Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dana. Pokaż wszystkie posty

9 lip 2022

Odchodzi

DANA


Nasza animatorka ochodzi z powodu braku opowiadań oraz kontaktu z właścicielem.

10 lis 2021

Dana CD Robin

Zmieszałam się mocno. Cała sytuacja mnie przerastała, informacji było dla mnie za dużo jak i niezrozumiałych zjawisk. Co jest z nimi wszystkimi nie tak? Typ któremu z głowy wystają uszy? W dodatku z ogonem, i to niejednym? Poczułam się niezwykle przytłoczona i obca, coraz bardziej przekonywałam się, jak bardzo nie pasuje do tego miejsca. Świat ten wydawał się wręcz bajkowy, co znacznie różniło go od mojego świata. W moim świecie nie było żadnych gadających ze zwierzętami ludzi, ani żadnych przemieniających się w nie. Cóż, przynajmniej nie dosłownie... Otóż w moim świecie aż roiło się od istnych bestii; zdziczałych wielkich umięśnionych facetów, kobiet nieruszających się z domu bez paralizatora, noża czy też jakiejkolwiek innej formy obrony. Tam śmierć była napotykana zarówno na ulicach, jak i we własnych mieszkaniach. Postacie typu ten cały Vivi zostałyby zepchnięte na margines społeczny, nie zaakceptowane, tworząc jedną z najniższych i najmniej pożądanych warstw. Byłyby wyrzucane ze sklepów, obgadywane, zadręczane, śledzone, maltretowane psychicznie i fizycznie. Być może taki ktoś z nadludzkimi umiejętnościami jeszcze by sobie jakoś poradził - mógłby przecież udawać. Ale taki chłopak z ogonami i uszami? Zostałby zmiażdżony jednym palcem przez całe miasto, a także i bliższe czy dalsze okolice. Tego typu zjawiska co on widziało się dopiero po substancjach odurzających (pod wpływem których definitywnie już nie jestem od jakiegoś czasu, więc to także i nie moje urojenia).
- Wiesz...- zaczęłam w końcu, niezbyt wiedząc jak ukryć moją nagłą niechęć do Robina. Zastanowiłam się, co dokładnie powiedzieć.- Muszę się i tak jeszcze zastanowić. Są duże szanse że i tak ucieknie nawet gdy mu się spodoba, więc wolę to zostawić na potem i spokojnie przemyśleć - oznajmiłam.
- Ale miejsce całkiem fajne, myślę że jeśli się na coś zdecyduje, to być może właśnie tutaj wezmę Roba. Dzięki wielkie - dodałam po chwili, uśmiechając się lekko. Myślałam, co powinnam teraz zrobić. Pożegnać się i odejść? Zaproponować wspólną drogę powrotną i porozmawiać jeszcze trochę? Zupełnie nie wiedziałam jak się zachować.
- Jasne, nie ma za co. Myślę że Rob się pogniewa jeśli nigdzie go nie zabierzesz, w końcu taki był warunek umowy - wytłumaczył, gdy moje rozważania rozwiało wspólne odwrócenie się i pójście w drogę powrotną. Westchnęłam. Pewnie miał rację, ale w życiu nie uda mi się z nim uporać. Być może gdyby Robin pomógł byłoby prościej... W zasadzie jest to pewne, jednak nie będę się zachowywać jak dziecko i prosić go o pomoc w śmiesznym w y p r o w a d z e n i u p s a n a s p a c e r. Bez przesady, mam jeszcze resztki swojej dumy których nie chcę stracić.
- Opowiesz mi o swojej relacji z Vivim? - spytałam, szczerze ciekawa odpowiedzi. Ten wątek akurat wyjątkowo mnie interesował. Oboje byli zadziwiający, oryginalni, niespotykani. Zastanawiałam się, co tak naprawdę łączy tę dwójkę. W głowie miałam wiele scenariuszy - być może są razem, a połączyła ich wspólna odmienność? Być może też o wszystkim zadecydował zwyczajny przypadek, czy też uczucia na najzwyczajniejszym w życiu podłożu miłosnym, bez żadnych nawiązań do supermocy, inności.

