3 maj 2017

Rue CD Akuma

- Jak byłam na badaniach tej krwi z nosa, to Tony mi powiedział, że u ciebie sprawdzą, czy będziesz miał problemy z biodrem podczas ruchu. Jeśli nie, obejdzie się bez tygodniowej rehabilitacji, najwyżej tam dwa dni. Jak będziesz miał ograniczone ruchy, to już zależy od tego, jak szybko się z tym uporasz. Dał ci jakiś tydzień do dwóch - powiedziałam przypominając sobie, jak wcześniej próbowałam się wyrwać do chłopaka, którego uspokajali, a mnie zabrali na badania. W sumie ja też się wściekłam, ale ja miałam powód: chciałam się dowiedzieć, co z przyjacielem. A on?
- A ty? - zapytał, na co wzruszyłam ramionami. Wsadziłem rękę pod głowę, czułam znużenie, chociaż nie wiem skąd.
- Najpierw mają mi zdjąć gips. Ponoć pocisk mi uszkodził coś w rzepce i chyba mam nie mieć jakiegoś tam smarowania - podrapałam się drugą ręką w głowie, ponieważ nie miałam pojęcia o tym smarze w kolanie. Wiedziałam tylko, co to i gdzie jest rzepka, ale o tej drugiej rzeczy słyszałam pierwszy raz. - U mnie rehabilitacja ma trwać najdłużej miesiąc, jeśli będę miała problemy z kolanem – wskazałam na kolano, które było schowane pod grubą warstwą gipsu. Równie dobrze mogli mi zabandażować nogę, a usztywnić kijkiem! - Ale nie mam zamiaru tyle siedzieć, nie zależnie od tego, czy będą mnie tu trzymać siłą czy nie – uśmiechnęłam się lekko na wizję szarpiącej się Rue, która chce wyjść ze szpitala, bo uważa, że potrafi chodzić i nawet jeśli to jest prawda, lekarze nie chcą jej puścić. Chłopak chyba także pomyślał o czym podobnym, ponieważ i on się delikatnie uśmiechnął.
- Czyli nie umrę tutaj z nudów - powiedział. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, do sali weszła ta sama kobieta, która chyba mnie nie lubiła. Patrzyła się na mnie morderczym spojrzeniem, które chyba chciało mi wywiercić dziurę w głowie, albo spalić.
- Wszystko gotowe - skierowała się do Akumy z wózkiem inwalidzkim. - Zabiorę pana na badania - przystawiła czterokołowca (jakie porównanie) pod jego łóżko. Chłopak się ześlizgnął i jakoś wszedł na niego. Albo mi się wydawało, albo na prawdę ma coś z bokiem, ponieważ nie mógł się przekręcić. Bynajmniej sama nie będę tutaj leżeć i nie powinnam zanudzić się na śmierć.
Chłopak wyjechał z sali, a ja zostałam sama. Położyłam się na łóżku i założyłam ręce za głowę. Miałam zamiar się przespać, póki nie wróci, ale przerwały mi to otwierane drzwi, w którym pojawił się mój doktor Tony.
- Dzień dobry - odpowiedziałam to samo. Mężczyzna usiadł obok mnie na krześle, a ja się podniosłam do siadu. Tyle z mojego snu, ale wolę być przytomna, gdy tu siedzi. Tak na wszelki wypadek. - Jak się czujesz? - zapytał. Zauważyłam na jego czole zmarszczki, widocznie nie jest już najmłodszy. Dlatego nie znajdzie sobie kogoś w swoim wieku!
- Dobrze. Wiadomo już skąd ta krew z nosa? - zapytałam przechodząc na temat lekarzy.
- To było po prostu osłabienie organizmu - i w tym momencie zaczął mi tłumaczyć coś o tym, że jakieś tam cząsteczki broniły się w nodze, więc nie miały czasu na nos; tak to brzmiało w mojej głowie. Jedynie pokiwałam głową udając, że rozumiem.
- Jakoś w południe zabieramy cię na prześwietlenie nogi sprawdzić, czy dobrze się goi - uśmiechnął się lekko, co odwzajemniłam.
- No dobrze, to ja może odpocznę do tego czasu - powiedziałam kładąc się na twardym łóżku i marząc o moim wygodnym łóżeczku, poduszce... i o kocie! Choler*! Automatycznie podniosłam się z powrotem do siadu, gdy przypomniałam sobie o Mice. - Ku*wa! - przeklęłam nie zwracając uwagę na doktorka, którego chyba zdziwiło moje zachowanie. - Mój kot! - dodałam.
- Przepraszam, co co chodzi? - zapytał dotykając mojego ramienia. Automatycznie się odwróciłam w jego stronę, dzięki czemu zrzuciłam jego dłoń z mojej skóry.
- Mogę użyć telefonu? - zapytałam już spokojnie. Zgodziłam się podając mi cegłę; tak, jego telefon to prawdziwa cegła. Udało mi się jednak go odblokować i wybrać numer... zaraz... Pika nie... Azucar'a nie... Wiem! Smiley! Szybko wcisnęłam odpowiednie guziki, a kiedy w słuchawce rozbrzmiał głos mojej koleżanki, szybko przedstawiłam jej sytuację. Okazało się, że już wczoraj się dowiedziała o "wypadku" i już zajęła się kotką. Ulżyło mi. Oddałam Tony'emu telefon, po czym opadłam na łóżko. Podziękowałam mu, po czym wróciłam do słów, że odpocznę. Skinął głową, po czym wyszedł z sali.
O matko... jak ja mogłam zapomnieć o swojej kochanej kotce!

<Akuma?>

1 maj 2017

Akuma CD Rue

Niezbyt wiedział, jak się wytłumaczyć. Chociaż pamiętał już o wiele więcej, niektóre wspomnienia nadal pozostawały zamazane i niedokładne. Wiedział jednak, iż ona miała rację - nie mógł się tak wściec o to, że zrobiła mu kawał. Co prawda był zły, ale wyładował się na jej włosach. Gdy zjawił się lekarz zaczął na nowo odgrywać rolę chłopaka Rue. I za bardzo się wczuł, ale to chyba także nie wszystko. Więc o co innego mogło chodzić? Mógł być wściekły na Toniego? Dopiero teraz zdał sobie sprawę tego, iż przedstawił sobie właściwą wersję, co działo się z jego emocjami ,a raczej jak one przebiegały. Spojrzał w stronę leżącej Rue, najwidoczniej mocno dał jej w kość. Ale jej się nie dziwił, sam byłby obrażony, gdyby odpieprzyła coś takiego i to bez najmniejszego powodu. No, może wcześniej mu dopiekła, ale to nie powód, by mścić się na innych i wpadać w furię tak wielką że ochrona trzyma cię ze wszystkich stron, podając środki nasenne i na uspokojenie ( albo jedno w drugim? ). Westchnął przeciągle. Niezbyt wiedział, co teraz zrobić Mógłby ponownie zacząć temat ale czuł, że nie ma ochoty na rozmowę z nim. Może za jakiś czas? Chociażby pół godziny? Podobno kobieta, która nad nim czuwała miała się ponownie zjawić, ale nie był pewien, ile czasu upłynęło od jej ostatniej wizyty. Odczekał parę minut, próbując sobie wszystko poukładać. Może to faktycznie hormony? Ale tak nagle? To byłoby dość dziwne, przynajmniej jego zdaniem, a ekspertem w takich sprawach to on nie był. A może to przez to, że gdy maszyna podpięta do niego spadła i przestałą działać? Ale przecież oni, w sensie lekarze, wzięliby to pod uwagę. A może rozmowa z tym łysolem go tak wkurzyła? Nie był pewien.
- Rue... - w końcu odważył się odezwać. Jego głos brzmiał niepewnie i zupełnie tak, jakby prosił swoją mamę o coś niemożliwego. - Ja serio nie wiem, co we mnie wstąpiło. Przepraszam ,nie gniewaj się - nie był dobry w przepraszaniu i okazywaniu skruchy. Słowa przychodziły mu z trudem, do tego nie potrafił odpowiednio ich dobrać. - Po prostu chyba za bardzo wczułem się w rolę ułomnego i nadopiekuńczego chłopaka. Tak mi się zdaję. A może Tony mnie tak zdenerwował? Babka mówiła, że to może być też wina hormonów, ale jej nie wierzę - gdy nastąpiła niezręczna cisza, usłyszał szelest pościeli i odwrócił się w kierunku właśnie przekręcającej się w jego stronę dziewczyny.
- Może to przez mój żart? - spytała już mniej gniewnie, niż przedtem. W jej głosie słychać jeszcze było lekką irytację, ale o wiele bardziej obawy. Miał wrażenie, że zaraz zacznie się obwiniać o tą akcję z okresem.
- Wątpię, przecież to tylko żart, w dodatku sam w niego uwierzyłem. Ale przyznam, miałem ochotę kupić największy sekator w mieście i obciąć ci te kudły - zaśmiał się chicho, bo tylko na taki nierówny odgłos było go stać. Ale mówiło mu się o wiele łatwiej, w dodatku bez chrypy. Najwidoczniej lekarstwo zdążyło już zrobić swoje. Przynajmniej w większości, czuł się jeszcze nieco ospały. Po chwili usłyszał także jej śmiech, odbijający się echem w jego głowie, jak to czasem w filmach. Głównie horrorach, ale tutaj nie było nic strasznego. " Tak samo myśleli ludzie w horrorach, a parę minut później nie żyli", myślał.
- Mniejsza z tym,mają zrobić ci jakieś badania i wszystko wtedy się okaże - oznajmiła znużonym tonem. Najwidoczniej nie tylko on był już tym zmęczony. Postanowił zmienić temat, chociaż nie był on lepszy od poprzedniego.
- Mówili ci, ile będziemy tu jeszcze mniej więcej siedzieć? I ile będzie trwać rehabilitacja? - spytał, mając nadzieję, że usłyszy coś w rodzaju "Tydzień i tydzień". Jednak rana po postrzale goiła się długo, do tego Rue posiadała unieruchomioną nogę, co świadczyło o czymś poważnym, a rehabilitacja czasem trwa latami. Jednak nie wierzył, by w ich przypadku przeciągnęła się dłużej niż miesiąc. I miał nadzieję, że się nie myli, jednak i tak miesiąc to dla niego stanowczo zbyt długo. Chciał znowu stąd wyjść, nim po raz kolejny spotka Toniego i zdoła się z nim pobić.

< Rue? >

Vulnere CD Smiley

Zdziwiła się na pytanie Smiley. Przecież to jej praca, wynagrodzenie dostaje od Pika ( teoretycznie Papy, ale jakoś nie daje znaku życia ), więc dlaczego miałaby ofiarować jej rekompensatę? Może ze zwykłej wdzięczności? Niezbyt wiedziała jak się zachować. Przecież mogła powiedzieć to ze zwykłej grzeczności, a w rzeczywistości nie mieć najmniejszej ochoty na jakiekolwiek spotkanie?
- Z chęcią przyjdę - po części skłamała, a po części powiedziała prawdę. Preferowała swoje towarzystwo, jednak różowowłosa nie przytłaczała jej aż tak, jak inni. Więc dlaczegóż by nie? - Ale jak już mówiłam, to moja praca, więc nie musisz mi się za nic odwdzięczać. Poza tym pewnie zrobiłabyś to samo dla mnie, zwłaszcza gdybyś także była lekarzem - dodała, już nieco mniej pewnie, ale najwidoczniej jej towarzyszka nie zwróciła na to uwagi. Zamiast tego uśmiechnęła się jeszcze szczerzej, po czym weszła do sklepu. Vulnere zorientowała się gdzie jest dopiero wtedy, gdy zauważyła półki z przeróżnymi zwierzętami oraz akcesoriami dla nich. Wolała zwierzęta o wiele bardziej od ludzi. Podeszła do jednej z klatek, gdzie trzymano papugi skrzeczące i przeskakujące z jednej drewnianej belki na drugą. Małe papużki faliste, przynajmniej tak jej się wydawało. Po chwili nabrała pewności, gdy zobaczyła napis pod spodem. Do tego krótka informacja o tym, co jedzą oraz jak należy je traktować i czego się po nich spodziewać. W tym samym momencie zorientowała się, że nie ma przy niej Smiley. Rozejrzała się po sklepie i dostrzegła ją przy półce z karmą dla zwierząt. W ręku trzymała paczkę z psimi przysmakami. A więc posiada psa? A może parę zwierząt? Postanowiła o to spytać:
- Masz psa? - na moment spojrzały sobie prosto w oczy, szybko jednak jej towarzyszka wróciła do przeszukiwania produktów. Wybrała jeszcze jedną paczkę tym razem większą, zawierającą suchą karmę. Zawahała się na parę sekunda, ale ostatecznie odwróciła się z powrotem do niej i odpowiedziała:
- Tak, nazywa się Bisca, to pies pasterski - ponownie się uśmiechnęła, po czym zaczęła przepychać między ludźmi do lady, przy której stała już jedna osoba wraz z karmnikiem do klatki dla ptaków.
- Kocham psy, niestety żadnego nie mam - posmutniała. Obiecała sobie, że kiedyś to zmieni. O ile starczy jej czasu dla psa, w co nie wątpiła. Właściwie to nie posiadała żadnego, gdyż zwierzęta, jakie dotychczas posiadała to konie. Chociaż kiedyś miała psa... Umarł gdy miała czternaście lat i później jakoś nie interesowała się ponownym kupnem. A raczej jej rodzice. Wkrótce wyszły ze sklepu zoologicznego i udały się do kwiaciarni, jak wcześniej zapowiedziała Smiley. Była niedaleko, więc nie zdążyły zacząć kolejnej rozmowy, idąc w ciszy. Postanowiła, że także sobie coś kupi, jeśli ją zainteresuje. Kochała rośliny, ale głównie te, co nie okazywały się kwiatami. Bardziej jakieś drzewka, bądź inne doniczkowe. Zawsze chciała mieć drzewo w pokoju, to nie żart. Dlaczego to nie miało by się zmienić? Wchodząc do środka poczuła lekką wilgoć oraz zapach nasion, ziemi oraz delikatną, miejscami zróżnicowaną woń kwiatów. Podeszła do jednej z rośliny, która od razu przykuła jej uwagę - był to figowiec pospolity. Spojrzała na cenę - tylko dwadzieścia jeden? Byłą pewna, że nie wyda owoców, ani nie urośnie zbytnio duży, ale nie przeszkadzało jej to. Postanowiła go wziąć razem z doniczką. Posiadała ze sobą niemal sto złotych ( swoich - od pika zostało jej nieco ponad sto pięćdziesiąt ). Gdy podeszła do lady i zapłaciła za wszystko, otrzymując resztę odnalazła Smiley, pokazując swój łup. Oczywiście był w pudełku oraz w reklamówce, na jej życzenie, więc szybko wytłumaczyła, co zakupiła.
- A ty coś bierzesz? - spytała.

< Smiley? >

Smiley CD Vulnere

Pożegnałam się z chłopcami i wróciłam do swojego namiotu. Moje pupile przywitali mnie ciepło i były w dodatku uradowane. Wyszłam jeszcze z nimi na spacer, a tuż potem położyłam się spać.
~~ na następny dzień ~~
Wstałam dość wcześnie, a przynajmniej jak dla mnie. Wreszcie była już dziewiąta, a ja byłam już na nogach. Ubrałam się i poszłam na krótki spacer ze zwierzakami. Wyrobiłam się na czas co było naprawdę mało kiedy u mnie spotykane. Założyłam tylko torebkę i wzięłam pieniądze. Na spokojnie dotarłam na miejsce gdzie byłam umówiona z Vulnere. Już się nie mogłam doczekać, aby wyjść na miasto. Zauważyłam jak w moją stronę biegnie dziewczyna.
- I jak, lepiej ci już? - spytała się zdyszanym głosem dziewczyna.
- Co prawda boli, ale jest troszeczkę lepiej - odparłam. - To jak, idziemy?- spytałam się z ogromnym uśmiechem na twarzy.
- No pewnie - odpowiedziała.
Ruszyliśmy w stronę miasta, przy okazji porozmawiałyśmy sobie na przeróżne tematy. Po kilkunastu minutach znalazłyśmy się na samym targu.
- Tam jest apteka, więc może zaczniemy od niej - spojrzałam na dziewczynę, która stała tuż obok mnie.
- Wiesz muszę dużo kupić, więc może lepiej będzie zostawić to na koniec?
- Złożymy zamówienie i jeszcze dzisiaj przyniosą to nam do cyrku, więc nie masz co się martwić - puściłam oczko, a ona była jakby trochę zaskoczona. Chwyciłam ja za rękę i pociągnęłam ją, aż do samej apteki.
- Witaj Smiley - powiedziała starsza pani za lady.
- Dzień dobry, pani. I jak pani się czuję? - spytałam, podchodzić bliżej. Znałam babunie już od dość dawna, zawsze mi pomagała, albo ja jej.
- Dużo lepiej, a to dzięki twojej opiece. Czego potrzebujesz? - uśmiechnęła się do mnie.
- Ja obecnie niczego nie potrzebuje, no może oprócz maści, ale rzeczy których potrzebuje to ona - wskazałam na Vulnere. Obie się zagadały o czymś czego co ja kompletnie nie rozumiałam. Ich rozmowa trwała, trwała,... zupełnie jakby nie miała końca, ale wreszcie nadszedł kres rozmowy.
- Dzisiaj około siedemnastej wszystko powinno być na miejscu - powiedziała babunia, a my się z nią pożegnałyśmy.
- To co teraz? - spytała się dziewczyna.
- Muszę iść do tamtego sklepu - wskazałam na sklep po drugiej stronie. - ... no a potem muszę iść do kwiaciarni no i po składniki - odpowiedziałam.
- No to chodźmy - spojrzałam się na nią i przypomniało mi się, że chciałam się jej o coś zapytać.
- Chciałabyś może zjeść dzisiaj kolację u mnie? - spytałam. - Przynajmniej po części będę mogła ci jakoś podziękować za twoją pomoc.

<Vulnere?>

Rue CD Akuma

Obudziły mnie głos z tyłu. Z początku wydawało mi się, że śnie. Kiedy jednak zaczęłam się budzić, a głos zaczął nabierać barw i był coraz bardziej wyraźny, odwróciłam się o sto osiemdziesiąt stopni. Miałam zamiar spojrzeć na chłopaka, ale zamiast tego na drodze stanęła mi jakaś postać w białym fartuchu.
- Chyba oszalałem – to na pewno był głos przyjaciela. Czy się obudził, to dobrze. Już miałam ochotę iść po kubeł zimniej wody i wylać mu ją na twarz tak, jak to obiecałam mu wczoraj, kiedy nie reagował.
- Gorzej – powiedziałam cicho. Byłam strasznie zmęczona, ale czym? Przewróceniem się na drugi bok? - Całkowicie straciłeś kontrolę – dokończyłam. Gdybym znalazła słówko gorsze od "oszaleć" na pewno bym je użyła, ale w tej chwili nic mi nie przychodziło do głowy. - Jesteś walnięty – mruknąłem. Sama nie wiem czy byłam wtedy na niego zła, czy chciałam mu prawić wyrzuty.
- Za chwilę porozmawiacie – do naszej rozmowy wtrąciła się nie miłym tonem to dziwne babsko, które stało przy jego łóżku. Ugh... wczoraj nie mogłam, dzisiaj nie mogę... dajcie nam spokój! Chcę z nim tylko porozmawiać, jak normalni ludzie! A to, że będę się jego czepiać, to już moja sprawa.
Kobieta zaczęła mu o czymś mówić, coś o jakimś leczeniu które miało się odbyć za jakiś czas, kiedy będzie w pełni sił. Potem tak czy siak czekają go kolejne badania, ale tym razem nad stanem zdrowia po postrzale. Akuma nie wyglądał na zadowolonego, ciągle się na niego patrzyłam przez ramię doktorki, która swoją obecnością zaczynała mnie powoli wpieniać. Czułam się dzisiaj okropnie, a ona jeszcze mi stoi na drodze. Zaraz się zdenerwuje, tyle, że ja się opanuje i nie rzucę się na pierwszą lepszą osobę tak, jak to zrobił wczoraj chłopak. Jestem ciekawa, czy jest tego świadomy i zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę. A jeśli tak, to czy widzi w tym coś złego, czy jest to dla niego całkowicie normalna rzecz. Bo ja uważam, ze wręcz przeciwnie. Wyglądał na normalnego człowieka, bynajmniej mi się tak wydawało.
- Przyjdę po ciebie za godzinę – po tych słowach kobieta skierowała się do wyjścia. Czyli mamy tylko godzinę na to, aby to wszystko sobie wytłumaczyć. Może starczy, może nie. Jeśli nie, będę z niecierpliwością czekać na ciąg dalszy.
Kiedy drzwi się zamknęły spojrzałam surowym wzrokiem na chłopaka, który leżał jakby znieruchomiały na łóżku. Tyle dobrego, że chociaż przechylił głowę w moją stronę.
- Pierwsza rzecz jest taka, jak się czujesz? - nawet jeśli chciałam się na niego porządnie wydrzeć i go powyzywać od najgorszych ćwoków, to jednak musiałam się zapytać o jego zdrowie. Był tym pytaniem najwidoczniej zdziwiony, ale nie zwróciłam na to uwagi. Przez chwilę się nie odzywał, jakby ktoś mu odciął język, ale widziałam, że próbował coś powiedzieć.
- Jak zombie – w końcu się odezwał, a to porównanie świetnie pasowało do jego stanu.
- Tak, wyglądasz jakbyś umierał – stwierdziłam podnosząc się z leżenie, do pozycji siedzącej. Gdybym mogłam, usiadłabym po turecku, ale moja usztywniona noga mi na to nie pozwala.
- Dzięki – nie mam pojęcia czy miał to byś sarkazm czy ironia, nic z tego nie wyszło. Zapewne nie wrócił w pełni do sił, w sumie to nawet ta baba tak gadała.
- Druga sprawa jest taka, że jestem największym idiotą, jakiego znam – powiedziałam. Chłopak zmarszczył czoło, bynajmniej próbował. Zamknął oczy jakby światło go raziło.
- Wiem – mruknął niewyraźnie pod nosem. Cud, ze to zrozumiałam. - Po prostu... sam nie wiem co się ze mną wtedy stało – odwrócił głowę i teraz patrzył na sufit. Zmarszczyłam brwi, nie lubiłam, gdy ktoś uciekał ode mnie wzrokiem. To był jednocześnie denerwujące, ale w jakiś sposób czułam się niczym zwycięzca, skoro ode mnie uciekają. Tyle, że w tej chwili to ja kipiałam złością za to, że wczoraj tak dął się ponieść emocjom.
- Ja wiem. Straciłeś nad sobą panowanie, tylko czemu? - zapytałam. Milczał, a ja czekałam na daremno na jego odpowiedź. - Spójrz na mnie – długo tego nie wykonał. Dopiero gdy powtórzyłam te słowa ostrzej, pewniej i bardziej surowiej, skierował w moją stronę wzrok. - Nie chce mi się wierzyć, że zdenerwowałeś się tak po moim żarcie i wykorzystaniu twojej naiwności. Nie jesteś taki głupi – powiedziałam to, co sądziłam. Najwyżej się pomylę, ale to moje zdanie. - Chcę wiedzieć, co cię tak zdenerwowało.
- Nie wiem... - mruknął znowu odwracając głowę.
- Wiesz, ale albo nie chcesz mi powiedzieć, albo sam się do tego przyznać – fuknęłam wściekła. Położyłam się na łóżku i odwróciłam do niego plecami. Nie miałam już chęci z nim rozmawiać. Teraz to już sama nie rozumiałam, o co ja się denerwowałam. Może dlatego, że się o niego martwiłam?
<Akuma?>

30 kwi 2017

Akuma CD Rue

Ukłucie w ramieniu to jedno z ostatnich szczegółów, jakie zapamiętał. Miał już się wydrzeć, że nienawidzi igieł, ale poczuł, że nie ma sił do wykonania tak prostej, a zarazem trudnej dla niego czynności. Ręce oplatające całe jego ciało stały się tak ciężkie, że upadł na kolana. Widok zaszedł mu mgłą przed oczyma, więc twarze patrzące na niego ze skupieniem stały się jedynie kremowymi oraz brązowymi plamami, szybko jednak zamknął oczy. Częściowo dlatego, że światło lamp oślepiło go, a częściowo, bo utracił przytomność. Ciche przekleństwo było jego ostatnim słowem ( i tutaj pojawia się pytanie - jakim cudem wcześniej nie mógł mówić, a w momencie, gdy mdlał wypowiedział to jedno, pojedyncze słowo? ).
Obudził się ponownie podpięty do maszyn, tym razem słyszał jednak także huczenie. Co to mogło być? Głuche huki wydawały się dobiegać to z oddali, to z wnętrza jego ciała, tak jak z resztą reszta dźwięków, jakie słyszał - ciche szumienie, nerwowy oddech, zapewne swój, szelest poście. Gdy otworzył oczy, natychmiast tego pożałował, gdyż wokół panowała taka jasność, iż miał wrażenie, że go oślepiła. W tym samym momencie zawroty głowy, z których zdał sobie sprawę dopiero sekundę temu, znikły, a wszystkie dźwięki przez niego słyszane ustabilizowały się. I wtedy pojął, że owe huczenie było rytmicznym pulsowaniem w jego skroniach, a szum gotującą się w okolicach jego uszu krwią. Ponownie rozsunął powieki, tym razem odebrał jednak wszystko łagodnie. A przynajmniej bardziej od wcześniejszego razu. Ujrzał znany już sobie widok - biel pościeli, ścian oraz parę maszyn obok siebie oraz za sobą. Boże, czy to jest sen? Jeśli tak, to dosyć kiepski. Próbował się wyprostować, ale wszystkie jego mięśnie były zdrętwiałe i niezdatne do wykonania jakiegokolwiek ruchu, chociażby otwarcia ust, czy poruszenia palcem. Co mu było? Albo inaczej - co mu zrobili? Pamiętał wczorajszą ( a może i nie wczorajszą? ) noc jak przez mgłę. Jakby niemalże przezroczysta zasłona oddzielała go od dokładnych wspomnień. Był ogromnie wkurzony, miał ochotę pozabijać wszystkich wokół. Teraz, gdy o tym myślał, zdziwił się. Nigdy tak się nie zdenerwował. A żart Rue nie powinien tak na niego działać. Co prawda mógł się rozzłościć ale żeby aż rzucić się na pierwszą lepszą osobę? Tak, pamiętał to doskonale - skoczył na Toniego z zamiarem pobicia go na śmierć. Ale co go powstrzymało? Tego nie był pewien, pamiętał jednak uścisk na ramionach, klatce piersiowej oraz plecach. A więc ktoś go odciągał. Rue? Nie, jej nigdzie nie było. Zaraz... Rue, gdzie ona jest?! Próbował odwrócić głowę w prawo, gdzie powinno znajdować się jej łóżko, ale nic z tego. Zamiast jej ujrzał przed sobą nieznajomą sobie kobietę w białym fartuchu, trzymającą w ręce teczce. Pierwsze, co pomyślał to to, iż trzyma akt zgonu. Ale dlaczego ona miałaby umrzeć? Chciał się o coś spytać, ale nie mógł. Więc patrzył przestraszonym wzrokiem na nią, nie wiedząc co mu zrobili, gdzie jest Rue ( o ile nie było jej w pomieszczeniu ) oraz jakie zamiary co od niego ma ta pani.
- Jestem doktorem i psychologiem tego szpitala. Podano ci środek obezwładniający, przez to nie możesz się ruszyć. Teraz podam ci coś, co odwróci jego działanie - czy ona cały czas nad nim stałą i sprawdzała, czy czasem się nie obudził? Porąbana. Miał ochotę pokazać jej środkowy palec, ale po pierwsze zdążył już ochłonąć, a po drugie, to do cholery, nie mógł wykonać żadnego ruchu. Poczuł ukłucie w ramieniu i zorientował się, że ta babka o czarnych jak noc oczach wbija mu igłę w skórę. Myślał, że ponownie odleci. Nienawidził widoku igieł, zwłaszcza tych, które w nim tkwiły. Chwilę później poczuł, że może poruszać palcami. Potem mógł przekręcić głowę i poruszyć ustami. Przekrzywił szyję w taki sposób, by móc ujrzeć... Rue na jej łóżku! Chyba spała, ale nie był tego pewien. Miał ochotę się odezwać i coś do niej powiedzieć, ale jedynie co zyskał, to chaotyczne ruchy ustami oraz całą głową.
- Uspokój się, ona tylko śpi. Zastrzyk nie działa tak szybko - powiedziała lekarka niby ze znudzeniem. - Podczas gdy ty spałeś, wykonaliśmy na tobie parę testów i wszystko wygląda na to, że jesteś zdrowy - spojrzał na nią z uniesionymi brwiami. - No, nie licząc postrzału, rzecz jasna. Jeszcze porozmawiam z tobą i wystawię diagnozę, ale prawdopodobnie to wszystko wina hormonów. Pamiętasz, co wczoraj się stało? W nocy? - spytała się. Skinął głową. Ponownie próbował coś powiedzieć, ale z jego gardła wydobył się tylko cichy warkot. " Jak ze starego złomu", pomyślał. I w tej samej chwili usłyszał szuranie pościeli - Rue się obudziła. Posłał jej pytające spojrzenie. Nie wiedział, jak się wytłumaczyć ze swojego zachowania. Podjął kolejną próbę wypowiedzenia się i tym razem, o dziwo, udało mu się to.
- Chyba oszalałem - stwierdził ochryple, zacinając się przy ostatnim słowie i cicho się zaśmiał. Niezbyt wiedział, co było w tym takiego śmiesznego. Zdaniem tej baby to wina hormonów, ale czy serio mógł tak jeden, jedyny raz zwariować i atakować ludzi, wrzeszcząc na każdego?
< Rue? >

Rue CD Akuma

Nie sądziłam, że chłopak potrafi wpaść w taki szał, tylko dlatego, że zrobiłam sobie z niego żarty, a potem miałam jechać na badania. Akurat ta czerwona ciecz z nosa to była prawdziwa krew, żaden ketchup czy sok, tym bardziej, że nie mam nic takiego w zasięgu ręki. Niestety nie zdążyłam mu tego wytłumaczyć, nie zdążyłam z nim porozmawiać, bo gdy tylko jacyś mężczyźni w białych fartuchach i granatowych - to byli chyba ochroniarze – zabrali mnie z sali. Słyszałam tylko jak chłopak wrzeszczy, ale nie pozwolili mi do niego wrócić. Zamiast tego doktorek zabrał mnie na badania.
- Ja muszę do niego wrócić! On zaraz tam zwariuje! - krzyczałam, kiedy byłam z tony'm sama w jakiejś sali, w której miał mnie zbadać.
- Spokojnie, podadzą mu lek na uspokojenie i zbadają. Możliwe, że ma jakiś uraz – walnęłam się ręką w czoło.
- Czyli uważasz, że jest chory psychicznie?! - zapytałam oburzona. Przecież on się tylko wściekł, nic więcej! Dlaczego ludzie muszą zawsze wszystko wyolbrzymiać? Potem się dziwią, dlaczego na świecie chodzi tyle idiotów i rzekomo wariatów chorych psychicznie.
- To tylko teoria.
- W teorie może się bawić naukowiec. Ty jesteś lekarzem! Chcę natychmiast do niego pójść! - zacisnęłam palce na krześle, aż koniuszki mi zbielały. Doktor pokręcił głową.
- Nie możesz. Najpierw muszę zbadać, dlaczego ci leci krew z nosa.
- Chole*a! - wstałam.
- Po za tym specjaliści się nim zajmują – dodał szybko i podszedł do mnie. Opierałam się na jednej nodze, ponieważ druga nei była do tego zdolna. Czułam się jak bez nogi, równie dobrze mogliby ją mi odciąć, niż bandażować i usztywniać.
- Idę do niego – powiedziałam, gdy znowu słyszałam jego krzyk. Chole*a! Czy on nie potrafi się uspokoić?!
- Nie puszcze cię – zagrodził mi drogę. W pewnym momencie Akuma ucichł. - Podali mu już leki, nic nie zdziałasz – spojrzałam na sufit, jakby nade mną znajdował się przyjaciel. W głowie zaczęłam wyzywać cały ten szpital od najgorszych, użyłam wszystkich przekleństw jakich znałam. Musiałam wrócić na miejsce i dać się zbadać. Cały czas siedziałam naburmuszona i jedynie kręciłam, lub potakiwałam głową, gdy o coś pytał. Te parę minut wydawały się dla mnie wiecznością. Kiedy pozwolił mi wrócić od razu zeskoczyłam z siedzenia i praktycznie podskakując szłam w kierunku wyjścia. - Pomogę ci – nie zgodziłam się na to, zamiast tego wzięłam od niego jakieś kule i wyszłam na nich z sali. Potem i tak ich nie używałam, tylko dalej skakałam na jednej nodze. To było szybsze, niż męczenie się na tych dwóch kijkach. Wróciłam do sali, gdzie chłopak leżał dalej w tym samym miejscu. Tyle, że był podpięty jeszcze do jednej maszyny, leżał bez ruchu pod biała pościelą i gdyby nie to, że oddychał spokojnie, płynnie, a jego klatka piersiowa się unosiła, wzięłabym go za zmarłego. Weszłam do sali i usiadłam obok chłopaka.
- I po coś tak szalał - westchnęłam. Wzięłam jedną kulę i zaczęłam dźgać chłopaka w rękę. Zero reakcji. - Ile będziesz tak leżał? - chociaż mówiłam do niego, wiedziałam, że mi nie odpowie. Czułam się, jakbym siedziała przy zmarłej osobie z nadzieją, że jeśli będę do niej gadać, zdarzy się cud i ożyje. - Idiota... - mruknęłam pod nosem, po czym wstałam i poszłam do swojego łóżka. - Jak mi się jutro nie obudzisz, obleje cię kubłem zimnej wody - powiadomiłam go, chociaż wiedziałam, że i tak mnie nie słyszy. Trudno, pogadać zawsze można. Położyłam się na swoim łóżku i przez parę minut gapiłam się na chłopaka mając nadzieję, że zaraz się obudzi. Kiedy to jednak nie nastąpiło, poszłam spać. Bynajmniej zdawało mi się, że śpię.
<Akuma?>

Akuma CD Rue

"Boże, jaki ze mnie był idiota! Jak ja mogłem jej uwierzyć?! Kłamliwa, mała żmija! Jak tylko stąd wyjdziemy, kupie największy sekator w mieście i obetnę jej te pieprzone kudły! To dopiero będzie rolnictwo!" - myślał, wymyślając to coraz różniejsze historyjki na temat, jak ją zabić bądź upośledzić. Chociaż już jest zdrowo trzepnięta, pomyślał. Nie zwracał najmniejszej uwagi na doktora oraz Rue, pogrążony w swoich burzliwych myślach do momentu, aż nie wypowiedział stanowczego zdania:
- Bierzemy cię na badania, ta krew nie jest naturalna - powiedział.
- Chyba cię pogięło gościu, to jest farba, ketchup czy cokolwiek podobnego!- zawołał nadal oburzony Akuma, posyłając obojgu mordercze spojrzenie. Dziewczyna nadal miała niepoważną minę, jednak na twarzy łysego Toniego ( jakie rymy! ) widniał ewidentny niepokój. Posłał mu zaskoczone i jednocześnie zbulwersowane spojrzenie i wnet pojął, że tym razem to nie był żart.
- Ale każda krew jest naturalna - ściął, nadal trwając w fochu.
- Mnie to naturalna krew zaraz zaleje, jeśli nie dasz mi swobodnie działać - warknął lekarz. Ej, to było nie miłe! Tak nie powinno się traktować swoich pacjentów!
- Działać z moją dziewczyną?! Ty zboczeńcu! - zawołał, wstając nagle. Poczuł przy tym ból w okolicach rany od postrzału, ale się tym nie przejął. Musiał na czymś wyładować swoją złość, a padło na tego wrednego łysola. Nawet jeśli ceną jest dalsze udawanie chłopaka Rue. Przybrał bojową postawę, ale nie posiadał żadnych mięśni, którymi mógłby zagrozić starszemu od siebie facetowi.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło. A teraz odsuń się, bo nie przejadę...poza tym to ty masz leżeć, nie możesz wstawać!- udał, że się nim interesuje. Akuma spiorunował go spojrzeniem.
- Słuchaj pan, jeśli chce pan gdzieś z nią jechać, potrzebuje pan mojej zgody, a ja jej nie wyrażam, o ile z nią nie pojadę! - zawołał tak gniewnie, że aż sam się zdziwił. Albo dobry z niego aktor, albo na prawdę potrzebuje zrobić z czegoś awanturę. ( Raczej to drugie, rzecz jasna ).
- Proszę cię przestań i wreszcie usiądź! Muszę ją zbadać... - położył obie dłonie na ramionach chłopaka, próbując posadzić go z powrotem na łóżku. Wyrwał się, popychając przy tym mężczyznę.
- Nie będzie pan jej badał! A co jak powiem, że jest dziewicą?!- chociaż na celu miał wyładowanie się, coraz bardziej wczuwał się w swoją rolę i aż kipiał gniewem. Ponownie popchnął Toniego, tym razem tak mocno, że uderzył w drzwi. Oczywiście nie mocno, ale Rue natychmiast zareagowała.
- Akuma, przestań natychmiast! - zmrużył oczy, spoglądając w jej kierunku.
- A ty? Po której jesteś stronie? Będziecie się macać za moimi plecami?! - warknął do niej gniewnie. Nie wiedząc czemu,. furia z każdą chwilą w nim wzrastała. Maił ochotę w coś przyłożyć i złamać sobie rękę. A potem to samo zrobić z drugą i pogrążyć się w bólu. Nagle poczuł, jak coś odciąga go w tył - usłyszał trzask spadającej maszyny, do której był podpięty. Cienka igła połączona z przezroczystą rurką wysunęła się z jego ręki, przez co o mało co się nie przewrócił. Po chwili w pomieszczeniu znalazło się jeszcze paru mężczyzn, którzy zaczęli oblegać i doktora, i Rue, ale większość rzuciła się na Akumę, by powstrzymać jego próbę zaatakowania Toniego. Nie wiedząc, dlaczego, dopiero teraz zorientował się, że skakał do niego z pięściami, a mały włos trafiając go prosto w twarz. Dostał jedynie w ramie, ale sądząc po cichym krzyku i tak musiało nieco zaboleć.
- To zaburzenia emocjonalne, podaj mu leki. Trzeba będzie go przebadać pod względem psychiki - usłyszał czyiś głos. Że co? Go też chcą badać?! On się tak łatwo nie da! Jednak szybko został powstrzymany w momencie, gdy całe powietrze uszło z jego płuc.
- Gdzie jest Rue? I gdzie ten idiota?! On nie może jej przebadać, nie może! - wołał jak jakiś chory psychicznie. A może faktycznie coś mu było?
< Rue? Taka małą bijatyka ;P >

29 kwi 2017

Rue CD Akuma

Zaraz... czyli on na prawdę w to wierzy? Kto jest na tyle głupi i naiwny, żeby uwierzyć w taką historyjkę o okresie? No dobra, rozumiem, że to facet, ale żeby nawet tych podstawowych rzeczy nie znać? Nie powstrzymałam się i wybuchnęłam śmiechem, od którego zaczął mnie boleć brzuch, ale nie potrafiłam przestać. Ta jego niewiedza na temat miesiączki i naiwności przez którą mi uwierzył, nie pozwalały mi się uspokoić. On za to patrzył na mnie zdziwiony i jak na idiotkę, ale co zrobić, kiedy nie można się przestać śmiać? Byłam prawie z stu procentach pewna, że jeśli zaraz się nie uspokoję, zbudzę cały szpital. Ale czy to ważne?
- To umierasz czy nie? - zapytał rozgorączkowany. Próbowałam się uspokoić dobre dwie minuty. Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim, więc dlaczego by jeszcze się nie pobawić? Jest zabawnie! Bynajmniej dla mnie.
- Jeszcze nie - odparłam dalej z uśmiechem, ale już spokojna. - To jest drugi etap, po krwawieniu z twarzy - powiedziałam poważnie, chociaż miałam ogromną ochotę dalej się śmiać.
- Ile jest jeszcze tych etapów? - zapytał zaciekawiony. Człowieku... nie pamiętam, kiedy ostatnio się tak bardzo z kogoś śmiałam.
- Potem będę płakać, narzekać, gniewać się i wszystkich wyzywać, a ostatnia rzecz to osłabienie. Jeśli się je doświadcza, to znaczy, że już się nie obudzisz rano... - nastraszyłam chłopaka. Wyglądał na na prawdę zmartwionego. W tej chwili stłumiłam całkowicie śmiech i zrobiłam smutną minę, po której wymusiłam płacz. Tak to jest, gdy miało się w cyrku zawodową płaczkę. Nauczyłam się od niej tej praktycznej rzeczy jak wymuszanie u siebie prawdziwego płaczu.
- O matko! Ty płaczesz! - powiedział zdołowany, nie wiedział co robić. Ja za to świetnie się bawiłam. - A krew z nosa ci dalej leci! - dodał. Przyłożyłam dłoń do nosa i rzeczywiście czułam ciepłą ciecz, a kiedy spojrzałam na palce, zauważyłam czerwoną krew. Skąd ona się wzięła? Ale to nie ważne. Bynajmniej mi uwierzył.
- To tak jest... - chlipnęłam, po czym zmarszczyłam brwi. - Ale ty się strasznie czepiasz! - fuknęłam rzucając się na łóżko.
- Etap złości... - powiedział bardziej sam do siebie. Musiałam się odwrócić do niego plecami, aby na jego oczach nie wybuchnąć śmiechem. Jedynie się uśmiechnęłam i udałam obrażoną. - Ej no... - rzucił we mnie poduszką, a ja się nie ruszyłam. - Odwróć się do mnie - powiedział. Słyszałam jak wstaje z łóżka i idzie w moją stronę. - Słyszysz mnie?! - krzyknął. Przestałam się ruszać i zamknęłam oczy. - Ej no! Nie umieraj mi to! - krzyknął tak żałobnie, że nie powstrzymałam się i wybuchnęłam śmiechem, kiedy stał przed moim łóżkiem. - Z czego się śmiejesz?! - zapytał zdziwiony.
- Ty serio mi uwierzyłeś?! - zapytałam, a on speszony pokiwał twierdząco głową. - Ale idiota! - zaśmiałam się śmiejąc. - Ja żartowałam! - powiedziałam na koniec, a on przez parę sekundę nie zmieniał wyrazu twarzy, jakby musiał to sobie wszystko przetrawić. Dopiero po jakimś czasie zmarszczył czoło i spojrzał na mnie tak morderczym wzrokiem, że gdyby mógł, to jestem pewna, że zabiłby mnie nim.
- Że co?! - wręcz krzyknął, a ja usiadłam na łóżku.
- No to. Okres tak nie przebiega, nie umieramy od niego! - walnęłam się ręką w czoło dalej się śmiejąc z jego głupoty.
- Ty... - najwidoczniej nie potrafił znaleźć odpowiedniego słowa, aby mnie wyzwać, dlatego złapał mnie za szyję jakbym chciał mnie udusić, a w rzeczywistości znowu zaczął czochrać mnie po włosach.
- Ej! Bo znowu będziesz robić mi warkocza!
- Nie będę! - powiedział stanowczo nie przerywając czynności. Zrobił to dopiero wtedy, kiedy drzwi do naszej sali się otworzyły. Stał w nich zdziwiony Tony.
- Co tu się wyrabia? - zapytał oskarżycielskim tonem, jakby nie wiadomo co sobie wyobrażał.
- Ej, może Tony cię czegoś nauczy, na temat okresu? - zaproponowałam, po czym skierowałam się w stronę lekarza. - Akuma myślał, że umieramy od tego! - zaśmiałam się.
- Bo tak powiedziałaś! - krzyknął mierząc mnie morderczym wzrokiem.
- Nie musiałeś mi wierzyć ty psychopatyczny rolniku! - zaśmiałam się przypominając sobie wersję o jego życiu, jaką mi kiedyś wcisnął.
- Ugh... - wrócił na swoje łóżko.
<Akuma?>

28 kwi 2017

Akuma CD Rue

Zmierzył ją spojrzeniem przepełnionym mordem.
- Następnym razem nie popełnię tego błędu - wyrzucił gniewnie. Jak ona mogła go tak potraktować?!
- Nie będzie następnego razu, wymiotować mi się chciało gdy pomyślała, że moglibyśmy być ze sobą - zmrużył oczy na tę wypowiedź.
- No nie wiem, wyglądałaś jakbyś miała mnie rozebrać i zacząć macać na jego oczach - zażartował z niej, nadal używając kpiącego tonu. Pokiwał przy tym z niedowierzaniem głową, prychając na końcu, jakby chciał wyśmiać jej zachowanie. - To pożądanie w twoich oczach... - po tych słowach zrobiła taką minę, iż był pewien, że gdyby siedzieli bliżej, dostałby w twarz z pięści.
- Wszystko udawane, nie rób sobie nadziei - powiedziała przesłodzonym głosikiem, uśmiechając się przy tym tak uroczo, że miał ochotę rzygnąć tęczą.
- Tak, tak, wmawiaj sobie, udawane... - ciągnął. - Swoją drogą, okres serio aż tak boli? - spytał po chwili, z czystej ciekawości. Od lat słyszał różne żarty, rozmowy, widział obrazki na temat miesiączki, zwykle dotyczące tego, jak kobieta się podczas niej zachowuje. Usłyszał śmiech od strony Rue. Zabijał ją wzrokiem, chciał tylko wiedzieć! Przecież to facet, co on miał wiedzieć na temat okresu?!
- Pewnie już się o tym w szkole uczyłeś, ale u każdej przebiega to inaczej. Zawsze są jednak poszczególne etapy, a tego na lekcjach to już się nie dowiesz - pierwsza faza, jaka się pojawia, to zwykłe krwawienie. Potem dochodzą ogromne bóle. Potem stajesz się bardzo osłabiony, aż w końcu twój organizm jest tak wycieńczony, że nadmiar jest transportowany również do uszu, ust, nosa, oczu, przez co krwawimy również z tamtych miejsc - spojrzał na nią zszokowany. Nie miał pojęcia, że to coś takiego poważnego. - Ale to nic w porównaniu z tym, co jest później - powiedziała śmiertelnie poważnie i z bólem, jakby to już się u niej pojawiło - nadmiar krwi w całym ciele powoduje u nas wyostrzenie myślenia. A co idzie razem z tym? Tracimy rozum. Wszystko, co najdrobniejsze musimy szczegółowo analizować, wszystko wokół jest dla nas jak potężny cios w twarz. Zwykłe spotkanie ze znajomymi nas przerasta. Stajemy się chodzącymi zombie...
- Spotkało cię to już? Bo szczerze już wyglądasz jak zombie i... - nie dokończył, ponieważ poduszka uderzyła go prosto w twarz. - Okay, kontynuuj swój wywód - zamknął się. Nie wiedząc czemu, uderzenie lekko go zabolało. A może tak mu się zdawało? Sam już nie wiedział. Jednak to, co mówiła mu Rue było drastyczne. Nie dość, że krwawi z dupy, to jeszcze z twarzy oraz traci rozum?
- Właściwie to potem jest śmierć. Kobiety żyją krócej od mężczyzn - nie wiem, czy o tym wiesz.
- Umieracie przez okres?!- Zawołał.
- Tak, chociaż to różnica tylko kilku lat, to przecież tak częsta utrata krwi jest dla nas zabójcza... - powiedziała, jakby to było oczywiste.Nie mógł w to uwierzyć. Nie dość, że dzieją im się takie straszne rzeczy, to jeszcze na koniec przedwcześnie umierają? Boże, to jest okropne! A on umiera, gdy ma 37,8 stopni gorączki...
Stał nad śpiącą Rue i zauważył coś, co nim wstrząsnęło - dałby sobie głowę uciąć, że z jej ust wypłynęła kropla krwi! Potrząsnął ją szybko, by się budziła.
- Rue, ty masz okres! - zawołał. Gdy obudziła się i otworzyła oczy, obrzuciła go spojrzeniem, jakiego jeszcze nigdy od niej nie otrzymał. Został wręcz przez nie z m i a ż d ż o n y. - Dam słowo, krew ci leci z buzi! A co, jak umrzesz? Nie umieraj! - przestraszył się. Stala się dla niego jak młodsza siostra, rozstanie byłoby zbyt bolesne.
- Ty idioto, ty mi serio uwierzyłeś?! - Nagle zaczęła się histerycznie śmiać. Mimo ,że jest trzecia w nocy,m mimo, iż ją obudził, mimo, iż przed chwilą była na serio wkurzona i mimo tego, iż chyba umiera, śmieje się? Boże, a co, jeśli właśnie traci zmysły?! Nagle jednak dotarły do niego słowa dziewczyny. Co? Jak to, czy jej uwierzył? O co jej chodziło?
- Nie umierasz? - wybąkał chłopak tak cicho, że kolejna fala śmiechu, która zaraz wstrząsnęła dziewczyną wydała się głośna, jak wystrzał z armaty. Podszedł do swojego łóżka i usiadł, kładąc sprzęt trzymany w ręce obok ( nie chciał znowu czegoś rozwalić ). Gdy w końcu się uspokoiła, pokręciła głową, ocierając łzy. Nie wiedział co o tym myśleć - czyli w końcu coś jej jest, czy nie?
< Rue? >