Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blade. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blade. Pokaż wszystkie posty

19 mar 2018

Informacja!

Z przykrością oznajmiamy, że niektóre z postaci zadecydowały się opuścić nasz świat. Mimo wszystko mają prawo do niego wrócić, na co mamy szczere nadzieje
Odchodzą:
Naamio
Akuma

Osoby, z którymi NIE ma kontaktu ( jeśli coś wiadomo, śmiało pisać ):
Catty
Aeroce
Blade
Shavile
Dzieciak
Amor

Osoby nieobecne:
Midas
Le Bleuet
Rue

24 sty 2018

Odchodzi

Blade
Blade | Połykacz noży i zaklinacz węży | Niewiadoma (singiel) | ElektrycznaZszywka
1/0

#Powód: Decyzja właścicielki

2 cze 2017

Blade CD Naamio

Keith powoli zbliżał się do wyjścia udając, że nie widzi ciemnowłosej. Do opuszczenia sali cyrkowej pozostał mu już tylko mniej-więcej metr.
-Hej Blade-odezwała się Naamio.
-Hej-Odpowiedział zrezygnowanym tonem. Naprawdę myślał, że uda mu się wyjść nie będąc przez nikogo zaczepionym. Spojrzał w sufit. W tej chwili najchętniej siedziałby w swoim namiocie i przygotowywał obiad, lub poszedłby znów do lasu, mając nadzieje, że tym razem nikogo nie spotka.
-Chodź, coś zjemy-zaproponowała zielonooka. Nim Keith zdążył zaprotestować złapała go za rękę po czym pociągnęła w kierunku miejscowości Bedord.-Pójdziemy zjeść na mieście jeśli to nie problem.- Blade już otwierał usta by sprzeciwić się akrobatce, lecz i tym razem ciemnowłosa nie pozwoliła mu dojść do słowa.
-O, popatrz na nich-powiedziała. Keith odwrócił się po czym spojrzał w tą samą stronę co Naamio. Zobaczył tam jedynie kilka dziewczyn, stojących w grupce i rozmawiających na tylko sobie znany temat. Zmarszczył brwi próbując zrozumieć o co chodziło gimnastyczce. Nie zdążył nawet dobrze pogłówkować, gdyż Naamio znów zaczęła go gdzieś ciągnąć. Nie wiedząc co zrobić po prostu dał się zabrać do miasta. Zdezorientowany przez chwilę chciał rozejrzeć się w poszukiwaniu jakiejś ciemnej uliczki do której mógłby uciec, jednakże stwierdził, że takie postąpienie byłoby objawem tchórzostwa. Zrezygnowany postanowił wymyślić inny, bardziej efektywny plan. Nim zdążył cokolwiek uknuć Naamio pociągnęła go w kierunku małej kafejki. Restauracja, od zewnątrz nie prezentująca się zbyt imponująco w środku sprawiała nieco lepsze wrażenie. Czteroosobowe stoły, wykonane z ciemnego drewna pokryte były haftowanym, białym obrusem, na którym postawiony został wazon z błękitnymi kwiatami. Podłoga stworzona została z jasno szarych paneli, po których jednak widać było, że kafejka ma już swoje lata. Na śnieżnobiałych