Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ace. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ace. Pokaż wszystkie posty

8 sty 2019

Ace CD Shu⭐zo

Chłopiec się wzdrygnął.
- A no wiesz... - Urwał i się zamyślił. - Eehm... Dobry magik nigdy nie zdradza swoich sztuczek! - Szybko odpowiedział nie robiąc sobie nic z miny psiaka. 
Szedł przed siebie. Szybkim, nerwowym krokiem. Pies obserwował blondyna zmieszany.
- No okej mówić nie musisz... - Zaczał niezadowolony lizać miejsce nad gipsem.
- Przestań to lizać bo coś popsujesz.
- Ale to okropne uczucieee....
Titus przewrócił oczami słysząc jojczenie psa. 
- Uszy mnie już bolą więc zamilknij... Możesz się dopiero odzywać jak wrócimy do cyrku. 
Reszta drogi zeszła im w bardzo nieprzyjemnej ciszy. Młody arystokrata myślami był bardzo daleko od rzeczywistości. Myślamk właśnie błądził po uliczkach uroczego miasteczka znajdującego się we Francji. Nigdy by nie przyznał ,że tęskni za rodziną. Ale fakt był faktem. Z zamyślenia wyrwało go dopiero ugryzienie w ręke. 
- Łazisz jak lunatyk! - Skarcił go piesek. - Zaraz wleziesz pod jakiś samochód! 
Otrząsnął się szybko. Ah wybacz! Odsunął się na bok schodząc z jezdni. 
- Uważaj na siebie naprawdę.
Piętnaście minut później byli na miejscu. Młodzieniec posadził psa na łóżku w swoim namiocie. 
- Ahm to możesz tu narazie zostać... Wolałbym cię mieć na oku i wogóle.
Piesek skinął głową zwijając się w kłębek na łóżku. Ace spojrzał na zegarek. Było już późno i sam czuł się totalnie wyczerpany. Ostrożnie sie położył przy piesku delikatnie go gładząc po głowie. Długo nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok. Ale sen jakoś nie chciał przyjść. Gdy udało mu się zasnąć zaczeły go dręczyć koszmary. W środku nocy obudził się z krzykiem na ziemii. Przerażony się rozgladnął , szybko przy tym oddychając. Moment później padł na ziemię starając się uspokoić.
- To tylko sen... Tylko sen... Nic mi nie będzie. Nie mam się czego bać... 
Ostrożnie wstał z ziemii masując sobie głowę. Wtedy przypomniał sobie o psie. Zaniepokojony spojrzał na łóżko. Jednak piesek jak leżał tak leżał. Widocznie nic mu się nie stało. Odetchnął głeboko. Już mu jedną nogę złamał! Co mogłoby się tym razem stać. Usiadł przy biurku wpatrując się tępo w jakieś porozrzucane na nim kartki. Czuł się samotny, nie chciany... Nagle poczuł rękę na ramieniu.
- Już dobrze? 
Podskoczył omały włos nie spadając z krzesła. Zobaczył za sobą blondyna z tęczowymi pasemkami.
- Oh... P...przepraszam nie chciałem pana obudzić. 
- Eee tam... 
Pół pies pogładził chłopca po głowie. 
- Oui... Oui... (Tak) Już mi lepiej - pomasował sobie skronia.

<Shu⭐zo?>

19 sie 2018

Ace CD Smiley

Uśmiechnąłem się niepewnie patrząc na dziewczynę.
- Dziękuję za zaproszenie. Z chęcią z tobą pójdę... - Wymamrotałem nieśmiało.
Była dla mnie wyjątkowo miła. Jakoś nie potrafiłem jej od siebie odsunąć. Żałowałem ,że nie posiadałem w rodzinie takiej osoby jak ona.
- No i świetnie! To spotkamy się jutro o dwunastej pod moim namiotem w porządku?
- Oczywiście. - Skinąłem głową.
Potem jeszcze sobie spacerowaliśmy jeszcze rozmawiając i się śmiejąc. Gdy się wreszcie pożegnaliśmy było już grubo po 22. Wróciłem do swojego namiotu i od razu się położyłam. Długo nie mogłem zasnąć. Swoją drogą nadal się martwiłem ,że dziewczynie mogło się coś stać. Nawet nie zauważyłem kiedy zasnąłem. Obudziły mnie promyki słońca padające na moją twarz. Niechętnie otworzyłem oczy i się podniosłem. Mój wzrok powędrował do zegarka. Nagle zbladłem widząc godzinę. Była za kwadrans dwunasta. A ja nawet się nie zdążyłem porządnie rozbudzić! Zerwałem się na równe nogi i zacząłem się szykować. Dokładnie dwadzieścia minut później wybiegłem z namiotu na szybko poprawiając kapelusz. Byłem w takim pośpiechu ,że dostając się na miejsce nie zauważyłem Smiley stojącej przed namiotem. Nie zdążyłem się zatrzymać i wpadłem w nią przez co ona się przewróciła jednak ja ustałem na nogach.
- A...ah... Przepraszam Cię! - Wyciągnąłem do niej rękę pomagając jej wstać. - N-nie chciałem Cię staranować....
Pomasowała sobie głowę.
- Ee tam nic takiego się przecież nie wydarzyło. - Otrzepała sukienkę. - No ale skoro już jesteś to możemy iść.
Przytaknąłem. Nigdy nie byłem nad tym jeziorem więc byłem zaciekawiony tym jak wygląda. Po drodze Smiley opowiadała mi legendę związaną z nim. Na pewno były to jedynie przesądy jednak w każdej legendzie tkwi ziarenko prawdy.
- - - - - - - - - - - - - -
Rozejrzałem się po okolicy.
- Naprawdę jest tu ładnie... - Stanąłem przy brzegu jeziorka. - Tak hm... Bajkowo.
Dziewczyna staneła koło mnie.
- W sumie masz rację - Weszła do wody po kostki. - I wcale nie jest taka zimna. - Spojrzała na mnie zachęcająco.
- Ehm.... Wiesz chyba podziękuję. - Odparłem lekko drżącym tonem.
Smiley pokręciła głową i chlusnęła mnie wodą.
- No cóż nie wiesz co tracisz!
Zaśmiałem się i wyciągnąłem ręce próbując jakoś ochronić się przed przymusowym prysznicem.
- Ty to zrobiłeś...?
Podniosłem głowę i ku mojemu przerażeniu ujrzałem ,że woda lecąca w moją stronę zastygły w powietrzu. Momentalnie się cofnąłem o krok gwałtownie opuszczając ręce. A woda wisząca w powietrzy opadła na ziemię.
- A..ale ,że co? - Zapytałem starając się ukryć nerwowość. - Coś ci się chyba przywidziało.
Odwróciłem się na pięcie i poszedłem se usiąść z dala od wody.

<Smiley??>

9 sie 2018

Ace CD Shu⭐zo

Gdy otrzymałem szklankę z wodą spojrzałem na blondyna rozważając wszystkie za i przeciw. Mógłby chcieć mnie otruć albo co... Z drugiej strony nie wyglądał na mordercę ,alee czy to właśnie nie o to im chodzi żeby wyglądać jak najnormalniej... Jednak gdt znów podczas przełykania poczułem suchość w gardle zacząłem pić. Wypiłem cała zawartość szklanki duszkiem po czym odstawiłem ją na stolik.
- Dzięki... - wymamrotałem cicho.
Blondyn się uśmiechnął kontynuując zbieranie rzeczy z ziemii. Rozejrzałem się marszcząc brwi. Wygladało tu jakby co najmniej przeszło tędy jakieś tornado... Chcąc nie chcąc schyliłem się po jedną poduszkę i rzuciłem ją na łóżko.
- Ej ty złotowłosa. - Znowu skierowałem wzrok na człowieka-psa. - Dziękuję też za to ,że mnie ty przywlokłeś. Przecież nie mogłeś wiedzieć ,że miałem wszystko pod kontrolą - Niezadowolony schowałem ręce do kieszeni.
- Oh no tak tak oczywiście - Shu pokiwał głową cicho się do siebie śmiejąc.
Słysząc to oburzony nastolatek spiorunował go wzrokiem i naburmuszony wyszedł z namiotu.
Parę dni po tym zajściu chłopiec szedł w stronę miasta balansując na murku. Za dobrze mu to nie szło już pare razy o mało się nie ześlizgnął. Aż tu nagle jego noga ponownie natrafiła na luźny kamień i tym razem runał jak długi na ziemię. Rozległ się głośny pisk, a może lepiej by powiedzieć ,że coś zawyło z bólu. Ace zamrugał podnosząc się z ziemii a pod nim lezała bardzo znajoma puchata kuleczka. Cicho zaklał pod nosem widząc pieska ,który ostrożnie stawał na nogach cicho skamląc.
"Ma foi(Mój Boże)... Chyba mu coś złamałem..."
Patrzył się na psiaka ,który podkulił tylną łapkę ostrożnie ją liżąc.
- Hej... Boli cię to? Bo wiesz ja... - Przełknał ślinę. - Ja serio nie chciałem żeby to tak wyszło.
Piesek spojrzał na niego niezadowolony.
- Powinieneś bardziej uważać na to co robisz! - Skarcił go jeżąc się i cicho warcząc.
Zielono-oki westchnął niechętnie przyznając psu rację. Oczywiście nigdy by tego nie zrobił na głos. Schylił się i podniósł futrzaka jak najdelikatniej potrafił.
- E...Ej! Co ty wyprawiasz - Kundelek zaczął drżeć.
- Biore cię do miasteczka do jakiegoś weterynarza ot co. - Odparł niezadowolony Ace wracając się na dróżkę.

