Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pullsatilla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pullsatilla. Pokaż wszystkie posty

25 lip 2018

OD Pullsatilli

Kolejny dzień we wciąż dla mnie obcym cyrku był kolejną serią łamania własnych barier. Po samotnie zjedzonym śniadaniu miałam zaplanowany lekki trening, lecz moje plany pokrzyżowało własne samopoczucie. Po zarwanej nocy na dokończenie "Buszującego w zbożu " mój umysł nie był w stanie wejść w stan pełnego skupienia. Byłam wypełniona melancholią, lecz zarazem odczuwałam radość. Pod wpływem tych emocji zdecydowałam się na napisanie listu do Camille. Od zamieszkania tutaj nie korespondentowałam z nią ani razu. Była świadoma mojej sytuacji, więc nie naciskała na regularne odpowiedzi. W sumie jej charakter sprawiał, że wolała przyjąć to za fakt i cieszyć się z tego, że i tak poświęcam czas, aby utrzymać z nią kontakt.
W treści zawarłam informacje o mojej nowej pracy, miejscu zamieszkania i opisałam sytuację, która wydarzyła się u Pana Adamsa. Starałam się zawrzeć jak najwięcej informacji na jednym arkuszu papeterii i uważam, iż dobrze poradziłem sobie z tym zadaniem. List włożyłam do koperty. Dokładnie ją zakleiłam i narysowałam na niej malutkiego kwiatka. Wiedząc, że zostało mi wtedy jedynie go wysłać, spakowałam go do torby. Włożyłam do niej również wszystkie moje oszczędności. Spowodowane było to chęcią przejścia się po rynku oraz zakupu nowej książki, lecz także wciąż ukazujący się we mnie cień nieufności wobec mojego nowego domu.
Na nic nie czekając, narzuciłam na siebie pelerynę i wyszłam z namiotu. Słońce w zenicie wydawało mi się jaśniejsze niż zwykle, a jego promienie od razu sprawiły uczucie dyskomfortu na odsłoniętej skórze. Zaciągnęłam kaptur na głowę mając nadzieje na chociaż delikatne ukojenie dla mojej twarzy, lecz nawet on nie był w stanie obronić mnie przed bezlitosnymi warunkami pogodowymi.
Po około pół godziny drogi w otoczeniu pól i sadów dotarłam do miasteczka Bedord. Brama miejska otwarta na oścież zapraszała wszelkich podróżników do środka, a tam mogli zostać ugoszczeni przez liczne gospody. Poruszając się po uliczkach tętniących życiem byłam zafascynowana. Nie potrafię opisać czym, lecz widok domków z kwiatami na balkonach lub dziewczynek zaplatających sobie włosy na rynku sprawiały, że w moim sercu pojawiało się nieznane ciepło. Podczas przejeżdżania przez wiele miast i wiosek nigdy nie spotkałam się z tym uczuciem. Nie rozumiałam tego, ale nawet bez zrozumienia mogłam radować się chwilą i robić to, co miałam w planach.
Gdy dotarłam na targ, podchodziłam do prawie wszystkich stoisk z wielkim zainteresowaniem. Każde z nich mogło skrywać inne skarby. Po jakimś czasie dotarłam do wielkiego stoiska z książkami. Asortyment był niesamowity. Egzemplarze wielkich ksiąg o religiach lub filozofii znajdowały się obok cieniutkich tomików produkowanych masowo w XXI wieku. Ten nieład szybko powiązałam z osobą obsługującą to stanowisko. Była nią pulchna kobieta z burzą kręconych brązowych włosów. Jej oczy wydawały się nieproporcjonalnie małe zza grubych szkieł okularów spoczywających na jej nosie. Cała ta aparycja połączona z wielkim uśmiechem i nieudolnym sposobie poruszania się sprawiała, iż sprawiała ona wrażenie niezwykle miłej i pomocnej osoby, więc postanowiłam poprosić o pomoc w znalezieniu odpowiedniej lektury na najbliższy czas.
-Przepraszam?- Powiedziałam cicho podnosząc niepewnie rękę w celu zwrócenia na siebie uwagi, lecz kobieta zajęta pisaniem czegoś szybko na kartce nie zauważyła moich delikatnych gestów. -Proszę Pani..?- Ponowiłam próbę zbierając jak najwięcej siły w głosie. Gwałtownie się obróciła ze zdziwionym wyrazem twarzy, lecz gdy mnie ujrzała, na jej twarzy ponownie zagościł uśmiech.
-W czym mogę pomóc kochanie?- Otworzyłam usta w lekkim szoku. Nie przyzwyczaiłam się do tego, że obce osoby zwracają się tak do innych. Było to dziwne, ale mimo to sprawiało to miłe uczucie bliskości.
-Poszukuję książki, lecz sama nie wiem jakiej.- Gdy zdałam sobie sprawę co powiedziałam na mojej twarzy od razu pojawiły się rumieńce a wzrok spuściłam w dół. Tak, świetnie, prosić kogoś o pomoc w znalezieniu czegoś, bez kompletnej świadomości czego się szuka. Było to oczywiste, że będzie to niezwykle niezręczne. -Znaczy, bardzo lubię literaturę XX wieku. Ostatnio skończyłam "Buszującego w zbożu" i aktualnie chciałabym znaleźć coś, co mogłoby mnie zaciekawić tak samo, jak to.- Dodałam pospiesznie, próbując uratować się z tej krępującej sytuacji. Czekając na odpowiedź podniosłam wzrok i zobaczyłam na twarzy kobiety wyraz, ku mojemu zdziwieniu nie sugerował on na jej poirytowanie, ale sprawiał wrażenie, iż pani sprzedawczyni zamieniła się w stoicką statuę greckiego filozofa. Po paru sekundach nagle podskoczyła i w radosnej euforii zaczęła przeszukiwać wielkie stosy, opowiadając, jak bardzo kocha książki z tych czasów, i że zna coś idealnego dla mnie.
Po paru dobrych minutach szukania w moich rękach pojawiła się cienka książka w czarnej oprawie. Pani pokrótce opowiedziała o niej, ale przez jej ekscytację mało co udało mi się zrozumieć. Otworzyłam ją na pierwszej stronie i ujrzałam kaligraficzny napis "Demian". Wpatrując się w to jedno słowo poczułam, że muszę ją kupić. Ku mojemu zdziwieniu miła sprzedawczyni podała bardzo niską cenę. Szybko wyciągnęłam parę monet z sakiewki i wręczyłam je jej. Gdy odchodziłam od straganu, ona ochoczo do mnie machała, a ja, mimo że wydawało mi się to bardzo dziwnie, to odmachałam z małym uśmiechem oraz wielkim zmieszaniem w głowie.
Po mniej więcej godzinie zrobiłam już wszystko, co planowałam. List został wysłany, a moje fundusze na szczęście nie ucierpiały mocno. Oprócz książki kupiłam jedynie parę czarnych zakolanówek z koronką. Nie kosztowały one majątek, więc mogłam sobie na nie pozwolić. Moje oszczędności nie były ogromne, ale nie oznaczało to, że muszą sobie odmawiać przyjemności, takich jak kupowanie ładnych rzeczy.
Opuściłam miasteczko, lecz nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wrócenie do cyrku oznaczałoby siedzenie w moim namiocie. Mieszkałam tu już od jakiegoś czasu, ale praktycznie nikogo nie znałam. Poprawka, poznałam parę osób, ale od jakiegoś czasu nie widywałam ich nigdzie... Odgarnęłam wszystkie niepożądane myśli i zdecydowałam, że skoro w namiocie prawdopodobnie skończyłabym czytając nowo nabytą książkę, powinnam chociaż trochę skorzystać z lata i poczytać książkę, ale na świeżym powietrzu. Szybkim krokiem zeszłam z drogi i przeskoczyłam niski murek. Usiadłam pod drzewem, oparłam się o pień i mogłam podziwiać piękny wiejski krajobraz. Wyciągnęłam książkę z torby i oddałam się lekturze.
Książka od razu wciągnęła mnie do swojego świata. Wtedy zrozumiałam, że wszystko, o czym czytam wydaje mi się niczym z przyszłości, lecz o ironio, wszystko wydarzyło się lata, a nawet już setki lat temu. Od kiedy XXI wiek się skończył, czas jakby stanął w miejscu, wskazówki zegara nagle postanowiły zmienić kierunek.
-Przepraszam?- odskoczyłam na równe nogi wyrwana z moich przemyśleń -Czy ty jesteś z The Magic Circus?

