21 lip 2018

Mefoda CD Akuma

Zabiję cię za to XDDDDDD
Może i  poniosło mnie z tymi dłońmi, ale tego nie żałuję. No, może trochę, ale tylko dlatego, że chłopak był zmieszany moim dotykiem. Dobra, bardzo tego żałuję. Jaki ja jestem głupi! Co ja sobie myślałem, żeby łapać go za dłonie? Przecież to takie dla pedałów, no ja pie*dolę! Poczułem, że się rumienię, jednak na szczęście chłopak zajęty był zabawą własnymi palcami.  Zrobiło się naprawdę niezręcznie, więc dopiłem jedynie swoją kawę, po czym odezwałem się:
- Wypij do końca, weź kanapkę i idziemy. Masz jakiś pomysł, gdzie moglibyśmy jeszcze pójść? Czy na dzisiaj dajemy już sobie spokój? - spytałem, a on podniósł na mnie wzrok. Pokiwał jedynie głową, po czym wypił zawartość swojego kubka i złapał za bułkę. Chociaż tyle, że postanowił ją jednak wziąć.
- Chodźmy na dach takiego jednego budynku, fajne z niego widoki - zaproponowałem, a on spojrzał na mnie jak na idiotę.
- Chcesz, żebyśmy z niego skoczyli i popełnili zbiorowe samobójstwo, czy jak? - spytał, a ja zaśmiałem się jedynie.
- Tak, dokładnie tak, to właśnie planowałem kiedy tylko cię ujrzałem - powiedziałem ze śmiechem, a on prychnął jedynie, zakładając ręce na klatce piersiowej. Uniósł wysoko brodę i spoglądał na mnie spod przymrużonych powiek.
- Tak właśnie myślałem - znowu prychnął, jednak szybko wyszliśmy z kawiarni, by skierować się w niby drogę powrotną. Jednak w połowie skręciliśmy w prawo, gdzie ukazały się nam pewne schodki. Te właśnie schodki doprowadzą nas na sam szczyt, dosłownie. Co prawda szczyt bloku mieszkalnego, który ma cztery piętra, no ale jednak szczyt.
- To tutaj - oznajmiłem, wskazując dłonią na schodki. Było ich z dziesięć, z łatwością przez nie przeszliśmy, po czym oznajmiłem, że teraz trzeba iść drabiną. Byłą ona metalowa, przeczepiona do ściany, aż na sam dach.
- Jaja se robisz? Ty chyba serio chcesz nas zabić - mruknął, a ja prychnąłem jedynie, stawiając stopę na pierwszym stopniu i dłonie na jakimś innym, idealnie przed twarzą. Następnie zacząłem się wspinać do góry, mniej więcej w jednej czwartej drogi obejrzałem się za siebie, by ujrzeć jak Akuma daje bułkę do buzi, a sam idzie w moje ślady. Wariat, myślałem, że wymięknie. Będąc już na samej górze, odwróciłem się i poczekałem, aż sam nie wejdzie.
- Następnym razem wejdziemy klatką schodową, okay? - zaproponowałem, a on spojrzał na mnie i stanął jak wmurowany.
- Co? - spytał, a ja zaśmiałem się. Kocham ludzi w chu*a robić.- To tutaj jest klatka schodowa?! - uniósł głos, a ja zaśmiałem się głośno. Oczywiście, że jest, idioto.
- To blok mieszkalny - zaśmiałem się, a on pokazał mi środkowy palec. HAHAHAHAHA.
- Też cię kocham - uśmiechnąłem się najszerzej, jak tylko potrafiłem i zamknąłem przy tym oczy. Prychnął, mogłem się założyć, że i przewrócił oczyma. Jednak po chwili spojrzał przed siebie i zacmokał z aprobatą, widząc świat przed nami.
- No to niezłą sobie miejscówkę znalazłeś - przyznał, rozglądając się na boki. Modliłem się żeby nie zabrało mu się na przepychanki i tak dalej. - Możemy trochę tutaj posiedzieć i puścić muzykę - oznajmił, a ja pokiwałem głową na zgodę. W sumie to całkiem dobry pomysł. Usiadłem na chłodnym betonie, on zrobił to samo.
- Ty puść, nie wziąłem telefonu - oznajmił, a ja pokiwałem głową po raz kolejny i wyciągnąłem przedmiot. Wszedłem na YouTube, gdyż z piosenek z mojego telefonu dużo by mu nie spasowało. Podałem mu komórkę.
- Wybierz - oznajmiłem, a on uśmiechnął się delikatnie w moją stronę i równie ostrożnie chwycił Huawei w obie dłonie. Zdziwiłem się, gdy usłyszałem Black, jeden z ruskich rapsów.
- Słucham ich - oznajmił, gdy rzuciłem mu zdziwione spojrzenie. Oddał mi telefon, a ja położyłem go między nami, po czym sam się położyłem. Było mi zaskakująco wygodnie. Akuma zrobił po chwili to samo.
< Akuma? Lol, ja to robię klimaty XDDD >