<Robin?>

14 paź 2021

Dana CD Robin

Ulga, jaką poczułam, gdy pies został zamknięty, była nie do opisania. Momentalnie jakby ogromny kamień spadł mi z serca, a ciężar z ramion. Poczułam się nadzwyczaj lekka, w dodatku dalej nieco kręciło mi się w głowie. Nic już nikomu nie grozi, ja nie stracę pracy, jestem w bezpiecznej sytuacji. Odetchnęłam głęboko, stałam nieruchomo przez chwilę dochodząc do siebie. Patrzyłam to na Roba, to na nieznajomego. Wszystko wokół było jakby za zasłoną przez nagromadzone emocje.
- Nie przedstawiliśmy się sobie - odezwałam się w końcu, nie wiedząc co innego mogłabym powiedzieć. Pomoc chłopaka okazała się nieopisana, z reguły jednak coś odpycha mnie od osób narzucających się ze swoimi "szczerymi" intencjami. Zmierzyłam spojrzeniem białowłosego. - Możesz mi mówić Dana, dzięki za pomoc jeszcze raz - dodałam po paru sekundach milczenia, wyciągając dłoń i lekko uśmiechając.
- Robin - odparł krótko, po czym na chwilę się zamyślił. Nastała cisza z obu stron.
- Co ty na to, żebym teraz pokazał ci tę polanę? Jeśli ci nie będzie odpowiadać poszukamy innego miejsca, ale uwierz, trudno będzie znaleźć coś lepszego - uśmiechnął się. Zastanowiłam się na moment. Popatrzyłam na zwierzę wewnątrz kojca. Wciąż miałam obawy, że ktoś mógłby ponownie wypuścić Roba, co byłoby istną katastrofą.
- W zasadzie to dobry pomysł - odparłam krótko, myślami błądząc gdzieś indziej. Nadal nie mogłam sobie wybić z głowy tej całej sytuacji. Niby już po wszystkim, ale jednak pozostałam spięta i poddenerwowana. W dodatku myśl, że nie znam jeszcze prawie nikogo i nikogo nie mogę nawet podejrzewać o wypuszczenie mojego psa, dodatkowo dodawała wszystkiemu negatywnego zabarwienia.
- Ja pie*dole, jakim trzeba być debilem żeby wypuścić takiego psa - ponownie powiedziałam wściekła. Robin zaśmiał się, kręcąc przecząco głową, jednak nie odpowiedział. Być może to jakiś jego kolega czy coś? Mniejsza z tym, jeszcze jedna taka sytuacja a osobiście tę osobę zatłukę. Nie mam zamiaru brać odpowiedzialności za czyjeś wygłupy. - Będzie ci przeszkadzać, jak zapalę? W namiocie mam rzeczy, jest zaraz za rogiem - spytałam, spoglądając na towarzysza.
- Nie, nie, jasne że nie. Pal śmiało, na spokojnie - uśmiechnęłam się. Tyle dobrego, że nie będę musiała czekać z papierosem do końca spotkania. Przeszliśmy kawałek, a ja weszłam do namiotu i zabrałam potrzebne rzeczy - przez ten czas chłopak czekał na zewnątrz.
- Tak w ogóle, to czym się zajmujesz? Rozmawiasz ze zwierzętami, to raczej niecodzienny dar, pewnie idzie ci to na rękę, co nie? - Spytałam po chwili ciszy, zaciągając się. No tak, nawet nie zauważyłam, kiedy odpaliłam papierosa. Ustawiłam się po prawej stronie, żeby nie wiać dymem z fajki na Robina.
- Wiesz...- nie zdążył dokończyć, bo natychmiast mu przerwałam.
- Ach, wybacz! Nie spytałam, czy chcesz. Palisz? - wyciągnęłam do połowy pełną paczkę w kierunku niego.

<Robin?>

30 wrz 2021

Dana CD Orion

Uśmiechnęłam się, patrząc na umięśnione ramię chłopaka. Popisywanie się to nic złego, chociaż w tej chwili nie byłam pewna, czy można owe zachowanie nazwać właśnie próbą zaimponowania. Wiele kobiet marzyłoby o posiadaniu chłopaka o tak wysportowanej sylwetce.
- Zdecydowanie musiało cię to kosztować wiele wysiłku, trudno się tak wyrobić, zwłaszcza w tak krótkim czasie - oznajmiłam. Ćwiczenia niektórym przychodzą trudno. Gość zajmuje się akrobatyką, chociaż tam mięśnie wyrabiają się same podczas ćwiczeń, na pewno trzeba o nie dbać także tradycyjnymi treningami na ziemi. Ciekawiło mnie - zajmował się siłownią, podnoszeniem ciężarów, robił kaptury, czy cokolwiek innego? Po raz kolejny mogłam dać sobie uciąć rękę, że na jego brzuchu mięśnie były wyraźnie zaznaczone, być może widniał na nim sześciopak. To pociągające złudzenie zawróciłoby dużej ilości osób w głowie. Na szczęście - albo i nie - styczność z wieloma zarówno mężczyznami jak i kobietami w życiu uodporniły mnie na pewne kwestie, w tym problemy dotyczące podniecenia się czyimś wyglądem.
- Niby tak, niby nie... Przy odpowiedniej motywacji wiele da się osiągnąć - po chwili zastanowienia spuentował, jakby przetwarzając każde słowo oddzielnie w umyśle. W jego oczach widać było zapał do pracy, zakrapiany czymś w rodzaju ekscytacji. Być może właśnie wyobrażał sobie jeden z występów, albo też właśnie drogę którą musiał przebyć, by zacząć się pokazywać na scenie?
- Pokażesz mi coś kiedyś? Wiesz, jak trenujesz, występujesz, cokolwiek. Zawsze lubiłam obserwować artystów działających w ten sposób - spytałam i wyjaśniłam pokrótce. Uśmiechnął się, chyba traktując tę wypowiedź jako komplement.
- Niedługo ma być małe show w cyrku, myślę że na pewno będziesz miała okazję coś zobaczyć - oznajmił. Pokiwałam głową - w sumie racja. Tutaj nie trzeba wpraszać się na czyjeś prywatne treningi, by coś zaobserwować. Wystarczy poczekać na odpowiedni moment (czytaj występ) i wszystko się wyjaśni. Zaczęło robić się chłodno. Materiał namiotu delikatnie unosił się i opadał od lekkiego wiatru na zewnątrz.
- Pogoda się chyba psuje - stwierdziłam, chociaż tak naprawdę jednocześnie skłamałam. Lubiłam pochmurne dni, deszcz, wiatr. Wolałam to od upału i słońca, za którym nie przepadałam. - Da się jakoś odróżnić od siebie te namioty? W sensie wiem, że po pewnym czasie sama wszystko będę ogarniać na spokojnie, po prostu wszystko wygląda tak samo - spytałam. Zastanowił się podobnie na chwilę.
- Głównie to różnią się układem i wielkością, to trzeba zapamiętać. Niektóre są też podpisane albo też mają inne wzory - wyjaśnił. Wyglądał mądrze i zarazem uroczo, gdy próbował sobie wszystko poukładać w głowie i o niczym nie zapomnieć - a przynajmniej sądziłam, że to właśnie wtedy robił. - Widziałaś już namiot ze zwierzętami? Łatwo go rozpoznać po hałasie, a jak go znajdziesz to na spokojnie odnajdziesz się w cyrku jakbyś zabłądziła - to taki punkt zwrotny. - Zaczął. Przestąpiłam z nogi na nogę. Nie przypominało mi się żebym odwiedziła jakiekolwiek takie miejsce.
- Nie, nie widziałam raczej, możemy w zasadzie tam pójść. Tak w ogóle, to czemu akurat Orion? Bo rozumiem, że to pseudonim artystyczny? - spytałam po chwili wahania, czy to nie za wcześnie na tego typu domysły.

<Orion?>

Dana CD Robin

Dzień był chłodny mimo mocno świecącego słońca. To raczej sprawka lekkiego, aczkolwiek wszechobecnego wiatru; zdawał się nadciągać ze wszystkich stron, przez co splotłam włosy w koka, gdyż niewygodnie pchały się na twarz i wpadały do oczu. Nie do końca wiedziałam za co się zabrać, właśnie skończyłam porządkowanie jakichś przyborów z pudeł. Jako animatorka nie miałam wiele do roboty, gdy nie było występów danego dnia, dlatego też zajmowałam się innymi w miarę łatwymi czynnościami pomocniczymi. Jeszcze chwila, a każą mi prasować kostiumy na przedstawienia innych pracowników cyrku - samej elity artystów.
Stwierdziłam, że najwyższa pora sprawdzić co u Roba. Pewnie siedzi w niewielkim kojcu nieruchomo i namierza potencjalne zagrożenie - czyli wszystko co żywe i się rusza. Samotna dusza.
Jakież było moje zdziwienie, gdy dotarłam na miejsce i zastałam pusty kojec. Poczułam, że momentalnie robi mi się lodowato (a wcześniej było mi tylko zimno), mięśnie stają się jakieś wątłe. Walczyłam z tym, żeby nie upaść na ziemię, jednocześnie zastanawiając się, czy moja głowa nie odleci - bo tak właśnie mi się zdawało - jakby dryfowała gdzieś w chmurach. Niebezpieczny pies na wolności. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie był to pies pod moją opieką. To ja ponoszę za niego odpowiedzialność, jeśli coś zrobi to będzie mój problem. Zaklęłam głośno, podchodząc chwiejnie w stronę klatki. Na pewno zamykałam wejście - ktoś je otworzył? Wydawało się nienaruszone, bez żadnych śladów użycia siły przy otwieraniu. Kto byłby takim idiotą, żeby z własnej woli otworzyć istnej bestii drzwi na wolność?
Nie wiedziałam co zrobić, na początek warto się uspokoić. Oddychałam głęboko. Niespecjalnie zależało mi na tym psie, jednak nie chciałam patrzeć na jego cierpienie i w jakiś sposób zdążyłam się do niego przyzwyczaić i przywiązać, chociaż nie była to jakaś głęboka więź. Po paru minutach bezczynności doszłam do wniosku, że przejdę się po cyrku i dokładnie przeszukam wszystkie miejsca. Może zaszył się w jakimś namiocie? Jeśli go nie znajdę, to najzwyczajniej w życiu spiszę Roba na zgubę. Ale co gdy go znajdę...? W końcu nie złapię go sama, zagryzie mnie i to dosłownie. Rozszarpie na małe kawałeczki. Na początek warto jednak w takim razie zająć się szukaniem jakiejś liny lub czegokolwiek, co mogłoby pomóc mi schwytać zwierzę. Kolejne pytanie narodziło się w mojej głowie - czy powinnam kogoś o tym powiadomić? W końcu naprawdę może komuś się stać krzywda. Dopiero co mnie zatrudnili - a co jeśli mnie wyrzucą? Narażenie innych na niebezpieczeństwo to na pewno duże wykroczenie. Zwłaszcza, gdy od reputacji cyrku zależy sprawność fizyczna artystów, która mogłaby zostać zrujnowana podczas spotkania z Robem.
Próbowałam nie myśleć za dużo. Nie czułam się najlepiej, ciągle było mi jakby słabo a jednocześnie odczuwałam ogromny skok adrenaliny, który znacznie utrudniał poprawne rozumowanie. Starałam się jednak wykonywać parę czynności bez przerwy - szukać jakichkolwiek oznak obecności psa oraz jakiegokolwiek sprzętu, który mógłby się przydać. Pułapka na niedźwiedzia, kawałek mięsa, cokolwiek? Zastawienie pułapki wydało mi się bezcelowe, w końcu godzinę temu przyniosłam psu spory posiłek. Czułam wściekłość i wręcz trwogę zarazem. Jak mogłam się skłonić do posiadania czegoś takiego bez uwzględnienia opcji ewentualnej ucieczki? Tak bardzo dbałam o bezpieczeństwo, o szczelność kojca, o wszystko. Tak bardzo wszystko miałam zaplanowane. Czułam się jak małe dziecko, miałam ochotę opowiedzieć o tej makabrycznej sytuacji komukolwiek i pozostawić właśnie tej osobie ogarnięcie całego syfu jaki się narobił.
I w tej właśnie chwili, gdy już chciałam się poddać i opowiedzieć o wszystkim Pikowi lub komukolwiek innemu, zobaczyłam niebywały widok. A raczej widok, który zamiast w zadumę, wprawił mnie w niezwykłą irytację. Momentalnie szum w uszach ustał.
- Odsuń się, on jest niebezpieczny! - na wpół zawołałam na wpół syknęłam do chłopaka o ciemnej karnacji, który z oddali zbliżał się z nikim innym jak z samym Robem. Pies szedł powoli, ze spuszczoną głową i oczami wlepionymi wściekle prosto przed siebie. Co za idiota!
- Zatrzymaj się, nie słyszysz? Może cię pogryźć, jest agresywny! - zawołałam tym razem głośniej - być może nie słyszał moich wcześniejszych ostrzeżeń?
- Zdaje się, że to twoja zguba? - odezwał się chłopak. Nie wiedziałam kompletnie, co mam zrobić. Z jednej strony zdawałam sobie sprawę z tego, że jak najszybciej muszę sprowadzić psa z powrotem do kojca, a z drugiej kompletnie nie wiedziałam jak się za to zabrać. Teraz zupełnie mnie nie obchodziło kim był nieznajomy i co on właściwie robił z, jak to ujął, moją zgubą. Oraz, przede wszystkim, dlaczego pies wydawał się nie zwracać uwagi na przybysza, totalnie go ignorować, jakby był już znudzony jego obecnością. Co się tutaj odpie*dala?
- Moja. Nie żartuję, skończysz poharatany - powiedziałam, tym razem słychać było wyraźną złość w moim głosie. Dlaczego on mnie nie słucha i nie zostawi psa w spokoju? To naprawdę nie będzie mieć dobrego finału.
- Zabłądził - odezwał się, jakby zupełnie ignorując moje wcześniejsze słowa. Zaraz sama połamię tego egoistę.
- Słuchaj no... - zaczęłam, ale przerwało mi warczenie psa. Spięłam się cała, dotychczas pochłonięta negatywnymi emocjami. No tak, nie tym teraz się powinnam przejmować. Jak złapać Roba? Usłyszałam szczekanie. Rozejrzałam się - kolejny pies? Nigdzie nie widziałam żadnego innego zwierzęcia. Spojrzałam na swojego "pupila". Wlepiał wzrok w jasnowłosego. Otworzył parokrotnie pysk, po czym przekrzywił głowę. Ujadał bezdźwięcznie, po czym usiadł na ziemi. Jedyne co potrafiłam wydobyć z tej sytuacji to wyraźne niezadowolenie czworonoga.
- Rob, no chodź! - zawołałam psa, który tylko zwrócił uszy w moim kierunku słysząc swoje imię. Spojrzał ponownie w stronę stojącego już chłopaka. - Słuchaj, dzięki za pomoc w sprowadzeniu psa. Wiesz może, gdzie są jakieś liny czy cokolwiek, czym mogłabym go złapać? Sam za mną nie pójdzie, jest dziki - mówiłam szybko. Bałam się, że w każdej chwili zwierzę skoczy mi do gardła. No i temu nieznajomemu też.

