30 kwi 2019

Lennie CD Shu⭐zo

Gdy przerwał ciszę, przestałem się zastanawiać. Ciepło się uśmiechnąłem.
- Chcesz spojrzeć mu w oczy? - zapytałem, on nagle zbladł.
- Nie… nie wiem. Chyba nie – powiedział szybko i jękliwie.
- To chodź – ociągnąłem go lekko w swoją stronę, idąc tyłem.
- Gdzie?
- Wyjdziemy do miasta – odpowiedziałem. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Ale… Lennie… przecież – nie wiedział co dokładnie powiedzieć. Objąłem go ramieniem, prowadząc do wyjścia.
- Nie martw się, nie zwariowałem – zapewniłem go. Pozwolił się wyprowadzić z namiotu. Postawiłem go przed wejściem i kazałem zostać.
- Gdzie idziesz?
- Otworzyć szafę – jak powiedziałem, tak zrobiłem. Wszedłem do środka, odwiązałem wstążkę na drzwiczkach i je otworzyłem. W ostatniej chwili odsunąłem się od olbrzyma, który przewrócił się na podłogę. Kucnąłem obok jego twarzy i przyłożyłem palce do szyi. Shuzo go nie zabił i wątpię, by zwykłe uderzenie patelnią skrzywdziłoby takiego wielkiego faceta. Wstałem i mu się przyjrzałem. Założyłem ręce na krzyż i zmarszczyłem brwi, co on w nim takiego widział? No może rzeczywiście miał wspaniałe ciało (ale nie dla mnie), był przystojny, ale… nie pasował do mojego przyjaciela, tego byłem pewien. Zostałem mężczyznę na podłodze i wyszedłem z namiotu, czarnowłosy nerwowo chodził w te i z powrotem. - Żyje, nie masz co się bać. Oddychaj – stanąłem naprzeciwko niego. Lekko przytaknął głową, zamykając oczy.
- Ale co, jeśli się obudzi?
- Ciebie już nie będzie, pójdziemy do miasta, odprężysz się, a on chwilę się tu pokręci i sobie pójdzie – mówiłem przekonująco, chociaż sam w to nie wierzyłem. Czy naprawdę zniknie z własnej woli? Prędzej będą musieli go stąd wyrzucić, ale nie chciałem bardziej martwić towarzysza, nie teraz, gdy cały chodzi, a do jego głowy wchodzą dziwaczne myśli.
- Na prawdę tak myślisz? - słysząc to pytanie zdałem sobie sprawę, że mnie przejrzał. Westchnąłem i delikatnie się uśmiechnąłem, obejmując go.
- Chodź. Znajdziemy coś, co ci poprawi humorek.

