17 maj 2017

Akuma CD Rue

Myślał, że w książkach tylko blefuje się gdy pisze, że bohater po solidnym uderzeniu w twarz widzi gwiazdy, świat wokół wiruje, a w uszach dzwoni. Co prawda u niego ta pierwsza rzecz nie wystąpiła, ale dwie pozostałe, owszem. Zatoczył się do tyłu, czując tępy ból na prawym policzku, a głównie to na kości policzkowej, na której został rozłożony cały impet ciosu. Mózg na moment go bolał, miał wrażenie, jakby się trząsł, ale ostatecznie zdołał odgonić to nieprzyjemne uczucie. Wyprostował się, a raczej stanął z opuszczonymi ramionami, jednak już nie trzymał głowy nisko i nie zginał pleców. Nie tak, jak jeszcze przed chwilą.
-...Wiem, dlatego dwa dni się pomęczycie w ciemnościach, a potem uciekniecie razem ze mną po za kraj - usłyszał. Głos dochodził jakby z oddali, zagłuszany przez szum krwi w uszach. Sukinsyn! Chce ich wywieść! Spojrzał na Rue, która wściekłym wzrokiem mierzyła typa od stóp do głów, po czym wydała się na moment, jakby chciała splunąć pod jego nogi, ale powstrzymała się. Najwidoczniej nie chciała narażać ani siebie, ani Akumy. Zacisnął szczęki, ale to tylko wzmocniło ból. "Dobrze, niech boli. Ból utrzymuje świadomość" - pomyślał. Miał nadzieję, że te słowa przeczytane w wielu książkach okażą się prawdziwe.
- A teraz idziemy - oznajmił i ponaglając ich krwiożerczym wyrazem twarzy, poszedł przed siebie. Nie mając wyboru, zrównał się z dziewczyną i poczłapał ze zwieszoną miną za rosłym mężczyzną. Za nimi szło paru innych, uzbrojonych w karabiny maszynowe. Ciekawe, czy mieli pozwolenie na taką broń...
- I co teraz? - spytał półszeptem. Nie miał żadnego planu, ale musieli coś wymyślić. Jeśli faktycznie ich gdzieś zamkną to teraz najlepszy moment, żeby zwiać. Ale oni mieli znaczną przewagę liczebną., No i broń, która tym razem z pewnością nie chybi ani o milimetr. Przynajmniej takie miał wrażenie. Chociaż nie pierwszy raz ryzykował już życie, gardło mu się ściskało od strachu, a serce biło mocno i szybciej, niż zwykle.
- Zamknij się! - rozległ się ryk i Tobias się odwrócił, żeby zdzielić go pięścią. Gdy już podniósł dłoń, Akuma przygotował się na kolejny ból modląc się, by i tym razem nie stracił przytomności, ani nic z tych rzeczy. Ale w tej samej chwili poczuł, jak coś pchnie go od boku, zmuszając do przesunięcia się drastycznie w prawą stronę. O mało co się nie wywalił, ale już chciał zawrócić widząc, że to Rue go odepchnęła i to ona teraz dostaje, prosto w szyję. Czyli gdyby on tam stał, dostały pewien w ten sam policzek... Najszybciej jak umiał, popędził ten metr, może dwa, w jej stronę chcąc w jakiś sposób pomóc. Maił już spytać, czy wszystko okay, ale przypomniał sobie, dlaczego tak właściwie dostała i sam zdzielił się ze zdwojoną siłą w duszy. Gdyby siedział cicho, nic by się jej nie stało! Zakrztusiła się zaczęła kaszleć, pomógł jej ustać na nogach. Już miał się rzucić na Tobiasa gdy zauważył, że celuje w nich z czarnego, jak bezgwiezdna noc, pistoletu. Przełknął głośno ślinę mając na dzieję, że dziewczynie się polepszy, a niedługo uda im się uciec. Gdy przestałą kasłać i podniosła wzrok, miała wilgotne oczy od bólu i kłucia w gardle, w które dostała. " Zabiję sukinsyna, jak tylko stąd wyjdziemy", zdawały się mówić jego oczy. To samo sobie pomyślał łudząc się, że go zrozumie. Na prawdę go zabije. Jakkolwiek -zastrzeli, pobije, udusi, utopi,... Miał głęboko w poważaniu to, że ponownie złamie swoją zasadę, by nikogo nie uśmiercić. Niech tylko tnie ją jeszcze raz, a ta spluwa już go nie powstrzyma. Człowiek w furii połączoną z determinacją działa cuda.

