Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shu⭐zo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shu⭐zo. Pokaż wszystkie posty

24 sie 2023

Shu⭐zo CD Lennie

W pierwszej chwili kompletnie mnie zmroziło i po prostu wpatrywałem się w Lenniego. Dopiero jego wyznanie przywołało mnie do porządku.
- Moim też. - wyrzuciłem to z siebie w końcu, po dłuższej chwili patrzenia na męża. Poczułem, jak ogromny głaz właśnie spada mi z serca. Emocje też wzięły górę i łzy napłynęły mi do oczu. Automatycznie czując to, od razu wyciągnąłem ręce w jego stronę. Potrzebowałem w tej sekundzie ogromnego tulaka. Lennie zresztą już bardzo dobrze to wiedział, praktycznie od razu podchodząc do mnie. Momentalnie wczepiłem w niego ręce, wtulając się najmocniej, jak tylko potrafiłem.
- Nie mówiłem nic, bo bałem się, że coś się może stać. - wytłumaczyłem otwarcie. - Że... Że się pobijecie albo coś. - dodałem, ocierając policzek o rękaw Lenniego. W odpowiedzi usłyszałem śmiech.
- Miałbym się bić z takim wielkoludem? W ogóle miałbym się bić o ciebie? Co ty wygadujesz? - spytał, nie przestając się śmiać. Od razu odechciało mi się płakać. Zamiast tego odsunąłem się trochę, by spojrzeć mu prosto w twarz, mimo wszystko dalej się przy tym do niego przytulając.
- Jak to co?
- Szkoda zachodu. Nie jestem samobójcą. Poobijany też nie chciałbym chodzić. - spojrzał na mnie z rozbawieniem w oczach. Wtedy już pokiwałem głową. Mimo wszystko miał w tym trochę racji. Bicie się jest najgorszym, do czego mogłoby dojść.
- Okej, może poniosła mnie trochę wyobraźnia. - przyznałem, kładąc po sobie uszy i spuszczając wzrok. Trochę głupio mi się zrobiło, że w ogóle byłem w stanie tak pomyśleć. Lennie przecież taki nie jest...
- Chociaż nie próbowałem. Może akurat by mi się udało? - zaczął spekulować.
- Poważnie? - podniosłem na niego wzrok.
- Na pewno bym go bez problemu sprał, gdyby był moich rozmiarów. - odparł dumnie, naśladując w tym momencie Gabe'a i prężąc przede mną swój biceps. Od razu westchnąłem dosyć zażenowany i pokiwałem głową, byleby tylko już przestał. Nigdy w porę nie wyłapuje, kiedy zaczyna się ze mną droczyć. - Wtedy mógłbym mu pokazać, kto tu rządzi. - oznajmił, wręcz bardziej się prostując, co już wyprowadziło mnie z równowagi.
- Zaraz to ja ci pokażę, kto tu rządzi i będziesz spać na zewnątrz. - odparłem poirytowany, z założonymi rękami na klatce piersiowej. Dodatkowo prychnąłem, unosząc głowę i odwracając się od niego, gdy tylko chciał mnie znowu przytulić.
- Shu, przecież żartuje. - odparł, chcąc brzmieć spokojnie, ale bardzo dobrze dało się wyłapać, jak bardzo chciało mu się śmiać w tym momencie. Mimo wszystko przytulił mnie od tyłu, całując delikatnie w policzek.
- Nie będziesz się z nikim bić. - powtórzyłem dla świętego spokoju, żeby wszystko było jasne w tej sprawie. - Masz zakaz, jasne? - kątem oka spojrzałem w jego stronę, czekając na odpowiedź.
- Dobrze, kochanie. Nigdy tak nie zrobię, obiecuję. - oznajmił, odwracając mnie wtedy w swoją stronę i czule mnie całując. Na tym pewnie skończyłby się ten temat. Yuki był pod opieką Robina, dlatego my moglibyśmy się skupić na spokojnych chwilach tylko we dwoje. Niestety był jeszcze jeden mały problem.
- Lennie... - odsunąłem się trochę, przerywając nasz dłużący się pocałunek, jednocześnie opierając dłonie na jego klatce piersiowej. - Ale ty dasz radę go wyciągnąć z powrotem, prawda? - spytałem dla pewności. W tym momencie też obaj spojrzeliśmy na leżący na ziemi kapelusz. Nie ruszał się, ani nic. Sam nie wiedziałem, co mam o tym myśleć. Do tej pory też do końca nie rozumiałem działania tego kapelusza. Sam wyciągnąłem z niego paskudnego węża. Gdy tylko to sobie przypominam, aż ciarki mnie przechodzą. Lennie milczał przez dłuższą chwilę. Sam w końcu spragniony odpowiedzi, spojrzałem na niego i lekko go sztuchnąłem.
- Wiesz... - odchrząknął. - Na pewno. - odparł z lekkim uśmiechem, już przenosząc na mnie wzrok. - Nie przejmuj się. Sytuacja jest pod kontrolą. - powiedział, ale ja za to widziałem, co innego. Szczególnie jego spojrzenie zdradzało tę iskierkę niepewności, która w nim tkwiła i była powodem chwilowego zamyślenia.
- Nie może zostać w twoim kapeluszu. - oznajmiłem, lekko poddenerwowany. - Jeszcze ktoś go zacznie szukać, a wszyscy dobrze wiedzą, że często tu chodzi. Możemy mieć kłopoty...

(Lennie~? )

25 maj 2023

Shu⭐zo CD Lennie

Praca w cyrku pomimo paru swoich minusów, ma ten jeden ogromny plus, który przyciągnął mnie do tego miejsca i sprawił, że w zasadzie dalej tu jestem. A jest to nic innego, jak właśnie ludzie i fakt, że są oni z różnych części świata. Może kiedyś nie, ale obecnie jestem otwarty na nowe znajomości. W końcu moje życie nie powinno się kończyć na pracy, dziecku i Lenniem, choć wszystko to bardzo kocham. Gabe oprócz swojej nieskazitelnej sylwetki, która nigdy nie przestanie cieszyć mojego oka, również był tu nową osobą, co też mnie zafascynowało. Chociaż jak mam być szczery, to po czasie jaki z nim spędziłem, mogę jasno stwierdzić, że bliskimi przyjaciółmi nie zostaniemy. Nie jest w moim typie, choć gdy byłbym młodszy, to pewnie poleciałbym na jego bajere, a szczególnie na to prężenie bicków...
- No nie? - zaśmiałem się, słysząc jego słowa. - Też tak uważam. - dodałem, biorąc synka na ręce i już się z nim podnosząc. Kamień spadł mi z serca. Trudno opisać, jak bardzo się cieszę, że nie wyszła z tego o wiele większa drama. Nie lubię się kłócić z Lenniem. Mieliśmy się już w sumie rozejść. Chciałem ogarnąć już widocznie zmęczonego synka, a Lennie już sięgał po wszystkie zabawki, które mały zdążył wszędzie porozrzucać. Jednak za nim jeszcze pochłonęły nas te zajęcia, odwróciłem się do niego.
- Hej, skarbie. - odezwałem się, by ten zwrócił na mnie uwagę. Podszedłem wtedy do niego z dzieckiem, całując go krótko. - Naprawdę cię kocham. Nie zapominaj o tym, co? - odparłem z uśmiechem, łapiąc go za rękę. Lennie wtedy od razu przytulił mnie razem z malcem.
- Nie zapomnę. - wymamrotał z uśmiechem.
Chciałbym powiedzieć, że tak oto cała sprawa się skończyła i nie będzie potrzeby wracać do tego tematu. Niestety sytuacja o dziwo zaczęła się trochę wymykać spod kontroli i... Cóż, wierzyłem, że sobie poradzę. W końcu jestem dorosły, ale teraz sam już nie wiem. Może powinienem powiedzieć wszystko Lenniemu? Boję się z drugiej strony. Nie chciałbym, aby coś się komuś stało.
- Oh? To dla mnie? - spytałem zaskoczony, gdy Gabe podsunął mi pod nos bukiet kwiatów.
- Owszem. Chciałem podziękować za ten strój, który uszyłeś. Masz naprawdę ogromny talent. - oznajmił, a ja w sumie zmieszany, odsunąłem od siebie jego prezent.
- Wiesz... Na tym polega moja praca tutaj. Jak ktoś ma problem ze strojem przychodzi do mnie. - odparłem. - To znaczy--... Miło mi, że przyszedłeś podziękować, ale to nie jest konieczne. - wyjaśniłem, niepewnie się uśmiechając. Facet, jednak był nieugięty i złapał za moją rękę wręczając mi do niej ten bukiet.
- Dla mnie jest. - odpowiedział dość tajemniczym głosem, sugestywnie przesuwając palce po mojej dłoni, gdy wręczał mi bukiet. Moja fascynacja jego ciałem nie zniknęła i chcąc nie chcąc uciekałem wzrokiem do śledzenia jego umięśnionych ramion. Jednak po tym geście, spojrzałem na niego jak na idiotę. Było to na tyle wymowne, że mojemu adoratorowi szybko zrzedła mina, a ja już nie mogłem się powstrzymać od śmiechu.
- Gościu, poważny jesteś? - spytałem, dość mocno i wymownie oddając mu ten bukiecik. - Ja mam męża. - na poparcie własnych ślub nawet pokazałem mu pierścionek, widniejący na moim palcu. - Poza tym... - wyprostowałem się, mierząc go wzrokiem i opierając ręce na biodrach. - Nie przepadam za kwiatkami. - dodałem z uśmiechem, już mu machając na do widzenia. Nie musiałem już mu nawet pomagać z wyjściem. Sam to z chęcią zrobił. Poza tym raczej każdy szanujący się mężczyzna po czymś takim, powinien sobie odpuścić, no nie?
Gabe uparcie wracał jak bumerang...
- Mój chłopiec zaraz sam nam tu będzie biegać po cyrku. - oznajmiłem rozbawiony, siedząc przy głównym namiocie razem z Robinem. Musiałem się mu pochwalić, jak to moje dziecko już stara się samodzielnie na własnych nogach zwiedzać świat. Akurat czekałem z Yukim na Lenniego, który lada chwila powinien skończyć kolejną próbę. Robin dosiadł się w międzyczasie do nas i tak zaczęliśmy rozmawiać. Yuki za to korzystał ile tylko się dało, że byliśmy na zewnątrz. Tu podniósł jakiś listek, a tu chciał sobie władować do buzi śnieg, który jeszcze się nie zdążył roztopić podczas tej zmiennej pogody. Raz słońce, raz deszcz, później śnieg, wiatr - to naprawdę jakiś cud, że nie jesteśmy jeszcze chorzy.
- Masz rację. Już całkiem nieźle mu to wychodzi. - odpowiedział z uśmiechem Robin, biorąc Yukiego na kolana. Mały o dziwo nie protestował i grzecznie siedział. Przynajmniej na razie. Z uśmiechem ich obu obserwowałem, dopóki z namiotu ktoś nie wyszedł. Spodziewałem się Lenniego, więc od razu podniosłem głowę, ale niestety był to Gabe. Gdy tylko mnie zauważył od razu się wyszczerzył i pomachał do mnie na przywitanie, a później pospiesznie odszedł. Widocznie gdzieś się spieszył. To nawet i lepiej.
- Znacie się? - spytał Robin. Pierwsze co to posłałem mu niezadowolone spojrzenie, po czym westchnąłem.
- Przyniósł mi nawet kwiaty niedawno. - przyznałem koniec z końców. - Dosiadł się na stołówce, gdy jadłem śniadanie z Yukim. Gdy byliśmy na spacerze we dwójkę również się zjawił. - dodałem zniesmaczony. - Zaczęło się od tego, że przyszedł, abym mu uszył kostium. Nie ukrywam, że sylwetkę ma powalającą, ale na litość boską mam męża i dziecko przecież.
- Wiesz, jak tak bardzo cię zaczepia, to czemu mu tego nie powiesz? - zaproponował, zaczynając trochę zabawiać Yukiego, któremu powoli zaczynało się nudzić na kolankach.
- Mówiłem, tylko to tak wychodzi jakbym rzucał grochem o ścianę. - odparłem, wzruszając ramionami.
- A Lennie?
- Tutaj zaczynają się schody. - przyznałem, odwracając wzrok. - Nie ukrywam mam słabość do umięśnionych facetów i jak Gabe pierwszy raz przyszedł, to normalnie ciężko mi było wzrok oderwać. - wyjaśniłem. - Po prostu Lennie ostatnio przez to był trochę zazdrosny i nie chcę spowrotem z nim poruszać tematu tego gościa. - Robin pokiwał głową, cały czas się przysłuchując. - Zresztą nie jest to coś poważnego. Prędzej czy później się znudzi, ale męczy mnie to pomału i musiałem to z siebie wyrzucić.
- Uważam, że mimo wszystko powinieneś mu powiedzieć. - oznajmił, stawiając Yukiego na ziemi. Spojrzałem na niego jak na wariata.
- Oszalałeś? Jeśli Gabe nie reaguje na moje słowa, to tym bardziej będzie mieć w du.pie słowa Lenniego. Znaczy... - zorientowałem się, że tak trochę mam małe dziecko obok, a niekoniecznie chcę, żeby umiał powiedzieć tak cudowne słowo, jakim jest "du.pa" w tak młodym wieku. Odetchnąłem, gdy w sumie zauważyłem, że za bardzo się nas nie słuchał, a grzebał w swoim wózeczku. Robin go co jakiś czas asekurował, nie musiałem się niczym martwić. - Nie ważne. Wracając. - znów spojrzałem na Robina. - Boję się, że mogłoby się coś stać przy okazji. Lenniego wkurza ten temat. Co jak mi się tam pobiją?
- Vivi ich potem opatrzy. W czym problem? - odpowiedział, zaczynając się śmiać. Niestety mi nie było już tak wesoło. Westchnąłem, prostując się bardziej.
- Mniejsza z tym. Ty mu też nic nie mów, dobra?

(Lennie~?)

8 lis 2022

Shu⭐zo CD Lennie

Nienawidzę wstawać. Szczególnie ostatnio stało się to o wiele trudniejsze. Za to dla Yukiego, ze zmęczeniem muszę stwierdzić, że wręcz przeciwnie. Cieszyłem się, że teraz przesypia zdecydowanie większość nocy i nie trzeba do niego wstawać, ale za budzikami nikt nie przepada, a mój synek był jednym z najlepszych, gdy nastawał poranek. Dzisiaj nie było inaczej. Tradycyjnie zerwał Lenniego na równe nogi, a jakąś godzinę później przyszła kolej na mnie, gdzie zamiast jedzenia, domagał się czyjejś uwagi, nie chcąc już siedzieć w łóżeczku.
- Dałbyś mi się chociaż w spokoju ubrać. - wymamrotałem, biorąc maluszka na ręce. - To nie. Tatuś się musi spieszyć. - dodałem rozbawiony, całując chłopca w czoło i starając się jakoś bez pomocy rąk, założyć drugi but. Yuki w moim odczuciu rósł, jak na drożdżach i był większy z każdym dniem. Nie mówiąc już, że równie tak samo szybko robił się coraz żywszy i widać, że nie podoba mu się siedzenie w miejscu. Muszę go wszędzie ze sobą nosić albo specjalnie wstawać podczas pracy, bo temu małemu królewiczowi się nudzi. Chcąc nie chcąc też ciągle muszę mieć na niego oko. Teraz poza ssaniem własnej stópki i grzecznego leżenia, bez problemu może się obrócić, czy nawet sturlać się z materaca. Nie mówiąc już, że po wszystko ochoczo sięga i chce wkładać do buzi. Plusem jest to, że jeśli robi się zbyt cicho, to wiem, że młody coś kombinuje, ewentualnie zasypia, ale w ciągu dnia już nie ma tylu drzemek, co kiedyś. Stąd też mam wrażenie, że Lennie nie do końca jeszcze dostrzega wszystkie te zmiany. Ja jestem z Yukim większą część dnia i zdecydowanie lepiej wiem, jak to wygląda. Choć to wciąż Lennie potrafi o wiele skutecznej zająć i zabawić malca ode mnie. Jego sztuczki magiczne robią na Yukim takie wrażenie, że teraz młody nie rusza się na krok bez swojego pluszaka, którego tatuś wyciągnął z pustego kapelusza. Ciężko mi o tym nie wspominać, ale to bardzo słodkie. Nie chcę nawet myśleć, co będzie, jak młody już podrośnie. Kto wie, może będę mieć dwóch świetnych magików w namiocie.
- Przepraszam, trafiłem do kostiumografa? - usłyszałem za sobą. Zapowiadało się na jakąś robotę dla mnie, choć akurat na brak pracy nie mogę narzekać. Wręcz czasem chciałbym, aby było tego troszkę mniej. Ciężko mi w cokolwiek ręce włożyć ostatnio. Przez to czasem nawet siebie nie poznaje. Dziecko, jak widać, potrafi skutecznie odciągać od obowiązków i zmienić nastawienie do nich.
- Oczywiście. - odparłem z uśmiechem, odwracając się do gościa. - Oto ja. - zaśmiałem się cicho, lecz szybko mi przeszło, zauważając z kim mam do czynienia. Co prawda samego mężczyznę widziałem pierwszy raz, jednak jego ciało... Te mięśnie, klatka piersiowa. Myślałem, że tam zaraz odlecę z zachwytu, przez co też lekko mnie zatkało. Wiem, że to straszne z samego faktu, że mam kochanego męża i dziecko, ale miałem ogromną ochotę go dotknąć albo przynajmniej zobaczyć go bez koszulki. Nie ma nic bardziej atrakcyjnego od umięśnionego męskiego torsu, więc ta chęć była silniejsza ode mnie.
- Super. Nie ogarniam tutaj jeszcze wszystkiego. Przyjechałem na występ i słyszałem, że zajmujesz się tu kostiumami. - odparł, przyglądając się mi z lekkim uśmiechem. - Nie przeszkadzam czasem? - spytał, zakładając ręce na piersiach.
- W życiu... - odpowiedziałem, trochę bardziej pogrążony we własnej fascynacji, ale w miarę szybko się otrząsnąłem. - Znaczy, nie. - zaprzeczyłem, z niepewnym śmiechem. - To tylko Yuki. Mój mały asystent, który teraz i tak będzie się bawić. - wyjaśniłem, całując chłopca w głowę i chcąc nie chcąc znów położyłem go do łóżeczka. Podałem mu również parę zabawek, aby się na nich skupił w najbliższym czasie, a później już wróciłem do rozmowy z wyjątkowo interesującym panem.
- Mały braciszek? - spytał, mimo wszystko zbliżając się do mojego biurka, a palcem wskazując na kołyskę.
- Nie nie nie. - odpowiedziałem z cichym śmiechem. - To mój synek. - dodałem, wyciągając swój notatnik, choć mój wzrok ciągle uciekał w jego stronę. Wysoki, bardzo dobrze zbudowany i z ciemną czupryną. Powiedziałbym, że nawet gdzieś w moim wieku albo trochę starszy.
- Taki młody facet ma już dziecko? - dopytywał, opierając się o biurko i śledząc mnie wzrokiem. - Pierścionek również. - dodał, widocznie taki zauważając na moim palcu. Uważam, że mało kto tak pewnie się zachowuje w takich sytuacjach, ale ten nic nie robił sobie z tego, że się nie znamy. Może po prostu zauważył, jak się mu przyglądam? Sam wręcz się trochę zawstydziłem, gdy wspomniał o pierścionku. Trudno mi wyjaśnić, dlaczego, ale to było okropne uczucie. Nie powinienem tak robić. Jestem dumny z faktu, że jestem z Lenniem, a nie z kimś innym.
- Jakoś nie narzekam. - odparłem, kryjąc to drobne zakłopotanie rozbawionym uśmiechem. Jednocześnie usiadłem, zakładając nogę na nogę. - A ty? Pewnie szczęśliwy singiel. - dodałem, mierząc go wzrokiem.
- Mówią mi Gabe. - odparł rozbawiony, wyciągając do mnie rękę. Niestety nie skorzystałem i uciekłem wzrokiem do notatnika.
- Mówiłeś coś o kostiumie. Przerabiamy czy raczej chcesz coś nowego?
- Coś nowego. Chciałbym się wpasować do reszty. W końcu na trochę u was zostaje. - odpowiedział, nie brzmiąc na wielce zadowolonego i zabierając rękę.

***

Z czasem sytuacja o wiele bardziej się rozluźniła, a Yuki był wyjątkowo spokojny. W pewnym momencie udało mu się nawet znowu zasnąć, a ja wtedy dowiedziałem się, że zacny Gabriel, a w skrócie Gabe — gościnnie będzie na przyszłych paru występach w naszym cyrku. Kojarzę, że Lennie coś o tym wspominał, ale nie za bardzo była mi potrzebna ta informacja. Najlepsze w tym wszystkim było to, że nie bez powodu jest on tak dobrze zbudowany. Gabe ma robić za siłacza i zdecydowanie na takiego wygląda (a szczególnie po zdjęciu koszulki). Ciężko mi było skupić się na pracy, a szczególnie że po ustaleniu projektu, musiałem go jeszcze pomierzyć.
- Robi wrażenie, co? - spytał, gdy tak na chwilę zastygłem z metrem, mierząc szerokość jego ramion. Od razu się odsunąłem z dość obojętną miną, gdy tylko wybrzmiało to pytanie.
- Czy ja wiem. - odpowiedziałem niewzruszonym tonem, a później znów się zbliżyłem, przejeżdżając dłonią po jego ramieniu, a finalnie się do niego przytulając. - Może troszeczkę. - przyznałem finalnie. Najlepsze jest to, że ten za dużo sobie z tego nie robił, a ja mógłbym się tak tulić godzinami. Te wszystkie mięśnie brzucha albo ramion. To było wręcz hipnotyzujące, jak wszystkie się ruszały razem z jego oddechem. Napinały, a potem rozluźniały i były takie przyjemne w dotyku.
- Nie jesteś pierwszym, który traci dla nich głowę. - przyznał rozbawiony. - Ma się ten czar.
- Tak mówisz? Hmmm... - odsunąłem się lekko, udając, że się zastanawiam, przy okazji przejeżdżając dłonią po jego klacie. - Znam osobę, która również potrafi czarować.
- Patrząc na to, jak się ustawiłeś, chodzi o twoją drugą połówkę, hm?
- Nie bez powodu się oświadczałem, aby teraz tak nie twierdzić. - odparłem, mimo wszystko też wracając do mierzenia.
- Jaka ona jest? - spytał, skoro już podjąłem się tematu. Od razu posłałem mu rozbawione spojrzenie.
- Jest magikiem. Czarowanie to jego praca. - przyznałem z uśmiechem, a Gabriel po usłyszeniu odpowiedzi jakoś bardziej się spiął. Czyżby wiedział, o kim mówię? Może po prostu się tego nie spodziewał? Mimo wszystko udało mi się wywołać wilka z lasu, gdyż dosłownie chwilę później do namiotu wrócił Lennie.
- Ooo, hej skarbie. - przywitałem się z nim, nie kryjąc swojego podniecenia gościem, gdyż od razu później zacząłem dłonią gładzić umięśnione ramię Gabe'a. - Widzisz to? Jego biceps jest prawie wielkości mojej głowy. - dodałem rozbawiony. Jakoś nie uważałem, żeby Lenniemu mogło to bardzo przeszkadzać. Myślę, że bardzo dobrze wie, że kocham go nad życie i nigdy się to nie zmieni.

(Lennie~?)

22 sie 2022

Shu⭐zo CD Lennie (+18)

To bardzo przyjemne uczucie, gdy wszystko idzie po mojej myśli i nie ma potrzeby, aby się czymś dodatkowym martwić. W tamtej chwili zresztą nie myślałem praktycznie o niczym. Jedynie mógłbym zadać sobie pytanie: dlaczego nie robimy tak częściej?
Rozumiem, że rodzicielstwo potrafi nieźle uderzyć do głowy, ale takie zabawy dla dorosłych są o wiele bardziej kuszące, niż ciągłe zmienianie pieluch, a też nie wydaje mi się, żebym po raz kolejny miał zajść w ciążę. Jeżeli coś takiego się zdarzy, to chyba uduszę Lenniego gołymi rękami i będę żyć do samego końca jako zakonnica. Choć jak miałbym być szczery na dłuższą metę i tak nie dałbym rady. W końcu nie uważam się za jakiegoś staruszka, aby rezygnować z życia, już będąc w takim wieku.

21 mar 2022

Shu⭐zo CD Lennie

Pomimo tego, że tyle dobrego udało mi się na siłę zdobyć, to wciąż nie byłem w pełni usatysfakcjonowany. Niczym było wspólne wyjście na miasto i wspólne spędzanie tam czasu, gdy tak naprawdę niekoniecznie tego mi brakowało. Stęskniłem się za Lenniem, a nie sztywnymi randeczkami w restauracjach czy oglądaniem nowego horroru w kinie. Nigdy nie byłem fanem spędzania wspólnego czasu w taki sposób. Zawsze wydało mi się to czymś czysto robionym pod publiczkę, bo tak się już utarło w naszym idealnym społeczeństwie. Może gdybym był młodszy, to rzuciłbym propozycję jakiejś imprezy i tam bym się nawalił do nieprzytomności, ale obecnie czuję się jak pięćdziesięcioletni dziad, który z chęcią po prostu by sobie usiadł i ponarzekał, popijając przy tym coś procentowego, niekoniecznie później odlatując w fotelu. Skoro już o piciu mowa: nonszalancko siorbiąc przez słomkę resztkę niezidentyfikowanego shake'a, którego wyprosiłem od Lenniego, usiadłem na jednym z murków przy jednej z mniej ruchliwych ulic w mieście. Na szczęście pogoda nam sprzyjała, choć był to trochę zimny dzień. Przynajmniej nie zbierało się na deszcz ani nic w tym stylu. Lennie usiadł tuż przy mnie i w tym samym momencie oparłem się o niego, obserwując zajętych przechodniów. Każdy z nich szedł w swoją stronę i w zasadzie nie zwracał na nas uwagi, dlatego koniec z końców westchnąłem przeciągle z nudów, wręczając Lenniemu swój pusty kubek.
- Marzą mi się wakacje. - odparłem, odchylając głowę do tyłu i zamykając oczy. - Może jakieś morze i piasek... Chociaż nie. Słońce by mnie zabiło. - wymamrotałem, wtulając się w ramię chłopaka.
- Czyli chcesz powiedzieć, że oprócz bycia psem jesteś też wampirem? - spytał żartobliwie, spoglądając na mnie. Sam się uśmiechnąłem pod nosem na takie stwierdzenie. Było to poniekąd zabawne, ale rzeczywiście moja skóra mogłaby tego nie wytrzymać i daje sobie rękę uciąć, że na plaży to w pewnym momencie normalnie stanąłbym w płomieniach.
- Takie już małe dziwadło masz za męża. - oznajmiłem, kładąc się na murku, a głowę opierając na nogach Lenniego. Jakoś nie umiałem sobie znaleźć wygodnej pozycji, a znowu gdzieś iść też nie miałem za bardzo ochoty. Jednak na moment przestałem się wiercić, gdy mój ukochany się do mnie schylił i pocałował w czoło.
- Bardzo kocham to małe dziwadło. - dodał jeszcze z ciepłym uśmiechem, który zresztą odwzajemniłem, posyłając mu jednocześnie buziaka. Tak bardzo nie chciało mi się podnosić.
- Ale mi słodzisz dzisiaj. - odparłem, ale szybko po tym się skrzywiłem, zakrywając swoje wrażliwe uszy. Nie wiem, co za pacana naszło, aby zacząć tak głośno trąbić na praktycznie pustej drodze, ale mogę obiecać, że jeśli się kiedyś spotkamy, to wyrwę mu ten klakson razem z kierownicą. - Nie dam rady, idziemy stąd. - mruknąłem poirytowany, podnosząc się i pociągnąłem Lenniego za sobą, odchodząc już stamtąd. - Jak można tak w biały dzień trąbić? - westchnąłem rozczarowany. - Moje biedne uszy. Nie ma się co dziwić, że pragnę wakacji. Tego wszystkiego jest normalnie za dużo.
- Przyzwyczaiłem się raczej do twojej niechęci do wakacji. - odparł, wzruszając ramionami, gdy tak szliśmy chodnikiem. - Ale jeśli chcesz... - urwał, widząc wzrok, jakim na niego spojrzałem. Byłem gotowy go nazwać totalnym idiotą, ale w porę dotarło do mnie, że w zasadzie jestem przepełniony sprzecznościami przez obecność jakiejś optymistycznej ameby. Jak tu się w tym nie pogubić? Sam nie wiem... Westchnąłem niesmaczny, chowając dłonie do kieszeni.
- Nie było tematu, okej? - wolałem się z tego wycofać i nie psuć sobie jeszcze bardziej humoru. - Chodźmy coś zjeść. - wymruczałem, obejmując rękami ramię Lenniego i się do niego przytulając. - Głodny jestem trochę. - dodałem jeszcze, kładąc po sobie uszy.
- Mamo! Mamo! Widziałaś to?! Temu panu się ruszają kotkowe uszy. - usłyszałem tuż obok, a gdy tylko odwróciłem głowę, to zobaczyłem właśnie mamusię, która popędza swoją córeczkę, ewidentnie zażenowana tą sytuacją. Nie dziwię się jej. Usłyszało to chyba pół miasta.
- Mówiłem już, że nie lubię dzieci? - spytałem zniesmaczony, przenosząc wzrok na Lenniego, a ten momentalnie zaczął się śmiać.

