9 paź 2018

Vogel CD Rose

Siedząc w stoliku numer siedem, czekałem na kelnera, którego ujrzałem, jak wychodził już zza lady. Widząc, jak w lewej dłoni trzyma srebrzystą tacę z kawą i małą przekąską w postaci kilku ciasteczek, uśmiechnąłem się delikatnie. Za każdym razem, kiedy tak tutaj czekam, to mimowolnie po pojawieniu się w moim zasięgu wzroku kelnera, zawsze czuję coś w rodzaju ekscytacji. Nie wiem, z czego to wynika, lecz wiem, że jest to bardzo dziwne, lecz przyjemne uczucie. Chyba tymi reakcjami objawia się to, że coś bardzo lubimy? Tak mi się wydaje. Wysoki blondyn, podchodząc do mnie, zaczął się szerzej uśmiechać. Znałem go, gdyż zawsze, kiedy tu przychodzę, przez chwilę ze sobą rozmawiamy. Stojąc już przy mnie, odstawił na stolik filiżankę i talerzyk z ciasteczkami, po czym przyciskając tacę do lewego biodra, zagadał.
- Dziś przyszedłeś jakoś dziwnie późno -zaśmiał się, nie zdejmując ze mnie swojego wzroku.
- Coś mnie zatrzymało -odpowiedziałem, spoglądając na niego -Ostatnim czasem jest dużo rzeczy do roboty -westchnąłem ciężko, przypominając sobie pracę papierkową. Niby harowałem mniej od występujących, lecz czasem wydawało mi się, że byłem bardziej zmęczony od nich.
- Och to prawda! W końcu macie niedługo się stąd wynosić, prawda? Szkoda, naprawdę szkoda, tym bardziej że już nie będziemy mogli porozmawiać -ponownie się zaśmiał, patrząc przy tym za siebie, czy czasem go nie wołają.
- Również będzie mi przykro, w końcu robicie naprawdę świetną kawę -rzekłem, łapiąc w końcu za ucho od filiżanki. Nabrałem trochę powietrza wymieszanego ze wspaniałym aromatem kawy w nozdrza, po czym upiłem trochę czarnej cieczy. Naprawdę będzie mi brakowało tego smaku.
- No nic, będę już leciał, bo przyszli inni klienci -powiedział dosyć smutno, przez co spojrzałem w jego stronę -Do zobaczenia -dodał po chwili, po czym odszedł.
Pod nosem odpowiedziałem tym samym i dłużej się nie zastanawiając, wróciłem do sączenia napoju. Pijąc powoli kawę, spoglądałem przez okno na ulicę, która w tym czasie stała się dosyć tłoczna. Obserwowałem ludzi przechodzących z jednej strony na drugą oraz tych, którzy na chwilę stawali w miejscu, by poprawić swoje pakunki lub żeby powitać się z kimś. Wziąłem do drugiej ręki czekoladowe ciastko, które szybko ugryzłem. Pomimo dobrej kawy, przekąski były tu niezbyt dobre.
Po kilku minutach siedzenia spostrzegłem, że wszystkie ciastka znikły z mojego talerzyka, a kawy w filiżance znajdywało się naprawdę niewiele. Zacząłem się zastanawiać, co mógłbym teraz porobić. Może przejdę się po mieście? Lub chociaż wrócę do lasu, bo na pewno jeszcze nie chciałbym wracać do cyrku, mam wrażenie, że ostatnio za dużo się tam dzieje i trochę mnie to drażni. A przynajmniej bardziej niż zwykle. Pokręciłem głową, próbując odgonić od siebie te myśli. Kiedy odkładałem już filiżankę, przez okno spostrzegłem znajomą mi postać. Wychodziła z budynku naprzeciw kawiarenki, przez co szybko zacząłem szukać jakieś nazwy. "Zakład fryzjerski Donelle". Przeczytawszy nazwę budynku, ponownie spojrzałem na nią, dostrzegając w końcu jej zmianę włosów. Wydawały się intensywniejsze niż wcześniej. Zauważyłem również, że patrzy się w moją stronę, lecz kiedy tylko spotkaliśmy się spojrzeniami, ta od razu się odwróciła, tak jakby próbowała mnie zgubić. Nie zastanawiając się, zostawiłem na stoliku pieniądze i wyszedłem z lokalu, rozglądając się przy tym po ulicy. Widząc, że nic nie jedzie, przebiegłem na drugą stronę, a następnie podszedłem do salonu fryzjerskiego. Kiedy jednak nigdzie jej nie dojrzałem, poszedłem w tę samą stronę, w którą zwróciła się, by uciec ode mnie wzrokiem. Tam właśnie dojrzałem mały park z fontanną na środku i ławeczkami wokół niej. Również w tym momencie dostrzegłem Rose. Idąc powoli w jej kierunku, obserwowałem wydobywającą się z fontanny wodę. Wyglądało to naprawdę pięknie.
- Co tu robisz? -usłyszałem po chwili, przez co się ocknąłem. Spojrzałem w prawo.
- Przyszedłem za tobą -odpowiedziałem bez namysłu, patrząc na Rose. Ta prychnęła cicho i podeszła do pobliskiej ławki, na której usiadła. Nałożyła nogę na nogę i zaczęła bawić się jednym ze swoich kosmyków. Wyglądała, jakby nie była zbytnio zadowolona z tej roboty.
- Coś ci przeszkadza? -podszedłem do niej, tym razem patrząc na ten kosmyk.
- Farba nie wyszła tak, jak chciałam -mruknęła, po czym wypuściła włosy -Skąd wiedziałeś, gdzie idę?
- Żartujesz sobie? Przecież cię widziałem, tak jak ty mnie -uniosłem jedną brew, siadając naprzeciw niej -Byłem w kawiarni po drugiej stronie ulicy -dodałem szybko, odwracając przy tym wzrok ponownie na wystrzeliwaną w górę wodę.
- To, czemu przyszedłeś tutaj za mną? -zapytała się, po czym złapała się za barki -Czyżbyś chciał mi coś zrobić?! -pisnęła, przez co po moim ciele przeszedł dziwny dreszcz.
- Co takiego? -odpowiedziałem zdezorientowany -Nic z tych rzeczy! -zacząłem machać rękoma w geście obronnym.
- Więc dlaczego...? -powiedziała podejrzliwie, choć wyczułem nutkę śmiechu.
- Tak po prostu -wzruszyłem ramionami - Nie mam nic do roboty, więc pomyślałem, że przyłączę się do ciebie.
Sam nawet nie wierzyłem do końca, w co powiedziałem. Niby była to prawda, ale powiedziałem to, jak na moje, dosyć dziwnie. Westchnąłem ciężko, garbiąc się przy tym.

