18 lip 2019

OD Powder'a

Nastał nowy dzień. Chłopak sam z siebie otworzył oczy i spojrzał na godzinę - 5:13. Przeciągnął się, nastawił wodę i poszedł się ubrać. Wyciągnął saszetkę instant-kawy i zalał, znajomy zapach taniego napoju szybko wypełnił jego skromny namiot. Wyszedł z kubkiem na zewnątrz, słońce już świeciło, ptaki śpiewały, całkiem niezły poranek. Wyjął z paczki papierosa i zapalił jak co rano. Kawa z prawdopodobnie przyczyną jego śmierci łączyły się w znajomą mu całość, część jego porannej rutyny. Poranki były dla chłopaka jego azylem, oazą, codziennie niby niezmienne, a tak różne w zależności od pór roku czy pogody. Niebo było prawie bezchmurne. Powder napawał się tym widokiem dłuższą chwilę, dopóki w kubku nic nie było i skończyło się zdradliwe źródło nikotyny. Uśmiechnął się sam do siebie, większość rezydujących w cyrku jeszcze spała, postanowił więc udać się najpierw do zwierząt. Większość z nich ignorowała jego obecność, jako że to nie on dawał im jedzenie czy też czesał. Jedyne co od nich dostał to spojrzenia w jego stronę, często tylko na krótką chwilę. Udał się on za klatki i sprawdził ilość jedzenia. Na szczęście było jeszcze dużo siana, liści i innych roślinnych mixów, a w mini-lodówce nie zabrakło mięsa oraz ryb.
- Starczy wszystkiego na co najmniej cztery dni - powiedział do siebie i ogarnął ręką włosy, które lekko opadły podczas kucania przy lodówce. Wychodząc, podszedł na chwilę do Sunny. Ta jako jedyna chciała uznać jego obecność, ale bądźmy szczerzy, zauważy każdego, kto chciałby poświęcić jej chwilę uwagi. Żyrafa obniżyła głowę tak, aby chłopak mógł jej sięgnąć. Pogłaskał ją chwilę zza krat i po cichu wyszedł. Było dziś jeszcze sporo do zrobienia, ale nic nie było pilną sprawą. Dzisiejszy dzień zapowiadał się być jednym z tych spokojniejszych... przez jakieś pięć minut. Nagle jego uszy przeszył straszny dźwięk. Był to pisk i huk? Nie dał on rady stwierdzić. Powder pobiegł w stronę dźwięku, miał tylko nadzieję, że nie było to nic poważnego. Wiedział, że dotarł na miejsce po kompletnym bałaganie, który zapanował w mgnieniu oka. Stała się jedna z gorszych rzeczy - zawalił się namiot... w sumie jedna z najgorszych, jedyne co przychodziło mu do głowy, co mogłoby to pobić to ucieczka zwierząt. Namiot, a (właściwie wielka płachta na ziemi) wydawał się być nienaruszony, padła konstrukcja od środka. Chłopak chwycił za miejsce, gdzie znajdowało się wejście.
- Halo? Jest tu kto? - cisza. Nic pod namiotem się nie ruszało, ale wolał on sprawdzić, na wszelki wypadek. Westchnął sam do siebie. Świetnie. Nie przepadał on za rozkładaniem namiotów, sam wiele razy się pod nimi znalazł i nie było to nigdy nic przyjemnego, mimo tego nabrał on wprawy w ich rozstawianiu. Zapadła konstrukcja wydawała się być namiotem mieszkalnym, więc naprawa go szybko trafiła na jego listę priorytetów. W sumie, czemu nie zacząć teraz? Wrócił szybko do swojego lokum i wziął narzędzia, na wszelki wypadek. Wątpił, że ktoś z załogi technicznej był teraz na nogach, a sam miał doświadczenie z tym zdradliwym materiałem. Gdy wrócił na miejsce, zastał on domniemanego lokatora.
- Co tu się stało?! - na twarzy osóbki nie widniało zmartwienie, tylko lekkie zdenerwowanie.
- Sam nie wiem, usłyszałem tylko głośny dźwięk i - przechylił głowę w stronę namiotu - tak to zastałem. Dobrze, że cię tu nie było, nie wiem jak mogło się to skończyć. Czy były już wcześniej jakieś dziwne dźwięki? - spytał. Miał nadzieję na szybkie znalezienie powodu tego problemu, no i wolałby spać spokojnie, wiedząc, że osoba ma gdzie się podziać.

