31 sty 2019

Rose CD Cal & Vivi

Po chwilowym porwaniu, obudziłam się w swoim łóżku z krzykiem. Czułam, jak coś mnie ściska w niektórych częściach ciała, coraz ciężej mogłam oddychać, a na ramionach robiły mi się czerwone ślady. Co ten demon ze mną zrobił? Zaczęłam kaszleć z braku powietrza i robiło mi się coraz gorzej. Upadłam, na moje szczęście, na poduszkę, wdychając łapczywie powietrze. Zastanawiałam się co robić. Do pielęgniarza nie mam zamiaru iść, bo mi jeszcze coś (ponownie) zrobi, a Cal w sumie może mi nie pomóc. Chociaż gdybym mu powiedziała, że to wszystko przez niego to mogłoby go choć trochę przekonać. Przynajmniej mogę spróbować. Wyszłam z namiotu i zamyślona szłam w stronę stołówki. Od rana nic nie jadłam, a robiłam się powoli głodna. Momentalnie Egoista na mnie wpadł, przy tym nas przewracając na ziemię. Kątem oka zobaczyłam drugą mnie. Czy to ten wytwór demona? Oboje natychmiastowo wstaliśmy, a chłopak biegł dalej. Widząc moją podobiznę z nożem, stanęłam przed nią dając królewiczowi kilka sekund na zwiększenie odległości. Myślałam, że klon mnie ominie lub popchnie, lecz jedynie stała i patrzyła mi się w oczy.
-Mój Stwórca chciał przekazać, że masz u niego się pojawić w trybie natychmiastowym- powiedziała poważnym i obojętnym tonem po czym powróciła do biegu. Co Vivi ode mnie chce?
(Cal? Vivi?)

Rose CD Vogel

Po tym, jak Vogel poszedł zawiadomić Pika o morderstwie, które miało miejsce jakiś czas temu, postanowiłam pójść do mojego namiotu. Musiałam zmienić moją brudną od ziemi piżamę na coś innego. Starałam się po omacku dojść do łóżka, by zapalić małą lampkę leżącą na stoliku nocnym przy moim łożu. Robiłam małe powolne kroki, kierując dłonie przed siebie, jakbym natknęła się na jakiś mebel, mogłabym go jakoś ominąć, nie robiąc przy tym sobie krzywdy. Gdy już doszłam do łóżka, usiadłam na nim, przesuwając się w stronę poduszki. Palcami przesuwałam po stoliku, dopóki nie natknęłam się na włącznik. Pstryknęłam przycisk i w pokoiku zrobiło się jaśniej. Zamknęłam oczy nieprzyzwyczajone do światła.
-Teraz trzeba się tylko przebrać i mogę pójść spać- szepnęłam do siebie, by się pocieszyć. Nie wiedziałam czy będę w stanie zasnąć po tym koszmarnym widoku. W sumie, gdyby nie moja ciekawość nadal bym spała z myślą, że jest bezpiecznie.
Wstałam z łóżka i wodziłam wzrokiem po pokoju, zastanawiając się co zrobić. Zdjęłam ubrania nadające się do prania. Złożyłam je i położyłam na biurku. Później je upiorę, na razie jestem zbyt zmęczona. Będąc w samej bieliźnie ułożyłam się wygodnie i miałam zgasić lampeczkę, gdy usłyszałam głos Vogel'a:
-Rose? Mogę wejść?- powiedział powoli otwierając namiot. Szybko się zakryłam kołdrą, kiwając jedynie głową. Mężczyzna jakby w jednym momencie nabrał pewności siebie i podszedł do biurka, by usiąść na krześle.
-O co chodzi?- spytałam się, poprawiając grzywkę. Usiadłam opierając się o poduszkę.
-Chciałem poinformować, że Pik zawiadomi policję...
-To chyba dobrze, policja zajmie się sprawą, a my możemy w spokoju się zająć swoimi sprawami, prawda?
-Pewnie będą do nas przychodzić coraz, by zadać nam pytania.
-No cóż...- przez chwilę oboje milczeliśmy. Wiedzieliśmy doskonale, że nic w tym miejscu, w którym obecnie nasz cyrk się znajduje nie będzie takie samo. W końcu co się pierwszy raz zobaczyło, łatwo się tego nie da zapomnieć.
(Vogel?)