<Rose?>

7 paź 2018

Rose CD Cal & Vivi

Po występie trzymałam swoją "budkę" otwartą przez jeszcze jedną godzinę. Tłumy były dzisiaj wyjątkowo wielkie, aż się sama zdziwiłam, czemu moje wróżenie ma tak wielkie powodzenie. Nawet Cal do mnie przyszedł po wróżbę, w co do teraz nie mogę uwierzyć. Dodatkowo on przynosi same problemy, najpierw ma problemy z monetami i kostką. Następnie, znajduję go nago w lesie całego we krwi, a teraz ten dziwny kot.
Zamknęłam stanowisko, udając się prosto do mojego namiotu. Sukienka robiła się z każdą sekundą, coraz bardziej niewygodna, a mała korona uciskała mi głowę. Marzyłam o kąpieli i o tym, by położyć się do łóżka.
Kiedy weszłam do mojej prywatnej przestrzeni, zobaczyłam Cala z tym Zbokiem. Byłam bardzo zdziwiona, momentalnie stałam się zła. Jak oni mogli wejść do MOJEGO namiotu, bez pozwolenia? Podeszłam do nich, bardzo szybkim krokiem. Uważają mnie za miłą dziewczynkę? Natychmiastowo się to zmieni.
-Co wy tu robicie? Wynocha mi stąd!- krzyknęłam. Czułam na twarzy, przepływającą falę ciepła, czyli robiłam się czerwona na twarzy. Powoli zaczął rozmazywać się obraz. Wiedziałam, że jak dłużej będę wkurzona stracę nad sobą kontrolę. Oboje patrzyli się na mnie, jak na idiotkę. Dłużej tego nie wytrzymam, dopóki jeszcze coś widziałam, podeszłam do toaletki i oparłam się rękami o blat stołu. Dłonie mi się strasznie trzęsły.
Oddychałam, biorąc bardzo głębokie wdechy. Próbowałam się uspokoić, zazwyczaj mi pomagało, lecz została jedna mała rzecz.
-Nie macie słuchu? Wynocha z mojego namiotu, zanim wam się coś stanie!- tym razem ostrzegłam, nic już kompletnie nie widziałam, więc nie wiem czy mówiłam prosto do nich czy w ścianę. Czułam, że powoli odpływam, zostawiając siebie na pastwę mojej mocy. Nie powinnam się tak na nich złościć, ale nie chcę, by pojawiali się w moim namiocie, jakby nic się nie stało. Nie wiem, czy coś mówili czy to tylko głosy w moim umyśle. Czemu oni nadal stoją i się na mnie gapią? Ich wzrok było można odczuć, jak lasery wypalające dziury w skórze.

