18 maj 2018

Smiley CD Ace

Do mojego namiotu doszliśmy szybko. Skróty jakie odkryłam nie tak dawno bardzo się przydały. Weszliśmy do mojego namiotu, a na zewnątrz zaczęło kropić. Z drobnego, małego deszczu zrobiła się ulewa. Poszłam zaparzyć herbaty. Patrząc na wyraz twarzy chłopaka od razu widać było, że był zły. Zaczęłam się rozmyślać jakbym to mogła go pocieszyć. W czasie gdy woda na herbatę się grzała, ja otworzyłam swoją szafę. Tam wyciągnęłam bluzę oraz jakieś dresowe spodnie, które zostawił u mnie nie dawno Vogel.
- Przebierz się nim zaparzę nam herbaty - podałam mu ubrania. - Tam możesz się przebrać na spokojnie - wskazałam na parawan. - Wiem, że twoje ubrania są prawie suche, ale może jak się przebierzesz to poprawi ci się trochę humor - odeszłam od chłopaka, gdyż czajnik dawał mi wyraźny dźwięk, że woda jest już gotowa. Wlałam wodę do kubków gdzie były saszetki z herbatą. Przykryłam je na pewien czas wierzch kubków małym talerzykiem, aby wydobyć smak herbaty jeszcze bardziej. Miałam szczęście, że wczoraj upiekłam kilka ciastek. Włożyłam ciasteczka do małej miseczki. Postawiłam wszystko na tace. Do mojej głowy wpadł pomysł na to, aby przygotować również gorące kakao. Pomyślałam i tak też zrobiłam. Mając na tacy cztery kubki i miseczkę z ciasteczkami, wróciłam do chłopaka.
- Mam nadzieję, że herbata poprawi ci humor tak samo jak i kakao. - postawiłam tace na stoliku z uśmiechem na twarzy. - Wybacz, zapomniałam ci przedstawić Yuki'ego i Bisce - wskazałam dwa zwierzaki, które podeszły do nas. - Masz może alergię? Wiesz, nie chciałabym, aby coś ci się ponownie stało i to z mojego powodu - dodałam chcąc się upewnić.

<Ace? Wybacz że takie krótkie i nudne...>

Ace CD Smiley

Zmarszczyłem brwi zerkając na dziewczynę. Może i miała rację. Byłem przemoczony i zmarznięty. Jednak nie zmieniało to faktu ,że to przez nią wyladowałem w wodzie. Hm chociaż mogła mi to tym wynagrodzić... Podparłem się pod boki.
- No niech ci już będzie przynajmniej nie jest daleko. - Mruknąłem wyciskając wodę z ubrania.
Skinęła głową.
- Chyba w domu będę mieć coś do przebrania.
Coś do przebrania? Słysząc to odrazu sie rozpromieniłem.
- No to chodz już bo naprawdę nie mam ochoty łazić w tych mokrych ubraniach.
Spojrzałem na nią wyczekująco. Ockneła się i poszła przodem. Szedłem za nią nadal odrobinę naburmuszony. Gdy już doszliśmy na miejsce zaczeło kropić.
- Ah idealnie - Przeciagnąłem się wchodząc za dziewczyną do środka. - Hej tak wogóle weź mi powiedz... Przedstawiłem ci się?
Pokreciła głową.
- Skoro nie to jestem Ace - Wyciagnąłem do niej rękę.
- Smiley - Odpowiedziała łapiąc moją rękę i nią potrząsając.
- A teraz wracając do tych ubrań na przebranie... - Przygryzłem wargę.
Przecież nie założę czegoś z damskiek garderoby...
- Przyzwyczaiłem się, i tak moje już prawie wyschły - Dodałem szybko.
- Skoro tak to może byś się chciał napić czegoś ciepłego... No nie wiem herbaty?
- Herbaty? Tak ,tak z chęcią - Akurat gdy skończyłem mówić nazewnątrz zaczęło lać. - Eeeh... To chyba tu utknąłem...
Usiadłem na ziemii wzdychając. I tak oto nie mogłem już uniknąć interakcji z ludźmi.

<Smiley?>

Nice CD Lennie

Po krótkiej wymianie zdań chłopak zasnął, a ja się uśmiechnęłam pod nosem. Wyglądał uroczo gdy spał. Patrząc na jego twarz jedyne co mi przyszło do głowy to to, że wygląda jak małe bezbronne dziecko. Mój wzrok utknął na niebie. Było błękitne, pojedyncze chmury tworzyły różne kształty.
- Jedna chmurka, a może mieć tyle znaczeń - pomyślałam sobie. Wpatrując się tak w niebo, zasnęłam. Obudziłam się po krótkim jak dla mnie czasie. Godzina mówiła jednak coś innego niż moje wyobrażenia. Duża wskazówka zegara wskazywała prawie pierwszą po południu. Spojrzałam się na chłopaka. Jemu chyba się bardzo dobrze spało. Zobaczyłam mały sklepik. Poszłam do niego, aby kupić coś do jedzenia. Co jak co, ale z pewnością chłopak będzie głodny jak się obudzi. Jak na taki mały wlep to asortyment mieli bardzo dużo. Wzięłam soki, które były świeżo wyciśnięte oraz kanapki. Do tego wzięłam coś słodkiego oraz owoce. Zapłaciłam, a gdy ruszyłam w stronę miejsca gdzie chłopak spał, zobaczyłam, że już się obudził.
- Kogo tak wypatrujesz? - zapytałam się, a on spojrzał się na mnie.
- Więc tutaj jesteś - powiedział wciąż zaspany.
- Kupiłam coś na ząb dla nas. Co jak co, ale jest już popołudnie, a myśmy wciąż nic nie zjedliśmy - usiadłam na kocu, tym samym rozglądając wszystkie zakupione przeze mnie rzeczy. - Wybierz coś dla siebie. Nie wiedziałam za bardzo co lubisz prócz naleśników więc wzięłam wszystkiego po trochę.
- Czujesz się lepiej po drzemce? - spojrzałam się w jego stronę z uśmiechem na twarzy.

<Lennie?>

17 maj 2018

Lennie CD Nice

Prośba dziewczyny mnie zaskoczyła. Poduszkę i kocyk? Czy ona chciała mnie uśpić i wrzucić do oceanu? A może wsadzić do ust jabłko i piec na wolnym ogniu dla swojego kotka? Lekko się uśmiechnąłem i usiadłem obok dziewczyny. Była bardzo bystra i spostrzegawcza jak i bezpośrednia.
- Mam mały problem ze snem, ale nadrabiam go drzemkami - stwierdziłem.
- Ale to chyba nie zdrowe - machnąłem ręką i odchyliłem głowę do tyłu, odkładając kapelusz na koc. Poczułem promienie słońca na twarzy, delikatny chłodny powiew wiatru i spojrzałem na błękitne niebo. Idealna pora na drzemkę...
- Ale lepsze, niż brać tabletki nasenne - zauważyłem wyobrażając sobie taką noc; mi się śni koszmar, biegnę wiecznie po pustej ulicy, uciekając za samochodem i nie mogąc pozbyć się uczucia strachu i bezsilności. A dlaczego to wszystko byłoby trwałe? Bo bym nie mógł się obudzić i był bym zmuszony do oglądania, sekunda po sekundzie, w zwolnionym tempie, jak rozjeżdżam chłopaka, który po chwili przybiera moją twarz.
- Jak w taki piękny dzień drzemać... - Nice westchnęła i się położyła na poduszkę, która jej podsunąłem. Sam założyłem sobie za głowę ręce na krzyż i wpatrywałem się w niebo, z pojedynczymi białymi obłokami puchu.
- Ludzie właśnie czekają na takie dni. Ciepłe, ale nie gorące, pod cieniem, na leżaku, wpatrzeni w okularach słonecznych w niebo... - rozmarzyłem się.
- Lub wylatują specjalnie po te rzeczy - zamknąłem na chwilę oczy i odleciałem. Przez chwilę nie kontaktowałem, nie słuchałem Nice i nie byłem pewny, czy coś mówiła. Po prostu zasnąłem, a gdy się obudziłem, dziewczyny nie było obok.