Lennie CD Shu⭐zo

Zacząłem dłonią szukać kołdry, zrobiło mi się zimno. Okazało się, że w pobliżu jej nigdzie nie ma. Dalej z zamkniętymi oczami i cichym pomrukiem niezadowolenia, że się obudziłem, po omacku zacząłem szukać kołdry. Chciałem się nią owinąć jak naleśnik i nie wstawać do południa. W końcu odnalazłem ten mały ukochany skrawek. Położyłem głowę na poduszce i zacząłem ciągnąć go z całych sił, poczułem jednak mały opór. W końcu zmusiłem się do otwarcia oczu, zobaczyłem namiot, moje ubrania i inne rzeczy. Odwróciłem się na drugą stronę, gdzie znajdowała się kołdra. Przez chwilę miałem wrażenie, że dalej śnie, tym razem na jawie, ale jak upływały sekundy, zdawałem sobie sprawę, że to nie sen, a Shuzo był prawdziwy. Podniosłem się na łokciach i przymrużyłem oczy.
- Shuzo? - zapytałem bardziej siebie. - Co tu robisz? - dokończyłem. Chłopak wyglądał na wystraszonego i zdezorientowanego. Przez chwilę milczał, błądząc wzrokiem po namiocie, aż w końcu spojrzał na mnie, ale znowu uciekł wzrokiem.
- Ja... - zaczął. Usiadłem na materacu i okrywając się kołdrą. - Lunatykowałem! - wręcz wykrzyknął, na co przymknąłem jedno oko. Za głośno. - Przepraszam - odezwał się ciszej. - Lunatykowałem - powtórzył cichszym tonem. Skinąłem głową, przecierając twarz dłońmi. 
- Każdemu się zdarza - ziewnąłem szeroko i przyjrzałem mu się. - Widzę, że jesteś już w swoich ubraniach - potem przeniosłem wzrok na jego włosy. Nie przemalował się, miałem nadzieję, ze ten drugi to doceni. Gdy sobie przypomniałem o rozdwojeniu jaźni, od razu pożałowałem. Chciałem po prostu nie myśleć na ten temat i spędzić miło czas z moim przyjaznym Shuzo, a nie z tamtym dupkiem. Jak to możliwe, że takie dwa odmienne charaktery są w jednym ciele?
- Tak, do północy je szyłem. W końcu muszę mieć w czym chodzić - potaknąłem głową i zszedłem z łóżka. Rozciągnąłem się.
- Jak ci się spało w nowym namiocie? - zapytałem ciekaw szeroko ziewając. Zdecydowanie powinienem jeszcze pospać. Wyciągnąłem do chłopaka dłoń, by w końcu wstał, a nie siedział na ziemi. 
- Całkiem dobrze, jeszcze się przyzwyczajam - stwierdził. 
- Jak coś, możesz do mnie przychodzić kiedy chcesz, jeśli ci się znudzi siedzenie w nowym namiocie - powiedziałem uśmiechając się. Chłopak to odwzajemnił. - Skończyłeś tą sukienkę? - zapytałem idąc szukać jakichś ubrań na przebranie. W końcu w pidżamie nie wyjdę na zewnątrz.

<Shuzo?>

29 sty 2019

Shu⭐zo CD Lennie

Po jakimś czasie wróciłem do Lennie'go. Musiałem go poinformować o tym, że oficjalnie mogę zacząć wszystko od nowa. W końcu mój nowy namiot już stoi.
- To, co chciałeś mi powiedzieć? - spytał, oddając mi sukienkę.
- Mój namiot już jest. - odpowiedziałem widocznie szczęśliwy.
- To wspaniale.
- Właśnie wiem. Mogę znowu się zająć pracą, a dzisiaj dokładnie tą sukienką. Ładna jest, ale ja sprawię, że będzie jeszcze piękniejsza.
- Drugi raz już jej nie założę. - po jego słowach oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Spokojnie. To był ten jeden i ostatni raz. Już ci czegoś takiego nie zrobię. - zapewniłem z uśmiechem.

