Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raion. Pokaż wszystkie posty

5 sty 2019

Odchodzi!

RAION


JASKIER
Zdjęcie zepsute

#Powód: Decyzja właściciela - brak czasu

29 wrz 2018

Raion CD Mefoda


–– Ma, owszem, jak każde dzikie zwierzę... I w ogóle każde –– Odparłam, stukając obcasami moich wysokich, czarnych butów. –– Dlatego, choć niechętnie, zawsze noszę przy sobie bat –– Wskazałam na owy przedmiot przypięty u pasa mojej szarej spódniczki.
–– Użyłaś go kiedyś? –– Zapytał, patrząc sceptycznie to na bat, to na lwa.
Westchnęłam.
–– Niestety tak. Na szczęście potem nigdy nie zdarzyła się już sytuacja, w której... Leon stał się agresywny. –– Wyjaśniłam.
–– No tak, bo kto by się spodziewał po takim bydlaku... –– Sarknął.
Wywróciłam tylko oczami i uniosłam skrzydło namiotu ćwiczebnego. Przywitał nas widok dość dużej areny ze sztuczną widownią. Tu i ówdzie walały się różnorakie sprzęty, najwidoczniej nikt ich nie posprzątał.
–– Skaranie boskie z niektórymi cyrkowcami... –– Mruknęłam, czując, jak na usta cisną mi się niecenzuralne słowa.
Mefoda zerknął w bok, zakołysał się na palcach i wydusił:
–– Ja to posprzątam... –– Podszedł do najbliższej ogromnej piłki.
–– Zrobimy to razem, szybciej zacznę trening –– Zaoferowałam się.
Praca minęła nam dość szybko. Zostawiliśmy kilka rzeczy, które również ja wykorzystywałam, i wnieśliśmy nowe. Mefoda usiadł w pierwszym rzędzie widowni i zaczął się przypatrywać.
Na początek wykonałam kilka ćwiczeń rozgrzewających i przyszykowałam nagrody dla Leona, znajdujące się w małej lodóweczce w kantorku, razem z innymi smakołykami dla innych zwierząt.
–– Dobra, najpierw podstawy –– Powiedziałam i zawołałam Leona. Ten posłusznie podszedł. –– Bardzo ważną rzeczą przed jakimikolwiek pokazami czy ćwiczeniami ze zwierzęciem jest nawiązanie z nim kontaktu –– Zwróciłam się do siedzącego pięć metrów dalej Mefody. –– Wiem, że to brzmi dziwnie, ale to podstawowy element każdej tresury. Zwierzę musi wiedzieć, kto tutaj rządzi, ale też to, że ja też go szanuję.
Uklęknęłam naprzeciw Leona, mając jego olbrzymi pysk na wysokości mojej twarzy.
–– Przede wszystkim trzeba mówić spokojnie. Chyba wiesz, że zwierzęta wyczuwają ludzkie emocje, prawda? –– Zapytałam, a Mefoda coś tam pomamrotał, że coś o tym słyszał. –– To co, Leo? Zaczynamy? Wiem, że dasz radę. I ja też. Dalej, Leon!
Zaklaskałam, lew się naprężył i już siedziałam na jego grzbiecie.
–– Te, a teraz przyszło mi do głowy pewne pytanie –– Odezwał się nagle Mefoda. –– Jak ty zamierzasz tym sterować? Jak koniem? Cyk w poślady i jazda?
Zaśmiałam się głośno.
–– Coś w tym stylu... On wie, kiedy ma ruszać i tyle –– Objaśniłam. –– Leon, obręcz!
Ścisnęłam łydki na jego bokach, a ten ruszył w stronę ogromnego koła. Na początku szedł, ale dwa metry przed przeszedł w trucht i wykonał potężny skok w przód. Odgięłam się do tyłu, by złapać równowagę. Leon wylądował, a ja tym razem się schyliłam, by skontrolować siłę bezwładności.
–– Huff, nieźle! –– Poklepałam lwa po głowie, wyjmując małą paczuszkę z surowym mięsem. Wyjęłam je i rzuciłam nim przed siebie, a Leon złapał je w locie i połknął jednym chapnięciem.

<Mefoda?> Wybacz, że cholernie długo, ale coś się stało ze mną paskudnego i no... :/


20 cze 2018

Raion CD Mefoda

- Zachody słońca... Każda pora dnia jest piękna - odpalam, a Mefoda spojrzał na mnie zdziwiony - Tak mi powiedział kiedyś pewien przyjaciel - wyjaśniłam.
- To też zależy o sytuacji, która dzieje się w danej porze dnia - stwierdził - Ja osobiście wolę wschody.
Po zastanowieniu uznałam w myślach, że one fakt, są ładne. Wzbudzają taką nadzieję, kiedy słońce na nowo się budzi na niebie. Oczywiście nie powiedziałam tego na głos, bo zepsułoby mi to mój wizerunek twardej kobiety. Nie lubiłam wcześnie odsłaniać swojej prawdziwej ja. Westchnęłam cicho. Co do jednego miał rację - siedzieć tu nie było sensu. Delikatnie zsunęłam się z murku i zgrabnie wylądowałam, i to jeszcze tak, że sukienka nie zafurkotała. No, przecież jeżdżenie od kilku lat okrakiem na lwie w spódniczce czegoś uczy. Zeskoczył za mną i musiałam przyznać, że za grosz w nim gracji. Fakt ten nieco mnie znów rozbawił, ale powstrzymałam się tym razem od śmiechu.
- Więc panienka się jednak zdecydowała? - zapytał sarkastycznie.
- Jednak tak - ucięłam z lekkim uśmieszkiem.
Ruszyłam przed siebie i usłyszałam, jak idzie obok mnie. Nagle przypomniałam sobie o Leonie. Może Mefoda będzie mógł coś poradzić na ten problem?
- Ostatnio dzieje się coś dziwnego z moim lwem - zaczęłam, przykuwając jego uwagę - Od tygodnia, kiedy próbuję go wyciągnąć na jakikolwiek trening czy ćwiczenia, on tylko rozkłada się na ziemi i mruczy. Może za bardzo go rozpieściłam...? - zmarszczyłam brwi.
Mefoda się zakrztusił.
- To lwa można... Rozpieścić?! Kobieto, moim zdaniem dziwne zachowanie lwa to już sam fakt, że nie próbuje cię zeżreć!
- On jest tresowany - mruknęłam, ale nie zamierzałam drążyć tematu - Zżyłam się z nim, i gdyby nie to, że już mam kota, mogłabym go nazwać moim zwierzątkiem domowym.
Parsknął.
- No jasne, mały, słodki koteczek na dwa metry - zachichotał.
- On nie jest... - zaczęłam, ale przerwałam. Nie lubiłam, gdy ktoś jakkolwiek źle mówił o Leonie, ale w końcu nie mogłam mieć mu tego za złe - Chcesz, sam się przekonaj - stwierdziłam w końcu.
- Hmpf... - zamilkł.
Bez słowa ruszyłam do namiotu że zwierzętami cyrkowymi. Ostrożnie rozsunęłam zasłony.
- Oh, no nie wierzę. Leon! - mój jakże kochany "koteczek", jak to określił Mefoda, tarzał się w najlepsze w jakichś wiórach.
- Khe, khe, ale bydlę - usłyszałam głos Mefody nad uchem.
- Jest bardzo potulny.
Zapadła cisza. Oboje wiedzieliśmy, jak zabrzmiało "potulny" o ogromnym lwie.
Znów razem zachichotaliśmy. 
- Jesteś niemożliwa - stwierdził.
- I kto to mówi? - odparłam roześmiana - Leon! Masz natychmiast przestać!
Lew tylko się na mnie spojrzał zaczepnie i kontynuował  czynność.
Westchnęłam, odgarnęłam włosy, uniosłam wysoko brodę i spojrzałam się na lwa. Zastosowałam moje typowe, przytłaczające, karcące i nieznoszące sprzeciwu spojrzenie. Ten posłusznie wstał, zerknął na mnie z miną zbitego psa i ruszył do klatki. 
- Nie tak prędko - uniosłam brwi. Z takimi zwierzętami trzeba było być cały czas stanowczym i cały czas pokazywać, kto tu rządzi. Nie można było sobie pozwolić na chwilę słabości czy ustąpienia.
Lew zatrzymał się, słysząc mój ton. 
- Od tygodnia migasz się od treningów i ćwiczeń. Dzisiaj ci nie daruję! - założyłam ręce na piersi.
Lew warknął cicho i ustąpił.
- Woah... Znaczy... Ty gadasz do lwa? - zapytał Mefoda z dziwną miną.
- No cóż, działa, prawda? - uśmiechnęłam się lekko - Muszę iść się przebrać na strój pokazowy, w nim muszę też ćwiczyć. Jak chcesz, możesz obejrzeć trening, tylko byś chwilkę poczekał.

<Mefoda?>  Wybacz, że tak długo mnie nie było, ale życie prywatne się pokomplikowało :/

4 maj 2018

Raion CD Mefoda

Chrupnęło. Zatrzeszczało i znów chrupnęło. Codzienna intensywna gimnastyka nie zawsze była przyjemna, a świadczyły o tym dźwięki wydawane przez moje kości, poddawane tym torturom. Podniosłam się z pozycji szpagatu, na koniec unosząc jedną nogę tak wysoko, że dotknęłam kolanem twarzy, potem to samo z drugą. Westchnęłam i uznałam, że ćwiczenia dobiegły końca. Poczułam przy swoich stopach coś miękkiego i ciepłego. Schyliłam się i pogłaskałam Kazu za uszami.
- Cześć, mój mały, koci słodziaku! - wymruczałam cicho.
Wstałam i usiadłam przy toaletce. Zmierzyłam wzrokiem swoje odbicie. Moje długie blond włosy były w nieładzie. Musiałam to natychmiast zmienić. Nie znosiłam bałaganu, zwłaszcza w swoim wyglądzie. Zaczęłam poranny rytuał czesania włosów i aplikowaniu na nie różnych odżywek. Potem jakieś kremy oczyszczające na skórę i gotowe. Jestem zadowolona ze swojej urody, więc nie stosuję makijażu. Nie rozumiem osób, które stosują go po to, by się upiększyć. Przecież wtedy jest się jakby kimś innym.
Po ogarnięciu się wzięłam puchaty, biały ręcznik i ruszyłam do łaźni. Po drodze wywnioskowałam z obserwacji, iż jest dość późna pora. To pewnie przez to, że siedziałam wczoraj do późna. Ciepła woda opływała moje ciało.
Po kąpieli, w swieżej, białej sukience, wybrałam się do Leona, cyrkowego lwa. Weszłam po cichu do namiotu ze zwierzętami i w oczy od razu rzuciła mi się gęsta grzywa kotowatego.
- Hm, może mały trening? - zapytałam, ale widząc, jak lew rozwala się w legowisku, uśmiechnęłam się tylko.
Pomiętosiłam jeszcze jego grzywę i wyszłam. Nudziło mi się strasznie, ale nagle zobaczyłam dość wysoki murek, z którego roztaczał się rozległy widok. Czemu nie. Wdrapałam się na niego z łatwością i zaczęłam obserwować okolicę. Podświadomie myslałam nad tym, co mogłabym zaprezentować na kolejnym występie, aż usłyszałam śmiech. Chyba za bardzo odpłynęłam, bo nawet nie zauważyłam, jak jakiś młody blondyn do mnie podszedł.
Spojrzałam na niego zaskoczona, a on, sądzac po jego wypowiedzi, uznał chyba, że się przestraszyłam.
- Nie, nie bardzo - uśmiechnęłam się delikatnie, patrząc na niego zaciekawiona.
- Też lubisz to miejsce? - zapytał, wskazując głową na murek.
- To zależy, bo dopiero co przyszłam, ot tak, tak sobie. Nigdy tu jeszcze nie przebywałam - wytłumaczyłam, patrząc w dal. No właśnie, większość ludzi zawsze miała jakieś ulubione miejscówki. A ja? Własnego namiotu i klatki lwa raczej nie można wyróżnić mianem "swojego" miejsca, prawda?
- Stąd można popatrzeć sobie na wszystko - stwierdził i klapnął obok mnie, co przyjęłam z kolejnym lekkim zaskoczeniem - Jestem Mefoda, właśnie mnie tu zatrudnili.
- Oh, to... gratulacje - na moje usta wpłynął lekko wymuszony uśmiech - Ja jestem Raion.
Spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
- To ma coś wspólnego z lwem? Brzmi jak angielskie "lion".
Tutaj też mnie zaskoczył, tyle że mile.
- Tak, to pojapońsku lew. Jestem... Hm, lwią akrobatką? Po prostu zajmuję się lwem i z nim występuję - wzruszyłam ramionami.
- O kurde, zaawansowana? - rzucił bez ogródek.
Nie powiem, pogrymasiłabym trochę na temat jego bezpośredniości, ale zamiast tego zrobiłam nieco chłodną minę i rzuciłam typową dla siebie gadkę kończącą temat:
- No widzisz.
Zerknął na mnie i lekko się speszył... A może zniesmaczył? Już na pierwszy rzut oka wygląda na osobę niepoważną i beztroską, nieprzejmującą się regułami. Ja natomiast posiadam tylko jedną z tych cech - bycie beztroskim, a i to w umiarze. Ale życie nauczyło mnie, że nie należy osądzać ludzi po pozorach, dlatego postanowiłam dać mu szansę.
- Co cię skłoniło do podjęcia pracy tutaj? - lubiłam znać powody lub od czego się coś zaczęło. No i może jego odpowiedź mnie po raz kolejny zaskoczy?
- Hm... W sumie nie dołączyłem tu tak sam od siebie - zaczął - Pik, ten gostek, po prostu do mnie przylazł i zaprponował pracę. A ja, że okej, że w sumie nie mam się gdzie podziać, no i bum, jestem - zakończył lakonicznie.
Milczałam przez chwilę, pukając się po policzku. Czyżby był w choć trochę podobnej sytuacji, co moja kilka lat temu? Może czegoś miał dosyć i przy najbliższej okazji postanowił coś zmienić, jak ja? Przypomniałam sobie, co mnie skłoniło do przeprowadzki swojego dotychczasowego życia do cyrku. Chęć zmiany i brak miejsca do życia. Bo w tamtej szkole na pewno bym nie została, a do rodziców też bym nie pojechała.
- Ja w sumie miałam podobnie - zaczęłam ostrożnie, bo nie przywykłam do tak szybkiego zdradzania swoich przeżyć (co w ogóle robię raczej rzadko), ale ta iskierka nadziei, że mamy podobnie, zwyciężyła - Znaczy, ja miałam... teoretycznie... gdzie się podziać, ale nie chciałam akurat tego "gdzieś".
Spojrzał na mnie z uznaniem.
- Mały bunt, co? - zapytał z iskierkami w oczach.
- W sumie... tak - stwierdziłam i zaskoczyłam tym samą siebie. Bunt u mnie? Ja? Wywołało to u mnie dziwne rozbawienie. Zaczęłam nagle cicho chichotać, aż przerodziło się to w wybuch śmiechu.
Mefoda to podchwycił i nie minęła nawet chwila, kiedy śmialiśmy się oboje.
- Zabawne, ja i bunt - otarłam łezkę.
- No, zawsze coś nowego - parsknął.
- Haha, rzeczywiście. Tylko dlaczego zdałam sobie z tego sprawę dopiero po kilku latach? - kaszlnęłam rozbawiona.
- Lepiej późno, niż wcale - stwierdził, a ja musiałam mu przyznać rację.

<Mefoda?> Nie zrażaj się na razie chłodem i niechęcią Raion, bo w sumie mają troszkę wspólnego w niektórych kwestiach i na pewno rozwinie się ciekawa historia, jak sądzę ^^

11 kwi 2018

Raion

Miłość jest jak wojna - łatwo ją zacząć, a zakończyć trudno.