Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dmitrij. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dmitrij. Pokaż wszystkie posty

2 gru 2018

Odchodzi

Dmitrij | Księgowy + nocny ochroniarz | Aseksualny (singiel) | grace_jay
0/0

#Powód: decyzja właścicielki 

17 lip 2018

Dmitrij CD Ace


Podejrzewałem, że robię całkiem niezłe wrażenie, ale nie sądziłem, że ktokolwiek będzie klęczał u mych stóp błagając mnie o coś zupełnie nierealnego. Drugiej rzeczy, której nie przewidziałem to to, jak chłopak zareaguje. Aktualnie Ace leżał na ziemi, taplając się w kałuży czarnej mazi krzycząc, płacząc i przeżywając największą rozpacz, jaką moje oczy kiedykolwiek widziały. Moje zdziwienie osiągnęło jednak apogeum, gdy karzełek rzucił mi się na szyję ze szlochem, jeszcze bardziej brudząc nas oboje. Przed chwilą płakał, bym go nie zabijał, a teraz się do mnie tuli…? W sumie, całkiem niezła taktyka, warto zapamiętać. W myślach uderzyłem się solidnie w czoło. Dmitrij, wracaj na ziemię. Przez chwilę było mi żal chłopaka, przeżywał wszystko bardzo mocno. Chociaż nie byłem najlepszym pocieszycielem, ani osobą pełną empatii, wiedziałem, że szorstkie zachowanie nic tu nie da. Niepewnie przytuliłem Ace’a, oplatając ręce wokół jego ramion i kładąc podbródek na czubku jego głowy. Czułem się co najmniej niezręcznie, gdy zacząłem delikatnie kołysać się z chłopakiem w moich ramionach.  Nie wiedziałem także co odpowiedzieć na jego podziękowania – chociaż brzmiały histerycznie, czułem, że były szczere. A prawdomówność bardzo doceniałem.
− Wykazałeś się olbrzymią odwagą. Głupotą też… Ale chyba przede wszystkim odwagą – wymruczałem zdania prosto w czubek jego głowy, jednak nie wypowiedziałem na głos myśli, że nic by się nie stało, gdyby nie był tak cholernie uparty. Bez sensu było go dobijać jeszcze bardziej. Czułem, że chłopak jest strasznie spięty, dlatego odrobinkę obniżyłem jego tętno i poklepałem niezręcznie po plecach. Ace faktycznie po chwili się rozluźnił i jeszcze bardziej wtulił w moje ramię. To było dziwne. Nie ukrywam. Cholernie dziwne, ale jeśli to miało mu pomóc… Sam zacząłem się relaksować, gdy adrenalina i jeszcze niedawny szał powoli mnie opuszczały. Maska znowu zawitała na moim obliczu, lepiej dla innych, żebym zachowywał się według ich kryteriów normalności. Uśmiechnąłem się i delikatnie odsunąłem blondyna od siebie.
− To co, karzełku. Kakao? – Chłopak spojrzał się na mnie nieco dziwnie, jakby zastanawiając, czy do jego napoju nie dodam arszeniku. Puściłem perskie oko w jego kierunku i odwróciłem się na pięcie. Ruszyłem żwawym krokiem w kierunku bufetu, słysząc, jak po chwili wahania, Ace drepcze za mną, starając się nadążyć za moimi długimi krokami. Już po chwili, chłopak przecierał ze zmęczenia oczy, widocznie cały ten stres sprawił, że chłopak ledwo szedł tuż za mną. Niestety, nie mogłem zwolnić kroku, tym bardziej, gdy poczułem na twarzy drobne kropelki deszczu. Jedna duża kropla spadła mi na nos, druga na usta, żeby po chwili z nieba silnie lunęło. Dopiero wtedy przypomniałem sobie, że tak właściwie oboje wciąż jesteśmy w posoce stwora. Spływała teraz pod wpływem zimnej wody i tworzyła brzydkie kałuże wokół nas. W myślach wzruszyłem ramionami na nasz krytyczny stan. Albo przeziębienie i marznięcie, albo ciepłe kakao. Kładąc dłoń na plecach chłopaka, pogoniłem go, żeby jeszcze trochę się zmobilizował do biegu.  

<To co smerfie? Kakao?>

Dmitrij CD Ace


Sztuczka z chusteczką…? Bez obrazy, ale jakoś specjalnie mi nią nie zaimponował. Nie mogłem też nie zauważyć jego ciekawskich spojrzeń. Wszystkie pytania i wątpliwości miał wypisane na twarzy, dlatego zbytnio nie zdziwiłem się, gdy wypowiedział jedno z nich ostatecznie na głos.
− Tak, a propos... Zwróciło moją uwagę to, że wróciłeś się po coś do tej całej oranżerii. A przecież wszystko co ja tam znalazłem zabrałeś ze sobą. Czyżbym coś przeoczył? – rzucając kapelusz na szafkę, spojrzał się na mnie nieufnie. Podążyłem wzrokiem za nakryciem głowy i włożyłem ręce do kieszeni, już chciałem coś odpowiedzieć, gdy jednak chłopak nagle mi przerwał.
− Nawet nie myśl, że się z tego wyłgasz komplementami...
Spojrzałem się na chłopaka z ironicznym uśmiechem.
− Spokojnie, ta jedna, dość nędzna sztuczka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, żebym ci teraz schlebiał – Chłopak zacisnął uparcie zęby i dalej nieustannie się we mnie wpatrywał. Westchnąłem i przewróciłem oczami – Chłopaczku, co cię to interesuje. Zajmij się lepiej swoim pięknie męskim kapeluszem, który wpadł ci właśnie za jedną z szafek.
Chociaż odpowiedziałem z pozoru uprzejmym głosem, gdzieś w tle kryła się przyczajona groźba. Lepiej dla niego samego, żeby nie wnikał w moje życie. Ace jednak ewidentnie był bardzo głupi, albo bardzo odważny… Właściwie, wychodziło na to samo. Niby nonszalanckim krokiem podszedłem do stojącego niedaleko łóżka i rozwaliłem się na nim chamsko. Tak naprawdę, z tego miejsca miałbym idealną drogę szybkiego wyjścia, jeśli poczułbym się zagrożony przez tego kurdupelka. Jedną ręką podparłem sobie głowę, a drugą położyłem blisko ukrytej za paskiem broni. Oczywiście, nie chciałem zabić, ani mocno poturbować aroganckiego towarzysza. Po prostu tak czułem się bezpieczniej, wiedząc, że ostatecznie uderzenie w głowę może być skuteczne.
− To co, tylko takie sztuczki znasz? Jako Iluzjonista z czegoś takiego długo się nie utrzymasz. – Zauważyłem leżącą obok łóżka monetę, podniosłem ją i pokazałem chłopakowi – Już to jest bardziej imponujące.
Mówiąc to zacząłem bawić się monetą tak, że co chwila albo pojawiała się pomiędzy moimi palcami, albo znikała. Widziałem, że nie zrobiło to na nim jakiegokolwiek wrażenia, w końcu była to pospolita sztuczka dla kretynów, którzy uważali, że uliczne przedstawienia to magia. Zirytowany chłopak podszedł do mnie szybki krokiem.
− Jeśli uważasz to za zabawne, wiedz, że… − Przerwałem mu, patrząc się prosto w oczy. Zmrużyłem ślepia, zaciskając zęby.
− Odsuń się. – Chłopak przez chwilę spojrzał na mnie ze zdziwieniem, a ja poczułem iskierkę strachu w jego własnej…
Krew.
Wszystkie włoski stanęły mi dęba, a zmysły szalały, gdy wyczułem nową woń, która tłumiła wszelkie inne zapachy. Czułem szaleństwo, gniew i nieopisany ból. Znałem ten odór zbyt dobrze, doskonale wiedziałem co zwiastuje. Moje wszystkie mięśnie się napięły, wzrok wyostrzył, a tęczówki prawdopodobnie zalśniły czerwienią. Wyskoczyłem z łóżka, jednocześnie rzucając na nie chłopaka. Złapałem go za nadgarstki i przytrzymałem przez chwilę, gdy się nad nim nachyliłem.
− Nie ruszaj się stąd – warknąłem, nie zwracając uwagi na odrazę i strach malujący się w jego oczach. Zbyt do nich przywykłem, wiedziałem wtedy, że pokazuję chociaż część prawdziwej twarzy. Puściłem dłonie chłopaka, szczerząc żeby w brutalnym uśmiechu. Wyjąłem pistolet zza pasa, nie bacząc na współtowarzysza. Czułem się silny i niezwyciężony, a adrenalina krążyła w moich żyłach. Jedyne co mi przeszkadzało to obawa, że karłowi coś się stanie. Sam byłem tym zaskoczony. Właściwie co mi na nim zależy? To pewnie strach przed złością Smiley, dziewczyna potrafiła być w złości straszniejsza niż niejeden przeciwnik. Odbezpieczyłem broń i kucnąłem za kotarą imitującą drzwi. Wyjrzałem powoli, szykując się na nadchodzące starcie. Jest. Oszalały z gniewu potwór wił się i węszył w powietrzu, parę metrów przed namiotem. „Mam Cię”. Podniosłem się ostrożnie i podbiegłem do pobliskiej drewnianej skrzyni. Zapach chaosu drażnił mnie w nozdrza, gdy już wymierzałem broń w kierunku kreatury. Nagle jednak z namiotu wybiegł rozzłoszczony chłopak, krzycząc coś do mnie. Gdy zobaczył stwora na chwilę stanął zszokowany, nie wiedząc co robić. W tym czasie potwór odwrócił się w jego kierunku i zaczął szybko do niego sunąć, wyjąc opętańczo. Wyskoczyłem zza skrzyni i oddałem ślepy strzał, który ledwo drasnął monstrum. Podbiegłem do Ace’a i złapałem go pod ramię. Z pewnym zdziwieniem zauważyłem, że pod strachem w jego oczach kryje się chłodna determinacja.
− Kazałem Ci zostać w tym przeklętym namiocie, więc co ty tu kurwa robisz. – Chłopaka trzymałem mocno, biegnąc ile sił w nogach. On jednak nie odpowiedział, gdy nagle monstrum złapało go za kostkę i pociągnęło w swoim kierunku. Z jego ust wydobył się cichy okrzyk, gdy poczuł siłę potwora. Odwróciłem się i pobiegłem w kierunku stwora, krzycząc, żeby chłopak zasłonił głowę. W biegu ledwo wycelowałem broń, po czym strzeliłem, będąc niecały metr przed monstrum. Kula dotarła do łba kreatury, który wkrótce eksplodował czarną posoką i kawałkami mózgu, reagując z metalem. W powietrzu było czuć odór śmierci i szaleństwa, gdy ze straszliwym uśmiechem wpatrywałem się w martwego potwora. Czarna maź oblepiła moje ręce i spływała po śnieżnobiałych włosach. Ace, odsłaniając twarz, wpatrywał się w otaczającą go masakrę bez słów.