*

Do późna szyłem swoje nowe ubrania. Poszedłem spać gdzieś koło północy. Gdy wreszcie wybiła pełna godzina, wciąż nie mogłem zmrużyć oka. Minutę później już myślałem o pewnej osobie. Kolejną minutę później rozmyślałem o jego pięknych fiołkowych oczach. Uśmiechnąłem się do siebie. Minęła następna minuta — starałem się zasnąć, ale coś mi nie szło. Minęło dwadzieścia minut, a on wciąż był w mojej głowie. Dziesięć minut później — chciałem już przestać o nim myśleć. Wtuliłem się bardziej w poduszkę, ale to w ogóle nie pomogło. Przekręciłem się na drugi bok... Dalej nie pomaga. Wybiła godzina druga. Zacząłem myśleć o jego ustach. Już nie wiem, co mi zaczęło odbijać. Nie mogłem się ogarnąć. Nie miałem na nic siły. Potem już nagle była trzecia nad ranem. Byłem już totalnie padnięty. Wciąż myślałem o nim, o nim i o nim. O niczym innym nie potrafiłem. Koniec z końców wstałem z łóżka, wciąż tuląc poduszkę. Nogi mnie same gdzieś poniosły. Wiem jedynie, że wyszedłem z namiotu. Potem już film mi się urwał. Jakiś czas później się przebudziłem. Na stówę nie byłem u siebie. Lekko się poruszyłem i poczułem kogoś obok mnie. Gdy bardziej przekręciłem głowę w bok, miałem ją parę cali od twarzy... Lenniego?! Byłem zszokowany. Od razu chciałem jakoś się cicho stąd wydostać. Gdyby się tak obudził, to jak ja bym miał mu to wytłumaczyć? Powoli i cicho odsuwałem się od niego, aż w końcu materac mi się skończył i wylądowałem na ziemi. Okazało się też, że poleciałem w dół razem z częścią kołdry... Na chwilę zastygłem w bezruchu. Błagałem, żeby przez to się nie obudził. Położyłem po sobie uszy, gdy usłyszałem, jak poruszył się na materacu. Śpi czy nie? Bałem się podnieść i sprawdzić.

( Lennie~? )

Robin CD Vivi

Nieznajomy głos docierał do niego jak przez mgłę, zaczął kaszleć i wypluwać wodę z płuc. Przewrócił się na bok, jakby chciał zwymiotować. Zacisnął palce na śniegu czując nieprzyjemny smak zimnej wody w ustach i nosie. Czuł, jak drapie go w gardle, a gdy doszedł do siebie, momentalnie wstał i odsunął się od chłopaka.
- Chciałeś mnie utopić - to było bardziej stwierdzenie niż pytanie. W jego oczach pojawił się strach, ledwo trzymał się na kamieniu, który utrzymywał go przy życiu, a ten zabrał mu ręce i pozwolił, by woda go porwała! Jak tak można? Próbował jeszcze złapać się czegokolwiek, ale nie miał sił. Znowu zaczął kaszleć, wypluwając wodę.
- Uratowałem cię - odpowiedział spokojnym głosem, prawie bez emocji. Robin się odsuwał na czworaka, po chwili stanął.
- Jak byłem na dnie - zauważył mając do niego wyrzuty. Czy nie mógł go zabrać ze sobą, gdy wlazł na kamień? Dlaczego czekał, aż chłopak znajdzie się pod woda? Chociaż jego znaki nie świeciły, zaczął się bać. 
- Musiałem wychwycić dobry moment, by wyjść z wody - wytłumaczyłem. Chłopiec przez chwilę milczał, patrząc na rzekę płynącą obok. - Idziemy do cyrku? - Vivi wstał i zwrócił się w kierunku cyrku. Robin pokręcił głową.
- P-później przyjdę - odparł i się odwrócił. W dalszej chwili był przerażony tym obrotem sprawy. Wszedł w głąb lasu i szedł w kierunku groty, w której spał niedźwiedź, jego najlepszy przyjaciel. Żałował, że spał całą zimę, ale co zrobić? Chociaż dzięki temu mógł przyjść o każdej porze i położyć się przy ciepłym futerku i poczuć się bezpiecznie - dlatego nie poszedł do cyrku. Już nie chodziło o sam fakt, że chłopak pozwolił rzece go porwać, chciał się poczuć bezpiecznie. 