<Ktoś?> Ohhh, w końcu udało mi się powrócić ze świata umarłych :v

10 kwi 2018

Pullsatilla CD Nice

Lekko zadziwiona pytaniem wpatrywałam się w jasnowłosą dziewczynę. W chwili, gdy otwierałam usta aby odpowiedzieć zamarłam. Obok niej stał dorosły tygrys. Żywy, dorosły tygrys. Z szeroko otworzonymi oczami wskazałam na zwierzę drgającą rękę. Nieznajoma spojrzała na nie, lecz jej jedyną reakcją był szeroki uśmiech.
-Nie bój się.- położyła rękę na głowie wielkiego kota i lekko nią poruszała, a on przymknął oczy i zadowalał się prostą pieszczotą -To jest Mirai, nie musisz się jej bać. Ona tylko stwarza pozory takiej groźnej, a normalnie to straszny z niej pieszczoszek, prawda Miraś?- Przy pytaniu do swojego pupila zmieniła głos jakby kierowała je do małego dziecka. Spotkałam się już z taką manierą, niezbyt ją rozumiem, ale chyba leży to gdzieś w naturze człowieka. Mimo wszystko miło się patrzy jak człowiek może połączyć swoją egzystencję z innym stworzeniem, a w tej relacji nikt nie pozostaje ranny. -To chcesz z nami poćwiczyć? - Gdy dziewczyna przestała rozczulać się nad zwierzęciem widać było w oczach kotki uszczypliwą zazdrość, ale mimo wszystko chyba nie czuła do mnie urazu. Nie mam kompletnie ręki do zwierząt, nie mi jest takie rzeczy oceniać.
-Jasne.- Odpowiedziałam z mimowolnie podniesionymi kącikami ust. Nawet nie zdążyłam z tą osobą normalnie porozmawiać, ba, ja nawet nie znałam jej imienia, a i tak mogłam poczuć bijącą od niej aurę radości.
Było to bardzo ciekawe przeżycie, ponieważ jej dyscypliną była tresura zwierząt. Nie wiedząc jak zacząć nasz trening jasnowłosa zaproponowała przedstawienie swoich umiejętności. Wykonała ona z wielką gracją pokaz złożony z efektownych trików. Pomimo braku porównania, obudził się we mnie podziw wobec niej. Jej drobna postura poruszająca się z wielkim entuzjazmem naprzeciw rosłego tygrysa powinna sprawić wrażenia bezsilnej lub, na odwrót, wielce dominującej. Ona jednak potrafiła w swoim występie ukazać jej przywiązanie oraz zrozumienie wobec innych istot.
-I jak?- Spytała lekko sapiąc, lecz utrzymując uśmiech na twarzy.
-To było fenomenalne.- Odrzekłam nie kryjąc zafascynowania. Chciałam bardziej rozwinąć swoją wypowiedź, ale prędko ugryzłam się w język. Był to czysty odruch, bezpieczny odruch, izolujący odruch.
-To teraz twoja kolej.- Dziewczyna usiadła w siadzie skrzyżnym, a obok niej położyła się Mirai i tak obie wpatrywały się w moją posturę.
Zamknęłam oczy oraz odliczyłam pięć wdechów. Zaczęłam wykonywać tą samą chorografię co tego ranka. Nie była ona zbyt łatwa, ale starałam się w niej nie ukazywać żadnych z moich słabości. Pod koniec występu postanowiłam lekko zaimprowizować. Jako ostatni trik wytworzyłam pokaźną różę i wręczyłam ją blondynce. Ukłoniłam się z jak największą gracją, a podczas tego kwiat rozpłynął się w jej ręce. Spojrzałam na nią z lekką niepewnością i czekałam na jej reakcję.

<Nice?> Ohh, ty za to będziesz musiała znosić moje zwlekanie z odpisami, więc myślę, że jesteśmy kwita ^^

18 mar 2018

Od Pullsatilli

-Dobrze, przydzielam Cię do grupy uczącej się.- Odrzekł Pik z szarmanckim uśmiechem na ustach. Dopiero w tym momencie wypuściłam zalegające w moich płucach powietrze, a moje ciało rozluźniło się. Byłam przyjęta do trupy cyrkowej. Możliwe, że właśnie wtedy znalazłam swoje miejsce na ziemi, miejsce gdzie nikt nie miał mnie oceniać na podstawie rzeczy niezależnych ode mnie. -Widziałem, że Akuma oprowadzał już Cię po naszym terenie.- w odpowiedzi pokiwałam głową potwierdzająco -No, więc teraz nie mam po co Cię zatrzymywać. Idź, trenuj, poznaj ludzi. Właśnie zaczynasz nowe życie.- Mężczyzna odwrócił się do mnie plecami i zaczął sortować jakieś papiery leżące na jego biurku
Nie wiedząc jak zareagować na taki niezbyt owocny rozwój konwersacji powiedziałam cicho „do widzenia” i nie czekając na odpowiedź, wyszłam z namiotu. Moje oczy doznały szoku, gdyż południowe słońce nie znało litości. Jednak gdy wzrok powrócił, ujrzałam pełno namiotów, a między nimi najróżniejszych ludzi. Każdy był inny, każdy był wyjątkowy, od każdego biła inna aura. Na ten widok moje kąciki ust mimowolnie się podniosły.
Właśnie wtedy przypomniałam sobie, iż muszę komuś obwieścić szczęśliwą nowinę. Zaczęłam rozglądać się energicznie za Hayato, ale nie mogłam go znaleźć. Byłam zdziwiona, ponieważ tuż przed wejściem do namiotu powiedział mi, że będzie tutaj na mnie czekać. Może musiał coś szybko załatwić, ale równie dobrze mogło się coś stać. Starając się nie myśleć zaczekałam w tym miejscu, a wraz z upływem minut traciłam nadzieję na jego powrót. Po około piętnastu minutach lekko zrezygnowana poszłam do swojego namiotu. Zaraz, gdy do niego weszłam, ujrzałam kartkę na toaletce. Była lekko zmięta, a na niej mieściło się jedynie parę zdań. Po estetyce całości mogłam od razu stwierdzić, że była ona wypisywana w pośpiechu. Jej treść brzmiała tak:

"„Muszę szybko wyjechać z cyrku. Jest to bardzo pilne. Przepraszam, że nie mogłem się z tobą pożegnać. Spotkamy się jeszcze kiedyś, obiecuję”."

Podpis był prawdopodobnie najbardziej nieczytelną sygnaturą, z jaką się spotkałam w życiu. Jedyne co mogłam w niej ujrzeć, to wielkie H na początku słowa. Usiadłam na łóżku zastanawiając się, co mogłam dalej począć. Z jednej strony chciałabym kogoś poznać, mieć z kim porozmawiać, ale zarazem cała wizja przedstawiania się i niezręcznej ciszy podczas rozmowy przerażała mnie za bardzo, aby móc rozpocząć kroki w tym kierunku.
Przemyślałam wszystko po kolei i przypomniałam sobie, że mogę potrenować. To jest jedno miejsce, w którym mogłabym to robić do woli albo inaczej, do momentu, w którym osiągnę perfekcję. Podekscytowana podskoczyłam jak oparzona i wstałam z łóżka. Bez większego pomyślunku ruszyłam wprost do głównego namiotu, gdzie rano, kiedy nie odbywają się żadne występy, można ćwiczyć swoje umiejętności w otoczeniu innych cyrkowców.
Gdy tam dotarłam, zobaczyłam jedynie kilka osób. Dwie dziewczyny trenowały akrobatykę, ktoś inny zajmował się połykaniem ogni, a na drugim końcu sali młody mężczyzna starał się uporać z niezliczoną ilością piłek, którymi żonglował. Mimo braku stroi scenicznych oraz wykwintnych akcesoriów cały ten widok zaparł mi dech w piersiach, a zarazem obudził we mnie cień niepewności. Wiedziałam, że nie dam rady robić cięższych złudzeń przy takim rozmieszczeniu obserwatorów, więc będę musiała wykonywać je tylko na sobie. Z pozycji osób trzecich będzie to wyglądało, jakbym bezsensownie poruszała rękoma oraz wykonywała niezrozumiałe dla nich gesty.
Mimo obaw zebrałam w sobie odwagę i podeszłam w miejsce najbardziej oddalone od innych i zaczęłam kreować. Próbowałam generować w swoim umyśle coraz bardziej to złożone przedmioty i przekładać je na świat realny. Niektóre udawało mi się odtworzyć niemal idealnie, lecz inne wyglądały beznadziejnie. Po parunastu minutach ćwiczeń w pełnym skupieniu zorientowałam się, że ktoś macha do mnie ręką, mówiąc przy tym „przepraszam". Właśnie wtedy zobaczyłam, iż przede mną stała osoba wlepiająca we mnie oczy ze zdziwieniem.

<Ktoś? Ktoś?>

9 paź 2017

Pullsatilla CD Akuma

Starałam wysilić mój mózg na ostatki skupienia, gdy Hayato tłumaczył mi gdzie co jest. Byłam świadoma, że moje umiejętności orientacji w terenie pozostawiają wiele do życzenia, przez co łatwo mi się zgubić nawet na małej przestrzeni, a co dopiero labiryncie z kolorowych namiotów cyrkowych.
-Dziękuję.- Powiedziałam podnosząc leciutko kąciki ust. W odpowiedzi otrzymałam odwzajemniony uśmiech za którym kryła się kolejna emocja. Niepokój, a może troska? Nie byłam tego w stanie określić przy moim stanie. Impulsywny ból głowy pojawiał się coraz rzadziej, ale wycieńczenie całą sytuacją było równie dołujące. -Do zobaczenia jutro.- Zebrałam się na ostatki ekscytacji i pomachałam szybko podniesioną ręką na pożegnanie. Chłopak zawtórował tym samym przy okazji robiąc ten sam gest. Do tego szybkie "Cześć", a ja już byłam w drodze do mojego noclegu. Noc nie była zimna, a po samym terenie chodziło już niewiele osób. Cyrkowcy po występach mieli wystarczająco dużo czasu, aby dotrzeć do swoich namiotów. Właściwie która była godzina- nie miałam pojęcia. Zawsze łatwo traciłam poczucie czasu, lecz wszystkie te przemyślenia na tamtą chwilę były jedynie zbędnym ciężarem dla mojej głowy. Nie byłam nawet na tyle zainteresowana, aby popatrzeć na niebo i spróbować oszacować po umiejscowieniu księżyca. Właściwie nic mi się nie chciało, oprócz rzucenia się na łóżko i zapadnięcia w sen.
Gdy weszłam do swojego "mieszkania przejściowego" mile się zaskoczyłam. Po piętrowym łóżku stwierdziłam, że oryginalnie przeznaczone było dla dwóch osób. Widać było, że nie jest to pomieszczenie dla osób z klaustrofobią, lecz może kogoś motywowała taka ilość przestrzeni do poznania świata na zewnątrz. Oprócz miejsca do spania znajdował się tu tylko malutki stoliczek z niedopasowanym do tego krzesłem, dwie szafki oraz najzwyklejsza szafa. Odpięłam guziczek leciutko uwierający mnie pod szyją, a rozłożysty materiał peleryny rzuciłam w kąt łóżka. Spodziewałam się, że koc, który leżał przygotowany na posłaniu nie będzie wystarczającym źródłem ciepła na tą noc. Zdjęłam torbę i rozwiązałam kokardę okalającą mnie w pasie, a sakiewki do niej przyczepione delikatnie odłożyłam na stoliku, a sama zaczęłam po kolei otwierać szafki oraz komody w poszukiwania jakiś świec bądź lampki. Jedynym elementem oświetlenia w tamtej chwili były cząstki światła przebijające się przez cienkie warstwy namiotu. Były wystarczające by wszystko wyraźnie widzieć, lecz bez soczewek samo odnalezienie się bez światła byłoby ciężkim zadaniem. W jednej z szuflad znalazłam trzy świeczki zapachowe, natomiast na górnej półce w szafie znajdowała się lampka naftowa. Knot był nowy, a zbiornik napełniony, więc z tym zmartwienia nie miałam. Zapaliłam ją swoimi zapałkami i usiadłam na krześle. Szybko rozpoznałam zawartości woreczków poprzez doczepione do nich kolorowych koralikach. Rozwiązałam i wyjęłam zawartość oznaczonego na czerwono. Otworzyłam włożone tam lustereczko oraz otworzyłam pojemnik na soczewki. Posługując się palcami zdjęłam szkiełka z oczu i zalałam je w pojemniku specjalnym płynem. Na oślep przebrałam się w piżamę: luźne spodnie oraz lniana koszula w podróży często są wygodniejsze od długich po kostki koszul nocnych. Nie zmienia to faktu, że gdybym miała możliwość z chęcią przyodziałabym się w taką zwiewną sukienkę i poszła spać na łożu pełnym poduszek.

~~~

Leżałam w bezruchu próbując ponownie zasnąć, lecz mój mózg miał inne plany. Prawdopodobnie był zajęty przetwarzaniem mojego snu. Nie pamiętałam swoich snów, ale byłam świadoma, że śnię. Moja pamięć o nich zanika chwilę przed tym jak zdążę się na nich skupić.
Światło lekko przebijało się przez materiałowe ściany, co oznaczało, że jest idealna pora aby wstać i zacząć cieszyć się życiem. Co prawda, głowa mnie mniej bolała, ale czułam się nieswojo. Co jeśli moja umiejętność nie będzie wystarczająca..? Jestem świadoma, że aktualnie mam problem z wykonaniem niektórych iluzji na grupce złożonej z dwudziestu dzieci, a staram się znaleźć w cyrku na którego występy przychodzą setki ludzi jednego dnia. Powinnam częściej ćwiczyć, ale na sobie ciężko sprawdzić mi wiarygodność niektórych czynników, które modyfikuję. Potrzebowałabym kogoś, z kim mogłabym to robić, osobę która nie będzie oceniać za błędy...
Pogrążając się w zamyślenie założyłam soczewki i zorientowałam się, że nie mam pojęcia jak działają łaźnie zbiorowe. Znaczy, miałam jakieś wyobrażenie poparte.. w sumie tylko nazwą. Nie wiedząc co zrobić postanowiłam ubrać się we wczorajsze ubrania, a do torby zapakować czyste. tak też zrobiłam oraz skierowałam się do budynku wskazanego wczoraj wieczorem przez Hayato. Na dróżce znajdowała się już trochę ludzi. W takich miejscach zawsze można było spotkać najróżniejsze persony. Chłopak ubrany całkowicie na czarno, mała dziewczynka z doczepionymi do pleców ptasimi skrzydłami, a o ile mnie wzrok nie mylił widziałam również kobietę rozmawiającą z jakimś zwierzęciem położonym na swoim ramieniu.
Gdy weszłam do budynku natychmiastowo poczułam gorące powietrze dobiegające z łaźni. Cały budynek urządzony był w stylu klasycznym, miejscami nawiązującym do kultury japońskiej, a innymi kojarzącym się ze starym domku w lesie. Trafiłam do damskiej szatni i szybko zdjęłam swoje ubrania zasłaniając się ręcznikiem.

~~~

Odświeżona i na nowo odziana wróciłam do namiotu i rzuciłam się na łóżko. Ponownie w mojej głowie zawitał mętlik, a sama nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Było pewnie chwilę po ósmej, a z zewnątrz dobiegały coraz intensywniejsze odgłosy. Świat budził się do życia, a moja głowa błagała o odpoczynek od wiecznego zamartwiania się. Mimo wszystko postarałam się zrobić coś użytecznego. Położyłam się na plecy i wystawiłam dłoń przed siebie. Skupiłam do granic możliwości, wzięłam głęboki wdech, aż poczułam dławiący ból od zapachu lawendowych świec. Z zamkniętymi oczami wykreowałam obraz w moich myślach i przelałam je na rzeczywistość. Kolejny wdech i wykreowanie zapachu. Miał być słodki, ale sprawiać wrażenie lekko kwaśnawego. Połączenie kwiatów wiśni z dojrzałymi malinami. Otworzyłam oczy a wokół moich dłoni zobaczyłam lekką mgiełkę. Po ściśnięciu ręki nie była ona pusta. Trzymałam w niej różę. Dwa skrajne kolory, płatki czyste niczym śnieg, a łodyga jak smoła. Udało mi się nawet odwzorować normalną masę tego kwiatu. Przyłożyłam główkę do nosa i poczułam przyjemny, a nawet odurzający zapach, lecz tu nic się nie zgadzało. Nie potrafiłam się nim zadławić, a działał on tylko na mózg. Go po prostu nie było.
Pstryknęłam, a róża zamieniła się w krople czarnego deszczu znikające nim dotkną czegokolwiek. Było tak samo fałszywe jak wszystkie rzeczy, które potrafię "wytworzyć". Nigdy pewnie nie uznam tego, za przydatną umiejętność, ale może dzięki niej ja sama zdobędę jakąś wartość. Wytwarzanie złudzenia na sobie samym jest w pewnym stopniu wyzwaniem. Na ogół starałam się wprowadzić w coś na wzór transu, by wykreować coś większego.
-Mogę wejść?- Stanęłam na równe nogi, a słowa utknęły mi w gardle. Głos należący do Hayato miał przyjemną barwę, lecz w obecnej sytuacji wywołam u mnie jedynie strach i zmieszanie.
-O-oczywiście.- Głos załamał mi się w połowie słowa. Wysoki blondyn odgarnął materiał namiotu i stanął naprzeciw mnie. Był o wiele wyższy, niż go zapamiętałam wczoraj, ale wczoraj ciężko powiedzieć czy cokolwiek odebrałam poprawnie. I nagle poczułam się głupio. Po prostu pomyślałam jak to wyglądało z jego perspektywy. Jakieś małe dziecko z paranoją siedziało w bezruchu, a ty próbując nawiązać z nim jakikolwiek kontakt przywiązałeś sobie do nogi kolejny problem w życiu.
-Głowa już nie boli?- spytał z troską w głosie.
-Jest dobrze.- Odpowiedziałam uśmiechając się, lecz w mojej głowie były tylko prośby do moich strun głosowych, aby i tym razem nie okazały pełnego zakresu umiejętności udawania skrzypiących drzwi. Jego odpowiedzią były podniesione kąciki ust, a przy tym odsłaniające parę niemalże idealnie białych zębów.
-To co chcesz dzisiaj robić? Pewnie z Pikiem spotkamy się dopiero koło dwunastej, więc mamy troszkę wolnego czasu.- "Dobrze byłoby poćwiczyć"- wykrzykiwała część mojego przerażonego umysłu, ale nie było szansy abym teraz się na to zgodziła. Nie lubiłam występować przed osobami które znam w taki sposób. Zawsze najłatwiej oszukać kompletnie nieznajomych lub najbliższych twojemu sercu.
-Może na początku zjemy śniadanie?- Nie wiedziałam nawet czy jest głodny, ale mimo chęci zbesztania się za idiotyczny pomysł udało mi się przełamać nieśmiałość i dodałam -A potem pokażesz gdzie co dokładniej tu jest.- Pierwszy raz na mojej twarzy pojawił się uśmiech w stu procentach naturalny, nie przemyślany. To było miłe uczucie...

<Akuma? Ponownie nakarmisz niezdecydowane dziecko> :P

2 wrz 2017

Pullsatilla CD Akuma

-Po-poproszę herbatę.- Wymamrotałam patrząc w ziemię. Wydawało mi się, że ból przejdzie wraz ze zmianą otoczenia na spokojniejsze, ale cóż, pomyliłam się kolosalnie. W głowie wciąż czułam nieprzyjemne szumienie, a każda myśl powodowała jedynie kolejny bolesny impuls. Ten chłopak, którego imienia nawet nie znałam, okazał się pracownikiem cyrku. To tak zwane szczęście w nieszczęściu? Zaczęłam się mu przyglądać, gdy czekał na zaparzenie się wody w czajniku. Pierwsze co się dało stwierdzić, to jego wzrost. Był bardzo wysoki, znaczy, prawdopodobnie był to jedynie mój odbiór, ponieważ z wzrostem metr sześćdziesiąt dwa czasami czułam się, jakby ktoś podał mi eliksir zmniejszający. Miał na sobie luźną koszulkę z jakimś napisem oraz przydużą bluzę z kapturem. Na szyi przełożone miał profesjonalne słuchawki, a przewód wiódł do tylnej kieszeni jego spodni. Prawdopodobnie tam trzymał swoje małe kompendium muzyki- telefon, a może mp3... Nigdy nie posiadałam żadnej z tych rzeczy. Do takich technologii nigdy mnie nie ciągnęło, a od muzyki wolałam delektować się ciszą. Wlał do kubków wodę i spojrzał w moją stronę, a ja gwałtownie spuściłam głowę. Czuję się niezręcznie, gdy łapię z kimś kontakt wzrokowy, więc na ogół unikam takich sytuacji jak ognia. Postawił herbatę oraz ciastka na stoliku, a sam usiadł naprzeciw mnie. Złapałam kubek w obie ręce, lecz pozostawiłam go na stole. Czułam, że moje ciało trzęsie się jak galareta, a nie chciałam nabawić się kłopotów związanych z rozlaniem gorącego płynu na siebie oraz wszystko inne.
-Nie przedstawiłem się jeszcze.- chłopak przerwał ciszę- Nazywam się Hayato.- Jego korzenie musiały pochodzić z dalekiego wschodu, lecz zgaduję, że on sam urodził się w Europie, ponieważ jego wygląd pod żadnym aspektem nie pasował do azjatyckiej urody znanej mi z książek i zdjęć. Jego postawa oraz budowa były wręcz przeciwieństwem takowej. A jego włosy... Ciężko było mi to stwierdzić, lecz wydawało mi się, iż był szatynem bądź brunetem przefarbowanym na nienaturalnie jasny kolor lub blondynem o ciemnych pasemkach.
-Mary.- Uścisnęłam wystawioną przez niego dłoń nad stołem. Jego skóra była gorąca, przez co po moim zziębniętym ciele przeszedł dreszcz. Moja odporność rzadko szwankowała, lecz Camille, u niej było wręcz przeciwnie. Od kiedy pamiętam miała problemy, a nawet krótkie wyjście na dwór mogło spowodować zapalenie oskrzeli. Choroby grały w jej dzieciństwie tak ważną rolę, że zostawiły piętno w jej fizjonomii. Postura kojarzona z porcelanowymi laleczkami baletnic w połączeniu z nieskazitelną cerą bledszą nawet od mojej sprawiała wrażenie, że jeden dotyk sprawi, iż cała rozsypie się w kawałki. Nigdy nie traktowała mnie jako młodszą siostrę, lecz jak osobę równą sobie. W pełni uszanowała mój wybór, gdy postanowiłam opuścić dom rodzinny, a nawet przesłała mi listem parę monet i uschnięte płatki kwiatów. Z pewnością do niej napiszę jak tylko znajdę nowe miejsce zamieszkania. Muszę opowiedzieć jej o świecie widzianym z poza okien rezydencji.
-Lepiej się czujesz?- Zapytał Hayato. Wypiłam już połowę herbaty, a ból głowy dalej dawał o sobie znać. W między czasie zaczęły delikatnie szczypać mnie oczy, co było znakiem, aby zdjąć już soczewki, które i tak za dużo dzisiaj czasu spędziły pod moimi powiekami.
-Tak.. Jest już dobrze.- Posłałam mu mętny uśmiech. Odwzajemnił go przechylając głowę na bok i biorąc do ręki ciastko. -Nie chcę się naprzykrzać, ale czy znajdzie się jakieś miejsce, gdzie mogłabym zostać na noc?

<Akuma? Znajdzie się jakieś miejsce dla tej dziewoi:P >

29 sie 2017

Od Pullsatilli

-Dzisiaj zerwałam tylko trzy łubianki- powiedziałam smutnym tonem, gdy weszłam do kuchni. Zza książki nos podniósł pan Addams. Szybko nałożyłam na swoją twarz smutny grymas i pokornie spojrzałam w dół. Siwy mężczyzna zaśmiał się i ochrypłym, lecz spokojnym głosem odrzekł
-Sezon się przecież kończy. Usiądź na fotel, a ja zaparzę herbaty. Musimy coś omówić.- Pospiesznie zsunęłam buty i podbiegłam do starca, podczas gdy ten miał problem ze wstaniem. Pochyliłam się i podałam mu rękę. Trzeba grać tą milutką wnuczkę. Nie, nie byłam z nim w ogóle spokrewniona, ale moje zachowania można nazwać tylko w ten sposób. Parę razy nawet wspominał o tym, iż marzy mu się taki pomocny wnuczek, ale z takich dzieci jak ma, nic dobrego się nie urodzi. "Smutna prawda, ale czy to nie jego wina, że je wychował" czyli z serii "Ludzie to H I P O K R Y C I, a to stwierdzenie to bzdura" część I. Zastanawiam się czy ludzkość kiedykolwiek odejdzie od tych stereotypowych gadek. Zwalanie wszystkiego na jeden czynnik kreowania charakteru i przekonań to jakby powiedzieć "Ten człowiek uwielbiał mordować kobiety w ciąży, ale jest dobrym człowiekiem, bo matka kazała mu w wieku dziewięciu lat chodzić na wolontariat"
Mężczyzna dał znak, że dalej sam sobie poradzi i powolnymi krokami ruszył w stronę kuchni. Usiadłam na fotelu i spojrzałam na książkę od której oderwałam staruszka. Nie gruba książka z grubą oprawą nie
wydawała się nowa. Na minimalistycznej okładce można było zobaczyć cienką warstwę kurzu. "Buszujący w zbożu"- nie jest to lektura o którą bym podejrzewała osobę w takim wieku, ale prawdopodobnie było to związane z zainteresowaniami gospodarza. Nigdy się w to zbytnio nie zagłębiałam, lecz łatwo zauważyć wielkie regały zapełnione klasycznymi utworami. Pan Addams musiał zobaczyć, że zapatrzyłam się w tomik położony na stoliku do kawy, ponieważ zaczął konwersację
-Poznałem tą książkę, gdy byłem parę lat starszy od ciebie i naprawdę spodobało mi się podejście głównego bohatera to życia. W piękny sposób ukazuje stare lata.- Jego głos osłabł, a jego oczy nabrały smutnego wyrazu. Dobrze wiedziałam o jakich czasach myślał. Podejrzewam, że młodzieńcze lata przeżywał jeszcze w XXI wieku. Dla mnie są to lata znane tylko z książek, ale nie wszyscy sięgają po literaturę tamtych lat. XX i XXI wiek były latami ciemnymi dla pisarstwa.-Nie wiem nawet który już raz to czytam.- Mężczyzna zaśmiał się pod nosem. Gdy to usłyszałam kąciki moich ust delikatnie się podniosły.
-Udało mi się to przeczytać.- Powiedziałam spoglądając w podłogę. Nawet z tej odległości usłyszałam mruknięcie z niedowierzaniem. Byłam świadoma, iż nie każdy w tych czasach ma możliwość przeczytania takich książek, a przy okazji młodzież coraz mniej sięga po takie utwory.
Podczas spokojnej konwersacji przy wyśmienitej herbacie tematy krążyły wokół literatury. Spokojnie mogłam potwierdzić swoje domyślenia odnoście gustu staruszka. Uświadomiłam sobie również, iż powinnam zagłębić się lepiej w tematy, ponieważ łatwo można odczuć, że jestem laikiem z tej dziedziny. Książki zaczęły mnie interesować dopiero, gdy skończyłam dwanaście lat. Przed tym nie zagłębiałam się w rodzinnej biblioteczce. W pewnym momencie rozmowy jednak tematy jakoś stopniały, a w domu zapadła niewygodna cisza.
-Mary,- otworzyłam szerzej oczy, albowiem rzadko ktoś wypowiadał moje imię- powiedz mi, co planujesz robić w przyszłości?- Skamieniałam. To pytanie... To pytanie jest nie wygodne. Od kiedy opuściłam dom starałam się nie myśleć za dużo o dalekiej przyszłości, więc czuję się jakby miotana z miejsca do miejsca wraz z wiatrem. Tym razem było podobnie. Wiedziałam, że zbiory truskawek niedługo się skończą, a mój czas spędzony w tym miejscu był już wystarczający. Znalazłam nawet już pewne miejsce i mam do niego wielkie nadzieje. Ostatnimi czasy zostałam wyganiana z domost niczym jacyś żebracy, a ja tylko chciałam zatrudnić się jako pomoc domowa bądź ogrodniczka. Ludzie po tych incydentach stają się coraz bardziej podejrzliwi. A do tego moja "umiejętność". Tam na pewno zostanie przyjęta w dobry sposób. Nie jest to przyjemne, gdy ktoś wygania Cię za próg solą, bo pokazałeś jego dziecku niewinne złudzenie.
Tym specjalnym miejscem jest cyrk. Podczas moich przechadzek po Londynie wszędzie było o nim głośno. Z łatwością dowiedziałam się, że rozłożył swój namiot pod miastem i planuje pozostać tu przez najbliższy czas. Pod wpływem impulsu chciałam rzucić się biegiem do "Miejsca Cudów", ale momentalnie się wstrzymałam. Co jeżeli jednak nie jestem wystarczająco dobra, aby zostać przyjęta? Postanowiłam wstrzymać się oraz trochę podszkolić, lecz czas mija. Miałam w planach po otrzymaniu pieniędzy spakować się i wyjść bez słowa. Mimo, że uważam takie zachowania za tchórzostwo postrzegam to jako najlepsze wyjście. Czasami lepiej być tchórzem, niż udawanym bohaterem.
-Ja..Ja chyba po prostu pójdę przed siebie.- Mój głos był niespokojny. Nie spodziewałam się, że przez takie pytanie przestanę kontrolować emocje.
-Ale masz jakiś plan? Sezon się kończy, a ja nie mam pola malin.. Mogę popytać sąsiadów...
-Nie ma takiej potrzeby.- Szybko przerwałam mu swoją myśl. Nie chciałam dalej w to brnąć, ale czułam, że powiedzenie mu o moich szczerych planach nie byłoby najlepszą opcją. Nie mając jednak wyboru musiałam na coś postawić. -Słyszał pan zapewne o "The Circus Magic".- mężczyzna pokiwał potwierdzająco głową- Mam zamiar postarać się znaleźć tam pracę.
-A-ale jako kto?- Staruszek zaczął się jąkać, aż mi żal się zrobiło patrząc jak się tak martwi.
-Niech się pan nie martwi. Mam różne zdolności.- Uśmiechnęłam się serdecznie i miałam coś jeszcze dopowiedzieć, ale ktoś zapukał do drzwi. W mgnieniu oka znalazłam się przy starcu, aby pomóc mu wstać. Podziękował mi, a sam ruszył do drzwi mrucząc pod nosem "Idę, już idę". Stałam w salonie i wsłuchiwałam się.
Dźwięk otworzonych drzwi, pan Addams ciepło wita się z kimś, lecz w odpowiedzi dostaje oschły pomruk niezadowolenia. Gdy weszli do salonu zobaczyłam kobietę ubraną w kosztowne ubrania wraz z masą nie potrzebnych na tę porę roku dodatków. Staruszek zaczął mnie przedstawiać, ale modnisia od razu mu przerwała.
- Czemu ta biedaczka ma prawo tu mieszkać?- Widziałam jak lustrowała mnie wzrokiem. Nie jest to miłe uczucie, gdy jesteś świadoma, że ktoś cię właśnie negatywnie ocenia. Bez skrępowania patrzyłam w jej oczy. Na wstępie mnie skreśliła, więc czemu miałabym ją szanować?
- Olivio, to jest bardzo mądra dziewczyna. Ona pomaga mi z truskawkami i..
- Nie obchodzi mnie to.- przerwała mu w połowie zdania- Jest brudna. Nie możesz zapraszać takich ludzi do rozmowy. Oni nie są do tego stworzeni.- Z zadartym nosem nie czuła skruchy krzycząc na biednego pana Addamsa, a na moją obecność w tym pomieszczeniu nawet nie zwracała uwagi. Wydawało jej się, że potrafi oceniać ludzi poprzez jedno spojrzenie, bo takie słowa są dosyć zobowiązujące, prawda?
-Muszę przeprosić.- Wtrąciłam i odwróciłam się na pięcie. Kobieta zamilkła, lecz na plecach czułam wzrok obu osób. Równym krokiem ruszyłam do przeznaczonego dla mnie na czas pracy pokoju.
Mimo, iż znajdował się on na piętrze bez problemu słyszałam terroryzującą staruszka Olivię. Sytuacja nie przyjemna dla wszystkich stron, a że ja jestem w tym przypadku problemem, sporu najlepiej abym po prostu podkuliła ogon i uciekła za scenę. Przebrałam się z ubrań roboczych w moje codzienne ubrania. Tym razem padło na spódnicę i koszulę. Pospiesznie pakowałam swój malutki dorobek. Wszystko mogłam zmieścić w dużej torbie na ramię. Jedna sukienka, dwie pary spodni, dwie spódnice, trzy koszule, zimowy sweter i płaszcz. Do tego para butów, jakieś rajstopy oraz baleriny. Do tego w osobnej przegródce znajdowało się specjalne miejsce na soczewki i płyn do nich. Do jednej sakiewki włożyłam pieniądze i zapałki, a do drugiej nieliczną biżuterię wraz z słoiczkiem wysuszonych kwiatów. Obie przypięłam do idealnie czarnej przygotowanej na to wstęgi, a ją mocno zawiązałam w pasie. Zawiązałam zniszczone już skórzane buty, torbę przełożyłam przez ramię, a pelerynę zapięłam pod szyją. Byłam już gotowa.
Wyszłam z pokoju starając się nie wydać żadnego dźwięku, ale niestety, stare drewniane schody nie chciały ze mną współpracować. Skrzywiłam się, gdy usłyszałam niezmiernie ohydny pisk. Nie byłam jedyną osobą która zwróciła na to uwagę. W mgnieniu w polu mojego widzenia znalazł się pan Addams.
-Mary...- zaczął, ale zauważył mój strój podróżny. - Przepraszam za tą sytuacje.. Olivia to moja córka, a charakter odziedziczyła po matce. Nie umiem jej..
-Spokojnie, niech się pan nie martwi.- Nie czułam się dobrze widząc zmartwienie na twarzy. Była to niewygodna sytuacja, więc wolałam pocieszyć go odpowiednimi słowami, aby potem móc myśleć o czasie spędzonym w tym miejscu jako radosne rozmowy przy herbacie.- Sezon się kończy, więc nie ma potrzeby, abym tu została.- Uśmiechnęłam się najszczerzej jak potrafiłam, ale mężczyzna dalej wyglądał na zmartwionego. Bez słowa obrócił się i odszedł. Zeszłam na parter i zobaczyłam, że nerwowo krzątał się po kuchni. Po paru minutach w moich dłoniach pojawił się porządny bochen chleba, łubianka truskawek i dodatkowe parę monet. Uściskałam pana Addamsa i wyruszyłam w drogę.
"The Circus Magic" znajdował się dokładnie po drugiej stronie Londynu, więc trochę drogi do przebycia było przede mną. Patrząc na słońce stwierdziłam, że było koło pierwszej. Jeżeli całość miałabym przejść na nogach, prawdopodobnie zajęłoby mi to ponad dziesięć godzin, lecz zaraz po wejściu na skraj miasta spotkałam wóz konny. Woźnica nie był do mnie pozytywnie nastawiony, ale po ukazaniu paru ładnych monet jego podejście się zmieniło. Jechał w stronę miasteczka Bedord, a gdy zapytałam się o cyrk burknął, że to w tą samą stronę. Usiadłam koło niego i tak ruszyliśmy przed siebie.
Po pięciu godzinach jazdy byliśmy już na miejscu, a z mojego ekwipunku zniknęły jedynie truskawki i kilka monet. Nie powiem, wyszło mi to naprawdę na rękę. Pierwsze co zobaczyłam po zejściu z mojej podwózki, były tony plakatów porozwieszanych na lampach oraz zabawnie ubrana dziewczynka rozdająca ulotki przechodniom. Skakała i podśpiewywała melodyjkę reklamową, a na ten widok na mojej twarzy zawitał uśmiech. Po chwili ruszyła radośnie w moją stronę.
-Witam panią.- skłoniła się - Czy nie chciałaby pani odwiedzić tej nocy cyrku?- Głosem emitowała bogatego kupca bądź hrabiego, co w jej wykonaniu wychodziło rozczulająco. Pokiwałam głową na znak zainteresowania ofertą.- Dzisiaj występ w "The Circus Magic" zaczyna się o godzinie dziewiątej. Na tej ulotce ma pani dokładnie rozpisane gdzie ma się pani udać po bilety oraz inne informację. Życzę miłego wieczoru.- Dziewczynka odbiegła przy okazji rozrzucając parę karteczek na chodnik. Z tej odległości mogłam zobaczyć główny zegar. Do seansu zostały mi około dwie godziny, więc postanowiłam od razu ruszyć na podany adres.
W około pół godziny znalazłam się na miejscu. Do show było jeszcze dużo czasu, a ludzi było już jak mrówek. Widziałam wiele twarzy: naburmuszony roztyty mężczyzna, małe dziecko błagające o lizaka, elegancko ubrana kobieta. Przed oczami mignął mi nawet obraz idealnie czystego, znaczy, białego chłopca.
Kupiłam bilety i weszłam do namiotu. Wnętrze po prostu zapierało dech w piersi, a sam występ, on był idealny. Nie istniało tam coś takiego jak pomyłka. Żonglerze oraz akrobaci przebijali ludzkie ograniczenia, między treserami a zwierzętami istniała cudowna więź i magicy.. To nie była zwykła iluzja. To nie były najzwyklejsze złudzenia. Może oni.. może to tutaj będę pasować?
Po aplauzie napierający tłum wypchnął mnie z namiotu. Nienawidzę tłoku, a tutaj miałam go w zabójczej dawce. Przy pierwszej lepszej szansie na uniknięcie zgonu w jakże nie przyjemny sposób odskoczyłam w bok i schowałam się za jakimś budynkiem, a raczej namiotem. Nie miało to w tamtej chwili żadnego znaczenia. Ciężko oddychając kucnęłam i wycieńczona spuściłam głowę. W uszach słyszałam buczenie, a w głowie kręciło mi się niemiłosiernie. Czekałam w tej pozycji parę minut, aż skamieniałam słysząc chrząknięcie. Nerwowo podniosłam głowę, a przede mną zobaczyłam posturę człowieka.

<Witam witam i o zdrowie pytam. Pierwsze opowiadanko idzie pod ogień, ale troszkę się rozpisałam xd Teraz tak statystycznie.. Ktoś?>

Pullsatilla

"Im mniej człowiek wie, tym łatwiej mu żyć. Wiedza daje wolność, ale unieszczęśliwia."

Wszystko zostało opisane w Aparycji