gdzie byłam umówiona z Vulnere. Już się nie mogłam doczekać, aby wyjść na miasto. Zauważyłam jak w moją stronę biegnie dziewczyna.
- I jak, lepiej ci już? - spytała się zdyszanym głosem dziewczyna.
- Co prawda boli, ale jest troszeczkę lepiej - odparłam. - To jak, idziemy?- spytałam się z ogromnym uśmiechem na twarzy.
- No pewnie - odpowiedziała.
Ruszyliśmy w stronę miasta, przy okazji porozmawiałyśmy sobie na przeróżne tematy. Po kilkunastu minutach znalazłyśmy się na samym targu.
- Tam jest apteka, więc może zaczniemy od niej - spojrzałam na dziewczynę, która stała tuż obok mnie.
- Wiesz muszę dużo kupić, więc może lepiej będzie zostawić to na koniec?
- Złożymy zamówienie i jeszcze dzisiaj przyniosą to nam do cyrku, więc nie masz co się martwić - puściłam oczko, a ona była jakby trochę zaskoczona. Chwyciłam ja za rękę i pociągnęłam ją, aż do samej apteki.
- Witaj Smiley - powiedziała starsza pani za lady.
- Dzień dobry, pani. I jak pani się czuję? - spytałam, podchodzić bliżej. Znałam babunie już od dość dawna, zawsze mi pomagała, albo ja jej.
- Dużo lepiej, a to dzięki twojej opiece. Czego potrzebujesz? - uśmiechnęła się do mnie.
- Ja obecnie niczego nie potrzebuje, no może oprócz maści, ale rzeczy których potrzebuje to ona - wskazałam na Vulnere. Obie się zagadały o czymś czego co ja kompletnie nie rozumiałam. Ich rozmowa trwała, trwała,... zupełnie jakby nie miała końca, ale wreszcie nadszedł kres rozmowy.
- Dzisiaj około siedemnastej wszystko powinno być na miejscu - powiedziała babunia, a my się z nią pożegnałyśmy.
- To co teraz? - spytała się dziewczyna.
- Muszę iść do tamtego sklepu - wskazałam na sklep po drugiej stronie. - ... no a potem muszę iść do kwiaciarni no i po składniki - odpowiedziałam.
- No to chodźmy - spojrzałam się na nią i przypomniało mi się, że chciałam się jej o coś zapytać.
- Chciałabyś może zjeść dzisiaj kolację u mnie? - spytałam. - Przynajmniej po części będę mogła ci jakoś podziękować za twoją pomoc.