Akuma CD Mefoda

Spojrzałem na niego, bo o to prosił. Jego słowa trafiały do mnie bardzo mocno, poruszały coś głęboko we mnie. Nie wiem, co to było, ale cóż, zadziałało. Byłem mu wdzięczny za to, co dla mnie robi, za to, że mimo naszej krótkiej znajomości, okazuje się takim wspaniałym przyjacielem i wspiera mnie, nawet nie wiedząc, o co chodzi. To naprawdę rzadkie u ludzi i cieszę się, że spotkałem akurat niego. Zamrugałem parokrotnie, by nie zauważył tego, iż prawie płakałem ze wzruszenia, smutku i wszystkiego innego.
- Dziękuję - odpowiedziałem w końcu, po paru sekundach ciszy. Nie byłem w stanie powiedzieć nic więcej, głównie przez fakt, iż gardło ściskało mi się od łez. Jednak też i przez to, że co ja mogłem powiedzieć? Dziękuję, że jesteś teraz przy mnie jako jedyna osoba, że jako jedyny nie dajesz m i teraz kopniaka w dupę i nie pozwalasz upaść? Jeszcze bardziej by się przejął, jeszcze bardziej chciałby drążyć temat. Swoją drogą, byłem mu naprawdę wdzięczny za to, iż postanowił nie naciskać i zadecydować mi o tym, kiedy powiem mu o swoich problemach. O ile to zrobię. Jednak, naprawdę poczułem się tak, jakbym mógł mu zaufać. Na świecie jednak pełno kłamców, niespełnionych obietnic, więc muszę się wstrzymać z decyzją jeszcze na długo. Uśmiechnąłem się lekko, czując się nagle niezwykle lekko i swobodnie. No bo, hej, w końcu nie jestem już sam! Cóż, a przynajmniej tak mi wmówiono...
 Jak łatwo tobą manipulować, no proszę.
Spie*dalaj.
Będziesz przez niego cierpiał, nie widzisz tego?
Nie, najwidoczniej nie widzę. Ponadto ty lubisz przecież, jak cierpię, prawda?
Prawda. Ale pamiętaj, będziesz sam na zawsze. Już jesteś sam i nic tego nie zmieni, a zwłaszcza on, chłopak, którego znasz parę dni i już uznajesz za najlepszego przyjaciela. Jesteś śmieszny, wiesz? Bardzo śmieszny, i żałosny. Nikt nie zastąpi ci osób z przeszłości, nikt nie zastąpi Rue, nikt już ciebie nie zechce, bo się zmieniłeś i to nie na lepsze. Jesteś zwykłym śmieciem, tyle w temacie, Akuma. Pamiętaj o tym.
No i tyle w temacie. Pozamiatane. Ciekawe co by było, gdyby była tutaj Rue... Na pewno by się przeraziła na mój widok. O ile w ogóle by mnie poznała. Poczułem wewnętrzny ból tak silny, że nim zdążyłem się zorientować co się dzieje, pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Z szeroko otwartymi oczami ją starłem. Boże, co on sobie teraz o mnie pomyśli?!
- Hej, nie płacz. Będzie dobrze - zapewnił mnie, łapiąc moje obie dłonie i zamykając w swoich. Zszokowany spojrzałem na niego, co on odwala? Zachowuje się trochę dziwnie. Nie, nie trochę, nawet bardzo. Czy on jest gejem? O mój Boże, jeśli tak, to mam przerąbane.
 Nie, nie masz. Nie ma człowieka, który mógłby się zakochać w kimś takim jak ty.
Och, no tak. Zapomniałem. Ponownie zatęskniłem za Rue, ona by mnie zrozumiała. Wsparła, otarła łzy, pocieszyła, pomogła mi. Ale teraz siedzi przede mną ledwo znany mi chłopak, który właśnie to robi. Wspiera mnie i pomaga mi. Chociaż czułem się nieswojo przez gest, który uczynił - dalej trzyma moje dłonie! - to spojrzałem na niego i znowu uśmiechnąłem się lekko, podczas gdy kolejna łza spłynęła z tego samego oka. Lewego. Nie wiem, czy to ma jakiś sens, ale zwykle to od niego zaczyna się mój płacz. Boże, gościu, jesteś taki beznadziejny... Jesteś już taki stary, a wciąż beczysz jak małe dziecko...
- Dziękuję, to wiele dla mnie znaczy - odezwałem się w końcu, spoglądając na nasze dłonie. Mefoda chyba zrozumiał i mnie puścił, cofając swoje ręce i kładąc je na swoich kolanach. Super, teraz to ma on już pewność, że jestem zdrowo popie*dolony i coś jest nie tak. Ale ja jestem głupi, no nie wierzę.
< Mefoda? Bhuahuahua, zrobiłam z ciebie geja jeszcze bardziej ahaha >