<Shuzo? Wiem, że to okropne...>

29 kwi 2019

Cal CD Rose

Ta zabawa od początku mi się nie podobała. Klon deptał mi po piętach i nie dawał spokoju. Moja irytacja wzrastała z minuty na minutę. Ten demon mnie jeszcze popamięta. Chcąc nie chcąc musiałem znaleźć tą Rose. Ja mam unikać jej klona, a ona sobie tu spokojnie chodzić?! Nie ma takiej opcji. Oczywiście z czasem zacząłem jej szukać. Długo mi to nie zajęło. Dziewczyna siedziała w bufecie, spokojnie popijając herbatkę. Szybko udało mi się ją zlokalizować. Oczywiście, panienka się zastanawiała czego mogłem chcieć. Jej umysł jest otwartą księgą, z której mogę czytać co chcę i kiedy chcę z większej odległości. Jest to w pewnym sensie udogodnienie, ale nie chce już z nią gadać. Niestety jeszcze muszę. A czego mogłem od niej chcieć? Prosta sprawa. Musiałem się na kogoś wydrzeć, a to przez nią i tego demona znowu tkwię w jakimś kiepskim bagnie, którego mogę się wydostać, dopiero gdy ją pocałuje. To musi być jakiś nieśmieszny żart. Nie ma na świecie nic bardziej ohydnego od czegoś takiego. Niestety nie ma się co oszukiwać. To żaden żart, tylko rzeczywistość. Od razu ruszyłem w jej stronę widocznie wkurzony.
- Naprawdę co ty sobie myślisz? To nie jest tylko mój problem. Chce ci przypomnieć, że to twój klon gania po całym cyrku, a ty tak sobie zwyczajnie popijasz herbatkę jak gdyby nigdy nic.
Głupie tłumaczenia, że jesteś zmęczona tym wszystkim nie pomoże. Odpoczywa się dopiero po skończonej robocie, a nie...
Nie zdążyłem skończyć. Dziewczyna zirytowana wstała z miejsca, złapała mnie za nadgarstek i przeniosła nas w jakieś miejsce. Sam nie wiem, gdzie wtedy stałem. Za nim w ogóle zdążyłem zareagować, przycisnęła swoje wargi do moich. W momencie stanąłem, jak wryty. Jednocześnie zrobiło mi się niedobrze i słabo. Od razu odsunąłem się od niej, ledwo co stojąc na nogach. Był to w zasadzie pocałunek i ten klon powinien zniknąć. Tyle dobrze. Dziewczyna bez zbędnych ceregieli zniknęła i zostawiła mnie gdzieś tutaj. Parę sekund później zwyczajnie zwróciłem swój obiad w jakieś krzaczory, a potem zemdlałem. Nasze usta się dotknęły. To jakiś koszmar. Było mi tak niedobrze.
Szczerze nie wiem, kiedy odzyskałem przytomność. Leżałem w tym samym miejscu, gdzie wcześniej straciłem przytomność. Było to miejsce gdzieś na skraju lasu. W oddali widziałem cyrk. Słońce zaczęło wychodzić znad horyzontu. Czyżby ranek? Dalej czułem się słabo, jednak od razu postanowiłem wrócić do cyrku.
Gdy już dotarłem do namiotu, okazało się, że miałem w nocy gościa. Wszystkie moje rzeczy były porozrzucane w totalnym nieładzie po całym namiocie. Zniknęła pamiątka po moim ojcu - miecz, którym pozbawiłem go głowy. Czyżby w cyrku był jakiś wysłannik mojego braciszka? Poza tym nie zauważyłem, żeby jeszcze coś zniknęło. Po co to komuś było? Może był to ten demon? Mogłem się jedynie nad tym zastanawiać, ale najważniejsze jest żeby ten miecz się szybko znalazł i żeby moja tajemnica nie wyszła na światło dzienne. Od razu opuściłem namiot i jak to miałem w zwyczaju - zacząłem szukać informacji. Kręciłem się wokół ludzi z cyrku i zaglądałem niepostrzeżenie do ich umysłu. Koniec z końców w moim zasięgu wzroku znowu znalazła się Rose. Z tego, co już zdołałem się dowiedzieć. Pik dał mi i jej jakieś wspólne zadanie. Naprawdę nie miałem na to ochoty. Gdy tylko przede mną stanęła, przewróciłem oczami.
- Nic nie musisz mówić. Wszystko wiem i od razu mówię, że nie mam czasu na takie rzeczy. Znajdź sobie kogoś innego.
(Rose?)

27 kwi 2019

Shu⭐zo CD Lennie

Niestety... W taki sposób radzę sobie z problemami, że w ogóle sobie z nimi nie radzę. Tak jak wtedy. Te pamiętne parę lat temu. Uciekłem od problemu z nadzieją, że sam się w końcu rozwiąże. Z jednej strony się cieszę, ale to, co teraz się stało... Sam nie wiem, co powiedzieć, co zrobić. Po chwili ciszy wziąłem głęboki oddech.
- To wszystko był nieszczęśliwy wypadek. Spanikowałem i odruchowo go uderzyłem, bo się do mnie podkradł od tyłu. Potem to już w ogóle nie wiedziałem co zrobić, więc zaciągnąłem go tutaj. Nie wiem, czego chce, ale to mało prawdopodobne, że chodzi o mnie. - spojrzałem na zamkniętą szafę. - Poza tym w inny sposób bym go nie przywitał. Dobrze, że oberwał. - mruknąłem niezadowolony. Spojrzałem dość smutno na magika. - Szczerze nie mam co opowiadać. Niektórzy po prostu nie są lojalni wobec ciebie, tylko wobec własnych potrzeb związanych z tobą. A wraz ze zmianą ich potrzeb, zmienia się także ich lojalność. - westchnąłem cicho, spuszczając głowę. - Mnie to za bardzo zabolało. Jakaś część mnie dalej nie może się pogodzić ze stratą. Chociaż uważam, że to głupota. Dlatego. - podniosłem głowę z lekkim uśmiechem, patrząc na magika. - Najlepiej znajdź sobie kiedyś kogoś, kto sprawi, że będziesz się uśmiechał bez przerwy. Kogoś, kto będzie umiał cię wkurzyć, a po chwili rozbawić do łez. Kogoś takiego kto przegada z tobą całą noc, gdy nie będziesz mógł zasnąć. Kogoś wspaniałego... Kogoś, kto będzie na zawsze z tobą, a nie tylko na chwilę i będzie cię naprawdę kochał, a nie tylko wobec własnych potrzeb związanych z tobą. - wstałem i po prostu musiałem się do niego przytulić. - Chyba że chcesz zostać singlem do końca życia, ale to dość słaba opcja. Za ładny na to jesteś. - poczochrałem go po głowie, a potem obaj zaczęliśmy się śmiać. Mam nadzieję, że serio kogoś sobie znajdzie i będzie szczęśliwy... Puściłem go. Od razu zrobiło mi się lepiej. Spojrzałem niechętnie na szafę. - Ile może być nieprzytomny?... A co jak mu zrobiłem jeszcze większą krzywdę i teraz coś będzie z nim nie tak? Co jak się w ogóle nie obudzi?
- Spokojnie Shuzo. Nie panikuj.
- Ale to by było okropne. Nie lubię go, ale też nie chciałem go uderzyć tą patelnią. Musiałbym być jakąś okropną osobą, żeby zrobić to specjalnie. A co jak jestem taki głupi i zwyczajnie się oszukuję, że jestem dobry, a naprawdę jestem zły i od samego początku chciałem mu przyłożyć? - zacząłem już dramatyzować i gadać totalne głupoty. Przecież to zwyczajnie niemożliwe. Niestety nie umiałem się ogarnąć. - A co jak ja w ogóle nie istnieję? Co jak w ogóle nie jestem psem, tylko wrednym kosmitą w czapeczce?... Moment to bezsensu. Kosmici nie mają czapek. - w ogóle się nie umiałem zamknąć. Ciągle tylko gadałem i gadałem, aż w końcu za bardzo wniknąłem w temat kosmitów... Co ja sobie durnego ubzdurałem wtedy? Na szczęście Lennie mnie uciszył i po prostu zatkał mi buzię ręką.
- Cisza. - oznajmił stanowczym tonem, patrząc mi prosto w oczy. Widocznie już nie mógł tego słuchać. Nie dziwię się. Zamrugałem parę razy, gapiąc się na niego, ale koniec z końców pokiwałem głową. On wziął rękę z mojej twarzy i nastała cisza. Od razu spojrzałem na szafę, w której nic się nie działo.
- ... Nie mogę tak siedzieć i nic nie robić. Co jak mu coś jest? - to by było na tyle z tej ciszy.

(Lennie~?)

20 kwi 2019

Vogel CD Rose

Uważnie obserwowałem jej ruchy nad talią kart. Powoli je przesuwała, odwracała, czasem się na chwilę zatrzymywała, mając przy tym niewyraźny grymas. Po kilku minutach obserwacji dziewczyna z wielkim zaskoczeniem spojrzała na mnie, mówiąc przy tym, co w nich zobaczyła. Zaskoczyło mnie to. Siedziałem w bezruchu, próbując zebrać myśli. Kolejne ciało? Czyli to seryjne zabójstwa. Może to tylko przypadek? Nie, nie ma takiej mowy, to nie może być niefortunne zdarzenie i to jeszcze w tak krótkim odstępie czasowym. Przeczesałem włosy dłonią, odwracając głowę w stronę biurka dziewczyny. Panowała na nim czystość, czego nie mógłbym powiedzieć o swoich myślach. Przymknąłem powieki, odrywając się przy tym od świata rzeczywistego. Przede mną pojawił się obraz nieboszczyka, którego wczoraj ujrzeliśmy. Był brutalnie zmasakrowany, to na pewno nie jest przypadek, a pomysł jakiegoś psychopaty. Otworzyłem delikatnie oczy i kątem oka spojrzałem w kierunku Rose, która nadal badała karty. Czyżby myślała nad pomyłką? Zapewne, gdyż miała taki wyraz twarzy. Chciała, by to nie było prawdą. Westchnąłem cicho, po czym oparłem się wygodniej o ramę krzesła.
- To nie może być przypadkowe... -powiedziałem w końcu, tym samym zwracając na siebie jej uwagę.
- Co? -szepnęła, próbując złapać swoim spojrzeniem moje. W końcu je połączyliśmy.
- Pomyśl, w tak krótkim czasie dwa zabójstwa? -odpowiedziałem, mając lekko zachrypnięty głos, szybko jednak odkaszlnąłem. Przez moment siedzieliśmy w ciszy, aż w końcu pochyliłem się w jej kierunku, łącząc przy tym palce dłoni -Możesz wyczytać z kart, gdzie to się zdarzyło?
Dziewczyna na moje polecenie delikatnie się wzdrygnęła, lecz po chwili zwróciła głowę w kierunku tarota, szukając odpowiedzi na moje pytanie. Cierpliwie czekałem na nawet najmniejszy jej ruch. Przełknąłem nerwowo ślinę, a wtedy Rose skinęła twierdząco głową. Wyglądała na przerażoną, ale to pewnie mi się przewidziało, dlatego szybko odgoniłem tę myśl.
- Jesteś w stanie określić dokładne położenie? -dopytałem.
- Niestety nie, ale wiem, że ciało leży przy kanale wodnym -gdy to powiedziała, próbowałem przypomnieć sobie, gdzie ten kanał się znajduje.
- Niedaleko nas -wyszeptałem, zasłaniając sobie dłońmi usta.
W tym momencie przeszedł mnie dreszcz. Teraz już byłem pewny, poprzednie zdarzenie nie było pojedynczym incydentem, a wprowadzeniem do jakieś chorej zabawy. Zacisnąłem zęby, kołysząc przy tym delikatnie swoim ciałem.
- Vogel? -usłyszałem jej głos, dzięki któremu podjąłem decyzję -W porządku?
Mój wzrok zawisł na jej zakłopotanej twarzy, a właściwie na wąsko ściśniętych ustach, tak jakby bała się powiedzieć coś jeszcze. Gwałtownie wstałem z miejsca, po czym zacząłem krążyć przed stolikiem, na którym to Rose dokonała dla mnie czegoś niemożliwego. Po kilku sekundach stanąłem do niej tyłem i zwracając głowę przez ramię, powiedziałem:
- Musimy to zbadać, nie możemy pozwolić, by to się przeniosło na kogoś jeszcze -moja wypowiedź była szorstka, bez emocji, przez co i ja się w sumie zaskoczyłem.
- Oszalałeś?! -dziewczyna stanęła naprzeciw mnie, podpierając się o stolik -Vogel, to nie są przelewki, co jak ktoś nas znajdzie? Co, jeżeli wszystko spadnie na nas?
- Lepiej na nas, niż kogoś innego -wtrąciłem się jej, odwracając się przodem -Rozumiem twój brak przekonania, ale sądzę, że gdy zobaczyliśmy te pierwsze ciało, zostaliśmy wprowadzeni do gry, jeżeli wiesz, o co mi chodzi -wzruszyłem ramionami, opierając się tyłem o szafę.
- Nie, nie rozumiem -pokręciła głową -To jest zbyt niebezpieczne, nie możemy się w to wtrącać, co jeżeli...
- A jednak czekałaś na mnie, by móc coś wyczytać z kart -ponownie się wtrąciłem, tym razem powodując u dziewczyny coś na wzór zszokowania.
To, co mówiła, to o niebezpieczeństwie, było prawda, ale moje słowa także nią są. Gdyby ją ta sprawa nie interesowała, to by o niej zapomniała, a nie szukała odpowiedzi. Rose zwiesiła głowę, zasłaniając się włosami. Myślała. Postanowiłem zrobić to samo. Skrzyżowałem ręce i przechyliłem głowę delikatnie do przodu, zamykając przy tym oczy. Czy to, co robimy, jest w ogóle dobre? Oczywiście, że nie. Może Rose nie podziela mojego zdania, ale ja nie mogę pozwolić, by ktoś stąd został skrzywdzony. Obydwa zabójstwa są niebezpiecznie blisko naszej lokacji, a to może oznaczać trzy rzeczy. Po pierwsze -ktoś chciał zrobić to w ukryciu, lecz jakimś cudem nie wiedział, że znajduje się tu cyrk. Po drugie -dobrze wiedział, że jesteśmy tu rozbici, a żeby tylko podejrzenia nie padły na niego, zrobił to właśnie tutaj, próbując wplątać w to cyrk. I co najgorsze, trzecia opcja, która mi się nasunęła, a była to zaplanowana akcja na nasze społeczeństwo. Ostatnia opcja jest najmniej prawdopodobną, ale może się zdarzyć. Nie wiadomo przecież, co takiemu człowiekowi może siedzieć w głowie. Jeżeli jednak trzeci wybór miałby się spełnić, lepiej się zabezpieczyć i po prostu szukać wskazówek, o ile takie w ogóle istnieją.
- ...hej no, słyszysz mnie? -od rozmyśleń oderwał mnie głos dziewczyny.
Otwierając oczy, spostrzegłem, że stoi tuż przede mną, wpatrując się w moją twarz. Cofnąłem przez to głowę, próbując zachować jakąś przestrzeń.
- Co jest? -zapytałem, powstrzymując się z trudem od jąkania. Na jej twarzy powstał niewielki grymas, do którego dodała wyprostowaną pozę i skrzyżowane ze sobą ręce. Wyglądała, jakby się obraziła. -Przepraszam, zamyśliłem się -złapałem się za tył głowy, delikatnie ją masując. Ta westchnęła zrezygnowanie i spojrzała w kierunku kart.
<Rose?> przepraszam za czas i jakoś : D

19 kwi 2019

Lennie CD Shu⭐zo

- Zamknąłem swojego byłego w szafie…
To zdanie brzmiało tak nieprawdopodobnie i niewiarygodnie, że aż niemożliwie śmiesznie i jednocześnie przerażającą. W pierwszej chwili nie mogłem pojąć co powiedział. Zamknął… kogo… gdzie? Świeży umysł, który dopiero co wstał i jedyne co zdołał zrozumieć, to to, że z przyjacielem jest coś nie tak, właśnie został rzucony na głębokie wody i został zmuszony do zrozumienia tak dziwnego zdania, które słyszał pierwszy i raczej ostatni raz w całym swym życiu. Gdy zrozumiałem, że w szafie stojącej parę metrów od nas, znajdował się były facet Shuzo, musiałem dać sobie kolejne chwile, by stwierdzić, czy sobie nie żartował. Jednak patrząc na przerażoną twarz, z której nie mogłem odnaleźć ani grama rozbawienia, zrozumiałem, że mówił na poważnie.
- Dobre słowa do przebudzenia mnie – powiedziałem sucho i beznamiętnie, to pierwsze, co wpadło mi do głowy. Chciałem przerwać tę głuchą i narastającą grozą ciszę, bo wiedziałem, że jeśli jeszcze przez parę sekund się utrzyma, nogi odmówią mi posłuszeństwa, a ja sam stwierdzę, że to tylko zły sen, który trzeba zakończyć. Do tego nie mogłem już patrzeć na jego smutne oczy, wbite we mnie jak gwoździe w deski. Niestety moje słowa albo mój ton sprawiły, że jego oczy zaczynały się szklić. Ręce jeszcze bardziej zadrżały, a on sam stał się zimny. Nie puściłem jego dłoni, patrzyłem, jak zaciska usta w wąską wargę i zniża głowę. Pierwszy raz od dawna zabrakło mi języka w gardle. Chociaż udało mi się zrozumieć, co mi przekazał i wiedziałem, że nie żartował, dalej nie mogłem pojąć całej tej sytuacji. - Ej, nie płacz – powiedziałem łagodnie słysząc, jak cicho zaczyna pochlipywać. Puściłem jego ręce i go mocno objąłem. On sam przylgnął do mnie, przestając się trząść. Spojrzałem kątem oka na szafę. Nie poruszała się, nie wydawała żadnych dźwięków, ale coś w środku podpowiadało mi, że ktoś tam był.
- Nie chciałem, by tak wyszło. Tak jakoś przypadkiem go uderzyłem… to był impuls – zaczął się tłumaczyć, a ja go powoli głaskałem po włosach. Jego oddech się uspokajał, zaczynał panować nad sobą. Dopiero po paru minutach, gdy się uspokoił, usiedliśmy na łóżku naprzeciw siebie. Wytarłem jego mokre łzy i uśmiechnąłem się ciepło.
- Tak więc… - zacząłem, nie będąc pewny, czy mogę go o to prosić. W końcu osoba z przeszłości leży nieprzytomna w tym pomieszczeniu, przyniosła ze sobą (najwidoczniej) przykre wspomnienia, a ja chce go prosić o je ponowne odtworzenie. Czy dobrze robiłem? Nie dowiem się, jeśli nie spróbuje. I też jeśli tego nie zrobię, nie dowiem się, jak mu pomóc. - Możesz mi wszystko na spokojnie opowiedzieć? Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałem najspokojniejszym głosem, jaki udało mi się wycisnąć z zaciśniętego gardła. Kawałek jego strachu przelał się na mnie, ale udało mi się go stłumić. Nie mogłem się w końcu bać nieznanego, prawda?

<Shuzo?>

17 kwi 2019

Shu⭐zo CD Lennie

Gdy tylko Diane opuściła namiot, magik ledwo co stał na równych nogach. Za nim zdążyłem zareagować — padł na ziemię. Od razu do niego podbiegłem.
- Lennie. Co się stało? - potrząsnąłem nim lekko. Przez parę chwil nie odpowiadał, ale na szczęście szybko odzyskał przytomność. Ulżyło mi. - Nie strasz mnie tak panienko. - podniosłem się, po chwili oddając z uśmiechem rudzielcowi ubrania. Bez zbędnych ceregieli pomogłem mu uwolnić się od tej sukienki. A gdy już był w swoich zwykłych ciuchach, zacząłem go za to wszystko przepraszać. Skleroza mnie jakaś dopadła. Zapomniałem, że miała przyjść wieczorem po buty. Skończyło się to śmiechem. Całe szczęście. Bałem się w środku, że mnie za to znienawidzi. Było to głupie z mojej strony, ale naprawdę nie chcę go stracić i tak bardzo chcę, żeby był szczęśliwy. Chociaż jak do tej pory baaardzo słabo mi to wychodzi. Więcej cierpi, niż się śmieje w moim towarzystwie.
- Będziesz miał co wspominać. Poza tym w życiu trzeba próbować nowych rzeczy, a to było na pewno dość ciekawe doświadczenie.
- Mogę się z tym zgodzić. - odpowiedział z uśmiechem.
- Obiecuję, że już nigdy nie założysz żadnej sukienki. Sam tego dopilnuję. - zapewniłem, też się uśmiechając. Po tym wszystkim zaczęliśmy gadać o różnych sprawach. Nie było tak późno, więc na luzie usiedliśmy na moim łóżku. Rozmawialiśmy tak razem pół nocy. Dopóki mi tam nie zasnął. Nie chciałem już go budzić, więc po prostu przykryłem go kołdrą. Później poszedłem się przebrać w jakieś luźne ciuchy, a potem zgasiłem wszystkie światła, jakie tu miałem i usiadłem na skraju łóżka w totalnej ciemności. Westchnąłem cicho, kładąc po sobie uszy. W ogóle nie chciało mi się spać. Sto tysięcy myśli krążyło mi po głowie. Co drugie były o tej samej osobie...