<ktoś coś?>

Powder

"Krótkie momenty tworzą lawinę, którą nazywamy życiem"

15 lip 2019

Robin CD Riddle

Był przerażony, kiedy duchy napierały na niego, a nieznajome twarze mówiły. Pytały się o coś, czego Robin nie rozumiał, na początku nie potrafił nawet rozróżnić słów. Stał prosto i przylegał do drzewa, mając nadzieje, że ten koszmar szybko zniknie. Zamknąłem oczy i zaczął uważniej słuchać głosów. Prosiły go o słodycze, o pieski, o odnalezienie starej zabawki, o kupienie nowej lalki, o pobawienie się z nimi, o wymyślenie ciekawej zabawy, a potem wszystkie, jak jedno, zaczęli się pytać o rodziców. Robin czuł się coraz bardziej przytłoczony, ta sprawa była zbyt dziwna, by mógł myśleć racjonalnie. Zamknąłem oczy, mocno zacisnął powieki, aż łzy zaczęły mu spływać po policzkach. Głowa zaczynała go boleć, nie rozumiał skąd te dusze się wzięły i czego od niego chciały. Udało mu się wydusić z siebie jedno słówko, które w takim hałasie mogłyby się wydawać nic nieznaczące.
- Przestańcie – ale jego głos, albo słowo podziałało. Duchy przestały się odzywać, stały w miejscu i uważnie mu się przyglądały, chłopiec czuł na swoim ciele ich przeszywający wzrok. Zrobiło mu się bardzo zimno, otworzył powoli oczy. Blade twarze spoglądały na niego łagodnie, dopiero wtedy potrafił rozróżnić dzieci w jego wieku, niektóre starsze i inne młodsze. Wszystkie milczały i czekały, za nimi stał mężczyzna, który wszystkiemu się tylko przyglądał. Żadne z dzieci nie zwróciło na niego uwagi, a Robin żałował, że był w jej centrum. W końcu jednak wziął się w garść i próbował stad odejść. Kiedy dotknął jednej duszyczki, ona nagle zaczynała się kurczyć, jaśniała białym blaskiem i na końcu zmieniła się w białego motylka. Chłopak był tak zdziwiony tym, co się stało, że nie potrafił się ruszyć. Po chwili wszystkie osóbki, znajdujące się przy nim, dotknęły go i zamieniły się w tego samego owada, co ich towarzysz.
- Uratujesz nas – usłyszał cichy szept, kiedy wszystkie zaczynały krążyć nad nim. Zestresowany David przestał oddychać, po czym ruszył biegiem przed siebie, zostawiając za sobą białe motyle oraz strasznego mężczyznę. Biegł nie zwalniając ani na chwilę, aż znalazł się z dala od lasu. Usiadł na polanie i przez chwilę przyglądał się drzewom, mając wrażenie, że wyjdą z niego zaraz kolejne białe dzieci. Gdy tak się na szczęście nie stało, położył się na miękkiej trawie i starał zrozumieć sytuację. Mimo to wszystko, co przytrafiło mu się w tak krótkim czasie, było zbyt dziwne i szokujące, by mógł na cokolwiek wpaść. Jedyna opcja, jaka mu została, to podzielenie się tym z Vivi. Tym bardziej, że straszny mężczyzna, którego się bał, był w jakiś sposób powiązany z tymi duszami, a do tego znał lisa. Miał nadzieje, że dowie się czegoś od swojego przyjaciela, jednak kiedy podniósł głowę, niedaleko niego stał ciemnowłosy. W dłoni ciągle trzymał czaszkę, na którą chłopiec nie mógł patrzeć. Znowu poczuł zimno, zebrał się do siadu i uważnie mu się przyglądał.
- Czego chcesz? - wyjąkał po chwili.
- Chyba nie sądzisz, że dam ci tak po prostu uciec. Ledwo co się poznaliśmy. Nie zostawię cię teraz samego – słysząc to, chłopiec się objął i przestał na niego patrzeć. Nie rozumiał mężczyzny i tak właściwie, nie wiedział co zrobić. Siedział przez chwilę w ciszy, nawet się nie poruszywszy, aż zerknął kątem oka na cierpliwie czekającego osobnika, niedaleko niego.
- Skąd znasz Vivi’ego? - zapytał prawie szeptem, miał nadzieje, że mężczyzna go usłyszał, gdyż nie chciał się powtarzać i słyszeć, jak mu głos drży.

<Riddle? Zaciew go>

12 lip 2019

Riddle'a do Vivi'ego

W ostatecznym rozrachunku była to wina kobiety. Młody mężczyzna nie powinien jej wpuszczać do swojego domu i oferować pomoc. Niestety na tym właśnie polegał problem nawet z pomniejszymi demonami. Pukają do drzwi, odziane w aksamitne suknie, uchylają przystrojone parasolki, uśmiechają się uwodzicielsko, popisują dobrymi manierami przy stole, wkręcają naiwnych ludzi i nigdy nie pokazują ogona. Nawet jednego z dziewięciu.
Kobieta zjawiła się tam pod pretekstem problemów z powozem. Chciała przenocować. Zapewniała, że nie sprawi żadnych problemów. Mężczyzna długo się nie zastanawiał i zaprosił ją w swoje skromne progi. Akurat był w trakcie spożywania kolacji wraz z piątką sierot, które przygarnął i postanowił wychować dobre parę lat temu. Kobieta nie kryła swojego zdziwienia. Obecność tylu małych dzieci znacznie komplikowała prawdziwy powód jej wieczornej wizyty.
Mężczyzna nie posiadał żadnej legalnej pracy. Nie należał też do osób z pokaźnym majątkiem. Robił i wciąż robi złe rzeczy, ale jego marzeniem jest z tym skończyć. Niestety ktoś musi w jakiś sposób zdobyć pieniądze, by móc godnie żyć wraz z dziećmi. W okolicy nikt nie chciał go zatrudnić. Wszyscy tam żyli na granicy biedy. Doszło do tego, że człowiek okradał drugiego człowieka, by mieć coś do jedzenia albo okrycia podczas ostrej niemiłosiernej zimy.
Kobieta była wysłanniczką z piekła. Nie miała konkretnego powodu. Czysta natura demona każe jej wykorzystywać naiwnych ludzi. Naciągnąć ich na sprzedanie duszy albo wyssać z nich całą energię życiową poprzez kontakt seksualny. Tej nocy obrała sobie za cel właśnie tego mężczyznę, ale po przeprowadzeniu z nim na pozór prostej rozmowy nie mogła tego uczynić. Była ona dość zagubiona w swoim życiu po życiu. Na swoich znajomych wywierała wrażenie zmęczonej wieczną tułaczką między światami. Jednak była też jedną z najlepszych w swoim fachu. Odbierała ludziom duszę ot, tak. Za sprawą zwykłego pstryknięcia palcami. To co się tym razem stało? Czemu postanowiła oszczędzić tego szarego człowieka?
Gdy dzieci już pobiegły do swoich łóżek i zasnęły przy wieczornej bajce o Kopciuszku. (Główna bohaterka o dziwo nie zgubiła szklanego pantofelka, tylko zjadła zatrute jabłko) Mężczyzna wrócił do jadalni, z której przeszedł do małego saloniku i usiadł w fotelu przy palącym się kominku. Spojrzał na tlący się ogień i westchnął, dotykając opuszkami palców delikatny zarost na podbródku. Kobieta nie miała zamiaru się jeszcze kłaść, dlatego korzystając z okazji przyszła towarzyszyć swojemu zbawicielowi. Rozmowa zaczęła się od tego, że pomieszał kompletnie bajki, a skończyła wczesnym rankiem przy temacie życia i ludzkiej egzystencji. Temat urwały dzieci, które domagały się śniadania.
Kobieta długo myślała nad tą całą sprawą. Postanowiła zostać z mężczyzną, który słysząc jej propozycje, od razu się na to zgodził. Pomagała mu przy jego małych pociechach. Od rana do zmierzchu była przy nim. Uwielbiała z nim rozmawiać. W końcu on jej nie krytykował, nie oceniał, po prostu rozumiał. Właśnie dlatego tak nagle stał jej się taki bliski. Nie chciała go stracić. Sama się zastanawiała nad uczuciem, które w ostatnim czasie ogarnęło jej ciało. Nie wiedziała, jak nazwać ten stan. Co niby mogła czuć do zwykłego śmiertelnika?
Minęło już trochę czasu, odkąd kobieta pierwszy raz zjawiła się w tym domostwie. Dzieci ją lubiły, ale to ze swoim 'tatą' bawiły się i wygłupiały na okrągło. Słońce chyliło się ku zachodowi. Nadszedł najwyższy czas skończyć zabawę i wracać do domu na kolację. Niestety dzieci nalegały na jeszcze parę minut zabawy. Zwykłe pięć minut zmieniło się w pół godziny, a potem w całą godzinę, a potem słońce zdążyło na dobre schować się za horyzontem. Byli skazani na powrót do domu w totalnych ciemnościach. W sumie nie było tak źle. Na niebie szybko pojawił się księżyc wraz z gwiazdami. Kobieta szła przodem na równi z mężczyzną, a za nimi cała piątka dzieci. Trudno powiedzieć, jak to się stało, ale gdy przechodzili koło lasu, dzieci nagle zniknęły. Rozpłynęły się w powietrzu. Mężczyzna słyszał różne plotki na temat znikających dzieci w nocy przy lasach, ale nigdy nie brał tego na poważnie. Może i zniknięcia się zdarzały, ale w tej okolicy? W dodatku wtedy, gdy był razem z nimi? Od razu chciał iść do lasu. Miał nadzieję, że jeszcze uda mu się uratować dzieci. Kobieta za nic nie chciała go tam wpuścić. Błagała, żeby tego nie robił. Wiedziała, kto jest sprawcą tych zniknięć i nie chciała, żeby coś się stało jeszcze jemu. Starała się go jakoś zatrzymać, jednak na próżno. Nie zdołała go zatrzymać. Mężczyzna wbiegł w sam środek lasu. Krzyczał za dziećmi, rozglądał się na wszystkie strony, gdy nagle jego wzrok wychwycił w oddali małe światełko. Od razu pobiegł w tamtą stronę, mając nadzieję, że znajdzie tam też piątkę dzieci. Szybko dotarł na miejsce i się nie mylił. Znalazł tam dzieci, ale jedynie ich martwe ciała, leżące przy świecącej lampie naftowej. Załamany opadł na kolana, a parę kroków przed nim pojawiła się czarna postać. Czyli sprawca tego wszystkiego. Kolejny demon, ale tysiąc razy gorszy od samego diabła.
Gdy kobieta dotarła na miejsce, było już za późno. Dopadła do leżącego ciała mężczyzny zrozpaczona. Nie mogła go uleczyć ani w żaden inny sposób pomóc. Było za późno. On natomiast przez zrozumienie samotności kobiety i żal spowodowany tym, że nie mógł już nic z tym zrobić, skłoniły umierającego do pozostawienia po sobie ostatnich słów, które stały się impulsem dla niej, aby porzuciła nawyki demona na rzecz wyrzeźbienia dla siebie jaśniejszej ścieżki. Co prawda on sam nie miał bladego pojęcia, jaka była naprawdę. Umarł w nieświadomości, a jego dusza utkwiła już na zawsze w jednym z upiornych drzew.
Kobieta pomogła niedługo później małemu chłopcu, a obecnie opiekuje się zagubionym dzikusem z lasu. Zmieniła się, ale dalej gnębi takiego jednego księcia i za wszelką cenę chce otrzymać jego duszę.

