- Muszę ci niestety odmówić - dzięki temu, ze byłem od niego wyższy, mogłem stanąć nad nim i wyrwać z jego rąk mój kapelusz, dalej zakrywając dziurę. Musiałem ją jak najszybciej zszyć. - Mój melonik jest idealny i nie potrzebuje żadnych olśnień - powiedziałem przyglądając mu się i sprawdzając, czy przypadkiem go bardziej nie porwał. - A z dziurą sobie poradzę - zapewniłem go mając zamiar odejść do swojego namiotu, gdy znowu zagrodził mi drogę. Tym razem patrzył na mnie, a raczej się starał. Jego wzrok ciągle zjeżdżał na moją rzecz.
- Jesteś pewny? Jestem kostiumografem, znam się na tym najlepiej - pokręciłem głową lekko się uśmiechając. Jestem oceanem spokoju, nic i nikt nie może mnie zdenerwować (no chyba, że ten uparty dzieciak).
- Jeśli będę potrzebował pomocy, dam znać. Nazywasz się...
- Shu Ishida, ale tutaj jestem Shuzo - odparł wesoło. Skinąłem głową. Cała moja energia nagle zgasła, najwidoczniej adrenalina po spotkaniu tamtego czegoś spadła, mięśnie się rozluźniły, serce uspokoiło, a ja sam miałem ochotę na długi sen.
- Ja jestem Lennie. Posłuchaj Shuzo, nie dam ci mojego kapelusza, nie ważne jak bardzo będziesz błagał. On jest dla mnie idealny - przytuliłem lekko do siebie cześć ubioru, starając się go nie pognieść i wyminąłem blondyna. Miałam zamiar zszyć czapkę zanim zasnę, miałem tylko nadzieje, że nie przysnę podczas pracy.
<Shuzo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz