Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akusai. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akusai. Pokaż wszystkie posty

14 sie 2020

Akusai CD Ozyrys

Wydarzenie przy jeziorze faktycznie mocno mnie zaskoczyło, widziałem bardzo dokładnie, jak emocje targają Ozyrysem podczas występu, to one nad nim panowały i to głównie doprowadziło do małego wypadku. Mimo tego byłem na to przygotowany, w końcu świadomy ryzyka, jakiego się podjąłem. Już na co dzień chłopak miał problem z bardzo intensywnymi i emocjonalnymi reakcjami, nawet gdy chodziło o drobiazg, więc nie pozwoliłem sobie zbytnio na panikę. Pomimo moich prób pocieszenia, gdy zauważyłem, że płacze tym bardziej nie potrafiłem odpuścić. Cieszyłem się, kiedy mój towarzysz zgodził się pójść później ze mną na obiad, chociaż jego pełne zdziwienia oczy wyraźnie mówiły, że raczej się tego nie spodziewał. Zgodnie z umową poszedłem się przebrać, aby spotkać z nim przy bramie o określonej godzinie. W przyczepie sprawdziłem na wszelki wypadek czy się nigdzie nie poparzyłem i z ulgą zaprzeczyłem tej teorii. Prawdopodobnie, gdyby nie szybka reakcja Ozyrysa mogłoby być gorzej, sam kompletnie zapomniałem, że tuż za mną znajduje się zbiornik z wodą. Był on prawdziwym błogosławieństwem, zdawałem sobie sprawę, że zabawa z ogniem bywa niebezpieczna, ale nie sądziłem szczerze mówiąc, że tak łatwo o najmniejszy wypadek. Sytuacja ta nie zraziła mnie jednak do chęci następnemu towarzyszeniu Ozyrysowi, aczkolwiek martwiłem się, że przez moją upartość i tę wpadkę jego fobia przed występowaniem przy publiczności tylko się pogłębiła. Nie mogłem więc na to pozwolić, aby ten strach się rozwijał i nie pozwalał mu spokojnie przeprowadzić przedstawienia.
Przebrany w wygodny strój wyszedłem z przyczepy, spokojnym krokiem zmierzając ku ustalonym miejscu, w trakcie drogi pozwoliłem sobie na chwilę kompletnego rozkojarzenia, a moje myśli skupiły się na bardzo odległych i nie do końca jasnych rzeczach. Nie przeszkadzało mi to nawet, przy takich momentach udawało mi się zyskać chwilę wytchnienia, chociaż większość osób widząc mnie w tym stanie, raczej spoglądała zdziwiona, jak uśmiecham się bez większego powodu, a wzrok spoczywa na bliżej nieokreślonym punkcie.
Gdy dotarłem pod bramę, zdałem sobie sprawę, że zapomniałem kompletnie o wysuszeniu i związaniu włosów, które przez wilgoć zaczęły się minimalnie kręcić, mimo tego nie tracąc na długości. Westchnąłem lekko, zaczynając szukać jakiejś wstążki do ich związania, gdy już udało mi się związać nadal mokre włosy, na horyzoncie dojrzałem znajomą sylwetkę Ozyrysa.
Praktycznie od razu ruszyliśmy w kierunku miasta, którego nie miałem jeszcze okazji dobrze zwiedzić, słuchałem ze szczerym zainteresowaniem, gdy chłopak opowiadał o różnych miejscach, w których moglibyśmy coś zjeść. Cieszyło mnie przede wszystkim to, że zdawał się już bardziej rozluźniony, a ponadto rozmowny. Przyjemnie mi się go słuchało, a uśmiech wywołany moją propozycją również dawał mi powody do radości.
Ozyrys zaczął nas prowadzić w wybrane miejsce, po drodze starałem się skupiać także na drodze i okolicy, chcąc zapamiętać chociaż trochę drogi. Pytałem go o różne miejsca w mieście, zastanawiając się, czy uda mi się go później namówić na dłuższy spacer. Na razie jednakże skupiłem swoją uwagę na restauracji ala baru, do którego dotarliśmy, z szerokim uśmiechem, ciesząc się niemal jak dziecko, wszedłem do środka, ciągnąc za sobą niższego. Gdy znajdowaliśmy się już w budynku, zajęliśmy miejsce przy stole obok dużego okna, aczkolwiek w miarę daleko od wejścia, aby nie musieć się męczyć z wchodzącymi lub wychodzącymi co chwila klientami i przeciągiem.
— Pójdę nam zamówić to curry. — Zaproponowałem i ponownie dzisiejszego dnia nie czekając na zgodę towarzysza, zrobiłem tak, jak powiedziałem, udałem się do lady, zamawiając nam po porcji curry, na które w końcu przyszliśmy. Kiedy dostałem informację zwrotną, że czas oczekiwania na danie to około piętnastu minut, wróciłem do stolika, informując o tym Ozyrysa. — Musimy chwilę poczekać, ale skoro to ma być najlepsze curry w mieście to chyba warto, co? — Zaśmiałem się delikatnie, na co chłopak również się uśmiechnął i pokiwał lekko głową. — Może po obiedzie przejdziemy się kawałek przez miasto? — Spytałem, wyglądając na chwilę przez okno, mój wzrok jednakże szybko powrócił do mojego rozmówcy. — Zdaje się, że później ma być ulewa, chociaż na razie się na to nie zapowiada. — Zauważyłem spokojnym tonem, deszcz mi wcale nie przeszkadzał, ba nawet go lubiłem, mimo że moje włosy zamieniały się przez niego w istny chaos z powodu kręcenia się. Kiedy myślami przy włosach już byłem, sięgnąłem mimowolnie do nich ręką, chcąc je poprawić, zdając sobie nagle sprawę, że już nie są związane. — Musiałem gdzieś po drodze zgubić wstążkę. — Powiedziałem z lekkim, rozbawionym westchnieniem. Zdziwiłem się, że tego wcześniej nie zauważyłem, jednak nie było to teraz już takie ważne. — To co, zgodzisz się na spacer? — Spoglądałem spokojnie na Ozyrysa, mając nadzieję, że się na to zdecyduje.
W końcu mieliśmy jeszcze przed sobą cały dzień do zagospodarowania, więc nie widziałem powodów, aby nie spędzić go razem. Zwłaszcza że wydawało mi się, że chłopak coraz chętniej i więcej rozmawia, w jakiś sposób przyzwyczaja się do mojej często dość męczącej obecności.

Ozyrys? Przepraszam, że tak długo i dość krótko. ;-;

28 kwi 2020

Akusai CD Ozyrys

Bardzo się cieszyłem kiedy chłopak powiedział, że lalka mu się podoba. Widziałem szczerość w jego oczach i słyszałem w słowach, przez co radość jeszcze bardziej się po mnie rozchodziła. Po tym jakże krótkim pokazie odprowadziłem lalkę z powrotem do przyczepy, radośnie przy tym ją obracając. Gdy zasiadła już na swym poprzednim miejscu mogłem wrócić do Ozyrysa. Gdy wyszedłem spostrzegłem swojego przyjaciela, Erai swobodnie kierował się w stronę mojego towarzysza. Podniosłem węża na ręce, a widząc przerażoną minę niższego od razu go przeprosiłem. Moje zapewnienia jednak na nic się zdały i Ozyrys czym prędzej ulotnił się z miejsca, krótko się ze mną żegnając. Tak jak szczęście mnie szybko dopadło, równie szybko opuściło. Zdawałem sobie sprawę, że widok takiego węża może wzbudzać niechęć, przez co jeszcze bardziej za złe miałem sobie, że pozwoliłem na to aby Erai wystraszył chłopaka. Spoglądałem za odchodzącym w popłochu chłopakiem dopóki nie znikł mi całkowicie z pola widzenia. Westchnąłem ciężko nad swoją lekkomyślnością. Nie chciałem aby Ozyrys się wystraszył, wąż na pewno też nie chciał mu zrobić krzywdy, jednakże jest to zwierzę niebezpieczne. Doskonale to wiem, więc nie dziwiłem się tej reakcji, liczyłem jednak, że przez ten drobny wypadek Ozyrys nie zacznie mnie unikać. Bo w sumie i takie sytuacje się zdarzały. Z lekko ponurym humorem wróciłem do przyczepy kładąc się na zaścielonym łóżku. Wąż ułożył się gdzieś obok mnie ponownie mając zamiar zasnąć na długie godziny, jak to miał w zwyczaju robić bez względu na to czy byłem z nim czy też nie. Nawet nie zorientowałem się kiedy zasnąłem rozmyślając nad sposobem aby jeszcze raz przeprosić Ozyrysa za tę sytuację.
Obudziłem się niesamowicie wcześnie, co nawet Erai'a zaskoczyło, jako że podniósł łeb spoglądając gdzie to się wybieram. Wstałem leniwie z łóżka i przeciągając się wybrałem jasnoniebieski strój na dzisiaj, zdążyłem się jeszcze uczesać, mogłem sobie pozwolić na powolne ruchy przez to, że miałem tyle czasu w zapasie. Gdy uporałem się z poranną rutyną i nakarmiłem węża wyszedłem na śniadanie z lekko zaspanym uśmiechem na ustach. Krótkie przejście od przyczepy do namiotu z jedzeniem pobudziło mnie, świeże powietrze i lekki chłodny wiatr dodał mi energii. Tak naprawdę nawet nie wiedziałem gdzie mógłbym znaleźć Ozyrysa, wiec mógłbym później pójść na polanę, na której wczoraj byliśmy i poczekać tam na niego. Wspominał, że to tam zawsze ćwiczy wiec dzisiaj raczej też by poszedł, prawda? W zamyśleniu wszedłem do namiotu, zanim poszedłem do bufetu dostrzegłem znajomą mi sylwetkę i burze brązowych włosów. Radośnie podszedłem do Ozyrysa, mimowolnie roztrzepując mu fryzurę. Ten jednakże wystraszył się, przez co na stole wylądowała herbata, bez kubka już.
- Przepraszam cię bardzo, nie chciałem cię wystraszyć - powiedziałem przepraszającym tonem, zaczynając wycierać stół ręcznikami. Idiota ze mnie, w końcu wiedziałem, że dotyk nie należy do rzeczy które lubił.
- N-nic się nie stało - odparł, po czym delikatnie się uśmiechnął. - Myślałem, że to ktoś inny, nic się nie stało. - dodał spokojnie. 
Gdy udało nam się pozbyć nadmiaru płynu z blatu wyrzuciliśmy chusteczki i wróciliśmy do stołu, na którym mimo wszystko została plama.