ścianach wisiało wiele obrazów ukazujących różnorodne krajobrazy. Całość doprawiały gotyckie okna znajdujące się w różnych odstępach od siebie. Naamio podeszła do stolika znajdującego się trochę dalej od miejsc pozostałych gości restauracji. Blade usiadł koło niej zastanawiając się czy w ogóle przyniósł ze sobą portfel. Wziął kartę menu leżącą koło wazonu z kwiatami, po czym przyjrzał się co ma do zaoferowania kawiarnia. "Skoro już tu jestem,"-pomyślał Keith-"wezmę jakieś danie obiadowe, dzięki temu nie będę musiał gotować w domu." Po chwili podeszła kelnerka po czym odebrała zamówienia. Ciemnowłosy wyjrzał przez duże okno restauracji. Nad miastem powoli zaczęły zbierać się ciemne, deszczowe chmury. Westchnął, a zapowiadał się dziś taki piękny dzień. Po pewnym czasie ta sama kobieta przyniosła dania cyrkowców.
-Blade, nie boli cię gardło jak połykasz te noże?-spytała Naamio.
-Nie-odparł oschle Keith. Nie miał ochoty wdawać się w rozmowę z osobą która przywlokła go tutaj wbrew jego woli. Ciemnowłosa usłyszawszy niechęć w jego głosie spojrzała na niego z wyraźnym zdziwieniem, najwyraźniej zastanawiając się czy zrobiła coś nie tak. Przez czas gdy jedli Naamio jeszcze kilka razy próbowała podjąć rozmowę, jednakże za każdym razem słyszała tylko krótkie, niechętne odpowiedzi. Po pewnym czasie Blade wstał zapłacił za posiłek po czym udał się w stronę wyjścia, nie mówiąc niczego do akrobatki.
-Zaczyna padać-powiedział do siebie patrząc na zewnątrz. Poszedł w stronę cyrku przyglądając się po drodze przechodniom. Kilka osób zabezpieczonych było przed deszczem parasolami, niektórzy jednak nie spodziewając się opadów, biegli w stronę domów lub zasłaniali się gazetami albo teczkami. Ciemnowłosy nie dziwił się pośpiechowi w jakim piesi uciekali przed deszczem. Powoli przybierał on na sile zmieniając się w niemałą ulewę. Blade także przyspieszył kroku, nie miał zamiaru wrócić do cyrku będąc całkowicie przemoczonym. Po niecałej godzinie znalazł się wreszcie w swym niedużym namiocie. Pośpiesznie zmienił ubranie, które wbrew jego nadziejom przemoczone było do suchej nitki. Po doprowadzeniu się do porządku, wyszedł z namiotu, by sprawdzić czy pogoda już się zmieniła. Deszcz dawno przestał padać, a ciemne chmury powoli znikały za horyzontem. Keith postanowił skorzystać z okazji i pospacerować po cyrku. Niektórzy cyrkowcy zaczęli wyglądać z namiotów sprawdzając czy deszcz już ustał, większość osób zaczęła już je opuszczać i na powrót zajmowała się poprzednimi zajęciami, które musiała zatrzymać z powodu ulewy.