< Rue? >

16 maj 2017

Smiley CD White

White który opowiadał mi o swoim bracie i wspólnie przeżytych przygodach, pobudziło moja wyobraźnię. Za każdym razem wyobrażałam sobie jak wyglądała ich reakcja czy też mina. W pewnym momencie White przestał opowiadać, a moja wyobraźnia wyłączyła się.
- Wybacz - zaśmiał się po chwili ciszy. - Znowu się rozgadałem - podrapał się po karku, a ja zaczęłam zastanawiać się dlaczego przerwał i za co mnie przeprosił. - Gdy zacznę jakiś ciekawy dla mnie temat, nie potrafię zamknąć ust - zaśmiałem się trochę speszony chłopak.
- Nic nie szkodzi, bardzo lubię można by nawet powiedzieć, że kocham jak ktoś opowiada mi o swoim rodzeństwie czy też o tym co wydarzyło się u niego ciekawego. Dzięki temu moja wyobraźnia zaczyna działać i to na dużą skalę, a co za tym idzie to przychodzi mi pomysł na namalowanie czego - uśmiechnęłam się. - Twój brat jest wspaniały, ale ty jeszcze bardziej - dodałam po chwili, trochę ciszej.
- Dlaczego? - spytał się, a ja nie wiedziałam jak za bardzo mu na to pytanie odpowiedzieć.
- Jesteś opiekuńczy, miły a w dodatku pomocny... - dalej już nie mówiłam, bo poczułam jak na mojej twarzy pojawiają się rumieńce.
Wskoczyłam na drewnianą poręcz od mostu. Stanęłam na rękach i zaczęłam iść, aż do dziecka, które było niedaleko w dodatku było smutne.
- Lepiej żebyś się uśmiechał niż płakał - powiedziałam do niego stając na równe nogi. Wyjęłam ze swojej kieszeni kolorowego lizaka. Wyciągnęłam rękę wraz z łóżkiem w dłoni do chłopaka.
- To dla ciebie, na poprawę chumoru - na smutnej twarzy chłopaka pojawił się ciepły uśmiech.
- Dziękuję ci siostrzyczko - usłyszałam z ust chłopaka bardzo miłe słowa. Pomachał mi i odszedł w podskokach.
- White padnij! - powiedziałam w pewnym momencie, gdy coś mnie zaniepokoiło. Rzuciłam się na chłopaka, i oboje upadliśmy na ziemię. W naszą stronę wyleciała strzała. 
- Było blisko... - powiedziałam z ulgą. - Nic ci nie jest? - spytałam się chłopaka, który leżał pode mną. Szybko zeszłam z niego. - Przepraszam, muszę być ciężka. Naprawdę przepraszam! - czułam się strasznie zawstydzona.

<White?>

Lunativ CD Volante

Volante był moim przeciwieństwem do potęgi. Na jego twarz wiecznie widniał uśmiech, miał tendencję do figli i cieszyło go wszystko, co dla mnie nie miało zbytniego znaczenia, gdyś widziałem to codziennie. Co cudownego może być w słońcu, które świeci każdego dnia? Co wspaniałego we wodzie, która jest praktycznie wszędzie? Co pociągające w życiu, skoro i tak zaraz je stracimy? Nie wiedziałem czy te pytania kiedykolwiek przeszły przez myśl chłopaka. Zapewne nie. Wydawało mi się, że żył w jakiś innych kategoriach, które trudno było spotkać wśród mieszczan i dworzan gdzieś tam w mieście. I to... było inne, ale... tak niesamowicie cudowne. Ta różnica, to nowe spojrzenie na świat. Czułem, że... ta znajomość nie może być jednak tak bardzo bezwartościowa. Mogła mi dać naprawdę bardzo wiele...mogła mnie zmienić na lepsze. Ja... nie okazywałem tego, ale wiedziałem, że nie jestem idealny. Mało tego! Jestem straszny, wredny, czasami bezduszny i okrutny, mimo że nie i tak jestem w miarę dobrym człowiekiem. Ale to nie najdziwniejsze. Zagadką był dla mnie fakt, że Vol nadal mnie nie opuścił. Być może wtedy jeszcze się na mnie przysłowiowo " nie przejechał ".
Czarnowłosy tak cieszył się tym miejscem. Pluskał się w wodzie, jak małe dziecko. To był wspaniały widok. Tak mocno to cieszyło moje serce... sam nie wiedziałem czemu. Nie minęła chwila, kiedy namówił mnie do wspólnej zabawy. W tamtym momencie przypomniałem sobie o moich bliznach na ciele, które... no, powiedzmy sobie szczerze, nie wyglądały zbyt atrakcyjnie... a przynajmniej nie ma zbyt wielu ich zwolenników. Szpecą, mimo że często są znakiem siły i wytrzymałości. Pomimo tych wszystkich aspektów, zacząłem się rozbierać. Starannie składałem swoje ubrania i układałem w stos z dala od wody. Nadal coś w mojej głowie sprawiało, że nie czułem się zbyt komfortowo. Byłem skrępowany i zawstydzony. Starałem się odgonić te wszystkie myśli, ale nie potrafiłem. Sam nie wiem dlaczego... po prostu one nadal przeważały w mojej głowie. Ostrożnie wchodziłem do wody i liczyłem na to, że woda jakoś zmieni perspektywę i światło, zasłaniając choć odrobinkę wszystkie te pamiątki. Po chwili byłem już bliżej towarzysza, któremu nie umknęła uwadze moja największa blizna.
- Skąd to masz? - spytał chłopak, wskazując na szramę, która biegła od pośladka aż do piersi. Speszyłem się i odwróciłem na chwilę wzrok, by... no, ukryć się, nie owijajmy w bawełnę. Chciałem też ułożyć odpowiedź w głowie, by nie brzmiała, jak jakieś narzekanie czy żale.
- Po torturach. Raz mnie złapali i...chcieli wyciągnąć informacje – spojrzałem na jego twarz - W porę jednak zostałem uwolniony...tak jakoś wyszło – odpowiedziałem bez żadnych porównań homeryckich i ponownie odwróciłem głowę. Poczułem ruch w wodzie. Czarnowłosy podszedł do mnie. Poczułem jego oddech na moim karku. Podszedł jeszcze bliżej. Delikatnie położył dłoń na boku, na którym była blizna i oparł czoło na moim ramieniu. Był ode mnie wyższy. Odwróciłem głowę w jego stronę. Spojrzał na mnie oczami, które lśniły, jakby płakał. Wystraszyłem się. Przecież... nie chciałem mu sprawić bólu. Odwróciłem się do niego całym ciałem, nie lada przestraszony.
- Ej... ale to już było. To już mnie nie boli. Nawet nie pamiętam tego bólu...przeżyłem przecież i to jest ważne. Pal licho blizny... - Vol przerwał mi przyciągając mnie nagle do uścisku. Objął mnie szczelnie. Na początku byłem tym zaskoczony i zwyczajnie drętwy z tego zaskoczenia, ale po chwili się rozluźniłem i odwzajemniłem uścisk. W sumie... nie wiem dlaczego, ale czułem się wtedy zupełnie inaczej niż wtedy, kiedy przytulałem moją narzeczoną. To ja ją zwykle przytulałem, a nie ona mnie. Starałem się zawsze być dla niej opoką i wsparciem. Moje problemy starałem się w miarę możliwości ukrywać. Wtedy, kiedy Volante mnie przytulił poczułem się taki... beztroski. To było cudowne. Staliśmy tak chwile, po czym poczułem jak jedna jego dłoń ląduje na moim policzku i zmusza do podniesienia na niego wzroku. Nasze spojrzenia spotkały się, jak jeszcze nigdy dotąd. Uśmiechnął się do mnie delikatnie, ale... tak uroczo i szczerze, że moje serce zaczęło bić tak szybko, jak jeszcze nigdy. Myślałem, że mi wyskoczy zaraz z klatki piersiowej. To naprawdę było aż przerażające. Przeczesał wilgotną dłonią po moich włosach kilka razy po czym zgrabnym ruchem przejechał na moją szyją. Jego twarz była coraz bliżej, a ja... nie mogłem się ruszyć i... nawet nie wiem czy chciałem. Nagle usłyszałem trzask dochodzący z zagajnika. Odsunęliśmy nasze twarze od siebie momentalnie i spojrzeliśmy w kierunku, z którego dochodził hałas.