Mefoda CD Akuma

Czekałem cierpliwie na Akumę, który wrócił po niecałych pięciu minutach. Jego twarz była dziwnie zaczerwieniona. Spojrzałem na niego zdziwiony i nim się powstrzymałem, rzuciłem:
- Gościu, konia tam waliłeś? - zaśmiałem się na końcu wypowiedzi, by pokazać, że żartowałem. On także się zaśmiał, sięgając po kubek kawy. Dlaczego był taki czerwony? Coś się tam stało? Spotkał kogoś, czy coś? Nie, przecież nikt nie wchodził i nie wychodził z toalety po nim. Dziwne...
- A teraz tak na poważnie, wszystko okay? - spytałem, patrząc na niego uważnie. Opuścił kubek z ust na kolano, przyglądając się mi niezrozumiałym dla mnie wzrokiem, jakby lekko zawiedzionym, zestresowany i Bóg wie, jakim jeszcze. Akuma prychnął jedynie zakładając nogę na nogę w taki sposób, że jego kostka opierała się na kolanie. Zagryzłem policzek od środka. Antoni, ogarnij dupę, nie myśl o tym. Skup się na pomaganiu mu.
- Jasne, że tak. Dlaczego pytasz? - spytał marszcząc brwi. Uniosłem brew. Nie ze mną te numery, boy.
- Nie pie*dol mi tutaj, tylko mów, co się stało - powiedziałem łagodnie, jednak stanowczo, ani na chwilę nie spuszczając z niego wzroku. On jednak spuścił swój na jakiś punkt na podłodze, a być może i kawę - nie byłem w stanie dostrzec, gdzie się patrzył.
- Nic się nie stało, serio - powiedział w końcu, ponownie podnosząc głowę i wbijając we mnie obojętne spojrzenie. Miałem ochotę do niego podejść, przytulić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze, że mi może zaufać, że mu pomogę, że ma u mnie wsparcie. No ale błagam, po pierwsze; to byłoby zbyt gejowskie, po drugie; kto normalny robi tak po takim krótkim czasie znajomości, a po trzecie; jak by na to zareagował?
- Mi możesz powiedzieć, naprawdę - Powiedziałem, jednak gdy odwrócił ponownie wzrok, miałem ochotę przywalić jemu, sobie i jeszcze komuś innemu. Do cholery, taj mi do siebie dotrzeć, a ci pomogę! Powiedz tylko, o co chodzi... Westchnąłem głęboko i długo. Odstawiłem kubek na blat stołu.
- Hej, popatrz na mnie - powiedziałem głębokim, ale łagodnym tonem głosu. Zupełnie, jakbym mówił do przerażonego dziecka. Zrobił to, jego oczy niebezpiecznie błyszczały. - Mi możesz powiedzieć o wszystkim. Jestem człowiekiem, który nie wyśmieje, nie dobije, a postara się pomóc, wysłucha i pocieszy. Jednak jeśli nie chcesz, to zrozumiem, nic na siłę. Ale pamiętaj, jeśli tylko chciałbyś z kimś porozmawiać, wbijaj do mnie - oznajmiłem, patrząc prosto w jego niezwykłe oczy. Jakby złote, kolor królów, czy jak? Takie piękne, niezwykłe.
 Ja pierdolę, co się ze mną dzieje???
< Wybacz że takie krótkie, ale stwierdziłam, że dalszą część powinnaś już napisać ty ♥ ;P )