<Naamio?>

14 kwi 2017

Blade CD Naamio

Blade przechadzał się po pobliskim lesie. Było bardzo gorąco, dzień był bezwietrzny, a na bezchmurnym niebie ledwo widzianym przez Keitha przez rozłożyste korony drzew widniało wielkie, złociste słońce. Śpiew ptaków sprawiał, że Blade stawał się coraz bardziej poirytowany. Nigdy nie lubił tych małych puszystych żyjątek. Nie potrafił zrozumieć jak ktokolwiek może lubić te skrzydlate stworzenia. Przez ich ciągły świergot nie potrafił znaleźć przyjemności w swoim spacerze. Idąc usłyszał głosy dochodzące ze starego kościoła. Postanowił sprawdzić co się tam dzieje. Podszedł pod okno z wybitą szybą i rozejrzał się w poszukiwaniu właścicieli głosów. Zobaczył trójkę osób stojącą pod jedną ze zburzonych ścian budynku. Dwójkę dziewcząt w tym Naamio - znaną mu z widzenia akrobatkę również pracującą w cyrku, oraz jednego chłopaka chyba trochę starszego od Keitha.
- Rodzice cię szukają, choć macocha dziwnie się zmieniła i chce żebyś wróciła, a ojciec, eh, jak to on nie zauważył, dopiero po jakimś czasie.-mówił chłopak. Blade odwrócił się i postanowił kontynuować swój spacer. Nie miał zamiaru podsłuchiwać rozmów na temat czyichś problemów rodzinnych.
- Powiedzcie rodzicom, że u mnie wszystko w porządku i narazie nie wrócę. Usłyszał jeszcze ostatnią wypowiedź należącą chyba do Naamio po czym odszedł w tym samym kierunku który od początku był celem jego wędrówki. Po mniej więcej godzinie drogi zauważył, że pogoda stała się trochę bardziej znośna- temperatura opadła, a słońce nie przeszkadzało tak bardzo jak przedtem. Jednakże w powietrzu wciąż było pełno owadów. Blade odetchnął z ulgą. Dobrze, że wziął ze sobą sprej przeciwko tym wstrętnym insektom. Przed wyjściem z namiotu się nim spryskał, jednak obawiał się, że środek mógł przestać działać. Po użyciu spryskiwacza, kątem oka zobaczył małą kasztanową wiewiórkę wbiegającą między krzaki. Postanowił za nią pójść. Sam nie wiedział w jakim celu, jednakże opcja robienia czegokolwiek innego niż włóczenie się bez celu po lesie bardzo przypadła Keithowi do gustu. Niestety w pobliżu nie było żadnej innej możliwej drogi by nadążyć za ruchliwą istotką, musiał więc iść tą samą trasą co wiewiórka. Zaczął przedzierać się przez gęste, cierniste krzewy zasłaniające dalszą drogę. Ostre kolce oraz poplątane pędy krzewów utrudniały przejście, jednakże po kilku minutach szarpaniny udało mu się przejść na drugą stronę. Dopiero wtedy zauważył dziewczynę z cyrku którą godzinę temu zobaczył w kościele. Przypomniał sobie rozmowę ciemnowłosej z pozostałą dwójką. Nie wiedząc co powiedzieć palnął:
- Może przyjdą po ciebie i zabiorą stąd, uważaj trochę Naamio- Dopiero po chwili zorientował się, że mogło to zabrzmieć jakby podsłuchiwał wcześniejszą rozmowę akrobatki.
- Uważam, dzięki że się martwisz ktosiu. -Odpowiedziała dziewczyna. Przez chwilę zapadła długa niezręczna cisza i gdy już Blade chciał odwrócić się i odejść Naamio powiedziała:
-A tak w ogóle skąd znałeś mój pseudonim cyrkowy?
-Pracuje w tym samym cyrku co ty. -Blade powoli odsunął się i odwrócił po czym postanowił wrócić do cyrku.
-Emm, no to cześć… -Powiedziała Naamio widząc, że rozmówca bez wypowiedzenia ani słowa odszedł.
***
Następnego dnia Blade postanowił poćwiczyć trochę przed swoim wtorkowym występem. Naszykował się po czym wyszedł z namiotu. Dzisiaj była (przynajmniej dla Keitha) o wiele lepsza pogoda. Było dość ciepło, wiał lekki wiatr na niebie widniało kilka małych, puszystych chmurek. Blade wkroczył do Sali cyrkowej. Były tam już jakieś cztery osoby w tym Naamio. Postanowił poćwiczyć dziś połykanie mieczy. Na następny występ przygotował trudniejszą sztuczkę. Tym razem będzie musiał połknąć miecz przedtem ogrzany palnikiem. Udał się do magazynu by przynieść ostrza. Po powrocie do Sali zauważył, że doszło jeszcze kilka cyrkowców, którzy najwyraźniej także postanowili trochę się podszkolić. Po znalezieniu wolnego miejsca do ćwiczeń, zaczął powoli wkładać nagrzany miecz do gardła. Musiał się skupić bardziej niż zwykle gdyż dawno nie trenował sztuczki z ogrzanym mieczem. Aktualnie dawał albo zwyczajne występy, albo połykanie miecza podobnego kształtem do krisa (rodzaj sztyletu). Następnie przeprowadził miecz przez przełyk i żołądek. Po kilku sekundach zaczął ostrożnie wyjmować miecz z powrotem. Powtarzał tę czynność jeszcze kilka razy. Po nie całej godzinie stwierdził, że dziś może już przestać ćwiczyć, więc postanowił udać się z powrotem do swego namiotu. Wychodząc zauważył, że przy wyjściu Sali cyrkowej stoi Naamio która najwyraźniej przed chwilą zauważyła Keitha.