<Cal? Vivi?>

Smiley CD Vogel

Ja się przedstawiłam i też zapytałam się o imię chłopaka. Co prawda znałam je, ale nie chciałam, aby nabrał jakichkolwiek podejrzeń. Pseudonimu nie zmienił, ale jego rola za to tak. Z pokazów chłopaka już raczej nici. Od teraz był prawą ręką Pik'a. Mogłam się spodziewać tego, że chłopak zapyta się o to co robię o tak późnej porze. Podczas rozmowy zauważyłam, że chłopaka zaciekawiły maczugi. Może i nie pamiętał o mnie oraz reszcie, ale wciąż zapewne nie porzucił swojego zainteresowania do rzucania nożami, żonglerki... na pewno nie zapomniał. Po prostu potrzebował odrobiny czasu, aby przypomnieć sobie. Pokazałam chłopakowi na czym opiera się moja rola w cyrku. Pokazałam mu kawałek swojej choreografii, którą przygotowałam na jutro.
- To było naprawdę coś... pięknego - jego słowa naprawdę mnie uszczęśliwiły. 
- Dziękuję - uśmiechnęłam się wesoło. - Cyrk jutro opuszcza to miejsce co nie? - spojrzałam się na niego.
- Tak, ruszamy teraz do Avalonu - odpowiedział, a ja wpadłam na pewien pomysł. 
- Czy jak znajdziesz jutro trochę czasu dla mnie to wybierzemy się może do miasta? - spojrzałam się na niego, lekko przechylając głowę w bok. 
- Nie wiem czy dam radę - odpowiedział, ale ja nie miałam zamiaru się poddać. 
- To może przyjdziesz na występ? Wiesz podczas występów każdy ma czas wolny. Pik na pewno będzie się cieszył jak przyjdziesz na występ - chciałam go jakoś skusić, ale nie wiedziałam czy mi się udało. 
- Zobaczę czy będę miał czas, muszę uporać się jeszcze z tymi papierami co dostałem - papiery, Pik naprawdę nie miał serca skoro dał mu papiery do przeczytania. 
- Wiesz jeżeli znajdziesz teczkę o mnie to nie musisz jej czytać. Nie jest tam nic ciekawego. Zawsze możesz się zapytać mnie w prost. Będzie to na pewno lepsze rozwiązanie niż czytać tą grubą teczkę o mnie - skierowałam swój wzrok w jakiś punkt. - Lepiej już chodźmy stąd bo za chwilę mi się oberwie i przy okazji jeszcze tobie - zmieniłam temat od razu. - Chyba będę musiała sobie porozmawiać z tym durnym Pik'iem - wymamrotałam pod nosem. - Yuki, Bisca chodźmy - zawołałam swoje zwierzaki. - Jesteś głodny? - zapytałam się przypominając sobie, że jeszcze niczego nie jadłam. 

<Vogel?> nareszcie ci odpisałam, wybacz, że tak długo musiałeś na mnie czekać... 

Cal CD Rose & Vivi

Los się do mnie już nigdy nie uśmiechnie. W ogóle nigdy się nie uśmiechnął. Zawsze odczuwam... Że mam pod górkę i z każdym dniem coraz bardziej. Nikt mi nie powiedział, że życie będzie łatwe i usłane różami, ale chciałbym raz odetchnąć w spokoju i się wyciszyć. Występ to była dla mnie tylko kolejna dawka stresu w dodatku za marne grosze. Ta cała wróżbitka zarobi dzisiaj o wiele więcej niż ja przez okrągły miesiąc. Stałem oparty o jakieś skrzynie i obserwując, jak jej interes się kręci. Naprawdę. Czemu ludzie są aż tak głupi, żeby wierzyć w takie dziwne wróżby? Raz się sprawdzi, a za kolejny razem nic z tego. Nagle poczułem, jak coś miękkiego ociera się o moją nogę. Miałem nadzieję, że to będzie normalny kot, ale niestety tak nie było. Ten demon mnie znalazł i teraz nie da mi spokoju. Serio. Prędzej czy później wyzionę ducha i ta piekielna istota dostanie to, co chciała. Nie chciałem być z tym kotem sam na sam. Szybko więc skierowałem swoje kroki przed siebie. Nagle jakiś idiota wepchnął mnie prosto na stoisko dziewczyny. Tak oto znalazłem się na samym początku kolejki.
- O proszę, ale niespodzianka.- odezwała się, widząc mnie przed sobą. Ja jedynie poprawiłem rękaw mojego nowego stroju na występy.
- Nie wierzę w takie bzdety, ale skoro już tu jestem, to przepowiedz mi moją przyszłość.- dziewczyna bez słowa zajęła się wróżeniem. Szczerze to mało mnie obchodziło, co tam wywróży. Nagle jednak ten durny kot wskoczył na stół i rozsypał wszystkie karty. Bezczelnie jeszcze położył łapkę na karcie ze śmiercią i znacząco na mnie spojrzał. Oczywiście nie było widać, że mnie to poruszyło, ale w środku totalnie już byłem przerażony tą całą sytuacją.
- Fatalne tu masz warunki. Byle kot ci wszystko rozwalił. Pierwszy i ostatni raz tu przyszedłem.- po tym słowach skierowałem się do swojego namiotu, zostawiając dziewczynę i tego kota.