(Godzina dziewiąta i trzy kwadranse)

O dziwo udało mi się w końcu zasnąć, ale nie na długo. Były to raptem około dwie godziny. W dodatku znowu byłem wtulony w Lennie'go. Było mi tak dobrze. Mógłbym tak leżeć i się tulić godzinami. Jednak szybko zmieniłem zdanie. Puściłem go i ostrożnie wstałem. Nie chciałem go jeszcze budzić. Niech sobie pośpi. Ubrałem na stopy swoje puchate kapcie i poszedłem do bufetu po herbatkę. Nie było tam ani jednej żywej duszy. Rozejrzałem się, biorąc szklankę do ręki. Samotność jest taka do bani. Z ciekawości poszedłem z herbatą zajrzeć do przyczepy, która była czymś w rodzaju małej kuchni. Może chociaż tam ktoś siedzi przy garach? Gdy tylko dotarłem na miejsce, okazało się, że też nikogo tam nie było. Nie wchodziłem do środka, tylko przeleciałem wzrokiem po wnętrzu. W zasięgu mojej dłoni zobaczyłem patelnie. Dawno nie trzymałem żadnej w ręku. Wziąłem ją i zacząłem oglądać. Z nudów nawet parę razy ją podrzuciłem. O mało co się nie uderzyłem w głowę. Całe szczęście, że do tego nie doszło. Nagle usłyszałem, że ktoś idzie w moją stronę. Był dość blisko i musiał być to na pewno jakiś koleś. Dość masywny... Miał taki specyficzny, dobrze mi znany sposób chodzenia. Ten odgłos kroków był bardzo znajomy. Czy mógł być to... Nie. Nie ma takiej opcji. Po co by miał tu być? Czemu miałby mnie w ogóle szukać? Nie ukrywam, zacząłem trochę panikować. Za nim tamten zdążył się odezwać, już leżał nieprzytomny na ziemi. Jakoś tak odruchowo, walnąłem go patelnią. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. To był rzeczywiście ten koleś. Ten mięśniak, który zwodził mnie tyle lat. Nie wiedziałem, co zrobić. Ręce mi drżały, cały zacząłem się denerwować. Co jak ktoś to zobaczył? Co jak go zabiłem? Myślałem, że tam zemdleje. Wywaliłem od razu patelnie, a pierwszym pomysłem, jaki mi wpadł do głowy, było: zaciągnięcie go do namiotu. Na szczęście oddychał, ale nie mogłem go tak tu zostawić. Złapałem jedną z tego jego ciężkich nóg i zacząłem ciągnąć tę kupę mięśni do swojego namiotu. Cud, że w ogóle mi się to udało, oraz że nikt mnie nie zobaczył. Zajęło mi to wieki, a gdy już dotarłem do namiotu, przypomniałem sobie o śpiącym Lenniem. I co teraz?! Znowu zacząłem panikować. Rozglądałem się nerwowo po namiocie, aż w końcu mnie olśniło.
Przyznaję. Nie był to jakiś wybitny pomysł. Lennie mógł się w każdej chwili obudzić. W dodatku byłem już padnięty. Bardzo cicho starałem się to zrealizować. Jednak upchanie mięśniaka do szafy nie było ani trochę prostym zadaniem. Jedną rzeczą jest go tam upchać, a drugą jeszcze zamknąć tę szafę, żeby nie wypadł. Mocowałem się z nim dość długo. Gdy już siedział w środku, a szafa była zamknięta. W spokoju mogłem sobie odetchnąć. Jednak to był błąd. Szafa się otworzyła, a mięśniak spadł prosto na mnie.
Po kolejnych mizernych próbach wreszcie mi się udało. Tak dla bezpieczeństwa związałem razem uchwyty szafy jakąś wstążką. Nie powinny się otworzyć. W idealnym momencie skończyłem. Lennie zaczął się budzić. Starałem się być spokojny, ale świadomość, że upchałem kogoś w szafie, była okropna. Ręce dalej mi drżały i osłupiały stałem przy tej szafie.
- Shuzo. Coś się stało? - spytał Lennie, gdy tylko mnie zauważył.
- N...nie coś ty. W...wszystko gra. - odpowiedziałem drżącym głosem i nerwowym uśmiechem na twarzy. Słaby ze mnie aktor. Nie umiem kłamać w takich sytuacjach. Odszedłem od razu od szafy. Magik wpatrywał się we mnie nieufnym, a zarazem i zdziwionym wzrokiem. Może myślał, że jeszcze mu się coś śni? Oparłem się o biurko, starając się nie za bardzo pokazywać drżących rąk.
- Brałeś coś? - wypalił nagle, dalej się we mnie wpatrując. Też na niego spojrzałem z dość zakłopotaną miną. Skąd w ogóle taki pomysł?!
- ... Nie. - odpowiedziałem po chwili ciszy. Coś czułem, że w tym momencie mogłem się bardziej pogrążyć. Magik wstał z łóżka i stanął przede mną, chwytając mnie za drżące ręce.
- Powiedz, co się stało? - spytał bardzo poważnym, wręcz przerażającym mnie w tym momencie tonem. Spojrzałem na niego, kładąc po sobie uszy. Bałem się. Cholernie się bałem. Co on sobie o mnie pomyśli w tej chwili?
- Zamknąłem swojego byłego w szafie...

