11 lip 2022

Ozyrys CD Lacie

Wyprostuj się. Uśmiechnij się. Szerzej. Nie patrz w podłogę. Utrzymuj kontakt wzrokowy z gośćmi. Ręce z kiszeni. Wzdłuż ciała. I pamiętaj co masz mówić: „Dziękuje za wasze przybycie”.
Wspomnienia z dzieciństwa przelatywały przez moją głowę, jakby ktoś puścił nagraną taśmę i ją w kółko puszczał. Ciągle to samo, rób i mów to, co ci każą. Wszystko dla publiczności, wszystko dla stworzenia wizerunku idealnej rodziny, robisz to wszystko, bo ci każą. 
W co ja się wpakowałem. W co? W kolejny scenariusz, pisany przez kogoś mi całkowicie obcego i kogoś, kogo nie obchodzę. Z drugiej strony czemu się dziwić? Każdy z nas pracuje na własne szczęście, a ja ze swoją „pracą” i pojednaniem z ludźmi go nie znajdę.
Gdy Lacie wyszła z budynku, starszy mężczyzna zaczął mi się kłaniać. Z jednej strony cała ta sytuacja mnie przerażała, że coś sknocę, a ona obierze sygnet, który blokował klątwę. Z drugiej czułem się zażenowany cała tą sytuacją – bo znowu do niej wróciłem. Wszystko zaczynało wracać. Robiłam to, co ktoś mi kazał. Udawałem kogoś, kim nie byłem. Po prostu cudownie.
- Bardzo przepraszam, że będzie pan zmuszony czekać – mężczyzna mnie przepraszał, a ja to puszczałem mimo uszu. Jego słowa zbytnio do mnie nie docierały, zaczynałem się czuć tak, jakby wszystko, co działo się wokół mnie, nie miało znaczenia. Pierwszy raz w życiu nawet uciszyłem mężczyznę uniesieniem ręki, tak, jak to zawsze robiła moja matka. Miała przy tym poważną minę, której nikt się nie przeciwstawiał. Nieświadomie musiałem wyglądać tak samo, ponieważ starszy osobnik zamilkł i tylko się mi przyglądał.
- Porozmawiamy o tym, gdy przygotuje pan papiery, do widzenia – pożegnałem się z nim oschle, nie zdając sobie sprawy, że powrót do starych czasów sprawiał, iż się zmieniałem. Teraz tego nie odczuwałem i nie zauważałem.
Gdy wróciłem do Lacie, zapytała mnie jeszcze, co tak długo tam robiłem. Po wyjaśnieniu, że mężczyzna mnie przepraszał, ta tylko skinęła głową i pozwoliła mi odejść, nakazując mi wrócić do niej z samego rana – ponoć miała dla mnie kolejne zadanie. Dzisiaj jednak za „dobre spisanie się” mogłem odetchnąć (od niej).
Powrót do cyrku minął mi szybko, głównie z tego względu, że wbiłem wzrok w ziemie i przeniosłem się do swojego małego świata, który każdy z nas ma, nawet nieświadomie. Nie myślałem o niczym, przynajmniej tak mi się wydawało, gdy znalazłem się u siebie, ale wieczorem przypomniałem sobie, że główkowałem, jak z tego wybrnąć. Nie widziało mi się drugi raz tkwić w tym samym szambie, musiałem się jakoś z tego wykaraskać. Tylko jak?
- Co cię gnębi? Co się dzisiaj stało? – Doll wyrwał mnie z zamyślenia. Zerknąłem na niego. Nie chciałem z nim rozmawiać, a mimo tego jego dziecięca buźka jakoś mnie otworzyła.
- Nic konkretnego. Elegancko się ubrałem i udawałem, że chce kupić lokal – chłopiec usiadł obok mnie.
- Nie rozumiem, ona nie mogła tego zrobić?
- Chyba nie chciał rozmawiać z kobietami – Doll tylko pokiwał głową, po czym zaproponował grę w karty. Zgodziłem się bez namysłu. Potasował je i zaczął rozdawać.
- A jak ręce? – wskazał na moje dłonie, na które również przeniosłem wzrok.
- Dała mi sygnet, który blokuje klątwę – wskazałem na niedużą biżuterię na palcu. Chłopak uważnie mu się przyjrzał.
- Czy klątwy nie zdjęła – pokręciłem głową. – Przynajmniej wiesz od czego musisz zacząć – dodał, kończąc rozdawać karty. Usiadł naprzeciwko mnie, gotowy do gry. Wziąłem swoją talię do rąk.
- W sensie?
- Mówisz, że chcesz się od niej uwolnić, ale na razie trzyma się na smyczy przez ten sygnet. Musisz się pozbyć klątwy, abyś nie był od niej zależny – poparzyłem na niego trochę zdziwiony i kiedy ja trawiłem to, co mówił, on wyłożył karty.
- Jesteś taki mały, skąd masz w głowie tyle mądrości? – powiedziałem to bardziej do samego siebie, niż do niego, ale Doll tylko w odpowiedzi się uśmiechnął i wzruszył ramionami, przypominając mi, że teraz moja kolej zagrać w karty. 
Podczas całej rozgrywki zastanawiałem się, jak mam zdjąć klątwę. Była ona rzucona przez jakaś wiedźmę, której w ogóle nie znałem i która zamiast ją zdjąć, dała mi coś, co ją blokowało i na dodatek nie miałem pojęcia czy to dlatego, że była leniwa, czy chciała mieć na mnie haczyk, czy może tej klątwy nie dało się znieść. Nie, musiało być jakieś wyjście. Postanowiłem sobie, że po jutrzejszej pracy u Lacie zacznę szukać kogoś, kto mi w tym pomoże. Doll również zaoferował swoją pomoc, mówiąc, ze wypyta niektórych ludzi z cyrku. 
Lacie – szykuj się. 

Lacie?

10 lip 2022

Vogel CD Jumper

Klęcząc na jednym kolanie, łączyłem dwa elementy, spoglądając na papier z rysunkiem maszyny, a właściwie jej wnętrza. Niestety, ale musiałem wiedzieć to i tamto, bo sama instrukcja by tu nie wystarczyła. Zaciskając zęby, na siłę zmieściłem jeden z fragmentów w drugi, tak, że stały się jednym. Obracając przedmiot w dłoni, częściowo zwróciłem ciało do wózka, opierając się wolną ręką o szeroko uchylone drzwiczki. Jeszcze przez chwilę przyglądając się mojemu stworzeniu, myślałem nadal nad tym, jak wybrnąć z tej całej, niezbyt ciekawej, sytuacji, w której znajduje się Jumper. Mógłbym to olać, ale pewnie i mnie by dopadła sprawiedliwość, o ile można tu o takiej mówić. Jedyne co ustaliliśmy, a właściwie ja, to to, że musimy czekać do nocy. Tylko tyle, a może i aż.
Mocując fragment w odpowiednie miejsce, spojrzałem w górę, gdzie znajdywała się półokrągła blacha, w której to robi się to, co dzieciaki kochają najbardziej. Podnosząc się na dłoni, która nadal obejmowała skrawek drzwiczek, wyprostowałem się z lekka, obserwując całość. Po chwili jednak z westchnieniem trzasnąłem nimi, na co Jumper się z lekka wystraszył. Takie myślenie spowodowane było szuraniem butem o ziemię. Prychnąłem cicho i odwracając głowę do niego, poklepałem przyrząd do robienia waty, uśmiechnąłem się do niego.
- Naprawione -rzekłem, na co ten zamrugał -Teraz tylko sprawdzić, czy w odpowiednim stopniu.
Obszedłem machinę, zatrzymując się przy jej boku. Pochyliłem się nieznacznie, po to, by wyciągnąć rzeczy, odpowiednie do zrobienia Tego. Ponownie się podnosząc i podchodząc do "zatoczki", załączyłem gaz, stojąc w dość bezpiecznej odległości. Trzymając w jednej ręce truskawkowy cukier, a w drugiej odpowiedni dla tego patyczek, zacząłem sypać zawartość opakowania do środka wozu. Podłożyłem szybko kijek, okręcając go w jedną stronę. Chwilę to wszystko trwało, aż w końcu udało mi się wytworzyć jedno "danie". Jednym pokrętłem zatrzymałem dopływ gazu i zatapiając palce w puchatym jedzeniu, odwróciłem się do kolegi. Kilka razy zgniatając jeden, przed chwilą oderwany, kawałek, uśmiechnąłem się do niego, opierając się o bok dwukołowego pojazdu.
- Chcesz? -podniosłem w jego stronę głowę.
Jego oczy nieco się zaświeciły, ale oczywiście nie chciał tego pokazać. Parsknąłem cicho, wzruszając przy tym ramionami.
- No to do wszystko dla mnie -po oblizaniu palców, umieściłem drugą dłoń na patyku, zaraz pod watą, po czym szybkim ruchem ją ściągnąłem. Ugniatając całość w małą kulkę, ani razu na niego nie zerknąłem, a po skończonym formowaniu, wziąłem całość do ust.
- Cze... -krzyknął.
Ponownie oblizując palce, uśmiechnąłem się w jego stronę.
- Za późno -uśmiechnąłem się zgryźliwie .
Przez chwilę nie dowierzał, aż w końcu obrażony odwrócił się ode mnie tułowiem. Mój uśmiech się powiększył, a głowa zaczęła odbijać się od jednej niewidzialnej ściany, do drugiej.
Położyłem patyk na blaszce i sięgając za inne pudełko, zacząłem nucić ostatnio słuchaną piosenkę. Odpaliłem ponownie maszynę. To wbrew pozorom najlepszy sposób, by sprawdzić, czy aby na pewno wszystko w miarę funkcjonuje, a to, że mamy z tego jakieś udziały to już inna kwestia. Ukręciłem proszek o jabłkowym smaku i podchodząc po cichu do znajomego, poklepałem go po ramieniu, wręczając mu bez słowa nagrodę. Po tym odwróciłem się i wyłączając wszystko, zacząłem całość zbierać i przenosić do odpowiedniego miejsca. Stare części przed magazyn, a te, które jeszcze są zdatne, z powrotem do niego. Co jednak z watą? Musiałem ją odwieźć pod odpowiedni namiot. Przez to też pozostawiłem Go samemu sobie, choć po chwili tułaczki słyszałem za sobą czyjeś kroki. Spojrzałem przez ramię, a oczom ukazał się rozglądający się po całości terenu, Jumpera. Zniżyłem nieco wzrok, po czym wróciłem do oglądania tego, co przede mną. Wiedziałem, że ta robota nie jest jedyna, którą muszę nadrobić, to i muszę się śpieszyć, tym bardziej że chcemy urządzić polowanie na prawdziwego sprawcę tego wszystkiego. Ciekawe, jak to wszystko się rozegra...?

Jumper?

9 lip 2022

Odchodzi

DANA


Nasza animatorka ochodzi z powodu braku opowiadań oraz kontaktu z właścicielem.

2 lip 2022

Cherubin CD Jumper

- Po pierwsze: Trzeba wszystkich uwolnić. - przerwałem na chwilę. - Zostało kilka porwanych. Za to inni się schronili. - dodałem, po chwili wytchnienia. - W miejscu, gdzie nawet tacy zwykli porywacze, by się nie zapuścili. - dokończyłem.
- Po drugie: Powyłapywać wszystkich porywaczy i wrzucić ich w miejsce bez wyjścia. - ponownie przerwałem, by móc ułożyć następne zdanie w zgrabne i zrozumiałe słowa.
- Po trzecie: Wyciągnąć od ich przywódcy wszystkie informacje. - ponownie przerwałem. Najpewniej brzmi to bardzo dziwnie, ale wolę niczego nie pominąć. - Jeśli Pik skończy pozyskiwanie informacji. To będziesz chyba mógł się z nimi pobawić. - wyliczałem wszystko na palcach, by się nie pogubić.
- Po czwarte: Ocalić wszystkich cyrkowców, bez stracenia ani jednego. - skończyłem.
To nie był nawet mój plan, ale wolałem, by brzmiało to logicznie.
- Pik? - nie wiem, czy to było pytanie skierowane w moją stronę, czy nie. Jednak wolałem na to odpowiedzieć i mieć z głowy.
- Tak Pik, jak i kilku innych się ukryło w klatkach zwierząt. Tam nikt ich nie znalazł. Dopiero niedawno ich odkryłem. Jak wstaniesz, masz się tam udać. Ci dwaj, których chciałeś zabić, są już w tamtym namiocie. Tylko ciebie brakuje. - rzekłem. Zrobiłem krok do tyłu, po czym skierowałem się do wyjścia. - Przyjdź tak szybko, jak możesz. - dodałem.
Po wyjściu z namiotu chłopaka poczułem zawroty głowy. Nie było czasu na rozczulanie się, dlatego trzeba było się śpieszyć. Nim będzie za późno. Przetarłem oczy i zmrużyłem je, gdyż zobaczyłem przed sobą bliźniaków. Było to dziwne, ale chcieli, bym za nimi ruszył. Nie było czasu, by myśleć, że to mogą być przewidzenia, albo wpakuje się w coś. Zwyczajnie ruszyłem za nimi. Chciałem ich dogonić, bo byli zdecydowanie szybsi ode mnie. Dopiero gdy trafiłem do jakiegoś miejsca, zatrzymałem się i schowałem. Musiałem siedzieć cicho, gdyż najwyraźniej trafiłem w miejsce porwania jednego z naszych. Wyglądał marnie i dziwnie. Gdy chciałem się wycofać, usłyszałem krzyk. Zamarłem i spojrzałem za siebie, dostrzegłem ciała. Byli to porywacze, wyglądali jakby ktoś na nich, eksperymentował i coś się nie powiodło.
- Jeśli będziesz dalej marnować, to skończysz tak jak tamci. - usłyszałem jakiś głos.
- Może sam spróbujesz, skoro mnie tak poganiasz. - fuknął drugi w odpowiedzi.
- Nie pyskuj. - warknął poprzedni.
Nie wiedziałem, o czym oni rozmawiają, dlatego starałem się nasłuchiwać i nie dać się złapać.
- Gdy się nie udaje, magia wraca do jego właściciela. - odezwał się jakiś naukowiec. O ile można tak go nazwać, wyglądał bardziej na szalonego naukowca. Niż człowieka.
- Zabijmy go i zobaczmy, czy magia się przeleje na nowego właściciela? - zapytał swojego kolegę. Najwyraźniej to nie spodobało się jego zwierzchnikowi, gdyż dostało mu się, na tyle mocno, że już nie wstał. Co dziwniejsze, rany były podobne do tych martwych.
Gdy miałem się wymknąć, spostrzegłem, że z namiotu wychodzą kolejno jeszcze dwie osoby. Czyli było ich w sumie troje. Czym prędzej powinien stąd się wydostać i wrócić, by móc powiadomić resztę. Jednakże część mnie podpowiadała, że może jakoś uda mi się samemu ich uratować.
Ukryłem się w krzakach, gdyż ktoś się zaczął zbliżać. Uciekłem, czym prędzej. Musiałem zapamiętać drogę. Ku najdziwniejszemu, było to naprawdę niedaleko cyrku. Szybko pognałem do odpowiedniego namiotu i niemalże na jednym wdechu powiedziałem, co widziałem. Po czym padłem na ziemię.

<Jumper?>

Cherubin CD Smiley

Słyszałem, o czym mówili, mimo nawet tego, że byłem pogrążony we własnych myślach. W końcu jednak wróciłem do reszty. Otrząsnąłem się i odsunąłem od siebie wszystkie myśli, by mieć czysty umysł. Uniosłem wzrok na herbatkę, po czym ją zamieszałem i dołożyłem jedną kostkę cukru oraz troszkę mleka, a może była to śmietanka. Po wymieszaniu napiłem się i podniosłem swój wzrok na zgromadzonych. Zapadła cisza, gdyż żadne z nich nie powiedziało ani słowa. Patrzyli po sobie, ale nic więcej. W końcu jednak wstali, ukłonili się, tym samym dziękując. Zniknęli, a dokładniej to wyszli, ale mimo to, wciąż coś nie dawało mi spokoju.
Może moje rozmyślenia nad herbatą, jej liśćmi i aromatem, nieco zmieniła tor na zupełnie inny. Westchnąłem i wyciągnąłem notes, który leżał na biurku. Sięgnąłem po długopis, po czym zacząłem zapisywać to, co wpadło mi do głowy. Chciałem iść wspierać Smiley, ale musiała sama sobie z tym poradzić. Poza tym miała swoje sekrety i coś, czego woli nie pokazywać innym. Rozumiem to w pełni.
Gdy zostałem sam, przez kolejne minuty robiłem notatki, aż w pewnym momencie coś mnie tknęło, by wziąć się do pracy. Może byłem przygotowany na zapas, ale musiałem dostarczyć rękopis odpowiedniej osobie, miała być za piętnaście minut nieopodal cyrku. Musiałem się zbierać, ale zanim to zrobię, wpierw muszę znaleźć szkic nowej okładki. Już była o niej mowa, ale coś mi nie pasowało i chciałem zmienić.

***

Nie trwało to długo, jednakże na czas się zjawiłem, akurat zjawił się też mój agent. Jeśli można tak go nazwać. Nawet się moja siostra zjawiła, to było jeszcze większe zaskoczenie. Gdyż od dawna się z nim nie kontaktowała. Gdy oddałem kopertę z rękopisem i szkicami nowej okładki, wówczas jedna sprawa została załatwiona. Jednak nadeszła druga.
 - Co cię tu sprowadza? - spytałem siostry.
- Chciałam sprawdzić co u ciebie. - rzekła, choć nad wyraźniej uciekała od odpowiedzi.
- Jak widzisz, radzę sobie, jednak z tobą jest inaczej. Czyż tak? - wymownie na nią spojrzałem, po czym przechyliłem głowę i westchnąłem. Widziałem jak, jest niespokojna. Zrezygnowany, zwyczajnie ją przytuliłem, choć nie jestem jednym z tych, którzy bezinteresownie okazują wsparcie i przytulają do siebie kogoś. Następnie usłyszałem szloch siostry. To było dziwne. Gdyż zazwyczaj tak się to nie kończyło, ale najwyraźniej nie ma lekko. Gdy się odsunęła i przetarła oczy i cicho "przeprosiła", za swoje czyny, wówczas mogłem doczekać się odpowiedzi.
Odpowiedź mnie nieco zaszokowało, gdyż nie spodziewałem się tego. Ciotka pokłóciła się ze swoim mężem, który wyjechał. Rodzice wrócili, chociaż ojciec jest w szpitalu przez wypadek. Jeden z braci wyjechał, wraz z siostrą, najwyraźniej na wakacje oraz móc się zrelaksować. Evie jest w tym samym cyrku co ja, widziałem go przelotnie. Nie zamieniliśmy jakoś ani jednego zdania, co było dziwne, ale przy jego pupilach, to raczej marnie jest się zbliżyć. DO tego to chorowite dziecko, nie wiem co, on tu robi. Westchnąłem na te wiadomości, ale to nie był koniec. Mieszkanie, które wynajmowała, spłonęło dlatego, musiała wrócić do domu, ale jej pokój został zastąpiony, w domu i tak prawie nikogo nie ma, a jak jest ciotka to ciężko sobie z nią poradzić. Do tego jeszcze ona sobie sama nie daje rady e wszystkim.
Pogłaskałem ją po głowie, po czym wyjaśniłem jej wszystko, co będzie jej potrzebne, bo jeszcze ona się zleci do cyrku, to wtedy jeszcze kolejna z rodzeństwa wparuje do mojego nowego życia. Nie przeszkadza mi to, jednakże chyba wolę tego uniknąć. Jednakże, gdy nic się nie polepszy, to się właśnie tak skończy.

***

Rozmowa z nią zeszła nieco dłużej, ale w końcu się uspokoiła i było z nią dużo lepiej, dlatego też mogłem wrócić i zobaczyć jak sobie radzi moja towarzyska na jutrzejszy występ. Jest on ważny, dlatego też trzeba się postarać. W razie też pomóc może to wyjdzie.

<Smiley?> 
Sorki, że tak długo się zeszło.

27 maj 2022

Ozyrys CD Doll

Popatrzyłem na niego. Był małym, uroczym i bezbronnym dzieckiem, miał delikatny głosik i jednocześnie spokojne oraz rozweselone spojrzenie. Nie potrafiłem zrozumieć, jak coś tak bezkonfliktowanego i młodego może mieć powód do ucieczki z domu - szybko się zbeształem za te myśli. Najwidoczniej miał powód niezależny od niego, tak samo jak ja miałem powód, z ta różnicą, że on miał więcej odwagi stawić temu czoła i uciec. 
- Nie musisz dziękować, na prawdę. Podejrzewam, że każdy by zrobił to samo na moim miejscu - odparłem widząc jego delikatny uśmiech. 
- Nie wiadomo - swierdził, wsadzając sobie do ust wbitą rybę na widelcu. Resztę obiadu spędziliśmy w ciszy. Gdy skończyliśmy, zabrałem go na próbę treserów zwierząt, aby mógł zobaczyć jakieś sztuczki. Mimo, iż niektóre nie wychodziły, z jego twarzy nie schodził uśmiech. Chciałem, aby tak było już zawsze. Odwrócona mina wcale mu nie pasowała. 
- Wiesz co? Jestem pewny, że kiedyś też wystąpisz ze zwierzętami - powiedziałem.
- Serio? - pokiwałem głową.
- Smiley potrafi robić te wygimnastykowane sztuczki na galopujących koniach - wyjaśniłem.z jego ust wydobywał się dźwięk zachwytu.
- Więc musze dużo ćwiczyć - odparł z dumą, a ja mu przytaknąłem.

*

Długo nie mogłem zasnąć. Chociaż byłem zmęczony, nie byłem senny. Przewracałem się z boku na bok, kiedy chłopiec już dawno temu zasnął. Może to przez nadmiar myśli, jakie buzowały w mojej głowie? Jakoś nie chciałem znać odpowiedzi na to pytanie. Leżałem na plecach z zamkniętymi oczami, mając nadzieję, że sen w końcu sam przybędzie i kiedy poczułem się senny, nagle coś usłyszałem. Były to ciche kroki zaraz przy namiocie. Raczej nie powinienem się tym przejmować, w końcu w cyrku jest bardzo dużo osób, może to być każdy kogo znam. Mimo tego poczułem wewnętrzny... niepokój. Może było to spowodowany tym, że był środek nocy, tajemnicza osoba szła nadzwyczaj blisko mojego namiotu i nagle stanęła na przeciwko wejścia. Uniosłem się powoli na łokciach i zamarłem, gdy nieznajomy stał przy namiocie. Poczułem się jak w koszmarze, w którym chociaż nie widzisz potwora, czujesz jego obecność i wiesz, że jeśli wykonasz jeden niewłaściwy ruch, skoczy na ciebie i pożre w całości. 
Teraz było podobnie. Nie ruszałem się i tylko obserwowałem, kiedy zza materiału wysunąła się dłoń. Chwyciła skrawek namiotu, rozszerzyła wejście i do środka ktoś wszedł. Momentalnie podniosłem się, mimowolnie zaczynajac się trząść. Było ciemno, wiec nie widziałem kto to był. Wyciągnąłem dłoń przed siebie i zapaliłem płomień, który rozjaśnił trochę namiot. Przy wyjściu stała postać, ubrana na czarno, ukrywała swoją twarz w kominiarce, a w jej dłoni po chwili pokazał się pistolet. Zamarłem. Jeśli sądził, że pistoletem się obroni, mylił się. Nie musiał się nawet przede mną bronić, bo ze strachu nie potrafiłem się ruszyć. Obserwowałem go tylko, jak unosi palec wskazujący do ust, aby daź mi do zrozumienia, że miałem być cicho. Przełknąłem ogromną gulę w gardle i tylko pokiwałem głową. Postać, prawdopodobnie mężczyzna, patrząc na jego posturę, zbliżył się do śpiącego Dolla i spojrzał na jego twarz. Po chwili sam do siebie pokiwał głową, jakby się czegoś spodziewał. 
W tym momencie walczyłem z samym sobą. Okropnie się bałem tego człowieka, nie znałem go, miał przy sobie broń, był dwa razy ode mnie większy i budził we mnie strach. Nie chciałem się ani ruszać, ani odzywać, chciałem sprawić, aby zapomniał o moim istnieniu. Z drugiej jednak strony gdy obserwowałem, jak nachyla się nad Dollem, nie chciałem, aby mu sie coś stało. Czułem, że jest w niebezpieczeństwie. Problem leżał tylko w tym, że nie wiedziałem, jak mamy się bronić. Jeśli chce użyć płomieni, musze być opanowany, a w aktualnym stanie całe moje ciało się trzęsło.
Po chwili mężczyzna wyciągnął białą szmatkę z kieszeni i przyłożył ją do twarzy chłopca. Doll otworzył oczy i widząc zamaskowaną postać, zaczął się szarpać, ale mężczyzna go z łatwością przydusił do łóżka.
- Zost... - odezwałem się i w tym samym momencie nieznajoma postać skierowała w moją stronę broń i ją odblokowała.
- Zamknij się - gdy usłyszałem jego niski głos, mój ogień zgasnął. Nie porafiłem go z powrotem zapalić i kiedy walczyłem sam ze sobą, aby znowu rozświetlić namiot, Doll przestał się szamotać. Mężczyzna go uśpił. Wtedy odwrócił się w moją stronę i podszedł bliżej. Skierowałem swój zwrok z dłoni na niego i wtedy mocno uderzył mnie w brzuch. Zgiąłem się w pół i upadłem na kolana. Uniosłem jeszcze głowę do góry, aby zobaczyć w ciemnościach, jak nieznajomy chwyta chłopca, przerzuca go sobie przez ramię i wychodzi z namiotu.
Wiedziałem już, że zawaliłem po całości. 

<Doll? Co dalej?>

26 maj 2022

Jumper CD Vogel

Powstrzymaj się ze swoim "ja". Śmieszne. Zawsze się mówi, aby być sobą, nikogo nie udawać i zawsze być szczerym nie tylko z innymi ludźmi, ale również ze sobą. Najwidoczniej tą zasadę powinni przestrzegać tylko ludzie "dobrzy" - cokolwiek to oznaczało. 
Z nadmiaru emocji wyciągnąłem paczkę papierosów z kieszeni w sadziłem sobie jednego papierosa do ust, całkowicie zapominając o poczęstowaniu chłopaka i nie dlatego, że byłem nie miły, ale w tej chwili nie myślałem o żadnych grzecznościach. Z drugiej kieszeni wyciągnąłem swoją starą, niedawno odnalezioną zapalcznikę i zapaliłem papierosa. To wszystko mi sie tak bardzo nie podobało, że gdybym mógł, spaliłym to wszystko tak samo, jak powoli paliłem fajkę.
- Czyli co? Czekamy do wieczora? - zapytałem wypuszczajac dym. Vogel pokiwał głową. - A teraz co?
- Teraz możemy wrócić do swoich obowiązków. Przez ciebie trochę mi się ich nagromadziło - odpowiedział. Posłałem mu zniechęcone spojrzenie. - Zobaczymy się wieczorem - dodał i odwrócił się, aby rozpocząć wypełnianie swojej długiej listy obowiązków.
Czy ja miałem coś do roboty? Na upartego zawsze się coś znajdzie. Mogłem coś poćwiczyć, na przykład rzucanie nożami do ruchomych celów, albo pochodzić po linie nad płonącą siątką. Niestety w aktualnym stanie miałem wrażenie, że pod moje noże ktoś zostanie wepchnięty, albo moja lina zostanie przecięta. Chyba nie warto było ryzykować.
- Vogel - zawołałem go, nim odszedł za daleko i bym musiał do niego podbiec. - Mogę iść z tobą? - zapytałem. Nie miałem ochoty mu tłumaczyć, że w pewnym sensie najbezpieczniej czułbym się przy nim, bo może jeśli ten ktoś będzie znowu chciał mi zrobić pod górę, to może nie zrobi tego w obecności osób trzecich oraz Vogel był moim idealnym alibi, gdyby znowu coś się stało (i tym razem prawdziwym). 
Chłopak przez dłuższą chwilę się zastanawiał, prawdopodobnie nad tym, czy mu niczego nie zniszczę albo nie będe mu się niepotrzebnie pałętać pod nogami, ale w końcu wzruszył ramionami i skinął głową. Ruszyłem w jego kierunku i idąc tuż za nim, skierowałem się tam, gdzie mnie prowadził.

*

- Będziesz tak stał, czy mi pomożesz? - zapytał Vogel, wyrywajac mnie z zamyślenia. Popatrzyłem na niego i na karton, który trzymał w rękach.
- Mogę stać - stwierdziłem, na co on westchnął zirytowany i mnie wyminął. Patrzyłem jak niesie przedmiot kilka metrów dalej i stawia go na trawie. - Co to jest? - zapytałem, gdy wstał i ruszył w drogę powrotną do magazynu, z kórego zabrał pudło.
- Części zamienne do maszyny, która robi watę cukrową - wyjaśnił spokojnie.
- Zespuła się? - skinął głową. - Jak naprawisz, to mi zrobisz watę? - zapytałem, na co ten cicho prychnął pod nosem.
- Nie ma mowy - odparł, na co ja zmarszczyłem brwi. Mi kazał być milszy, ale sam taki nie był.
Gdy wszedł do magazynu, zerknąłem, co było w środku.
- To wszystko masz przenieść? - zapytałem widząc tutaj same brązowe kartony.
- Nie. Tylko te z X na boku - pokazał mi czerwony kształt X na jednym z boków przedmiotu. Wyszedł z budki niosąc kolejny przedmiot. Wtedy sam znalazłem się w środku, znalazłem pudło z czerwonym X i je podniosłem, niosąc do chłopaka. Gdy to zobaczył, przez ułamek sekundy mi się przyglądał, ale kiedy spojrzałem na niego, zrezgynował z komentarza. W ciszy przenosiliśmy pudła, a gdy zostało ostatnio, Vogel poprosił mnie, aby przyciągnął tutaj maszynę do robienia waty cukrowej, ktróa znajdowała się z tyłu za magazynem. Bez słowa ruszyłem po nią, a gdy wróciłem, zdążył rozłożyć części na trawie i zaczął przyglądać sie instrukcji. 
- Ciężkie to  - mruknąłem, gdy znalazłem się obok niego. 
- Trochę ciężarków ci nie zaszkodzi - skomentował. Usiadłem na trawie i wyciągnąłem papierosa. Tym razem chciałem go poczęstować, ale odmówił, twierdząc, że zapali jak skończy. 
Cały czas mu się przyglądałem, jak łączył ze sobą różne przedmioty, wymieniał je w maszynie, a stare i zepsute wrzucał do pudeł. Byłem nawet tak miły, że mu trochę co nieco pomogłem, w potrzymaniu czegoś czy podaniu. Miałem nadzieję, że chociaż to potem doceni.

<Vogel?>

21 maj 2022

Lennie CD Shu⭐zo (+18)

- Hej, a myślisz, że gdy wrócimy, to jeszcze będziemy mieć chwilę dla siebie? - zapytał i nim zdołałem odpowiedzieć twierdząco, poczułem, jak chłopak władował swoją stopę między moje nogi. Wzdrygnąłem się zdziwiony, ale nie byłem wcale zły. Prędzej zawstydzony, że zrobił to przy innych ludziach, ale ta myśl szybko wyparowała z mojej głowy. Zamiast niej, pojawiła się nowa.
- Myślę, że Robin tak uwielbia naszego malca, że na spokojnie znajdziemy jeszcze dużo czasu - wsadziłem rękę pod stolik i położyłem ją na jego stopie. - A co? Masz na coś konretnego ochotę? - zapytałem, posyłajac mu znaczące spojrzenie i wsuwajac dłoń po jego nogawkę. Nim mi chłopak odpowiedział, ja prostując się i zabierając z niego wzrok, dodałem:
- Bo w sumie ja to mam ochotę na jakąś chińczyznę i obejrzenie nudnej, romantycznej komedii przy świecach - powiedziałem z udawaną powagą, aby go trochę podenerwować. Wszystko poszło zgodnie z moim planem, ponieważ w odpowiedzi Shuzo posłał mi mordercze spojrzenie i na moje nieszczęście, przysunął nogę bliżej, gniotąc mi delikatnie krocze. - Ała - złapałem mocniej jego nogę i odsunąłem. - Czyli mam rozumieć, że wolisz spacer? - zaśmiałem się. W końcu mąż się lekko uśmiechął rozbawiony.
- Grabisz sobie - zagroził mi.
- Ja nic nie wiem, umywam rączki - uniosłem otwarte ręce do góry w geście bronnym, a on korzystajać z sytuacji, ponownie mnie zaatakował stopą. - Dobra, teraz ty sobie nagrabiłeś - szybko wstałem od stołu i ruszyłem do niego. On z uśmiechem na twarzy zamienił się w psa i prześlizgnąwszy się pod stołem, uciekł do drzwi. Nie wiem czemu, ale miałem ochotę się w tej chwili zaśmiać - może dlatego, że gdy ruszyłem za nim, z powrotem zamienił się w człowieka (zwracająć na siebie uwagę wielu ludzi) i wyszedł biegiem z restauracji, przez co kiedy ja wybiegłem za nim, musiałem wrócić, aby zabrać jego but spod stołu. 
Trzymając jego część garderoby w dłoni, goniłem go przez dwie ulice. Okazało się, że był ode mnie szybszy, ale chyba mniej wytrzymały (przynajmniej będę sobie tak wmawiać), ponieważ po czterech przecznicach zwolnił. Wtedy go dopadłem - złapałem go, obróciłem do siebie i zarzuciłem go sobie na plecy, niczym worek ziemniaków - chociaż jego mogłem bardziej porównać do worka prezentów. 
- Ej! Postaw mnie na ziemię! - krzyknął, a jakaś kobieta spojrzała na nas i posłała nam rozbawione spojrzenie. 
- Muszę ci wymyślić karę, a nie chce, żebym mi uciekł - powiedziałem i zacząłem mu nakładać buta na nogę. Shuzo westchnął.
- Dobra, chociaż mnie zaniesiesz do domu - słysząc to i zdając sobie sprawę, że zamiast kary dostał nagrodę, postawiłem go na ziemi. 
- Nie ma tak dobrze - objąłem go i przytuliłem, aby mi nie uciekł.
- Jako twój mąż powinienem być noszony na rękach każdego dnia - zaśmiałem się.
- W psiej postaci owszem - posłał mi obrażone spojrzenie.
- Znaczy, że jako człowiek jestem ciężki? Jestem gruby? - znowu się zaśmiałem.
- Ty prędzej powinieneś przytyć niż schudnąć - złapałem go za brzuch i lekko go ścisnąłem, na co ten się skulił i odsunął od siebie moją rękę. - Łaskotki?
- Nie - odpowiedział wymijająco. Teraz wiedziałem jakiej broni używać. - Po za tym po ciąży jeszcze został mi ślad - wymamrotał nie zadowolony.
- Ja nic nie widziałem - pocałowałem go w usta, na co ten zamknął temat swojego wyglądu.

Dotarwszy do cyrku, Shuzo postanowił mi skoczyć na plecy i kazał siebie zanieść do namiotu. Jako posłuszny w tej chwili mąż zrobiłem to. Gdy byliśmy już u siebie, było w nim nadzwyczaj cicho.
- Już zapomniałem, jaka tu może być cisza - stwierdziłem, rozglądając się po namiocie. Teraz wyglądał inaczej. W jednym kącie były usytuowane rzeczy dla maluszka: jego ubranka, pampersy, kocyk, butelka, ale zabawki leżały praktycznie wszędzie. Nie były one porozwalane po pomieszczeniu, w jakiś sposób był one ułożone, ale znajdowały się w każdym możliwym kącie. 

15 maj 2022

Doll CD Ozyrys

 Ten dzień był bardzo wyczerpujący. Razem z Orionem, podobnie jak rano ze Smiley, zaczęliśmy od rozgrzewki i ćwiczeń rozciągających. Dopiero później przeszliśmy do ćwiczeń na szarpie i obręczy. Początkowo powtarzałem jego ruchy, a później wykonywałem polecenia trenera. Byłem wdzięczny Ozyrysowi za jego wstawiennictwo. Orion to naprawdę dobry nauczyciel. 

Po kilku godzinach chłopak zarządził przerwę. Usiadłem na skrzynce z kręglami i wziąłem łyk wody. Orion natomiast stanął przy szarfie, żeby zademonstrować mi jak mogę poprawić niektóre niedociągnięcia. Mimo to, jego zdaniem radziłem sobie coraz lepiej.
Nagle do namiotu wszedł Ozyrys. Z uśmiechem przeniosłem wzrok na magika i powitałem go. Jak zawsze, gdy był z nami ktoś jeszcze, nieśmiało skinął głową. Przesunąłem się, by zrobić mu miejsce. Gdy usiadł obok, oparłem głowę na jego ramieniu. Ozyrys niepewnie objął mnie ramieniem i przeczesał palcami moje rozczochrane włosy. Przymknąłem oczy, czując na twarzy przyjemne ciepło jego dłoni.
— To dla ciebie. — powiedział, wręczając mi pączka w papierowej torebce. Podziękowałem z uśmiechem i podzieliłem się wypiekiem z chłopakami. Orion nie wyglądał na zadowolonego, że w trakcie przerwy zajadam słodycze, ale nic nie powiedział. Być może pączek był za dobry, by się na niego gniewać.
— Jak ci idzie? — zapytał magika. Ozyrys podrapał się po karku i uciekł spojrzeniem.
— W porządku... — odparł. Nie brzmiało to jednak zbyt przekonująco. Brunet otworzył usta, by dodać coś więcej, ale przerwałem mu. Zeskoczyłem ze skrzynki i stanąłem przed magikiem.
— Orion mówi, że idzie mi coraz lepiej! Muszę jeszcze poćwiczyć, ale być może niedługo będę mógł występować! — zawołałem z uśmiechem. Ozyrys spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął.
— Dobra robota, Doll. — odpowiedział, wyraźnie ignorując akrobatę, który pewnie miał jeszcze kilka pytań w zanadrzu.
— To nie tylko moja zasługa. Bez ciebie, Smiley i Oriona bym sobie nie poradził. — zaoponowałem. Magik wyglądał na zaskoczonego.
— Możemy wrócić do ćwiczeń, papużki nierozłączki? — mruknął Orion, zawijając przy tym ręce na piersi. Wróciłem więc na szarfę i trenowałem jeszcze kilka godzin. Ozyrys cały czas siedział na skrzynce i nie spuszczał ze mnie wzroku.
Gdy trening dobiegł końca, udałem się wraz z magikiem do stołówki. Usiedliśmy z tacami przy jednym stoliku, naprzeciwko siebie.
— Ozyrys... — zacząłem niepewnie. Magik uniósł na mnie swoje fiołkowe oczy.
— Dziękuję... Za wszystko... Za pomoc i że we mnie uwierzyłeś. — dodałem po chwili, unosząc lekko kącik ust. 

< Ozie? > 

12 maj 2022

Lacie CD The Beast

 Właściwie mimo śmiałej pewności, że moja propozycja po prostu nie może zostać odrzucona, jakiś ciężar obciążający mnie opadł, wywołując pewnego rodzaju ekscytację. Opanowując emocje, nie pokazałam po sobie zadowolenia, które rozlewało się wewnątrz mnie z każdym jego słowem potwierdzającym naszą umowę. Jednoczenie nie mogłam sobie odpuścić okazji, by sprawdzić jego i jego umiejętności oratorskie w obcym mowie, w końcu prawdziwym egzaminem jest realna konwersacja, a nie z góry ułożone rozmówki z nauczycielem. Jako przedstawiciel wysoko postawionej arystokracji z pewnością pobierał edukację wielu języków, a lekcje języka paryżan stanowiły ważny punkt programu nauk magnaterii z całej Europy.

— Vous pouvez arrêter temporairement un livre. J’espère, cependant, qu’une fois que vous aurez satisfait votre curiosité, elle me reviendra dans un état intact — tytuł zawierający właściwie podstawy krystalografii nie miał zbyt dużego nakładu, napisany odręcznie oryginał ze starannie wykreślonymi schematami oprócz wartości materialnej stanowił sporą wartość sentymentalną, książka ta od zawsze była w rodzinnej bibliotece i w przyszłości z pewnością do niej powróci.

— Bien sûr, que je ne laisse rien lui arriver — widziałam jak kciukiem, jakby z namaszczeniem przejechał po grzbiecie woluminu, ten odruchowy gest upewnił mnie, że moja własność jest w dobrych rękach, zdecydowanie bardziej niż jego słowa wypowiedziane z płynnym francuskim akcentem, co w zupełności mi starczyło jako dowód, że jego poziom znajomości mojego ojczystego języka jest znacznie wyższy niż kilka wyklepanych na pamięć słówek.

 — The Orange, kamień w kształcie gruszki, niecałe 15 karatów o klasie czystości VS1, największy znany diament o barwie Fancy Vivid Orange — pewnego rodzaju alians zawarty między nami wymagał, by wykazać się dobrą wolą i zaufaniem do biznesowego partnera, sekrety chwiejące podstawami porozumienia mogły odbić się echem na dalszej owocnej współpracy, której nie zamierzałam jeszcze kończyć — Możesz być pewny, że nie zaniżę wartości, zrobię więcej niż wszystko, byś był usatysfakcjonowany z kwoty, która zasili twoje konto. I mimo że to obniży jego wartość, kamień należy pociąć i to jak najszybciej, zanim chociaż cień plotki opuści to pomieszczenie. Poprzedni właściciel wraz ze wszelkimi opłatami w domu aukcyjnym wydał ponad 35,5 miliona oru, obecnie jego przybliżona wartość jest około dwukrotnie wyższa. Myślę, że jest to wystarczający powód, dla którego nie powinieneś być zbyt zachłanny. Osoby, które za taką kwotę kupują błyskotki, posiadają nie tylko olbrzymią fortunę, ale także i koneksje. Nie mogłabym w tak bezczelny sposób narażać głowy swojej, a przede wszystkim mojego pracodawcy — mój przytyk nie przyniósł oczekiwanego rezultatu, nie było to zaskoczeniem, jednak poczułam niewielki zawód jego osobą. Jeśli w przyszłości nic nie będzie w stanie go sprowokować, sprawić, by całe zepsucie z jego wnętrza wyszło na światło dzienne, mężczyzna okaże się bardziej nużący, niż to sobie wyobrażałam od momentu naszego pierwszego spotkania, bo równie dobrze wszelkie plotki o jego krwawych dokonaniach mogą okazać się bajkami, które powinno wsadzić się między książki. A ja czułam się w obowiązku zweryfikować te pogłoski na własne oczy. Dopiero gdy to się stanie, będę mogła stwierdzić, czy Chevalier Irenejus von Urach jest warty mojego żywego zainteresowania, w tym momencie nie jest nikim więcej, jak właścicielem broszki z wyjątkowo cennym kamieniem.

— Czy względem złota masz jakieś szczególne postanowienia? — nie licząc sprzedaży, nie było zbyt wielu możliwości, a trzymanie metalu w sztabce mogło być dla niego tylko stałą lokatą na przyszłość, bez przyjemnego oprocentowania

— Jak wspomniałem, planuję przetopić go, a jeśli będziesz zainteresowana podziałem zysków, jestem skłonny rozważyć taką opcję — złoto kompletnie nie leżało w kręgu mojego zainteresowania, w rodzinnym skarbcu takich sztabek leżało tysiące, nawet więcej, aczkolwiek wykazałabym się kompletnym brakiem rozsądku, gdybym zrezygnowała z tak łatwego zarobku, skoro już drugi raz zaproponował

— Jeśli nie masz ściśle sprecyzowanego celu, sugeruje jego część przeznaczyć na okucie największego kamienia. Nie zniweluje to straty związanej z podzieleniem diamentu, jednak nadal znacznie podniesie jego wartość i jako biżuteria będą więcej warte niż każdy surowiec osobno — zabieg ten będzie zdecydowanie dłużej trwał, oprócz nakładu wielodniowej pracy należało zdobyć certyfikat autentyczności z odpowiednim numerem identyfikującym, takim samym, który umieszczę na rondyście. Reszta pocięta na niewielkie błyskotki zostałaby sprzedana od ręki. Opcja ryzykowniejsza jednocześnie zapewniająca większy zysk. A do osadzenia brylantu sama wybrałbym platynę, prawie dwukrotnie droższą od złota, jednak dokładnie z własnej kieszeni do nieswojego interesu, z punktu widzenia stricte dochodowego jest kompletnie nieopłacalne, zdecydowanie lepiej wykorzystać kruszywo, które posiada się bez dodatkowych kosztów. Wzięłam czystą kartkę, ostro zakończonym ołówkiem narysowałam sporą łzę symbolizującą pomarańczowy klejnot, a wzdłuż osi narysowałam kreskę dzieląc go na pół.

— Z połowy diamentu będzie ciężko uzyskać kamień o podręcznikowym kształcie łzy, który zachowa odpowiednie proporcje długości do szerokości. Oczywiście, jeśli tylko zależy nam, aby był on jak największy, najlepiej będzie zastosować kształt markizy, zwiększa on wagę diamentu w karatach, czemu wygląda na znacznie okazalszy — wrysowałam kształt na jednej z połówek, by lepiej wizualizować swój zamiar, zdecydowana większość klienteli kupuje wzrokiem, wybranie takiego szlifu pozwoli nam dodatkowo podnieść cenę, co powinno zadowolić księcia.

— Tylko z połowy? Czy nie bardziej dochodowe jest wykorzystanie całości, aby masa końcowego kamienia byłaby maksymalnie duża

— Nigdy nie twierdziłam, że domagam się połowy zysku. Mówiłam, że oczekuję połowy udziału w kamieniu, a to, co ze swoją częścią zrobię to moja prywatna sprawa. Diament przetnę wzdłuż osi symetrii na równe części, jedną zostawię sobie, drugą, tak jak obiecałam potnę w najbardziej korzystny sposób — Odwróciłam się z powrotem w stronę stołu, w stronę broszki, która leżała na blacie. I w tym momencie przepadłam, perspektywa posiadania całego diamentu, której do tej pory się opierałam, była nazbyt kusząca, było tyle możliwości z nim związanych. Jego ciepły pomarańczowy blask obiecywał więcej, niż mogłam marzyć, nie mając tak okazałego w tej barwie w swojej kolekcji, z każdą chwilą pragnęłam go coraz bardziej. Jedyną przeszkodą do posiadania go na własność był mimo wszystko dość problematyczny litewski książę. Miałam zaledwie kilka dni na znalezienie sposobu, by usunąć niepotrzebne komplikacje. Inaczej zostanę zmuszona zadowolić się jedynie marną częścią diamentu, a to nie wchodziło w rachubę. Chciałam, nie, musiałam go mieć całego tylko dla siebie, ukryć go przed niepożądanymi oczami osób trzecich, by nikt nie mógł kalać go swoim brudnym wzrokiem. Nikt tak jak ja nie mógł docenić jego wartości, wartości tego ideału. Wpatrywałam się w niego wręcz zahipnotyzowana, kompletnie nie dbając o mężczyznę zwiedzającego moje lokum ani o to, czego mógł się poprzez to o mnie dowiedzieć i wykorzystać w późniejszym terminie przeciwko mnie. Wszystko wokół traciło jakiekolwiek znaczenie w obliczu tego kamienia, zupełnie jakbym była tylko ja i on. Liczył się tylko ten diament, ideał, czysta perfekcja i nic poza nim.

Mogłam wziąć go siłą, nie taką brutalną siłą fizyczną, przecież nie mam najmniejszej szansy przeciwko Bestii, która zjadła zęby na polu bitwy, tylko nieco bardziej finezyjną i subtelną. Wyrachowaną, która pozwoli krwawemu księciu zapomnieć, że kiedykolwiek pojawił się w moim progu z broszką. Wystarczyło jedno proste, drobne zaklęcie modyfikujące częściowo pamięć, do którego nada się nawet pierwszy lepszy kryształ górski, jednak w biżuterii, która zdobiła płaszcz, ale też resztę jego stroju nie dostrzegłam nawet jednego, najmniejszego kamyczka, który mógł być moim fortelem, zrobiona była z samego złota lub innego nieco mniej szlachetnego zabarwionego na żółto kruszcu, co nie stanowiło dla mnie satysfakcjonującego rozwiązania. Czas też nie tańczył na moją korzyść, złośliwie postawił grać w przeciwnej drużynie, drwiąc w najlepsze, jeśli potnę kamień, stracę upragniony rozmiar diamentu, jednak bez tego nie będę w stanie podać kwoty z taką dokładnością, jaką życzy sobie książę, a niewątpliwe było, że mężczyzna nie da się zwodzić. Kuriozalne zabiegi, na które łapała się większość motłochu, nie miały najmniejszej racji bytu, mogłam zbyt wiele stracić w razie niepowodzenia, potrzebowałam sensownej recepty najlepiej już teraz, zanim zacznę wzbudzać jakiekolwiek podejrzenia.

Chev? Nous avons porté un toast au succès de la collaboration.