Zostałem sam. Demon się odczepił. Oczywiste, że wróci i będzie mnie dalej prześladował. Zastanawiałem się, kiedy i co on teraz robi. Może obmyśla plan jak bardziej mnie zmasakrować? Albo uśmiercić tak na dobre, żeby zdobyć tę moją duszę. Moje przemyślenia przerwała dziwna dziewczyna krążąca między namiotami. Starałem się nie zwracać na nią uwagi i szedłem dalej. Jednak szybko zagrodziła mi drogę parę kroków od mojego namiotu.
- O nareszcie jakaś osoba.- odezwała się do mnie i od razu przytuliła. Miała długie jasne włosy i suknie z poprzedniej epoki. Trudno mi było określić detale. Nie przyjrzałem się jej dobrze i nie chciałem. Od razu, gdy tylko objęła mnie swoimi rękami, ogarnęła mnie panika. Co to za wariatka?! Jakim prawem mnie dotyka?!
- Idealnie się składa. Mój pan potrzebuje twojej duszy.- po tych słowach poczułem przeszywający ból w klatce piersiowej. Nie zdążyłem nawet zareagować i już miałem wbity sztylet prosto przy sercu. Dziewczyna od razu mnie puściła, więc zgodnie z prawem grawitacji wylądowałem na ziemi. Jak tak dalej pójdzie, to kopnę w kalendarz. Szybkim ruchem wyciągłem sztylet, przez co bardziej powiększyłem swoją ranę. Resztką wziąłem się za ucieczkę. Co mi innego pozostało? Uciekam już całe życie.
- Odważny jesteś, skoro próbujesz uciekać w takim stanie. Oh, a może po prostu lubisz się bawić w chowanego?- spytała, stojąc w miejscu. Szybko znikłem za jakimś namiotem, a echem ciągły się za mną słowa tej dziewczyny: "Doskonale. Policzę do stu, a ty biegnij i szukaj kryjówki. I tak nie uciekniesz przed śmiercią... "
Ostatnią resztką sił wpadłem do czyjegoś namiotu. Oparłem się o jakiś kufer, sapiąc i ściskając ranę dłonią schowaną w rękawiczce. Serio umrę... To już koniec.
- Moje kondolencje Tyberiaszu.- pojawił się przede mną ten cały pielęgniarz, którego spotkałem wtedy w lesie. Tym razem jednak miał lisie uszy i dziewięć ogonów.
- Znowu ty.
- Nie uczyli cię na zamku, że do dorosłych nie mówi się per ty? Ależ z ciebie niewychowane dziecko.
- Dziecko?! N-nie nazywaj mnie tak.
- Podziwiam twój hart ducha, w najlepszym razie została ci godzina.
- Że co?... Nie. Koniec tego.- zerwałem opaskę z oka.- Nie taka była umowa!- demon jedyne co zrobił, to nachylił się do mnie i złapał za podbródek. Przysunął swoją twarz bliżej do mojej (zdecydowanie za blisko) i wypatrywał się w moje oko z pentagramem. On mnie dotyka. On mnie dotyka. Ludzie zróbcie coś, on mnie dotyka. Jest za blisko i mnie dotyka. Zacząłem totalnie panikować, ale on nic sobie z tego nie robił.
- A tak długo czekałem na tę chwilę. Niestety masz rację.- puścił mnie i się wyprostował. Od razu mi ulżyło, a rana w klatce piersiowej zaczęła znikać. Już miałem założyć opaskę na oko, ale nagle do środka weszła Rose. To jest jej namiot?!