- Jeszcze raz, bardzo cię przepraszam. Zrobię ci herbatę. - zaproponowałem i nie czekając na słowo zgody czy sprzeciwu wziąłem kubek chłopaka i poszedłem do bufetu aby zrobił wspomniany napar. Po chwili dołączył do mnie Ozyrys z drugim naczyniem i lekkim uśmiechem.
- A ty co chcesz wypić? - zapytał spoglądając na mnie, wyczekując odpowiedzi, nad którą musiałem się chwilę zastanowić.
- Też wybiorę herbatę. - powiedziałem z radosnym i jednocześnie przepraszającym uśmiechem. W odpowiedzi chłopak pokiwał głową i podobnie jak ja zaczął przygotowywać herbatę. W międzyczasie zanim zagotowała się woda zdążyłem nałożyć sobie na talerz jajecznicy i zrobić do tego kanapkę. Gdy wróciłem mogliśmy już zalać napoje i wrócić do stołu. - Bardzo Cię przepraszam za te wczorajszą sytuację. - powiedziałem, skupiając na sobie wzrok Ozyrysa który dotychczas spuszczony był na stół. - Naprawdę nie sądziłem, że wyjdzie i Cię wystraszy, zwykle śpi do wieczora. - dodałem. Miałem nadzieję, że nie będzie bał się Erai'a, ponieważ on naprawdę nie jest groźny dla znajomych osób. Ponadto nie chciałem aby unikał spotkań gdzieś blisko przyczepy z powodu węża.
- W porządku, nic się nie stało. - zapewnił z lekkim uśmiechem, który odwzajemniłem mimo, że nie byłem do końca przekonany. W końcu wczorajsza reakcja była bardzo intensywna.
- Skoro tak to co powiesz na to abym Ci dzisiaj potowarzyszył? Chyba że wolisz sam poćwiczyć, to nie ma problemu. - powiedziałem radosnym tonem.
- No... N-no nie wiem. - powiedział ponownie spuszczając wzrok i naciągając rękawy na dłonie. - A jak przypadkiem coś Ci zrobię?
Szczerze zdziwiły mnie słowa Ozyrysa, nie sądziłem, że aż tak się o to martwił. Przecież wypadki się zdarzały zawsze, a nie bałem się aby miał zrobił mi jakąś ogromną krzywdę, nawet jeśli zrobił by małą, przebolał bym to, chociaż martwił się czy nie pogorszy to niepewności chłopaka.
- Nie martw się o to, na pewno nie zrobisz. - powiedziałem z pewnym uśmiechem.
Ozyrys długo zastanawiał się nad odpowiedzią, zagryzając dolną wargę, jednak ja cierpliwie na nią czekałem przyglądając mu się uważnie z lekkim uśmiechem.
- Ale będziesz się trzymał z dala. Bardzo z dala. - postawił warunek, a słysząc jego słowa niemal podskoczyłem z radości.
- W porządku! to po śniadaniu przejdziemy się na polanę, czy masz coś wcześniej jeszcze do załatwienia? - zawołałem entuzjastycznie, na moje pytanie chłopak pokręcił jedynie głową.
Bardzo cieszyłem się, że mogłem pójść z nim poćwiczyć, w razie co mogłem wziąć też lalkę, w sumie ciekawy mógłby być występ z udziałem ognia i tańczących marionetek... Może kiedyś uda mi się namówić Ozyrysa na coś takiego? Ale nie chce go na razie niczym takim stresować, więc lepiej zostawić to na kiedyś. Do końca posiłku starałem się zagajać lekkie rozmowy, całkowicie niezobowiązujące. Przyjemnie nam się rozmawiało na temat chociażby pogody, co mnie szczerze cieszyło, Ozyrys też trochę więcej odpowiadał, widocznie czuł się swobodniej trochę. Radowało mnie to, że wczorajsza sytuacja nie wpłynęła na całokształt tak źle jak przewidywałem. Czasami za bardzo polegałem na czarnych scenariuszach pomimo ogólnego pozytywnego podejścia. Kiedy skończyliśmy śniadanie wyszliśmy z namiotu i ruszyliśmy spacerem w znanym już kierunku.
- Myślisz, że jak już będziesz miał jednego widza to szybciej się przyzwyczaisz do publiczności? - spytałem lekkim tonem.