<Shu⭐zo??>

23 lip 2018

Ace CD Dmitrij

Zaprosił mnie... Na kakao... Cóż najpierw chciałem pobiec do siebie jednak po głębszym zastanowieniu poczułem suchość w gardle. A do tego nie uśmiechało mi się zostać sam na sam z truchłem. Koniec z końców to coś mogło ożyć. Więc poszedłem za nim. Gdy tak sobie zrezygnowany lazłem nagle poczułem, że coś mi kapnęło na nos. Nie długo po tym zaczęło lać. Oczywiście, że musiało zacząć padać. Już gorzej być nie mogło! Poczułem dłoń na swoich plecach.
- Lepiej się pośpieszmy bo jeszcze tu zamarzniemy.
Przyśpieszyłem kroku. A gdy zaczęło sypać gradem puściłem się biegiem w stronę najbliższej kawiarenki. Gdy dotarłem na miejsce mało nie padłem na twarz. Drżącą ręką złapałem za klamkę i dysząc wszedłem do środka. Mężczyzna wszedł tuż za mną zerkając na mnie delikatnie rozbawiony.
- Naprawdę taka krótka przebieżka cię tak zmęczyła?
Usiadłem zirytowany przy jakimś stoliku.
- A...aa weź się zamknij... Tak już mam i tyle. - Wymamrotałem cicho.
Wywrócił oczami.
- To ja pójdę coś zamówić, a ty se siedź. - Poszedł, a ja wzdychając opuściłem głowę na stolik.
Zerknąłem na malutką kałużę która powstała ze skapującej z moich włosów wody. Ciepłe kakao brzmiało teraz wspaniale no, ale to był koniec z końców jego pomysł... Czemu nie mój? Niedługo po tym wrócił mój towarzysz. Postawił przede mną kubek kakao, a ja podniosłem wzrok zerkając na niego.
- Oh... Już...? Dzięęęki... - Sięgnąłem po kubek i upiłem łyka. - Hej no, ale skąd ty wiedziałeś, że to monstrum tam było co? Kim ty w ogóle jesteś? - Przechyliłem głowę znów upijając łyka.
Podniósł swój kubek i upił łyka bez słowa.
- Halo odpowiesz mi?! Ładnie zapytałem więc czekam na odpowiedź - Zmarszczyłem brwi. - Jeśli chcesz mogę w zamian za tą informację opowiedzieć ci coś i sobie... - Oparłem głowę na ręce wpatrując się w niego.

<Dmitrij?> Sorki za to, że takie nudne :'<

17 lip 2018

Ace CD Shu⭐zo

Ace przechylił głowę. Zastanawiał się czy ten malutki wężyk mógł tak bardzo przerazić tego dziwaka? I tak oto zapaliła mu się mała lampka w głowie. Niższy chłopak chwycił gada i go podniósł
- C...co ty wyprawiasz? - Zapytał blondyn drżącym głosem.
- A no chce żebyś się mu przyjrzał - Dosłownie wsadził mu tego długiego gada prosto w twarz.
Psi-człowiek odskoczył piszcząc jak mała dziewczynka. Karzełek wybuchł śmiechem.
- Ojeeeju boisz się takiego maleństwa?
- B..bierz tego potwora ode mnie! - Odbiegł od dzieciaka trzymającego węża.
- Heeej wracaj tu ja chce tylko pomóc - Śmiejąc się pobiegł za nim.
Ganiali się tak dobrą godzinę aż wreszcie Titus padł na ziemię dysząc i wypuszczając węża z rąk.
- D...dość tego - Wydyszał - Już nie mogę...
Shu zatrzymał się dobry kawałek od niego wypatrując gadziny.
- Już go nie masz?
- N...no nie! Gdzieś się zmył nie zauważyłeś?
- Eh... Wole nie patrzeć na taką abominację jak węże...
Młody iluzjonista się podniósł i usiadł.
- Ale mnie to bieganie zmęczyło - Chłopiec ledwo dychał.
Kostiumograf podszedł do niego i przy nim kucnął.
- Nic ci nie jest?
- Nieeee no... Wszystko jest okej - Podniósł się z ziemii.
- Nogi ci drżą chodź lepiej pójdźmy ci znaleźć coś do picia. - Pomógł mniejszemu utrzymać się na nogach.
- Hmpf... Czemu mi pomagasz co?
- Ah wiesz wole nie żywić do ciebie urazy mówiłem już powinien cię ktoś nauczyć jak się poprawnie zachowuje.
- A ty znowu o tym?! - Już miał uciec ,ale po paru krokach padł na ziemię mdlejąc.

<Shu⭐zo?>

Ace CD Dmitrij

Powoli ściągnąłem ręce z twarzy. Odór był potworny i już czułem jak treść żołądka podchodzi mi do gardła. Odczołgałem się od potwora rozglądając się. Wszędzie wokół było pełno czarnego czegoś i szczątków istoty. Po chwili mój wzrok spoczął na mężczyznie. Przełknąłem ślinę. Wyglądał jakby kompletnie oszalał. Oszołomiony się podniosłem jednak zaraz znów leżałem na ziemi. Usiadłem i poprawiłem swoje włosy. Nagle zastygłem wyczuwając w nich substancję o maziowatej konsystencji. Momentalnie zabrałem rękę oglądając ją.
- A-ah! M-mam to we włosach... N-nie mam to wszędzie! - Zerwałem się na nogi o mało znów się nie przewracając. - O fuj o fuj o fuuj!! - Starałem się strzepać z siebie wnętrzności stworzenia.
Najeżyłem się. To wszystko jego wina! Na pewno jakoś zwabił to coś tutaj... Skąd mógłby inaczej wiedzieć ,że tu przylazło. Wściekły ruszyłem do mężczyzny.
- Widzisz jak ja wyglądam! Widzisz to?! Mam na sobie wnętrzności tego... Tego czegoś!! - Wskazałem trupa za sobą. - I to tylko i wyłącznie twoja wina! Kim się tobie wydaję ,że jesteś! Ah i to po to wróciłeś no co planowałeś mnie zabić tak!? Świeeetnie po prostu cudownie! Może tego potwora też tu jakoś sprowadziłeś kto wie... - Chwyciłem go za koszulę drżącą ręką. Powoli zacząłem się uspokajać a moje serce przestało walić jak szalone.
Zamrugałem. Powinienem być mu wdzięczny za ratunek. Inaczej na pewno bym zginął czy coś... Ale wtedy gdy mnie złapał. Coś było z nim już wtedy nie tak... Z moich ust już nie wydobyło się żadne słowo. Nie chciałem kontynuować wydzierania się na niego. Bez przesady. Nagle zauważyłem iż mężczyzna się we mnie wpatruje. Drgnąłem delikatnie i cofnąłem się o krok. Jego wzrok był przerażający a do tego w ręku trzymał broń. P...przecież mógł mnie zabić w każdym momencie. Chwiejnie się cofnąłem jednak poślizgnąłem się najpewniej na jakiejś części ciała. Wylądowałem na ziemi i byłem jeszcze bardziej ubrudzony niż poprzednio. Syknąłem cicho i się odwróciłem.
- N...nie chciałem tak wybuchnąć serio... - Usłyszałem w swoim głosie strach.
Tak dawno go tam nie było. Mało co mnie naprawdę może wystraszyć. Ale ten gość... Mu straszenie mnie szło zaskakująco dobrze.
Dalej milczał. Byłem bardzo ciekawy co mu po głowie chodziło. Dalej leżąc odsunąłem sie na bok. Teraz już miałem do niego masę pytań.
- H...hej Dmitrij ocknij się... I p..proszę nie zabijaj mnie! Błagam cię.... Chcę żyć! - Poczułem na swoich policzkach łzy.

Na pewno wyglądałem żałośnie. Zacząłem wcierać oczy jednak przy tym rozcierałem sobie jedynie maź po twarzy.
- P...przestań się gapić na mój żałosny teatrzyk. - Podniosłem głowę marszcząc brwi.
Podniosłem się z ziemi a moja warga zaczęła drżeć. Za nim się zorientowałem co robię rozgoryczony rzuciłem się na szyję biało-włosego mężczyzny.
- Dziękuję... Dziękuję... Uratowałeś mi życie - Urwałem tak nagle jak zacząłem.
Co ja do licha wyprawiałem?! Odbiło mi już do reszty czy co...

<Dmitrij?>

13 lip 2018

Ace CD Dmitrij

Zatrzymałem się spoglądając za mężczyzną. Po cholerę się wracał... Przecież wziął wszystko ze sobą. Prawda? Tak mi się przynajmniej wydawało. Może schował tam coś więcej... Tylko co to mogło by być. Stałem myśląc nad tym i się zastanawiając. Jednak gdy Dmitrij się wrócił mając na twarzy zbyt przesłodzony (moim skromnym zdaniem) uśmieszek zacząłem się zastanawiać czy on czegoś nie kombinuje. Potrząsnąłem głową. Teraz nie był na to czas. Ruszyłem przodem. Swoją drogą... Po co mu było patrzeć na czyjeś sztuczki, nie miał własnej pracy? Szliśmy w milczeniu do czasu, aż nie dotarliśmy do mojego namiotu.
- Okej tylko słuchaj uważnie. Nie uporządkowałem tu niczego, ponieważ nie spodziewałem się, że ktoś mi tam będzie właził. Więc nie skarż się na bałagan. - Mówiąc to wślizgnąłem się do środka. - Tylko nic nie przekładaj, to jest bardzo zorganizowany chaos.
Zająłem się szukaniem odpowiednich przyrządów przy tym całkowicie ignorując mężczyznę. Wyciągając to co mi było potrzebne zastanawiałem się czy to był tako dobry pomysł, przecież żadna iluzja nie mogłaby się w ogóle udać, gdyby nie emocje. To one sprawiają, że nie kierujemy się chłodną, racjonalną kalkulacją, a raczej wierzymy w to, w co chcemy wierzyć... A ten gość. Zadrżałem. Zdawał się przerażająco zimny. Może nawet lód byłby przyjemniejszy w dotyku. Wstałem po chwili odwracając się do mężczyzny.
- No dobra skoro nalegałeś to coś tam ci pokażę. Mimo to nic ci nie będę gwarantował. -
Odchrząknąłem i się przeciągnąłem po czym założyłem na głowę kapelusz. Zignorowałem swoje wcześniejsze zmartwienia i szybko potrząsnąłem głową. Skupiłem się na tym co chciałem zrobić. A więc pokazałem mu parę sztuczek w tym jedną z wyciąganiem chusteczki z rękawa. Z chęcią wytłumaczę wam na czym ona polega. A więc bierze się jedwabną chusteczkę i zwija w malutki rulonik po czym chowa się go w zgięciu lewego łokcia (Dlatego też potrzeba do tej sztuczki długich rękawów). Po wykonaniu tej czynności pokazuje się publiczności obie ręce i zaraz potem trzeba podwinąć rękawy. Zaczyna się od prawego w którym nic nie ma. Zaś gdy podwijamy lewy rękaw trzeba wykonując to szybko i niepostrzeżenie wyciągnąć chusteczkę i schować ja w prawej dłoni. Jeśli się już trzyma chusteczkę można zacząć poruszać rękami i wtedy chusteczka się rozłoży. a widowni będzie się wydawać iż pojawiła się znikąd. Po wykonaniu tej ostatniej sztuczki ukłoniłem się ściągając kapelusz. Już mnie nie interesowało czy przejrzał sztuczki czy nie. Uparłem się, że odkryję co wyniósł z tej oranżerii i koniec.
- No i to by było na tyle.
Usłyszałem powolne i miarowe klaskanie, które mimo to po chwili ucichło.
- Interesujące...
Podniosłem się rzucając kapelusz na jakąś szafkę.
- Tak apropos... Zwróciło moją uwagę to, że wróciłeś się po coś do tej całej oranżerii. A przecież wszystko co ja tam znalazłem zabrałeś ze sobą. Czyżbym coś przeoczył? - Spojrzałem na niego nieufnie.
Gdy chciał coś powiedzieć szybko mu przerwałem.
- Nawet nie myśl, że się z tego wyłgasz komplementami...