***

Znaleźliśmy bardzo fajną restaurację już bez głupich zaczepek po drodze. W środku było bardzo przytulnie i mogę śmiało powiedzieć, że po tych wszystkich smakowitościach, jakie miałem okazji zjeść, mogę śmiało powiedzieć, że na pewno jeszcze nie raz wyciągnę tutaj Lenniego. Było to idealne miejsce, gdzie mogliśmy dobrze zejść, pogadać, a rachunek nie był jakoś skandalicznie wysoki. Znaleźliśmy miejsce z boku tuż przy oknie. Z czego byłem zadowolony to fakt, że nie siedzieliśmy na krzesłach, a takich dwóch długich kanapach, które zresztą były bardzo wygodne. Nie mówiąc już o całym wystroju lokalu. Było tutaj po prostu bardzo przytulnie i przede wszystkim spokojnie. W miarę cicho, co również sobie cenię oraz przemiła pani kelnerka. Jak dla mnie moglibyśmy tutaj siedzieć nawet do samego zamknięcia, jednak już po dobrej godzinie, podczas której w zasadzie głównie wpatrywałem się w osobę przed sobą - Lenniego, nie byłem w stanie już dłużej wysiedzieć. Wspominałem już wcześniej, że w sumie tylko za nim się stęskniłem? To nieodparte uczucie znowu wróciło i już naprawdę nie mogłem wytrzymać.
- Hej, a myślisz, że gdy wrócimy, to jeszcze będziemy mieć chwilę dla siebie? - spytałem mężusia z uśmiechem, jednocześnie opierając głowę na dłoniach. Co prawda dzielił nas stolik, ale to nie powstrzymało mnie do dania mu jasno znać, o co mi konkretnie chodzi. Po prostu zgrabnie wysunąłem stopę z buta i władowałem ją między jego nogi, czekając na odpowiedź.

(Lennie~?)

13 mar 2022

Riddle (+Shu⭐zo) CD Robin&Vivi

Gdzieś pod śnieżnobiałym niebem, w środku odwiecznej nicości, gdzie gasną uśmiechy i śpiew. Tam, gdzie wzrok już nie sięga, gdzie się nic nie porusza, a sen i ból niesie nam nasz ciemności król. Niech panuje nam w świecie pomiędzy światami, gdzie gniew się odkłada i strach...
- Cisza... Kto się ukryje, ten przetrwa. - między drzewami pojawił się o skórze białej jak porcelana chłopczyk, który w zasadzie niczym się nie różnił od innych tutaj zagubionych dziecięcych duszyczek. Może poza żarzącym się na zielono wzrokiem. Szedł dość powolnym krokiem, delikatnie przy tym podskakując. Był jak w jakimś transie. - W świecie pomiędzy światami, gdzie gniew się odkłada i strach. - powtarzał praktycznie w kółko, trzymając w rękach wysuszony bukiet róż. To on był powodem, dla którego Robin zrezygnował ze skakania do studni. Zamiast tego podążył za nim i w sumie trudno powiedzieć, co nim tak naprawdę kierowało. Może myślał, że jednak studnia nie jest najlepszym wyjściem? Jest w tym w sumie trochę prawdy. Chłopczyk nie zwracała na niego uwagi. Przemierzał lekkim krokiem las, w pewnym momencie trafiając na wydeptaną ścieżkę. Wszystko dookoła było takie wyblakłe i pozbawione życia. Idealnie wpasował się w ten krajobraz, poza jego niepokojącym wzrokiem, który w pewnym momencie przeszył Robina na wskroś. Stanął wtedy przed rozdrożem i za nim obrał jedną ze stron, posłał do chłopaka za sobą pusty uśmiech, po czym ruszył dalej.
- Cisza... Kto się ukryje, ten przetrwa. W świecie pomiędzy światami, gdzie gniew się odkłada i strach. - ciągle powtarzał jak mantrę, dopóki nie doprowadził Robina do małej polanki, gdzie przed powalonym drzewem stał anonimowy nagrobek z jedynym bardzo starym wyrytym napisem: "Niech twój mrok odnajdzie spokój w świetle". Chłopczyk śmiało zbliżył się do nagrobka. Zamilkła na moment, wpatrując się w wyryte słowa, a Robin z czasem sam postanowił się zbliżyć. Również przyglądał się napisowi, a z czasem spojrzał również na małego towarzysza. Był to dość młody chłopak mający może z dwanaście lat. Wychudzony i dość wysoki o prostych włosach, które opadały na jego ramiona i czasem zdarzyło się, że też oczy. Na sobie miał czystą i trochę za dużą śnieżnobiałą koszulkę, a do kompletu krótkie spodenki, które sięgały mu do kolan.
- Wiesz, kto tam leży? - spytał ostrożnie, czekając na reakcję dziecka. Chłopczyk jedynie się delikatnie uśmiechnął, kładąc przed nagrobkiem kwiatki, które zresztą tutaj przyniósł.
- Ostatnie słowa pożegnania. - odpowiedział, wyciągając obie dłonie w stronę nagrobka, wymuszając serdeczny uśmiech. - A... Żyje od wielu wieków... - odparł, a po chwili spojrzał na ewidentnie zakłopotanego Robina, łapiąc go za rękę - kolejna rzecz, którą się różnił od reszty zjaw. - Wiem, że chcesz wyjść, ale... Król ma inne życzenie. Chce, żeby w twoich oczach ten promyk światła zbladł i w końcu zgasł. - odparł cichutko, na co Robin mimo wszystko się spiął. Pewnie spodziewał się, że dziecko zaraz zrobi mu krzywdę lub coś podobnego. Jednak jego tatuaże świeciły, odkąd się tu zjawił, teraz już przynajmniej powód jest jasny. Coś się na niego czai i kto wie... Może to nawet był ten mały chłopiec? W końcu czy Riddle by już się dawno nie pojawił, gdyby tak bardzo chciał go zabić własnymi rękami?
- Skoro to twój król... - zaczął niepewnie, ale przerwał mu gwałtowny kaszel, który nagle nawiedził dziecko. Gdy tylko znów podniósł na niego wzrok, jego oczy, a w zasadzie ich zmęczony wyraz mógł wydać się mu dość znajomy, ale nawet jeśli, zachował to dla siebie. To raczej nie czas, żeby zająć się własnymi domysłami.
- Pewnie zostaniesz tu ze mną. - oznajmił spokojnym tonem. - Śmiesznie, że tak świecą. Robisz za latarkę, gdy jest ciemno? - spytał, zaczynając się cicho śmiać i przy tym pogładził delikatnie palcami skórę na przedramieniu chłopaka. Nigdy nie miał okazji widzieć człowieka, którego znaki na ciele tak świecą.
- Ja... Ja muszę stąd wyjść. - oznajmił, odsuwając od siebie chłopca. Cała sytuacja już ewidentnie mu się nie podobała. Od razu też rozejrzał się dookoła. Ścieżka, którą tu przyszli nagle zniknęła. Co on miał teraz biedny począć?
- Ale... My potrzebujemy światła, Robin. - odparł smutno, wyciągając za nim ręce, a w zasadzie głównie za jego świecącymi tatuażami. - Ja potrzebuję i to nie wiesz jak bardzo. Gdybyś tu został...
- Bzdury. - skwitowałem, w końcu włączając się do rozmowy. Siedziałem z założonymi rękami na wcześniej wspomnianym nagrobku. - Myślałem, że lepiej umiemy dobierać towarzystwo. - mruknąłem zniesmaczony do malca, przy Robinie, po czym zwróciłem się do niego samego. - Dałeś się wrobić jak dziecko. Jak się z tym czujesz? - spytałem rozbawiony, obejmując go ręką. - Dawno się nie widzieliśmy, co? - chłopak w zasadzie momentalnie się ode mnie odsunął i zaczął biec prosto w głąb lasu, a za nim poleciał ten mały kurdupel, jednak jego zdążyłem przynajmniej złapać za rękę i przyciągnąć do siebie. Było blisko i już nie byłoby mi tak do śmiechu, gdyby tak zaczął paplać...
- Gdzie ci się tak spieszy?
- Robin! - tyle zdołał wykrzyczeć, gdy zdążyłem dłonią zakryć mu usta. Dzieciak jednak nie dawał łatwo za wygraną i wgryzł się w moją dłoń, co o dziwo ch.olernie zabolało. Puściłem go momentalnie, łapiąc drugą ręką za to miejsce, z którego pociekła czarna niczym smoła ciecz. Chłopczyk zresztą zrobił to samo, wypluwając resztki czarnej cieczy z ust, a dłonią tamując czerwoną ciecz zwaną przez ludzi krwią. - Znajdź miejsce, do którego chcesz wrócić! - dokończył, na moje nieszczęście. Choć istniał cień szansy, że Robinek tego nie usłyszał. Jedna studnia to zaledwie jedno przejście. Sztuka znaleźć tą właściwą...
- Czemu przestałeś się słuchać? - mruknąłem z niechęcią, pukając chłopca w głowę. Jego oczy wtedy mocnej błysnęły zielenią, a ten zamarł, wpatrując się w ziemię. - Od razu lepiej, moja ty laleczko. - mruknąłem, tarmosząc policzek chłopca, lecz po chwili już się wyprostowałem, masując dłonią swój własny policzek. Trochę przesadziłem, jednak nie o to się rozchodzi. Musiałem znaleźć Robinka, jak najszybciej się da. Miałem nadzieję, że przynajmniej pomogą mi w tym moje dusze. Z tą właśnie myślą wkroczyłem już do lasu.

///////- w międzyczasie -/////////

- O, Robin! - krzyknąłem, by zwrócić na siebie uwagę chłopaka, po czym do niego podszedłem z Yukim w objęciach. Akurat wybieraliśmy się zobaczyć próbę tatusia, ale może to chwilkę zaczekać. Chłopak momentalnie się z uśmiechem do mnie odwrócił, co jednak sprawiło, że położyłem po sobie uszy, robiąc krok do tyłu. Czułem, jakbym miał do czynienia z zupełnie inną osobą, a sam Yuki zaczął niespokojnie gaworzyć.
- Wszystko w porządku? - spytał, mimo wszystko do mnie podchodząc. Yuki w tym samym momencie się rozpłakał, co sprawiło, że bardziej go do siebie przytuliłem, robiąc kolejny krok w tył. Strasznie nieswojo czułem się w jego towarzystwie i moje kochane dziecko widocznie też. Tylko... Z czego to mogło wynikać?
- Nie... Yuki po prostu jest jakiś marudny. - odpowiedziałem mimo wszystko, zaczynając lulać swoje maleństwo.
- Och, możesz mi go dać. - zaproponował, wyciągając ręce po mojego synka. - Spróbuję ci pomóc.
- Nie-! - krzyknąłem, momentalnie urywając i jeszcze bardziej obejmując swoje maleństwo. Miałem wrażenie, że oddałbym dziecko jakiemuś potworowi, a nie kochanemu Robinowi. - Znaczy... Nie, wrócę z nim po prostu do namiotu. Najlepiej będzie, jak go położę. Zobaczymy się później. - odparłem z uśmiechem, a później szybko oddaliłem się z maluchem do namiotu. Mam nadzieję, że ta sprawa się wyjaśni... Może Robinowi coś się stało? Pierwsze co, to pomyślałem o tym przeklętym lekarzu. Jeśli coś mu zrobił, to chyba go rozszarpię własnymi rękami. Biedny Robin...