<Ace?> Mam wrażenie, że odrobinkę przesadziłam. Odrobinkę. Odrobineczkę. XD

12 lip 2018

Dmitrij CD Blue

Zaskoczony podniosłem głowę, patrząc na uciekającą dziewczynę. Bez większego namysłu ruszyłem za Blue, nawołując ją co chwila. Blondynka jednak nie zatrzymywała się, jedynie biegła ile sił w jej szczupłych nóżkach. W głowie strasznie mi się kręciło, a w uszach piszczało od krzyku dziewczyny i późniejszej katastrofie. Czułem, jak ze skroni spływa mi strużka ciepłej krwi. Zauważyłem też, że dłonie miałem całe poranione. Widocznie w jednym z kartonów musiało znajdować się szkło, które pękło pod wpływem krzyku dziewczyny. Zignorowałem ból, jednak w pewnym momencie poczułem, że zaczyna powoli brakować mi sił. Zatrzymałem się na chwilę i zamknąłem z wysiłkiem oczy. Skupiłem się na własnym tętnie i powoli zacząłem zasklepiać rany. Ślady krwi zmyję później, ważne, żebym teraz nagle nie zemdlał. Już miałem ruszyć dalej za blondynką, jednak nagle zatrzymała mnie Smiley. Gdyby spojrzenie mogło zabijać, leżałbym już martwy. Zwykle spokojna i uśmiechnięta dziewczyna, teraz ledwo panowała nad emocjami. Nerwowo zaciskała pięści i patrzyła się na mnie spod postrzępionej różowej grzywki. Sięgała mi zaledwie do piersi, a jednak miało się wrażenie, jakby mogła zdeptać mnie, jak jakiegoś wstrętnego insekta. Nie skuliłem się pod jej spojrzeniem, jednak poczułem pewien respekt. Widać było, że dziewczynie zależało na podopiecznej.
− Czy tobie nie jest wstyd? Cholerny Napaleńcu! Wiesz, ile ja się starałam, żeby Blue poczuła się tutaj jak w domu, żeby poczuła się tutaj bezpiecznie?! A ty nagle przychodzisz i niszczysz wszystko, myśląc, że Ci wszystko wolno? Otóż nie, mój drogi, nie wolno! – dziewczyna w pewnym momencie zaczęła krzyczeć, a na jej twarz wstąpił gniewny rumieniec. Po chwili w jej oczy się załzawiły, nie byłem jednak w stanie stwierdzić czy ze złości, czy smutku. – A może to moja wina? Powinnam z nią pójść, z tobą pójść, a może w ogóle nikogo nie puszczać. Zepsułam i teraz nie wiem, jak sprawić, żeby Blue poczuła się znowu lepiej. Kurna, Dmitrij…
Zaczerwienioną twarz schowała w dłoniach. Schyliłem się do niej i odjąłem jej ręce, po czym prostując się popatrzyłem na nią z góry.
−Smiley, to nie jest na pewno twoja wina, jeśli już tylko moja. – mimowolnie skrzywiłem się. Niezbyt lubiłem przyznawać się do błędów, dlatego tym bardziej miałem nadzieję, że Smiley doceni moje starania – Zjebałem sprawę, ale postaram się naprawić. Mogę coś zrobić, żebyś ty też poczuła się lepiej?
Uniosłem lekko kąciki ust, patrząc, jak po chwili twarz dziewczyny się rozpromienia.
− Będziesz mi wisiał ciastko – Smiley mrugnęła, jednak po chwili spoważniała. – Nie myśl jednak, że tak szybko o tobie zapomnę, cwaniaczku.
− Mam taką cichą nadzieję – zmrużyłem oczy – Gdzie mieszka Blue?
Smiley krótko streściła mi, jak dojść na miejsce, po czym pożegnała się ze mną i ruszyła w nieznanym mi kierunku. Szybko zaplotłem rozplątane włosy w warkocz i rozpocząłem wędrówkę do namiotu uciekinierki. Niestety, w trakcie mojej podróży, z nieba lunął zimny deszcz. Lubiłem, gdy padało, jednak, jeśli bym zmókł, nie prezentowałbym się najlepiej. Przyspieszając kroku, dotarłem dość szybko przed odpowiedni namiot. Włosy miałem całe mokre, podobnie zresztą jak ubranie. Stanąłem przed wejściem, nie bardzo wiedząc, co zrobić. Zapukać? Niby jak, przecież to cholerny namiot. Wejście na chama także nie wydawało się najlepszym pomysłem, jednak innego w głowie nie miałem. Odsuwając delikatnie płachtę, która pewnie miała imitować drzwi, wszedłem do środka. Blue siedziała na swoim łóżku i łkała cicho w poduszkę. Jej szybkie bicie serca, sprawiało, że wkrótce zaczęła boleć mnie głowa – było tak głośne. Chyba mnie nie usłyszała, dlatego podszedłem do niej powoli, nie chcąc jej wystraszyć. Kiedy byłem już wystarczająco blisko, kucnąłem przy jej łóżku i delikatnie chrząknąłem. Dziewczyna poderwała do góry głowę, a widząc mnie tak blisko, odskoczyła na przeciwną stronę posłania. Uniosłem ręce do góry w obronnym geście.
− Przepraszam, to co zrobiłem było faktycznie głupie. Nie wiedziałem, że tak zareagujesz.
Czułem się co najmniej dziwnie, przemawiając tak łagodnie. Wiedziałem jednak, że inaczej nie naprawię tej gównianej sytuacji, którą sam zapoczątkowałem.