Akuma CD Mefoda

Znowu jedzenie. Temat; jedzenie. Czynność; jedzenie. Miejsce; jedzenie. Czas; jedzenie. Skład powietrza, którym oddychamy; JE*ANE JEDZENIE, BO KU*WA INNYCH TEMATÓW DO ROZMOWY NIE MA. Co on ma z tym, żeby tylko o jednym gadać? Nie widzi, że nie lubię tego tematu? I musi go jeszcze drążyć? Naprawdę go polubiłem, ale potrafi w jednej chwili wszystko zepsuć, a czułem się już tak dobrze. Tak, porozmawiajmy o jedzeniu. Co chcę powiedzieć w tym temacie? ŻE MAM JE*ANE WYRZUTY SUMIENIA ZA TO, ŻE ZJADŁEM KANAPKĘ. Jestem za gruby, żeby jeść i on dobrze o tym wie! Nie widać tego tłuszczu? Nie widać tego, jak bardzo się spasłem przez ostatnie tygodnie? Gościu, przejrzyj na oczy, i dopiero wtedy zaczynaj do mnie mówić! W pewnej chwili wpadłem na plan. Iście dobry plan. Łazienka. Kibel. Wymioty. Teraz.
- Sorry, muszę do toalety. Zaraz przyjdę - oznajmiłem, zaraz po tym, jak odpowiedziałem na jego wypowiedź. Gówno prawda. Nie kiedyś, a  n i g d y. Nigdy nie pójdę z tobą na takie jedzenie, Mefoda, nawet na to nie licz. Lubię cię, gościu, ale nie to, co sprowadzisz na mnie takim postępowaniem. On tylko kiwnął głową na znak zgody i zrozumienia. Wstałem, spojrzałem na zegar wiszący na ścianie. 16;32. Mam jakoś pięć minut, nie więcej, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Złapałem jeszcze za kubek kawy i wypiłem dwa duże łyki, żeby jednocześnie nie wzbudzać podejrzeń i żeby było mi łatwiej pozbyć się tego wszystkiego z siebie. Przykro mi, kawo. Musiałem cię poświęcić. Przeszedłem niby luźnym krokiem pomiędzy stolikami, krzesłami i kanapami, by w końcu dostać się do upragnionej toalety. Oczywiście moim oczom ukazały się pisuary, ale i normalne kabiny. Ciekawe, jak dziwnie będzie wyglądać to, że właśnie idę do jednej z nich, zamiast korzystać z tradycyjnego rozwiązania. Szybko wszedłem do niej, na szczęście wszystko wyglądało schludnie i czysto. Tak naprawdę, to chyba przed chwilą nawet tu sprzątali, gdyż nawet podłoga, dosłownie, lśniła. Upewniłem się, że zamknąłem drzwi na klucz, po czym uklęknąłem przed sedesem i... zrobiłem to. Ponieważ miałem już wprawę, wiedziałem już co zrobić, gdy chciało mi się kaszleć. Wiedziałem co zrobić, żeby być cicho. Za siódmym razem gardło już poważnie zaczęło mnie boleć. Ostatnio zbyt często się do tego przykładam... Jednak szybko przypomniałem sobie, że zjadłem "trochę" tej kanapki, a jak na razie nie wygląda na to, bym wszystko już zwrócił. A więc, znowu wepchałem dwa palce od gardła, ignorując fakt, iż oczy okropnie mi łzawiły, a nos domagał się wysmarkania ( jak zresztą i za każdym razem, gdy to robiłem ). Po jakichś pięciu razach już nie miałem w sobie prawie nic. Cóż, powinienem już iść. Wytarłem dłonie i twarz w papier toaletowy, wrzuciłem go do kibla i spłukałem wodę. Wyszedłem z kabiny, po czym podszedłem do umywalki, zacząłem myć dłonie mydłem, po czym i całą twarz. Wypłukałem usta parę razy, czułem się już o wiele lepiej. Jakbym pozbył się z siebie trucizny, a nie jedzenia.
To zatruwa ciebie, idioto. To jest trucizna.
Wiem. Ale taka dobra trucizna, która pozwala mi żyć.
I być nikim. Chcesz być nikim?
Już jestem.
Wiem.
Ja też. Czasem ten głos doprowadza mnie do szału, ale co zrobić, skoro wiem, że mówi prawdę? Czasem sę z nim kłócę, ale łatwo się domyślić, kto wygrywa walkę.
< Mefoda? >