<Ozyrys?>

11 kwi 2020

Akusai CD Ozyrys

Ucieszyłem się kiedy chłopak zgodził się pokazać mi swoje umiejętności. Ogień był wprawdzie fascynujący, więc z przyjemnością mógłbym oglądać to co robił godzinami. Ze szczerym zainteresowaniem przyglądałem się ogniu, który wytworzył chłopak. Niesamowite było to co potrafił z nim robić, chociaż widziałem że się trochę denerwuje nie mogłem oderwać wzroku od ogników. Wydawały się takie żywe a jednocześnie nierealne. Niesamowite.. Z fascynacji i transu w jaki wprowadziło mnie przyglądanie się mini występowi, wyrwał mnie dopiero Ozyrys, który doskakując do mnie zgasił płomyk, który spadł na moje ramię. Na słowa chłopaka zaśmiałem się lekko i strzepałem pozostały popiół.
- Nie przejmuj się tym. - uśmiechnąłem się delikatnie. - To nic takiego, a dla zobaczenia tego pokazu to było warto zaryzykować podpaleniem. - powiedziałem radośnie.
Szczerze nie bałem się aż tak, jak może powinienem, oglądając ten występ. Był świetny, więc mała iskra nie zniechęciła mnie do niczego. Wręcz przeciwnie, miałem nadzieję że dzięki temu, o ile się zgodzi, że będę przyglądał mu się, przywyknie do tego i nie będzie się tak stresował. Chłopak jedynie spojrzał na mnie niepewnie i przepraszająco. Położyłem dłoń na jego głowie, lekko roztrzepując włosy, które i tak były już w artystycznym nieładzie. Ozyrys lekko wzdrygnął się na ten gest ale widocznie mniej niż poprzednim razem. Uśmiechnąłem się do niego zabierając dłoń. - Nie przejmuj się tym. Dobrze?
Chłopak pokiwał lekko głową na zgodę, aczkolwiek nadal widziałem w nim te niepewność, na którą niewiele mogłem poradzić. Byłem przekonany, że bez względu na to ile bym go zapewniał, że to nic złego to i tak nie czuł by się pewny moich słów. Nie przeszkadzało mi to nawet, szczerze zdziwił bym się jakby było inaczej. Mimo że spędziliśmy razem zaledwie kilka godzin to zdążyłem zauważyć pewne rzeczy i jego system obronny. Ponadto sprawiał wrażenie jakby miał zaniżoną samoocenę, co jednak chciałbym pomóc mu zmienić. Złapałem lekko za dłoń chłopaka, którą wyciągnął na chwilę zza pleców i pociągnąłem delikatnie za sobą. Po chwili szybko go jednak puściłem, zdążyłem zauważyć, że dotyk nie jest jego ulubionym aspektem relacji. Miałem w tym geście za cel zaledwie skupienie jego uwagi na tym aby za mną poszedł. Uśmiechnąłem się do niego promiennie. - Teraz czas na rekompensatę. Pokaże Ci moje lalki, co ty na to? - spytałem radośnie, stąpając powoli przed siebie, nieduży kawałek za mną podążał Ozyrys. Odwróciłem się do niego na pięcie i przyjrzałem się uważnie. Zgodził się lekkim skinieniem głowy i niezdarnym uśmiechem, zaczekałem aż zrówna ze mną kroku i swój dostosowałem do jego. Szliśmy bardzo powolnym spacerem dalej, aczkolwiek z powrotem na teren cyrku.
- Mam nadzieję że spodoba Ci się zabawa lalkami. - powiedziałem a po chwili zaśmiałem się na własne słowa. - Brzmi to tragicznie, ale nie jest takie złe.- Powiedziałem z uśmiechem, na co niższy chłopak również się lekko zaśmiał.
Dotarliśmy z powrotem do cyrku i mojej przyczepy, poprosiłem go aby zaczekał na zewnątrz, a ja pójdę po lalkę, oczywiście wygodniej będzie to pokazać na większym terenie niż przyczepa. Gdy wszedłem do środka do głowy jednak przyszedł mi pewien pomysł. Wprawiłem w ruch lalkę mojej własnej roboty jeszcze w przyczepie i wraz z nią wyszedłem do Ozyrysa. To lalka wyszła przede mną, otwierając trochę niezdarnie drzwi i kłaniając się delikatnie przed chłopakiem. Była niższa nawet od niego, oraz trochę krzywa, nadal nie do końca umiałem idealnie je tworzyć, więc momentami były nieproporcjonalne. Mimo tego stanąłem za lalką z uśmiechem.
- Nie jest idealna, ale chyba nie jest tak źle, prawda? - spytałem z lekkim uśmiechem, a marionetka zrobiła lekki obrót. - Rano nie udało mi się jej ożywić, teraz to ja nią steruje, ale niektóre zyskują na kilka godzin nawet świadomość. - powiedziałem lekko sentymentalnie wpatrując się w Ozyrysa, a po chwili się uśmiechnąłem odganiając smętne myśli. - Podoba Ci się? - spytałem.