- Ale jakoś jej to nie wychodzi i trwa zdecydowanie za długo. - skończył lalkarz, trzymając w dłoni pacynkę lisa o dziewięciu ogonach. Identyczny pojawił się za jego plecami. Oczywiście był żywy i o wiele większy nawet od normalnego lisa. W dodatku był jakiś wkurzony. Riddle od razu odwrócił się do tej bestii. - Twój synuś opróżnił moją skarbonkę. Wiesz, co to oznacza?

(Vivi~? Bo choć dobro ma moc, by zwyciężyć, jego tryumf zawsze jest ciężko okupiony)

11 lip 2019

Riddle CD Robin

Tak jak przypuszczał od samego początku. W sumie nie przypuszczał. On już to zwyczajnie wiedział. Nie miało to możliwości zadziałania, a przynajmniej nie tak jak zazwyczaj. Roślina jak oparzona puściła Robina i wróciła do postaci zwykłego łysego drzewa. Tylko nie na długo.
- Było? - demon parsknął śmiechem, a potem spojrzał za siebie. - To nie jest koniec, a zaledwie początek.
Gdy tylko skończył to zdanie, zerwał się mocny wiatr, gęste chmury zasłoniły niebo, a cały las pogrążył się w ciemnościach. Jednak szybko wszystko ucichło. Wiatr ustał, dało się jedynie usłyszeć bicie własnego serca. Robin nie miał dokąd uciec. Poza tym nie miał po co. Nic mu przecież nie grozi, a Riddle nie może mu nic zrobić. Nagle coś rozświetliło mały skrawek tej ciemnej nicości. Było to małe światełko, wydobywające się z lampy naftowej, która pojawiła się między demonem a chłopakiem. Robin zrobił niepewny krok w tył, przyglądając się lampie. Natomiast Riddle stał gdzie wcześniej, gładząc dłonią ludzką czaszkę.
- Co tu się dzieje? - wydusił z siebie w końcu Robinek, gdy dostrzegł za sobą świecące się na biało oczy. Tylko tyle było widać w tej ciemności. Niedługo później okazało się, że mieli o wiele więcej gości. Tysiące świecących się oczu, otoczyło ich i zaczęło się powoli zbliżać w ich kierunku.
- Uwolniłeś ich. Dorobek całego mojego życia po życiu. - odpowiedział w końcu demon, o dziwo nie kryjąc swojego zadowolenia. Chyba mu odbiło. Kto normalny się cieszy, gdy straci wszystko, co zbierał od stuleci? Cała ta sytuacja była dziwna. Czemu duszę są tutaj? Czemu nie trafiły do piekła albo nieba? Były wcześniej drzewami. Czemu nagle są zwykłymi duchami? Tyle pytań i tak mało odpowiedzi. Goście znaleźli się dość blisko Robina i Riddle'a. Można się im było spokojnie przyjrzeć. Jednak były to po prostu szare małe duszyczki w długich białych koszulach. Zdecydowana większość była mała, a mówiąc wprost, były to dzieci, które nie miały nawet dziesięciu lat. Szły z wyciągniętymi rączkami w stronę Robina.
"Gdzie jest moja mama?"
Spytała mała dziewczynka z dwoma kucykami, która wbiegła do lasu po swoją piłkę, podczas zabawy z przyjaciółmi.
"Daj mi cukierka."
Odezwała się siedmioletnia panienka o długich czarnych włosach, która uciekała przed groźnym psem i utknęła na drzewie na skraju lasu.
"Przytulisz mnie?"
Zapytał pięcioletni maluch, który przez nieuwagę rodziców wszedł do lasu, gdy tamci pakowali rzeczy z kempingowe do samochodu.
"Śmiesznie wyglądasz."
Stwierdził dziewięcioletni brunet, który wiele lat temu pasł kózki na jednej z polan i pobiegł za jedną do lasu.
"Skończ nasze cierpienia."
Odezwała się dwójka bliźniaków, którzy zaginęli podczas powrotu ze szkoły w jednym z lasów.
Reszta próśb, pytań i zwykłych zdań zmieszała się ze sobą. Dzieci było za dużo i każde coś chciało od biednego, zaczynającego już panikować Robinka. Demon natomiast był tam zbędny. Pomimo tego, że to on był ich oprawcą, żadna zjawa nie ośmieliła się do niego odezwać czy nawet zbliżyć bardziej niż na metr. Tylko czego one tak naprawdę chciały? To były przecież tylko dzieci, które nigdy nie powrócą do swoich ciał. Czemu skupiły się na Robinie? Co z tego, że je uwolnił, skoro teraz są skazane na wieczną tułaczkę między niebem i piekłem? Może sądzą, że on ich odeśle do raju gdzieś wysoko albo do ognistej otchłani w piekle? Może twierdzą, że zwróci im życie?