Mefoda CD Akuma

Spojrzałem na chłopaka, i dosłownie zaparło mi wdech w piersiach. Dosłownie, wstrzymałem oddech, prawie upuszczając kubek z parującą cieczą. Światło świeczek z parapetu obok rzucało na jego twarz wręcz czerwonawą poświatę, włosy tego koloru, choć tysiąc razy intensywniejszego, tkwiły teraz w całkowitym nieładzie, odstając na każdą możliwą stronę i opadając na czoło. Jego oczy były zamknięte, powieki lekko drżały, co było widoczne dzięki długim rzęsom, mogłem się założyć, że gdyby miał je otwarte, zobaczyłbym radosne iskierki tańczące w jego niezwykłych oczach. Usta nadal spoczywały na lekko przechylonym kubku, pił powoli, jakby napawał się tą chwilą po raz ostatni w życiu. Wyglądał tak bardzo uroczo i pięknie, że nie mógłbym od niego oderwać oczu, gdyby nie fakt, że otworzył swoje. W momencie mnie zamurowało. Co to było? Poczułem wewnętrzną gonitwę uczuć, jak i myśli w umyśle. Nie jestem je*anym pedałem, nie ma mowy!!! To tylko tymczasowe upośledzenie. Chwila nieuwagi. Błąd życiowy na małą miarę, chyba wiadomo, o co chodzi, nie?
- Kocham kawę - wyznał po chwili, a ja spiąłem się na dźwięk jego głosu. Idioto, przecież nie widział twojego wzroku. Zamknięte oczy, zapomniałeś? Nie zauważył. Rozluźniłem się, uśmiechając przy tym lekko. Jest dobrze, uspokój się, kretynie.
- Widać - zaśmiałem się lekko na koniec, nadal nie spuszczając wzroku z czerwonowłosego. Oparł się o kanapę, kładąc kubek na udzie. Spojrzałem w tamtą stronę i poczułem wewnętrzny smutek tak duży, że nie da się tego wyrazić słowami. Kubek był dosłownie dwa razy szerszy niż normalne, ale mimo wszystko jedynie trochę większy od jego uda. Zacisnąłem szczęki, dlaczego on doprowadził się do takiego stanu? Co go do tego zmusiło? Już nie wierzę w te wszystkie brednie o chorobach żołądkowych i tak dalej. Tutaj jest coś poważnie nie tak, a ja muszę się dowiedzieć, co. Tylko jak? Przecież jak go zapytam, to się zamknie, jest jeszcze za wcześnie na takie wyznania. Być może prowadzi jakiś pamiętnik, czy coś? Wątpię, szczerze w to wątpię. Być może jakimiś innymi pytaniami zdobędę potrzebne informacje lub chociaż jakieś wskazówki?
- A więc, gdzie najbardziej lubisz tutaj jeść? - spytałem, bo przecież musiał mieć ulubiony lokal, czy chociażby piekarnię lub coś w tym rodzaju. Westchnął cicho, chyba mając dość tematu jedzenia. Huh? O co chodzi, bro?
- Wiesz, ostatnio byłem gdzieś tutaj na mieście z pół roku temu. Zwykle chodziłem do "Over the Rainbow" oraz "Good Day". Pierwsze to kawiarnia, drugie pizzeria. Aha, no i kebs, nie znam żadnej nazwy. Nie wiem czy to wszystko jeszcze funkcjonuje, ten kebab jest już prawdopodobnie zamknięty, bo gdy jeszcze do niego chodziłem, byłem jednym z nielicznych klientów - wytłumaczył, a ja zastanowiłem się na moment nad jego słowami. Lubił jeść, to widać. Znaczy, nie widać, w sensie... mniejsza z tym. Lubił jeść. Teraz nie je. Problemy żołądkowe, a zwłaszcza nietolerancje, nie biorą się chyba tak z dupy, prawda? Nie znam się na tym, ale chyba mam już pewność, że problem tkwi głębiej, prawdopodobnie w jego psychice.
- Znam "Good Day", chodzę tam od czasu do czasu. Możemy się kiedyś wybrać, podobno zmienili znowu menu - oznajmiłem, wpatrując się w kawę w swoim naczyniu. Obracałem nim powoli, patrząc jak malutka piana powoli obraca się przy sile cieczy.
- Kiedyś - zaznaczył, a ja znowu poczułem smutek i żal do niego. Dlaczego nie chciał tak po prostu zacząć jeść? Przecież to takie proste! W dodatku jest w takim stanie, że chudszym się nie da już być! Mogę się założyć, że gdybym ściągnął mu koszulkę, to... Znaczy, on by ją ściągnął. Tak, właśnie tak. Gdyby ON ściągnął swoją koszulkę, wystawałyby mu żebra, mógłbym je policzyć, a kości biodrowe sterczały na boki. Tak bardzo chciałem mu pomóc, ale nie mam bladego pojęcia, jak się za to zabrać. Stopniowo wdrążać go w normalny tryb życia? Od czasu gdzieś zabierać, przychodzić do jego namiotu i na powitanie rzucać w niego kanapką? To w sumie dobry pomysł...
< Akuma? Będęcię karmić na siłę hehehehehe >