<Nice? Krótkie i nudne...>

16 maj 2018

Smiley CD Vogel

Poszłam się wykąpać. Co prawda trochę to zajęło, ale nie żeby Vogel musiał na mnie czekać ze trzy godziny. Wyszłam z łazienki. Stanęłam za chłopakiem, który to obecnie siedział na łóżku. Był zmęczony w dodatku się sam do tego przyznał. Ruszył do łazienki, a ja zaczęłam osuszyć swoje włosy ręcznikiem. Ta czynność nie należała do tych łatwy i krótkotrwałych. Może i miałam suszarkę, ale suszenie włosów też zajmowało mi dużo czasu. Położyłam się na środki łóżka. Patrząc się w sufit wlanie mnie oświeciło. Ten pokój posiada tylko jedno łóżko, a nas jest dwóch. Nim się obejrzałam, Vogel był już wykąpany.
- Zmęczona? - uchylił się nade mną. Nasze oczy się spotkały.
- Problem mamy - powiedziałam spokojnie.
- Jaki? - spojrzał się pytającym wzrokiem na mnie.
- Tutaj jest tylko jedno łóżko, a nas dwóch - wytłumaczyłam chłopakowi w skrócie na czym polega nasz problem.
- Później nad tym pomyślimy - odparł, kładąc się tuż obok mnie. Oczywiście zrobiłam mu miejsce. - Twoje włosy są jeszcze mokre - powiedział.
- Tak wiem, ale nie chce mi się ich suszyć, więc poczekam, aż same wyschną - uśmiechnęłam się delikatnie. Nasz wzrok zawisł na białym suficie.
- Wysuszę twoje włosy, tak więc wstawaj - usiadł Vogel na krańcu łóżka.
- Nie musisz, same wyschną - nie miałam chyba zdania, czyż chłopak spojrzał się na mnie wzrokiem rozkazującego taty. - Już wstaje - dodałam bez koniecznych już słów zrzędzenia.
Po połączeniu suszarki do kontaktu, ciepły strumień powietrza chłopak skierował w stronę moich mokrych włosów. Czułam się jak małe dziecko, które nie potrafi sobie poradzić. Jednak uczucie jakie towarzyszyło mi w obecnej chwili było bardzo przyjemne.
- Jak małe dziecko - powiedział Vogel, gdy zaczęłam się logować to na prawy to na lewy bok.
- Bo nim jestem - odpowiedziałam uśmiechając się szeroko.

<Vogel?>

13 maj 2018

Smiley CD Ace

Dzień jak dzień był taki sam jak trzy dni temu. Pochmurne niebo, wilgoć unosząca się w powietrzu i w dodatku deszcz padał w mniej odpowiednich momentach. Poszłam do miasta, aby tam coś kupić do zjedzenia. Nim się tak naprawdę spostrzegłam wpadłam na jakiegoś mężczyznę.
- Co ty robisz?! - spojrzał się na mnie wściekłym wzrokiem mężczyzna o czarnych włosach.
- Szefie, może pójdzie ona z nami. Jest taka urocza - dodał drugi mężczyzna o blond włosach.
- Chyba masz rację - czarnowłosy chwycił mnie za rękę, a ja jak najszybciej się uwolniłam.
- Nigdzie z wami nie idę! - krzyknęłam i zaczęłam biec. On na mój niefart zaczęli biec za mną. - Że też to zawsze ja mam takiego pecha - powiedziałam pod nosem.
Biegnąc tuż obok fontanny, nie wiedząc jakim to sposobem to zrobiłam, ale przeze mnie chłopak wpadł do fontanny. Stanęłam w miejscu, chwytając się za głowę.
- Co ty niby wyprawiasz?! Patrz jak biegasz!! - był zły i to bardzo. Rozumiałam jego złość, a sobie samej nie mogłam wybaczyć, że to przeze mnie wpadł do fontanny. Spojrzałam się za siebie, aby zobaczyć czy tamta grupka wciąż za mną podąża.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam - skłoniłam się w pół w ramach przebaczenia. - Naprawdę ciebie przepraszam - wyciągnęłam w jego stronę dłoń, którą przyjął. Blond włosy chłopak wyszedł z fontanny, a ja zaczęłam oglądać się do okoła, gdy przed oczami nie przemknęła mi się jedna z wcześniejszych postaci, która mnie goniła. - Czas uciekać - chwyciłam go za dłoń i pociągnęłam wraz ze sobą. Miałam szczęście, że w pobliżu znajdował się park. Będąc pod jakimś drzewem, puściłam dłoń chłopaka, a sama wdrapałam się na drzewo. - Proszę stój tak przez chwilę, aż oni sobie pójdą - spojrzałam się na twarz chłopaka błagalnym wzrokiem. On tylko głęboko odetchnął, a ja się uśmiechnęłam.
Idźcie sobie już, no dalej... idźcie sobie... zaczęłam powtarzać sobie pod nosem. Nie lubiłam takich ludzi jak ci mężczyźni. Po kilku minutach oni zrezygnowali, a gdy odeszli ja zeskoczyłam z drzewa.
- Przepraszam za to, że wpadłeś przeze mnie do fontanny i teraz jesteś mokry. Dziękuję ci, że mi pomogłeś chociaż mnie nie znasz - skłoniłam się w pół. - Jestem Smiley - przedstawiłam się chłopakowi. Po przyjrzeniu się zauważyć już mogłam, że jest kompletnie mokry, a w dodatku sądząc po zachmurzonym niebie już wiedziałam, że będzie padać. - Mój dom znajduje się jakieś dziesięć minut drogi stąd, chodźmy do niego nim się rozpada, a ty przeze mnie się rozchorujesz...