(Vivi~? Robin~? Resztę zostawiam wam)

20 paź 2021

Shu⭐zo CD Lennie

Jedyne, na co miałem teraz ochotę, to strzelenie sobie w łeb, przypatrując się tej sytuacji z boku. Byłem wielce rozczarowany, jak to wszystko się potoczyło, a skwitować całą sytuację mogłem tylko na jeden sposób: głęboko westchnąć i pokręcić głową z politowaniem. Czułem się, jak w jakiejś innej rzeczywistości, gdzie jestem już o dobre dwadzieścia lat starszy. Ciało zmęczone, ale jednocześnie całe napięte jak struna. Niby leżałem, ale wnioskując po płaszczu, który wciąż miałem na sobie, to byłem świeżo po jakiejś wycieczce, więc jeszcze lepiej. Dość niechętnie dźwignąłem się do siadu, wkładając przy tym ręce głęboko w kieszenie płaszcza. Gdyby nie fakt, że z jakiegoś powodu nie ma tutaj ze mną mojego Lenniego, to w zasadzie nawet bym się nie podnosił. Wiem, że gdzieś poszedł i zostawił mnie z tym... Nazywajmy rzecz po imieniu: problemem. Zostawił mnie z tym problemem, do którego nawet sam doprowadził. To jest dopiero szczyt. Aż we mnie zawrzało, gdy tylko to wspomnienie przeleciało przez moją głowę.
- Nie tak to sobie wyobrażałem. - wymamrotałem do siebie, rozczarowanym tonem, jednocześnie wstając już na równe nogi. Przeszedłem się po namiocie, z nudów zahaczając palcami o różne przedmioty. Zaczynając od ubrań, biurka, czy jakiś pudełek, a kończąc na wesołym pluszaczku, który przyprawił mnie o niemały zawał. Ledwo co zdążyłem go dotknąć, a ten jak nawiedzony zaczął wydawać z siebie jakąś wkurzającą i głośną melodyjkę, świecąc przy tym na różne strony w różnych kolorach. Jednak z racji tego, że nie byłem tu sam, to dość szybko złapałem pluszaka do rąk, szukając jakiegoś wyłącznika. Chcąc nie chcąc nie udało mi się nic znaleźć i żeby jakoś przynajmniej rozładować frustrację, jaka się wtedy we mnie zebrała, rzuciłem zabawką o ziemię i przydeptałem z dwa razy butem. Na szczęście to wystarczyło, by ją uciszyć. Gorzej było później, bo gdy tylko powróciła cisza, pojawiły się z nią niemrawe dźwięki dochodzące z kołyski... Wtedy już miałem ochotę, zacząć klnąc pod nosem, gdy tu nagle do namiotu wrócił nie kto inny, jak miłość mojego życia.
- Och, Lennie... - zacząłem, lecz szybko urwałem, zauważając jego skupioną minę i jakieś kartki, które skanował wzrokiem bez ustanku. Z taką poważną miną wyglądał bardzo atrakcyjnie. Aż szkoda, że był czymś zajęty.
- Hm? - podniósł wtedy na mnie wzrok i praktycznie od razu zatrzymał go na mojej stopie, pod którą wciąż był podeptany pluszak. Od razu jakoś tak się wzdrygnąłem i z głupim uśmiechem, chowając dłonie za plecami, kopnąłem zabawkę gdzieś w kąt.
- Oh, a co to tu robi? - spytałem dość głupio, utrzymując uśmiech na twarzy. Lennie ewidentnie był nie w sosie, bo praktycznie nijak na to zareagował. W odpowiedzi tylko mi wzruszył ramionami i jeszcze chwilę oglądał papiery.
- Trzeba je gdzieś schować, bo mogą się przydać przy następnym szczepieniu Yukiego. - oznajmił, składając kartki na pół i na razie kładąc je na biurku. Czyli ta wycieczka była z tym małym pędrakiem i jeszcze do lekarza? Pomyśleć, że mimo wszystko liczyłem na coś bardziej ekscytującego. - W ogóle jak się ma Yuki? - spytał dość cicho, co w zasadzie mnie tylko lekko zirytowało. Po cholerę szepczesz, gdy jesteśmy tu w sumie sami?
- Aha? - odpowiedziałem tylko dość oburzony, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Niech się ogarnie, bo to już przechodzi ludzkie pojęcie.
- O co ci chodzi? - sam już nie wyglądał na zadowolonego, więc bez dyskusji odwróciłem się i chcąc nie chcąc zajrzałem do kołyski, bez żadnego słowa. W środku jakbym się mógł spodziewać, leżało dziecko. Rudowłose z psimi elementami i o dziwo już wcale tak słodko nie spało. Za to próbowało coś zrobić z własną stopą, co jedynie trochę mnie zakłopotało i nasunęło w głowie jedno pytanie: po co? Dopiero po chwili zauważyłem, że ktoś tu mi się przy okazji przygląda, podczas tej dziwnej zabawy. Wielkie błękitne gały wpatrywały się prosto we mnie z wyraźnym zdziwieniem, co u mnie wywołało tę samą reakcję.
- Hej... Co się tak przyglądasz... Ty małe... Cudo. - trochę porażka, bo w sekundę zapomniałem imienia własnego dziecka. Mogłem się nie odzywać, jednak najgorsze było to, że w ciągu tej zupełnej ciszy, jaka później zapadła, zamrugaliśmy oboje w tym samym momencie. Dlatego nie dziwię się, że teraz tu stoję, naprawdę.
Ta sytuacja życiowa woła o pomstę do nieba! A dzieci są niepokojące...
Momentalnie się odwróciłem, opierając się o kołyskę ze wciąż założonymi rękami.
- Nie wiem, czy próba zjedzenia własnej stopy przez tego kosmitę jest oznaką dobrego samopoczucia. - mruknąłem dość głośno, niezadowolonym tonem, śledząc przy okazji ruchy męża, który akurat kończył się przebierać z cichym śmiechem. Pewnie tak zareagował na nazwanie naszego dziecka kosmitą. Cieszę się, że przynajmniej w tej sprawie się zgadzamy.
- Najpewniej jest głodny. Odkąd wyszliśmy, to jeszcze nic nie jadł. - odparł, poprawiając się przed lustrem.
- To świetnie. Zrób coś z tym, a później możemy iść. - oznajmiłem zadowolony, a wręcz podekscytowany. Sam na sam z Leluńkiem — aż trudno powiedzieć, jak długo i jak bardzo na to czekałem.
- Iść? - od razu odwrócił się do mnie z wymalowanym zdziwieniem na twarzy. Od razu wtedy do niego podszedłem, kładąc dłonie na jego ramionach.
- Nie chcesz nigdzie ze mną iść? - spytałem, dość zawiedzionym tonem, ale i tak miałem w planie postawić na swoim. Co to ma w ogóle znaczyć, że mój własny mąż odrzuca moje propozycje? Nie lubię się tak bawić, niestety.
- Chcę, ale teraz nie ma z kim zostawić... - nie dałem mu skończyć, kładąc palec na jego ustach.
- Skoro chcesz, to idziemy tym bardziej. - oznajmiłem z delikatnym uśmiechem, stykając się z nim nosami. - Bardzo się stęskniłem.

(Lennie~? Masz swoją utraconą uwagę XD)

13 wrz 2021

Shu⭐zo CD Lennie

Miałem dużo na głowie i nagle miałem jeszcze więcej, gdy moja dwójka rudzielców z powrotem zawitała w namiocie. Ten zaczyna krwawić, drugi po chwili płakać... A można pomyśleć, że była taka cisza i spokój, nie? Jednak co to by było za życie, gdyby tak ciągle było? Za długo żyje w chaosie, żeby móc to sobie w ogóle wyobrazić.
Oderwany od pracy na szczęście dość sprawnie uspokoiłem markotnego już synka. Wiedziałem, że Lennie sobie już sam poradzi (w końcu jest dorosły), dlatego Yuki był moim priorytetem do ogarnięcia. Musiałem położyć spać moje małe i na razie marudne słoneczko. W końcu tatuś już na spacerku go nakarmił, to w domu przyszedł czas na drzemkę. Kładąc go do kołyski, miałem tylko nadzieję, że się nie obudzi, gdy znowu usiądę za maszyną. Był to dość stary grat i chcąc nie chcąc trochę hałasował.
- Jak nos? - spytałem, odwracając się od łóżeczka dziecka. Lennie zdążył w tym czasie już znaleźć chusteczki i tak jak podejrzewałem: kryzys został zażegnany.
- Bywało lepiej. - wymruczał. - Trochę boli.
- Na pewno zaraz przestanie. Nie przejmuj się. - zapewniłem go, wracając już za biurko. Musiałem jeszcze zrobić parę rzeczy za nim w ogóle pomyśle o jakiejś przerwie. Miałem przynajmniej nadzieję, że wyrobię się przed obiadem, ale czas w tej kwestii nie był mi za bardzo przychylny, jak i cały nawał roboty. - A jak w ogóle było? - zacząłem temat, zaczynając również zdejmować nić z maszyny. Nie dość, że musiałem znaleźć inną, to jeszcze zmienić igłę. Lennie w tym czasie jeszcze do mnie podszedł, opierając się o biurko. - Yuki był grzeczny?
Na ostatnie pytanie odpowiedział mi skinieniem głowy.
- Spotkaliśmy Vivi'ego. - dodał jeszcze, co nie za bardzo mi się spodobało. Chcąc nie chcąc nie przepadałem za nim, a fakt, że był lekarzem, jeszcze bardziej mnie odpychał. Do tego jak zauważyłem nie za bardzo przepadał za Yukim.
- Z Robinem? - spytałem, mając nadzieję, że przynajmniej ten miły chłopaczek wciąż był razem z nim.
- Był sam. - odpowiedział niezbyt zadowolonym tonem. Jak mogę się spodziewać, nie przeprowadzili za przyjemnej rozmowy. Odkąd w ogóle się poznali, to właśnie tak to wyglądało. Nie da się policzyć, ile razy Lennie chciał mu z czystej niechęci i jego irytujących tekstów przyłożyć w twarz. Wolałem już nie wnikać w szczegóły ich rozmowy, dlatego tylko skinąłem głową, odkładając nić na bok.
- Widziałeś gdzieś moje igły do maszyny? - spytałem, szukając ich wzrokiem z westchnieniem.
- Nie. - również wtedy się rozejrzał. - A po co ci?
- Bo ta jest za cienka i może mi się złamać na tym materiale. - wyjaśniłem, wstając z miejsca, jednocześnie nurkując pod biurko. - Dosłownie przed chwilą je wyciągałem, a teraz je normalnie gdzieś wsiąkło.
- Tutaj są. - usłyszałem nagle nad sobą obwieszczenie Lenniego.
- To świetnie. - już uradowany chciałem się podnieść, lecz pierwsze co zrobiłem, to oczywiście walnąłem z całej pety głową o biurko. Naprawdę nie wiem, jakim trzeba być bezmyślnym debilem, żeby zrobić coś takiego. - Cholera jasna. - wymruczałem, momentalnie łapiąc się za głowę. Przynajmniej Yuki się nie obudził, ale i tak bez większego dramatyzowania szybko wykaraskałem się spod biurka, a Lennie wtedy pomógł mi wstać.
- Musisz uważać niezdaro. - oznajmił, stroskanym tonem, a ja pomimo bólu, parsknąłem śmiechem.
- Daj mi te igły po prostu. - odpowiedziałem, jedną ręką masując sobie głowę, a drugą wyciągając po moją znalezioną się już zgubę. Lennie od razu mi je oddał, przy okazji dość czujnie mi się przyglądając. - No co? - spytałem, zauważając to. - Nic mi nie będzie przecież...
- Wiem, ale... - zaczął i przerwał na chwilę. - Nie jesteś tym drugim? - spytał, dość zaskoczony, a ja w sumie nie wiedziałem, jak na to zareagować.
- Ehm... Może nie uderzyłem się aż tak mocno? - zaproponowałem zmieszany, kładąc po sobie uszy, a on wzruszył ramionami.
- Może. - odpowiedział. - Chociaż myślałem, że to tak działa bez względu na siłę. - dodał jeszcze, a potem zamilkł, ewidentnie zaczynając się nad czymś zastanawiać. Pewnie nad tym, a ja po prostu nie przejmując się, usiadłem znów za maszyną.
- A może już mi przeszło? - rzuciłem, bo mimo wszystko ten temat skoro już się zaczął, to nie mógł zostać tak urwany i zapomniany. - W końcu... W sumie już długo nie było takich akcji...? - w zasadzie sam nie byłem pewny, co mówię. To było dla mnie dość niezręczne i raczej nigdy nie będę umiał o tym normalnie rozmawiać. W końcu to jest szalone...
Jedno ciało i dwie różne historie.
- Nie wiem, czy rozdwojenie jaźni tak o sobie przechodzi. - odpowiedział, odchodząc ode mnie i siadając w spokoju na łóżku. Słysząc to, tylko spuściłem wzrok, spoglądając już na maszynę. Otworzyłem usta, żeby coś jeszcze powiedzieć, ale finalnie zrezygnowałem i zacząłem już grzebać przy igle. Zapadła cisza... Dość ciężka i sztywna, ale starałem się na to nie zwracać większej uwagi. Myślałem: hej, czas najwyższy zmienić temat, ale wyszło, jak wyszło...
- Myślisz, że Yuki też to będzie mieć? - spojrzałem wtedy na Lenniego i w zasadzie nie wiedziałem, jakiej odpowiedzi oczekiwałem. To wszystko było takim wielkim tabu, odkąd się poznaliśmy...
- Nieee. - odpowiedział, lekko się uśmiechając. - A nawet jeśli, to przecież to nic takiego. - machnął ręką, lekceważąco. Nie byłem pewny, w jakim stopniu była to szczera reakcja, ale mi szczerze ulżyło i nie zastanawiałem się nad tym.
- Serio? To okej. - od razu odpowiedziałem z uśmiechem, skupiając się już na pracy.
- Ale nie sądzę, żeby tak było... - pociągnął dalej temat, przeczesując włosy palcami. - Z nami będzie szczęśliwy cały czas. - zareagowałem na to stwierdzenie dość gorzkim śmiechem. Szczęście jest czymś tak bardzo ulotnym...
- Masz rację. - przyznałem, choć i tak gdzieś w głowie miałem pewne obiekcje. Jednak to oczywiste, że w życiu nie pozwolę, aby nasz mały aniołek czuł się źle.