20 lip 2018

Akuma CD Mefoda

Panikowałem. Nie zjem tego, nie ma mowy. Kalorie. Czyste kalorie. Jest ich tak wiele... Nie potrafię. Zjem trochę, tylko trochę. Potem wytłumaczę się bólem brzucha. Tak, to dobry pomysł. Bardzo dobry. Problemy żołądkowe, pamiętaj. To o to tutaj chodzi. O nic innego. Powoli wgryzłem się w twardą i chrupiącą bułkę. Zacząłem wolno odrywać kawałek, po czym opuściłem jedzenie przed siebie i wpatrywałem się w nie tępo. Nie dam rady. Miałem ochotę to wypluć i chociaż nie połknąłem, to i prowokować wymioty. Mimo tego zacząłem przeżuwać wolno pokarm. Kubki smakowe szybko dały mi znać, że to co znajduje się w ustach, jest naprawdę dobre. Skupiłem się na smaku, naprawdę dawno nie jadłem czegoś tak pysznego... Kiedyś bym powiedział: Co, bułka? Nie, dawać mi tu kebsa!
Ale dzisiaj nie stać mnie, i duchowo, i materialnie, i fizycznie. Porąbane, co? Połknąłem, ponownie ugryzłem, potem jeszcze trzy razy. Poczułem, że jestem pełny.
I widzisz, do czego doprowadziłeś?
To tylko raz, dzisiaj już nic nie zjem...
A ta kawa? Myślisz, że to też "nic"?
Właśnie, kawa. Nie mogę jej wypić. Ale tak bym chciał... Kocham kawę. Dobra, pie*dolę to. Raz wypiję. Jeden raz. Być może nawet zrobi mi się niedobre i wszystko zwymiotuję. Ale szczerze? Żeby zwymiotować wszystko, musiałbym z trzydzieści razy palce do gardła wepchać. Albo i nie więcej. To zaszło już tak daleko, że gdy wypiję naraz jedną butelkę wody, zbiera mi się na wymioty. Organizm automatycznie odbiera to jako fakt, iż zaraz będą wywoływane wymioty i się na nie przygotowuje. Niby słabo, ale to naprawdę pomaga, wtedy idzie łatwiej.
- Jaja se robisz? - usłyszałem pytanie ze strony Mefody. Spojrzałem na niego pytająco, a on wskazał głową na kanapkę, którą położyłem przed chwilą na stół. - Ledwo tknąłeś - zauważył, a ja niezbyt wiedziałem, co powiedzieć. Jednak szybko przypomniałem sobie o moim planie.
- Brzuch mnie boli, ughh - oznajmiłem i dodatkowo położyłem dłoń na brzuchu. Nienawidzę okłamywać ludzi. Znaczy, tych, którzy coś dla mnie znaczą i z którymi mam dobry kontakt.
- Może masz za mały żołądek? - spytał, przyglądając mi się uważnie. Poczułem się nieswojo pod jego wzrokiem, więc poruszyłem się niespokojnie na kanapie, opierając plecami o poduszki. Miałem ochotę pójść spać, a najlepiej to się nie budzić.
- Sam nie wiem, co to jest. Lekarz na początku twierdził, że nietolerancja czegoś, chociażby laktozy, czy coś. Ale teraz jest na urlopie i cóż, zobaczymy się dopiero za dwa tygodnie - wymyśliłem na poczekaniu i opowiedziałem spokojnym głosem zmyśloną historyjkę. Modliłem się w duchu by uwierzył. Nie wydawał się przekonany, ale nie ciągnął tematu. Uff, to dobrze.
- Kawa dla panów - przyszła kelnerka, uśmiechając się do nas szeroko. Podała nam z tacy dwa kubki parującego napoju, a ja już poczułem ten wspaniały zapach. Boże, jak ja za tym tęskniłem. Z niemalże uzależnienia do tak długiej przerwy. Chwyciłem kubek w obie dłonie i niemalże od razu się napiłem, czując błogą pyszność w gardle. Zamknąłem oczy, rozkoszując się tą chwilą. Mogłaby trwać wiecznie. Miałem ochotę się rozpłakać, bo w końcu mogłem tego spróbować.
- Kocham kawę - wyznałem po chwili, opuszczając kubek na jedno z ud. Usłyszałem śmiech.
- Widać - uśmiechnął się znad swojego kubka, wyglądał teraz naprawdę niewinnie. Ciekawe, czy też taki jest...
 < Mefoda? To jak, niewinny jesteś? ;P >