(Lennie~? Pomocy...? xd)

13 kwi 2019

Rose CD Cal

Po tym, jak Cal odszedł, zauważyłam klona, idącego w moją stronę. Nie wiedziałam czy mam ją jakoś zatrzymać czy wręcz przeciwnie. Jednak nie musiałam się zastanawiać, ponieważ zatrzymała się przede mną i chwilę się na mnie patrzyła. Nie wiedziałam, co mam robić. Chciałam, jak najszybciej się znaleźć w siebie, w namiocie. Jednak zanim użyłam swojej mocy, wzięła mnie mocno za ramię i szepnęła do ucha:
-Nie ma innego wyjścia
-Niech się sam o tym dowie, bo ja nie zamierzam za nim chodzić, tak jak ty- powiedziałam, wyrywając się jej z uścisku. Za każdym razem się zastanawiam, dlaczego ja? Postanowiłam od niej uciec na kilkanaście metrów, po czym zwolniłam. Chciałam się uspokoić, dlatego poszłam na stołówkę po herbatę. Rozglądałam się po kątach w szklanką w dłoni. Miałam ochotę na miejsce z jak najmniejszą liczbą osób wokół mnie. Usiadłam tam, gdzie prawie nie było ludzi. Położyłam herbatkę na stoliku i patrzyłam, jak ulatuje z niej para. Byłam zmęczona tym wszystkim. Niańczeniem, ciągłym pomaganiem i nienawiścią. Owszem, nie przepadam za nim i wolałabym nie mieć więcej do czynienia z księciuniem, jednak przez tego demona nie jest mi to dane. Unikać tej dwójki też nie mogę, przynajmniej teraz, kiedy mam sobowtóra na karku. Nagle do stołówki wparował wściekły Cal. Śledził wzrokiem każdego, dopóki nie przystanął na mnie. O co tym razem mu chodzi?
<Cal?>

Rose CD Vogel

Kiedy Vogel wyszedł z namiotu, postanowiłam wyjąć moje karty i trochę powróżyć. Ta cała sprawa od początku wydaje się mocno podejrzaną. Podeszłam do jednej z szuflad na biurku, przypominając sobie, jak mnie babcia uczyła wróżenia. Delikatnie uśmiechnęłam się, wyjmując pudełeczko z kartami. Zaniosłam je na stolik nocny i zaczęłam wróżenie. Wyjęłam po kolei wszystkie karty i losowo je porozrzucałam nie zwracając uwagi na obrazki, które niechcący można było je zobaczyć, a to jest zabronione. Czekałam na Vogela, bo akurat to z nim chciałam zobaczyć co wyjdzie. Położyłam się na łóżku, i nie wiadomo kiedy, zasnęłam. Nadal się dziwię, że mi się udało zasnąć, pomimo tych drastycznych widoków sprzed kilku godzin. Obudziłam się dość wcześnie, dlatego miałam wystarczającą czasu, by uporządkować się przed przyjściem Vogela. Kiedy zobaczyłam cień przed moim namiotem, podeszłam do wejścia.
-Wejdź do środka- powiedziałam, gdy tylko zobaczyłam mężczyznę. Zrobił to co rzekłam i pokazałam z krzesło, które już wcześniej przygotowałam. Usiadł na nim i czekał. Wiedział, że coś mogę mieć w związku z tą "zagadką".
-Kiedy wyszedłeś w nocy już spać. Pomyślałam, że mogę trochę powróżyć. Może wtedy otrzymamy jakieś wskazówki?- wypowiedź skończyłam pytaniem, bo sama w sumie nie wiem czy coś wyjdzie. Odwróciłam losowo wybrane karty i się chwilę zastanowiłam nad wspólnym znaczeniem tych obrazków. Pojedynczo każda oznacza co innego, ale w tym wypadku trzeba było pomyśleć nad wspólnym znaczeniem. To okazało się trudniejsze niż myślałam, gdyż nigdy mi się coś takiego nie przytrafiło. Momentalnie otworzyłam szerzej oczy i wzięłam bardzo głęboki wdech.
-Coś się stało?- zapytał chłopak, widząc moją reakcję.
-Jest gorzej niż myślałam, to dopiero początek czegoś koszmarnego i...-przełknęłam ślinę- jest kolejne ciało...
<Vogel?>