<Rose?Vivi?>

Lennie CD Shu⭐zo

Wsłuchując się w dźwięki gitary, okryłem się mocniej kocykiem i zamknąłem oczy. Co jakiś czas kaszlnąłem, zadrapało mnie w gardle, odchrząknąłem albo poczułem znikomy ból głowy. Żałowałem, że podróż nie mogła się odbyć dwa dni temu, wtedy uniknęlibyśmy spotkania w gadzinami, a ja nie wylądowałbym w wodzie i nie zachorował. Chciałabym, aby to nie było nic poważnego, mam silny organizm, ale jeśli już coś się zacznie dziać, przechodzę przez to boleśniej, niż większość ludzi. Taka wada bycia zahartowanym i zdrowym.
Gdy usłyszałem, jak jedna struna pękła, uśmiechnąłem się rozbawiony. Nie wychodziło mu to najgorzej, wręcz przeciwnie.
- Chyba jeszcze kawałek… - wzruszyłem ramionami i opadłem się o skrzynie. Podkuliłem nogi i znowu zamknąłem oczy. - Jeśli pozwolisz, zdrzemnę się – powiedziałem lekko przechylając głowę w bok i marszcząc czoło, gdy znowu poczułem ukłucie bólu w czole.
- Jasne, śpij – powiedział, a ja po chwili to zrobiłem.

*

Stałem na środku ruchliwej ulicy, samochody o dziwo mnie omijały, jakbym był policjantem i kierował ruchem. Masa ludzi pogrążonych we własnych myślach kierowali się we wszystkie strony, a ja czułem niepokój i nadchodzący strach. Coś nie grało, coś musiało się za chwilę zdarzyć. Parę razy okręciłem się wokół własnej osi i cały teren opustoszał. Auta i ludzie zniknęli, lampy zgasły, zostałem sam na środku ulicy. Coś się zbliżało, czułem, że jeśli zaraz nie ucieknę, coś się stanie ze mną złego. Ale nie mogłem ruszyć chociażby palcem u stóp, gdy próbowałem zmienić swoje położenie. Mogłem tylko obracać się w kółko i czekać. Bać się i czekać.
Wyprostowałem się i spojrzałem w żółte reflektory czerwonego forda, który wyrósł spod ziemi. Stał z włączonym silnikiem i raził mnie blaskiem świateł. Czułem, jak blednę, a serce podchodzi mi do gardła. Spojrzałem na miejsce kierowcy sądząc, że zobaczę w nim Harry’ego, ale siedzenie było puste. Chciałem krzyknąć, ale z mojego gardła wydobył się tylko cichuteńki pisk, który zakończyłem, gdy zdałem sobie sprawę, że reflektory to oczy. Zielone oczy Harry’ego, którego zabiłem, a teraz ma zamiar się na mnie odegrać. Silnik warkotał, był gotowy.
Gdy próbowałem machnąłem dłonią i zrobić cokolwiek, okazało się, że strach mnie sparaliżował. Samochód wcisnął gazu, koła zapiszczały, auto ruszyło prosto na mnie, a zielone oczy pożarły moje ciało i dusze.

*

Otworzyłem szybko oczy, czując pot na czole i coś zimnego. Leżałem na materacu, okryty kocem. Zamrugałem parę razy, by przyzwyczaić się do światła dziennego. Nagle poderwałem się do góry, głośno dysząc. Rozejrzałem się po bokach, a zimny materiał leżący na moim czole spadł na okryte kolana. Gdy zdałem sobie sprawę, że znajduje się w namiocie, a nie na ulicy sam na sam z czerwonym fordem, poczułem ból w głowie. Wtem do namiotu wszedł Shuzo.
- Lennie, połóż się, masz wysoką gorączkę – spojrzałem na niego z początku nic nie rozumiejąc, ale po chwili wykonując jego rozkaz.