<Ace?>

Nice CD Lennie

Chłopak chyba był zmęczony. Z jego oczu wyczytać można było to, że chłopak marzy o tym, aby położyć się spać. Nie tylko oczy, ale i twarz oddawała z siebie spore zmęczenie. Ciemne cienie pod oczami były również dostrzegalne. Spojrzałam się na chłopaka, gdy ten podczas swoich sztuczek, dał szanse mi na to, abym powiedziała mu co ma wyczarować.
-...Albo...- na chwilę powstała cisza, ale gdy wpadłam na pomysł, odpowiedziałam radośnie mu.
- Albo koc i poduszkę, poproszę - chłopak spojrzał się na mnie pytająco.
- He? Poduszkę i koc? - chyba go to zaskoczyło.
- Zaufaj mi - chciałam go jakoś przekonać do swojego wyboru.
- No dobrze, niech ci będzie - odparł, a ja się uśmiechnęłam od ucha do ucha. W jego rękach pojawiła się poduszka oraz koc.
- Dziękuję - wzięłam z jego dłoni rzeczy.
Rozłożyłam koc na trawie tuż pod drzewem, aby było trochę cienia. - Co powiesz na to, aby trochę odpocząć nim wrócimy do cyrku? Zapewne, gdy wrócimy będziemy musieli zgłosić ten incydent do Pik'a, a jak dla mnie to za długo będzie to trwać, znając jego - usiadłam na kocu, wskazując tym samym na miejsce obok siebie dla chłopaka. - Chyba mi się wydaje, że nie wyspałeś się za bardzo dzisiejszej nocy, a trochę odpoczynku nikomu nie zaszkodzi - uśmiechnęłam się, czekając tym samym na decyzję jaka to podejmie chłopak.

<Lennie?> ^ω^

10 maj 2018

Vogel CD Smiley

Nadziałem kawałek ciasta na widelec, lecz kiedy już go podnosiłem w stronę ust, Smiley odezwała się, prosząc tym samym o kawałek mojego dania. Przyglądałem się jej twarzy, robiąc przy tym pierwszy kęs. Kiedy zacząłem już rzuć, uśmiechnąłem się dziarsko, krojąc przy tym kolejny kawałek. Biorąc następnego na widelec, otworzyłem delikatnie usta.
- Jakie jest to pyszne! -powiedziałem, fałszywie się zadowalając.
Objąłem wolną dłonią swój polik, jeszcze bardziej zatapiając się w smaku. Kiedy kolejny kawałek wylądował w moich ustach, uchyliłem powieki, spoglądając tym samym na nią. Była trochę naburmuszona i zasmucona, przez co bez celu kręciła kółka łyżką w swoim kielichu z kolorowymi lodami, opierając przy tym głowę o prawą dłoń. Była naprawdę niezadowolona. Widząc ją w takim nastroju, nie mogłem się powstrzymać, przez co parsknąłem śmiechem. Ta, zdezorientowana, wbiła we mnie swój smutny wzrok. Otarłem teatralnie kąciki oczu, tak jakby leciały mi z nich łzy i spoglądając na nią, oparłem się łokciami o stolik. Uśmiechnąłem się w jej stronę złośliwie, mrużąc przy tym podejrzliwie oczy.
- Masz za swoje, przez to, że mnie oszukałaś z tymi swoimi wydatkami -sięgnąłem po raz kolejny widelcem po naleśnika, tym razem z truskawkową polewą, i odciąłem niewielki kawałek.
Podniosłem go na wysokość swoich oczu, a po chwili z nieschodzącym, chytrym uśmieszkiem, podałem go jej. Przez chwilę zastanawiała się, czy aby na pewno go wziąć, czy tylko się z nią droczę. Kiedy spojrzała na mnie, wzruszyłem ramionami.
- No cóż, jeżeli nie chcesz... -powiedziałem sztucznie zaskoczony, oddalając sztuciec, lecz ona prędko mnie zatrzymała, chwytając mnie za dłoń, tym samym zabierając z jego końca jedzenie.
Kiedy tylko przełknęła, uśmiechnęła się radośnie.
- Dziękuję! -zaczęła mieszać swoje lody, by po chwili wyciągnąć z nich pełną nich łyżkę, którą skierowała do mnie -Masz może ochotę?
Podniosłem otwartą dłoń przed siebie, uśmiechając się delikatnie.
- Spokojnie, zjedz je -z powrotem położyłem rękę na stoliku, biorąc się ponownie za jedzenie -Dzisiaj wyjątkowo nie mam ochoty na lody -zamknąłem oczy, biorąc kolejną porcję do ust.
- Na pewno? -na jej pytanie skinąłem twierdząco głową -Och... no dobrze -dodała po chwili i zapewne dłużej nie czekając, wzięła się za swój deser.
W restauracji spędziliśmy jeszcze trochę czasu i tak jak powiedziała, zapłaciłem za nas oboje. Wychodząc na zewnątrz, zdecydowaliśmy się pójść do parku leżącego nieopodal naszego hotelu. W sumie wypadałoby tam za niedługozajrzeć, tym bardziej żee jest on opłacany nie z naszych pieniędzy, a w ogóle z niego nie korzystamy. Chwilę jeszcze posiedzieliśmy w parku, a następnie udaliśmy się do naszego pokoju, gdzie przygotowaliśmy sobie coś ciepłego do picia, a dokładniej Smiley zrobiła sobie herbatę, a mi kawę. Usiedliśmy przy malutkim stoliku i znów zaczęliśmy rozmawiać, tym razem na temat bardziej przyziemny, a dokładniej na temat tego, co dokładniej ma zamiar zrobić, kiedy w końcu pójdzie się z tym wszystkim zmierzyć. Rozmawialiśmy tak przez około godzinę, co rusz schodząc na inne, mniej poważne tematy. Kiedy jednak skończyliśmy popijać nasze napoje, Smiley zdecydowała, że pójdzie pod prysznic. Gdy ta weszła do łazienki, ja podszedłem do wielkiego okna w naszym pokoju, dzięki któremu nie tylko wpadało pełno światła, ale także mieliśmy widok na ulice, która z chwili na chwile robiła się coraz to bardziej ruchliwa. Oparłem się o ściankę i ze skrzyżowanymi rękoma, zacząłem rozmyślać, a wtedy ujrzałem dosyć podejrzaną postać stojącą na chodniku po drugiej stronie ulicy. Nie byłoby to jednak nic ciekawego, gdyby nie to, że czemuś się mocno przyglądała, a dokładniej rzecz ujmując, spoglądała na niebo. Aż sam z zaciekawieniem skierowałem w tamtą stronę oczy, lecz niczego nie dostrzegłem. Zmieszany, powróciłem spojrzeniem na mężczyznę, lecz ten, zamiast spoglądać dalej na niebo, teraz patrzył się w stronę tego budynku. Nie. Mógłbym wręcz powiedzieć, że patrzył się na mnie, chociaż że zakrywały mnie zasłony. Zmarszczyłem brwi, po czym przetarłem oczy, lecz po tym już go nie ujrzałem.
- ... Vogel! -usłyszałem ciche wołanie za sobą.
Odwróciłem się w kierunku, z którego wydobywał się głos, a gdy tylko usłyszałem go ponownie, odpowiedziałem krótkim przytaknięciem.
- Mógłbyś, proszę, podać mi szampon? Oczywiście zostawiłam go na szafce, ale go ze sobą nie zabrałam -w jej głosie pojawiła się nutka śmiechu.
Rozejrzałem się po pokoju, a gdy tylko znalazłem obiekt, o którym mówiła, westchnąłem ciężko. Podszedłem do niego i łapiąc go szybko, pomaszerowałem w stronę łazienki. Zapukałem dwa razy.
- Chyba mam twoją zgubę.
- Dobrze, to zostaw opakowanie przed drzwiami! -powiedziała spokojnie.
Skinąłem głową i tak jak kazała, zostawiłem szampon przed drzwiami, sam wycofując się z powrotem do głównego pokoju. Przetarłem raz jeszcze oczy, ponownie podchodząc do okna, tym razem jednak oparłem się o ścianę przedramieniem, przylegając przy tym do ręki głową. Rozejrzałem się po ulicy w poszukiwaniu tego dziwnego mężczyzny ubranego w szary płaszcz, jednakże tak jak wcześniej, nigdzie go nie było. Wypuściłem powietrze ze świstem.
- Pewnie mi się przewidziało... -odwróciłem się w stronę pokoju, jedną dłonią chwytając się za kark.
Rozmasowując go delikatnie, podszedłem do łóżka, by móc na nim usiąść. Siedziałem zgarbiony z zamkniętymi oczami i powoli czułem, jak oddalam się w nicość, a sen przejmuje nade mną kontrolę. Niestety trzask drzwi skutecznie mi ten sen odebrał. Spojrzałem nieprzytomny przed siebie, a tam ujrzałem Smiley w beżowej sukience do kolan. Ziewnąłem krótko, po czym szybko się wyprostowałem.
- To teraz czas na moją kolej, bo zaraz sen zwali mnie z nóg -stwierdziłem, a następnie czym prędzej wstałem, mijając przy tym dziewczynę, której włosy jeszcze mieniły się kolorami od kropel wody.
Stanąłem obok niej i uśmiechnąłem się do niej, po czym dłużej nie czekając, zabrałem ze sobą ciuchy i wszedłem do łazienki, w której to spędziłem kolejne dziesięć minut.