11 kwi 2019

Lennie CD Shu⭐zo

Popatrzyłem na sukienkę, którą kiedyś mierzyłem. Wykrzywiłam twarz w niechęci, znowu miałem się w nią wcisnąć? Może i była wygodna, ale to ubiór kobiet, nie mężczyzn. 
- Ale po co? - zapytałem, spoglądając na Shuzo kątem oka, przyglądałem się kreacji.
- Chciałbym zobaczyć, jak to się na kimś prezentuję, a tylko ty się w to zmieścisz – powiedział po chwili namysłu. Spojrzałem na niego i przygryzłem dolną wargę.
- Manekin ci nie wystarcza? - zapytałem wskazując na przedmiot stojący w kącie.
- Będziesz się w niej lepiej prezentować, niż tamto – wyjaśnił, nie dawał za wygraną.
- Jakoś mnie to nie przekonuje – założyłem ręce na krzyż i znowu skierowałem wzrok na sukienkę.
- A co ci szkodzi? Ja też mam jedną na sobie – patrzyłem to na przyjaciela, to na ubiór. Przez jakiś czas stałem nieruchomo, panowała cisza, nie mogłem się zdecydować.
Niestety w niej wylądowałem. Shuzo zapiął mi z tyłu zamek, spojrzałem na swoje ubrania, leżace na jego łóżku. Już za nimi tęskniłem. Odwróciłem się do lustra i się przejrzałem, teraz była ładniejsza, a ja miałem idealną sylwetką do niej. 
- Jeszcze to! - dosłownie zapiszczał z radości. Nie zdążyłem na niego zerknąć, a on już wsadził na moją głowę kapelusik idealnie pasujący do kreacji. Patrzyłem na niego zdezorientowany.
- Shuzo – odezwałem się w końcu z wyrzutami.
- Ale tak ślicznie wyglądasz – westchnął, odwróciłem wzrok do lustra i jeszcze się przejrzałem. Miał rację… ale ja nie byłem kobietą!
- Shuzo, jesteś tu? - usłyszałem kobiecy głos, a jego właścicielka weszła do namiotu. Cały się spiąłem, bałem się, że to wszystkim rozgada, dlatego odwróciłem się do wyjścia plecami i naciągnąłem kapelusz na twarz. - Shuzo… twój nowy strój? - usłyszałem pytanie, z nutką rozbawienia.
- Cześć Diane… Pewnie przyszłaś po swoje buty – odpowiedział czarnowłosy.
- Yhym – przytaknęła.
- Zaraz je znajdę – kiedy on szukał, czułem, jak dziewczyna przejeżdża po moich plecach wzrokiem. Diane to chyba tancerka… na pewno to ona. Jednak nie ważne kim jest i co robi, nie może zobaczyć mojej twarzy…
- Cześć, jesteś nowa? - usłyszałem pytanie skierowane do mnie, ciarki przeszły po moim ciele, miałem ochotę stąd uciec. Co robić? Co miałem robić? Odezwać się, by rozpoznała głos? Odwrócić się, by zobaczyła twarz? Czy uciec i wybrudzić mu sukienkę? Tak chyba będzie najrozsądniej, w końcu to jego wina, że miałem ją na sobie. - Jestem Diane, a ty? - kontynuowała, była coraz bliżej.
- Lili – odezwałem się piskliwo kobiecym głosem. - Jestem… przyjaciółką Shuzo – wytłumaczył...am.
- Jesteś z miasta? - przytaknęłam głową. - Byłam tam wczoraj, bardzo ładne – chwila ciszy. - Może… się odwrócisz? - czułem, jak serce podchodzi mi do gardła. Zaraz stad ucieknę.
- Wiesz… jestem bardzo wstydliwa… i pryszcz mi wyskoczył… - zacząłem wymyślać.
- To nie szkodzi…
- Diane, mam twoje buty – na pomoc przyszedł Shuzo.
- Dziękuje za zszycie ich – powiedziała miło. - Dziwna ta twoja koleżanka – usłyszałem jak mówiła szeptem.
- Nie martw się – po tych słowach się pożegnali, a moje stopy odmówiły posłuszeństwa. 

<Shuzo? xd>

9 kwi 2019

Shine

"Im częściej upadasz, tym częściej masz szansę podnieść głowę do góry"