29 wrz 2018
Zmiany, zmiany, ah te zmiany...
Rose CD River
- Już nic ci nie zrobi. On bardziej boi się Ciebie niż ty jego.- powiedziała, posyłając mi uśmiech.
- Dzięki. Doskonale zdaję sobie w tego sprawę, lecz strach robi swoje. Nawet wiedząc o tym, zapominasz. Wszystko dzieje się tutaj- rzekłam, pokazując palcem na głowę. Po chwili poprawiłam równo ściętą grzywkę, odwracając się od mojego wybawcy.
-Jeszcze raz dzięki za pomoc- odparłam, idąc z powrotem do swojego namiotu. Zastanawiałam się czy mogę komuś pomóc. Ta wieczna nuda, prędzej czy później mnie zabije.
Raion CD Mefoda
Joker Queen-Madam Shyarly DO Mefoda
Tuż po chwili pojawiła się Gatta z Leonem. Lew wesoło machał ogonem i podszedł do niej. Uśmiechnęła się, gdyż naprawdę polubiła, a może nawet pokochała te cyrkowe zwierzęta. Jej drobne dłonie, odłożyły karty na bok, aby pogłaskać go po tej cudownej grzywie. Kątem oka, zobaczyła, jak Pik się pojawia. Cały czas, jednak skupiła swoją uwagę na lwie. Naprawdę lubi jego towarzystwo, bardziej zwierząt niż ludzi. Jako, iż należy do drugiej grupy to rzecz naturalna, mają czasem zajęcia. Chodzą na nie, aby lepiej opanować swoje umiejętności. Choć raz jest lepiej, jednak innym razem aż pożal się boże. Tak właśnie okropnie.
Tym razem Joker Queen czekała, na resztę grupy, chciała wracać już do swojego "pokoju" o ile można je tak nazwać. Gdy tylko Gatta zawołała lwa, ten posłusznie poszedł. Obdarzył na "do zobaczenia" tym charakterystycznym rykiem. Udało mu się, tak właśnie wywołał u niej uśmiech tak promienny. Jednak zniknął, gdy zjawili się kolejni uczniowie. Prawej ręce papy to nie umykało. Mimo to nic z tym zrobić nie może. No bo cóż by miał zrobić? No właśnie nic nie wskóra, bo przecież ja zna. Nawet zbyt dobrze.
Więcej ludu się schodziło, koniec końców każdy był u tego instruktora, który pomagał opanować im ich umiejętności tudzież talenty. Donnie, magik naprawdę dobrze uczy, ale to i tak, każdy podchodzi do tego inaczej niż on.
***
Zajęcia trwały dziś o kilka godzin. Słyszała krzyk Gatty, bo nie dało się tego nie słyszeć. Gdy przyszli pracownicy, Leon leżał i chyba nie najlepiej się czuł. Dziewczyna podeszła do niego i usiadła przy nim, a gdy lew położył swój łepek, na jej kolanach, głaskała go po grzywie i była przy nim.
- Joker Queen, zostań przy nim. Zaraz przyjdziemy. Zaraz ktoś przyjdzie Ci pomóc. - zawołał Pik. Po czym wszyscy zniknęli jej z pola widzenia.
- Leoś co ci jest? - spytała z pomalowana twarzą. Rzecz jasna, iż nie odpowie, ale mimo to widać w jego oczach i nie tylko jak się czuje. Może ktoś mu pomoże i poczuje się lepiej. Jak na razie, leżał, chyba nie miał, siły wstać. Czyżby coś zjadł? Co się mogło spać mu złego? Była zmartwiona, gdyż przywiązała się do tych zwierząt. Nie chciała, ich stracić.
Uniosła głowę i zobaczyła Mefoda. Pik coś o tym wspominał, że ma się zjawić.
Nadal siedziała przy lwie i nie miała zamiaru się ruszać. Tak też mężczyzna kucnął i zaczął, patrzeć co może mu dolegać. Znalazła tu wszystkich, ale nie rozmawiała z nimi. Jedynie mijała obok czy też odtrącała. Tak już ma, nie zmienisz tego.
23 wrz 2018
Blue CD Anubis
-No dobra- pochylona młoda kobieta z powrotem stała wyprostowana, patrząc życzliwie na podesłane jej osoby do pomocy. Wśród nich była także Blue, stojąca na uboczu. Tak jakoś się złożyło, że zostało jej sporo czasu do zajęć na wysokości, dlatego Smiley zaprowadziła cichą do niesienia pomocy po czym znikła. Oczywiście dziewczę prawie zeszło na zawał po tym zostawieniu i wystawieniu na pastwę innych.W sumie rzucali jej przyjazne spojrzenia i uśmiechy, jednak dalej nie czuła się komfortowo.
