Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rose. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rose. Pokaż wszystkie posty

16 lis 2019

Rose CD Cal

Totalnie mnie zatkało. Ten Wielki Egoista przeprosił, a nawet podziękował. Nie wiedziałam co powiedzieć. Jeśli się zgodzę czeka mnie spędzenie czasu z gościem, który wyraźnie na początku naszej znajomości oznajmił, że mam się do niego nie zbliżać, a tu nagle sam z siebie mnie zaprasza na miasto. Doskonale wiem, że zrobił to tylko po to, żeby wkurzyć mojego brata za powiedzenie kilku słów na temat jego występu. Z drugiej strony, jeśli się nie zgodzę będę musiała wytrzymać z moim bratem - potworem. W sumie... To na jedno wychodzi, nie ważne, jaką podejmę decyzję. Spędzę czas z osobą o podobnych charakterze. Jedyną różnicą to jest wiek. Jest wieczór, więc pewnie pójdziemy na kolację... Czułam w mojej głowie, jak Cal próbuje się czegoś dowiedzieć. O nie! Koniec z grzebaniem w mojej głowie!
-Jasne, czemu nie? Skoro chcesz to wszystko naprawić to dam ci szansę - powiedziałam, idąc w stronę chłopaka. Muszę pamiętać, że on tak naprawdę nie chce naprawiać naszej relacji i zrobił to, bo jego ego jest zbyt wysokie.
-NIE! Masz tu spędzić razem za mną czas. Ja się na to nie godzę - krzyknął mój brat, po czym zaczął płakać. Jezu... Podjęłam dobrą decyzję, uciekając z domu.
Powoli z nastolatkiem zaczęliśmy się oddalać od cyrku. Nie miałam co robić, więc podsłuchiwałam cudze rozmowy. Nagle wpadła prosto na nas jakaś młoda, kłócąca się para.
-Ty Idioto, jak mogłeś tak pomyśleć? Czemu wszyscy faceci są tacy sami?- powiedziała jakaś brunetka, nie zauważając, że wpadnie prosto na Cala. Chciałam ją jakoś powstrzymać, dlatego wbiegłam prosto na nich i wszyscy upadliśmy na chodnik. Akurat się złożyło, że upadłam na kogoś, lecz niestety walnęłam się w głowę. Kiedy usiadłam i masowałam głowę, zapomniałam, że na kimś siedzę.
- Złaź ze mnie!!! - warknął wkurzony książę. Byłam tak obolała, że ledwo mogłam wstać, a doskonale wiedziałam, że prędzej czy później zostanę popchnięta lub kolejny raz dostanę w łeb, czego bardzo bym nie chciała. Użyłam swojej mocy, by się przenieść kilkadziesiąt centymetrów dalej. Musiałam uważać, żeby nikt nie zobaczył czegoś nadprzyrodzonego.
Po jakimś czasie, gdy już każdy w miarę się uporządkował po upadku, zobaczyłam, że już tamtej dwójki nie było. Dziwne... Nagle też zrobiło się jakoś ciszej. Rozejrzałam się po ulicy i nikogo nie było, nawet Cala nie było przy mnie. Chociaż bardzo mnie to cieszyło, byłam jednak zaskoczona. Dziwne... Lekko przerażona szłam przed siebie momentami spoglądając na boki, mają nadzieję, że kogoś jednak zobaczę. Po przejściu kilkuset metrów, usiadłam na jakiejś ławce. W sumie mogłam się czegoś spodziewać nienormalnego, no bo po co pójść na miasto coś zjeść i przez chwilę pożyć jak każdy normalny człowiek? Naprawdę nie wiedząc, co się dzieje byłam zdenerwowana. Jeszcze przez kilka minut próbowałam usiedzieć w miejscu i czekać, aż może ktokolwiek się pojawi. Kiedy zrezygnowana miałam iść w stronę cyrku, wykryłam jakiś ruch. Czy być może już ten koszmar się skończył? Pobiegłam za tą osobą. Nie mam do końca pojęcia czemu, ale wydawała mi się dziwnie znajoma. Ten sam chód, wzrost, włosy i styl ubioru... To niemożliwe... Moja babcia? Zaskoczona przyspieszyłam i biegłam ile mam sił w nogach, ledwo oddychając.
- Babciu? - krzyknęłam, zmniejszając odległość pomiędzy nami. Na szczęście kobieta się zatrzymała się i odwróciła w moją stronę. To naprawdę była ona! Zatrzymałam się i próbowałam wyrównać oddech, łapiąc się za kolana.
-Przepraszam, Kruszynko... - szepnęła babcia, płacząc.
- Ale za co? Nie rozumiem? - spytałam, bo nie wiedziałam o co może chodzić. Przecież niczego sobie nie przypominam, że mogła mnie czymś zranić. Zawsze mówiła prawdę.
- Bo cię okłamywałam, jeśli chodzi o Twoje wróżby. Częściowo nie mówiłam prawdy, ale widząc ciebie w tej sytuacji, wiem, że sobie radzisz - powiedziała, uśmiechając się. Obok niej pojawiło się coś w rodzaju wspomnienia. Obie siedziałyśmy w kuchni oraz jak zawsze, kiedy ją odwiedzałam bawiłyśmy się kartami. Młodsza ja gdzieś sobie poszła, a staruszka, przerażona tym co zobaczyła, pozmieniała delikatnie karty.
- Dlaczego to zrobiłaś?
- Bo byłaś jeszcze za młoda, by się o tym dowiedzieć... Karty pokazywały, że kiedyś spotkasz pewnego chłopaka, który... - nie zdążyłam dokończyć, ponieważ wszystko zaczęło się rozmazywać i trafiłam z powrotem do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło.
- Bardzo przepraszam za to, że na was wpadliśmy!- przeprosiła nas ta dziewczyna ze swoim chłopakiem. Mieli już iść, gdy jeszcze do Cala powiedziała:
- Dbaj o swoją dziewczynę, żeby nie było żadnych kłótni, jak u nas!
Nie mogłam wytrzymać i się roześmiałam. Próbowałam ukryć to co mnie spotkało. Chciałam również nie myśleć o tym, co babunia chciała mi przekazać... Ale teraz muszę wytrzymać ze Szczylem w jednym pomieszczeniu, najlepiej bez żadnych sprzeczki.

(Cal?)

10 lip 2019

Rose CD Cal

Od kiedy zobaczyłam przypadkowo mojego młodszego brata, który biegał wśród naszych namiotów, dość mocno spanikowałam. Uciekłam od nich, bo nie mogłam z nimi wytrzymać. A jak będą chcieli, żebym wróciła? Nie... To się nigdy nie wydarzy. Szybko przebrałam się w strój wróżbitki i zrobiłam tą samą fryzurę co zwykle. Tyle razy to robiłam, że aż doszłam do perfekcji. Zabrałam jedynie swoje karty i ostrożnie wyjrzałam na zewnątrz, czy przypadkiem braciszek gdzieś się oddalił. Kiedy upewniłam się, że raczej już jest z rodzicami w sali, w której miał zacząć się występ, przeszłam bardzo szybko do mojej budki. Starałam się iść tak, żeby nie przykuwać niczyjej uwagi. Czułam wzrok Cala na sobie. No tak, kłóci się ze mną o jakiś miecz i teraz mnie wypatruje? Pewnie się już domyślił, że to moi rodzice. Nagle wpadła mi jedna bardzo ważna myśl. Co jeśli Arthur będzie chciał po występie zajść do wróżbitki? Nie mogę go wygonić, bo to w końcu ważni goście. Pewnie firma ojca się nieźle rozrosła, skoro cyrk aż tak się przygotowywał. W trakcie moich rozmyśleń zdążyłam dojść do mojego małego kącika i potasować porządnie karty. Należało teraz czekać na zakończenie występu...

-Mamo! Ten występ tego gościa od węży jest nudny!- usłyszałam dziecięcy głos. Pomimo stresu, cicho zachichotałam. Pewnie księciunio będzie wkurzony. W końcu nadają na tych samych falach, ale skoro Arthur się znudził jego występem to pewnie wyjdzie i... Pójdzie do mnie. Zaczęłam przegryzać dolną wargę... Zastanawiałam się czy nie użyć swojej mocy, by przenieść się do namiotu, lecz kiedy miałam użyć swojej mocy, klient wszedł do środka.
-Dzień dobry! Chcę, aby...- przerwał zdanie, gdy mnie ujrzał- Rose!?- krzyknął zdziwiony. Boże, czemu? Niepewnie się na niego spojrzałam, ponownie tasując karty. Po chwili pobiegł do mnie i się przytulił. Odwzajemniłam uścisk, lecz bałam się na jaki pomysł teraz wpadnie. Był nieprzewidywalny. Był... Demonem w ludzkiej skórze.
-Witaj Arthur, trochę czasu minęło, prawda?- powiedziałam, drżącym głosem.
-Prawda, z rodzicami jesteśmy tutaj na tydzień, bo jakieś sprawy mają do załatwienia, dlatego ten tydzień chcę spędzić z tobą- powiedział oddalając się ode mnie, by usiąść na krześle naprzeciwko mnie. Jeszcze tego brakowało. Myślałam, że odpocznę kilka dni od osób, które mnie ostatnio wkurzają, lecz nie jest mi to dane.
-Choć, pokażę ci mój namiot- rzekłam, biorąc go za rękę. Niech to będzie przynajmniej mile spędzony czas. Idąc w stronę mojej prywatnej przestrzeni, natknęliśmy się na Cala, który był wyraźnie wkurzony. Pewnie przez komentarz Arthura na temat jego występu. Chciałam pójść inną ścieżką, lecz nie zdążyłam i Egoista do nas się przypałętał.

(Cal?)

2 cze 2019

Rose CD Cal

Po pocałowaniu Cala, szybko się przemieściłam, zostawiając go samego. Nie chciałam jego krzyków oto, że TO zrobiłam. Demon jasno mi powiedział, że pocałunek go uratuje od tego nieszczęsnego klona. Chciał kombinować, ale nie musiał od razu mnie szukać i się wyżywać. Czy on nie widział, że jestem tak samo zmęczona tym wszystkim i zirytowana, jak on? Usiadłam pod drzewem, opierając plecy o pień. Zdecydowanie potrzebowałam odpoczynku od tych wkurzających przygód. Przy nim za bardzo myśleć nie mogę, bo potrafi wszystko wyczytać. Ugh... To wszystko jest takie skomplikowane! Ze złości wstałam z mojego wygodnego miejsca i ruszyłam w stronę cyrku. Dopiero po chwili marszu uświadomiłam sobie, że mój pierwszy pocałunek też się wydarzył w lesie. Dodatkowo W TYM lesie. Kiedyś byłam tutaj na wycieczce szkolnej. Uśmiechnęłam się pod nosem na bardzo miłe wspomnienie. Tak bardzo rozmyślałam, że nie zauważyłam, jak wchodzę na teren cyrku. Zobaczyłam Pika, który do mnie podchodzi. O co tym razem chodzi?
-Witaj, Rose! Posłuchaj, za kilka dni mamy bardzo ważny występ i jest nam potrzebna każda para rąk do pomocy. Jutro razem z Calem, będziecie pomagać w przeniesieniu dwudziestu bardzo wielkich pudełek - powiedział mój przełożony, patrząc się prosto w moje oczy. Co!? Znowu mam znosić towarzystwo tego małego Szczyla? Westchnęłam poprawiając niedbale zawiązanego warkocza. Niezbyt podobał mi się pomysł spędzenia kolejnego dnia razem z Wysoko Urodzonym Egoistą. Oboje siebie nienawidzimy, a coraz częściej musimy przebywać w swoim towarzystwie.
-A czy nie mogę przenieść tych pudełek z kimś innym? Uważam, że Cal nie jest odpowiedni do tej roboty- rzekłam, mając nadzieję, że są nikłe szanse na to, że jednak przydzieli mi kogoś innego.
-Niestety, nie ma takiej możliwości... Przepraszam, jestem dzisiaj tak samo zabiegany, jak twój pomocnik- odpowiedział, idąc w stronę swojego biura. Wybuchłam śmiechem, Pik świetnie porównanie dał.
Kiedy miałam wejść do mojego namiotu, jakiś mężczyzna chciał do mnie podejść. Miał w ręku miecz i był ubrany cały na czarno. Czyżby złodziej? Kiedy stanął, mogłam zobaczyć, że był w podeszłym wieku, a jego niebieskie oczy nie wyrażały żadnych uczuć.
-Przepraszam, czy mogę w czymś pomóc?- spytałam się, stając naprzeciwko niego. Skoro do mnie podszedł, to chyba musiało być coś ważnego, co nie?
-Masz przetrzymać u siebie ten miecz dopóki właściciel po niego nie przyjdzie. Najlepiej schowaj go tam, gdzie nikt go nie znajdzie. W swoim pokoiku, zrozumiano?- wepchnął mi do dłoni jakiś ciężki miecz i zniknął. Mężczyzna tak mocno mi to dał, że aż upadłam na podłogę. Po co mi dał tę broń? Przyjrzałam się jej bliżej. Poza kurzem w niektórych miejscach nie wyglądała na jakąś wyjątkowo... Dopóki nie zobaczyłam kilku małych plamek krwi na ostrzu. Byłam tak zaskoczona, że aż opuściłam broń na ziemię. Czy ja przetrzymuję coś nielegalnego? Czy to krew człowieka, a może zwierzęcia? Powinnam zgłosić to policji? Tyle pytań miałam w głowie... przede wszystkim musiałam szybko schować broń, żeby nikt nie zobaczył. Nie chcę, żeby ktoś jeszcze miał przez to kłopoty. Szybko złapałam za klingę miecza i weszłam do mojego skromnego namiociku. Gorączkowo zastanawiałam się, gdzie mogę ją przetrzymać. To musiało być miejsce, o którym będę pamiętała, a będzie zbyt oczywiste. Wodziłam wzrokiem po meblach, aż natrafiłam na łóżko. Bingo! Wyjęłam jakiś mały nożyk i zrobiłam jak najmniejszą dziurę przy miejscu, gdzie leżała poduszka. Materac jest na tyle duży, że raczej nie będę czuła czegoś twardego i metalowego, kiedy będę spała. Wystarczyło jeszcze włożyć "dowód", zszyć otwór i po sprawie. Po wykonaniu pierwszego kroku, została mi ta najgorsza część, czyli szycie. Nie mogę pójść do kostiumografa, ponieważ może coś podejrzewać. Na szczęście w szafce nocnej miałam malutki zestawik igieł i nitek. Babcia kiedyś mnie uczyła podstaw szycia, lecz niewiele z tego pamiętam. Bardziej interesowało mnie wróżenie z kart. Wyjęłam małe pudełeczko w którym znajdował się niewielki zestawik. Wybrałam igłę z największą dziurką do włożenia nici. Nie zamierzałam spędzić kilku godzin na celowaniu w dość mały otwór, tym bardziej, że byłam zmęczona. Udało mi się z tym wywinąć w godzinę. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Najważniejsze, że się z tym uporałam w miarę szybko. Nie miałam ochoty przebierać się w piżamę, dlatego po skończeniu roboty od razu położyłam się spać. Jeszcze jeden dzień spędzę z tym nieznośnym bogaczem i więcej nie zamierzam go widywać...
Wstałam ze smutkiem, czując, że to będzie ciężki dzień. Dzienną rutynę zrobiłam dość spokojnie. Z każdą minutą widziałam, jak coraz więcej ludzi zabiera się za robotę, którą Pik im przydzielił. Też powinnam się za to zabrać. Może dam radę sama? Poprawiając sobie humor tą myślą ruszyłam w stronę tych pudełek. Szybko się zawiodłam. Jak ja razem z Calem mam przenieść dwadzieścia bardzo ogromnym pudełek na drugi koniec cyrku!? Oby były lekkie... No cóż... Trzeba znaleźć mojego pomocnika. Poszłam w stronę jego namiotu, jak ja go tam nie znajdę to użyję swojej mocy, by przenieść te nieszczęsne skrzynki. Na szczęście, zauważyłam go, jak przechodził pomiędzy pracownikami cyrku i rozglądał się w tą i z powrotem. Podeszłam do niego i wiedział o co mi chodzi.
- Nic nie musisz mówić. Wszystko wiem i od razu mówię, że nie mam czasu na takie rzeczy. Znajdź sobie kogoś innego. - rzekł, patrząc mi się prosto w oczy. Zdaję sobie z tego sprawę, że czyta teraz w moim umyśle, czyli potrzebuje informacji. Czy on sobie zdaje sprawę, że za każdym razem, jak wchodzi w mój umysł coraz bardziej czuję, jak on to robi?
- A Ty myślisz, że nie próbowałam? Chodź, im szybciej się z tym uporamy tym lepiej- powiedziałam, odwracając się w stronę tych skrzynek. Jednak nie słyszałam jego kroków za mną. O nie! On mnie z tymi kartonami samą nie zostawi!
-Nie myśl, że mnie z tym samą zostawisz! - krzyknęłam, łapiąc  go za dłoń, żeby mi prędko nie uciekł. Zauważyłam, że on nie przepada za dotykiem. Lepiej dla mnie.
-Co Ty robisz!? Puść mnie! Ja z tobą nic nie będę robił! - wrzasnął, jak małe sześcioletnie dziecko.  Heh... Co ja mam z tym małym szczylem. On na serio nie rozumie, że mamy robotę do zrobienia.
-Weź nie krzycz, bo od kiedy cię tylko zobaczyłam, mam ochotę cię walnąć porządnie w twarz- odparłam, wzmacniając uścisk. Niech ten Kretyn teraz cierpi. Kiedy dotarliśmy do pudeł puściłam go, rzucając prosto na stosy kartonów.
-Teraz weź skrzynkę z jednej strony, a ja wezmę z drugiej. Im szybciej się uwiniemy, tym więcej czasu będziemy mieli na swoje sprawy. -  Coś mamrotał pod nosem, lecz po dłuższej chwili się mnie posłuchał i złapał pudło. Podnieśliśmy je i przenieśliśmy do pomieszczenia, gdzie miał się odbyć bardzo ważny występ. Dla kogo miał być pokaz, skoro aż tak bardzo się na nie przygotowujemy? Bardzo mnie to ciekawiło, gdyż niedawna w kartach wyczytałam, że coś poważnego się wydarzy. Niestety, nie mogłam się dowiedzieć niczego więcej. Po prostu jest taka zasada, że nie powinno się wróżyć dla siebie tylko dla innych, bo te wróżby mają pomagać. Momentami uważam to za koszmarną zasadę, lecz się jej trzymam. Jednak ciekawość jest tak silna, że ciężko ją przezwyciężyć. Tak się mocno zamyśliłam, że zauważyłam, że zostało nam zaledwie kilka pudeł. Cal starał się nie puścić kartonu, co słabo mu to wychodziło. Zrobił się blady, więc puściłam "towar", nie zważając na to, co znajduje się w środku.
-Widzę, że już powoli opadasz z sił, więc zrobimy sobie przerwę - rzekłam, siadając na podłodze, opierając się plecami o skrzynkę. Miałam ochotę na konwersację z kimkolwiek. Po prostu ostatnio czuję się słabo, więc się go zapytałam:
-Czego tak usilnie szukałeś w moim umyśle?
(Cal? 1219 słów)

13 kwi 2019

Rose CD Cal

Po tym, jak Cal odszedł, zauważyłam klona, idącego w moją stronę. Nie wiedziałam czy mam ją jakoś zatrzymać czy wręcz przeciwnie. Jednak nie musiałam się zastanawiać, ponieważ zatrzymała się przede mną i chwilę się na mnie patrzyła. Nie wiedziałam, co mam robić. Chciałam, jak najszybciej się znaleźć w siebie, w namiocie. Jednak zanim użyłam swojej mocy, wzięła mnie mocno za ramię i szepnęła do ucha:
-Nie ma innego wyjścia
-Niech się sam o tym dowie, bo ja nie zamierzam za nim chodzić, tak jak ty- powiedziałam, wyrywając się jej z uścisku. Za każdym razem się zastanawiam, dlaczego ja? Postanowiłam od niej uciec na kilkanaście metrów, po czym zwolniłam. Chciałam się uspokoić, dlatego poszłam na stołówkę po herbatę. Rozglądałam się po kątach w szklanką w dłoni. Miałam ochotę na miejsce z jak najmniejszą liczbą osób wokół mnie. Usiadłam tam, gdzie prawie nie było ludzi. Położyłam herbatkę na stoliku i patrzyłam, jak ulatuje z niej para. Byłam zmęczona tym wszystkim. Niańczeniem, ciągłym pomaganiem i nienawiścią. Owszem, nie przepadam za nim i wolałabym nie mieć więcej do czynienia z księciuniem, jednak przez tego demona nie jest mi to dane. Unikać tej dwójki też nie mogę, przynajmniej teraz, kiedy mam sobowtóra na karku. Nagle do stołówki wparował wściekły Cal. Śledził wzrokiem każdego, dopóki nie przystanął na mnie. O co tym razem mu chodzi?
<Cal?>

Rose CD Vogel

Kiedy Vogel wyszedł z namiotu, postanowiłam wyjąć moje karty i trochę powróżyć. Ta cała sprawa od początku wydaje się mocno podejrzaną. Podeszłam do jednej z szuflad na biurku, przypominając sobie, jak mnie babcia uczyła wróżenia. Delikatnie uśmiechnęłam się, wyjmując pudełeczko z kartami. Zaniosłam je na stolik nocny i zaczęłam wróżenie. Wyjęłam po kolei wszystkie karty i losowo je porozrzucałam nie zwracając uwagi na obrazki, które niechcący można było je zobaczyć, a to jest zabronione. Czekałam na Vogela, bo akurat to z nim chciałam zobaczyć co wyjdzie. Położyłam się na łóżku, i nie wiadomo kiedy, zasnęłam. Nadal się dziwię, że mi się udało zasnąć, pomimo tych drastycznych widoków sprzed kilku godzin. Obudziłam się dość wcześnie, dlatego miałam wystarczającą czasu, by uporządkować się przed przyjściem Vogela. Kiedy zobaczyłam cień przed moim namiotem, podeszłam do wejścia.
-Wejdź do środka- powiedziałam, gdy tylko zobaczyłam mężczyznę. Zrobił to co rzekłam i pokazałam z krzesło, które już wcześniej przygotowałam. Usiadł na nim i czekał. Wiedział, że coś mogę mieć w związku z tą "zagadką".
-Kiedy wyszedłeś w nocy już spać. Pomyślałam, że mogę trochę powróżyć. Może wtedy otrzymamy jakieś wskazówki?- wypowiedź skończyłam pytaniem, bo sama w sumie nie wiem czy coś wyjdzie. Odwróciłam losowo wybrane karty i się chwilę zastanowiłam nad wspólnym znaczeniem tych obrazków. Pojedynczo każda oznacza co innego, ale w tym wypadku trzeba było pomyśleć nad wspólnym znaczeniem. To okazało się trudniejsze niż myślałam, gdyż nigdy mi się coś takiego nie przytrafiło. Momentalnie otworzyłam szerzej oczy i wzięłam bardzo głęboki wdech.
-Coś się stało?- zapytał chłopak, widząc moją reakcję.
-Jest gorzej niż myślałam, to dopiero początek czegoś koszmarnego i...-przełknęłam ślinę- jest kolejne ciało...
<Vogel?>