<Ozyrys?>

28 mar 2020

Akusai CD Ozyrys

Podczas spaceru miałem nadzieję dowiedzieć się czegoś o chłopaku, w końcu tak naprawdę znałem tylko jego imię, a nie chciałem aby na tym się skończyła nasza znajomość. Krótkim hej, bo w sumie znamy się z widzenia. Zacząłem pytać, na wszystko Ozyrys odpowiadał dość krótko ale nie przeszkadzało mi to, widziałem że ciężko mu przychodzi takie opowiadanie, więc nie naciskałem na bardziej rozwinięte wypowiedzi. I tak dostawałem konkrety więc nie mogłem narzekać. Gdy spytałem o rodzinę zauważyłem że zszedłem na trudniejszy temat, przez co szybko go przeprosiłem. Wzbudził moją ciekawość swoją reakcją, ale nie chciałem wymuszać odpowiedzi, nawet jeśli ewidentnie coś mu ciążyło w kwestii rodziny. Szybko obrócił strony, w odwecie zadając mi to samo pytanie, chwilę musiałem się zastanowić. Rodzina.. Tak dawno z nimi nie rozmawiałem że ledwo pamiętałem ich głosy, z jednej strony szkoda mi było tego urwane go kontaktu, ale takie decyzje podjęliśmy, że do takiego momentu nas to doprowadziło. Odpowiedziałem tonem spokojnym, nie widziałem w tym problemu nawet jeśli żal mi było, że nie utrzymuje z nimi kontaktu. Dalsza część rozmowy była podobnie lekka i przyjemna, cieszyłem się że możemy napawać się świeżym wiosennym powietrzem i swoim towarzystwem.
Jednak prośba chłopaka naprawdę mnie zdziwiła, moja odpowiedź była szybka ponieważ jeszcze rano omal nie popadłem w depresję z tego powodu, że nie mogłem ożywić lalki. Jednak po dłuższym namyśle chętnie bym spróbował pokazać tę moc Ozyrysowi, nawet jeśli nie miałoby wyjść. Nie był to jakiś problem, taka próba nie stanowiła dla mnie większego wyzwania czy stresu, wprawdzie chciałem po prostu go o tym uprzedzić, że jest taka możliwość. Jeśli by nie wyszło to trudno, może jak przy nim się trochę uspokoiłem to wreszcie by to wyszło, jest to możliwe, a jeśli tak to jeszcze bardziej mogłem się cieszyć z naszego przypadkowego spotkania. Pokierowałem wzrok tam gdzie spoglądał mój towarzysz, a widząc niewielką, futrzastą istotkę uśmiechnąłem się.
- Chętnie jednak spróbuje. - powiedziałem nagle po tym dłuższym namyśle a napotykając wzrok chłopaka, który jasno mówił że nie rozumie mojej odpowiedzi zaśmiałem się lekko. - Pokazać Ci moc. Mam nadzieję że się uda. - dodałem nadal się uśmiechając i spojrzałem ponownie na białego zajączka, który zdążył już przejść kawałek w poszukiwaniu prawdopodobnie pożywienia. - Wiosna pełną parą, co? - powiedziałem z uśmiechem lekko się przeciągając. - Przejdziemy się do lasu? - spytałem radosnym tonem.
Chłopak w odpowiedzi zaledwie pokiwał głową i cichym pomrukiem zgodził się. Radośnie skręciłem lekko, drogę do lasu akurat już dobrze znałem, przechadzałem się tam dość często ostatnio. Szliśmy w ciszy która była dosyć przyjemna, przynajmniej miałem nadzieję że nie ciążyła mojemu towarzyszowi, wbrew pozorom siedzenie z kimś w ciszy też było przyjemne, w końcu nie zawsze potrzebne były słowa które w tych momentach są całkowicie zbędne. Po kilku minutach marszu zaczęły coraz rzadziej rozłożone być namioty a teren zaczął porastać coraz to gęstszy las. W pewnym momencie otaczał nas już tylko las i dźwięki jemu charakterystyczne. Odetchnąłem głęboko.
- Lubisz spacery? - spytałem z uśmiechem. - Jeśli tak to mam nadzieję że będziemy je sobie często organizować. Ja uwielbiam. - zaśmiałem się lekko.
Chciałem też częściej częściej z nim rozmawiać, miałem nadzieję że uda mi się go do siebie na tyle przekonać, że nie będzie z aż takim dystansem do mnie podchodził. Mimo że rozumiałem to, że nie jest w stanie ot tak mi zaufać, to z drugiej strony chciałbym aby jednak tak się stało. Co mogłoby być z mojej strony trochę hipokryzją, jako że sam nie potrafiłem tego zrobić od razu. Ale nie zmieniało to faktu, że Ozyrys wydawał się raczej osobą godną zaufania, nie wyglądał mi na kogoś kto mógł specjalnie zrobić komuś krzywdę, nawet jeśli pozory lubiły mylić, to byłem gotów zaryzykować. Wydawało mi się że było warto.