-To co i gdzie trzeba zanieść?- Zapytał się jakiś niższy szatyn lustrując pudła.
-Podzielmy się na ekipy, łatwiej wyjaśnię- odparła.
Tak w zasadzie Blue wylądowała z dwójką innych młodych dziewcząt, miał razem przenieść kilka sporych kartonów z rozkruszonym styropianem, szczelnie zapakowanych za pomocą taśm i pewnie jeszcze czegoś. Wbrew pozorom, pakunki były leciutkie.
-Słyszałyście? Mamy nowego w ekipie. Jest całkiem całkiem gorący- powiedziała podekscytowana pierwsza. Blue akurat wstawała z klęczek trzymając swój karton.
-TEN? O matko, brałabym w ciemno- zaczęła się wachlować ta druga, kiedy przełożyła swój pakunek na wolną dłoń.- Szkoda, że nie chodzi sam.
-Jak to?- Zdziwiła się ta pierwsza, kiedy cała trójka panien wyszła z lekkimi kartonami na rękach. Blue szła jako ta ostatnia, bowiem jej wzrost nie pomagał i niewiele widziała idąc, dlatego zdawała się na towarzyszki, które były wyższe i wytyczały trasę, bowiem karton Blue był ogromny i nawet nie miała jak widzieć z boku.
-Ilekroć go dziś widziałam, cały czas chodził z grupie, nigdy sam- westchnęła.
-Uwaga piłka!- Krzyknął ktoś przed nimi. Jeśli Blue miałaby zgadywać, to chyba był jeden z tych młodzieńców od sztuczek, co pojawili się wkrótce po niej. Niestety, karton całkiem tłumiący widoczność nie pomógł a wręcz szkodził. Koleżanki na pewno odskoczyły, a Blue? Typowo dla niej, musiała wejść na toczącą się piłkę i się zachwiać.
Z pewnością by upadła. Już leciała, gdyby nie czyjeś silne ręce, które chwyciły ją od tyłu pod łokcie.
-Nic ci nie jest?- Usłyszała chłodny głos za sobą. Zamrugała zaskoczona i odwróciła głowę do źródła. Dopiero wtedy wypuściła karton. Przytrzymywał ją niewiele starszy mężczyzna, swoją drogą przystojny jak diabli. Ale Blue widziała to inaczej. Z przerażenia bliskości i dotyku, oczy jej się rozszerzyły a sama wydała z siebie stłumiony pisk przez zamknięte usta i dodatkowo zakryte swoją dłonią- tak, to była jej obrona przed zdradliwą mocą zniszczenia krzykiem. Z dalej zakrytymi ustami odskoczyła jak oparzona od wybawcę przed upadkiem. Zaraz sięgnęła po swój karton i tym razem odbiegła jakoś widząc drogę, podczas gdy te dwie dziewczyny zostały przy przystojniaku.
<Anubis? >
Vogel CD Rose
- Mam tylko jedno pytanie... -zacząłem. Kiedy usłyszałem jej ciche przytaknięcie, na powrót na nią spojrzałem, unosząc przy tym prawą brew w geście niezrozumienia -Jeżeli masz taką moc, dlaczego tego nie zrobiłaś, teleportując się na dzisiejsze spotkanie? Na pewno byś wtedy zdążyła, a ja bym cię o to nie męczył -ostatnie słowa wypowiedziałem na jednym wydechu, przez co po skończonej wypowiedzi, musiałem nabrać sporo powietrza w swoje płuca.
W tym samym czasie widziałem jej zdziwione spojrzenie, idealnie komponujące się z małym grymasem na jej twarzy. Zamknęła szybko oczy, napinając przy tym mięśnie rąk, co z uwagą obserwowałem. Kiedy jej jedna brew zaczęła niebezpiecznie drgać, pomyślałem, że zaraz się na mnie rzuci z pięściami.
- Przecież powiedziałam ci, że nie mogę korzystać z tego zbyt często -powiedziała zirytowanym głosem, po czym otwierając oczy, powiedziała drwiąco -Nie jestem na tyle głupia, aby używać teleportacji do tak błahych rzeczy. Nie byłam zbyt daleko, więc mogłam się ze spokojem przejść.