(Robin~?)

10 lip 2019

Rose CD Cal

Od kiedy zobaczyłam przypadkowo mojego młodszego brata, który biegał wśród naszych namiotów, dość mocno spanikowałam. Uciekłam od nich, bo nie mogłam z nimi wytrzymać. A jak będą chcieli, żebym wróciła? Nie... To się nigdy nie wydarzy. Szybko przebrałam się w strój wróżbitki i zrobiłam tą samą fryzurę co zwykle. Tyle razy to robiłam, że aż doszłam do perfekcji. Zabrałam jedynie swoje karty i ostrożnie wyjrzałam na zewnątrz, czy przypadkiem braciszek gdzieś się oddalił. Kiedy upewniłam się, że raczej już jest z rodzicami w sali, w której miał zacząć się występ, przeszłam bardzo szybko do mojej budki. Starałam się iść tak, żeby nie przykuwać niczyjej uwagi. Czułam wzrok Cala na sobie. No tak, kłóci się ze mną o jakiś miecz i teraz mnie wypatruje? Pewnie się już domyślił, że to moi rodzice. Nagle wpadła mi jedna bardzo ważna myśl. Co jeśli Arthur będzie chciał po występie zajść do wróżbitki? Nie mogę go wygonić, bo to w końcu ważni goście. Pewnie firma ojca się nieźle rozrosła, skoro cyrk aż tak się przygotowywał. W trakcie moich rozmyśleń zdążyłam dojść do mojego małego kącika i potasować porządnie karty. Należało teraz czekać na zakończenie występu...

-Mamo! Ten występ tego gościa od węży jest nudny!- usłyszałam dziecięcy głos. Pomimo stresu, cicho zachichotałam. Pewnie księciunio będzie wkurzony. W końcu nadają na tych samych falach, ale skoro Arthur się znudził jego występem to pewnie wyjdzie i... Pójdzie do mnie. Zaczęłam przegryzać dolną wargę... Zastanawiałam się czy nie użyć swojej mocy, by przenieść się do namiotu, lecz kiedy miałam użyć swojej mocy, klient wszedł do środka.
-Dzień dobry! Chcę, aby...- przerwał zdanie, gdy mnie ujrzał- Rose!?- krzyknął zdziwiony. Boże, czemu? Niepewnie się na niego spojrzałam, ponownie tasując karty. Po chwili pobiegł do mnie i się przytulił. Odwzajemniłam uścisk, lecz bałam się na jaki pomysł teraz wpadnie. Był nieprzewidywalny. Był... Demonem w ludzkiej skórze.
-Witaj Arthur, trochę czasu minęło, prawda?- powiedziałam, drżącym głosem.
-Prawda, z rodzicami jesteśmy tutaj na tydzień, bo jakieś sprawy mają do załatwienia, dlatego ten tydzień chcę spędzić z tobą- powiedział oddalając się ode mnie, by usiąść na krześle naprzeciwko mnie. Jeszcze tego brakowało. Myślałam, że odpocznę kilka dni od osób, które mnie ostatnio wkurzają, lecz nie jest mi to dane.
-Choć, pokażę ci mój namiot- rzekłam, biorąc go za rękę. Niech to będzie przynajmniej mile spędzony czas. Idąc w stronę mojej prywatnej przestrzeni, natknęliśmy się na Cala, który był wyraźnie wkurzony. Pewnie przez komentarz Arthura na temat jego występu. Chciałam pójść inną ścieżką, lecz nie zdążyłam i Egoista do nas się przypałętał.

(Cal?)

