Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rivus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rivus. Pokaż wszystkie posty

13 lip 2018

Rivus CD Spektr

Postawa chłopaka bardzo mnie zdziwiła, nie spodziewałem się od niego takiej reakcji. Zazwyczaj, gdy kogoś przyłapie, a nawet nieoczekiwanie zagadam to w odpowiedzi dostaje zmieszane wyrazy twarzy, większość się wstydzi i próbuję wymigać się z sytuacji, a niektórzy przestraszeni, gdy niespodziewanie się do nich odezwałem szybko opuszczali moje towarzystwo. Jednak na twarzy naprzeciwko mnie nie było widać wstydu lub zniechęcenia, raczej na odwrót. Na zadane pytanie skoczył na nogi i jedynie się uśmiechnął, jakby czekał na ten moment przez dłuższy czas. Bez chwili zastanowienia lub jakiegokolwiek jąkania się odpowiedział mi, jakby miał ten przebieg zdarzeń zaplanowany ze słowami podanymi jak na tacy. Nawet gdybym odwołał setki scenariuszy które już mi się przydarzyły oraz wszystkie jakie mógłbym wymyśleć na miejscu, taka odpowiedź byłaby ostatnia, jeśli w ogóle bym o tym pomyślał. Jasno dał mi do zrozumienia, że nie sterczał tu tak tylko sobie, miał do tego jeden powód, którym była moja umiejętność. Mimo swojego niecodziennego koloru oraz przypadłości, nigdy nie używałem jej do niczego oprócz palenia rzeczy i te cyrkowe sztuczki, a nic innego nie przychodziło mi do głowy, no może poza robieniem za kuchenkę lub ogrzewanie. Najdziwniejszym było to, jak podkreślił abym trzymał to dla siebie, a ja nawet nie miałem pojęcia o co mu chodziło. Sprawa wydawała się z góry podejrzana, jednak ciekawość powoli zaczęła mnie zjadać, wiedziałem, że długo nie usiedzę bez dalszej wiedzy o tym co mężczyzna przede mną chciał. Byłem prawie pewien, że nigdy się wcześniej nie spotkaliśmy, przynajmniej tak mi się wydawało, szczerze jest tu tylko parę ludzi, których widziałem więcej niż dwa razy, za co pozwoliłem sobie ich nazwać „znajomymi twarzami”. W jego wyglądzie nie było niczego podejrzanego; rude włosy spadające na jego bladą twarz, był także niższy ode mnie o paręnaście centymetrów, ale nie sprawiał wrażenia nastolatka, zresztą kim niby jestem, żeby oceniać ludzi. Jednak to, że miał sprawę do kogoś takiego jak ja było trochę intrygujące, w końcu niecodziennie ktoś ci mówi, że właśnie twój ogień jest im do czegoś niezbędny. Pragnąłem wiedzieć o tej całej sprawie, ale nie mogłem tak po prostu się zgodzić, nie wiadomo jeszcze w co się mam zamiar pakować, jak sam powiedział nie chciał kłopotów a ja tym bardziej. Wpatrywałem się w niego przez chwilę bez słowa myśląc nad odpowiedzią, a on nie wyglądał, aby miał zamiar odpuścić tak łatwo, musiało mu naprawdę na tym zależeć. – Najpierw powiedz mi do czego go potrzebujesz, to pomyślę. – nie spuszczając wzroku z mężczyzny, leniwie włożyłem obie ręce do kieszeni, rozluźniając się – Jeśli masz wystarczający dobry powód, to może i się zgodzę. 