- Ze spokojem? Z tego, co pamiętam, wpadłaś do namiotu, sapiąc przy tym, jak pies -zwróciłem jej uwagę, zastanawiając się przy tym, czy aby nie pokazać jej, jak właśnie wtedy wyglądała.
W odpowiedzi westchnęła głośno, po czym powiedziała krótkie "Dobra" i wstała z miejsca, podchodząc przy tym do małego stolika nocnego. Patrząc na jej ruchy, naszła mnie myśl, że takim sposobem delikatnie powiadamia mnie o tym, abym wyszedł. Na samą tę myśl uśmiechnąłem się zdawkowo pod nosem.
- Hej, możesz powtórzyć swoje imię? -zwiesiłem na moment głowę, po chwili jednak podnosząc ją w jej stronę.
- Przecież nawet się tobie jeszcze nie przedstawiłam -odpowiedziała lekko zmieszana, trzymając w ręku książkę z brązową okładką.
- Toteż proszę o imię -dziewczyna przekręciła oczami i od niechcenia rzekła.
- Nazywam się Rose, dlaczego tak bardzo chciałeś to wiedzieć?
- Rose... -powtórzyłem cicho, a następnie wstałem z miejsca -A więc Rose, dziękuję za tę rozmowę, mam nadzieję, że jeszcze się dziś spotkamy, ponieważ już muszę iść. Niestety Pik znowu coś ode mnie chce -mówiąc to, złapałem się za tył głowy.
Odwróciłem się w stronę wyjścia i będąc już w połowie po drugiej stronie, spojrzałem na nią przez ramię. Widziałem, że podeszła do mnie nieco bliżej, tak jakby mnie odprowadzała. Ponownie się uśmiechnąłem.
- Przepraszam za to, że byłem taki nachalny... Po prostu dzisiaj źle spałem i jakoś wyszło, że wybrałem sobie ciebie, aby trochę zejść z tonu. Obiecuję, że już taki nie będę.
- No mam nadzieję -niepewnie odwzajemniła uśmiech, po czym zniknęła za ścianką.
Odchodząc od jej namiotu, zacząłem zastanawiać się nad dzisiejszą pracą, jaką zada mi Głowa Cyrku. Próbowałem przypomnieć sobie naszą rozmowę z rana, lecz nic z tego nie wynikło. Zrezygnowany moją dzisiejszą postawą, ruszyłem w stronę mieszkania Pika, modląc się o to, aby zbytnio na mnie nie krzyczał, że nie żartowałem, kiedy powiedziałem mu, że go nie słuchałem. Będąc już tylko kilka metrów przed małym budyneczkiem, w którym to wbrew pozorom najrzadziej widziałem się z niebieskookim, zauważyłem coś dziwnego przemykającego pomiędzy konarami drzew. Zaciekawiony, patrzyłem na to miejsce przez kilka minut, aż w końcu ktoś mnie otrząsnął z tego transu. Jak się okazało, była to Diane. Podeszła do mnie, mając na swej twarzy niewinny, aczkolwiek przyjazny uśmiech. Niemalże od razu go odwzajemniłem.
- Kogoś szukasz Diane? -zapytałem, patrząc przy tym na to, co trzymała w ręku. Była to czerwona teczka.
- Tak, po czym to wywnioskowałeś? -odpowiedziała, podchodząc do mnie bliżej, informując mnie przy tym, abyśmy ruszyli przed siebie, co też zrobiliśmy.
- Widzę, że jesteś już trochę zmęczona, więc pewnie tego kogoś szukasz już od jakiegoś czasu.
- Oj trafiłeś w samo sedno -zaśmiała się melodyjnie, zakrywając przy tym usta dłonią.
- Więc kogo tak uporczywie szukasz?
- Zgadnij -powiedziała głosem, dający wiele niepewności.
Zamyśliłem się na chwilę, spoglądając przy tym to przed siebie w las, to na niebo pełne białych chmur zakrywających słońce. Była to dobra zagadka, którą nie wiadomo dlaczego, ale chciałem rozwiązać, choć nie można było tak naprawdę nazwać zagadką, ale czystym trafem i szczęściem. W naszym cyrku było wiele osób, których mogła obecnie poszukiwać.
- Mogę chociaż wiedzieć, czy ten ktoś jest pracownikiem, czy też występującym? Jeżeli to drugie, to z której grupy?