4 lip 2019

Cal CD Rose

Miałem tego wszystkiego serdecznie dość. Miecz zniknął. Nie zmrużyłem oka od wczoraj. Przez te ciągłe rany, czuję się wyczerpany i wszystko mnie boli. Jeszcze teraz miałem nosić jakieś durne skrzynie. Od czego oni tu mają pracowników, żeby ja, członek trupy cyrkowej, miał nosić za nich durne pudła?! To jest istny skandal. Gdy tylko Rose zadała mi to jakże idiotyczne pytanie, poprawiłem rękawiczkę na dłoni i coś mruknąłem pod nosem.
- Od czegoś mam tę moc, nie? Muszę jej używać od czasu do czasu. - odpowiedziałem po chwili. - To nie ma w ogóle związku z tobą. Przyjmij do wiadomości, że świat nie kręci się tylko i wyłącznie wokół ciebie. - przewróciłem oczami i od razu się podniosłem.
- To, czemu akurat szukasz czegoś w mojej głowie?
- Odpowiedź jest bardzo prosta moja droga. - chcąc nie chcąc spojrzałem na dziewczynę. - Pierwsza stanęłaś w zasięgu mojego wzroku i wiesz o wiele więcej od innych na mój temat.
- Podejrzewasz mnie o coś? - spytała po chwili zastanowienia. Od razu parsknąłem śmiechem.
- Jedynie czegoś szukam. Jak tego nie znajdę, to pogadamy. - oznajmiłem, a potem znowu wniknąłem w jej umysł. Coś mi mówiło, że znajdę tam odpowiedzieć i swoją zgubę. Ona musiała być w to zamieszana. Nie ma innej możliwości. W końcu, który to już raz muszę być skazany na jej towarzystwo? W pośpiechu zacząłem skakać między jej wspomnieniami, aż nareszcie natrafiłem na coś interesującego. Jakiś koleś oddał jej mój miecz zeszłego wieczoru. - Co z nim zrobiłaś? - spytałem stanowczo, wbijając w nią rozwścieczone spojrzenie.
- Z czym niby? - zapytała zdziwiona, nie rozumiejąc, czemu tak zareagowałem.
- Nie zgrywaj idiotki. Co to był za koleś? Po cholerę zabrałaś od niego ten miecz?
- Dał mi go po prostu i kazał schować. Nie wiedziałam, że należy do ciebie. - starała się mi to wszystko wytłumaczyć, ale zaczęło ją powoli irytować moje zachowanie.
- Nie? Oczywiście. - przewróciłem oczami. Ani przez chwilę nie wierzyłem w jej naiwne tłumaczenia. Każdy może zdradzić każdego, a ona zdecydowanie już wiedziała za dużo. Nie ma się co dziwić, że zaczęła pomagać jakiemuś typkowi z Luksemburga. Pewnie to wysłannik mojego braciszka. Muszę znaleźć tego gościa i odzyskać miecz. - Gdzie go schowałaś? Gadaj. - rozkazałem, blokując jej moc. Skubana chciała mi zwiać. Czułem, że nie utrzymam jej długo. Byłem zbyt osłabiony, a moja moc wymaga koncentracji, której przez brak snu trochę mi brakuje. W dodatku sam siebie powstrzymywałem od kazania jej ciału, popełnienia samobójstwa. Wkurzyła mnie porządnie.
Koniec z końców zdołałem szybko z niej wydusić miejsce, w którym schowała moją zgubę. W sumie mogłem to znaleźć w jej głowie, ale nie mogę jednocześnie blokować jej mocy i grzebać jej we wspomnieniach. Gdy tylko oddałem jej władze nad ciałem i zdolnością, momentalnie zniknęła. Nie zaprzątałem sobie nią głowy. Od razu poszedłem do jej namiotu, aby odzyskać miecz. W środku było pusto, a na materacu było widać nie zbyt dokładnie zszytą dziurę. Szybko ją rozerwałem i wyjąłem miecz.
Nie zwlekając długo, wróciłem do siebie. Muszę go schować w jakimś lepszym miejscu. Rozejrzałem się po bałaganie, jaki panował w moim namiocie. Dalej nie posprzątałem po tym intruzie. Po cholerę mu on był? Gdzie się teraz schował?