<Ozyrys?>

21 mar 2020

Akusai CD Ozyrys

Spokojnie zajmowałem się ranami chłopaka, próbując zająć go rozmową, aby nie skupiał się na bólu, który odczuwać prawdopodobnie musiał, co wnioskowałem po jego reakcjach za każdym razem jak wyciągałem drobinki. Nie wiedziałem dlaczego chłopak przemilczał fakt, że ma poranioną całą rękę. Mogło w końcu widać mu się zakażenie, gdyby w porę tego nie umył. Naprawdę było to lekkomyślne z jego strony, zwłaszcza że na pewno go to już wcześniej bolało. Na pytanie Ozyrysa uśmiechnąłem się lekko i głową skinąłem w róg pokoju, w którym siedziała lalka, nad której losem dramatyzowałem z rana. Ta, która miała dzisiaj rozmawiać ze mną zamiast Ozyrysa. Całkowicie zapomniałem o porannej depresji, jaka mnie dopadła, mimo że nadal było mi żal, że lalka nie ożyła. Jednak gdyby ożyła... Prawdopodobnie nie spotkał bym chłopaka, byśmy nie stłukli szyby i nie rozmawiali teraz. Siedział bym tu co prawda i gadał do lalki, a rozmowa z żywym człowiekiem była wprawdzie bardziej satysfakcjonująca. Kochałem swoje marionetki, ale nie były w stanie dać mi tego czego naprawdę potrzebowałem. Miałem teraz kompana do rozmowy, więc z lekki utęsknieniem oraz współczuciem spojrzałem na marionetkę, która prawdopodobnie ożywiona nie zostanie już przez długi czas. Na pewno nie, dopóki miałem jeszcze kogoś z kim mogłem porozmawiać. A miałem nadzieję, że uda mi się go zatrzymać jak najdłużej.
- Głównie bawię się w robienie lalek. Niektóre nawet umiem ożywić, większością jednak po prostu poruszam. - powiedziałem spokojnie. Brakowało mi bardzo takiej rozmowy i kontaktu z kimś, miałem więc nadzieję, że nie zepsuje tego i chłopak się nie wystraszy, przez moje dziwne i niepohamowane zachowania. Musiałem się postarać, aby nowy znajomy został nim na dłużej. Widziałem że wszelkie nowości traktował z dystansem, każdy moment wprawdzie naszej znajomości był nowy, więc zdążyłem zauważyć że trzyma się do mnie na dystans. Musiałem więc uważać na swoje innowacyjne pomysły i pchanie na głęboką wodę każdego nie zważając na jego zdanie. Ciężko było to wykonać, ale jeśli chciałem mieć kogoś na dłużej przy sobie nie mogłem tego rozwalić na starcie. - Poprosił bym o pokazanie, ale nie kiedy masz poranioną rękę. Boli Cię jak używasz mocy? W sensie, możesz się nią poparzyć? - spytałem. A po chwili spojrzałem na niego przepraszająco. Za dużo pytań i za szybko. Chłopak w odpowiedzi uśmiechnął się słabo i pokiwał głową. - Teraz już nie, może czasem. - powiedział uciekając lekko wzrokiem. 
Postanowiłem dalej nie drążyć, mogłem się również powstrzymać od tych pytań. Kiedy skończyłem wyjmować drobinki szkła wziąłem wcześniej przygotowaną miskę z chłodną wodą i zmoczyłem w niej dłoń chłopaka, na co widocznie nie był przygotowany, ponieważ wstrząsnęły nim lekkie dreszcze. Trzeba było oczyścić rany z wszelkich ewentualnych zabrudzeń, więc innego wyjścia nie było,a ciepła woda mogła tylko przysporzyć problemów, wzmocniła by krwawienie. Kiedy skończyłem wziąłem się za zabandażowanie dłoni Ozyrysa, opatrunek był niezbędny ponieważ nie miałem pewności czy uważał by na tę rękę i pilnował aby żadna rana się nie zabrudziła.
- Uważaj na tę rękę, takie drobne rany mogą się często otwierać. - powiedziałem z lekkim uśmiechem, trzymając nadal dłoń chłopaka. - Ale powinno być w porządku. - dodałem po chwili i z większym, radosnym uśmiechem spojrzałem w oczy niższego. 
- D-dzięki, będę uważał. - odparł.
Nie do końca wiedziałem jak i co mam robić, Ozyrys wydawał się być przerażony samym faktem że z nim przebywam a co dopiero rozmawiam. Momentami kiedy robiłem jakiś niekontrolowany ruch wyglądał jak spłoszone zwierzątko, które jest jednocześnie gotowe do ucieczki i śmierci. Zabrałem się za posprzątanie rzeczy, które były mi potrzebne do zabawy w lekarza. Gdy to skończyłem spojrzałem na wyraźnie zamyślonego chłopaka z lekkim uśmiechem. Pomachałem mu lekko dłonią przed oczami i kiedy skupił się na rzeczywistości jeszcze bardziej uśmiechnąłem. 
- Skoro to już ogarnęliśmy, chodźmy na spacer. - powiedziałem lekko proszącym tonem. Liczyłem że chłopak się zgodzi, chciałem spędzić z nim jeszcze trochę czasu, nie miałem w końcu pewności czy później, albo jutro uda mi się go przekonać do spędzania wspólnie czasu. 