<Smiley?>

OD Ace

Nie mając co robić przechadzałem się znudzony po mieście. Pogoda była taka sobie jak to częst w Londynie. Niebo było zasnute chmurami a w powietrzu unosiła się nieprzyjemna wilgoć. Zatrzymałem się na moście o spojrzałem w dół na Tamize. Jej woda była ciemna. Pokręciłem głową.
- Równie dobrze mogłem zostać w łóżku... - Wymamrotałem do siebie.
Powoli ruszyłem dalej. Wolałem się ani troche nie spieszyć. Ponownie się zatrzymałem pare przecznic za mostem. Rozglądnąłem się i ziewnąłem. Mój wzrok powędrował do kawiarenki naprzewciw. Może bym wstąpił na kawe... Nie namyślając się długo przeszedłem przez ulice i wślizgnąłem się do kawiarenki. Wybrałem najbardziej wysunięty na bok stolik i wzdychając usiadłem. Oparłem głowę na ręce czekając na kelnera. Jednak zamiast kelnera do mojego stolika podeszli jacyś chłopacy. Niechętnie podniosłem na nich wzrok. Zaś będzie to samo.
- Co taka śliczna panienka robi tu sama?
Przewrociłem oczami i niezadowolony się podniosłem.
- Też coś - przepchnąłem się między nimi.
Uniosłem dumnie głowę i wydając z siebie ciche phi wyszedłem. Odwrócili się patrząc za mną zmieszani.
- Tsk tak mi popsuć dzień... - potrząsnąłem głową.
Takie sytuacji nie należały do rzadkości ,ale nauczyłem się je ignorować. Usiadłem na brzegu jakiejś fontanny i szybko się rozejrzałem. Dużo osób nie było no i dobrze. Skrzyżowałem ręce na piersi i zmarszczyłem brwi. W sumie mogłoby nawet zacząć padać jak dla mnie. Nagle ktoś przebiegł obok potrącając mnie przy tym. Zanim się spostrzegłem wyladowałem w wodzie. Zaraz sę zerwałem na nogi.
- Co ty niby wyprawiasz?! Patrz jak biegasz!! - syknąłem na osobe która mnie potrąciła.

<Ktoś?>

Ace

"Nie martw się, że coś się skończyło. Ciesz się, że się wydarzyło"