Sprawca tego całego zamieszania siedział na tyłku przywiązany do krzesła. Nie było trudno go znaleźć. Można nawet powiedzieć, że sam mi się podłożył. Miałem zamiar wydusić z niego wszystkie informacje. Chociaż bez użycia moich mocy się nie obejdzie.
- Może mi powiesz, o co tutaj chodzi? - spytałem, oglądając telefon, który wyjąłem z kieszeni temu złodziejowi. Ten rzecz jasna nie chciał gadać. Jedynie uważnie obserwował, co robię. Usiadłem za swoim biurkiem i zacząłem grzebać w tym telefonie znudzony. Miał ze sobą w dodatku torbę, ale nic w niej nie było ciekawego. Parę noży, pistolet i list gończy w moim rodzimym języku z moją podobizną. Znalazłem też paszport i pieniądze. Był albo jakimś łowcą głów i zwyczajnie chciał zgarnąć forsę za moją głowę, albo po prostu wysłannikiem mojego braciszka. Tylko dalej nie wiem, po co był mu mój miecz. Nie zdążyłem się nad tym porządnie zastanowić, gdyż do mojego namiotu zaglądnął Pik. Już od razu wiedziałem, że nie zbyt jest zadowolony z pracy mojej i Rose, ale teraz głównie chodziło mu o wstęp, który miał się już lada moment zacząć. A przyszedł po to, aby zagonić mnie do roboty. W końcu wszyscy są gotowi tylko nie ja. Było mi zostawać członkiem zaawansowanej grupy. Mogłem zostać kolejnym pracownikiem. Miałbym przynajmniej spokój. W końcu pracowników jest tu trzy razy więcej od samych artystów. Na szczęście w namiocie panował półmrok. Pik zauważył gościa na krześle, ale nie było widać, że jest związany, więc nawet tego nie komentował. Jedynie kazał mi się pośpieszyć, bo na widowni zasiedli dzisiaj bardzo ważni goście. Szybko go spławiłem i zabrałem swój strój na występ, a zbrodniarza zostawiłem w namiocie. Może było to dość ryzykowne, ale nie sądziłem, że będzie w stanie się uwolnić.
Po drodze do głównego namiotu minąłem Rose, która już była w swoim stroju wróżbitki. Nie potrzebowałem mocy, by zobaczyć, że dość dziwnie się zachowuje. Była jakaś poddenerwowana. Od razu zacząłem podejrzewać, kim są ci ważni goście. Tylko po co jej rodzinka tu się zjawiła? Czyżby byli na jakiś wakacjach? Długo się nad tym nie zastanawiałem. Gdy tylko wyszedłem na scenę, miałem okazję pogrzebać im wszystkim w główkach i bez problemu doprowadzić mój pokaz do końca. Wiedziałem już wszystko.

(Rose~? 865 słów)

3 lip 2019

Robin CD Vivi

Dostał olśnienia. Dzisiaj jego przyjaciel miał się wybudzić z hibernacji, a Robin nie chciał tego przegapić. Całą zimą spał, chłopiec zdążył za nim bardzo zatęsknić, dlatego nic nie mówiąc towarzyszowi, poleciał w stronę jaskini. Bardzo szybko się w niej znalazł, a kiedy już był w środku, kucnął przy niedźwiedziu. Ten powoli otwierał swoje ślepa, szeroko ziewając. Robin zaryczał jak miś, tym samym się z nim witając, przyjaciel mu zawtórował, a jego oddech śmierdzący starymi rybami, uderzył w chłopczyka niczym młot. Szybko się odsunął, podrapał go po głowie, a następnie wlazł na jego grzbiet, aby szybciej się ruszył. Kiedy zwierzę podniosło się na wszystkie cztery łapy i rozciągnęło, wyszli z jaskini. Robin zaczął mu opowiadać w jego języku o cyrku i nowym znajomym, który pojawił się przed nimi po paru minutach. Był wystraszony i oszołomiony, widząc chłopca na grzbiecie „niebezpiecznego” niedźwiedzia, ten jednak słysząc jego słowa, przechylił główkę w bok i przyjrzał mu się nic nie rozumiejąc. Wtedy niedźwiedź zaryczał na lisa.
- David! - krzyknął jeszcze raz, gdy misiek ruszył w jego stronę. Robin zawisnął na jego uchem i zaryczał informację, że ten lis to jego przyjaciel. Momentalnie zła mina zwierzęcia złagodniała i przestał kroczyć ku Vivi’emu, by go pożreć.
- Vivi, to mój przyjaciel. Chodź, poznasz go – powiedział uśmiechając się radośnie, jednak jego ludzki towarzysz najwidoczniej nie podzielał jego entuzjazmu.
- On cię zaraz pożre! - krzyczał dalej. - Już! Złaź z niego! Liczę do trzech! - Robin zmarszczył brwi, nie potrafiąc go zrozumieć. Dlaczego przyjaciel miałby go zjadać? Przecież nie był jedzeniem, niedźwiedź wolał ryby, a nie ludzi, a tym bardziej towarzyszy. Mimo to posłuchał się lisa, który wrócił do ludzkiej postaci, kiedy chłopiec zszedł ze zwierzęcia. Nim jednak odszedł od niego, podrapał go po głowie.
- Nie martw się, nie zna cię po prostu – wyjaśnił mu, a misiek zaryczał. Vivi wyglądał, jakby zaraz miał wyjść z siebie, przerażenie malowało się na jego twarzy, a Robin zaczął do niego iść. Gdy już zbliżył się do chłopaka i zapytał „o co ci chodzi”, ten raptownie go złapał za rękę i pociągnął za siebie. Wystraszony David krzyknął piskliwie, a na ten dźwięk niedźwiedź ruszył w ich kierunku, w końcu nie mógł pozwolić, by jego przyjacielowi działa się krzywda. Niestety naprzeciw zwierzęciu ruszył także Vivi, który chciał go chronić.
Aby uniknąć niepotrzebnego konfliktu, złapał lisa za rękę i pociągnął. Gdy się zatrzymał i spojrzał na niego oszołomiony, David stanął między nimi i zatrzymał niedźwiedzia.
- Vivi! - tym razem to on krzyczał. - Ja mieszkam w lesie i moimi przyjaciółmi są zwierzęta, niedźwiedź także! - oznajmił głośno i aby poprzeć swe sowa, podszedł do misia i położył na nim rękę. 