31 sty 2019

Rose CD Cal & Vivi

Po chwilowym porwaniu, obudziłam się w swoim łóżku z krzykiem. Czułam, jak coś mnie ściska w niektórych częściach ciała, coraz ciężej mogłam oddychać, a na ramionach robiły mi się czerwone ślady. Co ten demon ze mną zrobił? Zaczęłam kaszleć z braku powietrza i robiło mi się coraz gorzej. Upadłam, na moje szczęście, na poduszkę, wdychając łapczywie powietrze. Zastanawiałam się co robić. Do pielęgniarza nie mam zamiaru iść, bo mi jeszcze coś (ponownie) zrobi, a Cal w sumie może mi nie pomóc. Chociaż gdybym mu powiedziała, że to wszystko przez niego to mogłoby go choć trochę przekonać. Przynajmniej mogę spróbować. Wyszłam z namiotu i zamyślona szłam w stronę stołówki. Od rana nic nie jadłam, a robiłam się powoli głodna. Momentalnie Egoista na mnie wpadł, przy tym nas przewracając na ziemię. Kątem oka zobaczyłam drugą mnie. Czy to ten wytwór demona? Oboje natychmiastowo wstaliśmy, a chłopak biegł dalej. Widząc moją podobiznę z nożem, stanęłam przed nią dając królewiczowi kilka sekund na zwiększenie odległości. Myślałam, że klon mnie ominie lub popchnie, lecz jedynie stała i patrzyła mi się w oczy.
-Mój Stwórca chciał przekazać, że masz u niego się pojawić w trybie natychmiastowym- powiedziała poważnym i obojętnym tonem po czym powróciła do biegu. Co Vivi ode mnie chce?
(Cal? Vivi?)

Rose CD Vogel

Po tym, jak Vogel poszedł zawiadomić Pika o morderstwie, które miało miejsce jakiś czas temu, postanowiłam pójść do mojego namiotu. Musiałam zmienić moją brudną od ziemi piżamę na coś innego. Starałam się po omacku dojść do łóżka, by zapalić małą lampkę leżącą na stoliku nocnym przy moim łożu. Robiłam małe powolne kroki, kierując dłonie przed siebie, jakbym natknęła się na jakiś mebel, mogłabym go jakoś ominąć, nie robiąc przy tym sobie krzywdy. Gdy już doszłam do łóżka, usiadłam na nim, przesuwając się w stronę poduszki. Palcami przesuwałam po stoliku, dopóki nie natknęłam się na włącznik. Pstryknęłam przycisk i w pokoiku zrobiło się jaśniej. Zamknęłam oczy nieprzyzwyczajone do światła.
-Teraz trzeba się tylko przebrać i mogę pójść spać- szepnęłam do siebie, by się pocieszyć. Nie wiedziałam czy będę w stanie zasnąć po tym koszmarnym widoku. W sumie, gdyby nie moja ciekawość nadal bym spała z myślą, że jest bezpiecznie.
Wstałam z łóżka i wodziłam wzrokiem po pokoju, zastanawiając się co zrobić. Zdjęłam ubrania nadające się do prania. Złożyłam je i położyłam na biurku. Później je upiorę, na razie jestem zbyt zmęczona. Będąc w samej bieliźnie ułożyłam się wygodnie i miałam zgasić lampeczkę, gdy usłyszałam głos Vogel'a:
-Rose? Mogę wejść?- powiedział powoli otwierając namiot. Szybko się zakryłam kołdrą, kiwając jedynie głową. Mężczyzna jakby w jednym momencie nabrał pewności siebie i podszedł do biurka, by usiąść na krześle.
-O co chodzi?- spytałam się, poprawiając grzywkę. Usiadłam opierając się o poduszkę.
-Chciałem poinformować, że Pik zawiadomi policję...
-To chyba dobrze, policja zajmie się sprawą, a my możemy w spokoju się zająć swoimi sprawami, prawda?
-Pewnie będą do nas przychodzić coraz, by zadać nam pytania.
-No cóż...- przez chwilę oboje milczeliśmy. Wiedzieliśmy doskonale, że nic w tym miejscu, w którym obecnie nasz cyrk się znajduje nie będzie takie samo. W końcu co się pierwszy raz zobaczyło, łatwo się tego nie da zapomnieć.
(Vogel?)

5 sty 2019

Rose CD Cal & Vivi

Pierwszy raz użyłam teleportacji na dwóch osobach. Nie byłam pewna czy to zadziała i czy powinnam mu to w ogóle proponować. Zauważyłam, że Cal nie jest chętny na ludzki dotyk. Na moje nieszczęście nie pomyślałam o skutkach. Kiedy trafiliśmy tam, gdzie chciałam, czyli przy namiotach przestałam widzieć. Mogłam w sumie o tym pomyśleć, Ale wtedy nie miało jakiegoś wielkiego znaczenia. Stałam w bezruchu i poczułam, jak chłopak momentalnie puszcza moją rękę. Przez chwilę słyszę jego kroki, jak mnie okrążają. Próbuję udawać, że nic mi się nie stało, ale nie wiem, czy on na to się nabiera. Delikatnie ruszałam oczami w różne strony i skrzyżowałam ręce. 
- Och Rose, Rose. Niech to zostanie między nami. Nie pragnę żadnego rozgłosu.- powiedział, jakby chciał mnie ostrzec przed samym sobą. Nadal pamiętałam, jak mi groził, jeśli z nim będę rozmawiała. Chyba o tym zapomniał, bo sam tego nie przestrzega. Westchnęłam. Nie będę histeryzować, czy co. Na początku byłam zdziwiona, że ten Egoista, który sam sobie w lesie nie może poradzić jest prawowitym władcą w Luksemburgu. Brakuje mu zaradności.
-Jak nie chcesz to nic nie powiem- odpowiedziałam, starając się zabrzmieć obojętnie. Nie mam zamiaru mieć z nim nic wspólnego. Nawet nie odczuwam radości tak, jak przy każdej poznanej tajemnicy. Usłyszałam, jak powoli Cal odchodzi w swoją stronę. Nie może mnie tak zostawić. Tym bardziej, że nie wiem, gdzie do końca jest mój namiot. Straciłam poczucie orientacji, po tym jak Egoista mnie okrążał.
-Zaczekaj!- krzyknęłam, wymachując rękami. Nie chcę sama próbować jeszcze się wywrócę, coś zrobię i czeka mnie pielęgniarz. Nie mam najmniejszej ochoty tam wracać, po tym, jak mnie zabrał na jakieś wielkie pole z ruinami.
-Co chcesz?- zapytał, wyraźnie zdenerwowany.
-Musisz mi pomóc...
-W czym, niby mam pomagać. Za co?
Jak on śmiał!? Za co? Chyba naprawdę chce, żebym wykrzyczała, jak on nago leżał w lesie i chciał, abym mu przyniosła jakieś ubrania, aż na samo wspomnienie się lekko uśmiechnęłam.
-Niech będzie...- rzekł zrezygnowany, powoli do mnie podchodząc.
-Możesz mnie zaprowadzić do mojego namiotu? Kompletnie nic nie widzę...
<Cal? Vivi?>

30 gru 2018

Rose CD Queen Chie

-Ja tu jedynie spaceruję- odpowiedziałam, poprawiając fioletową grzywkę.
- Mają talent nieprawdaż?- zapytałam się, oglądając występ jednej dziewczyny z trupy. Robiła przeróżne akrobacje. Coś czego pracownicy nie potrafili, ale wyróżniali się czymś innym. Każdy jest tutaj wyjątkowy, a my to jedynie pokazujemy, by uszczęśliwić ludzi, chociaż na chwilę. Delikatnie się uśmiechnęłam i odwróciłam się w stronę dziewczyny. Ona jedynie patrzyła się w swoją komórkę i udawała, że nic nie usłyszała. Pokręciłam delikatnie głową i poszłam dalej. Urocza z niej dziewczyna, mogę to przyznać, lecz ma pewne trudności z przyswajaniem się z nowym otoczeniem. Zostawiłam ją bez żadnego pożegnania. W sumie dzisiaj są występy i zamiast otwierania mojego 'biznesu', pójdę obejrzeć choć raz w życiu występ, tylko tym razem, nie będę musiała się ubiegać o miejsce w cyrku. Do przedstawienia jeszcze daleko, dlatego ruszyłam w stronę mojego namiotu. Po chwili ponownie zobaczyłam małą dziewczynkę, która zmierzała do mojej prywatnej przestrzeni. Co ona tam robi? Natychmiastowo użyłam teleportu.
-Co ty tu robisz?- pytając się mój głos zabrzmiał agresywniej niż chciałam, przez to 'intruz' był zaskoczony.
-To twój namiot? Musiałam się pomylić...- mówiła cicho, ale udało mi się ją zrozumieć. Szybko ruszyła w stronę wyjścia. Zniknęła w kilka sekund, a jedyne co po niej pozostało to dźwięk jej urządzenia.

<Queen Chie?>

28 gru 2018

Rose CD Vogel

Vogel przyglądał się trupowi przez dobrą chwilę, a ja jedynie siedziałam pod drzewem przykryta jego płaszczem. Oboje się zastanawialiśmy, co zrobić z informacją o mordercy, który jest w pobliżu. Nasze życia mogą być zagrożone, ale jednak nadal jesteśmy na miejscu zbrodni. Ścisnęłam płaszcz mocniej, kuląc nogi, by oprzeć o nie twarz. Nie miałam ochoty oglądać tak makabrycznie rozwalonych zwłok. Owszem, mogłam użyć teleportacji, przy tym zostawiając chłopaka samego z tym problemem, jednak przychodząc w to miejsce, sama się prosiłam o kłopoty.
-Dziękuję- powiedziałam, ściągając narzutę, by ją potem natychmiastowo oddać. Gdy już się czułam trochę lepiej, byłam w stanie coś powiedzieć. Mimo, że stoimy tutaj kilkanaście długich minut, wypadałoby coś w końcu zrobić. Ktoś jeszcze może zobaczyć nas na miejscu zbrodni i tak, jak Vogel mnie, posądzić o zabójstwo. Nie zamierzam spędzić życia w areszcie. Moje myśli przerwał mi głos właściciela płaszcza.
-Za co?- zapytał się najwyraźniej trochę skołowany. W ogóle mu się nie dziwię.
Za to, że mnie mi zaufałeś, że ja tego nie zrobiłam, pomimo, że mało co się znamy oraz za to- odpowiedziałam, wskazując na jego odzienie, którym mnie okrył. Nie możemy tutaj być przez cały czas. Ukryć przestępstwa nie możemy, bo będziemy oskarżeni o współudział, ale bezczynni też nie możemy być.
-To co robimy?- zapytałam się, strzepując z piżamy, liście z ziemi.

<Vogel?>

25 gru 2018

Rose CD Cal & Vivi

Nie potrafiłam zrozumieć co właśnie przed chwilą zaszło. W jednej chwili znalazłam się, w jakiś ruinach. Powoli wodziłam wzrokiem po okolicy, zastanawiając się, po co się tu znalazłam. Próbowałam użyć swej mocy, by z powrotem znaleźć się w cyrku, lecz zaczynała mnie jedynie lekko boleć głowa. Czemu moje moce tutaj nie działają? Postawiłam ruszyć się o kilka kroków w stronę tych gruzów. Patrzyłam się pod nogi. Wszędzie było pełno kamieni przez które stopy zaczynały boleć. Znienawidziłam tego pielęgniarza jeszcze mocniej. Czy ja mu coś zrobiłam?
Usłyszałam jakieś kroki dochodzące z mojej lewej strony. Odwróciłam głowę w tamtą stronę i ujrzałam Cala biegnącego w moją stronę. Nic w tym dziwnego nie było, dopóki nie zobaczyłam gigantycznego kota. Powoli się cofałam, lecz po chwili zaczęłam biec najszybciej, jak mogłam.
Po jakimś czasie razem z chłopakiem wbiegliśmy na jakieś schody, co potem okazało się, że to nie było najlepszy pomysłem. Potwór walnął łapą i wszystkie gruzy spadły, a ja wraz z nimi. Czułam się strasznie obolała. Nie mogłam się ruszyć, ale Cal to zauważył i wziął całą uwagę monstrum na siebie, pewnie ratując mi życie. Poleżałam jeszcze przez chwilę, po czym lekko obolała ruszyłam przed siebie. Patrzyłam się za siebie, bojąc się, że znowu będę musiała uciekać. Teraz do tego zdolna nie byłam. Poprawiając fioletową grzywkę, zaczęło mnie boleć ramię. Złapałam się za to miejsce, czując coś lepkiego. Spojrzałam na dłoń i ujrzałam krew. Musiałam się nieźle walnąć. Jęknęłam z bólu, ruszając dalej. Skoro nie mogę użyć teleportu, muszę sobie sama poradzić z raną. Na szczęście zdążyłam zrobić sobie prymitywnego warkocza na której był kawałek wstążki. Rozwiązałam kokardę, by zrobić z ozdobnej tasiemki mizerny bandaż. Może nie wystarczy na cały dzień, ale z godzinę powinno wytrzymać. Owinęłam ranę najściślej, jak mogłam. Kiedy znalazłam się na jakiejś łące Czułam się, jakby energia do mnie wracała. Ulżyło mi. Z lekkim stresem użyłam teleportacji, znajdując się w swoim namiocie. Całe szczęście! Wywnioskowałam, że blokada działa tylko na określonym terenie. Wzięłam apteczkę, by przemyć ranę. Nie była głęboka, lecz nie miałam ochoty na infekcję. Kiedy kończyłam już czynność, mocno walnęłam się w czoło. Cal jeszcze tam został! Z prędkością światła opatrzyłam ranę i powróciłam tam, gdzie wszystko się zaczęło. On musi być gdzieś niedaleko.
<Cal? Vivi?>

24 lis 2018

Rose CD Vogel

Od razu, jak wróciliśmy z zakupów i Vogel mnie odprowadził, walnęłam się na łóżko, przy okazji rzucając zakupami w jakiś kąt. Mimo, iż dopiero zaczęło się ściemniać, zasnęłam, nie dbając o zmianę ubrań, bądź umycie zębów. Czułam, że jakbym poszła do toalety, w trakcie upadłabym na ziemię i tak została dopóki ktoś by mnie nie obudził, ale teraz najważniejsze jest to, że mogę w spokoju zasnąć. Poprawiłam poduszkę i zamknęłam oczy, zastanawiając się, co jutro będę miała do zrobienia.
Nagle usłyszałam, jakieś krzyki dochodzące z lasu. Westchnęłam, wiedząc, że nie zasnę dopóki nie sprawdzę co się dzieje. Ziewnęłam, poprawiając się do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się po namiocie, by poszukać wzrokiem latarki. Było bardzo ciemno, dlatego zapaliłam lampkę, aby rozjaśnić oraz zwiększyć mój zasięg wzroku. Poprawiłam wstążkę, która służyła mi za gumkę do włosów. Nadal ten odcień fioletu mi nie odpowiadał, ale przecież i tak po paru myciach się zmyje. Zabrałam latarkę, leżącą na biurku. Ruszyłam w stronę lasu, starając się być, jak najciszej. Nie chcę nikogo obudzić. 
Po tym miejscu pełnym drzew chodziłam już dobrych kilkanaście minut. Nie wiedziałam czy idę w dobrą stronę, lecz nie traciłam nadziei. W sumie... Czemu jestem w lesie, skoro ktoś mógł się już zmyć? Walnęłam się w czoło, bo teraz to sobie uświadomiłam. Miałam już użyć swoich mocy, ale poczułam zapach krwi. Zaniepokoiłam się. Skąd się wziął ten zapach? Podążyłam za wonią, będąc zdaną tylko na mój węch. Po kilku sekundach znalazłam ciało, leżące na ziemi. Krzyknęłam. Wszędzie znajdowała się czerwona ciecz. Ciało miało rozerwany brzuch, gdzie było widać przeróżne organy. Najgorsze, że również one zostały pocięte. Nie mogłam wytrzymać... Zwymiotowałam, opierając się ręką o jedne z drzew.
<Vogel? W końcu dzieje się jakaś akcja! :P>

18 lis 2018

Rose CD Vogel

-W takim razie... W mieście nie mam za wiele do roboty. Zostało mi kupno nowych sportowych butów- powiedziałam, zerkając na moje poniszczone. Starałam się robić zakupy, jak najrzadziej, bo kiedyś potrafiłam wpadać w szał zakupów. W ten sposób wydawałam całe swoje kieszonkowe, a w dawnym pokoju, trzymałam masę niepotrzebnych przedmiotów.
Po chwili ruszyliśmy w stronę jakiegoś sklepu z butami. Między nami nastąpiła cisza, bo żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć, bądź jak zacząć konwersacje. W sumie to mało co się znamy i nie wiemy na jakie tematy możemy pogadać. Weszliśmy do sklepu, a ja z prędkością światła znalazłam się przy obuwiu. Chłopaka zostawiłam za sobą, kompletnie zapominając o jego obecności. W oczy rzuciły mi się jedynie dwie pary i oczywiście, miałam problem z wyborem.
-Które ci się bardziej podobają?- spytałam Vogela, trzymając w dłoniach dwa ładne egzemplarze.
- Nie wiem, sama sobie wybierz- odpowiedział znudzonym głosem. Nie dziwię mu się, stanie i obserwowanie, jak zakładam, zdejmuję i oglądam botki, może być wyczerpujące, a zwłaszcza wtedy, kiedy jest się od godziny w tym samym sklepie. Po kilku bardzo długich minutach zdecydowałam się się na szare, które były wygodniejsze od tamtej pary. Poszłam do kasy, starając się, jak najszybciej załatwić tą nużącą czynność.
Oboje wyszliśmy z budynku wzbogaceni o jedną torbę z zakupami. Nie miałam ochoty na spędzanie już ani jednej chwili w mieście. Zrobiłam się zmęczona. Normalnie użyłabym teleportacji, lecz nie zamierzam zostawiać mężczyznę samego. To by było chamskie z mojej strony.
-To idziemy do cyrku czy jeszcze chcesz coś odwiedzić?- spytałam, wkładając portfelik do kieszeni.
<Vogel? Mam nadzieję, że nie zwaliłam tak bardzo>

Rose CD Cal & Vivi

Po bardzo ciężkim dniu w końcu mogłam się położyć spać. Nadal byłam wkurzona na resztę, że znaleźli się bez pytania. Zastanawiałam się czy to jakieś fatum czy coś innego. Nie ważne, gdzie ja szłam oni zazwyczaj, tam też byli, a to wtedy oznaczało kłopoty, z którymi muszę sobie poradzić sama. Nie interesowało mnie, jaki oni mają relację, lecz nie chcę ponownie stawać między nimi.
Nagle usłyszałam, jak ktoś wchodzi na miotu, lecz zignorowałam to, myśląc, że to sen. Często tak miałam, dlatego się tym nie przejmowałam, kiedy ktoś lub coś szperało, chodziło czy starało się robić, jak najmniej hałasu.
W pewnym momencie poczułam jakiś dotyk na ramieniu. Natychmiast wstałam, sądząc, że to jakiś złodziej. Miałam krzyknąć, ale mojego gardła nie wydobywał się żaden dźwięk. Co do... Czemu znowu Cal jest w moim namiocie bez pytania!? Trochę kultury! Jeszcze brakuje mi tego pielęgniarza, do tej całej parady egoistów.
- Ooo dzień dobry, jak się spało? - spytał się. Co on ode mnie chciał, tym razem? Znowu miałam mu w czymś pomóc? Przez jego kłopoty,  w którym jestem zmuszona uczestniczyć czuję się, jak jakaś wolontariuszka.
- Teraz mnie słuchaj uważnie. Pozwolę ci mówić, ale pod warunkiem, że mi pomożesz i ładnie odpowiesz bez zadawania zbędnych pytań. Umowa stoi?- rzekł, oczekując odpowiedzi. Serio? Przecież o nic innego nie może chodzić. Nie miałam ochoty, ale się zgodziłam. Oddał mi głos i pokazał moje karty. Czy mi grzebał w rzeczach? Wzięłam karty do ręki i się im przyjrzałam. Dziwiło mnie to, że chciał te trzy konkretne.
- O co ci chodzi? Nie możesz z tym poczekać do rana?-warknęłam zirytowana, bo nawet spać już nie mogę. Skoro Wysoko Urodzony Egoista, specjalnie o trzeciej w nocy, przyszedł do mnie, by wiedzieć co oznaczają te karty, powinnam czuć się zaszczycona.
-Ta pierwsza przedstawia cierpienie- powiedziałam, odkładając ją na stolik. Dwie następne były dość nietypowe. Bardzo rzadko się zdarzały.
-A te dwie ostatnie to śmierć i miłość. Dlaczego chcesz wiedzieć co oznaczają te konkretne karty?
<Cal?Vivi?>

7 paź 2018

Rose CD Cal & Vivi

Po występie trzymałam swoją "budkę" otwartą przez jeszcze jedną godzinę. Tłumy były dzisiaj wyjątkowo wielkie, aż się sama zdziwiłam, czemu moje wróżenie ma tak wielkie powodzenie. Nawet Cal do mnie przyszedł po wróżbę, w co do teraz nie mogę uwierzyć. Dodatkowo on przynosi same problemy, najpierw ma problemy z monetami i kostką. Następnie, znajduję go nago w lesie całego we krwi, a teraz ten dziwny kot.
Zamknęłam stanowisko, udając się prosto do mojego namiotu. Sukienka robiła się z każdą sekundą, coraz bardziej niewygodna, a mała korona uciskała mi głowę. Marzyłam o kąpieli i o tym, by położyć się do łóżka.
Kiedy weszłam do mojej prywatnej przestrzeni, zobaczyłam Cala z tym Zbokiem. Byłam bardzo zdziwiona, momentalnie stałam się zła. Jak oni mogli wejść do MOJEGO namiotu, bez pozwolenia? Podeszłam do nich, bardzo szybkim krokiem. Uważają mnie za miłą dziewczynkę? Natychmiastowo się to zmieni.
-Co wy tu robicie? Wynocha mi stąd!- krzyknęłam. Czułam na twarzy, przepływającą falę ciepła, czyli robiłam się czerwona na twarzy. Powoli zaczął rozmazywać się obraz. Wiedziałam, że jak dłużej będę wkurzona stracę nad sobą kontrolę. Oboje patrzyli się na mnie, jak na idiotkę. Dłużej tego nie wytrzymam, dopóki jeszcze coś widziałam, podeszłam do toaletki i oparłam się rękami o blat stołu. Dłonie mi się strasznie trzęsły.
Oddychałam, biorąc bardzo głębokie wdechy. Próbowałam się uspokoić, zazwyczaj mi pomagało, lecz została jedna mała rzecz.
-Nie macie słuchu? Wynocha z mojego namiotu, zanim wam się coś stanie!- tym razem ostrzegłam, nic już kompletnie nie widziałam, więc nie wiem czy mówiłam prosto do nich czy w ścianę. Czułam, że powoli odpływam, zostawiając siebie na pastwę mojej mocy. Nie powinnam się tak na nich złościć, ale nie chcę, by pojawiali się w moim namiocie, jakby nic się nie stało. Nie wiem, czy coś mówili czy to tylko głosy w moim umyśle. Czemu oni nadal stoją i się na mnie gapią? Ich wzrok było można odczuć, jak lasery wypalające dziury w skórze.

<Cal? Vivi?>

6 paź 2018

Rose CD Vogel

W sumie dziwnie się czułam, kiedy opowiedziałam coś na temat mojej mocy. Pierwszy raz się ktokolwiek tym zainteresował. Chociaż miałam wątpliwości, czy na pewno mogłam mu zaufać na tyle, by opowiedzieć o konsekwencjach nadużywania teleportacji. Przecież mógł to wykorzystać... Walnęłam się w czoło. Mogłam o tym pomyśleć, ale zamiast tego opowiedziałam mu wszystko, co wiem na mój temat. Starając się nie użalać nad sobą, zabrałam z łóżka książkę, rozpoczynając czytanie kolejnego rozdziału. Kiedy nie było występów, miałam całkiem sporo wolnego czasu, w porównaniu do występujących, którzy mieli bardzo wyczerpujące próby. Nie da się ćwiczyć wróżbiarstwa. Moje "zwidy", jak to momentami mawiają moi klienci. Nie są zmyślone.
Nie zostało mi za wiele stron, więc skończyłam czytać książkę po chwili. Zastanawiałam się co robić, poprawiając wstążkę, by mocniej się wstrzymała na mojej głowie. Kolor włosów stawał się coraz mniej intensywny, a grzywka powoli zaczęła wchodzić w oczy, nie wspominając o odrostach. Innymi słowy, powinnam się udać do fryzjera. Wstałam z łóżka, poprawiając bluzę oraz szukając wzrokiem moich butów. W sumie... Też potrzebowałam nowych. Uśmiechnęłam się, bo nie zmarnuję tego dnia, robiąc bezsensowne rzeczy. Założyłam obuwie i zabrałam swój portfelik, po czym ruszyłam w stronę miasteczka. Ruszyłam dobrze mi znajomą drogą, od czasu do czasu zerkając na drzewa. Śpiew ptaków przerywał ciszę, panującą w lesie. Doszłam do mojego celu, bez większych kłopotów. Bywałam parę razy w tym miejscu, więc znalazłam fryzjera bez większych przeszkód. Naprzeciwko znajdywała się kawiarnia, która podobno sprzedaje najlepszą kawę w okolicy. Nie przepadam za tym napojem, więc znam jedynie opinię moich klientek. Weszłam do budynku przez szklane drzwi. Od razu powitała mnie recepcjonistka.
-Na co panienka przyszła?- zapytała, robiąc przy tym sztuczny uśmiech. Po oczach było widać, że jej nie zależy i ma wszystko gdzieś.
-Na ścięcie grzywki i koloryzację odrostów- odpowiedziałam, wyjmując portfel z pieniędzmi. Zapłaciłam tyle, ile trzeba i kobieta zaprowadziła mnie do wolnego stanowiska. Zanim pojawiła się fryzjerka, spojrzałam za okno. Zobaczyłam Vogela, siedzącego na jednym ze stolików w kawiarence naprzeciwko.

<Vogel?>

29 wrz 2018

Rose CD River

Dlaczego mnie to musi spotykać. Wychodząc z namiotu, miałam ochotę się przejść po terenie cyrku. Tak, jak w sumie robię to codziennie. Poza występami mam bardzo dużo czasu wolnego i nie mam nic ciekawego do roboty. W jakimś kącie zauważyłam czarną plamkę. Na początku ją zignorowałam, lecz coś mi nie dawało spokoju. Podeszłam bliżej, polowi stawiając kroki. Zmrużyłam oczy, by mieć bardziej wyostrzony widok. Nie miałam wątpliwości. To był duży czarny pająk! Odskoczyłam do tyłu, krzycząc z całej siły. Pewnie niektórym posłużyłam za budzik. Usłyszałam, jak ktoś zmierza w moją stronę. Byłam tak przerażona, że ledwo co udało mi się uspokoić na tyle, by nie wskoczyć na dziewczynę, biegnącą w moją stronę. Kiedy wskazałam palcem ta kreaturę, ona jedynie wzięła to coś na ręce i wyniosła poza teren cyrku.
- Już nic ci nie zrobi. On bardziej boi się Ciebie niż ty jego.- powiedziała, posyłając mi uśmiech.
- Dzięki. Doskonale zdaję sobie w tego sprawę, lecz strach robi swoje. Nawet wiedząc o tym, zapominasz. Wszystko dzieje się tutaj- rzekłam, pokazując palcem na głowę. Po chwili poprawiłam równo ściętą grzywkę, odwracając się od mojego wybawcy.
-Jeszcze raz dzięki za pomoc- odparłam, idąc z powrotem do swojego namiotu. Zastanawiałam się czy mogę komuś pomóc. Ta wieczna nuda, prędzej czy później mnie zabije.

<River?> Sory, że takie krótkie... Niedługo to się zmieni! :)

22 wrz 2018

Rose CD Vogel

Odniosłam tackę z pustym talerzem. Nie miałam ochoty na dalszą rozmowę. Najpierw zachowuje się chamsko i tłumaczy się tym, że mówi to co myśli. Jeśli będzie tak nadal robił, to ludzie mogą się od niego odwrócić. Poszłam w stronę mojego namiotu, lecz w połowie drogi, mój but się rozwiązał. Robiąc kokardę, zobaczyłam męskie nogi. Czekał na mnie, aż się podniosę.
-Coś się stało?- zapytałam, kończąc wiązanie buta. Spojrzałam się na Vogela. Co on jeszcze chce ode mnie? Myślałam, że już skończyliśmy. Przynajmniej na dziś. Skrzyżowałam ramiona, delikatnie marszcząc brwi. Czekałam na jakąś reakcję z jego strony.
-Możesz mi powiedzieć coś więcej na temat swojej mocy?- spytał się, jakby to nie było trudne pytanie. Dla mnie jest. Z nikim o tym nie gadałam i nawet nie zamierzałam. To jest dość osobliwe. Każdy ma jakąś rzecz, którą chce zachować tylko dla siebie, a jak jest zmuszony do tego, odczuwa strach, wstyd, bądź gniew. Akurat to zależy od charakteru.
-No dobrze- westchnęłam- to pogadamy o tym w moim namiocie- nie czekając na odpowiedź ze strony mężczyzny. Oboje ruszyliśmy w stronę pseudo domków. Ciekawski szedł za mną. Wiedziałam to głównie dlatego, że wsłuchałam się w dźwięk butów uderzających na podłoże.
Zaprosiłam machnięciem ręki do mego raju. Usiedliśmy na siedzeniach i zaczęłam swój monolog:
-Ogólnie to odkryłam tę moc zupełnie przypadkowo. Tak, jak zresztą pewnie większość osób. Uciekłam z domu i chciałam znaleźć potulne miejsce. Myślałam o domku mojej babci i o wszystkich wspomnieniach z tym związane. Byłam do niej bardzo przywiązana, lecz parę dni przed ucieczką zmarła. Nagle poczułam, jakby ktoś mnie podniósł i rzucił tam, gdzie mam ochotę. W ciągu tej sekundy robi mi się ciemno przed oczami. Zupełnie, jakbym była niewidoma. Na początku tego do końca nie kontrolowałam, lecz praktyki czynią mistrza. Jednak nadal mam obawę, że tego mogę nie kontrolować. To piękna i zarazem praktyczna moc. Niestety ma swoje wady. Koszmarnie uzależnia. Zdarzało mi się teleportować co pięć sekund. Takie nadużycia, pogarszają wzrok. Oczywiście nie jest tak pięknie, jakby się mogło wydawać. Umiejętność opiera się na pamięci wzrokowej, czyli tak gdzie byłam to tam mogę się przenieść. Mimo tego, że traktuję teleportację, jako przekleństwo. Jestem z tego dumna, że mam coś co należy tylko do mnie i nikt nie jest w stanie tego odebrać.- po skończeniu, jakże tej pięknej przemowy. Czekałam na reakcję Vogela.

<Vogel?>

21 wrz 2018

Rose CD Cal & Vivi

Po tym, jak mężczyzna zasugerował, że się kochamy, totalnie mnie zamurowało. Jedynie tam stałam, obserwując dalszą akcję. Jednak przypomniało mi się, ze to jest jedna z osób, pracujących w cyrku. Odeszłam w swoją stronę. Nie chciałam obserwować, jak oni na siebie krzyczą. Nawet nie zauważyli mojego odejścia i w sumie to lepiej dla mnie. Odchodząc na kilka metrów, poczułam pod butami, coś miękkiego. Podniosłam przedmiot, była to opaska na jedno oko. Z tego co pamiętam to ofiara taką nosi.
Po tej dziwnej akcji w lesie, przeniosłam się prosto do łaźni. Zastanawiałam się cały czas, co ten nowy pielęgniarz miał na myśli mówiąc imię: Tyberiasz. Mówiąc szczerze, nie miałam ochoty się więcej widywać z tym zaklinaczem węży. Znajduje się w lesie o północy bez ubrań, cały we krwi, którą musiałam zmyć z moich ubrań. Rozebrałam się, z ciuchów. Najlepiej teraz zmoczyć materiały, kiedy plamy jeszcze za dobrze nie wyschły. Odpaliłam wodę z kranu, wsłuchując się w rytm spływającej wody. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam koszmarnie. Mój kucyk, praktycznie już go nie przypominał. Rozpuściłam włosy, robiąc z fioletowej wstążki prymitywną bransoletkę na kostce. Zawsze tak robiłam, kiedy nie miałam ochoty kombinować gdzie ją związać. Popatrzyłam się czy nie mam jeszcze żadnych plam krwi na ciele. Obróciłam się kilka razy, upewniając się, że nie czeka mnie druga kąpiel. Na szczęście, mogłam powrócić do swego namiotu.
Na następny dzień w stołówce pojawił się Pik informując mnie, że mam rozpowiedzieć innym cyrkowcom, że niedługo odbędzie się próba do wieczornego występu. Po zjedzeniu najzwyklejszej kanapki z serem ruszyłam do namiotów trupy cyrkowej. Po jakimś czasie wchodząc do jednego z "domeczków", natknęłam się na chłopaka ze wczoraj.
-Co ty tutaj robisz?- spytał, będąc lekko oburzonym. Zakrył jedno oko, dłonią, bym nie widziała, drugiego narządu. Siedział na ziemi, opierając plecy o łóżko. Stałam się lekko zirytowana. Czemu ostatnio muszę ciągle na niego natrafiać?
-Musisz się zjawić na próbie do występu. Teraz!- rzekłam rzucając w niego, jego opaską. Odeszłam, teleportując się prosto do swojego namiociku. W końcu są wieczorem występy, więc muszę się przygotować. Wyjęłam swoją ulubioną sukienkę w stylu gotyckim. Pod szafą trzymałam swoją szkatułkę ze wstążeczkami i małą czarna koroną. Teraz trzeba było zrobić makijaż, ubrać swój strój i uczesać ładnie włosy. Nie można też zapomnieć o dobrych humorze!
Kiedy została jeszcze godzina do występu, wszyscy stali się bardzo nerwowi. Niektórzy biegli, trzymając ważne rekwizyty czy bądź jakieś inne przedmioty. Wpadłam niechcący na jakąś osobę.
-Przepraszam!- krzyknęłam w pośpiechu. Ominęłam go, odwracając się z ciekawości, kto to jest. Rozpoznałam w nim tego mężczyzna zboka, który myślał, że jak jeden osobnik jest nago to od razu można tak po prostu stwierdzić, że młodzi się kochali... Odeszłam, jak najszybciej mogłam. Przy nim nie czułam się komfortowo. Zostało jeszcze kilkadziesiąt minut do przedstawienia. Otworzyłam swój mini namiocik. Zostawiłam otwarte wejście, ponieważ było bardzo gorąco. Kilka osób już ustawiło się w kolejce.
Potasowałam karty mojej babci, które wcześniej przygotowałam do użytku. Zarosiłam kobietę do siebie. Nigdy nie wróżyłam zwyczajnym sposobem. Przyszłość wywróżona z kart, zazwyczaj się sprawdzała. Jakaś brunetka ustawiła swoje trzy wybrane karty na stole, w byle jakim miejscu, tak jak prosiłam. Wytłumaczyłam co to wszystko oznacza i dodałam jakieś rady. Po chwili rozmowy, okazało się, że jest u mnie drugi raz i to co przepowiedziałam wcześniej się spełniło. Kolejka robiła się coraz dłuższa. Pożegnałam się z klientką. Zapraszając kolejną osobę do siebie, zauważyłam, jak Cal się na mnie patrzy.

<Cal? Vivi?>

Rose CD Anubis

Dzisiaj po występach musiałam wyjątkowo przedłużyć otwarcie mojego małego namiociku. Weszła do mnie ostatnia osoba na dziś. Był to mężczyzna z różowymi oczętami i granatowymi włosami. Usiadł na krześle i położył palce na czarnym stoliku.
- Dzień dobry, chciałem się dowiedzieć coś o swojej przyszłości jeśli chodzi o miłość... Byłabyś w stanie coś na ten temat powiedzieć?- spytał się, patrząc mi w oczy. W odpowiedzi jedynie się uśmiechnęłam, tasując karty. Starałam się, jak najszybciej skończyć tę czynność, by mój klient się tym nie znudził. Rozłożyłam przy nim talię, obrazkiem do dołu. Przejechałam jeszcze ręką nad nimi, by dodać takiej magicznej atmosfery.
-Wybierz trzy karty- powiedziałam, obserwując ruchy mego obecnego klienta. Oparłam się o mój fotelik, krzyżując ramiona. Sukienka po dłuższym noszeniu robiła się niewygodna, a mała korona zaczynała mnie uwierać. Poprawiłam przedmiot, bym mogła wytrzymać jeszcze przez krótką chwilę. Kiedy różowooki skończył wybierać te karty, patrzył się na mnie, czekając na kolejne polecenie.
-Teraz musisz położyć je gdziekolwiek na tym stole- rzekłam, pokazując obszar na którym mógł to zrobić.
Między krawędzią mebla, a tym obszarem musiała być różnica pięciu centymetrów. Babcia zawsze mi tłumaczyła, że jak nawet jeśli tej granicy karta wypadnie to oznacza nadchodzącą śmierć. Do teraz pamiętam, jak mnie uczyła wróżenia i często mi przepowiadała przyszłość zazwyczaj się sprawdzały. To jednak zależy od długości ułożenia na stole. Im dłużej się zastanawiało, tym większe są szanse, że się nie spełni. Na szczęście chłopak zastanawiał się tylko nad ostatnią kartą. Zajęło mu to trochę czasu, więc nie jestem pewna czy się spełni. Karta, stykając się z podłożem delikatnie się odchyliła. Widząc, że ktoś chce ją poprawić, pokazałam gest dłonią, że tego ma nie robić. Odkryłam pierwszą kartę, jaką on ułożył na stole.
-Niedługo się w kimś zakochasz- zabrałam przedmiot ze stołu, odkładając do stosu pozostałych kart.
-Twoja ukochana znajduje się tuż za rogiem- przepowiedziałam, dwa fakty, które się rzeczywiście spełnią. Widząc ostatnią kartę, próbowałam sobie przypomnieć co ona oznaczała. Rzadko kiedy mi się coś takiego przytrafiało. Zmarszczyłam delikatnie brwi, wiedząc, że na pewno wpadnie mi odpowiedź do głowy. Niebiesko-włosy robił się coraz bardziej zaniepokojony. W końcu sobie przypomniałam. Musiałam powstrzymać się od śmiechu.
-Nie możesz przy niej pajacować, gdyż jest bardzo delikatna- dokończyłam swoje wróżenie na dziś. Zrobił zdziwioną minę, kiedy usłyszał ostatni fakt z jego przyszłości. Nie mogłam wytrzymać i wybuchłam śmiechem. Jednak w głębi duszy wiedziałam, że wie o co mi chodzi.

<Anubis?>