<Vivi?>

Vivi CD Robin

Odkaszlnął i rozglądnął się, dopiero teraz pojmując powagę sytuacji, w której się znajdowali. Cichutko zaklął pod nosem, na moment stracił czujność i co? Rzucił okiem na chłopaka. Widać było, że zaraz puści kamień. I co tu zrobić? Znacznie prostszym wyjściem było ratowanie swojej skóry. Znacznie mniej skomplikowane i wymagające minimalnego wysiłku. Jednak czuł coś dziwnego. Nie mógł tak zostawić chłopaka. Ale dlaczego? Przecież od dawna nie czuł żadnych ludzkich emocji. Może to czysta ciekawość. Tak właśnie! Musiał się dowiedzieć jak chłopak trafił do lasu. Z zamyślenia wyrwał go cichutki głos chłopaka dochodzący jakby z oddali. No tak znajdowali się w dość kłopotliwej sytuacji. Ostrożnie podciągnął się na kamieniu.
- Słuchaj Robin, wyciągnę nas z tego. - Znowu się rozejrzał, szukając normalnego wyjścia z sytuacji tak, żeby nie był zmuszony używać swoich zdolności. 
Jednak nie zauważył nic przydatnego.
- N...no dobrze — Jedną ręką ujął rękę Robina. - Nie bądź zły... Wszystko będzie dobrze. - Uśmiechnął się, puszczając jego rękę i łapiąc drugą.
- V...Vivi? Co ty robisz? - Chłopak spojrzał na demona przerażony.
- Nie masz się czego obawiać — Puścił jego rękę i chłopaka porwał nurt. Vivienne przemienił się w lisa i przeskoczył na kolejny kamień, a potem na ląd. Postawił uszy, obserwując chłopaka, którego głowa jeszcze jako tako się unosiła nad wodą. Ruszył wzdłuż brzegu rzeki, cały czas obserwując Robina. W momencie, gdy chłopak zniknął pod wodą, przemienił się w srebrzystego wilka i skoczył do wody. Nie do końca wiedział, co robi i dlaczego to robi. Chwycił chłopaka zębami za kołnierz. I po chwili ciągnąc Robina za sobą, wspiął się na brzeg rzeki. Puścił go i się nad nim nachylił.
- R..Robinku... Obudź się... - Szturchnął go łebkiem.

( Robin? )