<Naamio?>

20 lut 2017

Blade DO Nymph

Blade przemierzał ulice miasta, szukając wypoczynku od ciągłej pracy w cyrku. Jak to zazwyczaj w Londynie, szare chmury przesłaniały praktycznie całe niebo, wyglądając jakby w każdej chwili mogła spaść z nich lawina śniegu. Choć nie było bardzo zimno, na ulicach nie widać było zbyt wielu osób. Większość ludzi nie wychodziłaby z domu o tak późnej porze, jednakże Keith miał powody do opuszczenia terenu cyrku. Oprócz odpoczynku potrzebował jeszcze pieniędzy. Nie żeby kiedyś kradł, jednakże aktualnie nie wystarczyło mu gotówki do kupienia leków. Zbyt obawiał się skutków ubocznych nie zażywania swoich lekarstw. Wchodząc w kolejną wąską uliczkę zobaczył przed sobą okropnie wysoką kobietę idącą w tym samym kierunku co on. Nie przyjrzał się jej zbytnio ponieważ zaraz po tym jak ją zobaczył, z tylnej kieszeni torby, wypadł jej skórzany, biały portfel. Blade z przyzwyczajenia podniósł szybko portmonetkę.
-Wypadł pani portfel- oznajmił z wyczuwalnym w głosie niesmakiem.
Kobieta odwróciła się i spojrzała na Keitha. Dopiero teraz zauważył, że przechodzień nie był przedstawicielem płci pięknej. Był to mężczyzna mniej więcej w jego wieku może trochę starszy, o praktycznie kobiecym wyglądzie i posturze. Miał jasną cerę idealnie pasującą do błękitnych oczu i włosów o tym samym kolorze. Był także szczupły i smukły. Blade’owi przez chwilę wydawało się, że mężczyzna ma pomalowane rzęsy, jednakże szybko pozbył się tego domysłu.
-Dzięki złotko-odpowiedział przechodzień z uśmiechem.
Dopiero teraz Blade zorientował się, że mógł przywłaszczyć sobie portfel niebieskowłosego. Odwrócił się na pięcie.
-Chyba jednak go wezmę-stwierdził z wredną nutką w głosie.
Zaraz po tym pobiegł szybko w stronę cyrku. Wiadomo, że mężczyzna mógłby za nim pobiec lub zawołać o pomoc. Jednak Blade wiedział, że obie te opcje są wykluczone. W pobliżu nie było żadnych osób które mogłyby pomóc poszkodowanemu. Błękitnooki natomiast (jak wcześniej zauważył Blade) chodził na szpilkach więc nie było możliwości aby udało mu się dogonić Keitha. Gdy po pewnym czasie dotarł do swojego namiotu, z zadowoleniem otworzył swą „zdobycz”. Znalazł tam dość dużo pieniędzy (nie liczył ile dokładnie), legitymację, kilka ulotek, telefony do drogich restauracji, a także kilka wizytówek; między innymi wizytówkę kosmetyczki, manikiurzystki i masażysty. Po co mu takie wizytówki… Może nie on będzie z nich korzystać, tylko wziął je dla swojej żony, dziewczyny…-pomyślał. Zamknął portfel po czym odłożył go do jednej z kremowych szafek.
Następnego dnia postanowił poszwendać się trochę po cyrku. Zarzucił na siebie ubrania i wyszedł z namiotu. Większość osób już dawno wstało i albo wpadło na ten sam pomysł co Blade i chodziło po obozie bez celu albo miało jakieś sprawy do załatwienia. Keith udał się w swoją stronę. Idąc patrzył w ciemnozieloną prawie, że żółtą trawę którą pokrywała lekka warstwa śniegu. Dopiero po wielu minutach rozmyślania podniósł głowę. Zobaczył wtedy niedaleko siebie poznanego wcześniej powierzchownie niebieskowłosego mężczyznę wychodzącego z namiotu o identycznym wyglądzie namiotu Keitha. Czy on naprawdę… pracuje w tym cyrku?! -pomyślał Blade. Wysoki rozejrzał się wokół, jego wzrok padł wprost na Keitha.
<Nymph?>

7 lut 2017

Blade

 "To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia"