Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lycoris. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lycoris. Pokaż wszystkie posty

4 lip 2020

Lycoris CD Geum

Podeszłam do jasnowłosego, a na samo usłyszenie jego słów odruchowo go złapałam, przysłaniając się przy tym włosami. Czułam, jak przez jego wypowiedź delikatnie się zarumieniłam, czego niekoniecznie chciałam ujawniać tym bardziej przy nim. Chciałam pozostać w jego oczach jako osoba nieustraszona i pełna werwy, a nie jak jakieś wyrośnięte dziecko, których oczywiście byłam. Każdy mi to wypominał, nawet sama rodzina, ale co ja mogłam? Nie moja wina, że świat dla mnie ma zupełnie inne kolory, niż inni je widzą, ale może to właśnie dobrze? W końcu, gdyby każdy był taki sam, to byłoby zbyt nudno? Zapewne. Uniosłam kąciki ust jeszcze raz, po czym zwalniając ucisk, spojrzałam w oczy młodemu, na co on znieruchomiał, a w jego oczach pojawiło się pytanie. Złagodziłam swój wygląd i go puściłam, tym samym odwracając się od niego w stronę zwierzaków, które także stały jak zamrożone, nie wiedząc zbytnio, co mają zrobić. Prychnęłam cicho, zwieszając głowę, przez co końcówki włosów delikatnie zatańczyły, łaskocząc mnie przy tym po twarzy. Dawno nie czułam niczego przyjemnego. Na samą tę myśl trochę odpłynęłam, wspominając przy tym zamierzchłe czasy, kiedy to jako żyjący wśród ludzi promyk powodowałam u innych radość, a oni u mnie. Złapałam się za materiał na klatce piersiowej, odwracając jeszcze bardziej głowę od ich spojrzeń, próbując przy tym powrócić na ziemię.
- Onee-sama? -usłyszałam cichy głosik Geum'a pełen niepewności -J...ja naprawdę przepraszam, nie chciałem cię zasmucić... -wypalił tak nagle, na co spojrzałam na niego.
Myślał, że to przez niego na chwilę przygasłam. Co za niemądre dziecko. Przymknęłam oczy, wzdychając przy tym, a następnie podeszłam do niego i przełożyłam rękę przez jego ramiona. Poczułam, jak chłopak się spina, po czym z pełnym przerażeniem spojrzał w górę na moją twarz. Uśmiechnęłam się szeroko i dotknęłam czubka jego nosa drugą dłonią.
- Coś ci powiem młody -powiedziałam w końcu, nie ściągając z jego twarzy palca -dzięki za to stwierdzenie, ale z łaski swojej -przejechałam palcem wzdłuż kości nosowej, a następnie przeszłam na lewą brew, by zakończyć swój tor na dołku znajdującym się na policzku -nie mów tak więcej, chyba że myślisz, żeby mnie podrywać -zaśmiałam się głośno, po czym klepiąc go po plecach, wyrzuciłam go delikatnie przed siebie, na co ten przeszedł kilka kroków.
Zatrzymał się i nie wiedząc, co powiedzieć po prostu pokręcił głową. I dobrze, może zmądrzeje. Nie jestem taka jak inni i nie dam mu się oczarować. Niech sobie myśli co chce, ale ze mną nie jest tak łatwo. Może właśnie tego mu potrzeba?
- Uhuru! -krzyknęłam na zwierzaka, przez co ten aż podskoczył -jak dobrze pamiętam, to jeszcze mi nie wytłumaczyłeś, dlaczego zniknąłeś! Naprawdę myślałeś, że tak po prostu o tobie zapomnę? -mierzyłam zwierzaka palcem, przed którym widać było, że chciał uciec.
Na moje słowa skulił ogon i położył po sobie uszy, po czym schował się za łapą tygrysicy. Widać było, że nie chciał rozmawiać zresztą jak zawsze. Ja rozumiem, że daję mu wolną rękę, ale nie żeby uciekł, a później przychodził poobijany, powodując przy tym niezaplanowane spotkanie, które wydarzyły się jakiś czas temu. Co prawda nadal jestem mu wdzięczna, ale jednak nie czułabym się źle, gdybym go nie poznawała. Nie to, że mi przeszkadzał, ale jednak... no właśnie, co? Czyżbym naprawdę nie chciała z nikim się tutaj zadawać oprócz Pika? Niedoczekanie... wolałabym już zostać wyrzucona, niż bym musiała przesiedzieć z tym clownem cały dzień. Mimowolnie się zaśmiałam.

<Geum?>

1 cze 2020

Lycoris cd Geum

Patrzyłam na niego uważnie, kiedy ten opatrywał moją rękę, myślami niestety byłam przy tym, co się przed chwilą działo. Ten mężczyzna musiał mieć w sobie magię, która wysysała energię lub coś w tym rodzaju, bo momentalnie po tym, jak mnie złapał, odczułam mrowienie, a później zaniki świadomości. Ocknęło mnie pieczenie. Zamrugałam i przeniosłam swój wzrok na nadgarstek, który obejmowany był nadal przez chłopca.
- Hej Geum... -ten się jednak nawet nie podniósł, tylko opatrywał mnie dalej.
Dopiero po jakieś chwili odpowiedział krótkie "przepraszam", a ja nie wiedziałam za co. Przez chwilę się głowiłam, a gdy tylko zakończył swoją drugą wypowiedź, wzięłam od niego rękę i złapałam go za policzki, podnosząc przy tym jego malutką główkę. Skierowałam ją na siebie, chcąc, by na mnie spojrzał. Udało mi się, bo już po chwili patrzył na mnie swoim niezakrytym, złotym okiem. Patrzyłam się na niego, na jego zaskoczoną, pełną bólu twarz, na oczy pełne łez, których nie chciał wypuścić. Zrobiło mi się go szkoda.
- To nie ty - zaczęłam, unosząc przy tym kciuk w stronę jego oka -powinieneś teraz przepraszać -dodałam, ocierając jego powiekę -tylko ja -spojrzałam się na ziemię, puszczając go przy tym.
Złączyłam dłonie i położyłam je na swoich nogach, którymi zaczęłam wymachiwać, bo nie mogłam dotknąć ziemi. Czułam się głupio, chociaż nie miałam do tego jakiś wyraźnych przyczyn. Czy naprawdę aż tak zależało mi na tym, żeby ten dzieciak nie czuł się źle? I to przeze mnie? Przecież przeważnie mało mnie to obchodzi, a przynajmniej staram się to ukryć, a teraz robię takie rzeczy. Zaśmiałam się pod nosem, zamykając przy tym oczy i odchylając delikatnie do tyłu głowę. Jestem z nim dosłownie chwilę, a czuję jakbyśmy byli razem przez wieczność. Co ona ma w sobie, że tak na mnie działa?
- Onee-sama? -usłyszałam cichutki głosik z prawej strony, na który się odwróciłam.
Miał zmartwiony wyraz twarzy, do tego spoglądał na mnie z szeroko otwartym okiem. Gdyby tak pomyśleć, to ciekawiło mnie, co kryło się za tą grzywką. Czy po prostu ona tak rośnie, czy może ukrywa tam coś niesamowitego? Ponownie z rozmyślań wyciągnął mnie białowłosy.
- Czy coś się dzieje Onee-sama? -zapytał, opierając się dłońmi o słomę, przez co był teraz pochylony w moim kierunku.
W tym samym momencie usłyszałam ciche charczenie Uhuru. Podszedł do mnie i swoją drobną łapką dotykał mojej nogi, która już przestała się trząść. Dlaczego gram ofiarę? To już w ogóle niepodobne do mnie. Zmarszczyłam brwi i uderzyłam się dłońmi w policzki, po czym gwałtownie wstałam na równych nogach. Przeszłam kilka kroków, a gdy tylko usłyszałam za sobą zdezorientowane piśnięcie, odwróciłam się na pięcie, unosząc przy tym prawy palec wskazujący.
- Następnym razem masz mi powiedzieć od razu, że coś się dzieje -powiedziałam szybko, może i trochę gniewnie, ale to przez to, że chciałam zwrócić na siebie jego uwagę -poza tym... -przystanęłam na chwilę, chcąc wymyślić kolejne słowo -następnym razem mi pomożesz. Skopiemy im tyłki -uśmiechnęłam się i wyciągnęłam do niego dłoń -Zgoda?
Chłopak wydawał się zdezorientowany, ale po krótkim odczekaniu widziałam na jego twarzy nieśmiały uśmiech, przez który ból na jego twarzy powoli znikał. Wyciągnął w moją stronę dłoń, którą od razy pochwyciłam i zaczęłam nią trząść. W tym samym momencie usłyszałam głosy dochodzące z zewnątrz, a mówiły one o treningu. Dopiero wtedy sobie przypomniałam. Spojrzałam szybko na zegarek, który wisiał na jednej z bali podtrzymujący namiot i już miałam zamiar lamentować, ale na szczęście się przed tym powstrzymałam.
- Kurde -syknęłam, puszczając już maluczką dłoń -zapomniałam o treningu -uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, po czym ponownie zwróciłam się do Geuma -Ey młody zechcesz mi towarzyszyć?
Nie musiałam długo czekać na jego odpowiedź, gdyż szybko pokiwał głową na "tak".
Po kilku minutach dotarliśmy do oblężonego przez innych namiotu, który służył nam do ćwiczeń. Przecisnęłam się przez tłum wracających z niego ludzi i weszłam do środka wraz z całą grupą, czyli Geumem, Uhuru i Hanamaru. Szybko odszukałam jakąś tyczkę, a następnie wspięłam się po drabinie na wysoki pień, który połączony był z drugim cienką, aczkolwiek bardzo wytrzymałą linką. Wkroczyłam na nią, po czym zaczęłam przeróżne akrobacje, co jakiś czas je przerywając na ucięcie sobie pogawędki z chłopcem. Dobrze, że ze mną był i obserwował, bo wtedy mogłam mu się pytać, czy coś robię źle co bardzo mi pomagało. Po jakieś godzinie zakończyłam swoje przeboje i zeszłam na dół, gdzie zostałam powitana przez oklaski i pomruki naszych zwierzaków. Odruchowo się ukłoniłam, ale zdając sobie sprawę, co takiego zrobiłam, od razu się zaśmiałam.