<Vulnere?>

Rue CD Akuma

Obudziły mnie głos z tyłu. Z początku wydawało mi się, że śnie. Kiedy jednak zaczęłam się budzić, a głos zaczął nabierać barw i był coraz bardziej wyraźny, odwróciłam się o sto osiemdziesiąt stopni. Miałam zamiar spojrzeć na chłopaka, ale zamiast tego na drodze stanęła mi jakaś postać w białym fartuchu.
- Chyba oszalałem – to na pewno był głos przyjaciela. Czy się obudził, to dobrze. Już miałam ochotę iść po kubeł zimniej wody i wylać mu ją na twarz tak, jak to obiecałam mu wczoraj, kiedy nie reagował.
- Gorzej – powiedziałam cicho. Byłam strasznie zmęczona, ale czym? Przewróceniem się na drugi bok? - Całkowicie straciłeś kontrolę – dokończyłam. Gdybym znalazła słówko gorsze od "oszaleć" na pewno bym je użyła, ale w tej chwili nic mi nie przychodziło do głowy. - Jesteś walnięty – mruknąłem. Sama nie wiem czy byłam wtedy na niego zła, czy chciałam mu prawić wyrzuty.
- Za chwilę porozmawiacie – do naszej rozmowy wtrąciła się nie miłym tonem to dziwne babsko, które stało przy jego łóżku. Ugh... wczoraj nie mogłam, dzisiaj nie mogę... dajcie nam spokój! Chcę z nim tylko porozmawiać, jak normalni ludzie! A to, że będę się jego czepiać, to już moja sprawa.
Kobieta zaczęła mu o czymś mówić, coś o jakimś leczeniu które miało się odbyć za jakiś czas, kiedy będzie w pełni sił. Potem tak czy siak czekają go kolejne badania, ale tym razem nad stanem zdrowia po postrzale. Akuma nie wyglądał na zadowolonego, ciągle się na niego patrzyłam przez ramię doktorki, która swoją obecnością zaczynała mnie powoli wpieniać. Czułam się dzisiaj okropnie, a ona jeszcze mi stoi na drodze. Zaraz się zdenerwuje, tyle, że ja się opanuje i nie rzucę się na pierwszą lepszą osobę tak, jak to zrobił wczoraj chłopak. Jestem ciekawa, czy jest tego świadomy i zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę. A jeśli tak, to czy widzi w tym coś złego, czy jest to dla niego całkowicie normalna rzecz. Bo ja uważam, ze wręcz przeciwnie. Wyglądał na normalnego człowieka, bynajmniej mi się tak wydawało.
- Przyjdę po ciebie za godzinę – po tych słowach kobieta skierowała się do wyjścia. Czyli mamy tylko godzinę na to, aby to wszystko sobie wytłumaczyć. Może starczy, może nie. Jeśli nie, będę z niecierpliwością czekać na ciąg dalszy.
Kiedy drzwi się zamknęły spojrzałam surowym wzrokiem na chłopaka, który leżał jakby znieruchomiały na łóżku. Tyle dobrego, że chociaż przechylił głowę w moją stronę.
- Pierwsza rzecz jest taka, jak się czujesz? - nawet jeśli chciałam się na niego porządnie wydrzeć i go powyzywać od najgorszych ćwoków, to jednak musiałam się zapytać o jego zdrowie. Był tym pytaniem najwidoczniej zdziwiony, ale nie zwróciłam na to uwagi. Przez chwilę się nie odzywał, jakby ktoś mu odciął język, ale widziałam, że próbował coś powiedzieć.
- Jak zombie – w końcu się odezwał, a to porównanie świetnie pasowało do jego stanu.
- Tak, wyglądasz jakbyś umierał – stwierdziłam podnosząc się z leżenie, do pozycji siedzącej. Gdybym mogłam, usiadłabym po turecku, ale moja usztywniona noga mi na to nie pozwala.
- Dzięki – nie mam pojęcia czy miał to byś sarkazm czy ironia, nic z tego nie wyszło. Zapewne nie wrócił w pełni do sił, w sumie to nawet ta baba tak gadała.
- Druga sprawa jest taka, że jestem największym idiotą, jakiego znam – powiedziałam. Chłopak zmarszczył czoło, bynajmniej próbował. Zamknął oczy jakby światło go raziło.
- Wiem – mruknął niewyraźnie pod nosem. Cud, ze to zrozumiałam. - Po prostu... sam nie wiem co się ze mną wtedy stało – odwrócił głowę i teraz patrzył na sufit. Zmarszczyłam brwi, nie lubiłam, gdy ktoś uciekał ode mnie wzrokiem. To był jednocześnie denerwujące, ale w jakiś sposób czułam się niczym zwycięzca, skoro ode mnie uciekają. Tyle, że w tej chwili to ja kipiałam złością za to, że wczoraj tak dął się ponieść emocjom.
- Ja wiem. Straciłeś nad sobą panowanie, tylko czemu? - zapytałam. Milczał, a ja czekałam na daremno na jego odpowiedź. - Spójrz na mnie – długo tego nie wykonał. Dopiero gdy powtórzyłam te słowa ostrzej, pewniej i bardziej surowiej, skierował w moją stronę wzrok. - Nie chce mi się wierzyć, że zdenerwowałeś się tak po moim żarcie i wykorzystaniu twojej naiwności. Nie jesteś taki głupi – powiedziałam to, co sądziłam. Najwyżej się pomylę, ale to moje zdanie. - Chcę wiedzieć, co cię tak zdenerwowało.
- Nie wiem... - mruknął znowu odwracając głowę.
- Wiesz, ale albo nie chcesz mi powiedzieć, albo sam się do tego przyznać – fuknęłam wściekła. Położyłam się na łóżku i odwróciłam do niego plecami. Nie miałam już chęci z nim rozmawiać. Teraz to już sama nie rozumiałam, o co ja się denerwowałam. Może dlatego, że się o niego martwiłam?
<Akuma?>