< Volante... hehehehe [lenny] >

15 maj 2017

Rue CD Akuma

Byłam pewna w stu procentach, że to Pik! To był on! Dlaczego wiec teraz widzę jego? Dlaczego?! Miał na nas czekać przyjaciel, Pik, miał białe włosy i był Pikiem! Dlaczego widzę jego? Dlaczego on tam siedzi? Raptownie serce podeszło mi do gardła, nie zdołałam wydusić z siebie żadnego dźwięku, nawet żenującego jęknięcia wskazującego na to, że rozumiem co się dzieje. Ale ja nic nie rozumiałam! Na siedzeniu znajdował się karabin, broń, od której miałam czarne scenariusze w głowie. Widziałam jak stawia pod murek związanego Akumę, a potem strzela w niego parę razy, a mi każe na to wszystko patrzeć. Ale dlaczego on tam siedział i kierował tą furgonetką? Dlaczego nikogo po nas nie wysłał? Dlaczego to on tam siedzi, a nie jakiś jego pracownik? Pewnie dlatego, że tamtym się nie udało. Ale to był przecież Pik! Cała sytuacja nie potrafiła znaleźć miejsca w mojej głowie, nie przyjmowałam tych złych wieści do siebie wierząc, że to tylko głupi sen, z którego na pewno zaraz się wybudzę. Ale czując jak mną rzuca na tylnym siedzeniu przestałam w to wierzyć. Mocno trzymałam się swoim kul i próbowałam otworzyć jakiekolwiek drzwi. Tyle, że wszystkie były zamknięte, a on się od nas ogrodził jakąś szybą, więc nie miałam jak go chociaż uderzyć tym swoim kijkiem, na którym miałam się podpierać.
- Wypuść nas! - dopiero teraz wydałam z siebie jakiś dźwięk kopiąc zdrową nogą drzwi, które za nim nie chciały się otworzyć. - Słyszysz! - nie wiem czy buzowała we mnie złość, czy miałam ochotę płakać. Chyba wszystko na raz, strach, gniew, płacz. Nie przestawałam kopać w drzwi.
- Rue, uspokój się. To nic nie da - poczułam na ramieniu dotyk chłopaka. Spojrzałam raptownie na niego myśląc, że to Tobias i mając ochotę go uderzyć z całej siły. W ostatniej chwili się powstrzymałam. Posłuchałam się go i zaprzestałam swojej czynności.
- Musimy się stąd teraz wydostać... - powiedziałam nieco cicho. - ...bo potem nie będziemy mieli szans. Nie z moją nogą i twoim bokiem - dokończyłam patrząc na szybę. Może dało by się ją zbić? No nie wiem, to nie jest idiota, aby wsadzić tutaj kruchą szybę. Prędzej przezroczysty plastik.
- Wiem, ale trzeba się uspokoić. Inaczej nic nie wymyślimy - poczułam jak przyspieszamy, raptownie wyrzuciło mnie do przodu, ale tylko przez chwilę. Czyli co? Wyjechaliśmy z terenu zabudowanego, ze tak pędzi? No pięknie. I jak tu być spokojnym?!
- Ja dalej nie mam nic w głowie - powiedziałam cicho rozglądając się po wodzie, w którym w sumie nic nie było. Żadnych przyrządów, nawet najmniejszych, jakichś zabawek czy czegokolwiek. Zapewne przewidział, że wszystko co znajdziemy, nawet to najmniejsze użyjemy przeciwko niemu. Czy on nie może być tak samo głupi i naiwny jak jego pracownicy?!
- Chole*A. Tu nic nie ma! - nie mam pojęcia ile czasu straciliśmy na tak bezradnym szukaniu czegokolwiek, ale w ciągu jednego sekundy zatrzymaliśmy się, drzwi się otworzyły z obu stron, a nas jacyś ludzi wyciągnęli, a raczej wyszarpnęli z samochodu łapiąc w mocnym uścisku. Za ramiona, potem związali ręce. Ja oczywiście stałam na jednej nodze, druga była lekko podniesiona, ponieważ podczas tak mocnego hamowania uderzyłam nią o drzwi.
- Myślałem, że coś więcej z siebie dacie - skomentował ten okropny głos. Nie sądziłam, że kiedyś go znowu usłyszę, chociaż marzyłam, żeby już nigdy tego człowieka nie spotkać. - Z moimi kolegami sobie świetnie poradziliście - powiedział to z przekąsem, jakby chciał pokazać swoim "kolegom" jacy oni są słabi, skoro nie potrafili nas złapać w dziesiątkę, a on sobie poradził sam.
- Sprytnie. Najlepiej pójść na łatwiznę i porwać dwie kaleki. Masz się czym chwalić - skomentował Akuma, na co cicho się zaśmiał. Miał rację, porwanie dwóch kalekich bachorów to prawdziwy wyczyn - sarkazm. Jednak to nie był dobry pomysł na komentowanie, zaraz chłopak został uderzony pięścią w twarz.
- Ku*wa! Jesteś popier*olony! Zostaw go! Po co ci on?! - odwrócił się w moją stronę i rozluźnił pięść.
- Zero świadków, a to twój przyjaciel.
- No i co? W całym mieście mam przyjaciół, sądzisz, że nie będą mnie szukać? - prychnęłam, a Tobias uśmiechnął się dziwnie.
- Wiem, dlatego dwa dni się pomęczycie w ciemnościach, a potem uciekniecie razem ze mną po za kraj - wyjawił nam kawałek planu. "Pomęczycie w ciemnościach" - te słowa zostały w mojej głowie. Ciemności mogę sobie wyobrazić, ale męczarnie z nim w roli głównej... nie chcę o tym myśleć. Bałam się tylko o chłopaka, nie mogłam pozwolić, żeby coś mu się stało, a teraz jedynie patrzę. 