28 sty 2019

Robin CD Vivi

Chłopiec od razu się skruszył, słysząc ton towarzysza, który zamknął księgę. Robin odsunął się do tyłu na gałęzi, nie patrząc już na niego.
- Przepraszam - szepnął i wstał, chwytając gałąź nad sobą. - Ale byłem tu pierwszy - dodał i się podciągnął. Taka była prawda, Robin spał trzy gałęzie wyżej, gdzie dwie były ze sobą złączone i nie musiał się bać, że spadnie na ziemie. Chłopak usadowił się na wyższej gałęzi, czując ciepło na ciele. Podciągnął rękaw do góry i zobaczyłem, ze jego tatuaże się świecą. Zagrożenie? Teraz?
- Wystraszyłeś się mnie? - usłyszałem głos z dołu. Był trochę spokojniejszy, przez chwilę milczałem czując, że znaki gasną. Zagrożenie minęło tak szybko, jak poprawił się humor Vivi. Coś tu zdecydowanie nie grało.
- Nie martw się, niczego nie przeczytałem - powiedział, nie odpowiadając na pytanie. Zamiast myśleć o tym, czy się go wystraszył (no raczej, że tak), zastanawiał się, co się dzieje z jego tatuażami. Psują się? To niemożliwe... albo zagrożenie przeszło dołem i ich nie zauważyło. Tak, na pewno to.
- Robinku, przecież nie jestem na ciebie zły - usłyszał. Wychylił głowę w dół, patrząc na niego. Chłopak tylko w odpowiedzi skinął głową, ale do niego nie zszedł, zamiast tego wstał i idąc na gałęzi, przeszedł na drugą stronę. Po chwili zobaczył kątem oka, jak Vivi przemienia się w lisa i przechodzi na wyższą gałąź. Robin kucnął i mu się przypatrzył. Księgę zostawił na gałęzi, przez chwilę miał ochotę skoczyć tam i ją zabrać, ale zamiast tego przeszedł po gałęzi, na której się znajdował i zatrzymał na jej końcu. Lis przekręcił głowę w bok i mu się przyglądał. Robin po chwili zeskoczył z gałęzi i chwycił się drugiej. Potem zszedł na ziemię i kucnął. Za jego śladami ruszył lis.
- Mogę iść z tobą do cyrku? - zapytałem. Lis pokiwał twierdząco główką, po czym wrócił po księgę. Potem przemienił się w człowieka. - Co to za książka? - zapytał zaciekawiony. Vivi rzucił na niego przelotnie wzrok.
- Nic ciekawego - zapewnił, ale chłopiec nie uwierzył. Mimo to nie dociekał. Szedł obok niego na dwóch nogach, chociaż miał ochotę pobiec na czterech. Szli w ciszy, aż nagle dzieciak się zatrzymał. - Co się dzieje? - zapytał Vivi. Robin na niego spojrzał, a potem na jego stopy. Znaki znowu były ciepłe i to bardzo... Nim się odezwał, śnieg pod nimi się zsunął. Stracili grunt pod nogami i zaczęli spadać w dół. Robin próbował złapać się czegokolwiek, ale nawet najmniejsza gałązka nie wystawała spod białego puchu. Wylądowali z pluskiem w lodowatej rzece. Nurt był silny, ale chłopak szybko wynurzył się na powierzchnie. Zaczął machać nogami i rękami, starając się dopłynąć do brzegu, ale nie miał na to tyle siły. Złapał się jakiegoś kamienia, trzymając się go z całych sił, gdy zobaczył towarzysza, który także wpadł do wody, jednak on mia trudność z wynurzeniem się. Długo nie myśląc, puścił kamień i podpłynął do niego. Zanurkował i pomógł wyjść na powierzchnie. Czuli, że nurt staje się coraz mocniejszy. W końcu chłopakowi udało się chwycić jakiś głaz, także Vivi położył na nim dłonie. David powoli tracił siły i czuł, że długo się nie utrzyma.