***

Jedyne, co miałem w głowie podczas wieczoru, to położenie Yukiego spać. Bawił się cały biały dzień i pomimo drzemek, a teraz mi strasznie marudził. O ile nieudolne gaworzenie, połączone z płaczem o nie wiadomo co się do tego zalicza. Batalia, którą przeprowadziłem, starając się go uspokoić, jest nie do opisania. Ja i Lennie przez bitą godzinę wręcz stawaliśmy na głowach, żeby go jakoś uspokoić. Jednak koniec z końców kolorowa książeczka z bajkami uratowała nam tyłki. Yuki przy niej szybko się wyciszył i co najważniejsze przestał płakać, a gdy w końcu usnął i położyłem go spać, czułem się jak w siódmym niebie. Wtedy już padłem na łóżko, tuż koło Lenniego, wzdychając z ogromną ulgą. Dzieci to nie jest taka prosta sprawa, jak się może wydawać.
- W końcu... - wymruczałem, zakładając ręce za głową i zamykając oczy.
- Racja. - usłyszałem w odpowiedzi, po której nastąpiła chwila ciszy. Leżeliśmy po prostu koło siebie, a nie było jeszcze aż tak późno, żeby się kłaść. Aż zacząłem się zastanawiać czy czasem nie mam jeszcze czegoś do roboty. W końcu nie ma, co tracić czasu.
- Ej, a... - zaczął Lennie, odwracający się w moją stronę. - Może gdzieś wyjdziemy? - pech chciał, że gdy akurat się spytał, to Yuki zaczął się wiercić w swojej kołysce. Wtedy tylko otworzyłem oczy, z małą niechęcią wiedząc, że zaraz będę musiał do kogoś wstać. Lennie lekko się nade mną nachylał, wyczekując odpowiedzi. Nawet nie zdążyłem się zastanowić, a co dopiero zdecydować, bo nasz synek już zaczął coś przejęty gaworzyć. Jeszcze chwila i możliwe, że zamieni się to w płacz.
- Mam randkę z Yukim. - oznajmiłem, wzruszając przy tym ramionami, po czym westchnąłem, szykując się do wstania po tego płaczliwego kawalera.

(Lennie~? Wybacz XDD)

9 lip 2021

Shu⭐zo CD Lennie

Nie powiem, że jest tragicznie. Nie powiem też, że jest wspaniale. To coś pomiędzy. Mieszkanka wybuchowa niebywałego szczęścia i specyficznego rodzaju złości, który brał się ze zmęczenia ciągłą monotonią oraz panującej od jakiegoś czasu niesprawiedliwości.
Yuki rósł jak na drożdżach i trudno mi naprawdę uwierzyć, że minęło już tyle czasu. Sześć miesięcy to już szmat czasu, a on do tego stał się bardzo ruchliwy, choć jeszcze daleko było mu do chodzenia. Lennie pewnie nawet sobie nie zdawał sprawy, jak ciężko jest teraz zrobić cokolwiek, gdy Yuki słodko nie śpi. Jednak pomimo naszej wczesnej pobudki, znowu udało mi się uspać ten nasz mały budzik i zyskałem trochę czasu dla siebie. Mogłem się w spokoju przebrać i przede wszystkim skończyć to, czego nie zdołałem skończyć wczoraj. Już robiło mi się słabo na samą myśl o zwężaniu jakichś spodni albo – co gorsza – przyszywaniu cyrkonii do stroju. Tak to już jest, gdy pracy ci się napiętrza, bo zwyczajnie się nie wyrabiasz i zamiast to nadrobić, to masz tylko ochotę paść na łóżko i już nie wstawać. Jednak nie za to mi płacą, a ciągłego wzdychania osób, które przyszły odebrać swoje odzienie, ale niestety muszą na nie poczekać, jest dla mnie nie do wytrzymania. Choć muszę przyznać, że nie wszyscy tacy są. Jedni narzekają, inni wstrzymują się od komentarza, a nieliczni jakimś cudem zauważają, że mam tu też dziecko na głowie. Jednak takich też mam już dość. Nie za dobrze odbieram taki rodzaj współczucia ani późniejsze plotkowanie, że sobie nie radzę, bo takie sytuacje również się zdarzały. W takim otoczeniu nie da się żyć w spokoju, a potem Lennie w większości wypadków obrywa rykoszetem. Nie będę ukrywać, że za każdym razem, gdy powiem coś oschłego, przyczepie się, wyskoczę z pretensjami, obrażę się albo i odsunę, to nie jest mi potem z tego powodu głupio. Najczęściej właśnie później, gdy mam okazję na chwilę refleksji, to uświadamiam sobie, jakim jestem zimnym draniem. Nawet ta sytuacja z dzisiaj... Bycie rodzicem i dobrym mężem jakoś u mnie nie często idzie w parze. Choć Lennie nie jest tak do końca bez winy. Ostatnio tylko coraz częściej się zdarza, że nie zajrzy do nas w porze obiadowej albo wróci tak późno, że Yuki już dawno śpi, a on też potrzebuje kontaktu ze swoim drugim tatą. Zauważyłem nawet ostatnio, że podczas zabawy rozgląda się za kimś po namiocie, a domyślić się nie jest trudno, o kogo może chodzić. Nasz maluch już kojarzy wiele osób i bardzo lubi się bawić, a przede wszystkim dotykać wszystko, co tylko ma w zasięgu swoich małych łapek. Do tej pory mam przed oczami ten przerażający widok, gdy schylałem się po coś nad biurkiem z nim na rękach i na szczęście w porę zauważyłem, że jak gdyby nigdy nic sięgał zaciekawiony do otwartego pudełeczka ze szpilkami. Nic mu się nie stało, ale nie obyło się bez płaczu. Trochę się wystraszył przez moją gwałtowną reakcję, a ja dostałem zawału przez jego dziecięcą ciekawość.
Aktualnie siedząc za biurkiem, właśnie chowałem to pudełko do szuflady, jak i inne niepotrzebne mi już graty. Potrzebowałem trochę miejsca, by zająć się następną rzeczą, aż tu nagle o dziwo do namiotu wrócił Lennie.
- Zapomniałeś czegoś? - spytałem już na wstępie, a ten tylko z uśmiechem pokręcił głową, po czym podszedł do mnie i wręczył jedną z najpyszniejszych rzeczy na świecie. Od razu podekscytowany odebrałem tą lukrowaną słodkość, lecz za nim zatopiłem w niej zęby, to jeszcze sceptycznie spojrzałem na Lenniego. - Co zrobiłeś? - spytałem, unosząc brew. To była dziwna sytuacja...
- Rozmawiałem z Pikiem. - zaczął, a ja już nie mogąc się powstrzymać, skubnąłem kawałek donuta i pokiwałem głową, czekając, aż będzie kontynuować. - Również wiem, że ostatnio trochę was zaniedbałem. - ciągnął dalej, a ja tylko kiwałem głową, nie mogąc się już doczekać, co takiego chce mi powiedzieć. - Dlatego stwierdziłem, że może uda się to zmienić. Może nie na stałe, ale przynajmniej na parę dni.
- Iii? - spytałem zniecierpliwiony z oponką w buzi. Widziałem, że się z chęcią ze mną droczy.
- Jak już mówiłem, rozmawiałem z Pikiem.
- Ale efekty. - już się wtrąciłem, kończąc jeść. - Rozmawiałeś i co?
- Już miałem do tego przejść. Nie przerywaj mi.
- Guzdrzesz się, Lelunie. - śmiałem zaznaczyć, wstając z miejsca i przytulając się do niego. Ten od razu również mnie objął.
- Mam parę dni spokoju i w pakiecie mnóstwo czasu dla was. - oznajmił, a ja ze szczęście aż go pocałowałem, a po chwili już się odsunąłem z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Nareszcie. - odpowiedziałem, cicho się śmiejąc i w tym samym momencie usłyszałem naszego małego aniołka, który również się śmiał. Od razu spojrzałem w jego stronę, a gdy tylko nachyliłem się nad kołyską, zobaczyłem tego słodziaka, trzymającego się obiema rączkami za stópkę i jednocześnie próbującego ją wziąć do buzi. Od razu z delikatnym uśmiechem, pokręciłem głową, widząc, co on wyprawiał. Natomiast, gdy tylko Lennie do mnie dołączył, Yuki momentalnie puścił swoją stópkę i podekscytowany wyciągnął łapki w jego kierunku.
- Ktoś się tu chyba stęsknił. - zauważyłem, a Lennie wziął malca na ręce. Yuki od razu zacisnął łapki na jego koszuli, nie odrywając zaciekawionego wzroku od jego kapelusza. W końcu był to kolejny z wielu przedmiotów, jakich nie miał okazji jeszcze dotknąć ani posmakować. W zasadzie nie była to pierwsza taka sytuacja. Młody już dawno upatrzył sobie to nakrycie głowy, ale zauważyłem, że Lennie nie jest chętny do dawania go dziecku. Jestem akurat w stanie to zrozumieć. Ten kapelusz jest naprawdę osobliwy i jestem zwolennikiem teorii, że w jego środku znajduje się jakaś czarna dziura, która wypluwa albo chłonie, co tylko chce właściciel. Lennie tłumaczył mi parę razy, jak to z tym jest, ale nie przywiązywałem do tego nigdy jakiejś wielkiej wagi, a teraz już zwyczajnie gdzieś mi to uleciało z pamięci.
Ogólnie wiadomość, że ma trochę wolnego była dla mnie czymś wspaniałym. Korzystając z okazji, że zabrał malca na ręce, wróciłem za biurko i zająłem się kolejną częścią garderoby na mojej liście. Od razu w duchu głęboko odetchnąłem. W końcu ktoś miał oko na Yukiego. To nie ja musiałem co jakiś czas zerkać w jego stronę i kontrolować czy wszystko jest w porządku. Szczególnie teraz, gdy mały intensywnie stara się robić wszystko, byleby tylko zmienić swoje położenie. Często się kręci, wierci, obraca na brzuch, a nawet próbuje siedzieć. Do tego zdecydowanie spanie już tak bardzo mu się nie podoba, jak kiedyś i bardziej od tego woli coś nowego włożyć do buzi albo pościskać rączkami... aż trudno mi uwierzyć, że tak bardzo się zmienił na przestrzeni tego czasu. Już nawet stał się bardziej komunikatywny i reaguje na to, co mówię, a nawet sam próbuje ze mną dyskutować, co jest prze urocze. Najbardziej nie mogę się doczekać momentu, gdy powie swoje pierwsze słowo, jak na przykład "tata". Wtedy to na bank się wzruszę albo wręcz rozpłacze.
On tak szybko rośnie.
Gdy zabawy stało się zadość, a młody stracił zainteresowanie tatą, jak i butelką z mlekiem, rozpoczął się mały chaos. Lennie położył go na naszym łóżku, a ten nie wytrzymał nawet chwili i od razu przewrócił się na brzuszek. Chciałem, nawet żeby go przebrał, ale młodemu zdecydowanie bardziej odpowiadało odkrywanie świata w samej pieluszce i niebieskiej koszulce z pięknym księżycem i gwiazdkami na przodzie. Przynajmniej nie było mu gorąco, a modą co się będziemy przejmować. Yuki ustanawia swoje własne trendy i koszulka od spania też nadaje się do chodzenia w dzień. Nie ma co się przebierać.
- Panowie, a może wyjdziecie sobie na zewnątrz? Słońce tak jeszcze nie praży, a trawka jest bardzo zielona i Yukiemu na pewno się spodoba. - zaproponowałem, bo chciałem się skupić i wszystko jak najszybciej skończyć.

Lennie~?

4 maj 2021

Shu⭐zo CD Lennie

Nie chcę wyjść na gbura, ale mogłaby sobie darować tę zbędną ekscytację. Wiem, że dzieci potrafią wzbudzić wielkie emocje, ale ja naprawdę mam lepsze rzeczy do roboty, niż po raz kolejny uspokajać tego małego delikwenta i kłaść go spać. Gdyby to ona nie spała po nocach tak, jak ja i Lennie, to byłaby tak samo nastawiona jak ja w tej chwili. Nie dość, że spytała dodatkowo o jakiś czas adopcji... Nie ukrywam, poczułem się trochę niekomfortowo, bo w końcu to nie była prawda. Yuki jest naszym maluszkiem w stu procentach.
- To nie jest istotne. - westchnąłem cicho, zaglądając do wózka na maleństwo, które sobie wciąż słodko spało z zaciśniętymi łapkami i smoczkiem w buzi. Ktoś tu musiał się w końcu odezwać, skoro Lennie postanowił sobie pomilczeć. Wręcz się zaczął gdzieś rozglądać, jakby chciał sam uniknąć odpowiadania i zostawić to mnie. Dziękuję bardzo... - Pewnie już nie raz słyszałaś jego płacz, który się niesie po namiotach. - dodałem z delikatnym uśmiechem, chcąc jak najszybciej zejść z poprzedniego tematu. Wygadywanie na prawo i lewo, jaka jest prawda chyba nie jest dobrym wyjściem, choć... Nie wiem, co zrobię, gdy Yuki od kogoś usłyszy, że jest adoptowany. Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami.
- Wiesz mam dość twardy sen... A w ciągu dnia jakoś nie miałam okazji nic słyszeć. - odpowiedziała z uśmiechem, wciąż przyglądając się maluszkowi. - To istny słodziak. - dodała z rozkoszą w głosie, a nawet odważając się sięgnąć do dziecka i palcem pogładzić jego malutką rączkę. W sumie trochę dziwnie mi się na to patrzyło. Jakoś tak wewnętrznie chciałem, żeby przestała i nigdy więcej tak nie robiła. Nie wiem w sumie, czym było to spowodowane. Przecież nie jestem zaborczą osobą... Prawda?
- Ooo. To dobrze dla ciebie. Nasi bliżsi sąsiedzi muszą mieć ciężko. - dodałem rozbawiony, choć jeszcze nie spotkałem się z tym, żeby ktoś narzekał. W końcu mój namiot jest na samym końcu cyrku i sami też mamy ciszę i spokój. Nawet gdy gdzieś tam dalej właśnie odbywa się występ. Przynajmniej nie muszę się martwić, że ktoś mi dziecko obudzi.
- Skoro nikt się nie skarżył, to nie ma się co przejmować. - odpowiedziała i machnęła tylko ręką. - Poza tym na pewno każdy jest w stanie to zrozumieć. Małe dzieci tak już mają. - pokiwałem twierdząco głową w odpowiedzi i dalej pociągnąłem temat. Mogłem gadać na temat dzieci normalnie godzinami. Na szczęście był przy mnie ktoś, kto w prosty sposób potrafił mnie w odpowiednim momencie ściągnąć na ziemię. Szturchnąć i samemu skończyć temat.
- O tym temacie można gadać godzinami. - wtrącił się Lennie. - Ale my niestety powinnyśmy już iść. W końcu mały może się w każdej chwili obudzić.
- Ach, rozumiem. - Layli skinęła głową, nie przestając się uśmiechać. - To życzę wam wszystkiego dobrego. - później tylko do nas pomachała na pożegnanie, by w końcu odejść i zostawić nas samych. Odprowadziłem ją w spokoju wzrokiem, jednocześnie opierając głowę o ramię Lenniego.
- A może jednak powinienem powiedzieć, że go nie adoptowaliśmy? - spytałem, choć w sumie bardziej skierowałem to pytanie do samego siebie. Wiedziałem, że Lennie i tak nie zna na nie odpowiedzi. Już nie raz przy poruszeniu tego tematu kończyło się na tym, że mi ustępował. Finalnie pozwolił samemu zadecydować. Problem w tym, że to jest strasznie trudne.
- Nie martw się. - odpowiedział, po czym objął mnie ręką. Po tym już w sumie się nie odzywałem. Stałem jeszcze chwilę, opierając się o ukochanego, a po niedługiej chwili już razem z synkiem wróciliśmy do spaceru.

***

Czas płynął swoim własnym tempem, a moja kochana rodzinka żyła sobie szczęśliwie i spokojnie. Yuki z każdym dniem stawał się coraz ciekawszy otaczającego go świata, Lennie ciągle latał na próby albo występy, a ja robiłem to co dotychczas, ale z tą różnicą, że praktycznie czułem się już dobrze i miałem naprawdę mnóstwo energii oraz o dziwo dużo dobrego humoru, którego przez długi czas mi szczerze brakowało.
https://youtu.be/ltRgb4SJ1uk
Kolejny dzień zbliżał się już ku końcowi. W radiu leciały różne kawałki i aż za bardzo umilały mi codzienne obowiązki, ale nie było w tym nic złego. Wręcz przeciwnie. Bardzo dobrze się bawiłem cały wieczór popylając w samym ręczniku na biodrach.
- Idealnie. - wymruczałem rozbawiony do siebie, zakręcając już butelkę z mlekiem, dla domagającego się kolacji synka. - Już Yuki twój barman idzie. Proszę się nie denerwować. - poszedłem w kierunku kołyski, potrząsając jeszcze butelką oraz samemu też się kręcąc do rytmu muzyki z radia. Totalnie się wczułem i nawet z tego wszystkiego zacząłem się totalnie wygłupiać, aż w końcu ręcznik sam z siebie osunął mi się z bioder i wylądował na ziemi. - Oh... - nie robiłbym z tego jakiegoś wielkiego halo. W końcu praktycznie od razu się po niego schyliłem i go podniosłem.
- Cóż za piękny widok na dobry wieczór. - usłyszałem za sobą i wręcz mnie zmroziło. Od razu się odwróciłem, zakrywając się przy tym ręcznikiem. Oczywiście któż by inny mógł rzucić takim tekstem, jak nie mój ukochany rudzielec. Stał przy wejściu do namiotu, ściągając właśnie z głowy swój kapelusz i jak zawsze szeroko się uśmiechał, patrząc w moją stronę.
- Ta. Bardzo śmieszne. - prychnąłem, zachowując uśmiech na twarzy, choć w środku normalnie czułem, że spalę się ze wstydu, lecz to mnie nie zatrzymało przed podejściem do niego.
- Pięknie wyglądasz. - dodał jeszcze i chciał mnie pocałować, lecz w odpowiedzi wręczyłem mu tylko butelkę.
- Ktoś tu czeka na swój napój. - poklepałem go po ramieniu. - A ja się w końcu pójdę ubrać. - skierowałem się w stronę szafy, wciąż nucąc pod nosem, a Lennie już schylił się do naszego maleństwa. - Jak było na próbie? Dość późno dzisiaj wróciłeś. - zauważyłem, zakładając już na siebie piżamę. Lennie usiadł z Yukim na łóżku, karmiąc go z butelki i chwilę zwlekał z odpowiedzią.
- Musiałem jeszcze coś zrobić, ale jak widzę, wcale wam się tu nie nudziło beze mnie. - odpowiedział rozbawiony, a ja w sumie nie mogłem zaprzeczyć. Radio to naprawdę cudowna rzecz.
- Ale bardzo tęskniliśmy. - odpowiedziałem, zamykając już za sobą szafę, a później tylko po drodze do łóżka wyłączyłem radio. W namiocie zapadła cisza, a Lennie niedługo później już skończył karmić malca. Od razu wtedy go od niego wziąłem i położyłem tuż koło siebie na łóżku. Chłopiec od razu zaczął się oglądać na boki za tatą, który akurat już wstał z łóżka. Jednak nie trwało to długo. Ostatecznie jego wzrok spoczął na mnie, a gdy tylko się do niego uśmiechnąłem, ten zaczął coś rozbawiony gaworzyć.
- Co tam mały? - połaskotałem go delikatnie po brzuszku. - Nie idziemy jeszcze spać, hm? Za wcześnie jest, a później i tak w nocy co najmniej jeden raz też się przecież obudzimy. - ucałowałem go prze szczęśliwy. Pomimo tych wszystkich niedogodności bardzo go kochałem razem z Lenniem. Wtedy też maluszek wyciągnął do mnie jedną ze swoich malutkich rączek, a drugą już włożył do buzi. - To co? Może mamusia opowie bajkę? - spytałem, choć niekoniecznie oczekiwałem odpowiedzi. Złapałem łapkę maluszka i też ją ucałowałem. - Chyba że tym razem tata, nasza wielka gwiazda trupy cyrkowej chce się wykazać? - rzuciłem jeszcze, zerkając kątem oka na Lenniego, który krzątał się po namiocie.

(Lennie~? Livin la vida loca! XD)

15 mar 2021

Shu⭐zo CD Lennie

Prawdą jest, że pierwsze co usłyszałem, gdy Yuki przyszedł na świat był jego płacz. Czułem wtedy niewyobrażalne szczęście, lecz byłem wtedy bardzo senny i dziwnie zmęczony, choć nie robiłem nic poza spaniem. Praktycznie wszystkim zajął się wtedy lekarz, a ja pomimo tego, że minął już dobry tydzień od całego zamieszania z porodem, wciąż czuję, że coś przewraca mi się w żołądku, a do tego okazało się, że... Mogę karmić piersią? Nie zareagowałem na tą wiadomość jakoś bardzo emocjonalnie. Chciałem to tylko zachować dla siebie, co i tak mi nie wyszło. Lennie okazał się być bardziej spostrzegawczy niż myślałem. Coraz częściej się zastanawiam, jak on tak naprawdę mnie widzi... Jestem takim dziwadłem.
- Mhhhm. - chcąc nie chcąc przytaknąłem na jego słowa, obracając się na bok i chowając się pod kołdrą. Nie widziałem w tym, co zrobiłem żadnego powodu do dumy. Zrobiłem to, bo nie było innego wyjścia. Czemu dziecko miałoby się męczyć, a wręcz cierpieć z mojego powodu? Czemu Lennie też miałby się męczyć i ciągle zarywać nocki, wstawać i sam praktycznie wszystko robić, bo ja zdecydowanie za bardzo się nad sobą użalam? Gdybym nie czuł tego już praktycznie odrażającego uczucia zmęczenia, sam bym poszedł do tego sklepu... Jednak teraz nie miałem nawet co protestować. Zasnąłem szybciej niż zdołałem się obejrzeć.

***

Zaspany podniosłem się do siadu. W namiocie panowała cisza, ale tylko pozorna. Nie mógłbym nie słyszeć swojego śpiącego maleństwa, które co jakiś czas poruszało się w kołysce. Był teraz taki grzeczny i cichy... Nie miał praktycznie żadnych powodów do płaczu i niczego mu nie brakowało. Był takim małym bezbronnym aniołkiem, które mogło liczyć tylko na swoich rodziców. Mnie i Lenniego. Nachyliłem się do kołyski i choć robiłem to dość często, to wciąż nie mogłem się napatrzyć na własnego synka. Chyba wciąż do mnie nie docierało, że to się serio stało i od niespełna dwóch tygodni albo i dłużej jestem pełnoprawnym rodzicem. Obstawiam, że z czasem na pewno się to zmieni, ale jak na razie była to dla mnie na tyle nową sytuacją, że zupełnie nie byłem w stanie się z nią oswoić. Co prawda był to temat, który przez bardzo długi czas nawiedzał moją głowę, lecz gdy teraz przyszło co do czego, to zwyczajnie nie umiem się nawet za bardzo dostosować. Wszystko stało się tak szybko...
- Już jestem. - wyszeptał Lennie, który właśnie wrócił do namiotu. Od razu na niego spojrzałem z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Cześć kochanie. - przywitałem się sam z siebie, a ten po chwili usiadł tuż obok na łóżku i mnie pocałował, przy okazji jeszcze przytulając zimnymi łapskami, które mi wpakował pod koszulkę. Od razu drgnąłem czując jego zimne palce na własnej skórze i pierwsze co zrobiłem to za nie złapałem i odciągnąłem od siebie. Lennie oczywiście zaczął się cicho śmiać, a ja tylko przewróciłem oczami. Przynajmniej czułem się bardziej pobudzony, co teraz na pewno pomoże mi sprawniej ruszyć tyłek z łóżka.
- No wybacz mi. - dodał, gdy tylko zobaczył moją minę i pocałował mnie w czoło. W sumie nie miałem w planie się gniewać. Brakowało mi chwili tego luzu, gdzie byłem po prostu ja i on, który się śmieje, bo zrobił moim zdaniem coś totalnie głupiego. Nie da się ukryć, że za takie małe rzeczy właśnie go kocham. Jedyne co byłem w stanie zrobić, to się do niego przytulić, darując sobie zbędne komentarze. Miałem dziwne wrażenie, że bardzo mi go brakuje, choć w rzeczywistości praktycznie ciągle jest przy mnie i przy Yukim.
Niestety ta wyczekiwana przeze mnie chwila spokoju nie mogła trwać wiecznie. Lennie objął mnie ramieniem i miałem takie przeczucie, że chce mi coś powiedzieć.
- Wiesz za niedługo mam występ... - zaczął tak dość niepewnie, ale nie zwracałem na to uwagi. Pierwsze co zrobiłem to skinąłem głową, potwierdzając to co sam powiedział. - Muszę się w końcu wziąć za próby. - kontynuował, a ja znów przytaknąłem. - Chciałbym się tym dzisiaj zająć. Poradzisz sobie sam z małym przez jakiś czas? - spytał i od razu na mnie spojrzał. Moja odpowiedź nie była jakoś zaskakująca.
- Oczywiście. - odpowiedziałem pewnie i nawet w pakiecie się uśmiechnąłem do męża. Wiedziałem, że prędzej czy później ten moment nastąpi. W końcu obowiązkiem Lenniego jako członka grupy zaawansowanej jest przecież ćwiczenie i przygotowywanie się do występów. Ja jako zwykły szary pracownik miałem o tyle sprawę ułatwioną, że prościej mi było własne obowiązki połączyć z czymś jeszcze, jak chociażby opiekowanie się Yukim, dlatego chcąc nie chcąc musiałem dać sobie radę. - Możesz w spokoju iść. - dodałem jeszcze, puszczając go w końcu.
- Ale wiesz jak jesteś zmęczony, to mogę poprosić Robina-... - od razu mu przerwałem. Nie chciałem nawet o tym słyszeć.
- Nie nie nie. Czuję się wyjątkowo dobrze. - zapewniłem, choć byłem świadom, że z pewnością tak nie wyglądam. Za każdym razem patrząc w lustro mam wrażenie, że nie widzę siebie, a jakieś straszydło. Potargane włosy, podkrążone oczy i wiele innych rzeczy, na których myśl ogarnia mnie głębokie obrzydzenie, więc wolę o nich nie wspominać. - Możesz w spokoju iść. Będziemy razem na ciebie czekać. - dodałem jeszcze, a ten uśmiechnął się słysząc moje słowa. Nie chcę się nawet zastanawiać czy kwestionował moje zapewnienia, ale powinien też dobrze wiedzieć, że nie ma nic dla mnie gorszego jak brak takiej pracy czy w ogóle czegokolwiek do roboty. Byłem już zmęczony byciem zmęczonym i choć wciąż czułem, że moje wnętrzności są wywracane do góry nogami, to wolałem się zmusić do wstania i ogarnięcia się, niż dalszego leżenia.
Lennie niedługo potem wyszedł, a ja zostałem sam z dzieckiem. Jak na razie byłem dość optymistycznie nastawiony do całej sytuacji. Yuki słodziutko spał, a sam dobrze wiedziałem czym już muszę się zająć. Co zmierzyć, przyciąć, pozszywać, bądź doszyć. Na samą myśl o tych czynnościach czułem nieodpartą ekscytację. Strasznie się za tym stęskniłem. Tak to już jest, gdy robi się to, co się po prostu lubi. Obecnie nie pozostało mi nic innego, jak w końcu się przebrać i zabrać się do roboty. Tak też zrobiłem. Otworzyłem na oścież szafę i zacząłem w niej szukać czegoś przede wszystkim wygodnego, a potem już przebrany, usiadłem za biurkiem. Jeszcze tak hipotetycznie spojrzałem w stronę kołyski, ale nie dochodziły z niej żadne niepokojące dźwięki, więc logiczne było, że mój mały aniołek ciągle jeszcze spał. Nie będę ukrywać, że było to dla mnie dość zaskakujące, ale nie będę przecież narzekać.
Z czasem sielanka się skończyła i musiałem przerwać pracę, słysząc jak moje maleństwo zaczyna płakać. Przyjąłem to dość spokojnie, bo przecież to nie była pierwsza sytuacja, gdy musiałem go uspokoić. Od razu podszedłem do kołyski i wyciągnąłem z niej ostrożnie maluszka.
- Ojejku co to się dzieje? - spytałem stroskany, zaczynając go lekko kołysać w swoich ramionach i chodzić z nim po namiocie. Cóż problemem nie była biedna pieluszka, więc pozostało mi dalej zgadywać. Na moje szczęście był po prostu głodny i po daniu mu butelki, od razu się uspokoił. Złapał ją nawet jedną łapką, przy okazji otwierając swoje piękne i niebieściutkie oczka. Wpatrywał się prosto we mnie, gdy ostrożnie z nim usiadłem na łóżku. Bez wątpienia mam bardzo uroczego synka. - I po problemie. - oznajmiłem sam dla siebie. - Całkiem nieźle nam idzie bez taty. - po tych słowach z uśmiechem pogładziłem maleństwo po głowie.
Nie minęła nawet godzina i znów oderwał mnie od pracy płacz. Jednak nie miałem się czym przejmować. Tym razem musiałem po prostu przewinąć tego małego delikwenta i nagle nastał blogi spokój. Yuki potrafił się tak budzić naprawdę dość często i nie będę ukrywać, że z czasem zaczęło mnie to trochę niepokoić. Może robiłem coś źle? Ten znowu zaczął płakać.
- Co się dzieje słoneczko? - spytałem, zrywając się po raz kolejny z miejsca w stronę łóżeczka mojego synka. Wziąłem go na ręce tak, jak za każdym razem, gdy zaczynał płakać. Tym razem zupełnie nie wiedziałem o co może mu chodzić. W takich chwilach po prostu zacząłem żałować, że nie może mi tego wprost powiedzieć. Butelka - nie. Pieluszka - nie. Bezradny wpatrywałem się w synka. Chodziłem z nim po pokoju, starając się coś wymyślić, ale im dłużej przysłuchiwałem się tym płaczą, to ogarniała mnie coraz większa panika. A może on jest chory? Może coś go boli? O mało co się z nim nie wywróciłem, prawie wchodząc w Pika, który zajrzał do środka.
- Ah, Pik. - spojrzałem na niego trochę zmieszany, przytulając do siebie maluszka. - W czym mogę pomóc? - spytałem, trochę się cofając. W gorszym momencie nie mógł się zjawić.
- Mam koszule bez paru guzików. Pomyślałem, że mógłbyś na to zerknąć i jakieś doszyć. - odpowiedział. - Ale jak widzę jesteś trochę zajęty. - dodał, przenosząc wzrok na dziecko. Widocznie nie chciał mi się naprzykrzać i już chciał proponować, że przyjdzie później.
- Nie umiem go po prostu uspokoić, ale to nic. - w sumie tym bardziej nie wiedziałem, co zrobić. Yuki, Pik, płacz, guziki... Żałuję, że nie mogłem się rozdwoić. - Ja już się tym... - już chciałem odłożyć dziecko do kojca, ale nie wiedząc czemu, zatrzymałem się i odwróciłem do Pika. Ten płacz już dźwięczył mi w uszach, a świat przed oczami, zaczął się delikatnie kręcić. Pik się nagle rozdwoił, a po chwili i potroił. Jeden z nich do mnie podszedł jakoś bliżej i o dziwo był rudy...
- Już jestem. - usłyszałem łagodny głos Lenniego, jednocześnie czując, że odbiera ode mnie płaczącego Yukiego. Kamień spadł mi z serca i odruchowo położyłem dłoń na jego ramieniu. Jednak nie dałem rady odetchnąć, tak jak chciałem, tylko praktycznie parę sekund później bez ostrzeżenia wybiegłem z namiotu i padłem na kolana parę metrów dalej, jakoś dziwnie kaszląc. Zemdliło mnie trochę, ale na szczęście moje śniadanie zostało w całości w żołądku, a ja uspokoiłem się po paru zimnych wdechach. Trochę chwiejnie wstałem na nogi, odgarniając dłonią włosy do tyłu, a potem biorąc głęboki wdech, wyprostowałem się i wróciłem już do namiotu.
Zaglądając do środka zauważyłem, że Pik już się ulotnił, a Lennie nachylał się do łóżeczka.
- Oo... Już nie płacze. - zerknąłem w ich stronę z widoczną ulgą, a potem też podszedłem. - O co chodziło?
- Wystarczyło go tylko przykryć. Zimno mu było. - odpowiedział, poprawiając kocyk, którym okryte było maleństwo.
- Zimno? - zerknął na niego, a potem w dół na synka. Płakał, bo jego genialna mama nie wpadła na coś tak oczywistego... Nie ukrywam zrobiło mi się trochę głupio i od razu przez to położyłem po sobie uszy. - Cóż... Cieszę się, że teraz może już spać w spokoju. - oznajmiłem, lekko się uśmiechając, choć nie czułem powodu do radości. Dziś to się popisałem swoim rodzicielstwem. - Jak było w ogóle na próbie? - spytałem, chcąc po prostu zmienić temat i przy okazji przytulić się do męża.

(Lennie~? Trochę to trwało, ale też już wracam)

17 sty 2021

Shu⭐zo CD Lennie

Ta informacja była dla mnie dość przerażająca. Żyłem już od dawna ze świadomością, że kiedyś nadejdzie ta chwila i dziecko będzie musiało jakoś ze mnie wyjść, ale nie umiałem się w żaden sposób do tego przygotować. Jedyne co dodawało mi otuchy w tym momencie to była dłoń Lenniego, którą cały czas ściskał moją rękę.
- Ty musisz wyjść. Nie mam czasu na mdlejących tatuśków. - usłyszałem lekarza, który patrzył teraz na mojego męża. Sam równocześnie poczułem niebywałą senność i nie słyszałem dalszego fragmentu rozmowy. Vivi już wcześniej mnie o tym poinformował - nie obędzie się bez znieczulenia ogólnego. W sumie zdołał mi wszystko krok po kroku opowiedzieć, jak będzie przebiegać, by teraz oświadczyć wprost, że będzie mnie kroić. Nie była to dla mnie zbyt pocieszająca informacja. Mój namiot zamienił się w jakąś polową sale operacyjną, a teraz sam zasnę i nie jestem pewny kiedy się obudzę i czy w ogóle się obudzę. Na domiar złego czułem, jak Lennie puszcza moją dłoń. Zostałem sam, ale z drugiej strony cieszyłem się, że nie będzie widzieć, jak mnie rozcinają. Zrobiło mi się już ciemno przed oczami, lecz za nim zdążyłem w stu procentach odpłynąć, poczułem, że ktoś i tak złapał mnie za rękę. Podejrzewałem Robina i gdybym był w stanie, to bym mu od razu dozgonnie za to podziękował. Przynajmniej czułem, że mimo wszystko nie przechodzę przez to sam, bo jest ktoś obok.
Potem nastała ciemność...
"- Pomóc w czymś?" Pierwsze słowa Lenniego skierowane w moją stronę. Pomyśleć, że gdyby nie jego kapelusz...
"- Shu Ishida, ale tutaj jestem Shuzo." Ta radość w moim głosie. Tego się nie zapomina.
"- O hej. To pewnie twoja sprawka nie?" Pokazał mi wtedy naprawiony kapelusz. Cóż miałem innego zrobić poza szczerą zgodą?
"- Nic nie chce, serio. Pogadajmy od czasu do czasu i będę szczęśliwy." Do tej pory nie przestaje mnie to uszczęśliwiać. Z grubsza od tego się wszystko zaczęło...
"- Nie ma za co. Od tego są przyjaciele." Co równało się i tak z pierwszą nocą w jego namiocie.
"- Lennie... Masz jakieś marzenie? Ja teraz tylko jedno. " Pierwszy przytulas. Skąd wiedział, że chodziło właśnie o niego?
"- Mam cię tu pocałować czy jak?" Niebywała pobudka i twierdząca odpowiedź.
"- Weź go! Weź stąd. Zabij, pozbądź się! Błagam!" Najbardziej przerażający moment w moim życiu, a Lennie o mało co nie stracił życia.
"- Zamknąłem swojego byłego w szafie..." Najbardziej komiczna sytuacja ze wszystkich. Niewiarygodne do czego jestem zdolny w panice.
"- Hola hola, kto tak dybie na moją cnotę?" Nie pamiętam dokładnie tej sytuacji. We wspomnieniach mam tylko litry alkoholu i jakąś rudą księżniczkę, która mnie zdjęła z blatu.
"- Znaczy się, wiesz, jak to ciastka mają. Nie mówię, że wyglądasz jak ciastko. Kto by chciał mieć lukier na całej twarzy... Ale nie wszystkie ciastka mają lukier... Mają różne rzeczy. Nie mówię, że tobie czegoś brakuje. Jesteś cudowną mordką, tylko że... Nie no to jakieś dziwne." Nie chcę tego nawet komentować. W życiu tak bardzo się nie poplątałem we własnych słowach.
"- Wiesz co? Teraz mógłby ci powierzyć mój kapelusz." Były to bardzo miłe słowa i w sumie idealnie pokazały jak głęboka była wtedy nasza relacja. Choć jeszcze nie byliśmy razem.
"- Wyjeżdżam." To było niczym nóż prosto w moje serce. Jednak cóż innego mi pozostało poza wyjechaniem razem z nim?
"- Łapiemy stopa na lotnisko." Kolejna sytuacja, która w skutkach okazała się dość tragiczna. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, a my znaleźliśmy się u celu podróży.
"- Gdzie byłeś? Stęskniłem się." Pierwsza nasza noc w hotelu, w którym zwykłe żarty okazały się być prawdą.
"- Postaram się wrócić jak najszybciej." Wtedy nie wierzyłem w jego słowa. Postanowiłem ruszyć za nim, nie znając jeszcze konsekwencji.
"- Ale co mu się stało? Przeżyje? Proszę mi powiedzieć..." W takich chwilach już żadne wcześniejsze niesnaski nie miały sensu. Mimo wszystko dalej był dla mnie ważny. Nie mogłem znieść myśli, że mógłby się nigdy nie obudzić.
"- Ale wiesz co? Teraz nie ważne, co się stanie, już nigdy cię nie zostawię." Kryzys zażegnany. Złamana noga i nowe mieszkanie oraz najgłupsze co mogło mu wpaść w tym stanie do głowy.
Cóż przynajmniej po tym wszystkim i ja zdecydowałem się na poważny ruch. "- Mogę to ja tobie się tak oficjalnie oświadczyć?"
Nie zgadniecie co powiedział.
"- Nie udawaj durnia. Najpierw żresz za siedmiu chłopów, a potem wymiotujesz. Może masz bulimię?" Bulimią się to nie okazało, a czymś, co wywróciło nasz świat do góry nogami.

W czasie dziewięciu miesięcy również działo się bardzo dużo, a przynajmniej na początku. Moment, gdy mój brzuch zaczął przypominać piłkę do koszykówki sprawił, że wszystko zwolniło. Nastały czasy spokoju, w których mogliśmy w przygotować się na nadejście dziecka i kolejne zmiany w naszym życiu. Może i brzmi to tak łatwo, ale wcale takie nie było. Lenniego, który skręcał kołyskę dobre pół nocy, będę pamiętać do końca życia. Całe wspominanie przerwał mi trochę stłumiony dźwięk. Jakby płacz, który sprawił, że zacząłem otwierać oczy. Na początku przez ostre światło było to dość trudne, ale z czasem tylko słabo przeleciałem wzrokiem w bok. Zauważyłem wtedy Robina, który trzymał coś małego zawiniętego w pieluszki. Niemiłosiernie płakało, ale ja miałem szeroki uśmiech na twarzy.
- To chłopiec. - przekazał mi, co sprawiło, że oczy momentalnie mi zaszły łzami. Chciałem tak bardzo wziąć od niego maleństwo i je przytulić. Niestety chcąc nie chcąc musiałem jeszcze poczekać.
- Muszę jeszcze cię pozszywać. - mruknął Vivi, stojąc przy Robinie. - Dlatego jeszcze musisz iść spać. - dodał, a ja tylko ciężko skinąłem głową i dopóki nie straciłem przytomności, patrzyłem na moje maleństwo w rękach Robina.
Znów nastała ciemność, lecz pomimo jej przytłaczającej obecności, czułem ogromną ulgę. Wiedziałem, że już po wszystkim.

***

Gdy w końcu się ocknąłem, dalej leżałem w łóżku. Po Vivim i Robinie nie było śladu. W ogóle wszystko magicznie zniknęło tak samo, jak się pojawiło. Łóżko było nietknięte i nigdzie nie było żadnych śladów po moim "porodzie". Zostało tylko zszyte nacięcie na moim brzuchu, a tak to wszystko wyglądało jak po staremu. Choć zmieniła się jedna rzecz: kołyska. Była teraz praktycznie przy samym łóżku. Czułem się strasznie słabo, lecz tak bardzo chciałem zobaczyć maluszka, że przynajmniej wyciągnąłem dłoń w tamtym kierunku, mając nadzieję, że zaraz sam się dźwignę w górę i zajrzę do środka. Jednak za nim to nastąpiło, poczułem, że ktoś mnie łapie za drugą rękę. Gdy tylko odwróciłem głowę do tej osoby, to oczy znów mi zaszły łzami. Był to Lennie, który siedział z drugiej strony łóżka.
- Mamy synka, Lennie. - odezwałem się z uśmiechem na twarzy i poczułem, jak jedna łezka spłynęła mi po policzku. - Mamy dziecko... - choć było to już wszystkim wiadome, musiałem to powiedzieć na głos. Wciąż mimo wszystko ciężko było mi w to uwierzyć, ale czułem się najzwyczajniej w świecie szczęśliwy. Nie ważne, jak to wszystko bardzo absurdalnie brzmiało. Lennie ucałował moją rękę, a później bardziej się do mnie schylił, abym mógł się do niego przytulić i po prostu rozpłakać. To był kolejny najpiękniejszy dzień w moim życiu. Choć teraz to w zasadzie bardzo wczesny poranek.

(Lennie~? Zostałeś tatą!)

6 sty 2021

Shu⭐zo CD Lennie

Ostatnio rzadko miewam jakąkolwiek kontrolę nad sprawami, które mnie dotyczą. Dziś w pewnym stopniu uległo to zmianie i miałem nadzieję, że potrwa to, jak najdłużej się da. Może idealną drogą do tego była właśnie broń? Mając tego dupka na celowniku, na moich ustach pojawił się triumfalny uśmiech, a gdy tylko usłyszałem, jak ładnie się przedstawia, poczułem się w pewnym sensie spełniony. Akurat dyrygowanie innymi bardzo mi pasuje, a w szczególności, gdy wiem, że nikt nie odważy mi się sprzeciwić. Z Andersonem właśnie tak było, choć na początku był dość oporny.
- O jak ładnie. - odparłem, tuż po usłyszeniu jego pełnego imienia i nazwiska, które mimo wszystko nic mi nie mówiło, wygląd za to sprawił, że coś zaczęło mi świtać w pamięci. - To teraz odwróć się grzecznie do ściany. Rączki tak, żebym je widział. - dodałem, już kątem oka zerkając w bok na rudzielca z krwawiącym przedramieniem. Nie wyglądało to za dobrze... Niestety Anderson nie chciał za bardzo współpracować, co nie za bardzo sprzyjało mojemu nastrojowi. Miałem ochotę wpakować mu kulkę w łeb i po prostu stąd wyjść. Jednak wiedziałem, że muszę go najpierw wypytać o wszystko, co wie. Chcąc nie chcąc wylądowanie w pace za niewinność wciąż nie brzmi zachęcająco. - Co pan na specjalne zaproszenie czeka? Ciekawe, czy jak znowu pociągnę za spust, dalej będziesz taki niezłomny. - tym razem na reakcję nie musiałem długo czekać. Wciąż z kamienną twarzą, ale postanowił się odwrócić i oprzeć ręce o ścianę. Już czułem, że czeka mnie jeszcze długi dzień. Nie zwlekając, znów spojrzałem na rudzielca, wsuwając pistolet z tyłu za pasek od spodni. - Nie wygląda to dobrze... - westchnąłem, czując powoli narastającą bezradność. Sytuacja była bardzo niepewna. Anderson w każdej chwili mógł coś wykombinować, a Lennie nawet i mi tu zemdleć. - Dobra słuchaj... - spojrzałem w górę na skrzywioną minę chłopaka, który wciąż uciskał ranę. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, był jego kapelusz, który momentalnie zdjąłem z jego głowy. Z jednej strony rozumiem, czemu nie pozbawili go tego kapelusza. W końcu to zwykłe nakrycie głowy, jakich tu pełno, ale żaden z nich nie wiedział, że jest za to jedynym, z którego dało się wyciągnąć praktycznie wszystko. Nie przypominam sobie jakichś szczególnych momentów w moim życiu, gdy ten kapelutek grał jedną z głównych ról. Mam już tyle dziur w pamięci, że to już nawet nie jest istotne, a z urywków, które co jakiś czas mnie objawiają, nie da się zawsze coś wywnioskować, choć istnieje wiele wyjątków. Nie tracąc czasu, zupełnie bez zastanowienia włożyłem do niego rękę. Kiedyś ten rudy tak robił... Ta... Coś chyba było z farbą do włosów. To było strasznie dziwnie uczucie. Nawet nie zamierzałem w środku za bardzo grzebać. Szukałem jakiegoś materiału do uciśnięcia rany i praktycznie coś takiego samo wpadło mi w dłoń. Nie znam się na pierwszej pomocy, ale chyba tak należało zrobić... W końcu krwawi, a za kulą nawet nie zamierzam się patrzeć. Na pewno nie przeleciała na wylot, a na zwykłe draśnięcie jakoś wydawało mi się za dużo krwi, ale co ja tam wiem? - Ja tu zostaję. - mruknąłem, wyciągając rękę z kapelusza. Dłoń miałem zaciśniętą na jakiejś niebieskiej chuście, którą praktycznie od razu bez zastanowienia zacząłem obwiązywać ranę chłopaka. - Ty wychodzisz. Szukasz pomocy.
- Co? Nie zostawię cię z... - aż przerwał i syknął, gdy mocniej zawiązałem chustę. Biedak. Zawsze mu się coś dzieje.
- Naprawdę chcesz dyskutować? - spytałem, zakładając mu kapelutek, jednocześnie unosząc brew z lekkim uśmiechem na twarzy. - Już. - znów wziąłem broń do ręki. - Nie chcę cię tu widzieć. - wskazałem na wyjście. Może i chciał mi coś jeszcze powiedzieć, ale sądzę, że raczej wiedział, że ze mną się nie da dyskutować. Odpuścił dość szybko i skierował się w stronę wyjścia. - Znajdę cię. Nie martw się. - mruknąłem mu na odchodne, sam już łapiąc za to stare krzesło i siadając na nim w rozkroku w stronę gościa pod ścianą. Przynajmniej tam grzecznie stał. Mogliśmy grzecznie pogadać w cztery oczy. Westchnąłem, niedbale zarzucając dłonie przez oparcie krzesła. Zapadła chwila ciszy, której przerwanie przypadło akurat mi.
- Zacznijmy od początku...

***

- Nah nah... Honey, I'm good...
Głupia melodyjka nie umiała mi wyjść z głowy po tym wszystkim. Ciągle tylko "Hoo hoo wooh true" jak jakaś ścięta płyta. Bardziej żenującej jazdy w radiowozie w życiu nie miałem. Wnoszę za tym, aby skonfiskować radia wszystkim policjantom, bo to przechodzi ludzkie pojęcie, czego oni słuchają. W ogóle będąc na służbie, mogą słuchać muzyki? A co z tymi całymi krótkofalówkami i innymi cb radiami? Mogłem na nich wtedy donieść czy coś... I tak te ich wszystkie pytania były nie do zniesienia. Nie mogli nawet mnie przesłuchać na miejscu. Nie. Musieli mnie dodatkowo zabrać, spisać, przepytać, a wypuścić, dopiero gdy robiło się ciemno jak w dupie. Myślałem, że oszaleje. Wiedziałem, że wystarczyło tylko zadzwonić. Cała rozmowa jest nagrana, a do tego winowajca wciąż żyje, ale ja oczywiście musiałem się osobno wypowiedzieć na komisariacie. Jedna wielka strata czasu! Na szczęście z samą drogą powrotną nie miałem większego problemu. Stwierdziłem, że nie będę się teraz uganiać za rzekomym mężem — czas pomyśleć tylko o sobie i wrócić do miejsca, które pomimo braku normalnej podłogi albo prostej ceglanej ściany, było przez część mnie nazywane "domem".
Odkąd stałem się pełnoletni, moje życie przeistoczyło się w jeden wielki żart.
Cyrk na kółkach.
Dosłownie i w przenośni.
Przekraczając już te jakże skromne progi samozwańczego mieszkanka, spotkała mnie mała niespodzianka. Jak ja głupi mogłem zapomnieć? Przecież nie mieszkam sam.
- Gdzie ty byłeś tyle czasu? - usłyszałem już na wstępie, gdy rudzielec zamknął mnie w swoim uścisku.
- Komisariat i te sprawy, więc wyluzuj. Nie chcieli mnie za szybko wypuścić. - mruknąłem od niechcenia, szybko uwalniając się z jego objęć. Nie miałem jakoś nastroju na tulaski. Padałem z nóg, więc jedyne co zrobiłem, to ruszyłem w stronę łóżka. Jednak nie było mi dane jeszcze się położyć. Gdy tylko minąłem chłopaka, ten wyczuł coś, czego temat wolałbym przemilczeć.
- Czekaj chwilę. - złapał mnie wtedy dość mocno za ramię. Brzmiał na dość wkurzonego. - Piłeś? - spytał. Wtedy tylko odwróciłem do niego głowę, unosząc jedną brew.
- Nie...? - odparłem, ale nie była to wystarczająca odpowiedź, a wręcz błędna. Lennie wbijał we mnie gniewne spojrzenie, które wręcz żądało ode mnie powiedzenia całej prawdy. Wtedy też się zacząłem złościć. Jak on może mi nie wierzyć? - Nie piłem. - odparłem stanowczo, patrząc się mu prosto w oczy. Zaczynał przeginać, ale w żaden konkretny sposób nie skomentował mojej odpowiedzi. Postanowił drążyć temat.
- Wali od ciebie na kilometr. Jak to wyjaśnisz? - zadał kolejne pytanie, już mnie puszczając. Poczułem się jak typowy nastolatek, który musiał się przegadywać z własną matką. Nie było to fajne. Przewróciłem oczami, słysząc jego stwierdzenie.
- Wracałem tu na piechotę i będąc jeszcze w mieście, spotkałem na drodze jakiegoś żula z flaszką i tak wyszło, że mnie oblał. - wyjaśniłem, nie chcąc się już kłócić.
<flashback>
Jedyne, na co miałem ochotę po dzisiejszym zamieszaniu, to się odstresować. Odetchnąć, odpłynąć... Istnieje tylko jedno miejsce, które da mi oczekiwane ukojenie i sprawi, że troski, choć na chwilę odlecą w siną dal. Był to jeden z nocnych klubów i barman za ladą. Myślałem, że mam szczęście, ale będąc już w środku i czekając na coś, co szybko zwali mnie z nóg, zorientowałem się, że nie mam ani jednego grosza przy duszy. Mogłem jedynie westchnąć i walnąć głową o ten drewniany blat, ale postanowiłem zaryzykować. W najgorszym wypadku wezwą gliniarzy. Noc na dołku nie będzie taka zła. Niestety za nim otrzymałem zamówienie, barman wyciągnął do mnie dłoń po pieniądze. Wtedy tylko westchnąłem zrezygnowany. To nie był żaden film, w którym ktoś się dosiada i postanawia postawić drinka osobie tuż obok, by potem zacząć z nią rozmawiać. Nie, oj nie... Byłem sam, zdany na siebie i jedyne co mogłem zrobić, to po prostu wyjść. Tak też zrobiłem. Już odwróciłem się w stronę wyjścia, lecz tylko po to, by potem gwałtownie się odwrócić i złapać kieliszek. Miałem w planie wypić wszystko i zwiać. Niestety trzymając kieliszek w dłoni, barman zdążył mnie złapać. Zaczęliśmy się trochę szarpać, a on krzyczeć za ochroną. Cała zawartość kieliszka wylądowała głównie na mnie, a potem jeszcze zostałem stamtąd wykopany. Na odchodne usłyszałem jeszcze groźbę, że jak jeszcze raz się tu pokaże, to wezwą policję.
<koniec>

Naprawdę byłem już zmęczony. Dla dodatkowego dowodu na całe zajście wskazałem na swoje wilgotne włosy. - Powąchaj. Ja jestem czysty. One nie. - mruknąłem, już po chwili siadając na łóżku. Zdjąłem z siebie bluzę, a później też i buty, by w spokoju się położyć na materacu. - Bachorowi nic nie będzie. - dodałem jeszcze, bo to przecież dziecko było głównym powodem całego zamieszania. To aż smutne, jak bardzo moje potrzeby zeszły na drugi plan, by jakiś mały pędrak mógł chodzić cały i zdrowy po tym świecie. Dobrze widziałem, jak chłopak mimowolnie odetchnął na moje słowa. Nie wydawał się przekonany, ale to już mnie zupełnie nie obchodzi. Posłałem mu tylko w odpowiedzi, niezadowolone spojrzenie i odwróciłem się do niego plecami, zamykając oczy.
Po niedługim czasie, Lennie usiadł tuż obok. Czułem, jak się na mnie patrzy. Już wiedziałem, że to na pewno nie jest koniec rozmów na dzisiaj. Na szczęście zmienił temat.
- A co z Andersonem? Przecież policja dalej nie ma... - aż musiałem mu przerwać.
- Mordercy? To on go zabił. Nie był takim niewiniątkiem, jak nam się wydawało. - przerwałem na chwilę, by wydać z siebie ciche ziewnięcie. - Dobrze wiedział, że do niego idziemy i po co. Nie chciał, żeby prawda wyszła na jaw i dlatego chciał się nas pozbyć. - spojrzałem wtedy na rudzielca. - Jak ręka? - spytałem. Możliwe, że trochę się przejąłem, widząc, jak strasznie wtedy krwawiła. Choćby nie wiem, jak mało bym o nim wiedział i jak słabo go znał, to i tak, gdzieś w głębi duszy nie chciałbym, aby mu się coś poważnego stało. Szkoda tylko, że nie umiemy się porozumieć...

(Lennie~?)