<Shuzo?>

6 paź 2018

Rose CD Vogel

W sumie dziwnie się czułam, kiedy opowiedziałam coś na temat mojej mocy. Pierwszy raz się ktokolwiek tym zainteresował. Chociaż miałam wątpliwości, czy na pewno mogłam mu zaufać na tyle, by opowiedzieć o konsekwencjach nadużywania teleportacji. Przecież mógł to wykorzystać... Walnęłam się w czoło. Mogłam o tym pomyśleć, ale zamiast tego opowiedziałam mu wszystko, co wiem na mój temat. Starając się nie użalać nad sobą, zabrałam z łóżka książkę, rozpoczynając czytanie kolejnego rozdziału. Kiedy nie było występów, miałam całkiem sporo wolnego czasu, w porównaniu do występujących, którzy mieli bardzo wyczerpujące próby. Nie da się ćwiczyć wróżbiarstwa. Moje "zwidy", jak to momentami mawiają moi klienci. Nie są zmyślone.
Nie zostało mi za wiele stron, więc skończyłam czytać książkę po chwili. Zastanawiałam się co robić, poprawiając wstążkę, by mocniej się wstrzymała na mojej głowie. Kolor włosów stawał się coraz mniej intensywny, a grzywka powoli zaczęła wchodzić w oczy, nie wspominając o odrostach. Innymi słowy, powinnam się udać do fryzjera. Wstałam z łóżka, poprawiając bluzę oraz szukając wzrokiem moich butów. W sumie... Też potrzebowałam nowych. Uśmiechnęłam się, bo nie zmarnuję tego dnia, robiąc bezsensowne rzeczy. Założyłam obuwie i zabrałam swój portfelik, po czym ruszyłam w stronę miasteczka. Ruszyłam dobrze mi znajomą drogą, od czasu do czasu zerkając na drzewa. Śpiew ptaków przerywał ciszę, panującą w lesie. Doszłam do mojego celu, bez większych kłopotów. Bywałam parę razy w tym miejscu, więc znalazłam fryzjera bez większych przeszkód. Naprzeciwko znajdywała się kawiarnia, która podobno sprzedaje najlepszą kawę w okolicy. Nie przepadam za tym napojem, więc znam jedynie opinię moich klientek. Weszłam do budynku przez szklane drzwi. Od razu powitała mnie recepcjonistka.
-Na co panienka przyszła?- zapytała, robiąc przy tym sztuczny uśmiech. Po oczach było widać, że jej nie zależy i ma wszystko gdzieś.
-Na ścięcie grzywki i koloryzację odrostów- odpowiedziałam, wyjmując portfel z pieniędzmi. Zapłaciłam tyle, ile trzeba i kobieta zaprowadziła mnie do wolnego stanowiska. Zanim pojawiła się fryzjerka, spojrzałam za okno. Zobaczyłam Vogela, siedzącego na jednym ze stolików w kawiarence naprzeciwko.

<Vogel?>

5 paź 2018

Przed eventowy post

A więc kochani nasz plan o evencie się wreszcie spełni. Może i ja nie wymyśliłam tego eventu, ale to dzięki osóbkom z discorda zostało podjęte wreszcie jaki temat przewodni będzie na obecny event.

Temat: Avalon, magia, trochę historii (ale tylko odrobinę, więc nie będzie źle, spokojnie xD) do tego odrobina wiedzy o baśniach i legendach się przyda (wiecie król Artur, Merlin i takie właśnie te sprawy. 

Opis: Tuż po zakończeniu przedstawienia, każdy posprzątał swoje rzeczy i udał się do namiotu swojego lub gdzie kolwiek indziej, aby coś zjeść. Wszystkie główne postacie z cyrku Pik, Dague, Diane, Light, Black, Night, Gatta, Donnie, Layli, Sad, Funny, Liray oraz Red zebrali się w namiocie u Pik'a, aby obmówić jeszcze kilka rzeczy. Po tym spotkaniu, każdy udał się do swojego namiotu. Gęsta mgła zebrała się wokół cyrku. Na następny dzień, gdy każdy wstał, coś się stało! Było to coś, czego nikt nie mógł wytłumaczyć. Każdy przerażony zastanawiał się co się stało z Pik'em oraz resztą. Oni nie byli sobą. Nad każdym z nich istoty z legendy i baśń o Avalonie przejęli nad nimi kontrolę.
Każdy zaczął szukać rozwiązania. Ktoś znalazł w starej bibliotece starą księgę w której było napisane, że aby ktoś powrócił do dawnego siebie, trzeba zebrać części Excaliburu. W książce również była mapa z tym gdzie ów części można znaleźć. 

Dodatkowe informacje:  - w tym evencie zostaniecie podzieleni na grupy poprzez mnie (grupy zostaną utworzone z osób, które się zgłoszą)
- chcę, abyście opisali charaktery (mogą być również moce jakie mogą posiadać)
 niektórych osób z NPC (możecie wybrać) przed tym zdarzeniem
- do każdej z grupy zostanie przydzielona nowa osoba, która zostanie dodana do NPC
- macie opisać miej więcej zachowanie, charakter nowej osoby z NPC
- podczas eventu nie będą dodawane inne opowiadania, podczas trwania eventu będą tylko dodawane opowiadania dotyczące eventu
- co najważniejsze pamiętajcie, aby dobrze się bawić!


