17 paź 2018

Smiley - #2 Event Grupa I

Zgromadziłam wszystkich w jednym namiocie co jak co, ale przecież wszystkim się to nie przytrafiło. Vogel jakoś nie miał ochoty, aby współpracować, ale no cóż. Mówi się trudno. Wreszcie nie będę kogoś zmuszać do czegoś. Spojrzałam się na wszystkich do okoła. Zaczęłam przemowę, a w kącie zobaczyłam jak ktoś niepewnie wyciąga rękę. Była to Rose. Może nie znałam jej za bardzo, ale wiedziałam, że mogę na nią liczyć jak i na inne osoby zgromadzone tutaj. Wysłuchałam jej i postanowiłam, że zrobimy tak jak ona uważa. Ona wraz z Jaskrem i Ace'm mieli udać się do biblioteki. Ona wyszła, a gdy dołączyła tamta dwójka ruszyli w stronę biblioteki.
- Vogel ty przeczytałeś o wszystkich informacje co nie? - zapytałam się po cichu, gdy wszyscy zaczęli pomiędzy sobą szeptać.
- Tak - odpowiedział, a ja przytuliłam się do niego.
- Pomożesz mi utworzyć grupy, co nie? Wreszcie teraz ty zastępujesz Pik'a jakby nie było - uśmiechnęłam się do niego wesoło. On wziął głęboki oddech.
- Dobrze, niech ci już będzie - zobaczyłam na jego twarzy delikatny uśmiech. - Cicho! - uniósł swój głos co spowodowało, że wszyscy zwrócili się wzrokiem w jego stronę. - Kto jest chętny do zbierania informacji? - zapytał się, a osiem osób plus ja zgłosiliśmy się jako ochotnicy. - Was podzielę w grupę, natomiast reszta zostanie ze mną w cyrku i będziemy pilnować naszych przełożonych - wszyscy się zgodzili z nim.
- Anubis, Smiley i Lennie wy będziecie w jednej grupie. Druga grupa Joker Queen, Cal oraz River. Trzecią grupę będzie tworzyć Jaskier, Rose i Ace. Natomiast w czwartej grupie będzie Vivi, Pullsatilla i ty Shu⭐zo. Reszta zostanie ze mną - każdy podszedł do osoby ze swojej grupy. - Vogel dziękuję ci - uśmiechnęłam się w jego stronę. - Blue - podeszłam do swojej małej "siostrzyczki". Mocno ją przytuliłam. - Vogel się tobą zaopiekuje, więc nie bój się o nic. Jak nie będziesz mogła zasnąć to Yuki i Bisca ci pomogą w tym - pocałowałam ją w czoło.
Osoby, które nie zostały przydzielone do żadnej grupy wyszły z namiotu, a ja pozostałam z ochotnikami. Każdy spoglądał się na siebie. Było to trudne dla każdego z nas, ale no cóż.
- Wiecie, do pomocy przyszli znajomi Pik'a i całej reszty, którzy i tak mieli do nas dołączyć. Powinni za chwilę przyjść - teraz to byłam trochę podenerwowana. Co jak co, ale nie znałam za dobrze prawie nikogo z osób będących w naszym gronie.
- Hej - usłyszałam nieznajomy mi głos. Gdy się odwróciłam zobaczyłam nowe osoby, które miały do nas dołączyć. - Przyszliśmy was pomóc - uśmiechnął się blondyn. - Pozwól, że każdy z nas sobie wybierze do jakiej grupy dołączy - nie miałam szansy, aby cokolwiek powiedzieć.
- Ja chcę do tej różowej lalki - zawisła na mnie nagle dziewczyna, a chłopak będący koło niej spojrzał się na mnie gniewnie.
- Czyli będziecie z nami w grupie - powiedział chłopak o różowych oczach. Był dużo wyższy ode mnie i wyglądał obecnie na bardziej pewnego siebie niż ja.
- Jestem Lennie - przedstawił się rudowłosy chłopak.
- S-Smiley - odpowiedziałam krótko. Będąc miażdżona przez dziewczynę nie miałam za bardzo sił, aby cokolwiek powiedzieć. Mogłam to przyznać szczerze, że dziewczyna miała dużo siły. Sama nie wiem ile to już czasu minęło, ale chyba dość sporo skoro Rose i tamta dwójka już wrócili.
- Znaleźliście już coś? - zapytałam, zwracając wzrok na nią.

<ktoś?> 

15 paź 2018

Rose - #1 Rozpoczęcie eventu

Byłam wkurzona na trupę cyrkową, gdyż dowiedziałam się, jako jedna z ostatnich osób o "przeprowadzce". Mieliśmy pojechać do Avalonu. Z tego co mi wiadomo, ta miejscowość słynęła z legendy o królu Arturze i Merlinie. W ostatniej chwili wparowałam do swojego namiotu i wyjęłam walizkę spod łóżka. Znajdowały się w niej kolejne trzy torby i zaczęłam się pakować. Wkładałam w tempie ekspresowym wszystkie ubrania, dodatki i przedmioty, tam gdzie było najwięcej miejsca. Składałam ciuchy tak, aby nie były zbytnio pogniecione. Starałam się w miarę to wszystko uporządkować. Przeszłam z kilka razy po "pokoju", sprawdzając wszystkie zakamarki. W końcu muszę mieć pewność, że niczego nie pominęłam. Zabrałam swój bagaż i pociągnęłam go ze sobą, okrążając jeszcze teren cyrku. Obserwowałam, jak się inni męczyli, wkładaniem najczęściej odzienia w zapchane walizki, bądź torby. Powędrowałam do wyjścia z ogromnego namiotu. Na miejscu czekało już kilka osób. Niektórzy byli zawzięci pogawędką, kiedy pewna grupka ludzi stała z boku, patrząc się w stronę zwijanego namiotu. To były nasze ostatnie chwile w tym uroczym miasteczku.
Nie minęła godzina, kiedy każdy siedział w autokarze. Na szczęście, pojazd był tak wielki, że znalazło się kilka pustych miejsc. Dochodziła dziesiąta w nocy, a za nami jeszcze kilka dobrych godzin drogi. Nie mogłam obserwować widoków za oknem, ponieważ było bardzo ciemno. Jedynym źródłem światła, były latarenki postawione przy ulicy. Nie działo się nic interesującego. Część osób poszła już spać lub ktoś był zajęty szeptaniem do towarzysza, siedzącego obok. Oparłam głowę o szybę, zamykając oczy ze zmęczenia. Jeszcze się usadowiłam wygodnie, by potem nie bolały mnie plecy.
Obudziłam się dopiero, gdy usłyszałam, wychodzących z autokaru, ludzi. Zerwałam się na nogi, czekając na swoją kolej do wyjścia na zewnątrz. Nie wyspałam się, gdyż po jakimś czasie, siedzenia stały się niewygodne, pozycja w której spało mi się najlepiej, zaczęła mi przeszkadzać. Zabierałam swój bagaż, będąc ledwo przytomną. Pik wygłosił jakieś krótkie przemówienie, ale go nie słuchałam. Rozdał każdemu jakąś robotę do zrobienia, a jeśli się skończymy wcześniej, mamy wolne do wieczoru. Nie byłam głodna, więc zamiast marnować czas na jedzenie, zajęłam się swoją pracą. Zostałam przydzielona do noszenia pudeł, żeby utrudnić mi zadanie, każde pudełko należało zanieść do innej osoby. Kiedy dotarłam na miejsce, przeraziłam się ilością, tego wszystkiego. Zastanawiałam się, czy w ogóle dam radę fizycznie i nie padnę na ziemię ze zmęczenia.
Gdy się z tym uporałam, większość została, ponownie, rozłożona, w tym namioty pracowników. Nie zwracając uwagi na innych, pobiegłam w stronę mojego łóżka. Nie obchodziło mnie to, że inni potrzebowali pomocy. Byłam tak wykończona, że ledwo stawiałam kroki. Na szczęście, wszystkie bagaże zostały przeniesione do naszych namiocików, więc nie martwiłam się, oto czy nie zgubiłam swojego bagażu. W tym momencie liczył się tylko sen. Nie dbałam o godzinę, gdyż zbliżała się pora obiadowa. Skoczyłam na łóżko, zakrywając się kocem. Przyszedł czas na drzemkę. W tle było jeszcze można usłyszeć kroki i rozmowy pracujących. były na tyle głośne, że zanim zasnęłam, musiałam odczekać, kiedy trochę ucichnie...
Wstałam, orientując się, że jest późna pora. Nastąpiła ciemność. Ledwo co widziałam swoje stopy. Znalazłam gdzieś swoje buty i wyszłam na zewnątrz. W sumie przydałby mi się krótki spacer i poznanie okolic. Weszłam w głąb lasu, patrząc na bezchmurne niebo. Las, jak to las, niewiele się różnił od tamtego w poprzednim miasteczku. Jest, oczywiście, typowa dróżka prowadząca do centrum. Przy niej ktoś postawił drewniany drogowskaz, lecz nie zdołałam przeczytać napisu. Gwiazdy, wyglądały jak srebrny brokat rozsypany na czarnej kartce. Niesamowite zjawisko! Chciałam mieć lepszy widok, więc wdrapałam się na drzewo. Ze względu na nie najlepszą kondycję, kilka razy zdarzyło mi się, prawie spaść na twardą glebę. Zostałam wzbogacona o kilka zadrapań na ramieniu oraz sweter został naciągnięty w kilku miejscach. Siedząc na bardzo grubej gałęzi, poprawiłam fryzurę, zaplatając od nowa warkocz. Oparłam plecy o pień i powróciłam do obserwowania nieba. Nagle zawiał bardzo zimny wiatr, zaczęłam się trząść, a gdy miałam zejść na ziemię, pojawiła się mgła, tak gęsta, że tym razem mogę spaść. W pewnej sekundzie opadła na dół.
-Co jest?- zapytałam siebie, kiedy "para", okrążyła cyrk i rozpływała się w powietrzu. Z tego co mi, było wiadomo miała nienaturalną barwę. Tym bardziej, iż trzymała się podłoża i została przez dłuższy czas okrążając teren największego namiotu. Nie miałam pojęcia, co mogę zrobić. Powoli zeszłam, starając mieć cały czas na oku tą dziwną anomalię. Stawiałam powoli kroki w kierunku cyrku. Bałam się, że może coś się stać. Kilka dni przed wyjazdem, nie miałam co robić, więc zabrałam się za wróżenie. Zapamiętałam jedynie, że w niedalekiej przyszłości czeka nas niezapomniana przygoda, wszystko było zbyt ogólne. Żadnych szczegółów, czy konkretnych elementów. Miałam obawy, że wróżba dotyczyła właśnie zmiany otoczenia. Dość! Przeniosłam się do mojego "pomieszczenia" i usiadłam na krześle. Co ja będę się przejmowała jakimiś zwidami, wymyślając kolejne. Przebrałam się w piżamę, a dlatego, że jestem wyspana, zajęłam się rozpakowywaniem toreb. Teraz od nowa, trzeba uporządkować wszystko na miejsce, sprawdzając czy nic się nie zgubiło. Nienawidziłam siebie za to, że zawsze muszę sprawdzić z kilka razy, czy na pewno coś wzięłam. Jeśli tego nie zrobię, potem zastanawiam się czy czegoś nie zapomniałam. Po skończeniu, jakże tej nudnej i żmudnej czynności, zaczęło się rozjaśniać. Ludzie powoli się budzili. W końcu trzeba jeszcze przygotować niektóre rzeczy na występ za kilka dni. Tym bardziej, że występujemy tu pierwszy raz i powinno się zrobić, jak najlepsze wrażenie.
Idąc w stronę bufetu, zauważyłam, jak niektórzy się dziwnie zachowują. Są bardziej agresywni. Ktoś niechcący wpadł na kogoś i zrobiła się z tego wielka awantura. Od kiedy należę do tej trupy, nigdy takie coś nie wydarzyło. Zignorowałam to, unikając innych. Coraz ktoś wrzeszczał. Pobiegłam na stołówkę. O co im chodzi? Zabrałam tackę z talerzem, ze stołu, wkładając na naczynie, wszystko co było pod ręką. Zajęłam miejsce, jak najbliżej wyjścia. Jadłam powoli, wpatrując się w otoczenie. Każdy na pozór się zachowywał normalnie. Może to była wina złego humoru? Spojrzałam się na talerz z jedzeniem i zaczęłam przewracać kawałki parówki z jednego końca na drugi. Po drodze robiąc różne zawijasy. Zastanawiałam się czy na serio nie mam lepszych rzeczy do roboty. Odniosłam brudny talerz na miejsce. Jeszcze nalałam do szklanki trochę soku pomarańczowego. Przystanęłam z boku, opierając się o ścianę. Zamknęłam oczy, delektując się smakiem. Uwielbiam ten smak!
Nagle, większość osób w namiocie, wstało i jak zahipnotyzowani, szli w stronę wyjścia. Ze zdziwienia wyplułam do kubka ciecz. Co tu się wyprawia!? Stanęłam przed Pikiem.
-Co się dzieje?- spytałam, patrząc się w jego oczy. Wyglądały nienaturalnie. Jakby zostało wyssane z nich życie. Złapał mnie za ramiona i rzucił mną, gdzieś w kąt. Przez siłę uderzenia w twardą, ubitą ziemię. Przez moje plecy i prawe ramię przeszła fala bólu. Pozostali, których nie opętało, patrzyli się na mnie, jak zginam się przez te koszmarne uczucie. Też nie wiedzą, co się tu wydarzyło. Po chwili, kiedy ból się stopniowo osłabiał, wstałam, poprawiając sweter. Patrzyłam się na innych. Może oni będą wiedzieć co mamy zrobić w tej sytuacji. Tego tak zostawić nie można. Mogą stanowić zagrożenie dla siebie i dla innych. Z czego, jak już się doskonale o tym przekonałam... Jako jedna z pierwszych zabrałam głos.
-Trzeba coś z nimi zrobić. To nie jest normalne!- krzyknęłam. Byłam wkurzona. Gdyby nie ta podróż, do czegoś takiego, by nie doszło. Tym bardziej, że ludzi nam opętało. Wyszłam, udając się do pielęgniarza. Potrzebuję jakiejś maści. Nie chcę, by plecy zmieniły kolor na fioletowy, niczym moje fioletowe włosy. Lubię ten kolor, lecz bez przesady.
Wychodząc z pojemnikiem, wymarzonego leku na siniaki. Na terenie naszego cyrku zostali tylko ci "normalni". Powoli wchodzili do sali, gdzie najczęściej, Pik tam urządzał ważne spotkania, dotyczące naszych losów. Domyśliłam się, że teraz jest podobnie. Jeszcze szybko się przeniosłam do mojego namiotu, by zostawić ten krem i ponownie używając teleportacji, znalazłam się na miejscu. Zajęłam siedzenie w pierwszym rzędzie. Naradą kierowała, Smiley. Stała na środku, obserwując wchodzących ludzi do sali. Wyglądała na bardzo pewną siebie. Gdy się wszyscy pojawili, zabrała głos. Nawet nie musiała uciszać. Nikt nie miał ochoty na pogaduszki.
-Jak pewnie, zauważyliście, część cyrkowców została opętana. Dodatkowo, wszystkie te osoby, wczoraj miały tutaj zebranie, więc musiało się coś wydarzyć...- powiedziała dziewczyna, spoglądając na nas, czasami kierując wzrok w inną stronę. Zastanawiałam się czy powiedzieć o tej mgle z nocy... Niby to było trochę nietypowe, ale to mogło być tylko zwykłe zjawisko pogodowe. Zaczęłam obgryzać wargę, poprawiając się na krześle. Trochę się z tym cykałam. Obawiałam się, że wszystkich naprowadzę na zły trop i reszty nie da się uratować, lecz jak nic nie powiem też może być źle. Wszystko na jedno wychodzi. Podniosłam niepewnie rękę. Cóż... Jak to się mawia: Raz się żyje!
-W nocy widziałam dziwną mgłę, która zmierzała w stronę cyrku- stwierdziłam fakt. Wtedy wydawało mi się podejrzane. Może i słusznie? Aby pomóc opętanym, potrzebne są nam informacje. Właśnie! Można pójść do biblioteki i tam poszukać w książkach więcej na ten temat!
-Może pójdę razem jeszcze z kilkoma osobami do biblioteki. Tam w książkach powinno być coś na ten temat!- krzyknęłam, będąc dumna z mojego pomysłu. Zapomniałam, że każdy na sali był cicho i taki krzyk przykuł uwagę wszystkich obecnych na sali. Skuliłam się lekko ze wstydu. Mogłam się trochę pohamować.
-W sumie to dobry pomysł. Skoro ty coś widziałaś, powinnaś się tam udać - jasnowłosa przerwała na chwilę, jakby chciała się nad czymś zastanowić- Jaskier z Ace'em ci pomogą.- Nie wiedziałam do końca, kim są, więc się rozejrzałam po sali, spoglądając na twarze osób. Nie przyniosło to rezultatów, a jednak chciałam iść teraz do tej biblioteki. Wstałam i wyszłam z narady. Poczekałam chwilę, przed namiotem na resztę. Po kilku minutach wyszli dwaj mężczyźni.
-To teraz pójdziemy poszukać w książkach więcej na temat tej mgły- rzekłam, idąc w stronę miasta. Nawet się nie obejrzałam czy podążają za mną. Nie chciałam tego przekładać na inny dzień. Im szybciej, tym lepiej.

<ktoś z mojej grupy?> ^^

13 paź 2018

Event czas rozpocząć!

Tak jak tytuł posta wam mówi, czas najwyższy, aby rozpocząć nasz długo wyczekiwany event! 


Temat: Avalon, magia, trochę historii (ale tylko odrobinę, więc nie będzie źle, spokojnie xD) do tego odrobina wiedzy o baśniach i legendach się przyda (wiecie król Artur, Merlin i takie właśnie te sprawy)
Opis: Tuż po zakończeniu przedstawienia, każdy posprzątał swoje rzeczy i udał się do namiotu swojego lub gdzie kolwiek indziej, aby coś zjeść. Wszystkie główne postacie z cyrku Pik, Dague, Diane, Light, Black, Night, Gatta, Donnie, Layli, Sad, Funny, Liray oraz Red zebrali się w namiocie u Pik'a, aby obmówić jeszcze kilka rzeczy. Po tym spotkaniu, każdy udał się do swojego namiotu. Gęsta mgła zebrała się wokół cyrku. Na następny dzień, gdy każdy wstał, coś się stało! Było to coś, czego nikt nie mógł wytłumaczyć. Każdy przerażony zastanawiał się co się stało z Pik'em oraz resztą. Oni nie byli sobą. Nad każdym z nich istoty z legendy i baśń o Avalonie przejęli nad nimi kontrolę.
Każdy zaczął szukać rozwiązania. Ktoś znalazł w starej bibliotece starą księgę w której było napisane, że aby ktoś powrócił do dawnego siebie, trzeba zebrać części Excaliburu. W książce również była mapa z tym gdzie ów części można znaleźć. 

Dodatkowe informacje:  
- PIERWSZĄ OSOBĄ KTÓRA ZACZNIE EVENT JEST ROSE!
- kto z kim jest w grupie znajdziecie poniżej 
- opisać rolę, charakter oraz moc o ile posiadają NPC przydzielone do waszej grupy
- opisanie charakteru (krótko) osoby z obecnych NPC 
- obecnie będą tylko dodawane opowiadania z eventu i żadne inne 
- oraz ostatnia ważna rzecz, to pamiętajcie, abyście się dobrze bawili!

GRUPA I
Anubis
Smiley
Lennie
NPC do pomocy: 
Ai i Aika | Ai 20 lat, Aika 19 lat | Rola:  nieznana, musicie sami jej wybrać | Charakter? | Moc:?


GRUPA II
Joker Queen-Madam Shyarly
Cal
River
NPC do pomocy: 
Pi | 28 lat | Rola:  nieznana, musicie sami jej wybrać | Charakter: ? | Moc:?

GRUPA III
Jaskier
Rose
Ace
NPC do pomocy: 
  Fin | 24lata | Rola: możecie sami ją wybrać, jednak, aby wszyscy się zgodzili | 
Charakter: ? |  Moc: ?


GRUPA IV
Vivi
Pullsatilla
Shu⭐zo
NPC do pomocy:
Mariposa | 26 lat | Rola: nieznana, musicie sami jej wybrać | Charakter: ? | Moc: ?

Druga część eventu:
Część dla osób lubiących rysować. A otóż waszym zadaniem będzie narysować coś na jeden z wybranych tematów: 
- narysowanie bestii, potwora, kogoś magicznego o której mówią mieszkańcy
- przedstawienie świata Avalonu w magiczny sposób 
- narysowanie magicznej krainy w której byście zamieszkali wy/lub wasi przyjaciele 

11 paź 2018

Vivi CD Cal & Rose

Jedynie sapnąłem cicho. Cóż za niefortunny przypadek ,że też musimy mieć świadka. Odwróciłem głowę słysząc zbliżające się kroki. Moment później do namiotu wpadła moja zbłakana duszyczka. Gdy już miała się rzucić na młodego panicza pstryknąłem palcami a ciało kobiety zaczeło się topić się i przemieniać w oleistą czarną maź.
- Jednak zmieniłem zdanie... Jak narazie nie potrzebuję jego duszy. - Znudzony obserwowałem jak resztki brei są wchłaniane w podłoże nie pozostawiając po sobie ani śladu.
Strzepałem niewidzialny pyłek z ramienia po czym mój wzrok powędrował do dziewczyny. Teraz w jej oczach oprócz złości widać było również zdziwienie. Pojawiłem się przy niej wręcz wkładając jej bukiet kwiatów.
- Proszę nam wybaczyć panienko. Niefortunnie się złożyło iż ksią... Cal akurat ukrył się w namiocie szanownej damy. - Wręczyłem jej bukiet. - Już nas nie ma.
Podniosłem chłopaczka i uśmiechając się zabrałem go do jego namiotu i posadziłem na łóżku. W momencie gdy się wyprostowałem koło mojego ucha przeleciała poduszka ciśnięta we mnie przez tego małolata. Zrobiłem krok na bok zerkając na niego zirytowany. 
- Uspokój się lepiej - Prychnąłem. - Arystokracie nie wypada się tak zachowywać. Tak apropos powinieneś się umyć i przebrać... Oh no nie patrz się tak na mnie tylko mówie jak jest ubranko ci się popsuje jak się go nie umyje~
Uśmiechając się usiadłem na jakiejś skrzyni.
- Wyjdziesz? - Zapytał zirytowany.
- Co? Ah no tak - Podniosłem się ukłoniłem i chcąc nie chcąc opuściłem namiot książątka. 
Zatrzymując się w bardziej ustronnym miejscu rozejrzałem się i zamyślony usiadłem na jakimś kamieniu. Przydałoby się bardziej wmieszać w tłum... Otworzyłem jedno oko i klasnąłem w dłonie. Tak no to teraz wystarczy załatwić sobie coś do ubrania. Godzinkę później zaglądnąłem do namiotu Tybieriaszka na powitanie dostając butem w twarz. 
- Co za skrajny brak ogłady... -Wymamrotałem cicho mimo tego starając się zachować uśmiech na twarzy. 
Podniosłem bucik.
- Jak widzę masz problem z ubraniem się Tyberiaszu. 
Cal rzucił mi mordercze spojrzenie. 
- Ja tylko stwierdzam fakt.
Oddałem mu bucik.
- Aż ci z litości pomogę - Dzieciak oczywiście bronił się rękami i nogami ,ale koniec z końców to ja zapiąłem mu koszule i zawiązałem wstążkę pod szyją. - I co było aż tak źle? Ah wogóle co sądzisz o moich nowiutkich ubrankach. Płaszczyk kamizelka koszula. Chyba już wyglądam jak człowiek.
W odpowiedzi dostałem jedynie niezadowolone mruknięcię. 
- Swoją drogą przyniosłem ci coś co powinno twój chumor poprawić~ - Pstryknąłem palcami i w ręce trzymałem talerzyk z czekoladowym fondantem i podałem go Cal'owi.
Chłopak się delikatnie skrzywił mimo tego będąc widocznie zaintrygowany czekoladowym deserem. 
- Oh nikt ci nie każe tego jeść. Tak poprostu uznałem ,że może byś wolał coś zjeść~

<Cal? Rose?>

Joker Queen-Madam Shyarly DO Rivus

Rava szukała swojej kotki już od dobrych paru godzin. Ona nigdy nie uciekała. Wręcz przeciwnie wiecznie była przy swojej pani. Nawet jak drzwiczki od przyczepy były otwarte, to tylko wygrzewała się na słońcu, blisko, aby przyjaciółka ja widziała. Teraz jej nie ma. Rava szukała jej wszędzie, zaglądała tam, gdzie się dało. Wolała ją, próbowała wszystkiego, ale to na nic. Gdy szła przed siebie, rozglądając się na boki za nią, wpadła na kogoś. Poderwała głowę do góry, a tam był Rivus. Znała każdego z widzenia, ale rzadko kiedy z nimi rozmawiała. Już miała go wyminąć, kiedy zobaczyła, iż ma rękach Wey. Nagle pojawił się uśmiech, a kotka widząc ja, aż prawie spadła z rąk chłopaka. Uśmiechnęła się i ja wzięła, po czym przytuliła nie za mocno do siebie.
- Dziękuję Rivus, że ja znalazłeś. - powiedziała. Obdarowała chłopaka, dużym uśmiechem i zaczęła głaskać i dalej tulić swoją kicię. Była przed szczęśliwa, iż ja odnalazła. Nawet Way łasiła się do chłopaka, aby ten ja pogłaskał.

Dziewczyna pociągnęła chłopaka, za rękę do miejsca, gdzie mogli w spokoju bez gapiów posiedzieć. Było takie tuż na polanie, za namiotami. Mało osób tutaj przychodziło, bo przeważnie nie mieli, kiedy ich odkryć. Usiadła, po czym pociągnęła kolegę i gdy on także został nieco zmuszony. Puściła kotkę, ta wesoło sobie biegła i łasiła się, aby ją pogłaskać.

<Rivus?>

Joker Queen-Madam Shyarly DO Akuma

Leżała sobie i czytała książkę w swojej przyczepie. Miała zasłonięte okna, gdyż nie lubi, ciekawskich oczu. Mogła zmyć makijaż i pobyć wśród swoich dwóch towarzyszy. Wciągnęła się tak w lekturę, iż nie słyszała nic innego. Dopiero w pewnym momencie usłyszała donośny huk. Prawie z łóżka, aż spadła. Podniosła się, sięgnęła po bluzę, założyła ja i od razu zarzuciła kaptur na głowę. Nie chciała, aby ktoś zobaczył jej twarz. Nie teraz. Wyszła z przyczepy i zamknęła za sobą drzwi. Po czym ruszyła zobaczyć, skąd dobiegają te dźwięki. Stała się niewidzialna, a przynajmniej zlała się z tłem jak kameleon i podeszła bliżej. Stanęła nieco bliżej, aby móc popatrzeć. Mogła usłyszeć szepty, iż Akuma, znowu znalazł jakiś nowy trik, bądź też pewnie coś rozwalił..
Dziewczyna mimo tych szeptów podeszła bliżej, była zaciekawiona, co zrobił. Ludzi wokoło było zbyt wiele, aby mogła podejść bliżej i zobaczyć co się wydarzyło.
Po chyba jakieś godzinie tłum się zmniejszał, więc Joker Queen mogła się zbliżyć i zobaczyć co się dzieje. Gdy się zbliżyła, było już po sprawie. Jedynie unosił się dym, który ja odsłonił. Naciągnęła nieco kaptur i zobaczyła wysokiego chłopaka, który miał ręce całe w bandażach.
Zauważył ją, ale zajął się swoim zajęciem. Usiadła nieopodal, patrzyła jak, bawił się ogniem i dymem. Ciekawiło ją to, co robi.

Po jakimś czasie ponownie się oparzył. Dziewczyna wstała i sięgnęła po apteczkę, która miał, aby mu pomóc.
- Usiądź. - powiedziała. Jej głos był stanowczy i ostry. Wyjęła sprej, aby spryskać ranę. Zdjęła powoli resztę bandaży, aby je wymienić. Na resztę ran nałożyła maść i zajęła się spryskanym miejscem. Wzięła bandaż i zaczęła zawijać jego rękę. Gdy maść się wchłonęła, zajęła się jego dłońmi, aby zabandażować jego ręce. Dopiero gdy skończyła i podniosła głowę, spostrzegłam, że nie ma kaptura. Sięgnęła, aby go naciągnąć na głowę i warknęła zła na chłopaka.
- Nie rób tak.
- Czemu nie? - spytał.
Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć na to. Więc zrobiła krok w tył, ale i tak usłyszała jego głos.

<Akuma?>

9 paź 2018

Joker Queen-Madam Shyarly DO Smiley

Yoyo biegł przed siebie jak dziki. Maluch chciał, aby Way się z nim bawiła, ale ona nie miała ochoty. Madam Shyarly szła tuż za swoimi towarzyszami i patrzyła na nich. W dłoniach miała karty, którymi się bawiła. Szukała to też próbowała znaleźć nowe sztuczki tudzież triki. Przechadzała się po terenie cyrku w miejscach, gdzie było mało osób. Nie potrzeba, jej więcej towarzystwa. Way w pewnym momencie stanęła. Madam Shyarly spojrzała w kierunku, w którym kotka patrzyła. Ujrzała tam dziewczynkę, która właśnie robiła różne akrobacje na koniu. Jej włosy falowały jak różowe kwiaty. Wyglądało to naprawdę zachwycająco, aż zapierało dech w piersiach. Shyarly schowała karty i podeszła do kotki, aby ją podnieść do góry. Yoyo pobiegł do niej i patrzył, co robi. Papugował po niej, ale jednocześnie czuł zafascynowanie.
Gdy dziewczyna skończyła. Zauważyła wtem ja, jak i jej towarzyszy. Yoyo bardzo chętnie ją chciał poznać, jednak Way już niezbyt. Madam, siadła tuż nieopodal i głaskała kotkę. Obserwowała też uważnie tamtą, dwójkę co robią.
Way mruczała, prosząc o uwagę. Pojawił się na twarzy dziewczyny znikomy uśmiech, a tuż po tym zajęła się kotem. Głaskania, ja i drapała, miziała ja. Nawet nie zauważyła, kiedy dziewczynka do niej podeszła. Dopiero wówczas, starała się pozostać spokojna, co nieco ja wystraszyło.
- Nie strasz. Pewnego dnia, ktoś cię wystraszy tak, że padniesz. - powiedziała. Jej głos był taki szorstki, ale jednak nie zniechęciło to damy.
- Smiley, a ty? - spytała.
- Madam Shyarly albo Joker Queen. Wybierz sobie. - mruknęła trochę ciszej.

<Smiley?>

Vogel CD Smiley

- Jesteś głodny? -usłyszałem to pytanie, które kierowała do mnie, choć tak naprawdę nawet na mnie nie spojrzała.
Zwróciłem się w kierunku jej zwierzaków, gdyż wyglądały, jakby również czekały na moją odpowiedź. Skinąłem krótko głową, mówiąc przy tym krótkie "Tak". W tym samym momencie dziewczyna spojrzała na mnie, uśmiechając się przy tym delikatnie, a ja od razu ten uśmiech odwzajemniłem. Kiedy ruszyliśmy przed siebie, zacząłem się zastanawiać, dlaczego czuję się przy niej tak jakoś dziwnie, jakoś inaczej, niż przy pozostałych. Podobnie odczucie miałem względem Pik'a, a kiedy mu raz o tym powiedziałem, ten stwierdził, że to pewnie przez to, że znaliśmy się wcześniej. Wszystko niby układało się w całość, jednakże nadal odczuwałem pustkę. Powiedział, że czuję to coś przy osobach, które już znałem, lecz kiedy na nich patrzę, tylko jedno mam w głowie -Nie znam ich -jakie mam więc podstawy, aby temu wierzyć? Może żadne, lecz jest to dziwne. Od tych myśli odciągnęło mnie ciche skomlenie suczki stojącej obok mnie. Dopiero wtedy spostrzegłem, że od Smiley dzielą mnie dobre dwa metry.
- Wszystko w porządku? -usłyszałem jej głos, na który ponownie skinąłem głową.
- T-tak... -odpowiedziałem dosyć niepewnie, po czym podchodząc do niej, dodałem -Po prostu się zamyśliłem... przepraszam -spojrzałem jej w oczy, na co ona odwróciła głowę.
Ruszyliśmy w dalszą drogę, w kierunku namiotu z jedzeniem. Wtedy też sobie przypomniałem, że jest już godzina, w której zapewne nie będzie zbytnio z czego wybierać.
- Jesteś tego pewna, że chcesz iść do bufetu? -zapytałem, spoglądając na nią ukradkiem.
- Tak, dlaczego pytasz? -zdziwiła się trochę, nic dziwnego.
- Bo jak byłem tam jakieś trzy godziny temu, to nie było zbytnio czego wziąć -odpowiedziałem, zaczynając się przy tym martwić. Myśląc o jedzeniu, robiłem się głodniejszy, chociaż, że miałem jakiś tam mały posiłek, przed spotkaniem się z dziewczyną.
Na moje słowa Smiley odpowiedziała lekko stłumionym przez dłoń, śmiechem. Odwróciłem głowę w jej kierunku i dostrzegłem, jak ociera niewidzialną łezkę z kącika swojego oka.
- Przepraszam, ale to, co powiedziałeś, jest dosyć zabawne.
- Dlaczego -zdziwiłem się, marszcząc przy tym brwi.
- Ponieważ powiedziałeś, że było tak jakieś trzy godziny temu -odpowiedziała, nadal próbując się nie roześmiać - a przecież teraz jest czas na kolację -spojrzała na mnie, przez co jej oczy, pomimo tego, że były przysłonięte przez grzywkę, to w świetle lampek delikatnie błyszczały.
Właśnie po jej słowach spojrzałem na swój nadgarstek, na którym przyczepiony był zegarek. Pomimo tego, że jest stary, pokazywał dobrą godzinę, przez co uderzyłem się otwartą dłonią w czoło. Doprawdy, będę musiał sobie zrobić jakąś przerwę, bo jak już zapominam tak oczywistych rzeczy, to jest ze mną naprawdę coś nie tak.
- Myślałem, że jest późniejsza godzina -westchnąłem zrezygnowany, na co niebieskooka złapała mnie za ramię, przez co spojrzałem na nią.
- Nie martw się, każdy mógł się pomylić -uśmiechnęła się pogodnie.
- Nie sądzę - przekręciłem oczami, lecz w tym samym momencie, zacząłem śmiać się ze swojej własnej głupoty.
Po kilku minutach naszej wędrówki, w końcu dotarliśmy do naszego celu, z którego wydobywały się wspaniałe zapachy. Staliśmy kilka metrów od namiotu, ponieważ ilość ludzi wchodzących do środka, była naprawdę zastraszająca. Czyli czas kolacyjny był prawdą. Ponownie uderzyłem się z dłoni w czoło, po czym usłyszałem, jak ktoś się do nas zbliża. Spojrzałem w prawo, tak samo, jak zrobiła to dziewczyna, a wtedy moim oczom ukazali się trzej mężczyźni, których niedawno poznałem.
- O! Black! Popatrz, kto tu jest! -odezwał się jeden w dość kolorowym stroju.
- Czyż nie jest to nasza mała księżniczka? -odezwał się mężczyzna, dosyć podobny do tego pierwszego, przez co można było szybko wywnioskować, że był to Black i Night.
- Witajcie! -powitała tę dwójkę z naprawdę szerokim uśmiechem - Dawno was nie widziałam -dodała, podchodząc do nich nieznacznie.
Zaczęli ze sobą rozmawiać, ja natomiast stałem z boku, co chwila, wyłapując pojedyncze słowa. Obydwoje wyjechali na dwa dni do sąsiedniego miasta w pewnych sprawach, o ile dobrze kojarzę.
- Mam nadzieje, że nie odpuszczałaś sobie w treningach -powiedział niewiele wyższy od Blacka, Night.
- To chyba ja powinnam się o to pytać -zaśmiała się, na co trzecia osoba, która do tego czasu była cicho i tak jak ja stała obok, w końcu się odezwała.
- Nie masz się o co martwić Smiley, nawet gdyby byli połamani, to by ćwiczyli -zrównał się z nimi w linii, przez co w końcu mogłem dostrzec, że był to Dague.
- To prawda! -zaśmiał się Black, klepiąc przy tym pozostałą dwójkę po ramionach -jutrzejszy występ wyjdzie naprawdę wspaniale! Wymyśliliśmy również jeden nowy układ!
- I jeden stary dodaliśmy! -dodał Night -hej, może zjemy coś razem? W końcu wy chyba też idziecie na kolację, prawda? -w tym momencie spojrzał się w moją stronę, przez co dziwnie się poczułem.
Przez to, ponownie się wyłączyłem. Wiedziałem tylko, że Smiley zgodziła się na ich propozycję, po czym dwójka wzięła ją pod ramiona i ruszyła w stronę namiotu, a lisek i suczka pobiegli zaraz za nimi. Zaraz po tym ruszył delikatnie zmęczony ich energią, Dague, który chyba również odpłynął w świat swoich myśli, ponieważ nawet się do mnie nie odzywał. Wchodząc do namiotu, powitało mnie przyjemne ciepło i przyjemny zapach równych potraw. Idąc za "przewodnikami" podszedłem do bufetu, z którego wzrokiem zacząłem wybierać dla siebie rzeczy, które włożę na talerz. Chwytając za tacę z białym talerzykiem, podszedłem do długiego stołu i zacząłem nabierać sobie makaron, do tego jasny sos, plus jakieś małe mięso. Do tego szklanka soku pomarańczowego i mogłem już zacząć jeść. Teraz tylko jeszcze miejsce. W tym momencie zorientowałem się, że zgubiłem swoją grupę. Rozglądając się dookoła, westchnąłem zrezygnowany, po czym zacząłem iść w stronę stolików, mając cichą nadzieję, że jakoś się spotkamy. Idąc slalomem między grupami, z trudem utrzymywałem tacę w swoich rękach, tym bardziej że co chwilę ktoś się o mnie obijał. Będąc już tym zmęczony i lekko podirytowany, stanąłem na chwilę, próbując się uspokoić. Wtedy do moich uszu dobiegł głos Smiley, która mnie wołała. Zwróciłem się w tamtym kierunku, po czym natychmiast tam podszedłem. Usiadłem na wolnym krześle i zacząłem się przysłuchiwać ich rozmową.

<Smiley?>

Vogel CD Rose

Siedząc w stoliku numer siedem, czekałem na kelnera, którego ujrzałem, jak wychodził już zza lady. Widząc, jak w lewej dłoni trzyma srebrzystą tacę z kawą i małą przekąską w postaci kilku ciasteczek, uśmiechnąłem się delikatnie. Za każdym razem, kiedy tak tutaj czekam, to mimowolnie po pojawieniu się w moim zasięgu wzroku kelnera, zawsze czuję coś w rodzaju ekscytacji. Nie wiem, z czego to wynika, lecz wiem, że jest to bardzo dziwne, lecz przyjemne uczucie. Chyba tymi reakcjami objawia się to, że coś bardzo lubimy? Tak mi się wydaje. Wysoki blondyn, podchodząc do mnie, zaczął się szerzej uśmiechać. Znałem go, gdyż zawsze, kiedy tu przychodzę, przez chwilę ze sobą rozmawiamy. Stojąc już przy mnie, odstawił na stolik filiżankę i talerzyk z ciasteczkami, po czym przyciskając tacę do lewego biodra, zagadał.
- Dziś przyszedłeś jakoś dziwnie późno -zaśmiał się, nie zdejmując ze mnie swojego wzroku.
- Coś mnie zatrzymało -odpowiedziałem, spoglądając na niego -Ostatnim czasem jest dużo rzeczy do roboty -westchnąłem ciężko, przypominając sobie pracę papierkową. Niby harowałem mniej od występujących, lecz czasem wydawało mi się, że byłem bardziej zmęczony od nich.
- Och to prawda! W końcu macie niedługo się stąd wynosić, prawda? Szkoda, naprawdę szkoda, tym bardziej że już nie będziemy mogli porozmawiać -ponownie się zaśmiał, patrząc przy tym za siebie, czy czasem go nie wołają.
- Również będzie mi przykro, w końcu robicie naprawdę świetną kawę -rzekłem, łapiąc w końcu za ucho od filiżanki. Nabrałem trochę powietrza wymieszanego ze wspaniałym aromatem kawy w nozdrza, po czym upiłem trochę czarnej cieczy. Naprawdę będzie mi brakowało tego smaku.
- No nic, będę już leciał, bo przyszli inni klienci -powiedział dosyć smutno, przez co spojrzałem w jego stronę -Do zobaczenia -dodał po chwili, po czym odszedł.
Pod nosem odpowiedziałem tym samym i dłużej się nie zastanawiając, wróciłem do sączenia napoju. Pijąc powoli kawę, spoglądałem przez okno na ulicę, która w tym czasie stała się dosyć tłoczna. Obserwowałem ludzi przechodzących z jednej strony na drugą oraz tych, którzy na chwilę stawali w miejscu, by poprawić swoje pakunki lub żeby powitać się z kimś. Wziąłem do drugiej ręki czekoladowe ciastko, które szybko ugryzłem. Pomimo dobrej kawy, przekąski były tu niezbyt dobre.
Po kilku minutach siedzenia spostrzegłem, że wszystkie ciastka znikły z mojego talerzyka, a kawy w filiżance znajdywało się naprawdę niewiele. Zacząłem się zastanawiać, co mógłbym teraz porobić. Może przejdę się po mieście? Lub chociaż wrócę do lasu, bo na pewno jeszcze nie chciałbym wracać do cyrku, mam wrażenie, że ostatnio za dużo się tam dzieje i trochę mnie to drażni. A przynajmniej bardziej niż zwykle. Pokręciłem głową, próbując odgonić od siebie te myśli. Kiedy odkładałem już filiżankę, przez okno spostrzegłem znajomą mi postać. Wychodziła z budynku naprzeciw kawiarenki, przez co szybko zacząłem szukać jakieś nazwy. "Zakład fryzjerski Donelle". Przeczytawszy nazwę budynku, ponownie spojrzałem na nią, dostrzegając w końcu jej zmianę włosów. Wydawały się intensywniejsze niż wcześniej. Zauważyłem również, że patrzy się w moją stronę, lecz kiedy tylko spotkaliśmy się spojrzeniami, ta od razu się odwróciła, tak jakby próbowała mnie zgubić. Nie zastanawiając się, zostawiłem na stoliku pieniądze i wyszedłem z lokalu, rozglądając się przy tym po ulicy. Widząc, że nic nie jedzie, przebiegłem na drugą stronę, a następnie podszedłem do salonu fryzjerskiego. Kiedy jednak nigdzie jej nie dojrzałem, poszedłem w tę samą stronę, w którą zwróciła się, by uciec ode mnie wzrokiem. Tam właśnie dojrzałem mały park z fontanną na środku i ławeczkami wokół niej. Również w tym momencie dostrzegłem Rose. Idąc powoli w jej kierunku, obserwowałem wydobywającą się z fontanny wodę. Wyglądało to naprawdę pięknie.
- Co tu robisz? -usłyszałem po chwili, przez co się ocknąłem. Spojrzałem w prawo.
- Przyszedłem za tobą -odpowiedziałem bez namysłu, patrząc na Rose. Ta prychnęła cicho i podeszła do pobliskiej ławki, na której usiadła. Nałożyła nogę na nogę i zaczęła bawić się jednym ze swoich kosmyków. Wyglądała, jakby nie była zbytnio zadowolona z tej roboty.
- Coś ci przeszkadza? -podszedłem do niej, tym razem patrząc na ten kosmyk.
- Farba nie wyszła tak, jak chciałam -mruknęła, po czym wypuściła włosy -Skąd wiedziałeś, gdzie idę?
- Żartujesz sobie? Przecież cię widziałem, tak jak ty mnie -uniosłem jedną brew, siadając naprzeciw niej -Byłem w kawiarni po drugiej stronie ulicy -dodałem szybko, odwracając przy tym wzrok ponownie na wystrzeliwaną w górę wodę.
- To, czemu przyszedłeś tutaj za mną? -zapytała się, po czym złapała się za barki -Czyżbyś chciał mi coś zrobić?! -pisnęła, przez co po moim ciele przeszedł dziwny dreszcz.
- Co takiego? -odpowiedziałem zdezorientowany -Nic z tych rzeczy! -zacząłem machać rękoma w geście obronnym.
- Więc dlaczego...? -powiedziała podejrzliwie, choć wyczułem nutkę śmiechu.
- Tak po prostu -wzruszyłem ramionami - Nie mam nic do roboty, więc pomyślałem, że przyłączę się do ciebie.
Sam nawet nie wierzyłem do końca, w co powiedziałem. Niby była to prawda, ale powiedziałem to, jak na moje, dosyć dziwnie. Westchnąłem ciężko, garbiąc się przy tym.

<Rose?>

7 paź 2018

Rose CD Cal & Vivi

Po występie trzymałam swoją "budkę" otwartą przez jeszcze jedną godzinę. Tłumy były dzisiaj wyjątkowo wielkie, aż się sama zdziwiłam, czemu moje wróżenie ma tak wielkie powodzenie. Nawet Cal do mnie przyszedł po wróżbę, w co do teraz nie mogę uwierzyć. Dodatkowo on przynosi same problemy, najpierw ma problemy z monetami i kostką. Następnie, znajduję go nago w lesie całego we krwi, a teraz ten dziwny kot.
Zamknęłam stanowisko, udając się prosto do mojego namiotu. Sukienka robiła się z każdą sekundą, coraz bardziej niewygodna, a mała korona uciskała mi głowę. Marzyłam o kąpieli i o tym, by położyć się do łóżka.
Kiedy weszłam do mojej prywatnej przestrzeni, zobaczyłam Cala z tym Zbokiem. Byłam bardzo zdziwiona, momentalnie stałam się zła. Jak oni mogli wejść do MOJEGO namiotu, bez pozwolenia? Podeszłam do nich, bardzo szybkim krokiem. Uważają mnie za miłą dziewczynkę? Natychmiastowo się to zmieni.
-Co wy tu robicie? Wynocha mi stąd!- krzyknęłam. Czułam na twarzy, przepływającą falę ciepła, czyli robiłam się czerwona na twarzy. Powoli zaczął rozmazywać się obraz. Wiedziałam, że jak dłużej będę wkurzona stracę nad sobą kontrolę. Oboje patrzyli się na mnie, jak na idiotkę. Dłużej tego nie wytrzymam, dopóki jeszcze coś widziałam, podeszłam do toaletki i oparłam się rękami o blat stołu. Dłonie mi się strasznie trzęsły.
Oddychałam, biorąc bardzo głębokie wdechy. Próbowałam się uspokoić, zazwyczaj mi pomagało, lecz została jedna mała rzecz.
-Nie macie słuchu? Wynocha z mojego namiotu, zanim wam się coś stanie!- tym razem ostrzegłam, nic już kompletnie nie widziałam, więc nie wiem czy mówiłam prosto do nich czy w ścianę. Czułam, że powoli odpływam, zostawiając siebie na pastwę mojej mocy. Nie powinnam się tak na nich złościć, ale nie chcę, by pojawiali się w moim namiocie, jakby nic się nie stało. Nie wiem, czy coś mówili czy to tylko głosy w moim umyśle. Czemu oni nadal stoją i się na mnie gapią? Ich wzrok było można odczuć, jak lasery wypalające dziury w skórze.

<Cal? Vivi?>

Obserwatorzy

Theme by
Ally
for Bajkowe Szablony