W tym momencie dziewczyna na chwilę się zamyśliła, przykładając przy tym teczkę do ust. Myślała pewnie o daniu mi najlepszej wskazówki, która mówiłaby już wszystko, ale jednak nie byłaby niczym specjalnym. Chyba jednak odwiodła od siebie ten pomysł, gdyż w końcu odpowiedziała.
- Jest występującym, który jest ściśle ze mną powiązany.
- A więc ktoś powiązany z twoimi występami? -dziewczyna szybko skinęła głową, oczekując przy tym mojej odpowiedzi. Niestety było to dla mnie na tyle trudne, że nie znałem jeszcze wszystkich imion, gdyż najczęściej nie mam ze wszystkimi styczności -Smiley? -dodałem niepewnie.
- Źle! Szukam Blue, ponieważ mam jej dać nowy spis harmonogramu ćwiczeń.
- Rozumiem -odpowiedziałem cicho, po czym ciągnąłem dalej -Widziałaś może gdzieś Pika? Mam do niego pewną sprawę.
- No właśnie, co do niego to kazał ci przekazać, że dziś masz zrobić sobie wolne. Sam musiał gdzieś pojechać na kilka godzin, więc pewnie wróci pod wieczór -kończąc swoją wypowiedź, przystanęła na moment -No cóż, to ja już lecę szukać dalej. Dziękuję za tę chwilę odpoczynku -rzekła, po czym odeszła w stronę cyrku.
Dopiero teraz zorientowałem się, że znajduję się w lesie, z którego widziałem delikatne prześwity terenu, na którym znajduje się cyrk. Westchnąłem zrezygnowany, stwierdzając przy tym, że mając dzień wolny od zajęć zawodowych, przejdę się do miasta. W końcu jeszcze nie odwiedziłem mojej ulubionej kawiarenki, a brak posmaku kawy w ustach przyprawiało mnie o dziwne uczucie. Ruszyłem więc w przeciwną stronę rozłożonego cyrku.
22 wrz 2018
Smiley CD Husky
- Pik - powiedziałam cicho.
- Spokojnie, nic już nie mów. Powinnaś odpoczywać - chwyciłam się za głowę, która mnie mocno bolała.
- Czy z Husky'm i Mischą wszystko w porządku? - zapytałam się, tym samym chcąc wstać z łóżka.
- Tak, spokojnie. Nic im nie jest - powstrzymał mnie przed wstaniem. Spojrzałam się w oczy Pik'a i poprosiłam go o powiedzeniu mi o wszystkim. Tak jak się mogłam spodziewać, powiedział mi o wszystkim co się stało i to co zrobił z tamtym mężczyzną.
- Głodna jestem - powiedziałam nagle, chcąc jakoś zająć Pik'a. Mówiąc dokładniej chciałam się go pozbyć. Zaproponował, że pójdzie po coś do jedzenia dla mnie, więc musiał mnie zostawić na chwilę samą. Właśnie tą chwilę miałam zamiar wykorzystać do znalezienia swoich chłopców.
- Nie musisz się martwić o siostrę, nie musisz się martwić, że on nas znajdzie - powiedziałam za pleców chłopaków. Husky wyglądał na zdenerwowanego, natomiast Mischa na zdesperowanego.
- Smiley - powiedział głośno Husky.
- Hej, chłopaki - nie byłam jakoś odpowiednio ubrana bo miałam na sobie piżamę, ale no cóż. Musiałam jakoś zaoszczędzić na czasie.
- Nie powinno ciebie tutaj być - czerwonowłosy chłopak od razu zaczął się mnie czepiać.
- Spokojnie, przecież się dobrze czuję. Widzę jednak, że wam jakoś humorki nie dopisują - uśmiechnęłam się delikatnie, chcąc jakoś rozluźnić atmosferę. - Misha twojej siostrze nic się nie stanie, a ty skoro nie masz gdzie zostać to z miłą chęcią powitamy ciebie w naszej rodzinie. Tak, a pro po to jak wasze rany? - spojrzałam się na nich wzrokiem martwiącej się matki.
- To chyba my powinniśmy się bardziej martwić o ciebie niż ty o nas - dodał coś od siebie Misha.
Z oddali usłyszałam jak rozzłoszczony Pik woła mnie. Już zaczęłam się powoli bać konsekwencji.
- Co powiecie na to, abyśmy poszli do jakiego innego miejsca? - Husky spojrzał się na mnie z góry na dół i z dołu do góry, zatrzymując się ostatecznie na moich stopach.
- Kto mądry wychodzi na zewnątrz boso?