Druga część: Część dla osób lubiących rysować. A otóż waszym zadaniem będzie narysować coś na jeden z wybranych tematów: 
- narysowanie bestii o której mówią mieszkańcy
- przedstawienie świata Avalonu w magiczny sposób 
- narysowanie magicznej krainy w której byście zamieszkali wy/lub wasi przyjaciele 


Tak wygląda nasz event, który rozpocznie się już niedługo. Teraz jednak tego czego mi brakuje to osób, które chciałyby wziąć udział w tym o to evencie. Na discordzie powstała lista jednak wiem, że niektórzy nie korzystają z czatu, dlatego prosiłabym, aby osoby zainteresowane wpisały się w komentarzach. Musicie napisać tylko imię swojej postaci na blogu.

A więc to by było na tyle. Na zapisy czekam do 10 października.

~ Życzę wam miłego wieczorku i do zobaczenia w następnym poście

Shu⭐zo CD Lennie

Nie mam jak mu teraz pomóc. Poczułem się taki bezradny, ale podobno z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Niestety ja żadnego nie widziałem.
-Zajmę się tym i szybciutko wyzdrowiejesz. Obiecuję.- odpowiedziałem widocznie przejęty stanem jego zdrowia. Oby mu się nie pogorszyło. Okryłem Lennie'go kocykiem, którego nie zdążyłem nigdzie schować, gdy się pakowałem.- Wszystko będzie dobrze.- powiedziałem to bardziej do siebie. Zacząłem się totalnie martwić. Nie wiem, czy było to aż tak widać. Lennie jest przeziębiony i tyle. To nic poważnego, a ja zwyczajnie panikuje w środku i nie mogę wyluzować. Zapadła cisza. Rozejrzałem się niby z nudów, ale tak szczerze chciałem skupić się na czymś innym. W kącie wozu zauważyłem dość starą, zwykłą gitarę. Przechyliłem głowę, przyglądając się jej.
- Na co tak patrzysz?- spytał po chwili.
- Co powiesz na krótką piosenkę?- odpowiedziałem pytaniem na pytanie, od razu sięgając po gitarę.- I tak nie mamy co robić.- wróciłem na swoje miejsce.- Poza tym nikt nie śpi. Możemy razem pośpiewać albo coś takiego.- zacząłem stroić instrument. Jak ja dawno tego nie robiłem. Minęły całe lata, a jednak nie wyszedłem z wprawy. Po krótkiej minucie byłem już gotowy. Jednak za nim zacząłem grać, spojrzałem na towarzysza i poprawiłem kocyk na jego ramionach.- Nie możesz mi tu zmarznąć.- uśmiechnąłem się, po czym znowu złapałem za gitarę.- Szczerze dawno nie grałem, więc pewnie nie będzie tak cudownie. Jakby było fatalnie. To krzycz, żebym przestał.- po tych słowach, skupiłem się na instrumencie. Zamknąłem oczy i reszta już sama wyszła.
Gdy już kończyłem grać, jedna struna gitary pękła.
- Okej ta gitara już ma mnie dość.- powiedziałem z lekkim uśmiechem na twarzy. Odłożyłem instrument i spojrzałem na Lennie'go.- Dalej jest ci zimno?- spytałem.- Za niedługo powinniśmy być na miejscu... Chyba. W sumie nie wiem. Straciłem poczucie czasu przez to granie.- podrapałem się w tył głowy, kładąc po sobie uszy.