Ozyrys?

18 mar 2020

Akusai CD Ozyrys

Kiedy do naszej dwójki dotarli dwaj inni mężczyźni spojrzałem na nich przepraszająco.
- To moja wina. Wybaczcie. - wyjaśniłem, w końcu nie mogłem pozwolić, na obwinienie za to niższego nieznajomego. Pracownicy wymienili tylko kilka słów między sobą i odeszli z zamiarem pojechania do miasta. W momencie w którym się oddalili spojrzałem ponownie na nieznajomego chłopaka. - Naprawdę przepraszam. Nie pokaleczyłeś się? - spytałem, podnosząc dłonie chłopka aby sprawdzić czy nie ma na nich śladów krwi.
Chłopak tylko szybko pokiwał głową. - Nie. - Jego głos był dość niepewny. - Nic mi nie jest. - dodał po chwili zastanowienia.
Odetchnąłem lekko, nie chciałbym aby z mojej winy komuś stała się krzywda. Rozejrzałem się dookoła nas, szczęśliwie szyba stłukła się bez okaleczania któregoś z nas. Nie mógłbym sobie wybaczyć takiej nieuwagi, gdyby niższemu mężczyźnie coś się stało. Zorientowałem się nawet, że moje wcześniejsze myśli przeminęły jak ręką odjął i uczucie zrezygnowania też minęło, dzięki temu rozpogodziłem się. Dopiero teraz przyjrzałem się nieznanemu mi jeszcze chłopaku, wyglądał młodo i na niezbyt zadowolonego z tej sytuacji. Mój wzrok jednak najbardziej spoczął na włosach niższego. Miałem nieodpartą ochotę ich dotknąć, chociaż mogłoby to być dla niego zbyt dziwne. Nie chciałem zbytnio go straszyć dziwnymi zachowaniami. Mimo uporczywych myśli skupiłem się na powrót na świecie oraz rozmowie.
- Jestem Akusai. - przedstawiłem się z uśmiechem nadal trzymając dłonie niższego. Naszła mnie ochota zapytania po co mu rękawiczki, albo poproszenia żeby je zdjął, ale stwierdziłem że zostawię to na później. Chłopak spojrzał na mnie i postarał się lekko uśmiechnąć, nadal niepewnie.
- Ozyrys. - przedstawił się.
- Miło mi Cię poznać. - Radośnie spojrzałem na nowego znajomego, szczerze cieszyłem się że na niego wpadłem. - Nawet jeśli w takich okolicznościach. - zaśmiałem się lekko po chwili. - Będziemy musieli to posprzątać. - stwierdziłem spokojnie. Szkła dużo nie było, jednak musieliśmy zrobić to dokładnie, bo komuś mogła stać się krzywda.
- N-nie musisz, sam sobie poradzę - uśmiechnął się krzywo.
Ja w odpowiedzi również się uśmiechnąłem, trochę pobłażliwie.
- Nie ma mowy, że pozwolę Ci robić to samemu. W końcu to przeze mnie się zbiło. - Wzruszyłem lekko ramionami.
- Wcale nie, mogłem to po prostu mocniej trzymać.
Westchnąłem z lekka i mimowolnie roztrzepałem włosy chłopaka, nie byłbym sobą jakbym tego nie zrobił i uśmiechnąłem się przepraszająco za to, zabierając rękę.
- To nie Twoja wina. - powiedziałem spokojnie. Na mój gest chłopak spiął się i spojrzał na mnie wystraszony, po chwili spuścił wzrok. No tak, powinienem był się od tego powstrzymać, jednak z drugiej strony miał bardzo miękkie włosy. - Przepraszam. - uśmiechnąłem się lekko. - Więc zabierajmy się do sprzątania, lepiej zrobić to od razu. - dodałem, chcąc w pewnym sensie odciągnąć uwagę niższego od mojego dość dziwnego zachowania.
Ten kiwnął głową na znak zgody i jak gdyby nigdy nic zajęliśmy się zbieraniem na początku większych płatów szkła. Te sprawnie udało nam się zebrać, jednak zostało jeszcze wiele małych fragmentów szyby. W pewnym momencie zauważyłem krople czerwonej cieczy na ziemi, co nie pozostawiało mi wątpliwości.
- Wszystko w porządku? - spytałem spokojnie, jednak przyglądając się chłopakowi.
- T-trochę się zaciąłem, ale to nic. - powiedział nawet nie przerywając zbierania szkła. Była to już praktycznie końcówka drobinek. Jednak podszedłem do Ozyrysa i w pewnym sensie zmusiłem aby zaprzestał czynności. Ponownie złapałem jego ręce i już bez większego zapytania o pozwolenie zdjąłem mu rękawiczki, widziałem niemy protest i lekkie przerażenie, westchnąłem jednak spostrzegając wiele ran na dłoniach towarzysza.
- Trzeba to opatrzeć. - stwierdziłem tonem nie znoszącym sprzeciwu ale nadal przyjaznym.