Lennie CD Shu⭐zo

Zmarszczyłem brwi. Co za upierdliwy, egocentryczny kretyn! Złapałem go mocno za przedramię, zaciskając na jego ciele palce. Wyrwałem z jego dłoni mój kapelusz i go popchnąłem.
- Użyje twoich słów: to ty chcesz ciuchy, więc to twój problem, nie mam zamiaru się w to wtryniać - przekształciłem jego zdanie. Jak można wleźć komuś bez zaproszenia, rozwalić mu wszystko tworząc coś gorszego, niż zwykły bałagan, a potem twierdzić, że to jest właściciela rzeczy wina? Co się stało z tamtym przyjaznym blondynem?!
- No błagam i co taki z ciebie znajomy? Że też ten klaun się z tobą jakoś dogadał - popatrzyłem na niego jak na idiotę. Czy on miał jakieś rozdwojenie jaźni, czy może wrednego brata bliźniaka? Ale to by nie tłumaczyło tej sceny w bufecie... A może znowu go uderzyć talerzem?
- Jaki klaun? - przecież mówił o sobie... czy nie? - Czemu mówić o sobie w trzeciej osobie? - zapytałem w końcu. Jego słowa były dla mnie niezrozumiałe.
- O sobie? Co ja mam niby wspólnego z klaunem? Tamten ma, nie ja - uderzyłem się otwartą dłonią w czoło, byłem załamany. Gdzie był ten słodki blondynek, który chciał mi ukraść melonik? A może to wina pogody? Lub dni? W parzyste jest miły, w nie parzyste opryskliwy... Przecież są różne charaktery.
- Wracaj do siebie - odparłem w końcu, nie mając sił na próbowanie go zrozumieć. - Nie skończyłem tu sprzątać - odwróciłem się do niego plecami i kontynuowałem zbieranie rzeczy z podłogi. Usłyszałem, jak Shuzo za moimi plecami wydaje z siebie odgłosy frustracji.
- Po prostu co za... - nie dokończył, bo wyszedł z mojego namiotu. Poczułem ulgę. Nie mogłem już myśleć na jego temat, nie chciałem zrozumieć, co się z nim stało, chociaż nie wykluczam, że ten talerz mój mu jednak coś poważnego zrobić. Może uszkodził jego mózg?
Sprzątałem do wieczora i gdy tylko schowałem ostatnią bieliznę, praktycznie padłem na materac i zasnąłem. Gdy wstałem, było grubo po południu (ponieważ znowu parę razy budziłem się w nocy). Wylazłem z namiotu i skierowałem się do bufetu z nadzieją, że coś tam zostanę. Przy stole zauważyłem czarną czuprynę... podszedłem do Shuzo mając nadzieję, że wrócił stary blondynek.
- Cześć. Humorek dalej nie dopisuje? - zapytałem stając obok i robiąc sobie herbaty.

<Shuzo?>

17 lip 2018

Smiley CD Husky

Spojrzałam się w stronę drzwi. Wiedziałam na pewno, byłam w stu procentach pewna, że to nie ten mężczyzna. Był to ktoś inny. Jego styl chodzenia był inny od tamtego mężczyzny. Drzwi się otworzyły, a w nich stanął jakiś mężczyzna.
- Więc to ty jesteś tą dziewczyną, która tak bardzo rozzłościła Lucas'a - wziął krzesło i usiadł przede mną. - Jestem kolegą, znajomym, pośrednikiem,... - nie wiedział chyba jak ująć ich znajomość. - ... mniejsza o to. Nazywam się Mischa - uśmiechnął się do mnie.
- Smiley - odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- To twoje imię, którego używasz w cyrku. Jakie jest twoje prawdziwe imię? Znasz swoje imię co nie? - spojrzał się, a ja spojrzałam się na niego.
- A-Akane - zawahałam się przez moment, ale przecież nie miałam nic do stracenia.
- Jakie piękne imię. To japońskie imię co nie? - przytaknęłam głową na znak, że ma rację. - Twoje imię oznacza lśniącą czerwień jak się nie mylę... - zamyślił się, a ja nie wiedziałam co mam za bardzo o nim sądzić.
- Masz rację - odpowiedziałam cicho.
Przyglądałam się uważnie chłopakowi. Wyglądał młodziej, może dwa lub rok starszy ode mnie. Po oczach mogłam zobaczyć, że on jest całkowicie inny niż tamten mężczyzna. Jednak nie mogłam od tak o nim myśleć. Każdy może założyć maskę na swoją twarz, aby prawdziwą zakryć.
- Wybacz, chciałbym ci w jakiś sposób pomóc, ale nie chcę narażać swoich bliskich - jego twarz posmutniała. Głowę opuścił, a jego blond włosy opadły. Były takiej samej długości co włosy Vogel'a.
Wyciągnęłam swoją dłoń i pogłaskałam go po głowie.
- Nie martw się mną. Ja się przyzwyczaiłam już do takiego bólu więc nic mi nie będzie - odsunęłam swoją dłoń i uśmiechnęłam się w jego stronę.
- Wiesz u Lucas jest jakaś kobieta, więc kazał mi się schować tutaj. Przez przypadek usłyszałem jak ładnie śpiewasz, czy mogłabyś zaśpiewać jeszcze raz? - przytaknęłam głową na znak, iż się zgadzam. Trochę ciszej zaczęłam śpiewać tym samym rozmyślając o kobiecie, która przyszła. Albo przyszła w interesach lub przyszła po swój towar. Moje myślenie przerwał Mischa, który narzucił na mnie swoją bluzę. Przerwałam śpiewać. Spojrzałam się zaskoczona na jego twarz.
- Jest zimno tutaj, a twoje ubrania są całkowicie poniszczone - nie wiedziałam w tej chwili co mam zrobić.
- Dziękuję... - wyszeptałam, a on pogłaskał mnie po głowie. Chłopak wyszedł, żegnając się ze mną jak tylko usłyszał dźwięk odpalonego silnika auta. Jego uśmiech był taki ciepły.
Kilka minut później.
Głośne, chaotyczne dźwięki wydawane przez osobę z góry zaczęły zbliżać się w moją stronę. Zupełnie tak jakby stado zwierząt zmierzało w moją stronę, aby mnie staranować. Z uśmiechem na twarzy przyszedł Lucas. Bo tak chyba miał imię. Przynajmniej wywnioskowałam je z rozmowy z tamtym chłopakiem.
- Wybacz mi spóźnienie. Zapewne stęskniłaś się za mną? - chwycił mnie za podbródek tak, aby moja twarz patrzała wprost na niego. - A co to za bluza? - chwycił za nią, a ja zatrzymałam go przed wzięciem jej. - Zapewne Mischa ci ją dał - przyjrzał się dokładnie. - Niech będzie. Skoro to od niego to zatrzymaj jednak zdejmij, aby podczas dawania kary nie ubrudziła się czy też rozdarła - nie rozumiałam kompletnie tego mężczyzny.

<Husky?>
Lydia Land of Grafic *header*