<Blue? Dmitrij – terapeuta. Pogada, pocieszy i postara się na ciebie nie rzucić w międzyczasie>

Dmitrij CD Ace

Kiedy arogancki, jasnowłosy chłopak, zabrał mi kubek z ciepłym napojem, mimowolnie zacisnąłem zęby. Knypek rozsiadł się na krześle, z zadowoloną miną siorbiąc kawę i otwierając niedawno jeszcze przeze mnie czytaną książkę. Spojrzał mi prosto w oczy, niby rzucając wyzwanie. Wyglądało to, jakby krnąbrna owca stawiała się lwu, licząc na to, że nie zostanie przez niego pożarta. Widocznie jego arogancja równała się głupocie. Rozciągnąłem usta w ironicznym uśmiechu, jednocześnie spojrzenie pozostawiając bez jakiegokolwiek zabarwienia emocjonalnego. Podszedłem do niego powoli. Chodź chłopczyku, to się pobawimy.
– Takie małe, słodkie dziewczynki, jak ty, nie powinny pić kawy. A przede wszystkim błąkać się zagubione po takiej ogromnej placówce – Gdy chłopak już otworzył usta, by odpowiedzieć na moje zaczepki, położyłem palec na jego ustach i uciszyłem go syknięciem. – Ja wiem, nie musisz nic mówić. Uratuję cię od tego wroga nastoletnich piękności.
Puszczając perskie oko, wyjąłem zgrabnie kubek z ręki blondyna i upiłem mały łyk ciepłego napoju. Westchnąłem z lubością, kątem oka zerkając na współtowarzysza. Spoglądał na mnie z kpiną, jednak czułem, jak jego serce zaczyna zirytowane przyspieszać. Zadałem, niby zaciekawionym tonem pytanie, jednocześnie wskazując na tom leżący na jego kolanach.
– Czyżbyś potrafiła też czytać?
Chłopak zmrużył oczy, przez chwilę zaciskając dłonie na okładce.
– Nie da się ukryć. Umiem czytać... W przeciwieństwie co do poniektórych – mówiąc to, spojrzał się na mnie znacząco.
Uniosłem ręce do góry w obronnym geście, starając się nie rozlać kawy.
– Skarbie, skoro potrafisz czytać, na pewno łatwo dowiesz się, do kogo ta książka należy. – założyłem ręce na piersi – Otóż, do mnie. A raczej posiadanie książki bez umiejętności czytania byłoby bezsensem, dlatego zupełnie nie wiem, kogo mogłeś mieć na myśli przy swojej ostatniej wypowiedzi.
Usiadłem po turecku na podłodze, tuż obok jego krzesła.
– Miło mi poznać, w takim razie. Teoretycznie właśnie Ci się przedstawiłem – Chłopak spojrzał na mnie obojętnie, z miną mówiącą o całkowitym odrzuceniu. Pokręciłem głową, po czym gestem zaproponowałem napój blondynowi. Tym razem popatrzył się na mnie, jakbym postradał zmysły, a do kawy wsypał arszeniku. W odpowiedzi wzruszyłem tylko ramionami. To nie miało być wyznanie płonnej miłości – zresztą wątpię, czy byłbym do tego zdolny – tylko zwykła propozycja. Arogant zachowywał się jednak jakbym właśnie oświadczył, że jestem z nim w ciąży. Dziwni są ludzie, doprawdy. Męczyła mnie ta cisza, dlatego rzuciłem pierwsze lepsze pytanie.
– Jesteś ogrodnikiem?
Chłopak parsknął cicho i pokręcił głową.
– Ja i bycie ogrodnikiem... – Okazało się jednak, że moje pytanie nie było najgorsze, gdyż po chwili wywiązała się z niego krótka rozmowa. Dowiedziałem się przykładowo, że blondyn dopiero uczy się na posadę iluzjonisty, gdy jednak to usłyszałem, mimowolnie oczy mi rozbłysły.
– Umiesz jakieś... sztuczki? – Chłopak skrzywił się lekko, jednak kiwnął głową – Możesz mi je zademonstrować?
Odpowiedzią były napuszone, wymruczane niechętnie słowa, ważne jednak, że odpowiedział twierdząco. Może udałoby mi się czegoś od niego nauczyć, co mogłoby mi się później przydać. Jeśli myśleliście, że chciałem się po prostu zwyczajnie z knypkiem zaprzyjaźnić – myliliście się. Po raz kolejny wyczułem nosem tylko dobrą okazję. Wstałem, otrzepując się i ruszyłem w kierunku wyjścia. Zatrzymałem się nagle, już naciskając klamkę.
– Jak masz na imię, potężny iluzjonisto?
Blondyn podszedł do mnie wolniej i spojrzał się, jakby zastanawiając, czy zasługuję na tę wiedzę. Widocznie jednak przeszedłem test, gdyż w odpowiedzi usłyszałem:
– Ace.
– A więc prowadź, zacny iluzjonisto o szlachetnym imieniu Ace – Mówiąc to, wyszliśmy z oranżerii, nagle jednak zatrzymałem się. Kretyn. Wszedłem do środka i zza jednej z doniczek wyjąłem pistolet, który poprzednio ukryłem. Chowając broń za pasek, poczułem się pewniej. Z fałszywie słodkim uśmiechem, wróciłem do kompana, po czym oboje ruszyliśmy przed siebie.