- No coś ty, to nic takiego - zrobiłam szybki krok w przód przez co zakręciło mi się w głowie. W ostatniej chwili Husky zdołał mnie chwycić. - Chyba wciąż gorączka mi nie spadła - uśmiechnęłam się pod nosem, chcąc jakoś obrócić to w żart.
Smiley CD Ace
Wybraliśmy się do miejsca, które zaplanowaliśmy dzień wcześniej. Jezioro życzeń zawsze mnie ciekawiło. Legenda związana z tym o to miejscem zawsze mi imponowała. Weszłam do wody po kostki. Była zimna, ale dało się wytrzymać. Sądząc po twarzy Ace, wyglądał on na bardzo zaciekawionego tym o to miejscem.
Chcąc się odrobinę zabawić z chłopakiem, chlusnęłam w niego woda. Jednak to co się wydarzyło po tym, bardzo mnie zaskoczyło. Woda stanęła przed chłopakiem jak gdyby nigdy nic. Gdy zrobił krok do tyłu, opadła ona na ziemię. Byłam bardzo zafascynowana tym zjawiskiem. Ale nie chciał mi nic powiedzieć, uszanowałam to, jednak ciekawość zaczęła mnie coraz to bardziej rozpierać w środku. Trudno było mi się powstrzymać od zadawania pytań, ale mierzyłam się z tym jak najbardziej tylko potrafiłam.
- Co powiesz, abyśmy sobie coś zjedli? - wyszłam z wody. - Tam jest mała kawiarenka - wskazałam palcem w stronę kawiarenki. Miałam nadzieję, że chociaż konsumowanie słodkości przeszkodzi mi, aby nie stać się upierdliwą osobą. Byłam bardzo, ale to bardzo, bardzo ciekawa o co chodziło z tą wodą.
Rose CD Vogel
-Coś się stało?- zapytałam, kończąc wiązanie buta. Spojrzałam się na Vogela. Co on jeszcze chce ode mnie? Myślałam, że już skończyliśmy. Przynajmniej na dziś. Skrzyżowałam ramiona, delikatnie marszcząc brwi. Czekałam na jakąś reakcję z jego strony.
-Możesz mi powiedzieć coś więcej na temat swojej mocy?- spytał się, jakby to nie było trudne pytanie. Dla mnie jest. Z nikim o tym nie gadałam i nawet nie zamierzałam. To jest dość osobliwe. Każdy ma jakąś rzecz, którą chce zachować tylko dla siebie, a jak jest zmuszony do tego, odczuwa strach, wstyd, bądź gniew. Akurat to zależy od charakteru.
-No dobrze- westchnęłam- to pogadamy o tym w moim namiocie- nie czekając na odpowiedź ze strony mężczyzny. Oboje ruszyliśmy w stronę pseudo domków. Ciekawski szedł za mną. Wiedziałam to głównie dlatego, że wsłuchałam się w dźwięk butów uderzających na podłoże.
Zaprosiłam machnięciem ręki do mego raju. Usiedliśmy na siedzeniach i zaczęłam swój monolog:
-Ogólnie to odkryłam tę moc zupełnie przypadkowo. Tak, jak zresztą pewnie większość osób. Uciekłam z domu i chciałam znaleźć potulne miejsce. Myślałam o domku mojej babci i o wszystkich wspomnieniach z tym związane. Byłam do niej bardzo przywiązana, lecz parę dni przed ucieczką zmarła. Nagle poczułam, jakby ktoś mnie podniósł i rzucił tam, gdzie mam ochotę. W ciągu tej sekundy robi mi się ciemno przed oczami. Zupełnie, jakbym była niewidoma. Na początku tego do końca nie kontrolowałam, lecz praktyki czynią mistrza. Jednak nadal mam obawę, że tego mogę nie kontrolować. To piękna i zarazem praktyczna moc. Niestety ma swoje wady. Koszmarnie uzależnia. Zdarzało mi się teleportować co pięć sekund. Takie nadużycia, pogarszają wzrok. Oczywiście nie jest tak pięknie, jakby się mogło wydawać. Umiejętność opiera się na pamięci wzrokowej, czyli tak gdzie byłam to tam mogę się przenieść. Mimo tego, że traktuję teleportację, jako przekleństwo. Jestem z tego dumna, że mam coś co należy tylko do mnie i nikt nie jest w stanie tego odebrać.- po skończeniu, jakże tej pięknej przemowy. Czekałam na reakcję Vogela.