<Lennie?>

Vivi CD Cal & Rose

Przerwóciłem oczami widząc dziewczynę ,która znalazła moją ofiarę w lesie. Cóż za przypadek... Uniosłem brew patrząc za nią. 
Tsk tsk tsk... Ah ci ludzie ,odrazu etykietki doczepiają. Potrząsnąłem głową. Rozejrzałem się upewniając się iż nikt nie patrzy. Moment później podreptałem za dziewczyną w formie białego kota. Skoro ona tu była to Cal musiałbyć niedaleko. 
Usiadłem sobie obserwując kolejke. I tak oto wypatrzyłem swój cel. Spoglądał na dziewczynie widocznie niezadowolony. Podbiegłem do niego i jedyn susem wskoczyłem mu na ramię zaczynając mruczeć. Oczywiście wielmożny książe momentalnie chciał się mnie pozbyć. Chwycił mnie za kark i zirytowany zdjał z siebie.
- Jeszcze czego głupi futrzaku - Mówiąc to zrzucił mnie na ziemię. 
Otrząsnąłem się spoglądając na niego niezadowolony. 
- Tak demony traktować? Powinieneś się wstydzić - Syknąłem na niego. 
Zastygł w bezruchu wbijając we mnie wzrok. Zauważyłem delikatną iskierkę przerażenia w jego oczach. Zamruczałem zadowolony ocierają się o jego nogę. 
- Nie sądziłeś chyba ,że uda ci się tu przedemną ukryć Tyberiaszku~
Odskoczyłem unikając zostania rozdeptanym przez chłopaka. Syknąłem obserwując jak niewiele sobie robiąc z mojej obecności idzie dalej. Mimo to dokładnie wiedziałem co czuł tak naprawdę, nie mógł mnie tak łatwo zwieść. Obserwowałem jak się zirytowany przecisnął przez kolejkę przez przypadek wpadając w stoisko i znajdując się na początku kolejki. Przechyliłem głowę mrugając i obserwując jak nerwowo rozmawia z dziewczynką. W moich oczach błysneły figlarne ogniki i dosłownie gdy dziewczyna zaczeła wróżyć wskoczyłem na stoliczek rozsypując karty tarota a akurat karta śmierć upadła przed młodego księcia. Wyszczerzyłem się kładąc na niej łapkę i zadowolony obserwując błysk przerażenia w jego oczach. 

<Cal? Rose?>

3 paź 2018

Lennie CD Shu⭐zo

Na chwilę zatrzymałem wzrok na pyszczku psiaka, które dopiero co się poruszały. Nie musiałem być geniuszem, by wiedzieć, że Shuzo zmęczony całym dniem, zasnął niespodziewanie. Nie było to dla mnie dziwne, że od tak można przenieść się do krainy snów, gdyż ja to robiłem na okrągło, gdy tylko nadarzyła się przyjemna okazja. Korzystając z tej chwili, przebrałem się w pidżamę i wlazłem pod kołdrę. Przez parę sekund wpatrywałem się w namiot, a następnie przekręciłem się w kierunku psiaka. Był zwinięty w kulkę, a gdy sobie przypomniałem, że to zwierzę to też człowiek, chwyciłem koc leżący przy poduszce i okryłem nim czworonoga. Nim zasnąłem, chwilę zastanowiłem się nad jego słowami. Pies i kot...

Obudziłem się w nocy, Shuzo ciągle leżał jako pies w tej samej pozycji. Miałem wrażenie, jakby zszedł z tego świata, a wraz z tą myślą, zacząłem się zastanawiam, jak najlepiej umrzeć.

Podniosłem się z materaca, gdy usłyszałem jakiś hałas. Razem ze mną uniósł się psi łeb, oboje spojrzeliśmy na wyjście, a potem na siebie. Wygramoliłem się spod kołdry i wyjrzałem zza namiotu. Zauważyłem, że ludzie zaczęli wynosić z namiotów, które składali i pakowali na wóz. W tym czasie chłopak wrócił do swojej ludzkiej postaci i stanął za mną.
- Co się dzieje? - zapytał, na co wzruszyłem ramionami.
- Chyba jedziemy dalej - stwierdziłem widząc kolejne pudła składowane do wozu. Shuzo wyszedł z namiotu i podszedł do jednego z pracowników. Widziałem, jak wymienili dwa zdania, mężczyzna skinął głową o towarzysz wrócił.
- Wyjeżdżamy do Avalonu - powiedział. Uniosłem zdziwiony jedną brew, dlaczego nikt nas nie powiadomił?
- Idź się pakuj - ziewnąłem przeciągle. Shuzo skinął głową i skierował się do siebie, by się spakować. Postanowiłem nie być w tyle (chociaż i tak zbyt długo spałem) i zająłem się swoimi rzeczami. Spakowałem ubrania, przedmioty i inne bzdety. Wrzuciłem torby do wolnego czterokołowca i zobaczyłem, że prawie cały plac, który zajmował cyrk, był pusty.
- Lennie, ty jeszcze nie gotów? - usłyszałem znajomy głos, odwróciłem się do Pika, która stał przede mną z gotowością do podróży, wypisana na twarzy.
- Trochę zaspałem - stwierdziłem i ruszyłem zebrać resztę rzeczy i namiot. Shuzo nie był lepszy, koniec końców, to na nas obydwu czekali.
- Zapomnieliście, że wyjeżdżamy? - zapytał Pik, gdy znaleźliśmy się przy reszcie trupy i pracownikach. Nim odpowiedzieliśmy, wozy ruszyły, a my zajęliśmy wygodne miejsca. Nagle zacząłem kaszleć, poczułem zimne dreszcze.
- To chyba po tej zimnej wodzie - powiedziałem do Shuzo.

<Shuzo?>