<Akuma? Podróż dookoła świata! Zaczynamy od piwnicy>

14 maj 2017

Akuma CD Rue

Zaspanym wzrokiem spojrzał na szczerzącą się Rue. Zabić, czy nie zabić? Oto jest pytanie... Usiadł i poczuł lekki ból w boku, przez co skrzywił nieco twarz. Chociaż czuł się już o wiele lepiej, rana nadal dawała mu się we znaki.
- Masz rację - usłyszał nagle czyjś głos, rozpoznał go od razu. Należał do Toniego. Oboje odwrócili się w tamtym kierunku. "Ile on już tam tak stoi???" - rozległo się pytanie w jego głowie, niosąc ze sobą natarczywe echo. Akuma posłał mu pytające spojrzenie. Czy lekarz może bez pukania wchodzić sobie do sali pacjentów? A co, jeśli odwalaliby coś głupiego? W tym samym momencie uświadomił sobie jedną rzecz - kamery. Tak, były po dwóch końcach pomieszczenia, przymocowane do jednej ściany. Czyli i tak byliby na widoku. Przez moment zastanawiał się, co zrobiłby personel, gdyby zakryli obie prześcieradłami. Nic? A może natychmiast przyszliby i je odkryli? Czy obraz przez nie nagrywany w ogóle jest przez kogoś nadzorowany? Czy po prostu są sobie ot tak, dla pozorów bezpieczeństwa i wiecznej kontroli nad pacjentami?
- To znaczy? - spytała Rue. Najwidoczniej ucieszył się, że to ona o to spytała, gdyż uśmiechnął się szeroko na jej słowa.
- Wypisują was dzisiaj, a właściwie, to już jesteście wolni. Weźcie swoje rzeczy i przebierzcie się w swoje ubrania. Czeka już na was wasz przyjaciel, stoi w furgonetce przed szpitalem. Na pewno go poznacie - uśmiechnął się na koniec, po czym chwilę zwlekał z opuszczeniem sali, spoglądając tęskno w stronę Rue. - Mam na dzieję, że nie zobaczymy się prędko - dodał na koniec, po czym wyszedł, zamykając za sobą białe drzwi z głośnym hukiem. Cóż, najwyraźniej jednak chciał, by zobaczyli się prędko. Przynajmniej z jego oczkiem w głowie. Ale szybko zmienił temat rozmyślania - kto po nich przyjechał? Pik? Czy on w ogóle ma prawo jazdy? Cóż, najwidoczniej tak. Ale jego dalsze monologi wewnętrzne przerwały dłonie jego towarzyszki, która zaczęła potrząsać jego ramionami w przód i w tył, śmiejąc się przy tym głośno. Nadal przenosiła ciężar swojego ciała na zdrową nogę. I właśnie po to dano jej kule - żeby się nie zabiła na tej swojej nodze.
- Wypisują nas! Wychodzimy z tego więzieniaaaaaaaaaaaa!!! - wołała, przerywając na moment śmiech. Takiej szczęśliwej to jej chyba jeszcze nie widział. Zaśmiał się również, ucieszony perspektywą wydostania się ze szpitala.
- A ja widzę jeszcze jeden plus - uśmiechnął się szeroko, przez co dziewczyna na moment zaprzestała, posyłając mu pytające, ale wciąż uradowane spojrzenie. - Nie weźmiesz mnie na bieganie - zaśmiał się i wskazał dłonią na kule, za co dostał blaszczaka w czoło.
Gdy tylko wyszli razem ze szpitala, poczuł chłodny powiew wiatru. Otoczyła go fala świeżego powietrza, o ile tak można nazwać woń dymu papierosowego wolnego od zapachu chemikaliów i innych pierdół tego typu. Odetchnął głęboko, życie w czterech ścianach właśnie się skończyło. I oby nie zaczęło na nowo. W tym samym momencie zorientował się, że silny zapach palonego tytoniu ma źródło w furgonetce. Ujrzał w niej siedzącego Pika za kierownicą. Rue szybciej go zauważyła i już podpierając się na kulach, szła w jego stronę.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę, Pik! - zawołała. On tylko cicho się zaśmiał, po czym odblokował tylne drzwi. Akuma również ruszył w tamtym kierunku, wkrótce oboje znaleźli się w środku. Gdy tylko zamknęli drzwi, kierowca ponownie je zabezpieczył. W tej samej chwili ujrzał karabin leżący na przednim siedzeniu. Ciarki przeszły po całym jego ciele, po co mu to???
-Pik...? - odezwał się niepewnie. Gdy spojrzał w jego stronę zobaczył, jak zsuwa z czaszki białą perukę i wilgotną chusteczkę ściera coś z twarzy, odwracając się w ich stronę. Poznał tą twarz, już bez namalowanych jej szczegółów dla zmyłki. Siedział przed nimi sam Tobias z szerokim uśmiechem, ukazującym oślepiająco białe zęby.
<Rue?>

