8 paź 2017

Vogel CD Smiley

Patrzyłem, jak uczestnicy zabawy powoli spadali na dół. Z chwili na chwilę było ich coraz mniej, aż w końcu pozostała tylko Smiley i jakiś chłopak. Chciał wygrać, lecz zachwiał się i spadł, przez co dziewczyna wygrała. Wszyscy byli zdziwieni jej pokazem umiejętności, jednakże ja nie. Zacząłem klaskać na znak jej zwycięstwa, co po kilku sekundach podchwycili inni. Dziewczyna podeszła do mnie z ogromnym uśmiechem.
- I jak, wybrałeś sobie coś?
W jej oczach tańczyły radosne ogniki, które zdecydowanie przytłaczały przegranych. Odwzajemniłem jej uśmiechem, kładąc dłoń na jej głowie, powoli ją głaszcząc.
- Wspaniale sobie poradziłaś -oddaliłem rękę od niej i spojrzałem się na nagrody. Mój wzrok przykuła opaska z uszami kota na sprężynie -poproszę je.
Może nie były tak wspaniałe, jak wielkie pluszaki, jakieś figurki czy mini prezenty-psikusy. Organizator tego przedstawienia podał jedną z nich, po czym przyglądając się nam, podał drugą. Na początku nie wiedziałem co o tym myśleć, lecz widząc jego uśmiech, przyjąłem obydwa podarunki, gdzie jeden z nich podarowałem dziewczynie. Obydwoje założyliśmy urocze uszka. Po spojrzeniu się na nią uśmiechnąłem się szeroko. Wyglądała słodko, co szybko jej powiedziałem, na co Smiley się zarumieniła. Spojrzałem przed siebie, próbując odnaleźć kolejne miejsce do zabawy.
- Mimo iż się nie wydaje, ludzie są tu bardzo mili. Oni są chyba jedyni, którzy nie zapomnieli co to uśmiech, a przynajmniej próbują sobie to przypomnieć -skierowałem głowę do dziewczyny -Ci wszyscy pracownicy chcą widzieć uśmiech na każdych twarzach, które spotkają.
- Myślałam, że nie ma już takich ludzi -wyszeptała, patrząc przed siebie.
Również tam spojrzałem, przytakując. Po kilku minutach przeszliśmy obok małej karuzeli z filiżankami. Zaciągnąłem tam Smiley, szybko kupując dwa bilety. Szybko wepchnąłem ją do jednej z filiżanek, siadając tuż obok niej. Byłem tym strasznie podekscytowany. Gdy zaczęliśmy ruszać, spojrzałem się na przyjaciółkę.
<Smiley?>

7 paź 2017

Le Bleuet CD Midas

Midas zachowywał się niezwykle dziwnie. Wszystko było dobrze, dopóki nie przyszła te nieznajoma dziewczyna, która swoją drogą nie wyglądała zbyt przerażająco. Zdziwił mnie najbardziej fakt, że zwyczajowe zachowanie długowłosego wobec ludzi, czyli obojętność, w tym wypadku nie zadziałała i uciekł, jak dziecko przed matką, która zamierza go skarcić. Na dodatek wkręcił w to i mnie, co... nie szczególnie mi się podobało. Nie lubiłem, gdy ktoś mnie szarpał. Inna sprawa, że rzadko kiedy buntowałem się przeciw temu w znaczący sposób. W każdym razie... nie podejrzewałem swojego ukochanego o coś takiego. Tym bardziej, że wiedział, iż z moją nogą nie mogę poruszać się tak szybko, jakbym tego chciał. A jak już biegałem to niestety... troszkę koślawo. Myślałem, że złotooki będzie się chociaż starał nie sprawiać mi problemów z moją niepełnosprawnością, ale cóż... widocznie coś się zmieniło.
Kiedy w końcu się zatrzymaliśmy czułem się po części upokorzony, bolała mnie ręka od mocnego uścisku mężczyzny oraz gnębiła ciekawość z jakiego powodu tak mną poszarpał, a więc zapytałem bez ogródek.
- Co w Ciebie wstąpiło? - zapytałem i nie ukrywałem niezadowolenia oraz irytacji. Myślę, że miałem do tego prawo, ale chyba nie według Midasa, który tylko niesympatycznie mi odwarknął. Zaraz poczułem ucisk w sercu. Mimowolnie... to samo się stało. Zaraz straciłem całą pewność siebie i pewną część zaufania do mężczyzny. Na dodatek świadomość, co działo się noc wcześniej przytłoczyła mnie i nasunęła więcej pytań, które z kolei budowały mój strach i obawy. Co jeśli się okaże, że to jednak nie to i wyjdę na jakiegoś puszczalskiego? Co jeśli się znowu pomyliłem? Co zrobię i gdzie pójdę, jeśli kiedyś będę chciał uciec z cyrku? Tak, niestety mój poziom samooceny, lęki społeczne i wiele innych niedogodnień utrudniały mi życie właśnie w taki sposób. Wszystko było dla mnie ważne, najdrobniejszy gest odebrany źle mógł zburzyć moje mury zaufania wobec kogoś, każde niemiłe mruknięcie lub komentarz mogły wywołać działania obronne, co nie zmieniało faktu, że nie byłem idealny i nie nadrabiałem swoich chorób w żaden konkretny sposób. Ani żadnymi szczególnymi cechami charakteru, ani szczególnymi umiejętnościami, ani wiedzą... tym bardziej wyglądem.
Rozmyślałbym i dołował się bardziej, gdyby nie głos dziewczyny rozlegający się gdzieś za moimi plecami. Twarz jasnowłosego była blada i jakby... zrezygnowana. Gdyby miał długie uszy, jak koń, to zapewne położyłby je po sobie i uciekł. Tak właśnie uczynił. Spojrzał na mnie tylko, jakby chciał coś powiedzieć i uciekł. Jak tchórz. Byłem tak zszokowany, że sam nie wiedziałem, co myśleć. Tak w ogóle to nasze zachowanie było absolutnie nie na miejscu. Przecież to niegrzeczne i niemiłe przed kimś uciekać. Można zrobić komuś wielką krzywdę i zranić go. Zmusiłem się więc w myślach, aby powstrzymać masę napływających wątpliwości i należycie ugościć dziewczynę. Odwróciłem się w jej stronę i wszedłem w słowo, które zapewne chciała powiedzieć.
- Bardzo Panią przepraszam! Naprawdę. To nie było celowe – zacząłem się tłumaczyć – Mój przyjaciel jest bardzo... wstydliwy – skłamałem, aby jakoś wytłumaczyć zachowanie mojego partnera – Bardzo onieśmiela go widok pięknych dziewcząt – dodałem. Jasnowłosa na te słowa lekko się zarumieniła i uśmiechnęła, zapominając o tym, co chciała mi powiedzieć. Nie wyglądała na jakąś bardzo zakochaną czy podnieconą. Po prostu to miłe słowo sprawiło jej przyjemność i o to mi chodziło.
- Bardzo mi miło, że tak mówisz – odpowiedziała – Ja... nie powinna wchodzić i przeszkadzać, ale... nikogo nie było w pobliżu – wyjaśniła – Dlatego postanowiłam wejść do środka. Gdybym wiedziała, że takie groźne zwierzęta trenujecie na takiej swobodzie to poczekałabym do wieczora – zaśmiała się żartobliwie, na co odpowiedziałem szczerym uśmiechem.
- Co Panią do nas sprowadza? - zapytałem – Chce Pani zostać cyrkowcem?
- Nie, nie. Dziękuję – odpowiedziała wyraźnie rozbawiona moją opcją – Nie nadaję się zbytnio. Jestem zbyt szarym człowiekiem – dodała – Szukam waszego szefa, bossa... tego, który zarządza tu wszystkim – oznajmiła.
- Ach, rozumiem! Wobec tego szuka Pani Pana Pika – poinformowałem dziewczynę – Zaprowadzę Panią do niego, ale zanim to zrobię... to pilna sprawa nie cierpiąca zwłoki? - dziewczyna posmutniała na to pytanie i wzruszyła ramionami.
- Raczej nie ucieknie – dodała pół żartem pół tragedią, co wzbudziło moją ciekawość – A czemu pytasz?
- Zapewne przyjeżdżasz do nas z daleka. Musisz być z pewnością głodna – wywnioskowałem. Dziewczyna na moje stwierdzenie złapała się za brzuch i z lekkim zażenowaniem pokiwała głową na tak. Ja tylko się rozpromieniłem, chwyciłem dziewczynę delikatnie za rękę i postanowiłem zaprowadzić w pewne miejsce.
- Niech Pani idzie. Zaprowadzę Panią do naszej cyrkowej kuchni. Gotuję pyszne jedzonko. Z pewnością Pani zasmakuje – zapewniłem. Dziewczyna na całe to zajście z początku była sceptyczna i czułem to całym sobą, ale po chwili się rozluźniła nie widząc w mojej osobie żadnego podstępu ani złości.
Kiedy weszliśmy na pewien teren pod gołym niebem, prawie że, pomijając płachtę osadzoną na kilku słupach, od razu skoczyłem do okienka, z którego wydawano nam posiłki... a przynajmniej większości cyrkowców, czego dowodem były grupy, które zebrały się na obiad. Pod płachtą były ławki, stoły i kominki, które zimą się rozpalało, jak ktoś chciał zjeść na zimowym powietrzu, a takich zwolenników trochę było. Szczególnie, że przy ogniskach można było siedzieć. Zapowiedziałem, że mamy gościa i pasuje go należycie ugościć. Naszemu kucharzowi nie trzeba było dwa razy tego powtarzać. Zaraz rozgonił wszystkich pomocników. Raz dwa był obiad dla mnie i dla jasnowłosej. Czekała na mnie przy wolnym stoliku. Z gościnnością podałem jej tacę z posiłkiem i sam usiadłem na przeciwko.
- Smacznego! - powiedziałem życzliwie, na co dziewczyna równie sympatycznie podziękowała i odwzajemniła – Sam się zastanawiam, dlaczego jestem dzisiaj taki pewny siebie – dodałem, kiedy dotarły do mnie pewne wytyczne z minionych minut. Dziewczyna roześmiała się.
- A co? Zazwyczaj jesteś nieśmiały?
- Niestety tak, ale to może ta sytuacja kryzysowa sprawiła, że się zmieniłem. Bardzo nie lubię niegrzecznego zachowania, a wiem, że nasze, w sensie moje u mojego przyjaciela, mogło na takie wyglądać. Chcę za to przeprosić jeszcze raz – wyjaśniłem poważnym tonem.
- Nic nie szkodzi. Naprawdę. Bardzo mi miło, że ta sprawa tak się obróciła – odpowiedziała i zaczęliśmy wspólny posiłek. Dziewczyna była trochę spięta, ale atmosfera przy stołach była tak żywa, że nawet nie zauważono nowej twarzy. Przynajmniej wtedy. Ja też starałem się być rozluźniony, aby dodać dziewczynie otuchy. Po chwili zagadnąłem.
- Jak ma Pani na imię? - jasnowłosa spojrzała na mnie zszokowana. Przełknęła zupę i szybko odpowiedziała.
- Jenna. Przepraszam, że Ci się nie przedstawiłam. Powinnam to była zrobić od razu – skrytykowała się i podała mi rękę.
- Le Bleuet. To mój pseudonim, którym się tutaj posługuję. Miło mi Panią poznać – uścisnąłem serdecznie dłoń gościa – I nie trzeba przepraszać. Nasze spotkanie było strasznie zakręcone – dziewczyna na te słowa roześmiała się.
- Trudno się nie zgodzić – odrzekła – Ach, te pseudonimy... zupełnie zapomniałam – dodała jakby do siebie, jednak ja nie spuściłem z niej zaciekawionego spojrzenia. Ona od razu to wyczuła i odpowiedziała na moje nieme pytanie.
- Tak, wiem kim jesteście i... proszę nie krzycz. To poważna sprawa – powiedziała pół szeptem tak, że musiałem się wysilić, aby coś wyczytać z ruchu warg – Przyjechałam tutaj z bardzo daleka. Potrzebuję waszej pomocy. Od kilku lat jeżdżę po świecie i szukam rozwiązania, ale... nigdzie go nie dostaję. Udało mi się o was dowiedzieć... chyba jesteście moją ostatnią nadzieją – dodała. Cała jej twarz posmutniała, a na smutki miała jeszcze dużo czasu.
- Wszystko powiedz wujkowi Pikowi. Na razie się nie martw, tylko jedz. Musisz mieć dużo sił – na te słowa rozpromieniła się i wróciła do jedzenia.
Kiedy wszyscy cyrkowcy powoli kończyli obiad, my również się zmyliśmy do namiotu wujka Pika. Oczywiście na wstępie przywitał nas nasz wierny stróż dobytku radosnym szczekaniem i merdaniem ogonem. Odsłoniłem dziewczynie zasłonę namiotu i wszedłem za nią do środka. Wujek Pik akurat wypełniał starannie jakieś urzędowa papierzyska.
- Dzień dobry – szepnęła dziewczyna. Mężczyzna uniósł głowę i rozpromieniony odpowiedział tym samym powitaniem. Odłożył papiery i pisadło na bok.
- Kim jesteś i w czym mogę Ci pomóc, młoda damo? - zapytał zaciekawiony.
- Mam pewną delikatną sprawę... - zaczęła jakby się czegoś bała.
- Usiądź proszę – wskazał na fotel przed swoim miejscem pracy – Mów, bez owijania w bawełnę – dodał żartobliwie. Jasnowłosa się trochę rozluźniła.
- Potrzebuję pomocy... pomocy Cyrku – wujek zadał wzrokiem nieme pytanie – Zjeździłam pół świata w poszukiwaniu pomocy. Nie pomogli medycy, zielarze, znachorzy, magicy, naukowcy... nikt. Naprawdę nikt nie wie, co się stało z moją najdroższą kuzynką. Udało mi się dowiedzieć kim jesteście i gdzie stacjonujecie. Wiem tylko tyle, że możecie mi pomóc. Nic poza tym. Ta osoba nie udzielała mi szczegółów – wujek Pik pokiwał na to głową, skupiony i zainteresowany – Moja kuzynka z dnia na dzień stała się złotą figurką – przepchnęła te słowa przez gardło z trudem. Czułem, jak drży i jak jej głos powoli się łamie – Nie wiem.... czyja to sprawka, ale wiem, że... że walczycie z takimi potworami – dodała. Słyszałem i czułem, że płacze, że łzy leją jej się potokami po twarzy. Wujkowi miękło troszkę serduszko na skrzywdzone istoty. Spojrzał na mnie porozumiewawczo, ale zaraz wrócił do dziewczyny. Westchnął.
- Nie wiem czy nasza moc sięga AŻ tak delako. Staramy się zapobiegać działaniom pewnych organów, ale... skutki często trudno nam cofnąć, ale rzecz jasna zrobimy wszystko, aby odmienić Pani kuzynkę ze złotej figurki z normalną postać. Tego Pani chce, mam rozumieć? - dopytał, na co Pani Jenna pokiwała głową, ocierajac łzy – Opowie mi Pani szczegóły? - jasnowłosa zgodziła się. Sam zacząłem analizować problem. Nagle mnie olśniło. Całe zamieszanie skupiłem na sobie i gościu, zapominając o Midasie, który w kwestii złota jest przecież ekspertem.
- Chyba wiem, kto może pomóc – rozpromieniłem się – Pójdę po niego – wyszedłem z namiotu i poczułem mocny uścisk na nadgarstku. Wystraszony odwróciłem się i zobaczyłem wujka Pika. Był przerażony i widziałem to bardzo wyraźnie.
- Nie idź – nakazał stanowczym tonem – To... nie jesteśmy pewni. Ja się muszę naradzić z innymi głównymi cyrkowcami czy ON coś może zdziałać w tej sytuacji. Póki co... nie wiemy nic. Na razie nic nie rób. Daj nam nad tym pracować. Jeśli się okaże, że może pomóc to go o to poprosimy – ostatnie słowo dodał z motywacją i radością. Zwolnił uścisk – Musimy przeprowadzić badania, zlustrować księgi, aby znaleźć jakieś rozwiązanie. Na razie... bądź spokojny. Będę Cię informował na bierząco, ale... to może potrwać – na te słowa pokiwałem głową. To wszystko wydawało mi się dziwne, ale nie miałem zamiaru buntować się woli wujka Pika. Ufałem mu i jego wiedzy. Po chwili odszedł i wrócił do namiotu. Ja zaś do swojego do mamy. Byłem bardzo zmęczony całym dniem, mimo że nie wiele zrobiłem. Nie wiem, co się ze mną działo... brakowało mi wigoru. Chyba przez nieregularny sen. Mamy nie było w środku. Zapewne była na treningu. Ja wykorzystałem ten czas, aby się zdrzemnąć w spokoju i w ciszy.

< Midas? Trzeba tą historię chyba rozłożyć na 2-3 opka ;) >

Rue CD Akuma

Nogi zaczynały odmawiać mi posłuszeństwa i jestem pewna, że gdyby nie groźba śmierci, padłabym twarzą na kamienie i nie wstałabym za nic. Kolana mnie piekły, od ile tygodni nie biegałam? Nie mam pojęcia, ale teraz bardzo to odczuwam. Stopy aż mi płonęły, albo to było nic, z porównaniem do serca w gardle. Miałam wrażenie, ze zaraz wyskoczy mi z przerażenia i będzie uciekało na własną rękę. Co to w ogóle jest? Dlaczego to nas goni? Mam rozumieć, że to zasady tej gry? Nic nie rozumiem, ale nie ma czasu na siedzenie, picie kawki i rozmyślanie nad tym, kto wysłał Akumie te przedmioty, dlaczego dwa, kto wymyślił taką grę, jak to w ogóle możliwe i... Jak wygrać?! A raczej jak przeżyć?!
Mimo, iż byłam dalej niż Akuma (z jakieś dwa metry) to nie oznacza, że mi szło bardzo dobrze. Wystające kamienie były dla mnie ogromną przeszkodą, nie miałam czasu na rozmyślanie gdzie postawić nogę, jak się odbić, a to wszystko tylko po to, żeby się nie wywalić i nie zostać zjedzonym lub zabitym przez te stwory. Co jakiś czas musiałam odwrócić głowę z dwóch powodów: pierwszy, to aby sprawdzić, czy przyjaciele dalej biegnie, czy nie leży na ziemi przygnieciony przez stwory, a drugi to po prostu strach. Tak jak kiedy uciekasz przed czymś, czego się boisz, a potem się odwracasz, żeby sprawdzić, czy tego nie zgubiłeś. Tak teraz się czułam, miałam nadzieję, że kiedy odwrócę głowę, ich nie będzie, to wszystko okaże się bardzo głupim snem, ale zamiast tego strach się powiększał, a ja już nie miałam sił na ucieczkę. Kamienie wbijały mi się w stopy i tylko cudem unikałam wylądowania na ziemi, z której pewnie już bym nie wstała.
I nagle droga ucieczki się skończyła. Z trudem wyhamowałam, musiałam upaść na kolana i kawałek się przetoczyć, bym zatrzymała się tuż przez urwiskiem. Poczułam w ustach ohydny smak ziemi i słonego potu, kiedy nagle obok mnie zatrzymał się chłopak. On stał na nogach, nie miał problemu z zatrzymaniem. Teraz po prostu chylił głowę na urwiskiem, jego twarz była blada, namalowany na niej był strach, a wręcz przerażenie - pewnie jak u mnie. Także wychyliłam głowę zza urwisko. Zamiast skalnego terenu, czy rwącej rzeki z kawałkami drewna, tam na dole płynęła sobie czerwono-pomarańczowo-żółta ciecz, z której gorąc docierał aż tutaj.
- Lawa?! - powiedzieliśmy oboje na chwilę zapominając o tym czymś, co biegło za nami. Odwróciliśmy głowy, a te dziwne monstrum w pomnożonej ilości (skąd się one wzięły?!) stały w jednej odległości od nas. Niespokojnie poruszały się w prawo i lewo, patrząc na nas wzrokiem mordercy, psychopaty, który został całkowicie pozbawiony rozumu i został stworzony tylko po to, by zabijać. Wydawały z siebie dziwne dźwięki; coś jak walenie młotem i metalową rurę, wymieszanym z syczeniem kota, którego własnie obrywa się ze skóry. To było dziwne, tak jakby między nami, a nimi, znajdowała się niewidzialna bariera, której nie mogą przebić. Czułam się, jakbym wsadziła nogi do tej lawy. Wiedziałam, że już nie wstanę, nie w najbliższym czasie. Ale... co teraz? Przed nami mordercze potwory, a z tyłu gorąca lawa. Żadne z nas nie miało sił się chociażby odezwać, oboje dyszeliśmy ze zmęczenia.
Nagle ziemia pod nami zaczęła się jakby trząść, a do uszu dotarł charakterystyczny dźwięk osuwanej się ziemi lub łamiących się głazów. Siedziałam na ziemi i czułam jak podłoże się rusza, nieco chwieje. Akuma także usiadł, zapewne zwalony z nóg po mocniejszym trzaśnięciu, po którym skalna półka, na której się znajdowaliśmy, osunęła się w dół. Co dziwniejsze, te dziwne stwory zostały na górze, ich wstrząs nie dotyczył. Z krzykiem zaczęliśmy spadać w dół. Najpierw mocno uderzyliśmy o kawałek ziemi, a potem osunęliśmy się do rzeki lawy. Oboje przybliżyliśmy się do środka, aby być jak najdalej od krawędzi, przy której wręcz płonął ogień. "Tratwa" na szczęście okazała się na tyle trwała, aby nie spłonąć, chociaż czułam pod tyłkiem ciepło. Spojrzałam w górę, gdzie te dziwne stwory zaczęły się kręcić przy krawędzi, a po chwili wszystkie jak leci zaczynały skakać. Dwa wylądowały w lawie i od razu się spaliły, ale większość wylądowała na twardej ziemi i wzdłuż brzegu biegła obok nas. Kiedy uderzyliśmy o wystający kamień i nieco nami zatrzęsło posuwając w stronę brzegu, jedne z nich próbował do nas doskoczyć. Nim jednak wylądowało na naszej "łódce", uderzyłam go jedną nogę, dzięki czemu wpadł do lawy. Czułam się, jakby właśnie złamał mi wszystkie palce.
- Co robimy? - zapytałam pospiesznie odwracając się w stronę przyjaciela. Nim odpowiedział, między nami zaświeciły cztery znaki i napis, który akurat widziałam do góry nogami. Obrazki jednak były skierowane w moją stronę: ćma, ptak, kret i ryba.

<Akuma? Jaka tym razem zagadka?>

Smiley CD Vogel

Myślałam, że zapadnie się pod ziemię gdy zobaczyłam miejsce do którego zaprowadził mnie Vogel. Nie spodziewałam się, że w tutejszym miasteczku są takie atrakcje. Mogłam się bez bicia przyznać, że bałam się zapuszczać sama w takie uliczki dlatego chodziłam po uliczkach które wyglądały mi na bezpieczne. Oczywiście nigdzie nie było bezpiecznie.
Szliśmy powolnym krokiem dzięki czemu mogłam się wszystkiemu dokładnie przyjrzeć. Wszystko było oświetlone przecudownymi, kolorowymi, światełkami. W dodatku otaczający nas ludzie byli szczęśliwi oraz bawili się wraz z innymi. W otoczeniu tych wszystkich rzeczy i ludzi moje zainteresowanie przykuła pewna maszyną do grania. Były w niej pluszowe misie, które trzeba było wyciągnąć. Co prawda szansę były małe, ale chciałam spróbować.
- Vogel spróbujmy w to zagrać?! - chwyciłam go za rękę i pociągnęłam za sobą. Będąc koko maszyny przyjrzałam się dokładnie tym wszystkim pluszowym misiom. Każdy z nich był uroczy!
- No to spróbujemy naszych sił... - powiedział chłopak wykonując z kieszeni monety. Maszyną ruszyła, a chłopak zaczął poruszać metalową rączka. Udało mu się za pierwszym razem wyciągnąć misia, a nawet dwa.
- Proszę - podał mi dwa pluszowe misie.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się biorąc jednego z misi. - Jeden dla ciebie - powiedziałam przyjmując tylko jednego.
- Chodźmy dalej. Chce zobaczyć resztę tutejszych atrakcji - poszłam trochę w przód jednak nie oddalając się za bardzo chłopaka. W swoim objęciach trzymałam pluszowego misia, który był przeuroczy.
- To może teraz ja spróbuję swoich sił w tym - wskazałam palcem na uliczny konkurs który polegał na utrzymaniu się na linie. - Ty będziesz mógł sobie spokojnie wybrać nagrodę - dodałam z uśmiechem. Vogel nim zdążył coś powiedzieć dałam mu swojego misia. - Zaopiekuj się misiem - podeszłam do organizatora całej tej zabawy. Wręczyłam mu pieniądze. Zdjęłam buty i wraz z innymi osobami stanęłam na linie. Było to bardzo łatwe. Dużo osób się chwiało i wraz z tym lina na której staliśmy, ale mi to nie przeszkadzało. Byłam przygotowana na każdą możliwą sytuację. Gdy pozostałam już jako jedyna na linie, nikt nie mógł uwierzyć. Zeszłam i podeszłam do Vogel'a.
- I jak wybrałeś sobie coś? - spojrzałam się na niego z uśmiechem. Byłam tym miejscem podekscytowana.

<Vogel?>

5 paź 2017

Vogel CD Smiley

Ruszyliśmy ponownie przed siebie. Rozglądałem się dookoła, mając nadzieję, że chłopak wskazał nam dobre miejsce. Co prawda bywałem tam już wiele razy, jednakże tą drogą jeszcze nie raczyłem iść. Wtedy ujrzałem jakiś kolorowy błysk. Spojrzałem w tamtym kierunku, analizując wszystko wokoło. Kiedy światło przebiło się przez krzaki po raz kolejny, wiedziałem, że było to miejsce. Momentalnie na mojej twarzy pojawił się niemały uśmiech. Złapałem dziewczynę za dłoń i posłałem jej krótkie spojrzenie, po czym ruszyłem przed siebie. Gdy jednak dziewczyna raz po raz się potykała, zmniejszałem swoją prędkość, aby dać jej szansę dojścia do siebie. Z każdym krokiem wzrastała we mnie radość i podekscytowanie. W końcu dotarliśmy do ostatniego miejsca, które dzieliło nas od tego wszystkiego. Zatrzymałem się, dysząc, tak samo, jak dziewczyna. Ponownie spojrzałem na nią z uśmiechem, po czym prostując się, powiedziałem.
- Dobrze, a oto przedstawiam ci niezwykłe miejsce, które jest uwielbiane przez wszystkich, choć mało kto o nim wie! -odkryłem wolną ręką widok, łapiąc za wysoki i gęsty krzak. -Oto dzielnica gier! -wykrzyknąłem, kiedy to dziewczyna zbliżyła się, aby móc lepiej zobaczyć, co to jest.
Nie dając jej czasu na zastanowienie, wypchnąłem ją z kniei, przez co prawie się przewróciła, lecz w porę złapałem ją. Zaśmiałem się donośnie i rozejrzałem się po otaczającej nas okolicy. Kolorowe światła, przeróżni ludzie, wiele smakowitych zapachów oraz, co najważniejsze, pełno atrakcji! Ponownie złapałem ją za rękę i zacząłem ją prowadzić. Szliśmy szybko, choć znaczniej wolniej niż wcześniej, ponieważ chciałem, aby Smiley zapoznała się z nowym miejscem i aby się do niego przekonała. Na początku wręcz zacząłem myśleć, że wyrwie się i ucieknie, choć ona obserwowała wszystko z ciekawością i intrygą. Podobało jej się tu, co bardzo mnie ucieszyło. Wskazałem palcem przed siebie, na kolorowe budynki, które były pooddzielane szerokimi ulicami z wieloma tłumami ludzi.
- Tam jest Game Tower, a zaraz Game Arena, gdzie znajdziesz każdego rodzaju gry. Od gier karcianych, po szachy, gry planszowe, a nawet bilard i maszyny! -mówiąc to, uniosłem ręce z podekscytowania. -Ups -zakryłem dłonią usta, po czym się uśmiechnąłem -za mocno się ekscytuję, przepraszam -dodałem.
- Nie martw się tym -pokręciła głową z delikatnym uśmiechem -rozumiem cię, bo sama się tak czuję -spojrzała w górę, gdzie rozciągały się kilometry różnych dekoracji.
- Jakoś tego po tobie nie widać -zaśmiałem się, puszczając w końcu jej dłoń. Spojrzała na mnie z pytaniem -to gdzie najpierw chcesz iść? Jest tu nawet mini wesołe miasteczko, gdzie jest kolejka, jakieś karuzele i takie tam -zacząłem wymieniać na palcach.
Chciałem jeszcze coś powiedzieć, lecz dziewczyna przerwała mi swoim śmiechem, na co spojrzałem na nią zaskoczony, lecz szybko również zacząłem się śmiać. Znów ruszyliśmy przed siebie, zaglądając do każdego z małych sklepików. Na ulicy mogliśmy usłyszeć dźwięki muzyki ulicznej, śmiechy ludzi oraz dobrą zabawę, co udzielało się chyba każdemu tutaj. Stanęliśmy przed jakimś salonikiem. Spojrzałem na Smiley, która widocznie była w coś wpatrzona.

<Smiley?>

Smiley CD Vogel

Chłopak zbliżył się i wziął ode mnie kęs ciasta, które podałam mu na łyżeczce. Smakowały mu jednak po krótkiej chwili on zrobił się smutny. Zmartwiłam się, jednak gdy usłyszałam przyczynę smutku kopanęłam go pod stołem w nogę. Jednak było to trochę za mocno. Wszyscy ludzie się spojrzeliśmy na nas, ale po krótkiej chwili wrócili do czynności których byli obecni. Po skończeniu naszych deserów i krótkiej sprzeczki kto ma zapłacić, oczywiście ja postawiłam na swoim. Bo jakbym nie postawiła to bym nie była sobą. Wyszliśmy z kawiarenki. Vogel nie chciał jeszcze wracać do cyrku co było mi nawet na rękę. Chciał mnie gdzieś zabrać, pokazać jakieś miejsce, które on zna. Weszliśmy do uliczki, której to nie znałam. W dodatku ta uliczka nie należała do tych bezpiecznych. Zapewne była jedną z tych niebezpiecznych, gdzie nie miłe osoby się tutaj plączą. Przed nami stanął mały chłopiec, który na swój wiek chciał być dorosły. Wyglądał uroczo, a gdy usłyszałam historię związaną z nim i Vogel'em zrobiło mi się trochę ich szkoda. Vogel miał rację, że mały żyje w swoim świecie, ale może dzięki temu nie czuję się samotny i bezradny. Zapewne stali za tym jakieś wytłumaczenie. Nim poszliśmy dalej chwyciłam chłopaka za rękaw od płaszcza.
- Vogel, gdzie my w ogóle idziemy? Nie znam tych okolic i się trochę... - zatrzymałam się. Nie chciałam przyznawać się, że się boję. Zarumieniłam sie na pewno dość mocno bo czułam jak mi się rumieńce pojawiają na policzkach. Chłopak przybliżył się bliżej mnie po czym pogładził mnie po głowie. Było to miłe uczucie przez co prawie bym odleciała myślami gdzie indziej.
- Przecież już powiedziałem, że ze mną nic ci nie będzie -uśmiechnął się. Widząc jego przekonująca twarz nie potrafiłam się nie ruszyć. - A idziemy w bardzo przyjemne miejsce - powiedział, a mi pozostało się tylko modlić, aby nic nam się nie stało.
- Trzymam cię za słowo... - powiedziałam trochę ciszej, jednak szłam blisko chłopaka. Co ja co, ale nie chęciło mnie aby iść chociażby trzy kroki dalej. Miałam się na baczności.

<Vogel?>

4 paź 2017

Vogel CD Smiley

Smiley wysunęła w moją stronę łyżeczkę z nałożonym ciastem. Przez chwilę patrzyłem na to niepewnie, lecz kiedy ujrzałem jej twarz, z uśmiechem przyjąłem jej podarunek. Dźwignąłem się na rękach, prawie wstając, po czym wziąłem do buzi łyżkę. Chwilę zastygłem w bezruchu, smakując tę słodycz. Naprawdę mi smakowała, aż przez chwilę żałowałem, że i ja tego nie zamówiłem. Będąc jeszcze zamyślony, usiadłem na miejscu, biorąc przy tym kęs swojej porcji. Tak, zdecydowanie jej było lepsze. Przybrałem smutną minę, na co dziewczyna się widocznie przeraziła. Zaprzestała swojej czynności, jaką było jedzenie, całą swoją uwagę skupiając na mnie.
- Wszystko w porządku Vogel? -zapytała zatroskana, na co ja jeszcze bardziej zniżyłem głowę.
- Dostaję depresji, wiedząc o tym, że masz lepsze kąski -mruknąłem, ze sztucznym szlochem.
Podniosłem głowę i zacząłem pocierać policzki, jakbym naprawdę płakał. Widziałem, że Smiley jest przykro, dlatego zaśmiałem się głośno.
- Przepraszam -machnąłem ręką -wszystko w porządku, tak tylko się zgrywam -wzruszyłem ramionami widocznie rozweselony.
Nie wiedziałem jednak, że dziewczyna tak postąpi, a dokładnie kopnęła mnie w nogę. I to dość mocno. Z bólu chciałem złapać za nogę, lecz stół mi przy tym przeszkodził, więc moja głowa runęła z premedytacją na blat. Po sali rozległ się dość głośny huk, który oderwał większość ludzi od swoich czynności. Jęknąłem przeciągle, lecz w miarę cicho, po czym spojrzałem się na Smiley, która widocznie się tym nie przejmowała. Dosłownie. Odwróciła głowę w drugą stronę, zajadając się przy tym ostatnim ciastkiem. Mlasnąłem wrogo, wyprostowując się już. Westchnąłem krótko, a wtedy dziewczyna się odezwała.
- Trzeba było tak robić? -zapytała z wyrzutem.
Zmarszczyłem brwi, kładąc głowę na dłoni.
- Oj no, nie masz humoru? To tylko żart -odezwałem się niezbyt entuzjastycznie, maltretując przy tym pozostałości po serniku. -Poza tym, nie musiałaś mnie od razu kopać i to tak boleśnie -mruknąłem naburmuszony, jakbym to ja był dziewczyną złą na chłopaka.
- A właśnie, że musiałam -z powrotem się do mnie odwróciła. Nie wyglądała na złą ani zirytowaną, co mnie zdziwiło.
Wtedy spojrzałem na jej talerz. Miała już pusty. Wstałem więc i podałem jej rękę lekko zakłopotany.
- To może pójdziemy gdzieś jeszcze? -mówiąc to, odwróciłem delikatnie głowę, rozmyślając przy tym, gdzie moglibyśmy się tym razem udać. Już chyba miałem plan.
Niebieskooka złapała mnie za dłoń i wstała. Chwilę jeszcze się z nią sprzeczałem, kto ma zapłacić, niestety tak jak postanowiła, tak zrobiła. Ja jednak i tak dopłaciłem połowę tej ceny "żeby nie było". Wyszliśmy z lokalu i od razu powitał nas delikatny chłód, nie to, co w tym cieplutkim i miłym miejscu. Uśmiechnąłem się do niej i ruszyłem przed siebie. Na szczęście już nie padało, co znacznie ułatwiało sprawę miłej wycieczki do miejsca, które obrałem za następne do zwiedzenia. Szliśmy przez krótki czas w ciszy, do czasu kiedy to nie doszliśmy do jakieś dziwnej i cichej dzielnicy.
- Co to za miejsce? -zapytała wyraźnie przerażona.
Zaśmiałem się cicho, spoglądając na nią.
- Nie martw się, nic ci się tutaj nie stanie, nie ze mną -zapewniłem, po czym z daleka ujrzałem znajomą twarzyczkę -Och, Jean! -zawołałem małego chłopa, który od razu się odwrócił.
Był niziutki, miał blond włosy i zielone oczy, którymi nas obserwował. Znów miał wiele siniaków, pewnie znów bił się z innymi. Poczochrałem jego włosy i zniżyłem się do jego wzrostu, kucając.
- No młody, mógłbym cię o coś prosić?
Ten w pewnym momencie spojrzał na Smiley, a następnie na mnie. Uśmiechnął się zadziornie.
- No zależy, jaka to prośba -przetarł swój brudny nosek.
Zaśmiałem się na jego słowa, prostując się przy tym. Spojrzałem na niego z góry z uśmiechem, niekoniecznie miłym.
- Masz coś na myśli? -ten tylko pokręcił głową -to dobrze. A więc potrzebuję dobrego i bezpiecznego dojścia do TEGO miejsca -podkreśliłem, co chłopiec szybko podchwycił.
- Da się załatwić -odwrócił się do tyłu i wskazał przed siebie palcem -przejdziesz tylko tamtą uliczką, skręcisz w lewo i dostaniesz się do owego miejsca -powrócił do mnie -To może za pomoc małe wynagrodzenie? -wyszczerzył się, co skwitowałem prychnięciem.
- Po tym, co ci kiedyś zrobiłem, jeszcze masz czelność prosić o jakieś pieniądze?
- Niekoniecznie pieniądze -spojrzał na Smiley -jej imię.
Nie powiem, trochę się zirytowałem. Z powrotem zniżyłem się do jego wzrostu, wyraźnie poddenerwowany.
- Posłuchaj, nie sądzisz, że jesteś za młody? -ten tylko pokazał język, popchnął mnie w stronę Smiley, po czym uciekł.
Złapałem się za tył głowy, po czym tłumacząc Smiley, kim on był, ruszyliśmy w stronę, którą nam wskazał.
- A więc kiedyś pomogłeś mu i jego rodzinie, oddając pieniądze z występu? -zapytała, spoglądając na mnie z boku.
- Dokładnie -westchnąłem -ale ten dzieciak jeszcze się niczego nie nauczył, więc wciąż pakuje się w kłopoty, co jest całkiem zabawne. Wiesz, bójki z innymi chłopcami o to, kto jest tutaj "królem" i takie inne. Żyje jeszcze w swoim świecie -machnąłem ręką.
- Czyli tak to wygląda -skinęła głową, po czym złapała mnie za rękaw od płaszcza.
Zdezorientowany spojrzałem na nią, zatrzymując się przy tym.
- Wszystko w porządku? -zapytałem. Zacząłem już myśleć, że znów ma ten atak astmy. Na szczęście się myliłem.
- Vogel, gdzie my w ogóle idziemy? Nie znam tych okolic i się trochę... -tu się zatrzymała, rumieniąc się dość mocno.
Przybliżyłem się do niej, głaszcząc ją po włosach.
- Przecież już powiedziałem, że ze mną nic ci nie będzie -uśmiechnąłem się, przekonując ją przy tym, by znów ruszyła -a idziemy w bardzo przyjemne miejsce.

<Smiley?>

3 paź 2017

Smiley CD Vogel

Podczas gdy spokojnym truchtem szliśmy sobie w poszukiwaniu jakiejś kawiarenki rozmawialiśmy na przeróżne tematy. W niektórych nawet mieliśmy takie samo zdanie. Jednak Vogel krążył myślami gdzie indziej. Może i odpowiadał od czasu do czasu coś powiedział, ale wyglądał jakby szukał na coś odpowiedzi. Nie potrafiłam się jakoś jego zapytać. Co jak co, ale zdarzeń na ten dzień miałam wystarczająco za dużo. Vogel wypatrzył kawiarenke do której to się udaliśmy. Tam po spojrzeniu się w menu nie potrafiłam zdecydować się na jedno ciarki. Dlatego gdy kelnerka powiedziała jakie są specjały tej kawiarenki wzięłam oby dwa rodzaje ciasta, a do tego kakao na które miałam bardzo dużą ochotę. Gdy spojrzałam się na Vogel zakryłam swoją twarz kartą menu, gdyż trochę głupio mi było. Co jak co, ale dwa desery dla dziewczyny to za dużo. Jednak nie dla mnie! Ja kochałam słodycze więc nie miałam nic przeciwko, aby je jeść.
- Głupiutka! - powiedział chłopak biorąc z moich rąk menu, odłożył je na stole wprost na swoje menu. Chłopak położył na swoje zboczone dłonie głowę i zaczął się wpatrywać w lokal.
Bardzo szybko dostaliśmy swoje zamówienie. Widząc te pyszności nie mogłam się im oprzeć! Wyglądały bardzo smakowicie, a dekoracje były starannie i dokładnie zrobione.
- Pyszne - powiedziałam po spróbowaniu pierwszego kęsu jednego z ciast. Spróbowałam również i drugie, to było tak samo pyszne jak to pierwsze. Słów brakowało, aby opisać to wszystko jak dobre było.
- Masz rację. To jest naprawdę pyszne - przyznał mi rację Vogel.
- Spróbuj tego - podałam w jego stronę swoją łyżeczkę wraz z ciastem, które wcześniej nałożyłam. Lekko się zarumieniłam, ale nie było to nic złego, przynajmniej jak dla mnie. - Śmiało - dodałam z uśmiechem, rozbawiona tym wszystkim, chociaż nie wiedziałam dlaczego. Chciałabym jeszcze więcej spędzić z Vogel'em czasu. Coś mnie jednak zastanawiało. Dlaczego Vogel krążył myślami gdzie indziej? Czy to możliwe, że chciałby wrócić wraz z Marinet do tamtego cyrku? A może ja coś źle zrobiłam? Zadawałam sobie te pytania cały czas, ale obudziłam się i nie miałam zamiaru już na nie szukać odpowiedzi. Nie teraz gdy byłam właśnie z Vogel'em.

<Vogel?>

Vogel CD Smiley

Przez dłuższą wymieniałem z dziewczyną spojrzenia, aż w końcu skinąłem twierdząco głową, uśmiechając się przy tym. Odwróciłem się w stronę miasta i kątem oka spojrzałem na nią.
- Czyli jakaś kawiarenka? -zapytałem szczęśliwy.
- Oczywiście -podeszła do mnie.
Przez całą drogę rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, co było dość przyjemne. Tym bardziej że w niektórych momentach mówiliśmy wręcz tym samym językiem. Niestety wciąż nie mogłem wymazać tego spotkania z Marinet. Dlaczego chciała, abym powrócił do cyrku? Przecież dobrze wie, że mam do niego uraz i jest ona z niewielu osób, które stamtąd lubiłem. No cóż, nieważne co by zrobiła i tak bym tam nie wrócił. Nie chciałbym wracać do przeszłości. Spojrzałem się ukradkiem na dziewczynę, która żywo opowiadała o swoim niedawnym przedstawieniu przed swoim wypadkiem. Wciąż jej przytakiwałem, czasami coś dodałem od siebie, lecz wciąż moje myśli krążyły wokół tego zdarzenia. Po około dwudziestu minutach doszliśmy do serca miasta. Wszędzie było wszystkiego pełno. Ludzi, knajpek czy środków transportu jak auta, a nawet bryczki z końmi. Po chwili dostrzegłem jedną niezbyt zatłoczoną kawiarnię. Wskazałem na nią palcem, a dziewczyna zgodziła się, abyśmy tam wstąpili. Dzieliły nas tylko dwie ulice.
- To, co zamówimy? -zapytałem w końcu, obserwując po kolei mijanych przez nas ludzi. Przynajmniej co trzeci wyglądał na kogoś podejrzanego, przez co przysunąłem się do niej.
- Um -speszyła się, lecz od razu dodała -może jakieś ciasto i coś ciepłego do picia? -zaproponowała, ukrywając swoją twarz.
Westchnąłem przeciągle, rozmyślając nad jej słowami. W sumie był to dość dobry pomysł. Zgodziłem się więc, uśmiechając się do niej. Po chwili byliśmy już przy budynku, do którego się kierowaliśmy. Weszliśmy do środka i od razu do moich nozdrzy dostał się dziwnie przyjemny zapach. Zaciągnąłem się nich, wzdychając głęboko, po czym zaśmiałem się z samego siebie. Usiedliśmy w stoliku przy oknie. Niemalże od razu podeszła do nas kelnerka.
- Proszę, co podać? -zapytała niska kobieta z fiołkowymi włosami. Spojrzałem się na nią i od razu się uśmiechnąłem.
- Tak, em -spojrzałem na kartę -poproszę sernik z czekoladową polewą i truskawką oraz gorącą czekoladę -przeczytałem, a następnie spojrzałem się na dziewczynę -a ty?
Na moje słowa delikatnie się wzdrygnęła, lecz nie odrywała swoich oczu od karty, uważnie czytając każdą linijkę. Wtedy kelnerka podeszła do niej i poleciła jej truskawkowego mannowca oraz owocową tartę z polewą. Nie spodziewałem się jednak, że Smiley wybierze obydwa desery, a do tego kakao. Kiedy kelnerka odeszła, patrzyłem na nią lekko zdziwiony. Smiley widząc to, od razu zasłoniła kartą swoją twarz.
- Nie patrz się tak -wymruczała.
Wyraźnie słyszałem w jej głosie zakłopotanie. Od razu się uśmiechnąłem, biorąc z jej rąk menu, dzięki czemu mogła na mnie z powrotem spojrzeć.
- Głupiutka -zaśmiałeś się, odkładając menu na stolik.
Złączyłem swoje palce, po czym położyłem głowę na dłoniach, obserwując nie tylko dziewczynę, ale i cały ten lokal. Nie piętnastu minutach, nawet nie, dostaliśmy nasze zamówienia. Od razu wzięliśmy się za jedzenie. Było naprawdę smaczne.

<Smiley?>

2 paź 2017

Smiley CD Vogel

Vogel kazał mi usiąść na ławce. Było to bardzo miłe z jego strony, chociaż nie zadawalało mnie to. Wreszcie nic nie zrobiłam, aby go zatrzymać. Byłam zła sama na siebie. Nienawidziłam być bezradna! Swój wzrok i całkowitą uwagę poświęciłam tej dwójce. Zacisnęłam swoje dłonie o materiał płaszcza. Teraz mogłam się spodziewać tego, że już nigdy nie zobaczę Vogel'a. Marinet była dla niego bardzo ważna, a mnie znał może z kilka dni i nic innego. Spojrzałam się na twarz chłopaka, która wyrażała więcej niż można by się spodziewać. Słowa jakie wypłynęły z ust chłopaka zaskoczyły mnie. A reakcja dziewczyny już nie. Wiedziałam jak się czuje, gdy osoba którą jest cenną nie chce powrócić. Po całym spektaklu, spojrzałam się na chłopaka, który patrzał jak dziewczyna coraz to dalej się oddala. Skamieniałam z tego wszystkie w dodatku ten pocałunek w policzek na zakończenie. Vogel spojrzał się na mnie chwytając się za tył głowy.
- Ulżyło mi... - wyszeptałam pod nosem, rozluźniłam swoje piąstki z uścisku.
- No właśnie Smiley! Jak się czujesz? - spojrzał na mnie, a ja się uśmiechnęłam. - To było głupie. Nie powinnaś biegać gdy się źle czułaś. W dodatku w dwie kompletnie mnie nie słuchałyście - dodał, a ja się uśmiechnęłam.
- To była moja strategia. Wreszcie nie mogłam pozwolić, abyś odszedł. Pik by mnie chyba zabił, że przeze mnie ktoś tak utalentowany jak ty, odszedł by - co prawda było to drobne kłamstwo, ale nie chciałam abyś chłopak się martwił.
- To jak, wracamy? - spojrzałam się na niego. Wstałam na równe nogi.
- Co to to nie! Mówię stanowcze nie! Teraz pójdziemy na jakiś dobry deser oraz coś ciepłego do picia. No i ja wszystko stawiam. Nim coś dodasz, to nie ma żadnych sprzeciwów - byłam szczęśliwa więc tyle mi wystarczyło. - No i jeszcze nie wyzdrowiałeś do końca to kubek gorącej czekolady ciebie ogrzeje - spojrzałam się na niego.

<Vogel?>