<Ozyrys?>

16 mar 2020

Akusai DO Ozyrys

Z lekka byłem zdenerwowany moją obecną sytuacją, wprawdzie przybyłem tu pod wpływem impulsu, wprawdzie nie było to przemyślane, złapanie ostatniej deski ratunku abym może polubił swoje zdolności. Aby nie wyrządzać nimi krzywdy. Nie miałem szczerze mówiąc pojęcia co będę tu robić, gotów byłem na to, że po prostu będę się wlec za grupą z nadzieją na lepsze jutro. Oh, od kiedy taki pesymista się ze mnie zrobił. Spędziłem tu zaledwie kilka dni, jednak nie zdążyłem z nikim porozmawiać, szczerze sam unikałem tego kontaktu, nie wiedziałem co robić, jak się zachowywać. Chciałem w pewnym sensie rozeznać się w sytuacji. Przewidzieć jakiekolwiek zachowania. Zdążyłem skończyć jedną z moich lalek, spędziłem nad nią bardzo dużo czasu, miałem nadzieję, że ona będzie żywa na dłużej, była kolejną próbą zastąpienia sobie kontaktu z innymi. Ciężko było stworzyć lalkę ludzkiego rozmiaru, więc była trochę niska. Mierzyła metr pięćdziesiąt, ale i tak była piękna. Mój twór, moje dziecko. Nie posiadałem świetnych umiejętności, więc marionetka posiadała dużo niedociągnięć, defektów, jednakże bardzo się starałem, była mi jedną z bliższych lalek, tworzyłem ją z nadzieją. Kiedy skończyłem ubierać lalkę miałem w planach ją ożywić licząc, że rzeczywiście się to uda. Stety lub niestety nie udało. Moje starania, skupienie się i próby ożywienia marionetki skończyły się porażką. Czułem żal, że kolejny raz się nie udało. Nie wiedziałem na jakich zasadach działała moc, nie miałem pewności jakie lalki mogę ożywić, a jakich nie.
To strasznie denerwowało. Czułem zrezygnowanie, ponieważ już niewiele mi zostało z chęci do walki. Ale przybyłem tu nie bez powodu, nie mogłem się teraz poddać, po tak dużym kroku na przód. Nie chciałem się cofać, nie chciałem też stać w miejscu, jednakże nie posiadałem siły aby iść naprzód. Musiałem coś jednak zrobić, bo popadnę w szaleństwo, które już się rozpoczynało, niewinnie, zwykłym rozmawianiem do martwych lalek. Potrzebowałem ratunku, ponieważ tonę, w otchłani własnego umysłu i wspomnień, szaleństwie którego nie umiem zatrzymać, chaosie myśli. Z lekka zamyślony wyszedłem z przyczepy. Przechodziłem obojętnie obok wszystkiego, wszyscy mijało mnie z równym brakiem emocji. Stałem niczym za szybą, której nie sposób rozbić, odcięty od wszelkiego świata. A tak bardzo pragnąłem ją zbić, ponownie móc się czegoś chwycić, niczym rzuconej kotwicy. Ustać chociaż na chwilę. Wręcz desperacko szukałem tej przysłowiowej kotwicy, czegokolwiek czego mógłbym się trzymać, czegoś co pozwoli mi wreszcie zostać. Z mojej zadumy nagle wyrwał mnie dźwięk tłuczonego szkła, niebezpiecznie blisko mojej osoby. Nim się spostrzegłem ktoś stał obok mnie. Albo stał tam cały czas a ja tego nie zauważyłem? Możliwe. Nawet nie wiedziałem czy to ja coś stłukłem, a było to wprawdzie możliwe. 
- Cholera. - mruknąłem, a po chwili zakryłem usta dłonią. - Znaczy się, przepraszam. - dodałem szybko, z lekkim, przepraszającym uśmiechem. 

Ozyrys?

Czułem ból, jakby mi [...] ziarno piasku wpadło do serca

Bywało, chodzę, jem, rozmawiam, myślę przytomnie, rozpatruję się w pięknej okolicy, nawet śmieję się i jestem wesół, a mimo to czuję jakieś tępe ukłucie, jakiś drobny niepokój, jakąś nieskończenie małą obawę.