13 maj 2017

Rue CD Akuma

Kolejne prześwietlenie? Jejku... ta noga zaraz sama mi przejdzie na wylot i zostanie sama skóra – nie ma w tym sensu, ale to nie ważne. Teraz chodziło mi to, że miałam dosyć tego szpitala! Chciałam wrócić do cyrku, po balansować sobie na linie nad płonącą siatką, albo na groźnych zwierzętach, które by chciały mnie zwalić i zabić. Potrzebuje adrenaliny! Ja się tu kiszę! Nawet dosłownie! Jestem w stu procentach pewna, że gdyby nie towarzystwo przyjaciela, który także leży poszkodowany w tej samej sali co ja, zeszłabym z tego świata z nudów. Masakra! Jak długo chcą mnie tu trzymać? A tak, jeszcze parę dni, potem rehabilitacja, a potem ponowne uczenie się chodzenia na rękach, jeśli przez ten czas tego nie zapomnę. Ale czy to jest w ogóle możliwe? Wątpię. Dla mnie chodzenie na rękach jest jak oddychanie – nie kontroluje tego i nie ważne co się stanie, muszę to robić.
Wywieźli mnie na wózku inwalidzkim do jakiejś sali, którą pamiętałam – byłam tu już dwa razy, bo tyle razy prześwietlano mi nogę. Po co aż tyle? Nie miałam pojęcia. Kiedy spytałam się o to Tony'ego odpowiedział, że po prostu się o mnie martwi. O szczegóły się nie pytałam, zamiast tego dałam się spokojnie zawieść na prześwietlenie, które było pozytywne. Kości idealnie się zrastały i układały dzięki dobrze założonemu gipsowi. Teraz zostało poczekać parę dni aż mi zdejmą to coś, potem krótka (tak, krótka, nie mam zamiaru tu długo przesiadywać) rehabilitacja i wracam do cyrku! A ze mną Akuma, którego pewnie szybciej wypiszą niż mnie. Chwilę porozmawiałam z lekarzem, który wypisał moje odpowiedzi w notatniku. Pytał mniej więcej o moje samopoczucie, czy coś mnie boli, czy coś mi wyskoczyło, co czuje w nodze i takie tam. Na sam koniec stwierdził, ze w zaskakująco szybkim tempie wracam do zdrowia, co jest dobrym znakiem. Mogłam więc wrócić do sali.
Tym razem sama pojechałam na wózku pod tym względem że chciałam oraz lekarz musiał przyjąć nowego pacjenta z uciętą ręką. Słyszałam, że zmiażdżyła go jakaś ciężarówka, kiedy jechał samochodem. W tym momencie przypomniała mi się książka Kinga, w którym mężczyznę siedzącego w koparce zmiażdżyła inna maszyna. Amputowali mu prawą rękę, wyprowadził się na Florydę, a tam działy się niespotykane rzeczy, dzięki jego talentowi malarskiemu. Wiele osób zginęło, a książka bardzo mi się spodobała, nawet jeśli przez pięćset stron się nic nie działo.
Kierowanie wózkiem nie było łatwe. Szybciej by mi poszło gdyby odpychała się od ziemi jakimś kijkiem, albo chociaż jakimś mopem czy miotłą. Prosto potrafiłam przejechać idealnie, ale gdy skręcałam, parę razy uderzyłam o ścianę. Dwa razy to ledwo się nie wywaliłam, aż w końcu uderzyłam o jakąś pielęgniarkę, która uparła się, że mi pomoże. Założyłam ręce na krzyż i z niezadowoloną miną czekałam, aż kobieta zawiezie mnie do odpowiedniej sali. Gdy znaleźliśmy się przed tą dobrą, zauważyłam, że chłopak spał. Kiedy wgramoliłam się na łóżko, a pracownica poprawiła moją nogę wyjechała stąd razem z wózkiem. Chwilę patrzyłam się w sufit, aż nagle sen mnie zmorzył i nie wiem kiedy zasnęłam.
I tak płynęły następne dni. Czwartego dnia zdjęli mi gips i czekała mnie rehabilitacja. Tony stwierdził, że dla mnie wystarczą dwa tygodnie, zamiast miesiąca, stwierdzając po tym, jak szybko doszłam do zdrowia. Wizja wyjścia ze szpitala tak mnie ucieszyła, że nie mogłam się powstrzymać przed obudzeniem chłopaka. Jemu także zdjęli już bandaż, lepiej! Od dwóch dni miał rehabilitację, która polegała na poruszaniu się i głównie skręcaniu boku. Mówił, że czasem sprawiało mu to ból, ale jest coraz lepiej.
- W takim tempie to zaraz stad wyjdziemy - stwierdziłam z uśmiechem. On spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem i usiadł nieco wykrzywiając twarz. 