<Geum?>

25 maj 2020

Lycoris cd Geum

Spojrzałam się na swoje ramię, ale niczego tam nie było. Mówił prawdę? Słychać było w jego głosie niepewność i swego rodzaju strach mówił więc kłamstwo lub działam na niego źle i się mnie boi. Westchnęłam cicho, w tym samym momencie przechylając delikatnie głowę do tyłu, przez co mogłam zobaczyć inne osoby. Patrzyli się na nas i coś do siebie mówili, nie mogłam jednak rozszyfrować, o co im chodziło i to w sumie nie tylko im. Po krótkiej chwili widziałam, że część tego towarzystwa żywo coś komentuje, spoglądając przy tym na nas. Powoli zwróciłam głowę w stronę Geuma, który pustym wzrokiem wpatrzony był w nasze zwierzęta. Wyglądał na przybitego. Zmarszczyłam brwi i zacisnęłam przy tym zęby. Zdenerwowało mnie to i to mocno. Zgarbiłam się niechlujnie, myśląc przy tym, co teraz zrobić. Byłam tu od jakiegoś czasu, ale nie sądzę, by moje zachowanie rozeszło się po wszystkich, z czego nie wiem, czy powinnam się cieszyć, czy raczej powinnam być bardziej uważna. Spojrzałam na Uhuru, który jako jedyny obecnie mnie rozumiał i dotrzymywał kroku w każdym momencie, nieważne czy tym złym, czy dobrym -po prostu był. Przymknęłam oczy, myśląc jeszcze przez chwilę.
- Nic nie było na moim ramieniu -rozpoczęłam, ściągając tym samym jego uwagę na siebie -prawda? -dodałam, otwierając przy tym oczy.
Nie dostałam jednak odpowiedzi zwrotnej, przez co znowu się zastanawiałam czy to przez tych ludzi, czy przeze mnie. Nie wierzę, żeby aż tak się mnie bał. Wplątałam palce we włosy, powoli je rozczesując, by na samym końcu pobawić się trochę końcówkami, zawijając je. Postanowiłam, że jeszcze chwilę poczekam na odpowiedź, choć wiedziałam też, że długo nie wytrzymam i zrobię coś zupełnie niespodziewanie -jak zresztą zawsze.
- N..nie... -usłyszałam po dłuższej chwili, przez co zwróciłam się w kierunku jego twarzy, która była przysłonięta przez długie kępki jasnych włosów.
Wtedy to dopiero dopadła mnie złość. Wiedziałam już, dlaczego tak przed chwilą zareagował, co w sumie mnie zaskoczyło, ale i uszczęśliwiło. Spojrzałam się zza ramienia na ludzi za nami, czując, jak uchodzi ze mnie pozytywna energia, która powoli zastępowana jest przez buzującą złość. Cmoknęłam cicho, przez co znowu zwróciłam na siebie uwagę chłopca. Spojrzałam w jego kierunku i wyciągnęłam do niego rękę, ten natomiast skurczył się delikatnie. Pewnie znowu pomyślał, że go uderzę, przez co skarciłam się w duszy. Złapałam go za czuprynę, po czym zaczęłam ją głaskać, na co ten podniósł wzrok z ogromnym pytaniem na twarzy.
- Spokojnie -powiedziałam cicho -nie przejmuj się nimi, jesteśmy razem i nic ci nie będzie -uśmiechnęłam się delikatnie, ściągając dłoń z czubka głowy na jego policzek -ze mną nic ci nie grozi, więc już się nie bój -zdjęłam rękę z policzka, po czym wstałam ze słomy, na której oboje siedzieliśmy. Przeciągnęłam się delikatnie, po czym powolnym krokiem zaczęłam podchodzić do nieznanych mi osób. Będąc wystarczająco blisko nich, stałam się przyczyną, przez którą przestali rozmawiać. Podniosłam w ich kierunku rękę jakby na przywitanie i uśmiechnęłam się szeroko. Jedyne co miałam w głowie, to tylko i wyłącznie to, by Geum już się nimi nie martwił. Nieważne co zrobię, mają się stad usunąć i go zostawić. Już.
- Hejka chłopcy! -powiedziałam wesoło -co tam porabiacie? -zapytałam, spuszczając już rękę wzdłuż ciała.
Spojrzeli się po sobie, po czym jeden z całej trójki się w końcu odezwał, a właściwie chciał, bo szybko mu przerwałam.
- Posłuchajcie słodziaki -zaśmiałam się krótko -nie wiem, o czym rozmawiacie, ale bardzo rozpraszacie mojego małego kumpla, wiecie? -mówiąc to, wskazałam kciukiem za siebie, na Geuma -dlatego mam małą propozycję. Wy się usuniecie i go zostawicie albo... -tu przerwał mi wysoki chłopak o długich, rudych włosach.
- Albo co dziewczynko? -prychnął widocznie zdenerwowany. Zaśmiałam się zadziornie, podnosząc przy tym pięść w kierunku jego twarzy.
- Albo nie skończy się to zbyt przyjemnie -dokończyłam swoją ostatnią myśl, spoglądając na nich z oczekiwaniem.
Ciekawe co sobie teraz o mnie myśleli? Niższa od nich dziewczyna grozi im, bo się tylko patrzyli i o czymś tam rozmawiali, niekoniecznie o nas. No cóż, tak czasem bywa. Grubszy brunet szybko wyszedł przed szereg i złapał mnie za rękę, czego się nie spodziewałam. Uśmiechnął się w moją stronę, po czym spojrzał się za mnie, na młodego. W tym momencie poczułam się bardzo źle.