<Vivi? :3>

2 lip 2019

Vivi CD Robin

Mimowolnie się uśmiechnął, widząc przerażenie w oczach chłopaczka. 
- Wiesz, powinieneś być ostrożniejszy. - Przechylił głowę, nadal się w niego wpatrując. - Takie zatracenie w myślach czasem prowadzi do tego, że twoja dusza może opuścić ciało i nawet tego byś nie zauważył, a wtedy jakiś zły duch dostanie okazję, by nim zawładnąć... - Robin odsunął się jeszcze kawałek, zmieszany wbijając wzrok w swoje zaciśnięte ręce, które trzymał na kolanach. Vivi tylko czekał na taką właśnie chwilę. Jego uśmiech się jeszcze bardziej poszerzył, a on przykucnął i skoczył. Niestety białowłosy chłopak w porę się zorientował co się świeci i zdążył się odsunąć, przez co lisi demon bezceremonialnie spadł prosto na twarz. Cicho stęknął, powoli wstając. 
- Rooooobin, a to za coooooo....? - Spojrzał, na Davida z taką miną jakby ten go zdradził. Chłopak nie odpowiedział, jedynie wstał, starając się nie roześmiać na widok miny towarzysza. 
- Ha... Ha... Ha... Bardzo śmieszne widzę, że chcesz się śmiać. - Zaczął strzepywać z siebie trawę. Robin w tym czasie się rozglądnął i nagle doznał olśnienia, nie czekając, aż lis się pozbiera, pobiegł prosto do lasu. Gdy Vivi się zorientował, co się stało, młodzieńca już nie było. 
- .... Robin? - Nagle zaczął się martwić. Przez ostatnie dni powietrze wydawało mu się jakieś dziwne, przypominało mu ciszę przed burzą. Przemienił się w lisa i z nosem przy ziemi podążył za śladem chłopaka. Doprowadził go do znajomego miejsca. Przystanął, wpatrując się w zionący czernią otwór prowadzący do jaskini niedźwiedzia. Mimowolnie sierść mu się zjeżyła na karku. Cóż ten śmiertelnik wyprawiał?! Już raz mu tłumaczył, że dzikie zwierzęta to nie przyjaciele. Ostrożnie wkradł się do środka, podniósł głowę i niuchnął powietrze. Wyczuwał zapach chłopaka, ale już wiedział, że go tu nie było. Wycofał się parę kroków w tył. Znów zaczął szukać tropu ludzkiego szczeniaka. Wreszcie go znalazł, jednak jedno mu się nie podobało, zapach chłopca był zmieszany z ostrym zapachem niedźwiedzia. Od razu przyśpieszył, nie podnosząc głowy znad ziemi. Tak przemykał między drzewami i krzewami, aż tu nagle nie wpadł w coś wielkiego. Mrugając podniósł głowę i zamarł. Zobaczył Robina leżącego na niedźwiedziu widocznie z siebie zadowolony. 
- D... David... Natychmiast złaź z tego stworzenia! - Odskoczył, wygięty w łuk jak kot. - Co ja ci mówiłem!? Ty chyba naprawdę chcesz się zabić!! 

( Robinek? )

Informacja -> Czystka

Poniższe osoby dostały na howrse wiadomość ode mnie jak i od naszej Pande. (z discorda) czyli Lennie o informacji czy poniższe osoby wciąż chcą należeć do naszego bloga. Jako, że zwlekałam z czystką i dałam szansę tak o to dzisiaj nastaje dzień w którym musimy się pożegnać z poniższymi osobami.
Osoby poniższe mogą wrócić na bloga jednak przed ponownym dołączeniem ja jak i reszta uczestników bloga damy każdej osobie do napisania dodatkowego opowiadania oraz regulamin z opowiadaniami zostanie zaostrzony dla tych osób. 
Ace
Akuma
Anubis
Cal
Husky
Joker
Mefoda
Pullsatilla
River
Rivus
Shine
Yin

~ Smiley & Lennie 

P.S: Dziękuję ci Pande. za to co zrobiłaś dla mnie podczas mojej nieobecności.