<Robin?>

20 wrz 2021

Dana CD Orion

 Uśmiechnęłam się lekko. Chłopak naprawdę wydał mi się sympatyczny, miły. Fakt, że nalegał na oprowadzenie mnie po okolicy cyrku dał mi wrażenie ciepłego przyjęcia. W dodatku zaproponował jedzenie, co sprawiło, że ponownie u mnie zapunktował.
- Jasne, dzięki - powiedziałam i oderwałam mniejszą gałązkę z bodajże trzema owocami. Słońce lekko świeciło mi w oczy, co nie należało do przyjemności. Natomiast wygląd chłopaka mógł je cieszyć - atrakcyjny, chociaż nieco dziwaczny; bo bosy. Jak dotąd nie spotkałam osoby, która tak po prostu zrezygnowała by z butów idąc gdziekolwiek poza dom, a w tym przypadku namiot. Intrygujące. Trochę mnie to odpychało - stopy to jedna z tych części ciała, której wolałabym nie oglądać, ale co na to poradzić? Nie powiem mu przecież, że mi to przeszkadza - w zasadzie to nie przeszkadza.
- Więc, czym się zajmujesz? Skoro nie klaun, to co? - spytałam ciekawa, zmieniając kierunek myśli. Wysoki, z tego co widzę to o naprawdę zadbanej sylwetce - mogłabym się założyć, że skrywa mięśnie pod ubraniem, na które poleciałaby niejedna. Być może więc jego profesja wiąże się z jakimś sportem?
- Zajmuję się między innymi akrobatyką - oznajmił, potwierdzając moje wcześniejsze domysły. - Powietrzną -dodał po chwili ciszy.
- Naprawdę podziwiam. Takie rzeczy wymagają wiele pracy i umiejętności, pewnie i talentu - powiedziałam całkiem szczerze. Od zawsze osoby zajmujące się czymś jak taniec, łyżwiarstwo figurowe, czy też właśnie akrobatyka, intrygowały mnie. W końcu trzeba wiele treningów, namęczenia się, a jednocześnie należy potrafić zrobić to wszystko w ten sposób, by efekt końcowy nadawał występowi estetycznego wyglądu.
- Dzięki - uśmiechnął się (naprawdę ładnym uśmiechem), po czym wpadł w zadumę jakby zastanawiając się, czy coś jeszcze dodać, po czym wskazał palcem na wielki namiot znajdujący się parę metrów od nas. Zmarszczyłam czoło, nie rozumiałam, o co mu chodziło.
- Co? - spytałam, a on podniósł palec wskazujący, niemo oznajmiając "chwila" lub też "czekaj". I wtedy zauważyłam, że przeżuwa jedzenie, przez co mi nie odpowiedział. - Och, wybacz - zaśmiałam się zmieszana.
- Tutaj występujemy - oznajmił, a ja przytaknęłam cicho.
- A więc jesteś w grupie zaawansowanej? Z tego co wiem, to tylko oni występują? Zdolniacha z ciebie - pogratulowałam, szczerząc się. Chyba komplement sprawił mu przyjemność, ale trudno było stwierdzić, gdyż pominął ten fakt.
- No, powiedzmy. Ale tak, jestem w grupie zaawansowanej - potwierdził.
- Cóż, ja w sumie na niewiele się zdam, nie mam żądnego doświadczenia jeśli chodzi o cyrk. Załapałam się na animatorkę, bo dobrze dogaduję się z dziećmi, a organizacja jakichś zabaw, widowisk dla innych to chyba nie jest aż tak skomplikowana rzecz - opowiedziałam. - Wejdziemy do środka? - dopytałam, na co skinął głową. I w tej chwili uświadomiłam sobie, że nawet nie wiem, gdzie znajduje się wejście. Nigdzie nie wiedziałam żadnego nawet najmniejszego otworu prowadzącego do wewnątrz konstrukcji. Orion jednak z łatwością znalazł odpowiedni punkt - wolną ręką zgarnął materiał i przesunął nim na bok. Weszliśmy do środka, wszędzie panowała ciemność. Zanim oczy zdążyłyby przyzwyczaić się do braku światła, chłopak oświetlił namiot. Rozejrzałam się na boki. Światło padało ze zwykłych żarówek, ale mogłam się założyć, że na czas występów były zgaszone, a scena podkreślona specjalnymi reflektorami czy też innym sprzętem.
- To chyba musi być stresujące? To całe występowanie? Każdy się na ciebie patrzy, oczekuje dobrego show, a skoro zajmujesz się akrobatyką, to chyba nietrudno o wypadek? Wiadomo, jesteś profesjonalistą, ale jednak takie rzeczy się zdarzają - mówiłam, ale miałam wrażenie że powiedziałam trochę za dużo. Może zbyt wiele pytań naraz? Zastanawiało mnie, czy Orion należy do tych cichych, czy raczej wręcz przeciwnie - gadatliwych, rozmownych na wszelkie tematy. Z pewnością jednak robił dobre wrażenie, przynajmniej w moim przypadku.

<Orion?>

25 sie 2021

OD Dany

Ostatnie dni były dosyć ciepłe, wręcz za ciepłe. O wiele lepiej znoszę chłód od gorąca, dzisiejsze zachmurzone niebo było więc dla mnie wybawieniem. Nie do końca wiedziałam, co miałam w głowie decydując się na podjęcie pracy w tym miejscu. Z jednego cyrku do drugiego. Być może i będą się ze mnie śmiać, wstydzić się mnie, brzydzić się mną, ale to chyba nastąpiłoby w każdym środowisku do jakiego bym się przeniosła. Są jednak osoby, które potrafią zrozumieć to, że praca to tylko praca i nie należy przez nią oceniać drugiego człowieka. Zresztą, nieważne. Je*ać.
- Trzymaj się, Ron - powiedziałam jeszcze na odchodne do psa. Stał niespokojnie pośrodku kojca, będącego dla niego dosłownie życiową klatką. Co jednak miałam poradzić widząc cierpienie tego zwierzęcia bez żadnej winy? Blizny oraz wciąż gojące się rany na jego białym ciele nadawały mu wygląd pokonanego, upadłego anioła. Mimo wszystko w jego oczach wciąż można było dostrzec skupienie, wręcz wrogość. Nie ufał nikomu, nawet mi, wciąż śmiem wątpić, że zdaje sobie sprawę z moich czystych co do niego intencji. Nadal traktuje mnie raczej jako nieprzyjaciela, ale powoli wszystko się zmienia. Jak dotąd nie był nauczony co to czułość, normalne życie. Za pracę otrzymywał jedzenie, natomiast za źle wykonaną robotę karę cielesną. Nie chcę wiedzieć, co to biedaczysko musiało przejść przez te wszystkie lata służby na terenie burdelu. Odeszłam od klatki na dobre paręnaście metrów, ale gdy ponownie się odwróciłam Ron wciąż stał dokładnie w tej samej pozie, wlepiając we mnie swoje szeroko otwarte oczy. Być może utrzymywanie takiej bestii przy życiu nie jest dobrym pomysłem, rozsądniej byłoby go uśpić, ale wciąż miałam nadzieję na powodzenie w tej kwestii. Przyzwyczajenie do siebie psa było jednym z moich głównych celów od ostatnich paru dni. Fakt, że jednym z mężczyzn, którzy doprowadzili Rona do obecnego stanu był mój chłopak - właściwie to już ex chłopak - dodatkowo mnie rozwścieczało. W głębi serca miałam nadzieję, że skończył gorzej od zwierzęcia.
Wróciłam do namiotu, rozsiadłam się wygodnie na łóżku, po czym odpaliłam laptopa i włączyłam muzykę w tle, zaczęłam się malować. Trochę korektora, narysowałam również kreski eyelinerem oraz podkreśliłam usta barwiącym na czerwono błyszczykiem. Wyłączyłam sprzęt, ubrałam się w czarne, krótkie spodenki, miętowy top na ramiączkach odsłaniający brzuch oraz czarną rozpinaną bluzę, którą zapięłam do połowy. Postanowiłam się rozejrzeć po miejscu pracy; Pik tłumaczył mi, że jeśli będę potrzebować pomocy w czymkolwiek mam się odezwać do niego lub do innych pracowników czy też artystów. Ciekawe, czy ludzie tutaj w ogóle są cywilizowani. W końcu cyrk raczej nie kojarzy się z typowymi osobowościami. Należą do niego raczej osoby ze szczególnymi umiejętnościami, ciekawą przeszłością, wielkimi planami. Albo i też tacy jak ja - szukający zajęcia, mieszkania i jakiegoś źródła zarobku.
Pochodziłam chwilę po terenie cyrku. Wszystko wyglądało dla mnie tak samo. Kolorowe namioty, jakieś drzewa wokół. Naprawdę abstrakcyjnie, czyli cyrkowcy nie tylko na scenie muszą przypominać klaunów? Weszłam do jednego z "budynków". Stołówka? Na to mi to właśnie wyglądało. Przeszłam dalej, niewielki namiot. Weszłam ostrożnie do środka i zaraz zorientowałam się, że tak naprawdę nie jest to ogólnodostępne miejsce, a czyjeś mieszkanie, podobne do mojego. Rozejrzałam się chwilę na boki, nikogo nie było. Nie powinnam grzebać w czyichś rzeczach, tym bardziej że nie wiedziałam, gdzie podziewa się ich właściciel. Dlatego tylko jeszcze raz omiotłam wszystko wzrokiem, po czym podeszłam do łóżka i na nim usiadłam. To nie fair, zdawało się być znacznie wygodniejsze od mojego... Sprawdziłam godzinę na telefonie, dochodziła trzecia po południu. Westchnęłam cicho, wstałam z zamiarem opuszczenia namiotu, jednak drogę zagrodziła mi nieznajoma osoba właśnie wchodząca do środka. Czyli jednak mam w życiu pecha, no cóż.
- To, zdaje się, nie mój namiot - uśmiechnęłam się lekko, udając, że weszłam do środka przypadkowo.- Jestem tutaj nowa, wszystko wygląda dla mnie zupełnie tak samo, wybacz - dodałam po chwili.

<Ktos?>

Dana