<Geum?>

4 maj 2020

Lycoris CD Geum

Poczułam, jak na moich policzkach pojawiają się palące rumieńce. Czy byłam szczęśliwa? Nie jestem pewna, w końcu było to coś... dziwnego. Wpatrywałam się jeszcze przez chwilę w młodzika, po czym złapałam się za tył głowy, odwracając ją przy tym w kierunku lasu.
- To w sumie nic takiego... od urodzenia jestem tak jakby połączona z całą naturą, czyli i ze zwierzętami i z roślinami. Jakoś tak... wśród nich czuję się inaczej -oderwałam dłoń od włosów i spojrzałam na nią.
Opuszki palców były wysuszone i popękane, przez co wiele można by mówić o ich pielęgnacji, ale według mnie jest to w zupełności niepotrzebne. Jeżeli dbałabym o nie bardziej niż to potrzebne, pewnie straciłabym w końcu w nich czucie. Już kiedyś myślałam, że jest to efekt uboczny tego, że potrafię przy ich pomocy leczyć. Zacisnęłam dłoń, przymykając przy tym oczy. Czasem naprawdę myślę, że jest to już tylko przekleństwo. Dla niego jednak było to coś... niesamowitego. Spojrzałam na chłopca kątem oka. Lustrował mnie swoim wzrokiem, co jakiś czas wprawiając swoje ciało w ruch. Westchnęłam cicho, przeczesując przy tym włosy.
- Powiedziałeś, że mam lepsze moce od twoich - powiedziałam pełna spokoju -Zechciałbyś ty się nimi pochwalić? -uśmiechnęłam się krzywo, choć w sumie tego nie chciałam. Może to już takie przyzwyczajenie? Widzisz dziecko, to rób wszystko, żeby się odczepiło? W sumie może okazać się to prawdą, chociaż młody nie wydaje się zbytnio nadpobudliwy i nieznośny. Jedyną cechę, jaką wykazuję, to zbytnia nachalność, ale czego by się tu spodziewać.
- Ja c-cóż -złapał się za skrawek ubrania i pochylił w jego kierunku głowę, jakby chciał się ukryć. Czyżby naprawdę aż tak się wstydził? -Też potrafię rozmawiać... -powiedział to tak cichutko, że z pewnością każdy musiałby nadwyrężać swój słuch.
- Rozmawiać ze zwierzętami, tak? -dokończyłam za niego, na co on pokiwał głową, uśmiechając się przy tym delikatnie. Chrząknęłam cicho -Coś jeszcze? -dopytałam, bo jego wypowiedź wskazywała na to, że coś jeszcze się kryło.
- T-tak... -splótł swoje dłonie, co jakiś czas obijając swoją skórę palcami -Sprawiam, że przedmioty żyją -spojrzał na mnie spod zasłony jasnych włosów, na co jego tygrys się do niego zbliżył, jakby chciał dodać mu otuchy.
Spojrzałam na Uhuru, który podniósł łapki, jakby wzruszał ramionami. Zaśmiałam się cicho, po czym nakazałam mu, by z powrotem na mnie wskoczył.
- Jesteś głodny, co nie? -pogłaskałam go po głowie, na co ten zaczął wydawać odgłos podobny do mruczenia.
Na powrót spojrzałam w kierunku Geuma, który trzymał swoją tygrysicę za kark. Wyglądało to tak, jakby nie chciał dopuścić do tego, żeby się na mnie rzuciła. W sumie wyglądała na lekko zirytowaną moją postawą, co w sumie mnie nie dziwiło. Widać było, że łączyła ich pewna relacja, której lepiej nie rozdzielać. A może to też przez to, że też była głodna? Stąpała z nogi na nogę, ruszała ogonem i z otwartym pyskiem rozglądała się po całym terenie. Może w taki sposób mówi, że poszukuje ofiary?
- Może pójdziecie z nami? Namiot jest niedaleko, a twój tygrys też wygląda na wygłodniałego -wskazałam na nią palcem, przez co jej właściciel również na nią spojrzał.
- Masz rację, dawno niczego nie jedliśmy, prawda Hanamaru -uśmiechnął się szeroko do tygrysicy, na co ta zadowolona zamruczała -Bardzo chętnie pójdziemy z wami! -dodał po chwili, podchodząc już do nas.
Skinęłam głową, po czym odwróciłam się do tyłu. O ile dobrze pamiętałam, namiot z pożywieniem dla zwierząt znajdował się ledwie kilkanaście metrów dalej od tego, w którym je przetrzymywano. Nie musieliśmy się więc martwić o długą podróż. Po kilku minutach byliśmy już na miejscu. Oboje przygotowaliśmy posiłki dla naszych podopiecznych, sami natomiast siadając w ich pobliżu, na słomie. Obserwując całe pomieszczenie, czułam, jak nie kto inny, a Geum wwierca we mnie swój wzrok. Spojrzałam na niego z wyższością i nieplanowaną złością.