<Vivi? Taka mała akcja... co dalej? c;>

Cal CD Rose&Vivi

Publiczność zamarła. Cały namiot ogarnął mrok. Na trybunach dało się usłyszeć ciche syczenie i wyczuć jak coś pełźnie między nogami ludzi. Wraz z syczeniem do namiotu powoli zaczął się wkradać strach i niepokój. Nikt tak na dobrą sprawę nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. W końcu kto by pomyślał, że wypuściłem dwanaście węży prosto w ludzi. Nikt nie zaczął panikować, nikt nie krzyczał... Totalna cisza. Światła reflektorów oświetliły arenę. Stałem na samym środku ze spokojnym wyrazem twarzy. Ręce miałem z przodu, a dokładnie położone na trupiej główce mojej laski. Lekko uderzyłem nią o podłoże. Różnej wielkości węże od razu wyskoczyły z widowni i zaczęły krążyć wokół mnie. Sterowałem nimi laską. Robiły, co tylko zechciałem. Niektóre sztuczki były dość spektakularne. Publiczność była zachwycona. Węże były porozrzucane po całej arenie. Jeden nawet wił się po moim ciele. To było jednak nic. Gwoździem programu był mój dziesięciometrowy pyton. Jest to największy wąż na świecie. Warto się nim pochwalić. Mój występ zaczął się dość nietypowo, ale postanowiłem go skończyć tradycyjnie. Parę węży zabrało moją laskę, a ja wyczarowałem nagle w swoich dłoniach.... Od razu zacząłem grać. Nie było to trudne. Zamknąłem oczy. Wszystkie mniejsze węże się uspokoiły i skupiły się w jednym miejscu gdzieś z boku areny. Gdy melodia grana przeze mnie zdążyła już porządnie wybrzmieć przez główne wejście, do namiotu wpełzł wielki pyton. Był idealnie duży, by okrążyć całą arenę. Jego łeb zatrzymał się totalnie przede mną. Zaczął syczeć. Widocznie był niezadowolony. Wyglądał tak, jakby miał się na mnie zaraz rzucić ze swoimi ostrymi, wielkimi kłami jadowymi.Rzecz jasna tego nie zrobił. Ja wciąż grałem. Jednak otworzyłem oczy i spojrzałem na węża. Wąż uniósł głowę i trochę tułowia, zaczynając się kołysać na boki do rytmu. Potem już zacząłem się z nim bawić jak ze zwyczajnym pieskiem. Ludziom to najbardziej przypadło do gustu. Pod koniec występu gad wyszedł tak samo, jak wszedł. Natomiast jego kolegów sam odprawiłem bez jakiegoś wielkiego problemu. Po wężach nie było śladu. Ukłoniłem się. Wszyscy bili brawa, a jaką dostałem pokaźną sumkę za występ. Czuje się jak najprawdziwszy król rozrywki. Po występie od razu poszedłem do swojego namiotu. Używanie mocy na dwunastu wężach nie jest takie proste. Węże są głupie, ale nie dają tak łatwo sobą zawładnąć. Z tego powodu, że mają mniejsze móżdżki, mogę chociaż parę na raz kontrolować. Gdy już miałem zniknąć w swoim namiocie, zaczepiła mnie ta wróżbitka. Od razu wydawało mi się to trochę dziwne. Po co mnie zaczepia? W dodatku coś mnie blokowało i nie mogłem wniknąć do jej umysłu, by poznać odpowiedź.- Nie zawracaj mi teraz głowy. - odezwałem się dość znudzonym tonem. Miałem jej już dość.
- Spokojnie. To potrwa tylko chwilę.
- Nie mam nawet chwili. - po tych słowach od razu wszedłem do siebie. Ona ruszyła za mną. Za nim zdążyłem się zorientować, wykręciła mi rękę do tyłu i przyłożyła nóż do gardła. Od razu zrobiło mi się słabo. Dotykała mnie! Starałem się zachować zdrowy rozsądek, jednak panika zaczęła przejmować kontrolę. Zamarłem w bezruchu z nożem przy gardle, który coraz mocniej wbijał się w moją szyję. Przeleciałem wzrokiem po pokoju i nagle mnie olśniło:
- Gdzie jesteś, zdechlaku?! - wróżbitka spojrzała na mnie zdziwiona i odsunęła nóż od szyi.
- Przecież nie masz żadnego zwierzaka. - nie wiedziała, co ja takiego wygaduje. Sekundę później dziesięciometrowy pyton owinął się wokół dziewczyny, a ja spokojnie odszedłem od niej. - Co to jest?!
- Zdziwiona? - poprawiłem rękawiczkę. Panika zniknęła w sekundzie. Spojrzałem na nią kątem oka z lekkim uśmieszkiem. - To jest pyton. Wiesz, taki wąż. Uduś panią. - rozkazałem, a wąż od razu zaczął to robić. Na nią to jednak nie działało. Koniec z końców odwołałem węża, a ta znowu zaczęła mnie atakować nożem. Nie chciałem, żeby mi coś tutaj rozwaliła, więc wybiegłem z namiotu. Chwilę później wpadłem na drugą Rose, a jakaś druga wciąż mnie goniła. To na stówę sprawka tego pomiotu szatana.

(Rose? Vivi?)

Vivi CD Robin

Uśmiechnął się widząc notes.
- No proszę. Jednak potrafisz pisać, i to jak? - Zagwizdał. - Dziękuję za pomoc. - Poklepał go po głowie. 
- Nie ma za co - Chłopak się odsunął chowając za sobą rękę, w której trzymał zgniecioną kartkę.
Zauważając to pielęgniarz zaintrygowany go okrążył. 
- A co ty tam schowałeś? Pokaż, pokaż~
- Nie ma takiej potrzeby. To nic takiego... - Wymamrotał Robin, a przy tym mocniej zacisnął pięść na zmiętolonym papierze.
- Co jest? Wstydzisz się hmm? Przecież nie ma czego, sami swoi - Przemienił się w lisa.
Chłopak widząc towarzysza w lisiej formie zaraz się uśmiechnął. Kucnął przy zwierzątku i pogładził je po główce. Lis zamachał ogonkiem i otarł się o jego nogi.
- To ja cię nie będę zmuszać zatrzymaj to sobie. - Spojrzał w niebo. - No cóż muszę wracać do zajęć. Jeszcze raz dziękuje. - Pochylił przed nim głowę a potem ruszył w swoją stronę. - O mało nie zapomniałem! Ślicznie rysujesz, ale może to dlatego, że ja jestem tak wspaniałym modelem~ 
Zachichotał i pobiegł do siebie. 
- - - - - - 
Mężczyzna siedział na gałęzi przeglądając jedną ze swoich ksiąg. Oczywiście te księgi nie były przeznaczone dla ludzkich oczu. Poruszały tematy wychodzące ponad ludzkie pojęcie. Tak się zagłębił w księgę, że nawet nie zauważył jak ktoś usiadł na gałęzi ponad nim. Robin nachylił się próbując czytać mu przez ramię.
- Co to jest za książka? 
Vivi odrazu zatrzasnął księgę.
- Nie uczono cię, że to niegrzeczne tak się podkradać? - Prychnął.

(Robin?) 

26 sty 2019

Lennie CD Shu⭐zo

Patrzyłem na niego przez chwilę się nie odzywając. Jak może się czuć facet w sukience? Nie potrafiłem znaleźć odpowiednich słów, które wyrażą moje... zmieszanie, wstyd, uczucie nowego doświadczenia i niecierpliwość. 
- No... wiesz... - zacząłem, zniżając wzrok. Zobaczyłem jasny materiał, chwyciłem go w dłonie i wzruszyłem ramionami. - Inaczej, niż zwykle - odpowiedziałem w końcu wiedząc, że nie potrafię opisać tego, co czułem. Nie była to złość, w końcu sam się na to zgodziłem, ale na pewno nie była to radość, z noszenia damskiego ubioru. Coś pomiędzy strachem, że ktoś mnie w tym zobaczy, a zmieszaniem, że dałem się na to namówić.
- Ale uwierz mi, prześlicznie wyglądasz - słysząc to, poczułem, jak moje poliki się czerwienią. Śmiesznie jest usłyszeć taki komplement, gdy ma się na sobie długą suknię. Ale co tu się dziwić? Większość projektantów jest znana ze swej... inności.
- To... - nim dokończyłem, wejście do namiotu się otworzyło. Stanął w nim Pik, który gdy zobaczył mnie w tym ubiorze, zamknął usta. Przyjrzał się, uśmiechnął, spojrzał na towarzysza i pokręcił głową.
- Shuzo, szukałem cię - oznajmił. Czułem, że robię się na twarzy cały czerwony, a mój strach właśnie się spełnił. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię, ale mnie całkowicie sparaliżowało. stałem jak słup soli i patrzyłem na Pika, czekając, aż sobie pójdzie. 
- Tak? - mężczyzna skinął głową. Przyjaciel spojrzał na mnie. - To ty się przebierz, a my wyjdziemy i porozmawiamy - oznajmił z uśmiechem na twarzy. Sztywnie pokiwałem głową i odprowadziłem ich wzrokiem. Pierwszy wyszedł czarnowłosy, a nim wyszedł Pik, odwrócił się do mnie mówiąc:
- Ładna sukienka - czułem, jak serce mi się zatrzymuje. Gdy wyszedł, potrzebowałem chwili, aby ochłonąć. Potem szybko się przebrałem, przynajmniej miałem taki zamiar. Pierwsze minuty upłynęło mi na rozpięciu zamka z tyłu, co okazało się dość problematyczne. Musiałem wyciągać ręce z różnych stron, opuszkami chwytałem suwak, by go po chwili puścić. Gdy w końcu udało mi się rozpiąć suknię, do namiotu wszedł Shuzo. Był wyraźnie szczęśliwy, ale gdy mnie zobaczył, na jego twarzy pojawiło się zdziwienie.
- Polubiłeś tę suknię? - zapytał, na co pokręciłem głową.
- Miałem problem z zamkiem - oznajmiłem speszony. Shuzo się cicho zaśmiał, po czym podszedł i rozsunął go do końca. 
- Przebierz się, a potem powiem ci dobrą nowinę - oznajmił. Wyszedł, a ja wróciłem do swoich ciuchów. Od razu poczułem się lepiej. 

<Shuzo? Zgaduje, że masz nowy namiot xd>