Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rue. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rue. Pokaż wszystkie posty

24 mar 2018

Odchodzi!

RUE
#Powód: decyzja właścicielki, nowa postać

10 lut 2018

Rue CD Akuma

Pokręciłam głową, by pozbyć się niepotrzebnych myśli.
- Nie ważne. Zróbmy z nimi to, co mieliśmy zrobić - zażądałam. Chciałam stąd już odejść. Miałam dość tych przygód, ryzykowania życia, niezrozumianych zagadek, tajemniczych postaci, chcący nas na każdym kroku zabić i całego tego świata, w którym handluje się niewolnikami. Z jakiej racji to spotyka akurat nas?! Jesteśmy zwykłymi cyrkowcami, a nie jakimi biznesmenami, dążącymi do władzy, których dla bezpieczeństwa trzeba zneutralizować, a dokładniej to zniszczyć i wdeptać w ziemie.
- Tak tak - powiedział spokojnym głosem. - Dajce jeden. Sprawdzę go, czy to nie podróby. Nie warto się męczyć, by potem się okazano, że nie są prawdziwe. Skoro zrobił sobie z nich kolczyki, wszystko jest możliwe - Akuma podał mu jeden talizman. Obserwowałam, jak chwyta go dwoma palcami, delikatnie jak panienka i podchodzi do biurka. Nałożył okulary i zaczął mu się bardzo uważnie przyglądać. Wzięłam od chłopaka drugi egzemplarz i zaczęłam go obracać palcami.
Tyle kłopotów, przez takie małe gówienko. Ryzykowanie życia, dla biżuterii. Toż to niedorzeczne. Coś czuje, że po powrocie w nasze czasy, nigdy w życiu nie nałożę niczego na szyję. Każdy najcieńszy sznureczek będzie mi się kojarzył z podróżowaniem w czasie i z dziwnymi stworami. Właśnie... czy w tych czasach na prawdę istniały takie zmutowane stwory, które spotkaliśmy na początku "gry"? Czy ludzie mieli tego świadomość? Czy może to my wylądowaliśmy w miejscu, które jest niewidoczne dla innych, a te stwory to magiczne istoty stworzone na potrzeby gry? Właśnie... dalej nie rozumiem sensu tej gry. Wylądowaliśmy w czasach Szekspira i to nie wygląda na jakąś gierkę, gdzie umrzesz i wrócić do swojego świata, lub twoje rany będą automatycznie się goić. Jeśli się dowiem, kto za tym wszystkim stoi, wydłubie mu oczy, wsadzę mu je do gardła, połamie nogi i ręce i rzucę na pożarcie przez jakieś zmutowane stwory.
Akuma podszedł do ściany i się o nią oparł, a ja kucnęłam przy świeczce na ziemi, nie daleko przyjaciela. Nastawiłam przy płomieniu wisiorek, by móc mu się lepiej przyjrzeć. Był taki ładny, a taki niebezpieczny. Z czasem trzymając go nad ogniem, zauważyłam, że zmienił kolor z czerwonego na błękitny. Przyjaciel też to zobaczył i po chwili kucał obok mnie. Gdy dotknął palcem kamienia, natychmiast zabrał rękę sycząc z bólu, gdy się poparzył. William zwrócił na nas uwagę.
- Co wy robicie? - spojrzałam na niego. W okrągłych okularach wyglądał jeszcze zabawniej niż zwykle. Lekko się uśmiechnęłam, widząc jego powagę w oczach za tymi brylami. Wstałam i pokazałam mu kryształ w środku.
- Zmienił kolor - oznajmiłam. Wziął go do ręki i natychmiast puścił na biurko, gdyż zrobił ten sam błąd, co Akuma. Przeklął coś pod nosem i szczypcami podniósł wisiorek. Oparłam się rękami o biurko przyglądając się, co robił. Po chwili spojrzał na mnie krzywym wzrokiem.
- Wyjdźcie. Rozpraszacie mnie - nakazał. Wstałam ze zmarszczonymi brwiami. Mamy wyjść? I na razić się na jakąś bandę, która będzie się pytała, gdzie są kolczyki? - Wracajcie do budynku Logana. Tam wam nic nie grozi - zażądał. Po chwili obok mnie stanął Akuma.
- Wątpię. Widział wszystko, jak próbowaliśmy odzyskać naszyjniki - powiedział. William wstał pozostawiając oba naszyjniki na stole; jeden czerwony, drugi niebieski.
- Zaufajcie mi. Jak na razie to jest najbezpieczniejsze dla was miejsce. Nie szwendajcie się po mieście i przyjdzie do mnie jutro. Wszystko przygotuje - i wypchnął nas z pomieszczenia. Zamknął z tyłu drzwi, a my staliśmy na zewnątrz wryci w ziemię.
- Nie cierpię go - mruknęłam i się rozejrzałam gwałtownie na boki. Droga była czysta, bynajmniej tak mi się wydawało. Akuma nie odpowiedział. Ruszyliśmy szybkim krokiem przed siebie. - Myślisz, że możemy tam wrócić? - zapytałam go mając obawy co do tej decyzji. Logan nas zabije, jeśli nie powiemy mu prawdy. Mnie to na pewno zabije, za to, że go nie słuchałam, jako iż był "moim panem". Im dłużej to powtarzam, tym gorzej to brzmi.
- A mamy inne wyjście? - wzruszył ramionami, a ja poczułem ból w brzuchu. Żołądek z głodu chyba zaczął sam się trawić, albo przynajmniej zjadać mnie.
- Chodźmy coś zjeść. Od rana nic nie jedliśmy - skrzywiłam się, kiedy zaburczało mi w brzuchu. Przez te wszystkie wydarzenia, całkowicie zapomniałam o tym, że odkąd się obudziliśmy nie tknęliśmy żadnego żarcia. W tej chwili zjadłabym chyba najgorsze możliwe świństwo, jakie wpadnie mi do rąk.

<Akuma? Nauczyciele nie znają litości po feriach>

30 sty 2018

Rue CD Akuma

Iść za nim? Nie byłam pewna, czy to był ten "dobry" pomysł. Raczej ryzykowny. Facet nie wygląd na kogoś, z kimś można sobie zagrać w monopoly czy chińczyka. Prędzej można by go wynająć jako porywacza czy złodzieja, a może i nawet mordercę. W końcu wyglądał na typowego kowboja z Meksyku, który nie kieruje się żadnymi zasadami i bierze wszystko, co chcę. Ale czy mieliśmy inny wybór? Możliwe, że gdybyśmy wybrali opcję powrotu do Szekspira i wyjaśnienia mu wszystkiego, tajemniczy jegomość już dawno by zniknął może i z tych czasów. Ale zaraz... skąd on może mieć nasze medaliony? I po jakiego grzyba zrobił sobie z nich kolczyki?
Tak jak powiedział Akuma, ruszyliśmy za nim, starając się udawać zwykłych przechodniów, co jakiś czas kryjących się za ścianą. Mężczyzna wyglądał, jakby ktoś go śledził; coraz się odwracał, zatrzymywał i rozglądał, a rękę ciągle miał zaciśniętą na broni. Ludzie przyglądali mu się nie ze strachem, a raczej z obrzydzeniem. Posyłali mu katem oka zdanie "Idź się pieprzy* dziwaku", ale kowboj niewzruszony szedł przed siebie pewnym krokiem, ale za szybkim, jak na zwyczajnego przechodnia. Uciekał? Ktoś go gonił? Śledził? Czy może to on kogoś szukał? Nie... to nie pasuje. Przeszliśmy chyba już jakiś kilometr, a ja miałam powoli dosyć. Gdzie on tak długo szedł? To męczące, ale nie możemy się już wycofać. Tym bardziej, ze nie mam pojęcia, gdzie byliśmy. Ta część miasta była dla mnie obca. Budynki rozwalały się i trzymały chyba na ostatnich fundamentach, śmierdziało tutaj zdechłymi szczurami i zgnilizną, co jakiś czas przed nami przebiegały szczury, a co gorsza, nie było tu ani jednej żywej duszy, nie licząc podejrzanych postaci w kapturach. Takie miejsca kojarzą mi się ze stęchłymi dziurami, gdzie można legalnie gwałcić, ćpać, upijać nieletnich i handlować czym popadnie.
Mężczyzna skręcił w prawo i wszedł do starej fabryki, gdzie na drzwiach było napisane "Miejsce radioaktywne". Gdy zniknął za nimi, podbiegliśmy w to miejsce i pchnęliśmy ciężki metalowe drzwi, ale tylko trochę. Gdy pojawiła się mała szparka, zajrzałam przez nią. Sala była całkowicie pusta, nie licząc różnych taśm, metalowych belek i wielkich butli z tym samym znakiem mówiącym o toksynach, znajdujących się w środku. Co w tych latach ludzie produkowali?! Może niezapomniany sok jabłkowy, który zostanie w gardłach już na zawsze?
- Poczekaj - Akuma złapał mnie za ramię, kiedy chciałam wejść do środka. Sam zaś wychylił głowę i się rozejrzał. Sala była pusta, tak jakby mężczyzna wyparował.
- Co wy tu robicie? - usłyszeliśmy za plecami. Oboje prawie krzyknęliśmy ze strachu. Od razu się odwróciliśmy i zobaczyliśmy twarz Logana, spod kaptura. Przyglądał nam się ostrym wzrokiem. Był ubrany tak samo, jak reszta hołoty z tego miejsca; czyli miał na sobie wielką czarną pelerynę od stóp do głowy. Oboje zamarliśmy, nie mogąc nic powiedzieć. Skąd on się tu wziął? - Zadałem wam pytacie - zaczynał się niecierpliwić, a ja nie miałam żadnego pomysłu na wymówkę. Co, spacerowaliśmy sobie? Przecież mu nie powiemy, że kogoś śledziliśmy, bo to by się wiązało z tym, że musielibyśmy mu wyjawić całą nasza sytuację (tacy ludzie jak on chcą i musza za wszelką cenę wiedzieć wszystko). Podszedł bliżej nas i zmierzył nas surowym spojrzeniem. Żadne z nas nie odpowiedział. - Wynocha stąd. Później się z wami policzę - mruknął wkurzony pod nosem i łapiąc za ramię, odrzucił w bok. Drzwi, które były uchylone, zamknęły się z cichym trzaskiem. Ustaliśmy na nogach, mając zamiar odejść, gdy nagle jakaś postać pojawiła się za Loganem. Był to ten kowboj z naszymi talizmanami jako kolczykami. Wyciągnął rękę w kierunku chłopaka, w której miał zaciśniętą spluwę. Odblokował ją.
Szybko odepchnęłam "swego rzekomego pana" na bok i uderzyłam dwoma palcami pod pachą wroga. Ręka opadła mu w dół, a kula wystrzelona w tym samym momencie wylądowała obok nogi Logana. Uderzyłam go w jeszcze paru innych miejscach na całym ciele, aż w końcu opadł na ziemię. Oczy miał otwarte, ale nie mógł się poruszyć. Nogą wyjęłam z jego ręki pistolet, który kopnęłam parę metrów dalej.
Poczułam z tyłu głowy jak ktoś przykłada mi coś zimnego. Zamarłam widząc cień jakiegoś człowieka, który celował we mnie kolejną bronią. Serce mi zamarło.
- Kim jesteście? - zapytał chłodnym głosem, ale nim któreś z nas zdążyło się odezwać, mężczyzna został znokautowany przez Logana, który wstał i uderzył go z pięści w twarz. Wróg wylądował na ziemi z krwawiącym nosem. Upuścił broń, którą wzięłam do ręki. Akuma podbiegł do sparaliżowanego ciała i zdjął z jego uszu nasze talizmany.
- W nogi - miałam krzyknąć, ale z mojego gardła wydobył się tylko cichy pisk. Z bronią w ręku chwyciłam Akume za nadgarstek i pociągnęłam w stronę, z której przybyliśmy.

<Akuma?>

20 sty 2018

Rue CD Akuma

- Ale jak je znajdziemy? - zapytałam nieco zdenerwowana. Każe nam je znaleźć, ale jak? Ja nawet nie pamiętam już kiedy i jak je zgubiliśmy, na prawdę. Za dużo rzeczy nas spotkało, aby pamiętać o jakichś tam wisiorkach. Goniły nas jakieś stwory, płynęliśmy po rzece lawy, ja zostałam sprzedana jako niewolnik, on stał się uczniem Szkspira, nawiedził nas jakieś demon, mamy się bić, ja mam nauczyć kolesia sztuki paraliżowania... I jak spamiętać takie rzeczy, jak i kiedy zgubiliśmy te naszyjniki?!
Mężczyzna przekartkował książkę mówiąc nam, abyśmy mu dali chwilę. W tym czasie pozwolił nas przejrzeć jego książki. Akuma był tym wyraźnie zaskoczony, ale też uradowany. Od razu podszedł do szafki i zaczął przeglądać tytuły. Ustawiłam się obok niego, uważnie mu się przyglądając.
- Nie wiedziałam, że z ciebie taki znawca literatury - stwierdziłam w końcu. Spojrzał na mnie piorunującym wzrokiem i wrócił do książek, z lekka naburmuszoną miną.
- Czepiasz się - mruknął pod nosem.
- Nie przyzwyczaiłeś się jeszcze? - podeszłam do drugiej szafki, ale nie potrafiłam przeczytać większości tytułów, gdyż napis był albo całkowicie wyblakły, albo w innym języku. Wyglądało na ta łacinę, ale ja znawcą języków nie jestem.
- Znalazłem! - wykrzyczał w końcu z dumą w głosie łysy człowiek. Spojrzeliśmy w jego kierunku, kiedy ja byłam już obok niego, Akuma dalej przeglądał dzieła. Byłam ciekawa, czy zabierze ze sobą coś, tylko jak? Nie ma swojego plecaka, a wątpię, aby wyszedł z jakąkolwiek książką niepostrzeżenie schowaną za plecami lub pod ubraniem. Może cofnęliśmy się w czasie, technologia nie jest tak samo rozwinięta jak w naszych czasach, ale ludzie się nie zmienili. Byli, są i będą tacy sami, a Szekspir nie wygląda na jakiegoś kretyna, któremu zwiniesz spod nosa książkę, a on nie zauważy.
- Akuma - dopiero wtedy się odwrócił i spojrzał na nas zmieszany, a w jego oczach zauważyłem iskierki radości. Ciekawe, czy sam jest pisarzem... chyba mu przetrząsnę namiot, jeśli sam nie powie.
- Słuchajcie - odezwał się do nas obojga. - Istnieją pewne kryształy, które są jakby połączone z talizmanami. Potrafią wskazać drogę, ale najpierw trzeba je znaleźć. Istnieją tylko dwa - odwrócił się w naszą stronę. - Jeśli nikt jeszcze nie wpadł na ten pomysł, znajdziecie kryształy w głębokiej studni na pustkowiu. Na jej samym dnie znajduje się tunel, ale niestety jest wiele dróg. Ludzie już próbowali się tam dostać, ale zawsze się gubili i tam zostawali na zawsze.
- To niby dlaczego nam ma się udać? - zapytałam czując się coraz bardziej zdenerwowana. To wszystko było okropne. Miałam ochotę wyskoczyć przez okno o wybudzić się z tego cholernego snu. Szekspir w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami.
- Jesteście z bardzo dalekiej przyszłości, powinniście coś wymyślić - wstał i poszedł odłożyć książkę. W tym czasie zapytałam Akumy, czy pamięta, jak i gdzie zgubiliśmy talizmany. Stwierdził, że także nie jest pewny, ale chyba zniknęły zaraz po przeniesieniu się w czasie.
- Tak właściwie, to jakim cudem wpadły one w wasze ręce? No i gdzie je zgubiliście? - zapytał wchodząc do pokoju. Spojrzeliśmy po sobie z chłopakiem, ale on stał wryty. Co z nim się działo? Znam go na tyle długo, aby wiedzieć, że nie zdarzają mu się takie zawiechy. Po za tym już tyle razy byliśmy leczeni w szpitalu, ze na pewno by mu wykryli jakiś tam uraz.
- Do Akumy przyszła paczka, w niej były talizmany. Zniknęły zaraz po tym, jak się przenieśliśmy - wytłumaczyłam widząc, że chłopak chyba nie ma zamiaru się odezwać. Szturchnęłam go ramieniem, ale to chyba nic nie pomogło. Nad czym on tak rozmyślał? Szekspir opadł na krzesło, zbladł nagle.
- To bardzo źle - stwierdził. - Jest możliwość, że zgubiliście je podczas podróży. Jeśli tak, utknęły w innych latach. Jeśli to prawda, są bardzo małe szanse, że wrócicie do swoich czasów. Musielibyście czekać, aż ktoś przypadkiem tutaj wyląduje razem z nimi, ale szanse są nikłe. Chyba że... - zamilkł na chwile intensywnie myśląc (marszczył przy tym bardzo zabawnie czoło). - Ktoś to wszystko ustawił. Tylko kto? I po co? - zapytał chyba samego siebie. Kiedy on był w swoim świecie, odwróciłam się w kierunku chłopaka.
- Ej, spójrz na mnie - dopiero jak pstryknęłam go palcem w nos, zdawał się wrócić do świata. - Źle się czujesz, czy co? Wyglądasz jak zahipnotyzowany - mruknęłam cicho.

<Akuma? Chyba nieco pomieszałam wszystko... ale masz tydzień, by to ogarnąć, nie spiesz się>

17 sty 2018

Rue CD Akuma

Może być mistrzem pisania i tworzyć najlepsze sztuki na świecie, ale kobiety to on żadnej nie wyrwie. Nie z jego wyglądem. Wielkie oczy wychodzące wręcz z oczodołów, łysina na środku głowy i wielki puch po bokach. Wyglądał jak stara zniszczona kobieta, która właśnie zobaczyła ducha swojego męża, aż ze strachu oczy jej wyszły i wyłysiała nieco. No i ten oddech... Ten smród może zabić, jeśli zbyt blisko podejdziesz, ale na moje szczęście, to Akuma był bliżej niego, niż ja. Co mu się stało? Czyżby był jego wielkim fanem? Bo na razie to ślinienie się i błysk radości w jego oczach tylko na to wskazuje.
Po moim szybkim i nieco bezsensownym wytłumaczeniu – równie dobrze może nas wziąć za dziwaków, którzy poszli szukać swoich wisiorków na drugi koniec świata – oczy jakby mu się bardziej rozszerzyły, otworzył usta by coś powiedzieć, zrezygnował i wpatrywał się w nas podejrzanie. Wydawało mi się, ze jego wzrok przeszywa mnie na wskroś, a speszony Akuma zwiesił głowę, jakby był za coś karany. Jeśli wrócimy do naszych czasów i do cyrku, wypomnę mu to z uśmiechem głośno śmiejąc mu się w twarz. Tak mi teraz tego brakuje... a niestety te cholerne okoliczności psują urok tych zabaw.
- Zgubiliście naszyjniki i nie jesteście stąd? - zapytał podejrzliwie. Milczeliśmy, aż w końcu oboje pokiwaliśmy głową. Wyprostował się, wyglądał na dumnego, jakby właśnie odkrył parę wariatów, szukających jakichś debilnych talizmanów. Miał poważną minę, która nie wyrażała nic. Długo tak staliśmy w ciszy. Akuma po jakimś czasie znowu zniżył głowę, a ja wpatrywałam się w niego twardym spojrzeniem, tak samo jak on nas mierzył chłodnym. Myślał? Nad czym? Pewnie nad tym, gdzie nas wysłać. Na komisariat, zadzwonić po służby specjalne, czy bezpośrednio zaprowadzić do psychiatryka? Nie wiedzieć czemu, właśnie tak się czułam; jak wariat szukający wisiorka po całym świecie.
- A jak wyglądały wasze naszyjniki? - zapytał w końcu. Opisaliśmy go jako czerwony szlachetny kamień, w środku czarnych matowych zawijasów.
- Chodźcie za mną – powiedział. Przyjaciel wyglądał, jakby wielki ciężar spadł mu z serca. Spojrzał na mnie, a ja tylko wzruszyłam ramionami i podążyliśmy za historycznym pisarzem. Prowadził nas krętymi uliczkami, wydawało mi się, że chce nam zamącić w głowach, byśmy nie wiedzieli, jaką drogą szliśmy. W końcu jednak zatrzymaliśmy się przed wysokim budynkiem, zadbanym i odśnieżonym. Szekspir podszedł do drzwi, otworzył je i kazał wejść do środka. Lokum przypominało teraźniejsze (z moich czasów, czyli przyszłości) bloki mieszkaniowe, z tym, że tutaj schody były nieco krzywo wylane, a barierka była drewniana. W niektórych domach nie było drzwi, a my musieliśmy pójść na samą górę, aż zaprosi nas do swego mieszkania.
Kazał się rozgościć i kiedy zniknął, my zdjęliśmy buty i rozejrzeliśmy się po jego sypialni. To nie był zwykły pokój z łóżkiem czy biurkiem. Pokój przypominał bibliotekę. Przy dwóch ścianach stały ogromne regały wypełnione po brzegi książkami i jestem pewna, że gdyby nie okno w jednej ścianie i łóżko przysunięte do drugiej, dorobiłby kolejne szafki i wszystkie cztery ściany chowały by się za okładkami. Akuma oglądał to wszystko z otwartymi ustami, otwierając szeroko oczy, a mi się bardziej chciało śmiać z niego, niż podziwiać te wszystkie dzieła.
Po chwili Szekspir wrócił z książką w dłoni. Okładka była czarna i chyba stara, skoro w paru miejscach była porwana, a nawet przypalona. Nie miała tytułu. Usiadł przy stole, na którym stała lampka. Mimo jasności w pokoju zapalił ją i otworzył książkę. Podeszliśmy do niego. Kartki były żółte, a napisy wyblakłe. Ile ta księga mogła mieć lat? Ponad to była napisana dziwnymi literami, niezrozumiałymi. Jakby ktoś kazał dziecku napisać tekst, a jego litery wyszły nie tylko koślawe, ale chyba parę dodał od siebie. Najciekawsze jest to, że na dole strony widniał rysunek, przedstawiający talizman. Wyglądał on dokładnie tak samo, jak zapamiętaliśmy swoje.
- To one? - wskazał na rysunek. Skinęliśmy głową. Wyglądał na zmartwionego, mruczał coś pod nosem przez jakiś czas patrząc na stronę, a ja z Akumą nie wiedzieliśmy, co robić. Zostało nam tylko czekać.
- To z jakich czasów pochodzicie? - zapytał w końcu. Brzmiało to tak zwyczajnie, jakby pytał o pogodę lub wiek któregoś z nas. W jego głosie mogłam usłyszeć tylko spokój, jakby to pytanie zadawał każdemu napotkanemu. O co w tym wszystkich chodzi?

<Akuma? Wracamy do pisania>

9 gru 2017

Rue CD Akuma

Wariat. Kompletny wariat i psychopata, który umie wywrócić oczy w taki sposób, że widać tylko białka. Trzymałam świece w dłoni, aby móc dokładniej przyjrzeć się jego twarzy, ale nie zdążyłam. Mówił o kimś, kto właśnie po nas idzie. Nie tylko psychopata, ale także opętaniec. Co to za czasy?!
- Kto? - zapytałam nie rozumiejąc o czym on mówił.
- Nie ma czasu na wyjaśnienia – powiedział pospiesznie. Kazał nam się złapać za ręce. Usłyszałam za ścianą głuche odgłosy kroków. Gdy zrobiliśmy to, co kazał, drzwi się otwarły, ale w nich nikt się nie pojawił. Otworzyły się z taką siłą, że najpierw uderzyły o ścianę, a potem zawisły na ostatnim zawiasie. Po chwili mężczyzna dotknął naszych dłoni. Dziwny blask oślepił mnie nagle, zamknęłam oczy, czując dziwne zawroty głowy i okropne zimno. Nie mogłam podnieść powiek, ponieważ światło raziła mnie nawet z zamkniętymi. Po chwili siedziałam na czymś zimnym. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, ze znajdowaliśmy się na pustym śnieżnym polu, a zimno pod tyłkiem to śnieg. Wszędzie śnieg, żadnych drzew czy najmniejszego kamienia lub korzenia wystającego spod białej warstwy. Od razu zaczęłam się trząść. Spojrzałam na nich. Akuma także zareagował na zimno, a Sean odetchnął z ulgą. Para wyleciała z jego ust.
- Gdzie ty nas... - zaczął, ale nie skończył, zapewne nie widząc jak to ująć. Teleportował? Na prawdę? Czy może leciał z prędkością światła? Zaraz, nie ma skrzydeł... A może to sen? Tak bardzo bym tego chciała...
- Poczekajcie – machnął rękoma i wyjął zza pleców jeden, a potem drugi kożuch. Podał nam je i bez zastanowienia nałożyłam swój. Dalej się rozglądałam w poszukiwaniu czegokolwiek, ale jedynie, co tu było, to rażąca w oczy biel śniegu. - Uciekliśmy, nie znajdą was tu – delikatnie się uśmiechnął, jakby tymi słowami wytłumaczył nam całą akcję. Oboje z Akumą spojrzeliśmy na niego jak na kompletnego idiotę.
- Mów jaśniej! Kto! - wykrzyczał zdenerwowany chłopak. Obcy chwilę milczał mierząc go zirytowanym wzrokiem.
Zaczął opowiadać o Infirytach; stworzeniach stworzonych przez demony. Niewidzialne stwory, które widzą tylko anioły i ich podgatunki, takie jak on. Opowiedział o dwóch medalionach, które po jego opisie wyglądały dokładnie tak samo, jak te, które my dostaliśmy. Z góry dowiedział się, że my byliśmy ostatnimi, którzy je dotknęli, dlatego poszukują nas te Infiryty, aby oddać je dla swoich panów, co będzie miało okropny skutek. Bowiem może to nawet zniszczyć świat, gdyż podróżowanie w czasie jest niebezpieczne, a nawet najmniejsza zmiana w przeszłości, może wywołać kataklizm w przyszłości. On, jako wysłannik Boży miał nas odnaleźć i uchronić także medaliony.
- Tak więc gdzie je macie? - zapytał. Spojrzeliśmy po sobie z chłopakiem i milczeliśmy. Uwierzyć, czy nie? W normalnym świecie takie rzeczy są wyśmiewane, a mówca brany za czubka. Ale po tym wszystkich trudno jest nie uwierzyć w taki ciąg wydarzeń. Tylko dalej nie rozumiem, jakim cudem talizmany były skierowane do Akumy. No i dziwne jest to, że on, jako wysłannik boży nic nie wie, że my je zgubiliśmy. W końcu skoro rozmawia z Tym na górze, a on wszystko widzi, to czemu nic mu nie powiedział? Coś mi tu nie gra...
- Nie mamy – odpowiedziałam po długiej chwili ciszy, podczas której Sean zaczynał się niecierpliwić. Spojrzał na nas zdziwiony, zauważyłam, że lekko się unosił w powietrzu, jego stopy wisiały nad ziemią jakieś trzy centymetry.
- Jak to ich nie macie?! - zapytał niższym głosem, wcale do niego nie podobnym.
- Po prostu, zgubiliśmy – odpowiedział chłopak. Sean zmarszczył brwi mierząc nas morderczym spojrzeniem. Jego oczy stały się czerwone. Odeszliśmy dwa kroki w tył oglądając, jak wysłannik boży unosi się coraz wyżej, jego skóra zmienia kolor na czarny, pokrywa się łuskami, palce stają się zaostrzone niczym szpony, a na głowie wyrastają zakręcone rogi. Czyli tak wygląda coś, co zesłał Bóg? Nie wydaje mi się.
- Nie wierzę... Ludzie z przyszłości są jeszcze głupsi, nić teraźniejsi... - powiedział załamany i... zniknął. Biały blask ponownie nas oślepił, ale tym razem tylko na sekundę. Sean'a nigdzie nie było, nie pozostało po nim nic, dosłownie. A my przenieśliśmy się z białego pola na środek miasta. Ludzie nie zwrócili na nas uwagi, tak jakbyśmy tu stali od samego początku.
- Co się stało? - zapytałam bardziej sama siebie, rozglądając się wokół. Tą ulicą szliśmy z Loganem, kiedy nas wyprowadzał z targu niewolników.
- Wydaje mi się, że to nie był żaden wysłannik – powiedział lekko naburmuszony chłopak. Spojrzałam na niego nie odpowiadając. Nie miałam pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Czyli to, co mówił, było kłamstwem? Czy jednak w jakimś stopniu mówił nam prawdę? Nie mam pojęcia... - Trzeba znaleźć te cholerne wisiorki – przyznałam mu rację, ale problem był taki, że nie wiadomo, gdzie ich było szukać. Zaczęliśmy iść kamienistą drogą przed siebie mając nadzieję, ze natrafimy na coś przydatnego. I tak się stało. Jakoś po dziesięciu minutach, gdy znaleźliśmy się na końcu miasta i mogliśmy zobaczyć las, którym Logan nas kierował do swojego dziwnego lokum, moją uwagę przykuła dziwna postać. Samego Szekspira mogłam oglądać tylko na zdjęciach i była to jedyna morda, którą zapamiętałam. Zatrzymałam się i pociągnęłam chłopaka za ubranie.
- Zobacz – wskazałam mu mężczyznę z gołym czołem i włosami po bokach. Dlaczego go zapamiętałam? Bo wyglądał koniecznie. Widziałam facetów łysych, z wygolonymi bokami, czy puchem, zamiast włosów, ale tak komicznej głowy nigdy w życiu. Wyglądał okropnie i ohydnie, a mi się kojarzył z brzydką panienką, która przez notę zaczęła łysieć na czubku.

<Akuma?>

2 gru 2017

Rue CD Akuma

Okropnie się czułam, gdy nagle wszystkie twarze skierowały się w nasza stronę. Tak, jakbym właśnie miała dokonać czegoś niemożliwego zwracając na siebie ich uwagę. Trzeba się uspokoić, bo na prawdę zaczynam wariować. Gdy zaczęliśmy iść w kierunku wolnych miejsc, które znajdowały się gdzieś na środku po lewej stronie, większość wróciła do jedzenia, które swoją drogą świetnie pachniało. Ta woń unosząca się w powietrzu... od razu zaburczało mi w brzuchu. Usiedliśmy na krzesła, a wtedy już nikt na nas nie zwracał uwagi. W sali ponownie rozległ się harmider i stuk kubków, z których prawie się wylewało piwo. Szybko przeleciałam wzrokiem po potrawach i nałożyłam sobie do talerza dwa kawałki kurczaka i chleb. Do szklanki nalałam wody.
- Czemu się spóźniliście? Niewyraźnie się wysłowiłem o której kolacja? - dopiero teraz zauważyłam, że obok Akumy siedział Logan. Mierzył nas poddenerwowanym wzrokiem, trzymając w dłoni udko. Mimo tego hałasu, usłyszałam go bardzo wyraźnie. Co ciekawsze, nikt nie zwrócił na nas uwagi, każdy był zajęty swoją osobą. Nie potrafiłam zrozumieć o czym rozmawiają, jedynie mogłam wyłapać parę słów jak "mocno", "uderzyć" czy "piwo".
- Nie wiedzieliśmy, która godzina – odpowiedział chłopak po namyśle.
- Na prawdę? Myślałem, że skoro jesteś uczniem Szekspira, to masz więcej talentów, niż ktokolwiek z nas – powiedział drwiącym głosem. W myślach stwierdziłam, że ma rację. Mamy o wiele więcej talentów niż oni, gdyż my jesteśmy z przyszłości i wiemy o rzeczach, które pewnie się nawet jeszcze nie wydarzyły. Ale to nie ważne, teraz bałam się, że wpadniemy. Milczałam, czekając, aż Akuma coś wymyślił. W tym czasie zapchałam usta mięsem, aby wymigać się od odpowiedzi, gdyby oczekiwał jej ode mnie. - Tym bardziej, że podróżnicy powinni umieć odczytywać godzinę ze słońca – dodał. Coraz bardziej się bałam, ze coś nie wyjdzie. Nawet jeśli widziałam, że nikt nas nie słyszy, nikt nie jest nami zainteresowany, to czułam, że jednak się nam przyglądają i nas słuchają. Jakby chcieli znaleźć ten jeden moment, w którym się potkniemy i wszystko się wyda.
- Mylisz się. Nigdy nie potrafiliśmy odczytywać godziny ze słońca. Sami sobie wybieraliśmy porę kiedy jemy czy idziemy spać – próbował się wytłumaczyć. Brzmiał pewnie. Ja bym zapewne zaczęła nawijać jak szalona, co by było bardzo podejrzane. A w jego głosie był tylko spokój. Mogłam odetchnąć na razie z ulgą.
- Na prawdę? - usłyszałam zdziwiony głos mężczyzny. Ponownie ugryzłam mięso i napiłam się wody. Akuma skinął głową. - Więc jesteście większymi idiotami, niż wyglądacie – odwrócił się do nas bokiem i powrócił do jedzenia. Także się wyprostowałam marszcząc brwi. Na prawdę? Jesteśmy idiotami? Gdybyśmy im zaczęli nawijać o przyszłości, pewnie uznali by nas za wariatów, a potem dopiero za magików, gdyby nam w jakiś sposób uwierzyli. Musieliśmy jednak milczeć i w tej ciszy wróciliśmy do kolacji. Żadne z nas się nie odezwało, byliśmy pochłonięci konsumowaniem mięsa. W pewnej chwili zachciało mi się napić piwa, ale stwierdziłam, że nie będę ryzykować, mimo, iż koleś obok mnie mi to proponował. Hałas w sali powoli znikał, wraz z ludźmi, którzy najedzeni opuszczali to miejsce. My stąd wyszliśmy prawie ostatni, jednak "mój pan" nas zatrzymał. - Skoro nie umiecie odczytywać godziny, obudzę was jutro wcześniej i nauczę tego. Nikt nie będzie po was chodził, żebyście zeszli na jedzenie czy treningi – oświadczył. - Lepiej to doceńcie, normalnie to byście musieli zgadywać, co jest kiedy i najwyżej szli byście głodni spać – odwrócił się i wyszedł. Spojrzeliśmy po sobie z Akumą, po czym opuściliśmy jadalnie. Znowu zaczęliśmy krążyć po budynku w poszukiwaniu naszego pokoju; najpierw trzeba znaleźć korytarz, a potem odpowiednie drzwi, co będzie trudne, bo każde jest takie same. Wałęsaliśmy się jakiś kwadrans, a potem dziesięć minut wybieraliśmy odpowiednie wejście. Tak czy siak najpierw się pomyliliśmy, wchodząc do pokoju jakiejś dziewczyny. Szybko je zamknęliśmy i weszliśmy do drugiego obok, który okazał się naszym. Podeszłam do łóżka i położyłam się na nie plecami tak, że nogi miałam na ziemi.
- Nie mają tu zegarków? - mruknęłam zamykając oczy. Okropnie się najadłam i miałam wrażenie, że zaraz zasnę.
- Nie mam pojęcia, ale w tych czasach chyba powinni mieć – chłopak usiadł obok i także się położył. - Jak nas wypuszczą, od razu trzeba się zastanowić, co zrobić.
- Ale tylko ciebie – zauważyłam. - Mnie może nie puścić – mruknęłam niezadowolona. Nie sądziłam, że kiedykolwiek zostanę czyjąś niewolnicą; na dodatek w przeszłości. Przydałoby się go słuchać, skoro nie każe mi się bawić w typową kobietę od garnków.

<Akuma? Błogosławiony weekend>

25 lis 2017

Rue CD Akuma

Tak jak wcześniej kłamanie nie sprawiało mi żadnego problemu, tak teraz czułam, że oboje zaraz wpadniemy. Gdyby nie wymyślona historyjka Akumy, na pewno coś by podejrzewali. Teraz jednak jest szansa, że w to uwierzyli. Jesteśmy podróżnikami, mnie złapano i sprzedano, a to wszystko były tylko przypadkowymi zdarzeniami. Wszyscy mierzyli nas podejrzliwym wzrokiem. Ścisnęłam mocniej jego rękę i zacisnęłam zęby. Miałam ochotę stąd uciec, wszystkich ich sparaliżować i uciec z chłopakiem jak najdalej. Odnaleźć cokolwiek, co by nam pomogło i wrócić do naszego świata, a raczej do przyszłość. Przecież takie rzeczy dzieją się tylko w filmach!
- Nie ważne. Na razie zostajecie z nami - powiedział Logan, na co poczułam ogromną ulgę. Czułam się, jakby kłamstwo przytłaczało mnie jak małe dziecko, które dopiero uczy się tej sztuki. - Chodźcie - odwrócił się i machnął ręką, abyśmy za nim poszli. Pospiesznie ruszyliśmy za nim, by nie stać już w centrum koła zaciekawionych wojowników. Widziałam kątem oka, jak dopiero teraz podnoszą sparaliżowaną dziewczynę, a ona mierzy mnie morderczym spojrzeniem. Przełknęłam gulę w gardle prostując się. Przybrałam poważną minę, ale w środku się trzęsłam. Przecież ona mnie udusi, jak tylko usnę. Oni wszyscy chyba to zrobią. Nie puszczałam Akumy, aż nie przeszliśmy długiego korytarza. Tutaj smród całkowicie zniknął, czułam tylko powiew wiatru, który wciskał się między szczeliny.
- Gdzie idziemy? - zapytałam. Logan chwilowo milczał, aż otworzył drzwi. Ukazał się nam kolejny korytarz, ale tym razem po obu stronach znajdowały się drzwi.
- Będziecie tu spać jak każdy. Chcecie razem czy oddzielne? - zapytał odwracając się w nasza stronę.
- Razem - powiedzieliśmy wspólnie. Logan podniósł jedną brew do góry i skinął głową. Podszedł do jednych drzwi i je otworzył.
- Żadne nie zamykają się na klucz. Kolacja jest o osiemnastej, łatwo znajdziecie salę - podeszliśmy bliżej i zajrzeliśmy do środka. - Obudzę was jutro - wyminął nas i wyszedł. Spojrzeliśmy po sobie i weszliśmy do środka. Każdy z nas zaczął oglądać pokój, chociaż dużo tego nie było; prowizoryczny salonik z jednym łóżkiem, krzesłem i biurkiem oraz stare drzwi, prowadzące do łazienki. Poczułam dreszcze na plecach wchodząc głębiej.
- To wygląda jak pokój z tamtej organizacji. Pamiętasz? - do głowy wróciły wspomnienia, jak pakowali nas osobno do samochodów, a potem do jakichś pokoi z podglądem. Pamiętam, jak się wykłócałam o kamery w łazience, bo nie chciałam, żeby nas podglądali.
- Jak mógłbym zapomnieć - chłopak usiadł na łóżku, a ja wyjrzałam za okno. Szara ulica z nudnymi ludźmi i takimi samymi budynkami.
- Przeszłość jest okropna i brzydka - mruknęłam obserwując wóz, na których jechało dwóch chłopców w kajdankach. Szybko odwróciłam wzrok, gdy spojrzeli w moją stronę. - Ciekawe, czy jedzenie będzie dobre jak tam - zapytałam samą siebie idąc do łazienki. Po otwarciu drzwi coś przebiegło przed moimi stopami. Miałam ochotę zwymiotować.
- Tam się najedliśmy tak, że nam brzuchy sterczały.
- Nie chciało mi się iść do pokoju, wolałam, aby ktoś mnie tam zaniósł - zaśmialiśmy się pod nosem. - Nie jesteśmy sami - zamknęłam drzwi kierując się do chłopaka. - Karaluchy będą cie łaskotać w nogi, pajączki w brzuch, a inne robaczki zrobią ci masaż - wystawiłam język z obrzydzeniem.

<Akuma? Ja śpię od brzegu! Robaki ze ściany pójdą do ciebie>

19 lis 2017

Rue CD Akuma

Zaraz, o czym my tu własnie rozmawiamy? Czy oni się z nas nabijają? Ta, tyle, że nie wyglądają na takich, co chociażby żarcik opowiedzieli. Więc...
- Który mamy rok? - wtrąciłam się, przez co zostałam ostro zmierzona wzrokiem.
- Pierwszy zadałem pytanie - odpowiedział. Pociągnęłam za rękę Akumę.
- To poczekaj - zaciągnęłam chłopaka z dala od nich. Stanęliśmy sami w miejscu, gdzie walczyłam. To wszystko było bardzo dziwne...
- W którym roku żył Szekspir? - zapytałam.
- Jakoś w XVI wieku - powiedział po namyśle i sam spojrzał na mnie zdziwiony, powoli rozumiejąc sytuację.
- Wiesz, dla mnie to nie jest żadna gra. Jakim cudem przenieśliśmy się do przeszłości? - nie uzyskałam odpowiedzi, ponieważ obok nas nagle pojawił się Logan. Mierzył nas podejrzliwym wzrokiem. Odwróciliśmy się w jego stronę.
- No mów - popędził chłopaka, który zamilkł. Lekko go szturchnęłam.
- Ale co? Mam ci na prawdę zarecytować go? - zapytał zdziwiony. Logan skinął głową i założył ręce na krzyż. Czekał, a nie wyglądał na typa, który był cierpliwy. Nie w takich sytuacjach. Akuma chwilę się wahał, aż w końcu zaczął mówić. Odwróciłam wzrok na ścianę, na której wisiały gazety. Opuściłam na chwilę chłopaka i podeszłam bliżej ściany. Cała była wypełniona gazetami. Każda z nich przedstawiała co innego, ale nie to mnie interesowało. Daty... To nie był nasz rok. Wręcz przeciwnie. 1570... 72... 89... Co jest?! Szybko wróciłam do przyjaciela, na którego Logan patrzył z ogromnym zdziwieniem i... podziwem? Zapewne mi się wydaje, ale... jego oczy chyba aż błyszczały. Kiedy Akuma skończył, chłopak przybrał rozgniewaną minę.
- Skąd ty go znasz? - chłopak się spiął. Musieliśmy coś zrobić, a wygadywanie, że jesteśmy z przyszłości brzmi bardzo głupio.
- No przecież to jego nauczyciel - powiedziałam klepiąc Akumę po plecach. Blondyn spojrzał na mnie i zmierzył mnie morderczym spojrzeniem.
- Jak na niewolnicę to rozgadana jesteś - burknął pod nosem. Spojrzał jeszcze na chłopaka, po czym odwrócił się na pięcie i podszedł do olbrzyma, który aktualnie z kimś rozmawiał. Logan wyglądał na zdenerwowanego. Miałam wrażenie, że zaraz na prawdę mi przywiążę jakieś łańcuchy i każe sprzątać mu pokój. Przeszły mnie dreszcze.
- To jest na prawdę dziwne - odezwał się przyjaciel. - To jest... nienormalne - wymachnął zbulwersowany rękoma.
- Ta, ale nie powiesz im, że jesteś z dwutysięcznego roku. Wyśmieją cię, ale w najgorszym zabiją - zgadywałam. Nie znam tym czasów, nie interesuje się historią. Równie dobrze mogli nas posłać na szubienicę, ale wygnać gdzieś na jakiś pustkowie.
- Musimy się dowiedzieć co to za medaliony. To miała być gra, a nie przeszłość... - na przypomnienie o talizmanach zacząłem szukać swojego, ale... nigdzie go nie było. Przegrzebałam całe ubranie jeszcze raz, ale musiałam go zgubić. Nie wiem kiedy, może wpadł do rzeki z wulkanem. Może został gdzieś zasypany w śniegu. W najgorszym wypadku znaleźli go ci, którzy mnie zabrali. Po chwili i Akuma zaczął szukać swojego, ale gdy zbladł jak trup zrozumiałam, że on swojego też nie ma. Zauważyłam, że troje mężczyzn zaczyna się do nas zbliżać.
- Na razie nic nie gadamy. A ty jesteś uczniem Szekspira - normalnie to bym się zaśmiała, ale sytuacja wymagała powagi. Nawet jeśli serce waliło mi jak oszalałe, a nogi uginały się pode mną. Złapałam za rękę chłopaka. Miałam złe przeczucia. Chciałam stąd wybiec i nigdy nie wracać. A najlepiej to wrócić do domu. Pokręcić się na trapezach, pochodzić na linie, poskakać nad płomieniami... przysięgam. Jeżeli przeżyje, zrobię dla samej siebie najlepszy występ, na jaki mnie stać na wypadek, gdybym znowu miała wylądować... gdzieś. Dobrze, że był ze mną Akuma. Sama bym oszalała, jestem tego pewna. Tyle rzeczy w ciągu paru tygodni... to nie jest normalne.

<Akuma?>

18 lis 2017

Rue CD Akuma

W powietrzu unosił się zaduch, który utrudniał oddychanie, bynajmniej dla mnie. Rozejrzałam się po wnętrzu. Czerwone cegły, które gdzieniegdzie były ubrudzone ziemią, wyglądały, jakby zaraz miały się zburzyć. Wszystko to oświetlało tylko znikome światło słabej żarówki, która zdawała się gasnąć z każdą chwilą. Szliśmy korytarzem, aż nie dotarliśmy do drzwi. Co dziwniejsze, nie miała ona klamki, a przez środek przechodziła prosta linia. Tutaj ten dziwny zaduch się skończył, zmienił się w bezwonne powietrze. Żadne z nas nie zapytało się gdzie dokładnie idziemy. Wątpiłam, aby nam odpowiedział, a nawet jeśli, to w sposób tajemniczy. Chłopak przyłożył dłoń do dziwnym drzwi i zastukał w nie trzy razy, a po chwili jeszcze raz. Na początku nic się nie działo, aż nagle drzwi zaczęły się rozsuwać w obie strony, zaczynając od tego "pęknięcia" na samym środku. Robiły to powoli, a ja wyczułam smród krwi i potu. Chłopak ruszył pierwszy, a my za nim, chociaż ja się na początku wahałam. Taki sam smród czułam w tamtej piwnicy, z której mnie wyciągnęli na targ niewolników, z tym, ze tutaj odór jest nieco słabszy i brakuje zgnilizny, jak i ludzkich szczątek.
Na wielkiej sali znajdowało się sporo osób, przeważnie mężczyźni. Zdążyłam zauważyć dwie kobiety, nim przed nami pojawił się rosły mężczyzna.
- Kogo przyprowadziłeś? - odezwał się do naszego "przewodnika" niskim tonem i mierząc nas surowym spojrzeniem. Wyglądał jak jeden z zawodników walk MMA; napakowany gdzie tylko się da, ostre spojrzenie i zaciśnięte pięści. Z tyłu było słychać odgłosy walki; uderzanie o worek treningowy, jęki i inne. Zerknęłam na to, co działo się za nim. Dwoje ludzie walczyło ze sobą kijkami, obok nich ręcznie. Jakaś kobieta uderzała w worek treningowy, który rozwalał się po latach ćwiczeń. Była para, gdzie jeden atakował, a drugi unikał. Miel strzelnice, z której aktualnie korzystało troje chłopców. Byli młodzi, zgaduje, że mieli po jakieś czternaście lat. Ciekawe co to za miejsce...
- On był zasypany pod śniegiem, a ona z targu niewolników. Uciekli Wobrynom - odpowiedział. Ostatniego słowa nie zrozumiałam, co to miało znaczyć? "Wobrynom". Brzmi jak jakiś zmutowany zwierzak albo skażona rzeka. Obcy zlustrował nas oboje wzrokiem.
- Nie przydadzą się - odpowiedział po chwili. Nie wiem dlaczego, ale poczułam ulgę. Może nas wypuści, a my zrobimy swoje?
- Wątpię - jego ton wskazywał na to, że nie ma ochoty się kłócić. - Chłopak jest młody, starsi dawali sobie radę. A ta baba ponoć umie paraliżować ludzi - wielkolud spojrzał na mnie, a następnie na chłopaka. Długo milczał. Zauważyłam, że niektórzy przerwali swój trening i teraz nam się przyglądali.
- Niech walczą - odwrócił się do nas plecami i głośno gwizdnął. Reszta spojrzała w naszym kierunku, a ci, którzy nas wcześniej już zauważyli, ruszyli w naszą stronę. Spojrzałam na Akumę nie wiedząc co robić. Znowu walka? Ja mam dość. Ciągle jakaś walka o życie, a teraz po co? Żeby się zaprezentować? - Chcę zobaczyć jak "paraliżuje ludzi" - powiedział to kpiącą. Zapragnęłam użyć tej umiejętności na jego wielkim cielsku. - Vanora! - wypowiedział głośno imię, a po chwili z tłumu gapiów wyłoniła się wysoka i zgrabna kobieta. Była piękna, miała długie czarne włosy związane w wysoki kucyk oraz niebieskie oczy. Ubrana była w spodenki i krótką koszulkę odkrywającą jej płaski brzuch. Była ode mnie wyższa. Już dawno nie czułam się tak niepewnie jak w tym momencie.
- A jak ja nie chcę walczyć? - mruknęłam bardziej do siebie, jednak wypowiedź słyszał mój przyjaciel, jak i jego znajomy.
- Kupiłem cię, więc albo będziesz walczyć, albo mi obciągać każdego dnia - popchnął mnie do przodu, a ja wystawiłam język w znaku obrzydzenia. Nigdy w życiu. Wolę walczyć i niech mnie nawet tną, a za żadne skarby nie tknę jego...
Stanęliśmy na małym kwadratowym placyku. Ustawiłyśmy się na przeciwko siebie bez żadnej broni. Wokół nas utworzyło się kółko, które... zaczęło robić zakłady? Przypomniało mi to te stare i biedne miasta, w których obstawiać można wszystko; nawet to, która ślina zleci z okna pierwsza.
Nawet nie zauważyłam kiedy kobieta zaatakowała. Cudem uniknęłam ciosu nogą, potem drugiego dłonią, ale trzeci zadany łokciem trafił mnie prosto w brzuch. Lekko się zgięłam łapiąc się za obolałe miejsce, a następnie za jej nogę, którą chciała mnie kopnąć w twarz. Marszcząc brwi zaczęła nią machać, dlatego ją puściłam. Kiedy znowu zaczęła mnie atakować, zrobiłam piruet przechodząc pod jej ramieniem i stając za jej plecami, wbijałam dwoma palcami u obu rąk w miejsca na łopatkach, krzyżu i nerkach. Kiedy się odwróciła powtórzyłam tą czynność; po chwili opadła na ziemię nie mogąc się ruszyć.

<Akuma? A ty czym się pochwalisz? xd>

11 lis 2017

Rue CD Akuma

Poczułam ulgę... nie. To było coś większego, coś, co spadło mi z serca z takim ciężarem, przez który nie mogłam oddychać. Kiedy zobaczyłam przyjaciela zmierzającego w moją stronę, chciałam do niego podbiec i rzucić mu się na szyję, ale tę czynność niestety miałam uniemożliwioną. Z niecierpliwością czekałam na niego. Wydawało mi się, że trwało to wieczność, póki nie doszedł. Kiedy znów był przy mnie, uspokoiłam się. Zostało tylko dokończenie tej gry... tylko jak? Nie pamiętam nawet gdzie wtedy mieliśmy iść. W ogóle... co to za gra, skoro są tu ludzie? Są fikcją? Aż taką rzeczywistą?
Obok przyjaciela pojawił się nieco od niego wyższy blondyn o szarych oczach. Miał poważny wyraz twarzy, a oczy chłodne. Lustrował mnie wzrokiem, jakbym była szmacianą lalką, którą trzeba wrzucić do pieca, albo oddać dla psa jako zabawkę. Na jego słowa z moich rąk zostały zdjęte kajdany, dzięki czemu odwzajemnić uścisk. Chciałam jak najszybciej porozmawiać z Akumą na temat tej gry i powrotu do domu, ale to raczej nie była najlepsza chwila. Mężczyzna, który miał kluczyk odszedł czekając na kolejnych niewolników, a na jego miejsce przyszedł wątły i niski czarnoskóry. Wystawił rękę.
- Kupił, to płać - powiedział niskim tonem, co w jego wykonaniu było dość straszne i bardzo przekonujące.
- No, chciałeś, to płać - blondyn szturchnął Akumę, a ten spojrzał na niego nie wiedząc co zrobić. - Zaraz się rozbeczysz - powiedział to tak oschle, jakby chciał mu przekazać, że nienawidzi go do tego stopnia, że chętnie sprzedał by go za marny grosz. Pogrzebał w kieszeni i wyjął ze skórzanego portfela ustaloną kwotę. Czarnoskóry szybko przeliczył po czym skinął głową. Rzucił w moją stronę koc i odszedł do następnego kupca. Szczelnie przykryłam się materiałem, dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie czuje palców. - Twój chłopak mówił, że jesteś cyrkówką - powiedział to z takim rozbawieniem w głosie, jakby się z tego śmiał. Nie zareagowałam na to, tylko na jego słowa.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Nie obchodzi mnie to - jego ton znowu zmienił się na poważny i oschły. Mierzył mnie surowym wzrokiem, jakby chciał ukarać za nieposłuszeństwo. No tak, ja jestem niewolnicą, a on moim panem.
Śmieszne.
- Podał mi także twoją ciekawą umiejętność, wiec jeśli nie chcesz bawić się w typową kurę domową i robić dzieciaki, nauczysz mnie jej - w tej chwili mówił tak strasznym i jednocześnie przekonującym tonem, jak tamten czarnoskóry. Poczułam dreszcze, nawet się nie odezwałam, chociaż starałam się zachować powagę. Jedynie skinęłam głową zaciskając żeby, wyobrażając siebie jako kurę domową, lub to drugie, czego nie powtórzę. - Idziemy - odwrócił się i zaczął iść przed siebie. Spojrzałam na chłopaka, który dał mi do zrozumienia, że lepiej pójść z nim, niż samemu uciekać. Dlaczego? Być może temu, że on jest tutejszy, a nas pokonał wiatr.
Zaczęliśmy sobie opowiadać co się z nami działo, kiedy się rozdzieliśmy. Mnie zabrali do piwnicy i wysłali na targ niewolników, a jego uratowali. Okropnie się cieszyłam, że tak się zakończyła moja licytacja. Aktualnie szliśmy środkiem drogi. Po obu stronach stały budynki, zauważyłam, że wszystko wyglądało tak samo; nawet ludzie. Może to jednak gra? Głupia zabawa, a oni wszyscy zostali stworzeni na jeden wzór? Będę tak myśleć, póki coś nie zmieni tego. Szłam blisko chłopaka z dwóch powodów; chciałam być po prostu blisko niego, a drugie był taki, że po prostu zamarzałam, a koc powoli nic nie dawał. Palce już dawno temu mi zdrętwiały, teraz musiałam się zmuszać, by poruszać nogami.
- Daleko jeszcze - mruknęłam do przyjaciela.

<Akuma? Ta, dość krótkie i nudne...>

5 lis 2017

Rue CD Akuma

Całą drogę okropnie nami rzucało. Raz nawet uderzyłam głową w twardą furgonetkę, przez co byłam zmuszona "mocniej się trzymać", chociaż w rzeczywistości było to niemożliwe i rzucało nami jak szmatami. Trwało to wieki, nim dojechaliśmy na miejsce. Samochód powoli wyhamował, ale drzwi otwarły się szybko i z głośnym chrzęstem, jakby zaraz miały wypaść.
- Wychodzisz - rozkazał chłopak z bronią w dłoni. Kiedy nikt się nie ruszył, wycelował ją w stronę dzieciaka. Byliśmy zmuszeni wyjść z furgonetki jak najszybciej, ale dziecko zostało w środku. Słyszałam słowa mężczyzny: "Ty zostaniesz ze mną. Nie będę wydawał pieniędzy na jakieś chude baby". Poczułam gniew rozchodzący się po całym ciele, kiedy wyobraziłam sobie, co może mu zrobić. Chciałam się odwrócić i kopnąć go w nogę, ale on zdążył podejść do mnie od tyłu i pchnąć do przodu, aby szła szybciej. Drzwi się zamknęły, ostatni raz widziałam tak przerażoną i bladą twarzyczkę. Miałam nadzieję, że jakoś ucieknie, albo chociaż nie będzie długo się męczył. Miałam ochotę płakać, albo rozerwać kajdany, ale to drugie było niemożliwe. Zacisnęłam szczękę, kiedy wprowadzili nas do jakiegoś budynku. Był on nie duży, śmierdziało w nim potem i odchodami. Za grubymi kratami znajdowali się ludzie; od dzieci po staruszki. Każdy z nich był związany, nie patrzył na to, kto idzie. Każdy miał spuszczone głowy, milczeli, panowała tutaj grobowa cisza. Otworzyli jedną pustą kratę do której wrzucili naszą siódemkę. Zdążyłam złapać równowagę i nie upaść na ziemię, reszcie jednak to się nie udało. Kobieta o blond włosach połamała sobie przez to nos. Spojrzałam w kierunku zamykanych krat. Mężczyzna spojrzał na nas z dziwnym uśmiechem, zmierzył wzrokiem tę, której krew leciała z nosa, po czym kręcąc kluczami na jednym palcu odszedł.
Długo siedzieliśmy w bezruchu. Gdy próbowałam zrobić cokolwiek, chociażby spróbować kością otworzyć zamek. Tak, kością. W ciemnym rogu więzienia znajdował się szkielet, który w dalszym ciągu miał na sobie kajdanki. Zastanawiałam się, dlaczego go tu zostawili, chociaż bardziej wierzyłam w to, że sam się schował. Widząc to przed oczami wróciło wspomnienie ciemnej piwnicy, do której wraz z Akumą zostaliśmy wepchnięci przez ludzi Tobiasa.
Minęło parę godzin, nim przyszedł jakiś człowiek i wyprowadził nas wszystkich. Była nas masa i jestem pewna, że gdyby nie to, że każdy był już załamany i wierzył, że nic nie zrobi, że to koniec, udało by się nam. Nas było ponad trzydziestu, a ich tylko pięciu. Z tym, że oni mieli broń, a my kajdany na rękach.
Zatrzymaliśmy się w czymś, co przypominało stajnie dla koni, ale miało kraty w każdym możliwym wyjściu. Najpierw wyszedł mężczyzna, nie trudno było się domyślić co je w tym wszystkim grane; tak jak powiedziano mi wcześniej, my jesteśmy niewolnikami, a oni chcą nas kupić. Raptownie zaczęłam kręcić głową na boki szukając wyjścia, ale nim zdążyłam cokolwiek wymyślić, usłyszałam strzał, a na podeście, na którym mieliśmy się prezentować, leżał martwy człowiek. Kobieta, której nikt nie kupił. Na ten widok zamarłam, jeszcze bardziej chciałam znaleźć jakiegokolwiek wyjście, ale nie potrafiłam się ruszyć, bo na jej miejscu widziałam siebie.
Przyszli po mnie. Zaciągnęli trzymając za kajdany, a z tyłu popychając jakimś kijkiem. Chociaż zapierałam się nogami, coś, co wbijało mi się w kręgosłup zmusiło mnie do pójścia. Stanęłam na podwyższeniu, widząc z góry samych mężczyzn. Każdy miał taki sam styl i wszyscy patrzyli tym samym wzrokiem pełnym pogardy i wyższości. Znienawidziłam ich wszystkich w ciągu sekundy. Kiedy mężczyzna w długiej brodzie przedstawił mnie jako "idealną pomoc domową jak i wspaniałą robotnicą w polu", w tłumie usłyszałam szelesty, ale nikt się nie odzywał. Tak, zaraz skończę jak tamta staruszka. Padnę na kolana, poczuje tylko ukłucie bólu przeszywające moje całe ciało i umrę.
Ale nagle ktoś krzyknął "sto". Spojrzałam w kierunku wystawionej ręki. Nie obchodził mnie jej właściciel tylko osoba stojąca obok. Widząc Akume miałam wrażenie krzyknąć do niego i uciec z tego podestu.
- Sto od pana w skórzanej kurtce! Kto da więcej! Jestem pewien, że nikt nie będzie narzekał na tę pannę. Będzie idealna do robienia dzieci - słysząc to spojrzałam na niego z potępieniem, po czym nie myśląc nad tym co robię podniosłam nogę i kopnęłam go w tę wielką dupę. Poleciał do przodu lądując na twarzy. Przez sekundę miałam z tego satysfakcję, ale czując jak ktoś przykłada ostrze do mojej szyi, przeraziłam się, ale nie żałowałam tego.
- Ty mała dziw*o - powiedział przez zaciśnięte żeby wstając z ziemi. Zmierzyłam go wzrokiem kryjąc strach, który grał w moim sercu jak na pianinie. Zaraz mi poderżną gardło. Zaraz zginę.
- Sto dwadzieścia! - krzyknął ktoś z tłumu. Spojrzałam na kolejną wysuniętą rękę do góry. Jej właścicielem był młody chłopak o potężnej budowie. Słysząc to brodaczowi automatycznie minęła złość i uśmiechnął się szeroko do klientów.
- Sto dwadzieścia! - powtórzył. - Kto da więcej? - pognałam wzrokiem do Akumy, który zaczął coś mówić do chłopaka obok niego. To on chciał mnie kupić za sto... czegoś tam, ale teraz mierzył mnie wzrokiem dając mi do zrozumienia, ze wszystko zależy od niego. Jego usta także się poruszały, aż w końcu wykrzyczał "sto pięćdziesiąt", po chwili mówić coś do Akumy. Czułam, jak serce staje mi w gardle. Chciałam, żeby już nikt nie podwyższał tej ceny. Nie ważne kim się okaże ten mężczyzna i co się ze mną stanie, chce po prostu być przy Akumie.
- Sto dziewięćdziesiąt! - znowu ten chłopak. Serce mi się zatrzymało, przez chwile nie oddychałam nienawidząc go. Dziwne, ze akurat po usłyszeniu o dzieciach zaczął się licytować. A niech mnie pocałuje w dupę! Za żadne skarby nigdzie się z nim nie ruszę! Spojrzałam błagalnie na tego, który stał obok Akumy i był moją ostatnią deską ratunku. W myślałam błagałam go o zgłoszenie się z wyższą ceną, gdyby to zrobił, zrobiłabym dla niego chyba wszystko. Tak jakby, nie popadajmy w paranoje. Po prostu chce być z przyjacielem, z kimś, kto mnie nie zabije kiedy odwrócę do tyłem, a wręcz przeciwnie.

<Akuma?>

26 paź 2017

Rue CD Akuma

Chrzęst łańcuchów wybudził mnie z ciężkiego snu, w którym po otrzymaniu tajemniczej paczki, wraz z Akumą wylądowaliśmy w dziwnej grze, gdzie na każdym kroku musieliśmy walczyć o życie. Po otwarciu oczu sądziłam, że będę się znajdować w swoim namiocie, ewentualnie w jego, jeśli przypadkiem zasnęłam. Zobaczę śpiącego Heddo, obok niego moją Mike. Ale zamiast tej pięknej sceny, przywitały mnie kamienne ściany, które na gołe oko się lepiły. Było tu ciemno, ale zachodzące słońce wpadające przez jedną dziurę w tym... pomieszczeniu, jeśli można to tak nazwać, oświetliło mi łańcuchy. Leżały one na całej powierzchni, każdy był zakończony czarną kulą, przypominającą tą, którą gra się w kręgle. Coś ściskało moje dłonie, czułam na nich zimny metal, a kiedy zniżyłam wzrok, okazało się, że miałam na sobie kajdanki. Było już stare, nieco wyszczerbione. Po takim widoku nie było mowy na senne czy sklejone oczy, a tym bardziej zmęczoną twarz. Po prostu się przeraziłam. Poruszyłam rękoma, czując na nadgarstek ucisk zimny jak lód. Wiedziałam, ze po ich zdjęciu zostaną mi czerwone ślady. Wstałam niosąc za sobą to samo dzwonienie łańcuchów, które wybudziło mnie ze snu, w którym jednak walałbym zostać. Czułam się ociężała, jakby coś mnie przygniatało do ziemi, a w rzeczywistości były to kolejne łańcuchy i kajdany, tym razem na moich nogach. Potrząsnęłam lewą nogą, tutaj kajdan był luźniejszy, przez co latał w powietrzu, uderzając o moją kostkę. Natychmiast zaprzestałam tej czynności rozglądając się po tym miejscu. Dopiero teraz poczułam ostry zapach potu, krwi i stęchlizny. No i czegoś, co musiało tu gnić i się rozkładać przez lata, jak jakiś przejechany borsuk. Nie było tu nikogo prócz mnie. Zrobiłam parę kroków do przodu, napotykając zamknięte drzwi. Nawiedziło mnie okropne uczucie śmierci i strachu. Znałam już to uczucie i nigdy go nie zapomnę; jest prawie tak samo jak z Tobias'em. Zamknięta w piwnicy, tyle, że tutaj przykuta do łańcuchów, abym w żaden sposób nie mogła uciec, z odrobiną światła wpadającego przez małe okienko, które było po prostu dziurą, przez które za żadne skarby się nie zmieszczę. A nawet jeśli, te kule nie przejdą. Nie dość, że są ciężkie, to do tego dziura jest dość wysoko. Podeszłam do jednej czarne kuli i próbowałam jak popchać nogą, ale tylko zmiażdżyłam sobie palce. Spróbowałam więc ręką; były ciężkie. I raptownie nawiedziła mnie panika. Zaczęłam walić w drzwi pięściami, ale one nawet nie drgały. Nie były zrobione z drewna jak wcześniej sądziłam, tylko z metalu, od którego napuchły mi dłonie. Odsunęłam się od drzwi i podeszłam do okna. Stanęłam na palcach, a i tak nie zobaczyłam niczego, prócz gór. Usłyszałam głuche kroki rozlegające się za drzwiami. Ktoś szedł korytarzem, szybko i nerwowo. Odsunęłam się jak najdalej od drzwi, przylegając do mokrych kamiennych ścian. Obserwowałam nieruchome drzwi; ktoś wsadził klucz w zamek i go przekręcił z głośnym łoskotem. Drzwi tworzyły się skrzypiąc, pojawił się w nich potężny mężczyzna, którego twarzy nie widziałam, gdyż stał w mroku. Nie przypominał człowieka.
- Już się obudziłaś. Świetnie, jeszcze zdążysz - po tych słowach podszedł do mnie ukazując swą zdeformowaną twarz; wcześniej sądziłam, że to nie człowiek, ale ostatecznie to była okropna szrama rozpoczynając się od skroni, a kończąca na szyi po drugiej stronie. Nie miał jednego oka, czarne kosmyki wystawały mu spod opierzonego kaptura, a szkarłatne oko obserwowało mnie uważnie. Był ubrany w gruby brązowy płaszcz i czarne glany. Dotknął mojego policzka przejeżdżając po nim lodowatym i szorstkim palcem.
- Kim jesteś? Gdzie ja jestem? - wydusiłam. Czułam się, jakby jego wzrok zatrzymał się na mojej szyi i zaczął mnie dusić bez dotknięcia. Ale on patrzył mi w oczy, nie było to zwyczajne spojrzenie, widziałam w nim szaleństwo zmieszaną z radością.
- To nie ważne. Ważne jest to, ile za ciebie dostanę. Za taką ładną, nienaruszoną buźkę - uśmiechnął się, a w jego wykonaniu było to równie ohydne, jak wygląd jego twarzy. Przez chwilę zastanawiałam się kto mu to zrobił, ale nie zdążyłam znaleźć odpowiedzi. Mężczyzna wsadził kluczyk w moje kajdanki, ale one nie puściły; odpadły tylko łańcuchy. To samo zrobił z tymi na nogach, a kiedy odłączał ostatni, miałam zamiar kopnąć go w twarz. Ale on jakby czytając mi w myślach złapał ją, lekko wykręcił w bok, na co zwalił mnie z nóg. - Niewolników za takie rzeczy każę się gorzej, jak biczowaniem. Ale spokojnie, po jednym razie się uspokoisz i nauczysz, aby słuchać się swojego pana - poklepał mnie po głowie jak małe dziecko, po czym podniósł i zawlókł za drzwi. Nie zamknął ich, zostawił otwarte. Trzymając za ubranie zaciągnął mnie na górę po schodach, a kiedy próbowałam nastąpić na skręconą nogę, poczułam lekki ból. Nie była skręcona, po prostu bolała, za parę minut powinno przejść. Ale w ten sposób się raczej tylko pogorszy. Musiałam w większości dać mu się ponieść, chociaż to nie było miłe, kiedy własne ubranie wrzynało ci się w całe ciało. Ale on się nie odezwał, ciągnął bez opamiętania, aż doszliśmy do kolejnych drzwi, za nimi był długi korytarz. Przeszliśmy przez jeszcze dwie pary, póki nie znaleźliśmy się na zewnątrz. Śnieg raził mnie w oczy, były niczym blask reflektora w nocy. Znowu poczułam zimno i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że nie mam na sobie butów. Na gołych nogach miałam zakute kajdanki, które ograniczyły moje ruchy. - Ej! Jim! - krzyknął do jakiegoś chłopaka stojący za furgonetką. Odwrócił się i spojrzał na nas. - Weź jeszcze ją, tylko niech nie zamarznie, bo jej nie kupią - popchnął mnie w stronę faceta, który szybkim krokiem znalazł się przed nami. Skinął głową i bez słowa biorąc mnie za ramię pociągnął do auta. Tak kazał mi wejść do furgonetki.
- Okryj się - wskazał na parę koców leżących w kącie, po czym zatrzasnął drzwi. Nie byłam tu sama, w środku znajdowały się jeszcze cztery kobiety i dwoje mężczyzn. Do tego jedno dziecko, które na oko miało jakieś trzynaście lat.
- Gdzie nas wiozą? - zapytałam przerażona, natychmiast chwytając koc, którym okrycie się było trudniejsze niż mogło się wydawać.
- Jak to gdzie - prychnął chłopak. - Na targ niewolników.

<Akuma? Ty lubisz gejów, a ja dręczyć swe postacie xd>

21 paź 2017

Rue CD Akuma

Przed chwilą igrałam sobie ze śmiercią, a teraz, kiedy doszło do mnie, że jednak mam szansę przeżyć, gdy skoczyłam z klifu, on mi każe spoważnieć? cóż, może ma rację, ale w tej chwili jestem okropnie radosna. W końcu zamiast lądując między zębami tych stworów, albo w lawie, leże sobie na śniegu, mięciutkim jak poduszeczki. Pomijając fakt, że powoli zamarzałam, było cudownie.
- Jak na razie, nie czuje nóg. I dziwie się, że ty też - odpowiedziałam czując, jak promienie słońca odbijające się od śniegu rażą mnie w oczy. Spojrzałam w niebo, teraz nad nami było czyste niebieskie niebo, z ostro rażących słońcem, które wcale nie grzało.
- Bo przed oczami dalej mam wizje śmierci - podał mi rękę i pomógł mi wstać.Przez chwilę czułam się, jakby stała po uda w lawie. Kiedy jednak mrowienie i paraliż zniknęły, zdołałam zrównać z chłopakiem kroku, który ruszył już przed siebie, zostawiając za sobą głębokie ślady.
Przed nami nic nie było, tak jak wcześniej rozciągał się las, teraz widzieliśmy tylko pustynie śniegu. Zamknęłam oczy i zaczęłam iść na ślepo, parę razy wpadając na Akumę lub wywracając się na śnieg.
- Czemu zamknęłaś oczy? - zapytał zdziwiony.
- Bo mnie bolą od tego śniegu - mruknęłam głośno machając rękami w górę i w dół razem z nogami, ponieważ wchodziłam w coraz większe zaspy, w której całkowicie się zapadałam. Po chwili ciszy śniegu było jeszcze więcej, miałam go po pas, a stopy całkowicie mi zamarzły. Otworzyłam oczy. - Nigdzie nie dojdziemy - oznajmiłam patrząc w stronę chłopaka. W ciągu jednej sekundy zaczął wiać mocny wiatr, a razem z nim śnieg. Zakryłam twarz i się nieco skuliłam. Czułam, jak wiatr mnie odrzuca do tyłu. Złapaliśmy się za ręce, aby żadne z nas nie odleciało, ale skutek był całkowicie inny. Czułam tylko jak jego palce się wyślizgują i nagle znika. Po wykrzyczeniu naszych imion wiatr ustał, a Akumy nie było. Ponad to już nie stałam w zaspie sięgającej mi do pasa, ale jedynie do kostek. - Akuma! - zaczęłam wołać przyjaciela, ale nikogo nie było w pobliżu. Zaczęłam się wracać, biegnąć w stronę, w którą zapewne odleciał mój przyjaciel, ale gdy dobiegłam na szczyt górki, wiedziałam, że go nie znajdę. Pustynia śniegu, nic więcej. Żadnej roślinki, drzewka, gałązki. Była tylko rażąca biel, a jego nigdzie... Zaczęłam panikować. Czyli teraz ktoś, kto "włada" tą grą, pozbędzie się nas osobno, czy jak?! Ale najgorsze było to, że nie wiedziałam gdzie był towarzysz, całkowicie zniknął, śladu po nim nie było. Gdy wykrzyczałam jego imię usłyszałam tylko trzepot skrzydeł z tyłu. Odwróciłam się i zamiast śnieżnej pustyni, przede mną rozciągała się wioska.
Czułam się jak w śnie. Na prawdę. W jednej chwili otoczenie się zmienia, a ty nie możesz zrobić czegoś, co byś normalnie zrobił. Widziałam ogniska, ludzi. Chciałam zbiec do nich, ale coś mnie przygniatało do ziemi, nie pozwalając wykonywać jakichkolwiek gwałtownych ruchów.
- Co się dzieje panienko? - usłyszałam głos z tyłu. Odwróciłam się powoli i zobaczyłam wysokiego chłopaka, był podobny do Eskimosów. Patrząc na jego grube ubranie przypomniało mi się, jak bardzo byłam zmarznięta. - Wyglądasz jak kostka lodu - kiedy tylko do mnie podszedł coś mnie pociągnęło do tyłu i zwaliło z nóg. Poczułam jak ktoś mnie łapie za ręce, wykręca je, a obcy uśmiecha się dziwnie. Potem było mocne uderzenie w głowę i ciemność.

<Akuma? Sadziliśmy czosnek, więc dopiero teraz odpisuje. No i wyszło takie krótkie...>

15 paź 2017

Rue CD Akuma

Nie dam rady. Nie pobiegnę dalej. Moje stopy płoną, w kolanach coś dziwnie się przesuwa, mięśnie się spięły, a płuca wysiadły.
- Nie dam rady - wypowiedziałam na jednym wdechu, biorąc do płuc najwięcej jak się dało. Kiedy stałam i obserwowałam, jak ziemia się sypie, a te dziwne potwory wpadając do lawy, miałam ochotę się położyć. Wysiadałam, nigdy w życiu nie biegłam tak długo, takim tempem i w takich emocjach. Akuma po chwili mnie wyprzedził, ale stanął.
- Rusz się! - zmusiłam się do biegu, jednak to nie było to samo, co wtedy. Ledwo doganiałam chłopaka. wiedziałam, ze jeśli potrwa to jeszcze dłużej, nie ważne jak bardzo będę chciała, nie pobiegnę już. Chłopak złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć od zapadającego się podłoża. Nagle się zatrzymał. Przed nami znajdowała się kolejna przepaść, ale tym razem tutaj leżał śnieg. Mnóstwo śniegu i białych choinek. Zamarłam. Zabić się spadając z wysoka, czy wpadając do lawy?
- Co robimy? - zapytałam, tym razem nie mając w głowie żadnego pomysłu. Wszędzie teraz widziałam czarne scenariusze bolącej, aczkolwiek szybkiej śmierci. Akuma milczał rozglądając się. Z tyłu ziemia ciągle się kruszyła i wpadała do rzeki lawy. Z przodu mieliśmy urwisko, mające dobre dwieście metrów, gdzie na samym dole znajdował się śnieg.
- Skaczemy - powiedział. Spojrzałam na niego, przypominał mi w tej chwili samobójcę.
- Zabijemy się - spojrzałam do tyłu. Zaraz przyjdzie nasza kolej.
- Tak czy siak to się stanie, jak skoczymy będzie szansa, że śniegu jest wystarczająco, aby wylądować jak na poduszce - wyjaśnił. Spojrzałam w dół. Biały puch leżał wszędzie, czy jest możliwość, żeby było go masa? Albo chociaż tyle, aby się nie zabić, tylko bardzo mocno obić? Trzęsienia stawały się coraz większe, aż poczuliśmy je pod stopami. W jednej chwili oboje skoczyliśmy.
Zamknęłam oczy, ale nie puszczałam chłopaka. Zacisnęłam palce mocno na jego dłoni i czułam tylko mocny powiew wiatru, który wręcz uderzał mnie w twarz i porywał włosy. Czułam, jak się obracam, czułam także dziwny ucisk w brzuchu, który nie był przyjemny. Czyli to czuje ptak, któremu nagle złamie się skrzydło? Nieprzyjemny powiew wiatru i przewracanie się w żołądku? Jeśli to przeżyje, nigdy nie chcę tego czuć. Nigdy w życiu. To było podobne do snu. Spadasz, boisz się, ale kiedy lądujesz na ziemi, okazuje się, że to był tylko sen, przez który po prostu spadłeś z łóżka, dlatego ból wydał się prawdziwy. Ale wiedziałam, ze to nie był sen, chociaż w tej chwili było to moje największe marzenie. Otworzyłam na chwilę oczy, przed tym, jak zetknęliśmy się ciałami z powierzchnią. Nie widziałam za dużo, wiatr wiejące w oczy sprawił, że załzawiły i jedyne co mogłam zobaczyć, to biel. Nie zdążyłam nawet skręcić głową w kierunku Akumy, aby sprawdzić, czy jeszcze tam był.
Wylądowaliśmy w śniegu jakiś metr pod nim. Było go na prawdę dużo, ale chociaż wylądowaliśmy na nim jak na poduszce, zbity śnieg na samym dnie zmienił całkowicie końcowe uczucie. Zamiast poczuć miękkość, jak na pierzynie, czułam lekko ból w plecach i głowie. Na chwile mnie zmroczyło, widziałam czarne plamki, ale w końcu poniosłam się. Jedynie moja głowa była ponad warstwą śniegu, reszta ciała znajdowała się pod. Rozejrzałam się. Nigdzie nie widziałam chłopaka, nie czułam także jego ręki, a wokół mnie znajdowała się jedynie biel, która aż raziła w oczy.
- Akuma! - zero odpowiedzi. Zaczęłam mieć przed oczami najczarniejsze scenariusze, kiedy zauważyłam stopy wychodzące ze śniegu. Dotknęłam ich. - O matko... nie mam czucia w nogach! Paraliż! - krzyknęłam przerażona, kiedy nagle obok mnie wyłoniła się znana mi postać, chociaż w tej chwili wyglądała jak Yeti. Strzepał z twarzy śnieg i spojrzał na moją przerażoną minę. - Nie czuję nóg! - zaczęłam machać stopami nie czując dosłownie niczego.
- Bo to moje nogi - powiedział wstając i zabierając stopy. Patrzyłam na niego nierozumiejący niczego, aż w końcu się lekko uśmiechnęłam. Wygrzebałam się z warstwy śniegu, ale gdy tylko wstałam, natychmiast tego pożałowałam. Moje nogi płonęły i jestem pewna, że gdyby to było możliwe, śnieg pode mną by zaczął topnieć. Od razu usiadłam. - Jak się czujesz? - zapytał siadając obok. Spojrzałam na niego, miał zmęczoną twarz, a w oczach widziałam strach. Poczochrałam go po włosach pozbywając się śniegu z jego włosów.
- Moje nogi płoną, a ty zgubiłeś czapkę - zauważyłam wskazując na jego głowę.

<Akuma?>

13 paź 2017

Rue CD Akuma

Spojrzałam na niebo. Zamiast błękitnego nieba owianego w białe puszyste chmury, widziałam czarne tło, a na nim bordowe chmury, przypominały zaschnięta krew. Nie były w żaden sposób puszyste czy pierzaste, raczej zbite. Wydawały się ciężkie, jakby zaraz miały na nas spaść, albo oblać nas krwią. Okropny widok. Ponad to na niebie (jeśli można je tak nazwać) nie leciał żaden ptak, tylko dziwne czarne kropki, które stawały się coraz większe.
Ryba. Wykluczone. Kret? Tym bardziej. Więc ptak, czy ćma?
- Ćma lub ptak - powiedziałam szybko do chłopaka. Nie zareagował, musiałam nim potrząsnąć, aby zwrócił na mnie uwagę, chociaż musiałam odczekać parę sekund, aby wybudził się z transu. Duszące gorąco stawało się coraz bardziej nie znośne. Poczułam także, jak nabraliśmy prędkości. Jeśli się okażę, że na końcu rzeki znajduje się wodospad, pomyślę, że to na prawdę kiepski film, w którym nie chcę brać udział. Spojrzałam w kierunku, w którym płynęliśmy. Lawa rozciągała się jeszcze daleko stąd, ale dlaczego ciągle przyspieszaliśmy? Spojrzałam w bok, te dziwne pokraki nie spuszczały z nas wzroku, ale powoli nie nadążały. Albo na prawdę przyspieszamy, albo one się zmęczyły; raczej to pierwsze. - Ćma lub ptak - powiedziałam ponownie do chłopaka, który był wpatrzony w cztery obrazki. Milczał, a na jego twarzy malował się strach, jak i zdezorientowanie.
Czy ptak miałby sens? Jakie lotne stworzenie przeleciało by po tym niebie? Jeśli o to chodzi, to...
- Ćma - mruknęłam pod nosem.
- A nie ptak? - chłopak podniósł wzrok. Chwilę milczałam zastanawiając się dlaczego wybrałam nocnego motyla.
- Ćma. Idą do ognia, jest ciemno... - wymieniłam, chociaż sama nie byłam tego pewna, bo zagadka ani wcale mi się nie kojarzyła z żadnym stworzeniem. Cóż, albo giniemy ryzykując, albo tchórząc. Bez dłuższego namysłu dotknęłam obrazek przedstawiający ćmę.
Bynajmniej tak mi się wydawało.
Ptak rozjarzył się czerwonym ogniem, a reszta zniknęła. Napis także się rozjarzył, obydwoje musieliśmy się odsunąć, aby przypadkiem nie zostać poparzonym. Z obydwu stron buchnął ogień. Skuliłam nogi i schowałam głowę w kolanach przykrywając się rękoma. Ciepło było nie do wytrzymania, miałam wrażenie, że zaraz spłonę. Nagle poczułam mocne uderzenie, a kiedy podniosłam głowę, okazało się, że zostałam rozdzielona z chłopakiem. Kamienna płyta po której płynęliśmy rozerwała się w pół.
Jakim cudem dotknęłam nie tego obrazka?!
Odsunęliśmy się wpierw od siebie i z nieco większa prędkością ruszyliśmy przed siebie. Stwory już dawno zostały w tyle, a my zaczęliśmy krzyczeć, kiedy na naszej drodze pojawiły się wystające skały. Jeśli w któreś uderzymy, natychmiast się rozbijemy i...
- Rue! - odwróciłam głowę w kierunku Akumy, który klęczał starając się nie wypaść. Także próbowałam się czegoś złapać, ale czego? Krawędzi, żeby mi spłonęły palce? - Musisz złapać tej gałęzi! - krzyknął wymachując ręką w przód. Spojrzałam we wskazanym kierunku, nad rzeką lawy, dość wysoko wisiała gruba gałąź, wyglądała na starą, była bez liści. Była także dość wysoko...
- Przecież nie doskoczę! - odpowiedziałam czując jak prąd porywa i miota mnie.
- Ale musisz! Pomyśl, że jesteś w cyrku! Jak się złapiesz to i mnie wciągniesz! - Gałąź była coraz bliżej. Musiałam spróbować, być może to ostatnia szansa na przetrwanie. Wstałam chwiejąc się na nogach i starając się utrzymać równowagę, co było jednak trudne. Spadłam raz na kolano, ale ostatecznie trzymałam się na nogach. Byłam już blisko, ale lawa mnie przerażała. Miałam wrażenie, że nawet jeśli uda mi się złapać drewno, ono się złapie i spadnę w ogień. Ale... Już kiedyś to ćwiczyłam.
Pierwszy trening przy Akumie: skok na trapezach nad płonącą siatką.
Zrobiłam dwa kroki (tylko tyle mogłam) i się odbiłam, wyciągając rękę do góry, wyobrażając sobie, że znajduje się w cyrku i tylko ćwiczę. Poczułam w palcach szorstką korę, wisiałam nad rzeką lawy czując, jak ręka powoli mi drętwieje od wbijanej kory w skórę. Złapałam się drugą ręką i szybko się podciągnęłam.
- Rue! - spojrzałam w kierunku chłopaka, który już znajdował się pod gałęzią. Skierowałam się w jego stronę, szybko i niezgrabnie, starając się nie spaść. Wyciągnęłam rękę, ale był zbyt daleko, bym mogła go złapać.
- Skacz! - rozkazałam.

<Akuma? Trochę tak ryzykować życie trzeba xd>

7 paź 2017

Rue CD Akuma

Nogi zaczynały odmawiać mi posłuszeństwa i jestem pewna, że gdyby nie groźba śmierci, padłabym twarzą na kamienie i nie wstałabym za nic. Kolana mnie piekły, od ile tygodni nie biegałam? Nie mam pojęcia, ale teraz bardzo to odczuwam. Stopy aż mi płonęły, albo to było nic, z porównaniem do serca w gardle. Miałam wrażenie, ze zaraz wyskoczy mi z przerażenia i będzie uciekało na własną rękę. Co to w ogóle jest? Dlaczego to nas goni? Mam rozumieć, że to zasady tej gry? Nic nie rozumiem, ale nie ma czasu na siedzenie, picie kawki i rozmyślanie nad tym, kto wysłał Akumie te przedmioty, dlaczego dwa, kto wymyślił taką grę, jak to w ogóle możliwe i... Jak wygrać?! A raczej jak przeżyć?!
Mimo, iż byłam dalej niż Akuma (z jakieś dwa metry) to nie oznacza, że mi szło bardzo dobrze. Wystające kamienie były dla mnie ogromną przeszkodą, nie miałam czasu na rozmyślanie gdzie postawić nogę, jak się odbić, a to wszystko tylko po to, żeby się nie wywalić i nie zostać zjedzonym lub zabitym przez te stwory. Co jakiś czas musiałam odwrócić głowę z dwóch powodów: pierwszy, to aby sprawdzić, czy przyjaciele dalej biegnie, czy nie leży na ziemi przygnieciony przez stwory, a drugi to po prostu strach. Tak jak kiedy uciekasz przed czymś, czego się boisz, a potem się odwracasz, żeby sprawdzić, czy tego nie zgubiłeś. Tak teraz się czułam, miałam nadzieję, że kiedy odwrócę głowę, ich nie będzie, to wszystko okaże się bardzo głupim snem, ale zamiast tego strach się powiększał, a ja już nie miałam sił na ucieczkę. Kamienie wbijały mi się w stopy i tylko cudem unikałam wylądowania na ziemi, z której pewnie już bym nie wstała.
I nagle droga ucieczki się skończyła. Z trudem wyhamowałam, musiałam upaść na kolana i kawałek się przetoczyć, bym zatrzymała się tuż przez urwiskiem. Poczułam w ustach ohydny smak ziemi i słonego potu, kiedy nagle obok mnie zatrzymał się chłopak. On stał na nogach, nie miał problemu z zatrzymaniem. Teraz po prostu chylił głowę na urwiskiem, jego twarz była blada, namalowany na niej był strach, a wręcz przerażenie - pewnie jak u mnie. Także wychyliłam głowę zza urwisko. Zamiast skalnego terenu, czy rwącej rzeki z kawałkami drewna, tam na dole płynęła sobie czerwono-pomarańczowo-żółta ciecz, z której gorąc docierał aż tutaj.
- Lawa?! - powiedzieliśmy oboje na chwilę zapominając o tym czymś, co biegło za nami. Odwróciliśmy głowy, a te dziwne monstrum w pomnożonej ilości (skąd się one wzięły?!) stały w jednej odległości od nas. Niespokojnie poruszały się w prawo i lewo, patrząc na nas wzrokiem mordercy, psychopaty, który został całkowicie pozbawiony rozumu i został stworzony tylko po to, by zabijać. Wydawały z siebie dziwne dźwięki; coś jak walenie młotem i metalową rurę, wymieszanym z syczeniem kota, którego własnie obrywa się ze skóry. To było dziwne, tak jakby między nami, a nimi, znajdowała się niewidzialna bariera, której nie mogą przebić. Czułam się, jakbym wsadziła nogi do tej lawy. Wiedziałam, że już nie wstanę, nie w najbliższym czasie. Ale... co teraz? Przed nami mordercze potwory, a z tyłu gorąca lawa. Żadne z nas nie miało sił się chociażby odezwać, oboje dyszeliśmy ze zmęczenia.
Nagle ziemia pod nami zaczęła się jakby trząść, a do uszu dotarł charakterystyczny dźwięk osuwanej się ziemi lub łamiących się głazów. Siedziałam na ziemi i czułam jak podłoże się rusza, nieco chwieje. Akuma także usiadł, zapewne zwalony z nóg po mocniejszym trzaśnięciu, po którym skalna półka, na której się znajdowaliśmy, osunęła się w dół. Co dziwniejsze, te dziwne stwory zostały na górze, ich wstrząs nie dotyczył. Z krzykiem zaczęliśmy spadać w dół. Najpierw mocno uderzyliśmy o kawałek ziemi, a potem osunęliśmy się do rzeki lawy. Oboje przybliżyliśmy się do środka, aby być jak najdalej od krawędzi, przy której wręcz płonął ogień. "Tratwa" na szczęście okazała się na tyle trwała, aby nie spłonąć, chociaż czułam pod tyłkiem ciepło. Spojrzałam w górę, gdzie te dziwne stwory zaczęły się kręcić przy krawędzi, a po chwili wszystkie jak leci zaczynały skakać. Dwa wylądowały w lawie i od razu się spaliły, ale większość wylądowała na twardej ziemi i wzdłuż brzegu biegła obok nas. Kiedy uderzyliśmy o wystający kamień i nieco nami zatrzęsło posuwając w stronę brzegu, jedne z nich próbował do nas doskoczyć. Nim jednak wylądowało na naszej "łódce", uderzyłam go jedną nogę, dzięki czemu wpadł do lawy. Czułam się, jakby właśnie złamał mi wszystkie palce.
- Co robimy? - zapytałam pospiesznie odwracając się w stronę przyjaciela. Nim odpowiedział, między nami zaświeciły cztery znaki i napis, który akurat widziałam do góry nogami. Obrazki jednak były skierowane w moją stronę: ćma, ptak, kret i ryba.

<Akuma? Jaka tym razem zagadka?>

26 wrz 2017

Rue CD Akuma

Czytając kartkę, coraz bardziej przeczuwałam, że coś było nie tak. Jakim cudem przenieśliśmy się w jednej sekundzie z cyrku do jakiegoś lasu? Dlaczego to się stało po założeniu naszyjników? I dlaczego ta kartka jest czarna?! Podniosłam wzrok z nad papieru i spojrzałam zdziwiona na przyjaciela, który tak samo jak ja nie wiedział co się dzieje. Pierwszy raz spotyka mnie coś takiego; chociaż gdybym miała to porównać do poprzednich zdarzeń, to aktualne nie jest takie dziwne na jakie się zdaje. W końcu to ma być jakaś gra, a wcześniej mieliśmy do czynienia z wilko-pająkami, ich władcą, który zabrał mi wspomnienia, a jeszcze wcześniej szaloną "przygodę" z przestępcami. Właśnie... może to od nich dostaliśmy te talizmany? Skoro Akuma twierdzi, ze nie ma pomysłu, od kogo są, to może właśnie ktoś bliski Tobias'a? Może miał jakiegoś brata, który chce się zemścić? Albo przyjaciela? Czy może to ktoś, o kim nie pamiętam? W końcu niczego nie pamiętam odkąd dołączyłam do tego cyrku. Nic, zero, kompletnie - czarna pustka. A może to pomyłka? Może paczka nie była dla nas? Ale wtedy nie byłaby podpisana...
- Jej, kolejna przygoda, ale się cieszę - powiedziałam do zażenowanym tonem, całkowicie pozbawionym jakiejkolwiek radości czy podniecenia. Czy nie możemy przeżyć chociażby jednego dnia bez żadnych cyrków? Spokojny normalny dzień dorosłych ludzi (ta, my dorośli, jaaasne), skupiając się na sztuczkach w cyrku i uszczęśliwianiu dzieci. Pomijając to, że mamy bronić ludzkość przed złem - takie rzeczy dzieją się tylko w książkach i filmach, gdzie głównie bohaterowie przypadkiem zabiją demona, a potem się okazuje, ze należą do jakiejś tajnej organizacji, ale ich rodzice to przed nimi ukrywali i teraz wszystkiego się uczą od podstaw, kiedy to powinni być już zawodowcami.
- Ktoś nas nienawidzi - stwierdził chłopak odbierając mi z rąk kartkę i wertując ją wzrokiem.
Trzy cele, każdy na głazie, iść tam, skąd wiatr wieje.
- I jak? Wyczytałeś coś jeszcze? - zapytałam zaglądając do tekstu, ale on go zwinął, schował do kieszeni i podniósł głowę patrząc na mnie wzrokiem tak zmęczonym, że można by pomyśleć, że nie spał paręnaście dni.
- Nie - odpowiedział krótko. - Ale mam już dość tych wszystkich zagadek - westchnął. - Tym bardziej, że nie wieje żaden wiatr - warknął i w tym momencie poczuliśmy nieprzyjemny chłód wiejący z mojej prawej strony. Spojrzeliśmy w tym samym czasie na krzaki, które (raczej) poruszyły się przez wiatr, chociaż w pewien sposób wyglądało to jakoś mrocznie. Tak, jakby coś tam się kryło i czekało na nas, ale żadne z nas nie odezwało się na ten temat.
- Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy. Przynajmniej nie nudzimy się jak te mopsy - stwierdziłam idąc w kierunku wiatru. Akuma ruszył za mną.
- Ta, zginiemy jak ci łowcy skarbów - mruknął. Schował ręce do kieszeni, ale raptownie stanął. Wyciągnął je i zaczął macać swoje plecy. Na jego twarzy malował się strach. - Gdzie mój plecak?! - ryknął na cały głos odwracając się. W tym momencie wyglądał jak pies, który próbuje dogonić swój ogon, a wiadomo jakie rezultaty są. I co miałam powiedzieć? Milczałam, próbując się nie śmiać. Zdążyłam zauważyć, że plecak to dla niego bardzo cenna rzecz; ani razu się z nim nie rozstawał. Ale teraz jego reakcja była tak zabawna... - I co się głupio śmiejesz?! - był jednocześnie rozwścieczony jak i wystraszony. Zakryłam ręką usta i wzięłam głęboki oddech.
- Uspokój się - tylko tyle zdążyłam powiedzieć, bo raptownie wybuchnęłam śmiechem. Spiorunował mnie morderczym wzrokiem, odwrócił się i zaczął iść w przeciwnym kierunku. - A ty gdzie?! - przestałam się śmiać i pobiegłam za nim. Oczami uważnie penetrował ziemię.
- Może gdzieś tu leży - mruknął. - Miałem go na plecach! - westchnęłam łapiąc go za ramię.
- Nie ma go tu. Przeszliśmy raptownie parę kroków. Najwyraźniej jego tu nie przeniosło - posłał mi jeszcze raz to samo mordercze spojrzenie, ale nieco spokojniejszy.
- Jak to nie przeniosło, jak miałem go na plecach! Te cholerne wisiorki tez przeniosło! - warknął próbując wyrwać talizman z szyi, ale za każdy razem gdy ciągnął, nie chciał się zerwać. - Co za... - nie dokończył, próbując zdjąć przedmiot z głowy normalnie, automatycznie go puścił i złapał się za rękę. - Co jest... - zasyczał z bólu. Złapałam jego rękę i na nią spojrzałam. Widniał na niej czerwone bąble po oparzeniu, które powoli znikały. W tej chwili bałam się dotknąć swojego.
- Lepiej go nie dotykaj - zasugerowałam.
- No coś ty? - był coraz bardziej zdenerwowany, jakby był bombą, która tylko czeka na wymówkę, by wybuchnąć. Rana zniknęła, a Akuma przestał zaciskać zęby.
- Chodź, idziemy - pociągnęłam go w porządnie stronę. Wątpię, aby był to jakiś żart. Nie taki i nie po tym, co nas spotkało. Miałam ochotę jak najszybciej wrócić do domu, a nie szlajać się po tym lesie do wieczora, tym bardziej, że nie wiadomo co możemy spotkać, ale co może nas znaleźć.
- Ale mój plecak... - powiedział już nieco zrozpaczonym głosem. Delikatnie się uśmiechnęłam.
- Chcesz, to mnie możesz ponieść - zasugerowałam, chociaż wiedziałam, że się nie zgodzi. Miało to na celu zamknięcie jego ust w tym temacie.
- Pf... - prychnął. - Mój plecak nie jest ciężką parówą - uderzyłam go lekko w ramię.
- Ale jego pan jest płaczliwą dzidzią - mruknęłam. Także mnie spiorunował wzrokiem i to tyle było w temacie. Do głazu doszliśmy w milczeniu. Pojawił się on po jakimś pół kilometrze; wiele razy mieliśmy zamiar zawrócić, ale zawsze któreś z nas się na to nie zgadzało. Ja to rozpoczęłam, potem Akuma chciał się zrewanżować i tak na zmianę, aż doszliśmy do wielkiego szarego głazu, z dziwnymi znakami. Podeszliśmy bliżej. Marszcząc czoło zaczęłam czytać:
- Cztery drogi, jeden wybór. Gniew, smutek, władza i... i... Co tam piszę? - szturchnęłam chłopaka, aby trochę się wysilił. Ja już więcej bazgrołów nie umiałam przeczytać.

<Akuma? Nie znam się na rymach XD>

21 wrz 2017

Rue CD Akuma

Patrzyłam na niego zdziwiona. Nie protestowałam, kiedy zabrał mi napój, chociaż powinnam powiedzieć coś opryskliwego. Zamiast tego patrzyłam jak zmywa naczynie, a potem wraca do stolika.
- Idziemy? - zapytał. Miał poważną minę. Może coś się stało? Ta, tylko kiedy. A może ma... inny dzień?
- Chyba dorastasz - stwierdziłam na głos. Akuma zmarszczył czoło i nic nie odpowiedział. - Od kiedy to zmywasz naczynia? - zapytałam bardziej samą siebie wstając i idąc za nim, kiedy ruszył do wyjścia. - Chyba o czymś nie wiem - dodałam równając z nim kroku.
- Wyda ci się to dziwne, ale ja chyba też - mruknął bardziej sam do siebie. W ciszy dotarliśmy do cyrku, gdzie aktualnie nikt nie ćwiczył. To dobrze, więcej miejsca dla nas.
Zaczęłam się rozciągać, a Akuma poszedł po swoje dymne kulki. Ręce, nogi, ramiona, palce, mięśnie ud, łydek i... próba szpagatu. Rzeczywiście po dwóch miesiącach nogi w gipsie, zrobienie szpagatu było trudne; ba, nawet mi się to nie udało. Zostało mi jakieś pięć centymetrów do ziemi. Stanęłam na rękach bez problemu, wtedy przyszedł chłopak ze swoim sprzętem. chwilę stałam do góry nogami, aż zaczęło mi się kręcić w głowie.
- Masakra. Przez te dwa miesiące szpagatu nie mogę zrobić i ustać na rękach dłużej niż minutę - poskarżyłam się przyjacielowi, który wyjmował ze swojego plecaka parę kulek. - To dalej te trujące? - zapytałam zaglądając mu przez ramię. Pokręcił głową.
- Spotkałem po drodze Pika. Uparł się, abym użył specjalnych kul, zamiast tych, które robiłem własnoręcznie, ze względu na bezpieczeństwo - zdziwiłam się i wyprostowałam. Akuma także wstał, patrzył na małe kulki z dziwnym wyrazem twarzy.
- Chyba miał dobry argument, skoro dałeś się przekonać - spojrzał na mnie jak spod byka.
- Tak - mruknął nie wyraźnie pod nosem i mnie wyminął. Ruszyłam w kierunku trampoliny. Najpierw po prostu skakałam, próbując zrobić pełny szpagat, ale to było dość trudne. Potem za trzecim razem wykonałam pełne salto do tyłu i do przodu. Kiedy zeszłam, czułam się, jakby coś mnie ciągnęło w dół. Po minutowej przerwie wlazłam na drabinkę i nim wskoczyłam na pierwszy trapez, sprawdziłam, jak idzie Akumie, ale zamiast zobaczyć żółtookiego chłopaka w czapce i z burzą siwych włosów, zobaczyłam tylko żółto-pomarańczowo-czerwony dym. Dlatego wróciłam do swojego zajęcia. Złapałam pierwszy trapez, potem drugi wykonując pół obrót. Do trzeciegp dostałam się pełnym obrotem, a w drodze powrotnej złapałam się nogami. Powtarzałam to dość dużo razy, nie podobały mi się moje fikołki, które były nie pewne i nieco niewyraźnie; noga lub ręka czasem mi odlatywała, co niszczyło cały pokaz. W ciągu tej godziny jedyne, czego nie mogłam zrobić, to szpagatu.
Skończyłam szybciej niż Akuma. Usiadłam na jednym trapezie i oglądałam jego występ. Kolorowe obłoki dymu unosiły się po bokach, ale nie mógł wystrzelić ani jednego w górę. O dziwo jednak był bardzo spokojny. Ciekawe co się z nim dzieje, wygląda, jakby coś go martwiło. Ale gdyby tak było, chyba by mi powiedział, nie? Już sama nie wiem... Jest jakiś inny.
Zeszłam z trapezu i podeszłam do przyjaciela, który zakładała swój plecak.
- Chyba wyszedłem z prawy - mruknął, na co poklepałam go po plecach i posłałam mu uśmiech.
- Nie tylko ty - odparłam i ruszyliśmy do wyjścia, kiedy w nim pojawił się dorosły mężczyzna w niebieskim garniturze.
- Paczka dla pana Igarashi'ego! - krzyknął. Spojrzeliśmy po sobie zdziwieni, po czym Akuma zgłosił się, że to on. Musiał tylko podpisać jakiś świstek i tajemnicza paczka była już jego. Zaczął ja oglądać, nie była duża, mniej więcej wielkości czterech pięści dużego chłopa. Kiedy potrząsał ze środka nie wydobywał się żaden dźwięk. Położył ją na ziemi z zamiarem otwarcia.
- Podejrzane - powiedziałam. Spojrzał na mnie. - Nie ma nadawcy - chłopak jeszcze raz spojrzał na pudło i spostrzegł, że miałam rację. - Myślisz od kogo? Od rodziców? Jakiegoś znajomego?

<Akuma? Wyjątkowo szybko dokończyłam, to chyba dlatego, ze wszystko już poukładałam w temacie szkoły. Więc teraz dumaj nad paczuszką>

17 wrz 2017

Rue CD Akuma

Zaśmiałam się. Ja mam mu robić kanapkę? Co to, to nie. Musiałam go wieźć na koniu i wysłuchiwać jego jęczeń, jak to bardzo go boli tyłek. To on mi powinien robić kanapki, ale z tego względu, że oddał mi (tak jakby) swoją zupę, nie powiedziałam tego. Ale za to wrzuciłam do kubka saszetkę herbaty. Miałam ochotę się wyluzować na jego łóżku - było bardzo mięciutkie - i wsłuchać się w cisze, popijając gorącą herbatkę, by po chwili marudzić mu (bo na pewno będzie tam ze mną siedział), że mi się nudzi. Od razu wypiję ciecz nie zważając na to, że jest gorąca i wyciągnę go na dwór, aby... znowu pojeździć na kłodzie? I znowu zaczęłam się śmiać.
- Napady śmiechu jednak ci zostały - stwierdził zalewając swoja kawę wrzątkiem, a po chwili moją herbatę. Wody wystarczyło akurat.
- Tak samo wspomnienie na jeżdżącej kłodzie - zaśmiałam się wsypując cukier do herbaty. Akuma chwilę milczał, aż się uśmiechnął i zaśmiał.
- To chyba ja wtedy wygrałem - jeszcze raz się zaśmiałam.
- Ledwo trafiałeś w drzewa - szturchnęłam go ramieniem w brzuch.
- Może - odpowiedział to takim tonem, jakby to on miał rację, a nie ja. Nie skomentowałam, tylko podeszłam do jakiegoś stolika i położyłam na nim swój napój. Potem wróciłam i wlałam ponownie wodę do czajnika, aby zalać moją (jego) zupkę. - To jak? Gdzie moje kanapki? - pojawił się obok mnie. Spojrzałam na stół, jego kawa już musiała być przy stole.
- No tutaj - wskazałam na cały stół w jedzeniem. - Tam masz chleb - wskazałam na pieczywo. - Masło, mięso... a nawet sałata i rzodkiewki - wskazałam na warzywa. Akuma poklepał mnie po plecach.
- To dobrze. Tylko nie dawaj rzodkiewki - uśmiechnął się serdecznie i poszedł do stolika. Także się uśmiechnął. Wygrał. Najpierw zalałam sobie zupkę, a potem jemu zrobiłam jedną kanapkę; dowaliłam także trzy całe rzodkiewki. Wróciłam do stolika, gdzie chłopak pił swój napój.
- Mam nadzieję, że mojej herbaty nie ruszałeś - zauważyłam cukierniczkę na środku stołu. I dobrze, przyda się.
- Czekałem na swoje kanapki - odparł z uśmiechem, a kiedy zobaczył talerz z jedną kanapkę, zdziwił się, jednak nic nie mówił. Położyłam oba naczynia na stole siadając po drugiej stronie.
- Smacznego - powiedziałam miło. Akuma posłał mi podejrzliwe spojrzenie, a potem uważnie przyjrzał się kanapce. Zdjął górną kromkę (rzodkiewka znajdowała się w środku), a potem będąc pewnym, że nic się nie stanie, wziął gryza. Przeżuł dwa razy i się skrzywił, połykając wszystko za jednym razem i pijąc kawę.
- Jesteś podła - mruknął niczym zbite dziecko, na co się zaśmiałam.
- A ty masz ryj jak świnka - wystawiłam mu język śmiejąc się. Posłał  mi mordercze spojrzenie i odłożył kanapkę. Wzięłam talerz i wyjęłam z niego trzy rzodkiewki przekrojone na pół i oddałam mu z powrotem jedzenie. Zamoczyłam jeden kawałek warzywa w cukrze i go zjadłam.
- Fuj - chłopak się skrzywił w obrzydzeniu, a ja oblizałam usta.
- Pyszne - uśmiechnęłam się szeroko. - Spróbuj. Z cukrem są lepsze, ja sama nie tknę ich na surowo - powiedziałam i zjadłam kolejną, rzucając jedną część rzodkiewki w jego kierunku. Złapał ją i spojrzał podejrzliwie.
- Jesteś dziwna - mruknął i zamoczył rzodkiewkę w cukierniczce.
- A ty drętwy - obserwowałam jak bierze do ust warzywo. - Jeśli się nie otrujesz, powiesz mi co dzisiaj robimy - po tych słowach wzięłam się na swoją (jego) zupkę.

<Akuma? Wybacz, że tyle czekałeś. Postaram się to nadrobić>