<Geum?>

31 mar 2020

Lycoris CD Geum

Patrzyłam na niego, uważnie obserwując jego mowę ciała. Był spięty, ale starał się wypaść jak najlepiej. Czy naprawdę aż tak go wystraszyłam tym wszystkim? Przeniosłam wzrok na jenota, który akurat siedział przy tygrysie. Wymieniliśmy spojrzenia i wiedziałam, że trochę przegięłam. Objęłam dłońmi tył głowy, podnosząc ją przy tym nieznacznie do góry.
- Przecież powiedziałam, że jest ok... Więc czego się spinasz? -wypuściłam głośno powietrze, oglądając go kątem oka.
Chłopiec wyprostował się, kierując przy tym wzrok na mnie. Zacisnęłam delikatnie zęby i odwróciłam się do niego tyłem. Chwilę myślałam nad dalszym losem, w końcu nie chciałam go od siebie odstraszyć, choć raczej już mi się to udało. Widać, że jest zagubiony. Wspominając rozmowę z Pikiem, pamiętam, że mówił o kimś nowym. Spojrzałam na niego przez ramię. Czy to on? Zmrużyłam oczy, wypuszczając powietrze ustami, po czym odwróciłam się do niego.
- Jaka znowu Onee-sama? Mam na imię Lycoris i już ci... - wskazałam na niego palcem i już miałam dalej ciągnąć, ale się zatrzymałam. Znów wyglądał na wystraszonego. Co ja robię? Pokręciłam głową i przysłaniając się włosami, ciągnęłam -Choć w sumie... Może być Onee-sama... -poczułam, jak moje policzki delikatnie się zaczerwieniły, przez co zaczęłam kręcić głową, by choć trochę je ostudzić.
Wtedy usłyszałam jego nieśmiały śmiech. Raz jeszcze na niego spojrzałam. Trzymał się jedną dłonią za usta, a drugą trzymał białą sierść swojego towarzysza. Słodko. Pokręciłam głową, po czym klepiąc się po kolanach, zawołałam do siebie Uhuru. Przybiegł do mnie szybko, zwracając przy tym na siebie uwagę chłopca.
- Już możesz chodzić?! -zapytał zaskoczony.
Wzięłam zwierzaka na ręce, czochrając go po futrze na głowie. Podobało mu się to bo wydawał z siebie zadowolone charczenie.
- Przecież powiedziałam, że jest już wszystko dobrze. Wyleczyłam go, więc nie musisz się już jego zranioną łapą przejmować -zaśmiałam się, pozwalając przy tym przyjacielowi na wejście na moje barki. Bolało. Musiałabym mu obciąć za niedługo pazurki, bo zaczęły mnie już drażnić. Raz jeszcze go pogłaskałam.
- Niesamowite... Jak to zrobiłaś?! -powiedział pełen entuzjazmu w głosie.
Jego twarz była delikatnie zaczerwieniona, odsłonięte oko miało w sobie wiele skaczących płomyczków, a usta były delikatnie otwarte. Ciekawiło to niemiłosiernie, było to widać. Prychnęłam dosyć głośno, przyjmując postawę zwycięzcy.
- Ano widzisz to magia! -wykrzyknęłam, bijąc się przy tym pięścią o klatkę piersiową.
Wyglądało to, co najmniej komicznie, ale co poradzić? Może i nie lubiłam się tym chwalić, ale w tym przypadku było to miłe uczucie. Młody słysząc moją odpowiedź, nabrał w płuca tyle powietrza, ile tylko mógł, po czym ze słyszalnym świstem powiedział wydłużone "woow". Zarzuciłam włosy za wolne ramię i spojrzałam na chłopaka. Ciekawe czy mi wierzył. Zazwyczaj takie rzeczy mówi się dzieciakom na dobranoc, opowiadając o jakimś silnym superbohaterze, który ratuje potrzebujących. Nie wyglądał mi znowu na takiego młodego, ale na pewno był wiele młodszy ode mnie. Zwróciłam swój wzrok na Uhuru, który akurat zszedł z mojego ramienia. Zaczął kręcić się w kółko, co oznaczało tylko jedno -porę na posiłek.

<Geum?>

30 mar 2020

Lycoris CD Geum

Minęły już prawie dwie godziny treningu. Stanęłam prosto i rozejrzałam się po całości pomieszczenia. Trochę mi się już nudziło bycie samej, wiec zdecydowałam, że coś porobię. Podeszłam do rekwizytów i zaczęłam się im dokładniej przyglądać. Wzięłam do ręki obręcze, które służyły tutejszym magikom w ich sztuczkach. Obejrzałam je dokładnie, po czym zamieniłam je na wstążki pomocne w tańcu. Zrobiłam jednym z nich spiralę, drugą ręką szperając w głębokim pudle z rzeczami akrobatów. Moją uwagę przykuły ogromne i kolorowe maczugi. Chwyciłam za szyjki dwóch maczug, odchodząc nieznacznie od miejsca, gdzie to wszystko leżało. Przyglądałam się im uważnie, aż zauważyłam na jednym z nich ogromne zadrapanie. Przejechałam po nim kciukiem. Rzeczy były drewniane, więc musiałam uważać, by samej się nie zranić. Oglądając to wszystko, zaczęłam coraz bardziej zatapiać się w moim świecie, dosłownie zapominając o tym, co mnie obecnie otaczało. Wspomniałam sobie grupę cyrkowców, u których spędziłam dość długi okres. Wspaniali ludzie. Uśmiechnęłam się do siebie. Po chwili coś odwróciło moją uwagę. Zwróciłam się w kierunku wejścia, z którego dochodziły dziwne piski. Odłożyłam przedmioty na miejsce i wyszłam z namiotu. Długo nie musiałam szukać powodu, który mnie odciągnął. Nie było to jednak coś niemiłego, wręcz przeciwnie. Przez moje ciało przeszły delikatne dreszcze, kiedy ujrzałam znajomą postać.
- Uhuru! W końcu cię widzę! - powiedziałam, wręcz wykrzyknęłam pełna entuzjazmu.
Zwierzak, usłyszawszy mnie, zaczął dreptać w moim kierunku, przez co mogłam zauważyć, że delikatnie kuleje. W tym momencie zauważyłam kogoś jeszcze. Moje szczęście schowało się za powagą.
- Co mu zrobiłeś? -wycharczałam, zaciskając dłonie.
Osoba, a właściwie dziecko, podskoczyło w miejscu, w którym stało. Wystraszył się? Dobrze. Jeżeli to on zawinił, to mu się dostanie, a jeżeli to nie on -trudno. Chrząknęłam głośno, zwracając na siebie uwagę.
- Masz zamiar mi odpowiedzieć, czy jednak nie? -zapytałam, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej.
Dopiero teraz zauważyłam, że ma przy sobie tygrysa. Był jednak trochę inny niż pozostałe. Na chwilę zapomniałam o chłopcu, który chciał już zniknąć. Przymknęłam oczy, przeczesując przy tym włosy.
- Posłuchaj -westchnęłam cicho, zwracając spojrzenie w jego kierunku -Jeżeli powiesz mi prawdę, to nie będę aż tak zła. O wiele gorzej będzie, jeżeli tego nie zrobisz, rozumiesz? - wymusiłam delikatny uśmiech, który raczej jeszcze bardziej go zniechęcił.
Chłopiec jednak skinął głową, chwytając przy tym sierści białego tygrysa.
- Przypadkowo na niego wpadłem... Ale... - odpowiedział łamiącym głosem -Nie wiem, czy to ja to zrobiłem... -dodał, odwracając przerażony wzrok.
Na powrót spojrzałam na Uhuru, który podnosił zranioną łapkę. Wtedy też zobaczyłam, że ma na niej bandaż. Czyżby to jego sprawka? Wygląda na świeżo założone, więc pewnie to ten dzieciak. Zwiesiłam głowę, kucając przy tym przy jenocie.
- To ty założyłeś mu ten bandaż, prawda? -zapytałam już o wiele spokojniej.
- T-tak proszę pani -wyszeptał.
Słysząc to, kąciki ust mimowolnie mi się uniosły. Wzięłam do ręki skaleczoną łapę i masując ją kciukiem, zaczęłam znów mówić.
- Jak dobrze rozumiem, był to wypadek, którego nie chciałeś -spojrzałam się w oczy jenota, które wiedziałam, że mówiły samą prawdę -Nie jestem więc zła -dodałam, wypuszczając jego łapę.
Gdy to zrobiłam, jenot szybko podbiegł do chłopca, tańcząc między jego nogami. Wyglądał na zdziwionego, ale i rozweselonego. Wstałam i ruszyłam w jego kierunku, uśmiechając się przy tym delikatnie. Wyciągnęłam w jego kierunku rękę, a ten wystraszony zamknął oczy, bo nie wiedział, co chciałam zrobić. Położyłam otwartą dłoń na jego włosach, po czym zaczęłam je głaskać, dzięki czemu czułam, jak młody zaczyna się rozluźniać.
- Uhuru ci dziękuje. Mówi też, że gdyby nie ty, to pewnie coś by się stało, jest ci wdzięczny.
Chłopiec podniósł głowę i patrząc na mnie swoim złocistym okiem, wpadał w coraz większy podziw. Wzięłam rękę, kierując głowę w stronę tygrysa. Był naprawdę piękny, taki dostojny i niezwykły.



<Geum?>

16 mar 2020

OD Lycoris

Jeździłam palcem po krawędzi kartki, zapominając o otaczającym mnie świecie. Niedawno przybyłam do nowego miejsca, do nowej rodziny, która z początku wydawała się cieszyć moim przyjazdem. Może jednak to mi się uroiło? Pik też wyglądał na zadowolonego. Podniosłam wzrok na jego twarz, która aktualnie była zwrócona w stronę wysokiej dziewczyny. Uśmiechał się do niej szeroko, powodując niewielkie zmarszczki przy oczach, co było dość słodkie. Przeniosłam spojrzenie na dziewczynę. Długie, szczupłe nogi, różowa sukienka podkreślająca figurę a do tego długie, delikatnie kręcone, rudawe włosy. Skupiłam się jednak na jej twarzy, a dokładniej na piwnych oczach. Były duże i okrągłe a wyglądały, jakby z łatwością wyłapywały otaczający je świat, wyłapując każde przewinienie. Podrapałam się po głowie, kiedy tylko ich spojrzenia spoczęły na mojej osobie. Nie chciałam, by wyczuli, że ich oglądam, choć może za mało to maskowałam. W sumie nigdy nie byłam zbyt dobra w ukrywaniu się, za co często obrywałam, choć zawsze zastanawiało mnie jedno, bo przecież często gubiono mnie gdzieś w tłumie, co często kończyło się niemałym szokiem. Może to kwestia szczęścia? Być może. Ułożyłam łokieć na bocznej poręczy krzesła, prostując przy tym dłoń w poziomie.
- Co się tak patrzycie? -wypaliłam, napinając delikatnie mięśnie. Niby wiedziałam, że na mnie nie ruszą, jednak wielu ludzi w życiu się widziało i poznało.
- Mógłbym zapytać o to samo -odpowiedział ze spokojem Pik, jakby chciał zapewnić, że jednak mnie nie zatłuką za te cwaniackie zachowanie -Obserwujesz nas od momentu, kiedy Stella tutaj weszła. Coś ci przeszkadza? -zapytał, poprawiając się na swoim wielkim tronie.
Prychnęłam cicho, odwracając wzrok w stronę papierów leżących na dębowym biurku. Były wymieszane między sobą, choć sprawiały wrażenie, jakby tak właśnie miało być.
- Nic mi nie przeszkadza, po prostu czuję, że jestem wam tutaj zbędna -wzięłam w dłoń plik dokumentów, które znajdywały się na moich kolanach i zaczęłam nimi wymachiwać -Wszystko już przeczytałam i wypełniłam tak, jak kazałeś, więc mogę już chyba iść, prawda? -dodałam, odstawiając rzecz na biurko przed nim.
Mężczyzna przez krótką chwilę wlepiał w nie swoje oczy, aż w końcu z tym samym szerokim uśmiechem, jaki kierował jeszcze kilka minut temu do tej kobiety, zwrócił się do mnie. Mimo że nic nie powiedział, wyczułam ogromną presję. Chciał tym sposobem coś przekazać, czy co? Zmrużyłam oczy, a następnie wstałam z siedzenia, nie dając mu czasu na wypowiedź. Zarzuciłam włosy za ramiona i krótkim zdaniem się pożegnałam. Może mi się za to oberwie, ale naprawdę nie widziałam sensu, by tam dłużej siedzieć. Po pierwsze najważniejsze sprawy załatwiliśmy przed jej przybyciem, a po drugie podczas ich rozmowy mogłam wyczuć coś dziwnego, jakby kobieta dawała mi znać, że im przeszkadzam i mam natychmiast zniknąć. Pewnie teraz się cieszy, że mogła w końcu zostać z nim sam na sam. Z rozmyśleń oderwał mnie silny podmuch wiatru. Złapałam się za ramiona, trzęsąc się pod naporem nieprzyjemnych dreszczy, które przechodziły przez całe ciało. Rozejrzałam się po całym terenie, aż moim oczom ukazał się ogromny namiot, który już bardzo dobrze znałam. Uśmiechnęłam się delikatnie i nie czekając dłużej, ruszyłam w jego kierunku. Wchodząc do jego wnętrza, od razu uderzyła mnie fala gorąca i wspaniałego zapachu. Bufet to jedyne czego teraz potrzebowałam. Szybkim krokiem przemieściłam się do długiego stołu, z którego zaczęłam wybierać przeróżne potrawy. Naleśniki, sałatki, tosty z jajecznicą, dwie kanapki, dwie łyżki warzyw i wiele więcej, a to wszystko na jednej tacy, co zapewne zaskoczyło pozostałych, którzy także się tutaj stołowali. Mając już swoją zdobycz, usiadłam przy wolnym stoliku, rozkoszując się posiłkiem.
Po kilkudziesięciu minutach zakończyłam ucztę, a wraz z tym wyczułam ogromną potrzebę ćwiczeń, co było dla mnie idealnym sposobem na rozluźnienie. Wychodząc z namiotu, rozciągnęłam swoje zastałe kości i biegiem ruszyłam w stronę miejsca treningowego. Cieszyłam się, że jedzenie dało mi tyle energii, tym bardziej że jeszcze jakiś czas temu byłam kompletnie wyczerpana. Nie wiem, czy to sprawka tych wszystkich dokumentów, czy jednak rozmowy, choć jedno wiedziałam na pewno -teraz wszystko się unormuje i zamieni się w coś dobrego. Z uśmiechem wbiegłam do środka, skacząc i wykonując po kilka piruetów, aż w końcu stanęłam w miejscu, rozglądając się po całej arenie. Stojąc tak, poczułam się dziwnie, jakbym przeczuwała coś złego. Byłam tu już raz, ale mogłam już wyczuć, że coś tu nie gra. Szybko spoważniałam, prostując przy tym plecy, mając jednak nadzieję, że to mi się tylko tak wydaje. Przez chwilę nasłuchiwałam dźwięków, które mogłyby być podejrzane, choć dobrze dla mnie -żadnych nie usłyszałam. Wypuściłam głośno powietrze i odwróciłam się tyłem do miejsca, które jeszcze przed chwilą bacznie obserwowałam. Rozłożyłam ręce i rozpoczęłam swój trening. Miałam nadzieję, że nikt więcej tutaj nie przyjdzie, bo naprawdę chciałam odpocząć, a trening z kimś, kogo nie znam, mógłby nie wypalić, tym bardziej że wolę go robić sama, no może nie licząc tego małego, nieznośnego zwierzaka. Zamknęłam oczy i zatopiłam się w swoich myślach, zapominając całkowicie o świecie.

<Ktoś?>

14 mar 2020

Lycoris

Jesteśmy tylko pionkami w tej chorej grze zwanej życiem.