 <Dmitrij?> Aah sorki jakieś to nieciekawe...

8 lip 2018

Ace CD Shu⭐zo

Chłopak westchnął niezadowolony. Teraz gadający pies zmienił się w jakiegoś utopca. Nie przypadło mu to ani trochę do gustu. 
- Moja wina... Moja wina!? Też coś. Zeżarłeś moje żarcie!! I to niby moja wina że se na taką karę zasłużyłeś?! 
Wyższy blondyn zamrugał. 
- Ależ ty jesteś milutki... - Sarknął. - Wogóle cię rodzice nie wychowali? 
- Od rodziców to ja uciekłem mokra paniusiu. - Odburknął niziutki chłopczyk.
W oczach dziwaka pojawiło sę zdziwienie. 
- Ale jak to?
- Ugh... No tak to. Czego w tym nie zrozumiałes blondynie?
- Hm... No wiesz sam jesteś blondy... - Zielonooki młodzik mu przerwał zirytowany.
- Nawet nie zaczynaj poczwaro... 
- Eh! Poczwaro?! Co ty se wyobrażasz małolacie! 
Ace przewrócił oczami i wyminął mężczyznę. 
- Jaki małolacie mam aż 17 lat... - Rzucił mu na odchodne. - Aaaaaa i żeby nie było odkupujesz mi te pączki kapujesz? 
Psiaka zatkało. Gapił się za Ace'm bez słowa ,ale koniec z końców za nim poszedł. 
- Doobrze odkupię ci te donut'y. Aaale mam jeden warunek.
- A to niby jaki? Hm?
- Słuchaj no teraz uważnie... Odkupię je dopiero gdy zaczniesz się ładnie zachowywać innej opcji nie ma. 
- Jak to! Wisisz mi pączki i tak czy siak!
- Ej ej ej... Nie podnoś na mnie głosu. Ja z chęcią ci pomogę się za to wziąść. 
- Eeeh... Wiesz co podziękuję... Nawet mi już nie musisz mi czegokolwiek odkupować...

<Shu⭐zo? >

7 lip 2018

Ace CD Shu⭐zo

Młodzieniec wyszedł rano żeby odetchnąć świeżym powietrzem. Podczas przechadzania się po mieście nagle poczuł, że zgłodniał. Poszedł za swoim nosem prosto do jakiejś kafejki. Będąc na miejscu chwilę się zastanawiał mad tym co chciał zjeść, aż wreszcie wybrał sobie paczkę donutów. Zapłacił i wyszedł z nią przed kafejkę. Odstawił pudełko na stół i wrócił się, aby dokupić sobie coś do picia. Gdy wrócił z pudła z łakociami wystawał puchaty ogon. Ace zdziwiony uniósł wieczko i zaraz odskoczył. W pudle siedziała mała kulka futra, a po donut'ach nie było ani śladu.
- Po prostu co za! - Chwycił futrzaka zirytowany. - Co ty sobie wyobrażasz psie?! - Potrząsnął zwierzaczkiem.
- Eeeh... Jeszcze pięć minutek mamusiuu... - Wymamrotał szczeniak.
Oczy blondaska się szeroko otworzyły i z wrażenia upuścił psa na ziemię.
- T...ty gadasz?!
Pies otrząsnął się stając na czterech łapach.
- No można by kulturalniej dopiero co jadłem - Ofuknął chłopaka.
- T-ta! Jadłeś, ale moje pączki!!
- Hm? Naprawdę - Piesio zamrugał zerkając znowu na stolik. - Faktycznie. No cóż przepraszam.
- Przepraszam?! Przepraszam nie zwróci mi moich donut'ów! A spuściłem je tylko na chwilę z oczu... I już się znalazł futrzasty delikwent, który je zeżarł!! - Spiorunował psa wzrokiem.
- Ojejku... No przecież nie wiedziałem. Poza tym damy nie powinny się tak unosić.
Chłopiec, aż zachłysnął się powietrzem i zapadła grobowa cisza. Futrzaczek podkulił ogon.
- Eheheh... Powiedziałem coś nie tak?
Chłopaczek ponownie złapał psa za kark i bez słowa poszedł z nim prosto w stronę rzeki. Gdy dotarli na miejsce wyciągnął rękę w której trzymał psa za barierkę.
- Lepiej się żegnaj - Warknął.
- A...ah?! T-ty tak na serio?! N-nie możemy się uspokoić i omówić tego przy filiżamce herbatki?!
Ace przewrócił oczami słysząc błagalny ton.
- Trzeba było myśleć zanim coś powiesz - Odparł chłodno.

<Shu⭐zo? XD >

6 lip 2018

Ace CD Dmitrij

Dzisiejszy dzień był jak dla mnie dość nudny i monotonny. Nie mając co robić łaziłem gdzie popadnie szukając dla siebie jakiegoś spokojnego miejsca żeby się zaszyć i pomyśleć nad życiem. Niestety wszędzie gdzie zadawało mi się, że znalazłem sobie oazę spokoju zawsze musiał się ktoś zjawić i mi przeszkodzić. Więc uciekałem tak przed ludźmi przez parę następnych godzin, aż nagle dostałem olśnienia. "Na pewno w oranżerii nikogo nie będzie!" Przemknęło mi przez myśl. Zadowolony ze swojego genialnego pomysłu ruszyłem w nowo obranym kierunku. Po kwadransie drogi dotarłem na miejsce. Ostrożnie i po cichu wślizgnąłem się do środka. Nikogo nie było tak jak się spodziewałem. Po dokładniejszym upewnieniu się już pewniej wszedłem do środka. Nagle moją uwagę przykuła książka leżąca na stole. Zbliżyłem się do stolika. Hamlet... Wydanie było stare i poniszczone. Ostrożnie ją podniosłem i zacząłem przeglądać. Aż tu nagle usłyszałem czyiś głos.
- Dzień dobry.
Serce podskoczyło mi do gardła i momentalnie się odwróciłem spoglądając na mężczyznę, który teraz stał kawałek ode mnie. Moje oko zaczęło drgać ze zirytowania. I znowu po prostu dziś nie był mój szczęśliwy dzień hm? Miałem już dość wszystkiego. Zamknąłem książkę i bez słowa podszedłem do tego faceta. Z podłym uśmieszkiem (utrzymując przy tym kontakt wzrokowy) zabrałem mu kawę z ręki.
- Oh... Skąd wiedziałeś, że zachciało mi się czegoś napić. - Upiłem łyka ciepłego napoju.
Po tym odwróciłem się na pięcie i zadowolony wróciłem do stolika. Klapnąłem sobie i otworzyłem książkę zadowolony się przy tym do siebie uśmiechając. 

<Dmitrij?>

17 cze 2018

Ace CD Smiley

Pokiwałem głową patrząc na nią. 
- No to możemy iść! Aaa too, w którą to stronę? 
Wskazała kierunek ręką stając obok mnie. 
- To będzie około 15 minut drogi.
Tyle chyba mogłem przejść. Wzruszyłem ramionami. 
- To kto pierwszy! - Zaśmiałem się odbiegając od niej kawałek. 
Stając na miejscu mogłem spokojnie powiedzieć, że ten pomysł był katastrofalny. Myślałem, że zaraz zasłabnę. Oparłem się o ścianę oddychając szybko. 
- Eh... Ta wygrałaś to nie było mądre z mojej strony... - Mruknąłem po czym wzruszyłem ramionami. 
Pokręciła głową. 
- Odsapnij chwilę, ja poczekam na ciebie w środku. 
Jak powiedziała tak i zrobiła. Gdy w końcu udało mi się złapać oddech przeciągnąłem się rozmasowałem mięśnie i stanąłem przed wejściem. Chwilę się wahałem. Może popełniałem ogromny błąd? Nieee teraz już nie mogłem tak myśleć. Nacisnąłem klamkę wchodząc do środka. Zamrugałem i się rozglądnąłem. Budynek nie był duży więc bez większej trudności znalazłem dziewczynę. 
- Jak o to chodzi to chyba se już poradzę. - Uśmiechnąłem się do niej. - Wrócę do ciebie jak coś znajdę. - Nie czekając na odpowiedź odbiegłem od niej. 
Przechadzałem się chwilę wzdłuż kojców. Wreszcie mój wzrok zatrzymał się na czarnym kocie. Kucnąłem spoglądając zwierzakowi w oczy. Były one kryształowo-niebieskie. Przypominające niebo. Ostrożnie wyciągnąłem rękę gładząc kota po głowie. Załatwianie formalności poszło dość szybko. I po mniej więcej dwudziestu minutach trzymałem kotka na rękach drapiąc go pod brodą.
- Bardzo Ci dziękuję - Spojrzałem na dziewczynę. 
Przechyliła głowę uśmiechając się promiennie.
- Nie ma za co. Tak apropos jak planujesz nazwać tą kulkę futra? 
- Jeszcze nie wiem, ale pomyślę nad tym. - Spojrzałem na kota zamyślony. 
- Dobrze ja muszę się zbierać odwiedź mnie jak coś wymyślisz. - Pomachała mi i poszła w swoją stronę. 
Ja nie chciałem jeszcze wracać. Uznałem, że zrobię sobie znowu spacer. Idąc szarymi ulicami zastanawiałem się nad sobą. Sam się czułem jakbym był czarnym kotem. Zauważyłem to już dawno.
Gdzie się zjawiałem działy się straszne rzeczy... Westchnąłem. Nie każdy to wiedział, ale po tym jak uciekłem z domu dowiedziałem się, że moja siostra się poważnie rozchorowała i niedługo potem zmarła. Moja pozostała rodzina za to straciła cały majątek. Jak dla mnie dziwny zbieg okoliczności. Ale potem działy się jeszcze dziwniejsze rzeczy. Każda osoba, która potem chciała mi pomóc źle kończyła. Te osoby bardzo często traciły kogoś bliskiego, zapadały na nieuleczalne choroby, traciły życie w przeróżnych wypadkach... I mógłbym wymieniać jeszcze dalej. Mocniej przytuliłem kota wzdychając cicho. Stanąłem obok przejścia przez ulicę. Nagle jakiś pies zaczął szczekać. Wszystko stało się tak szybko... Kot wyskoczył mi z rąk prosto na jezdnie. I po chwili... Głuche łup... Pisk opon... Zapach krwi... Patrzyłem na to wszystko przerażony. Wyciągnąłem drżącą rękę. Nagle wszystko stało się jasne... A jednak przynosiłem pecha. Stałem tak dość długo i nagle przez myśl przemknęła mi dziewczyna. A co jeśli jej też coś się stanie. Zanim zdążyłem się zorientować co się dzieje byłem już w połowie drogi. Nagle coś mi stanęło na drodze. Wróciłem się na ziemię mrugając. 
- Przepraszam... - Wymamrotałem wstając. - Nic ci...
Podniosłem się i zaraz złapałem dziewczynę rękami za twarz. 
- Ah to ty! Nic ci nie jest? Jesteś cała?
- Taaaak? No może teraz mi twarz zgniatasz...
Puściłem ją mamrocząc przeprosiny. 
- W ogóle wyglądasz strasznie... Coś się stało?
- N...nie no skąd...
- A gdzie twój kot?
- Kot... Jaki zaś ko... Ah teen uh... No gdzieś tu się kręci... - Wymamrotałem szybko odwracając głowę.

<Smiley? >

3 cze 2018

Ace CD Smiley

Zmieszałem się odrobinę. Nie pewnie sie do niej uśmiechnąłelm.
- N...no tak racja racja mieszkam. - Podrapałem się w tył głowy.
Skineła głową.
- Więc spokojnie możesz sobie teraz sprawić zwierzaka.
Zmarszczyłem brwi upijając łyka herbaty. Wiedziałem o tym przecież więc czemu nic z tym nie zrobiłem?
Wzruszyłem ramionami.
- No taaak ale wychowano mnie w wierze ,że każdy zwierzak to zło.
- No ,ale przecież tak nie uważasz. No nie?
Szybko pokręciłem głową.
- No oczywiście ,że nie. Sam nie wiem czemu nie sprawiłem sobie zwierzaka. Poprostu się nie złożyło...
- Więc może jak przestanie padać to się przejdziemy i może jakiegos zwierzaka ci znajdziemy?
Zamrugałem. Jak dla mnie to był dość ciekawy pomysł.
- Hmm tylko ile może padać... Ale i tak chyba nie poradze se z taką odpowiedzialnością. Hej a ty nie jesz?
Przechyliłem głowe mrugajac.
- Ah jakoś nie jestem głodna, nie przejmuj się.
- No doobra więcej dla mnie - wziałem pare ciastek zaczynając je skubać.
- A mogłbyś mi powiedzieć jak tu trafiłeś?
- Że do cyrku...? Uh... Naprawdę muszę? - Spojrzałem na nią.
- Słuchaj jak nie chcesz to nie musisz mówić-
Przerwałem jej.
- No więc patrząc na moje dzieciństwo mogłoby się zdawać ,że miałem wszystko... Jednak zawsze byłe tylko tym drugim synem. Tym na wszelki wypadek. Nie bardzo się mną ktokolwiek przejmował i napewno jakbym wpadł do studni to nawet by je zauważyli... Potem dostałem jeszcze młodszą siostrę więc było jeszcze gorzej. Wogóle już biegałem samopas i zdażało się ,że zapominali mnie zabrać gdzieś na jakieś wakacje, imprezy. I pewnego dnia powiedziałem sobie. Dość tego Titus nie możesz tak żyć. No i uciekłem. Na początku było ciężko ,ale teraz jest mi już o wiele lepiej - Odetchnąłem zadowolony.
Zamrugała zdziwiona.
- No ej nie patrz się tak na mnie musiałem to wydusić okeej? - Skrzyżowałem ręce na piersi i zamknąłem oczy odwracając głowę.

<Smiley?>

27 maj 2018

Ace CD Smiley

- Niee, nie mam uczulenia - urwałem zerkając na futrzaki.
Zamrugałem, a na moje oblicze mimowolnie wkradł się uśmiech.
- One są takie urooocze!
Zanim się obejrzałem już klęczałem przy zwierzakach. Ostrożnie podrapałem pieska za uchem. Był taaaki puszysty... Pomachał ogonem. Moją uwagę jednak przykuł lis. Powoli wyciągnąłem do niego rękę. Jednak śnieżno-biały lis zdawał się nie ufny więc ją cofnąłem.
- To są dwie one prawda? - Spojrzałem na dziewczynę podekscytowany.
- Uh... Yuki to lis, ale Bisca to sunia.
Gdy się bardziej przyjrzałem dziewczynie wydawała się zbita z tropu moją nagłą reakcją. Ostrożnie podniosłem suczkę i posadziłem ją sobie na kolanach.
- A jaka to rasa? - Ponownie zerknąłem na dziewczynę.
- Ona jest psem pasterskim.
- Ooh no kto jest najśliczniejszym piesiem na świecie no kto? - Cały czas głaskałem psinke.
Nie mogłem inaczej. Miałem słabość do małych i uroczych zwierząt. Takich jak kotki, pieski nawet lisy czy inne zwierzęta. Własnego nigdy nie posiadałem, ponieważ moi rodzice zawsze byli na nie.. Jednak przecież teraz nie mieli mi nic do powiedzenia... Spojrzałem pieskowi w oczy. Sunia przechyliła głowkę mrugając przy tym.
- Nie mam pojęcia gdzie ty znalazłaś takie słodziaki... - Zaśmiałem się i ściągając psa z kolan i wstając. - Aż ci ich zazdroszczę.
Pokręciłem głową i akurat zauważyłem tacę z ciastkami, herbatą i kakaem.
- No popatrz nawet nie zakodowałem, że już je przyniosłaś... Dzięki - wziąłem sobie filiżankę z herbatą i przysiadłem na podłokietniku fotela.
Spojrzałem na parująca ciecz. Westchnąłem zamykając oczy i upijając łyka. Moim zdaniem herbata była dobra, chociaż może bym ją odrobinę dosłodził...
- I jak? - głos Smiley wyrwał mnie z zadumy.
- Hm... Co jak... A herbata! Dobra bardzo dobra. Serio. Eeej swoją drogą nie wiem czy wypada mi się zapytać, ale czy mógłbym wziąć jednego z twoich zwierzaków?
Spojrzała na mnie zszokowana.
Spuściłem wzrok na herbatę. Nie byłem tak zdesperowany... Jakoś mi się tak wymsknęło. Jednak teraz żałowałem, że w ogóle otworzyłem usta.

<Smiley?> Sorki ,że późno i ja wiem to nie jest arcydzieło ,niestety miałam zabiegany tydzień

18 maj 2018

Ace CD Smiley

Zmarszczyłem brwi zerkając na dziewczynę. Może i miała rację. Byłem przemoczony i zmarznięty. Jednak nie zmieniało to faktu ,że to przez nią wyladowałem w wodzie. Hm chociaż mogła mi to tym wynagrodzić... Podparłem się pod boki.
- No niech ci już będzie przynajmniej nie jest daleko. - Mruknąłem wyciskając wodę z ubrania.
Skinęła głową.
- Chyba w domu będę mieć coś do przebrania.
Coś do przebrania? Słysząc to odrazu sie rozpromieniłem.
- No to chodz już bo naprawdę nie mam ochoty łazić w tych mokrych ubraniach.
Spojrzałem na nią wyczekująco. Ockneła się i poszła przodem. Szedłem za nią nadal odrobinę naburmuszony. Gdy już doszliśmy na miejsce zaczeło kropić.
- Ah idealnie - Przeciagnąłem się wchodząc za dziewczyną do środka. - Hej tak wogóle weź mi powiedz... Przedstawiłem ci się?
Pokreciła głową.
- Skoro nie to jestem Ace - Wyciagnąłem do niej rękę.
- Smiley - Odpowiedziała łapiąc moją rękę i nią potrząsając.
- A teraz wracając do tych ubrań na przebranie... - Przygryzłem wargę.
Przecież nie założę czegoś z damskiek garderoby...
- Przyzwyczaiłem się, i tak moje już prawie wyschły - Dodałem szybko.
- Skoro tak to może byś się chciał napić czegoś ciepłego... No nie wiem herbaty?
- Herbaty? Tak ,tak z chęcią - Akurat gdy skończyłem mówić nazewnątrz zaczęło lać. - Eeeh... To chyba tu utknąłem...
Usiadłem na ziemii wzdychając. I tak oto nie mogłem już uniknąć interakcji z ludźmi.

<Smiley?>

10 maj 2018

OD Ace

Nie mając co robić przechadzałem się znudzony po mieście. Pogoda była taka sobie jak to częst w Londynie. Niebo było zasnute chmurami a w powietrzu unosiła się nieprzyjemna wilgoć. Zatrzymałem się na moście o spojrzałem w dół na Tamize. Jej woda była ciemna. Pokręciłem głową.
- Równie dobrze mogłem zostać w łóżku... - Wymamrotałem do siebie.
Powoli ruszyłem dalej. Wolałem się ani troche nie spieszyć. Ponownie się zatrzymałem pare przecznic za mostem. Rozglądnąłem się i ziewnąłem. Mój wzrok powędrował do kawiarenki naprzewciw. Może bym wstąpił na kawe... Nie namyślając się długo przeszedłem przez ulice i wślizgnąłem się do kawiarenki. Wybrałem najbardziej wysunięty na bok stolik i wzdychając usiadłem. Oparłem głowę na ręce czekając na kelnera. Jednak zamiast kelnera do mojego stolika podeszli jacyś chłopacy. Niechętnie podniosłem na nich wzrok. Zaś będzie to samo.
- Co taka śliczna panienka robi tu sama?
Przewrociłem oczami i niezadowolony się podniosłem.
- Też coś - przepchnąłem się między nimi.
Uniosłem dumnie głowę i wydając z siebie ciche phi wyszedłem. Odwrócili się patrząc za mną zmieszani.
- Tsk tak mi popsuć dzień... - potrząsnąłem głową.
Takie sytuacji nie należały do rzadkości ,ale nauczyłem się je ignorować. Usiadłem na brzegu jakiejś fontanny i szybko się rozejrzałem. Dużo osób nie było no i dobrze. Skrzyżowałem ręce na piersi i zmarszczyłem brwi. W sumie mogłoby nawet zacząć padać jak dla mnie. Nagle ktoś przebiegł obok potrącając mnie przy tym. Zanim się spostrzegłem wyladowałem w wodzie. Zaraz sę zerwałem na nogi.
- Co ty niby wyprawiasz?! Patrz jak biegasz!! - syknąłem na osobe która mnie potrąciła.

<Ktoś?>

Ace

"Nie martw się, że coś się skończyło. Ciesz się, że się wydarzyło"