<Ja... nie wiem, co to jest, okay? Proszę nie pytaj ;___;>

27 cze 2018

Dmitrij CD Blue

Łaźnia to był raj na ziemi. Siedziałem zadowolony wśród otaczającej mnie gęstej pary, oddychając spokojnie i delektując się ciepłem. Ostatnia osoba przed chwilą wyszła, chyba mnie nie zauważając. Przebywałem tutaj teraz sam. Oparłem głowę o kafelki za mną i przymknąłem z zadowoleniem oczy. Nagle usłyszałem, jak drzwi łaźni się otwierają. Ktoś wszedł do środka, niepewnie uderzając stopami o podłoże. Po chwili dało się usłyszeć także odgłos ściąganych ubrań. Dopiero teraz zauważyłem, że cały się spiąłem w oczekiwaniu. Rozluźniłem mięśnie i stwierdziłem, że już pora wstać z gorącej wody. Opuszki palców miałem całe pomarszczone – to chyba dobra pora, żeby wyjść. Z cichym pluskiem wynurzyłem się z bali, złapałem pobliski ręcznik i owinąłem go sobie wokół pasa. Włosy miałem rozpuszczone i teraz przykleiły mi się do pleców. Szybko wycisnąłem je z wody i związałem w supeł. Ruszyłem w kierunku wyjścia, jednak coś, a właściwie ktoś skutecznie mi to uniemożliwił. Przede mną stała młoda osoba płci żeńskiej o bajecznych kształtach, ustach, jak maliny, oczach, jak gwiazdy i włosach, jak wiosenne chmurki. Szekspirze, znalazłem twe natchnienie! Uśmiechnąłem się półgębkiem. Dziewczyna wpatrywała się we mnie z rozszerzonymi ze strachu źrenicami i nieudolnie starała się zasłonić ręcznikiem, tak naprawdę coraz więcej odkrywając. Gdy szarmanckim ruchem chciałem podać jej dłoń, odskoczyła, a ja poczułem, jak jej tętno znacznie przyspiesza. Odwróciła się szybko i niemal tracąc po drodze ręcznik, pognała przed siebie. Początkowo stałem zdziwiony bez ruchu, jednak z czasem, gdy powoli pojmowałem całą sytuację, na moją twarz wystąpił sarkastyczny uśmiech. Kręcąc głową i ubierając się powoli, wciąż miałem przed oczami półnagą, wystraszoną dziewczynę. Nie wiedziałem, że wystarczy moje spojrzenie, a niewiasty już zrzucają swe odzienie. W dobrym nastroju wyszedłem z łaźni.