<Spektr?> Tak na szybko pisane ;)

5 lip 2018

OD Rivus'a

Dzień zapowiadał się pięknie. Słońce zaczęło już wschodzić, a ptaki już dawno wstały, aby powitać wszystkich co wstali o tej samej porze co one swoim śpiewem. Niestety, jedną z tych osób byłem ja, nie miałem natomiast zamiaru ruszyć się z łóżka przez co najmniej parę następnych godzin. Czułem się jakby coś mnie przejechało, jednak siedzenie co noc do czwartej rano nie należy do jednaj z najmądrzejszych rzeczy, które zdarza mi się robić. Wtuliłem twarz z powrotem w poduszkę, licząc na chwile więcej snu, lecz po paru minutach kręcenia się bez skutku. Zdałem sobie sprawę, że to będzie długi dzień, długi i nudny, jak nie było żadnych pokazów ani nic podobnego, mieliśmy tak zwany czas wolny, z którego jak zwykle nie miałem żadnej potrzeby ani pożytku. Z ciężkim sercem podniosłem się, aby usiąść, jednak nie miałem jeszcze wystarczająco wiary w siebie, aby ruszyć swą zacną dupe i zrobić coś produktywnego. Zamiast tego bezcelowo rozglądałem się po sowim namiocie. Nie było w nim niczego ciekawego, parę skrzynek i śmieci, które zawsze mam iść i posprzątać, ale jakoś tego jeszcze nie zrobiłem. Znudzony, wstałem z łóżka i wytargałem z jednaj ze skrzyni czarną koszulkę oraz spodnie tej samej barwy. Zarzucając je przez ramię, ruszyłem w stronę łazienki. Mała i przepełniona, trzymała tylko potrzebne rzeczy, jednak nie przeszkadzała mi ani trochę, wydawała mi się od czasu do czasu nawet urocza, jeśli można nazwać tak pomieszczenie.
Po szybkim ogarnięciu się, wyskoczyłem z namiotu i ruszyłem w stronę stołówki, na czym skończyłem z jabłkiem po długich namysłach czy chce sobie utrudnić życie czymś bardziej skonstruowanym czy sytym. Nie mając nic innego do roboty, postanowiłem się trochę powydurniać z ogniem, to znaczy potrenować. Wolnym krokiem skierowałem się do namiotu cyrkowego, jedząc po drodze swą zdobycz. Łapiąc za jedno pudełko z sprzętem, którego mimo, że używam prawie codziennie i nie pamiętając nazwy, zeskanowałem duży namiot. W środku było już parę osób, każda z nich robiąc coś innego. Upolowałem sobie miejsce w jednym z kątów i rozłożyłem wszystko. Nie było tego dużo, i tak nie miałem zamiaru używać wszystkiego na raz, zresztą to były tylko małe ćwiczenia, więc nic specjalnego. Zapaliłem parę plastikowych piłeczek swoim błękitnym ogniem, tak aby się nie roztopiły i rozpocząłem swoje żonglerskie ćwiczenia. Nie to, że ich potrzebowałem, ale czasami było zabawnie móc użyć ich bez przestrzegania scenografii, tak sobie pomachać. Czas umknął szybko, a mi zaczęło burczeć w brzuchu, jak widać owoc nie był wystarczający. Z zamiarem powrotu do bufetu, zacząłem sprzątać wszystko co wcześniej wziąłem.
Poczułem na sobie czyiś wzrok. Nie to, żebym się przejmował, często ktoś się na mnie gapi, wszystko to dzięki mojej szkaradnej gębie. Nawet jakbym chciał, to wiem, że nie jest to żadna znajoma osoba, która przypadkiem zauważyła mnie w tłumie i myśli o tym, czy nie zagadać, nie znam tu nikogo na tyle, aby zacząć rozmowę lub nawet się zwyczajnie uśmiechnąć i przywitać. Zdążyłem się już do tego przyzwyczaić, jednak czasami przyprawiało o nerwice, jeśli już ich przyłapie i nadal się patrzą, jakbym był jakimś posągiem w muzeum. Postanowiłem więc to zignorować, licząc, że kiedy się napatrzą to ruszą się dalej ze swoim życiem. Wróciłem do swojego zajęcia, jakby nigdy nic, byłem blisko końca, więc już niedługo będę mógł nareszcie coś wszamać. Kiedy wszystko było ułożone i schowane na swoje miejsce, zauważyłem, że owa osoba nadal się mi przypatruje. No ile można? Poirytowany odwróciłem się i syknąłem: - Mogę w czymś pomóc?

<Ktoś? c:>

Rivus

" I gave up my struggle with perfection a long time ago."