<Akuma? Nudzi mnie ten szpital>

11 maj 2017

Vulnere CD Smiley

- Ale ładnie pachnie! Musiałaś się nieźle namęczyć, by to przygotować! - zawołała z uznaniem, czując słodkawy zapach babeczek oraz ostry, który okazał się pochodzić od curry w dwóch miskach. W tym samym momencie zauważyła dwa zwierzaki plątające się po pomieszczeniu. Jednego rozpoznała od razu z opisu Smiley - to musiała być Bisca, niewielka suczka, od razu widać, że szczenię. Oraz drugi pupil - z początku wzięła go za psa, ale szybko uświadomiła sobie, że to nie żaden pies. Przecież to lis! Lis polarny! A przynajmniej tak jej się wydawało, bo nigdy nie spotkała zwykłego, białego lisa. Nawet nie byłą pewna, czy takie istnieją.
- Nie mówiłaś, że masz lisa! - ponownie się odezwała, z zachwytem spoglądając na niskie zwierzę, które przycupnęło obok nóg właścicielki.
- Nie było okazji, nazywa się Yuki - uśmiechnęła się i gestem dłoni wskazała na krzesło. Skinieniem głowy Vulnere jej podziękowała, gdy usiadła na wyznaczonym sobie miejscu. Ostatni raz spoglądnęła na obie niewielkie istoty, w tej chwili już obie spoczywające na swoich czterech literach.
- Jesteś pierwszą osobą, z lisem, jaką spotykam. I pierwszą osobą, która umie tak gotować. I piec... - mówiła niezbyt pewna, w jaki sposób co przygotowała. Stół był zastawiony daniem głównym, czyli curry, babeczkami oraz rurkami z kremem. Sięgnęła po widelec i dźgnęła kawałek mięsa, który wsadziła do ust. Poczuła lekkie palenie, jednak szybko ustało, dając jej rozkoszować się wręcz perfekcyjnie przygotowanej potrawie. Ale ostrość w curry, to rzecz normalna. Inaczej ta potrawa straciłaby na swojej atrakcyjności.
- Cóż, bardzo lubię zwierzęta. I miło jest mieć jakieś, które różni się od innych - odezwała się Smiley, połykając jedzenie zaraz po tym. Czyli jest jakaś rzecz, która ich łączy - zwierzęta. Tak, to zdecydowanie wspaniałe istoty. Atakują tylko wtedy, gdy muszą. Co innego z ludźmi - pieniądze, chwała, władza...to wszystko już tak wyprało człowiekowi umysł, że jego myśli są już jednakowe. By wypaść jak najlepiej, nawet kosztem innych.
-Także lubię zwierzęta. Bez obrazy, ale o wiele bardziej niż ludzi. Ale przy tobie miło spędza mi się czas - oznajmiła, siląc się na odepchnięcie swojego chłodnego tonu głosu. Tyle, że nie udało jej się i mimo znaczenia słów, jej wypowiedź zabrzmiała nieco szorstko. Jednak jej towarzyszka zdawała się puścić to mimo uszu i uśmiechnęła się na znak, że również jest jej dobrze w towarzystwie czarnowłosej. "Cóż, ciekawe, ile w tym prawdy" - pomyślała. Trudno było ją polubić A przynajmniej takie miała o sobie zdanie. Ciągle zdawała się odsuwać od ludzi, zamiast przybliżać.
- Och, i przy okazji - bardzo dobre jedzenie. Sama nigdy bym takiego nie zrobiła. Przecież ja nawet ziemniaków ugotować nie potrafię! - zaśmiała się cicho na swoje słowa, idąc w ślad za Smiley.

< Smiley? >

9 maj 2017

Akuma CD Rue

Informacja, że Rue nie zna swojego prawdziwego imienia, na prawdę go zdziwiła. Czy na prawie jazdy ma napisane "Rue"? O ile ma prawo jazdy... Ile ona w ogóle ma lat? Szybko jednak porzucił ten temat i ponownie wrócił do rozmyślania o jej prawdziwej tożsamości. Czy na prawdę nie znała swojego imienia? To było dla niego szokujące. Bo przecież każdy jakieś posiada, prawda? I ona także je miała. Ale czy nie próbowała go sobie przypomnieć? Na jej miejscu właśnie tak by postąpił - przetrzepywał by wszystkie istniejące listy z imionami, by znaleźć swoje. Chyba poczułoby się, że to tak się nazywa...? A może pogodziła się z tym, że jest po postu Rue? Bez konkretów? Na moment zastanowił się, dlaczego sama podjęła rozmowę na ten temat. Może chciała się komuś zwierzyć, bo wcześniej tego nie robiła? Albo go poinformować by nie był zbytnio zaskoczony w nagłych wypadkach? Odpowiedzi było mnóstwo. Mogła też to przecież zrobić tak po prostu, jak to bywa z oddychaniem. Instynktownie wchłaniasz powietrze, nawet nie zdając sobie z tego sprawę. Może po prostu zaczęła rozmowę w taki sposób? Zwyczajnie zaczynając kolejną konwersację? Zaczęła się także zastanawiać nad tym, dlaczego uciekła. Może z powodu tak licznej rodziny nie mieli pieniędzy na wyżycie. Albo źle ją traktowano. Może też chciała zaznać wolności? Ale w wieku siedmiu lat? To trochę nierealne. Ale możliwe. "Nie ważne, czy myślisz że możesz lub że nie możesz. W obu przypadkach masz rację", przypomniał sobie pewien cytat. Przez krótką chwilę miał problem z przypomnieniem sobie, skąd właściwie go zna, ale szybko pojął, że z książki pt. "Agent". Tak, to zdecydowanie dobra powieść.
- Już ci obiecałem, że kupię największy sekator - zaśmiał się na jej wypowiedź ( a może swoją? ), częściowo dlatego, że sytuacja nieco go bawiła, a częściowo dlatego, że nie wiedział, co innego może zrobić. Po wcześniejszym wyznaniu tak nagła, a zarazem naturalna zmiana wątku rozmowy była dla niego lekkim zaskoczeniem, ale starał się tego nie okazywać. Tak niedawno mu powiedziała, że nigdy nie obcinała włosów. Dlaczego więc chciała teraz to zrobić? Uznał wypowiedź za żart, ale ostatecznie wiedział, że niekoniecznie miał to być kawał. Po prostu zwykłe stwierdzenie, w dodatku prawdziwe. Spróbował ją sobie wyobrazić we włosach ściętych na pazia. W jego głowie pojawiła się Rue w hełmie utworzonym z włosów, na co lekko si uśmiechnął. Potem ogoloną, z irokezem, włosami po ramiona, dredami, afro, a nawet łysą ( tak, chodzi tutaj o nagą, mieniącą się w blasku słońca czaszką ).
- Serio ci tak niewygodnie w warkoczu? - spytał. Nie miał bladego pojęcia, jak to jest mieć długie włosy. Chociaż kiedyś, trzeba przyznać, były niemal po jego podbródek, to niemal już nie pamięta tych czasów. Swoje czarne włosy zaczął samodzielnie ścinać za pomocą nowo nabytego noża w wieku około ośmiu lat. Ta, stare, dobre czasy...
- Jest zrobiony wysoko, to często bywa niewygodne - zaśmiała się. - Gdy leżysz góra wbija ci się w głowę. A w sumie to nawet, gdy siedzisz i się opierasz o ścianę - dodała, wymieniając kolejną opcję niekomfortowego ułożenia. W tym samym momencie drzwi się otworzyły, a Akuma już miał rzucić, że dostanie zawału przez ten wiecznie wpadający bez ostrzeżenia personel, gdy ujrzał głowę Toniego wraz z drugim doktorem, jak mu się zdało. Weszli do środka, oczywiście łysol w okularach ostrożniej.
- Przepraszam, że tak na pana naskoczyłem. Hormony bywają niebezpieczne - próbował się wytłumaczyć i jednocześnie przeprosić, ale nie mógł się powstrzymać bez ostatniego zdania wypowiedzianego z udawanym przerażeniem. Oczywiście zrobił to w ten sposób, żeby wszyscy mogli doskonale zrozumie, że nie mówi poważnie. Mimo szorstkiego tonu głosu lekarza, zdobył się na lekki uśmiech.
- Cóż, następnym razem postaraj się opanować te woje hormony - burknął z pogardą. Najwyraźniej wypowiedź chłopaka byłą dla niego żałośnie głupia. Cóż, ale niego w zasadzie też. Nie wierzył, by to były hormony, ani też żadna choroba na tle psychiki. Po prostu emocje, i tyle. - Przyszedłem do ciebie, Rue. Zabierzemy cię na prześwietlenie, ostatnie wyszło bardzo pozytywnie i możliwe, że niedługo będziemy mogli zdjąć ten gips - oznajmił łagodniejszym tonem, ale nadal niespokojnie zerkał w stronę Akumy. Po części go to śmieszyło, a po części czuł się boleśnie odpowiedzialny za swój czyn. Najwyraźniej spodziewał się po nim wszystkiego. Nieco zaskoczyło szarowłosego chłopaka, że jego spokój tak irytował Toniego. Zupełnie, jakby już chciał kolejnego wybuchu agresji i możliwości odseparowania go od swojej ukochanej towarzyszki. Gdy w końcu cała trójka zniknęła z pomieszczenia, pozostał sam ze swoimi myślami i...chyba zasnął.

< Rue? >

8 maj 2017

Podsumowanie #1

Nareszcie zrobiłam podsumowanie XD!!! Przepraszam, że co dopiero teraz, ale choroba mnie dopadła, sama zaskoczona jestem, ale czasami tak bywa. Przechodząc do podsumowania. Zostaną nie tylko Wam przydzielone pieniądze, ale też i osoby, które są mniej i bardziej zagrożone. 
Osoby mniej zagrożone będą zaznaczone na pomarańczowo, zagrożone na czerwono, a nieobecne na różowo. W nawiasach zostanie wpisana liczba opowiadań.
Grupa zaawansowana
Smiley - 50 (10)
Rue - 75 (15)
Tori - 0 (0)
Naamio - 5 (2)
Azucar - 5 (2)
Vogel - 0 (0)
Nymph - 3 (1)
Volante - 5 (2)
Blade - 3 (1)
Lunativ - 3 (1)
Akuma - 80 (17)

Grupa ucząca się
Lottie - 0 (0)
Szakal - 7 (3)
White - 9 (4)

Pracownicy
Vulnere - 11 (5)
Pistachio - 3 (1)

Ilość osób, które odeszły: 3
Ilość osób zagrożonych: 3
Ilość osób mniej zagrożonych: 4
Ilość osób nieobecnych: 1
Ilość osób na blogu: 16 (7 dziewcząt + 9 chłopców)

Rue CD Akuma

- Nie zapominaj o mnie i o moim talencie – napuszyłam się jak paw, mimo iż cała sytuacja mnie bawiła, a tym bardziej widok dwóch przyjaciół, którzy założyli zespół śpiewające o jabłkach i występujących w jakichś tanich barach i niepopularnych kawiarenkach.
- Talencie? To ja jestem od pisania tekstu! - wskazał na siebie kciukiem, na co się zaśmiałam głośno.
- To może ja coś wymyśle? - zaproponowałam.
- Nie masz szans, nie z mistrzem – oczywiście chodziło mu o samego siebie, dobrze to zrozumiałam, dlatego znowu wybuchłam śmiechem. Przez chwilę się nie odzywałam, aż zaśpiewałam:
- "Jabłuszko zielone, z niebieskim na dole, toczą się po ziemi, gdzie brak nam zieleni. Tum tu rum tum tu..." - zanuciłam jakąś wymyślna melodyjkę. Tekst wymyśliłam na poczekaniu i w sumie nie wyszedł taki zły, bynajmniej taka była moja opinia. I pomimo fałszu, można było to przeżyć i wysłuchać do końca, chociaż mina Akumy wskazywała bardziej na to, że zaraz się zacznie śmiać. Mimo to zignorowałam go i śpiewałam dalej: - "Idziemy przez las, jabłonek pełen mas! Jabłuszka spadają i przed tobą klękają" – na samym końcu pokazałam mu język.
- Haha! - zaśmiał się głośno. - Pisanie tekstu lepiej zostaw mi! - dodał, a ja udałam obrażoną.
- Starałam się – odwróciłam głowę i nie patrzyłam na niego, chociaż uśmiech i tak wkradł się na moja twarz. - A to, że jest bez sensu, to trudno – sama przyznałam, a potem się cicho zaśmiałam. Rzeczywiście ten drugi tekst był dziwny; pełen mas? Albo klękają jabłka?
- Dobra, ja będę pisał, a ty będziesz śpiewać główny tekst – zaproponował.
- Ty będziesz moim chórkiem – znowu się napuszyłam niczym paw. Akuma się roześmiał.
- To ja stworzyłem ten zespół! Nie będę chórkiem! - teraz to ja się zaczęłam śmiać. Po wymienieniu paru zgryźliwych uwag i wyśmianiu się nawzajem leżeliśmy na swoich łóżkach wpatrując się bezczynnie w sufit. Czas się strasznie dłużył, a my nie potrafiliśmy nic wymyślić, aby czas nam szybciej zleciał. Co gorsza, ten dzień miał się powtarzać, dla mnie nie wiadomo ile, chyba, że wypiszą nas w tego samego dnia, tyle, że ja dłużej bym chodziła na rehabilitację.
- Chcę wracać... tu jest tak nudno... - mruknęłam leniwie nie wiedząc co ze sobą zrobić.
- Spokojnie, jeszcze parę dni – skierowałam w jego stronę wzrok przechylając tym samym głowę. Miał znudzoną twarz, a w głosie coś, co by wskazywało na to, że zaraz umrze, jeśli nie wydarzy się nic ciekawego. Wydałam z siebie dźwięk podobny do prychającego konia i znowu skierowałam wzrok ku sufitowi.
- Ej, jak bym wyglądała z dodatkową parą rąk? - zapytałam co mi przyszło do głowy.
- Normalniej niż teraz - zaśmiałam się cicho. - A ja z czułkami?
- Jak kosmita... czyli bez zmian. A ja bez nosa?
- Voldemort, ale brzydsza wersja. Bez włosów?
- Jak mnich, a gdybyś przytył wyglądałbyś jak ten z Robin Hood'a - zaśmiałam się widząc przed oczami Akumę w postaci łysej kulki. - Ej, jak się nazywasz? Bo Akuma to raczej twój pseudonim - spojrzałam na niego. Chwilę milczał.
- Hayato Igarashi. A ty? - powiedział w końcu.
- Nie wiem. Rue i tyle - spojrzał na mnie ze zmarszczonym czołem.
- Ale serio.
- No tak - chwilę przyglądał się mojej twarzy szukając oznak żartu, ale gdy go nie znalazł zapytał jakim cudem. - Nie pamiętam go - najpierw zarzucił mi kłamstwo, skoro nie był to żart. Musiałam się wytłumaczyć - W moim domu było nas chyba z dziesięć, jeśli nie więcej, a więcej niż połowa to siostry, które praktycznie tak samo wyglądały. Nie dość, że rzadko mówili do mnie po imieniu, to jeszcze po siedmiu latach uciekłam stamtąd, zdobyłam imię Rue i tak mi zostało - powiedziałam znowu wracając do sufitu. - Mówili, że przypominam im jakiś kwiat górski. Rute - zaśmiałam się pod nosem po czym wsłuchiwałam się w ciszę. - A może zetnę włosy na krótko? Może będzie wygodniej niż z warkoczem - pomyślałam na głos zarzucając temat.

<Akuma?>