Następnego dnia rano, trzymając w dłoni styropianowy kubek pełen kawy, dziarsko maszerowałem przed siebie. Na dworze było tak, jak zwykle bywa w Londynie. Trochę słonecznie, trochę mgliście, trochę deszczowo. Nagle zauważyłem dwie dziewczyny, które rozmawiając, wskazywały na jakieś wielkie pudło. Zaskoczony, zorientowałem się, że jedną z nich była moja wczorajsza „towarzyszka”. Uśmiechając się, wziąłem łyka ciepłego napoju i podszedłem do nastolatek. Okazało się, że drugą dziewczyną była Smiley, chyba pierwsza osoba, jaką tu poznałem. Rozmawiały o pudle, którego nie były w stanie przenieść.
– Z tym sobie nie poradzimy, potrzebujemy jakiegoś mężczyzny.
Ujawniając się, nonszalancko zapytałem.
– Może ja pomogę? – szczęśliwa różowo włosa, podziękowała mi, uśmiechając się. Po chwili przedstawiła mi swoją towarzyszkę, która zdenerwowana tylko coraz dalej się odsuwała. Dzięki Smiley dowiedziałem się, że wiecznie przerażone, ale urocze małe coś, nazywa się Blue. W momencie, gdy dziewczynka uniosła oczy do góry i na mnie spojrzała, znowu poczułem jej natychmiastowe przerażenie. Blondynka spuściła wzrok i zaczęła się trząść spanikowana. Odpowiadając na słowa Smiley, oznajmiłem, że już znamy się z Blue, ta jednak nie wydała z siebie nawet najcichszego odgłosu. Spróbowałem jeszcze raz, spokojnym gestem podając dłoń dziewczynie. Moje dobre chęci skończyły się jednak dokładnie tak samo, jak poprzedniego wieczoru.
– Nie bierz tego do siebie. Blue nie daje się nikomu do siebie zbliżyć i mało co mówi – oznajmiła Smiley. Wzruszając ramionami, uśmiechnąłem się tylko do dziewczyn. „Nie daje się nikomu do siebie zbliżyć”? No, no. Jeszcze zobaczymy.
– A więc gdzie mam zanieść to pudło?
– Najlepiej do magazynu – Smiley z zamyśleniem popatrzyła na trzęsącą się nieopodal dziewczynę. – Blue może cię tam zaprowadzić.
Na te słowa, blondynka uniosła szybko głowę i ze strachem popatrzyła na koleżankę, która w odpowiedzi dała jej tylko piękny uśmiech. Pokiwałem z zadowoleniem głową i wyciągnąłem rękę z kawą w kierunku Blue. Spojrzała się na mnie nieufnie.
– Spokojnie. Czy możesz mi potrzymać kubek? Gdy wezmę pudło, nie będę mieć już wolnych rąk.
Dziewczyna pokiwała powoli głową i zabrała naczynie z moich rąk, ja natomiast podniosłem pudło i czekałem, aż towarzyszka mnie pokieruje. Blue ruszyła, delikatnie sie wahając, by po chwili nadać równe i dość szybkie tempo. Maszerowaliśmy w ciszy, żadne z nas nie próbowało nawiązać kontaktu. Przynajmniej na razie. Prawdopodobnie dotarliśmy na miejsce, gdy dziewczyna stanęła przed jakimś pomieszczeniem, wskazując na wejście dłonią.
– Nie wiem, gdzie je dokładnie odłożyć. Pomożesz mi? – poprosiłem grzecznie, jednak plan, który siedział mi w głowie, w żaden sposób nie był grzeczny. Blue spojrzała się na mnie nieufnie, aczkolwiek po chwili weszła do środka, machając do mnie ręką. Z dyskretnym uśmieszkiem na ustach, wszedłem do pomieszczenia. Dziewczyna szła przed siebie, nawet na mnie nie patrząc. Odłożyłem pudło na bok, zamknąłem drzwi na zasuwkę i zgasiłem światło. Usłyszałem, jak Blue zatrzymała się na chwilę, po czym zaczęła się cofać. Nie ruszyłem się nawet o milimetr, gdy jej małe plecy oparły się o moją klatkę piersiową. Czułem jej szybko bijące serduszko, wołające o pomoc.
– Ojej, chyba jesteśmy zamknięci – wyszeptałem jej we włosy.

<Blue, słoneczko?>

20 cze 2018

OD Dmitrija

Nie wiem, który już raz czytałem tę książkę. „Hamlet” w mojej dłoni wyglądał, jakby zaraz miał się rozpaść. Strony pożółkły od starości, a grzbiet okładki był cały pogięty. Ważne jednak było to, że treść, nawet w tak zniszczonym tomie, była wciąż ta sama. Spojrzałem szybko na swój zegarek, żeby skorygować godzinę. Było jeszcze dość wcześnie, a pracę i tak miałem zacząć później. Dzisiejszy dzień miał być tylko mozolnym początkiem kolejnych miesięcy zarabiania na życie. Na razie, mogę chyba poświęcić jeszcze trochę czasu na lekturę. Znajdowałem się w oranżerii, która nawet mi, ignorantowi, zaimponowała wyglądem. Krzewy i kwiaty rosły dosłownie wszędzie, pnąc się w górę, a czasem wijąc po podłodze. Miejsce mogło być także dobrą kryjówką. Poprzez przeszklone ściany mogłem obserwować otoczenie, a w krzakach ewentualnie się ukryć. Nie, żebym coś takiego planował. A skąd. Pokręciłem głową i znów zagłębiłem się w treść książki. Nie było mi jednak dane poczytać zbyt długo, ponieważ poczułem przemożną chęć na gorącą kawę. Odłożyłem tomik na stolik obok siebie i ruszyłem w kierunku wyjścia. Już wczoraj zorientowałem się w terenie, dlatego bez wątpliwości ruszyłem w kierunku bufetu. Dzień był całkiem przyjemny, a o tak wczesnej porze nie spotkałem zbyt wiele współpracowników. W restauracyjce zabrałem kubek ciepłego napoju i wdychając jego zapach, ogrzewałem sobie dłonie. Zadowolony ruszyłem w drogę powrotną, jednak w momencie, w którym wszedłem do środka oranżerii, poczułem, że nie jestem sam. Intuicja mnie nie okłamała. Przy moim poprzednim miejscu ktoś stał i z zaciekawieniem przeglądał odłożoną przeze mnie książkę. Opierając się o framugę drzwi, przywitałem się grzecznie.
- Dzień dobry.

<Ktoś?>

Dmitrij

"Tak naprawdę, to nie ty mnie obchodzisz, ale wzruszenie, którego doznaję, kochając cię"