Book of Circus

27 lis 2019

Lennie CD Shu⭐zo

Zamyślił się na chwilę. Najpierw się zastanawiał, co zrobić, kiedy dojadą do Toronto. Nie mógłby od razu pójść pod adres ojca, musiał się przygotować psychicznie, a jeśli będzie zajęty i nie będzie mógł przyjąć syna? A może nie chciał go widzieć? Najpierw należało znaleźć nocleg, co w sumie nie powinno być trudne, zabrał ze sobą dużo kasy, więc na pewno starczy na kilka nocy w hostelu. Potem – się zobaczy. Drugą myślą, jaka krążyła w jego głowie, była wizja Toronto: podróż cyrku przespał przez chorobę i nie pamięta, kiedy ostatnio był w wielkim mieście. Chciał sobie wyobrazić jak się poczuje, jak to będzie wyglądał, ale jego umysł ograniczał się tylko do nie dużego miasta i zamazanych wspomnień z dzieciństwa. Krótko mówiąc; będzie miał niespodziankę. Na koniec długo i głęboko rozmyślał o ojcu, czy się zmienił, jaki jest teraz, czy go nie nienawidzi? Tyle pytań i chociaż chciał znać odpowiedzi jak najszybciej, trochę bał się je poznać. A jeśli go już nie kocha? Jeśli go woli wydziedziczyć? Jeśli tylko zwyzywa go i zamknie mu drzwi przed nosem? Mimo wszystko najgorsza wizja opierała się na tym, że go wcale nie pamięta. To byłoby gorsze od nienawiści – zostać zapomnianym przez własnego ojca.
- Lennie – usłyszał głos czarnowłosego. Zamrugał kilka razy i spojrzał na niego, uśmiechał się lekko i wpatrywał się w rudowłosego swoimi niebieskimi oczkami. Zawsze, gdy je widział, czuł się spokojniej.
- Słucham? - zapytał wracając do rzeczywistości.
- Pytałem jak jest twój ojciec – zapytał spokojnie, jakby wcale nie musiał tego powtarzać.
- Przepraszam, zamyśliłem się – wyjaśnił i się wyprostował, kiedy plecy zaczęły go boleć od garbienia się. - Jaki był? - Lennie się zamyślił, mając zamiar odpowiedzieć na jego pytania. Wyobraził sobie mężczyznę, który go wychowywał, chociaż to było dość ciężkie. - Wiesz… nie za często bywał w domu, a ja już, to dużo odpoczywał – powiedział w końcu.
- Gdzie pracował? - zapytał Shuzo. Lennie się lekko uśmiechnął.
- Był w więzieniu – na te słowa czarnowłosy się zmieszał, ale nic zdążył coś powiedzieć, chłopak się szybko poprawił. - Był klawiszem – na twarzy towarzysza wpełznął lekki śmiech. - Ciężko była znaleźć porządnego ochroniarza, więc pracował dłużej niż normalnie – dodał.
- To chyba miałeś w nim niezły wzór do naśladowania – magik znowu się uśmiechnął.
- Jeśli chodzi o prawdziwą męskość, to owszem – przyznał. - Ale był bardzo surowy – powiedział trochę smutniej. - Często się z nim kłóciłem, bo strasznie chciał, aby wyszedł na ludzi, miał poważną pracę, dobre stanowisko… a ja wówczas sobie latałem z różdżką i wyciągałem z kapelusza króliki – powiedziałem lekko się śmiejąc, wyobrażając sobie siebie małego, biegnącego przed dom i trzymającego w małych rączkach króliczka, a z tyłu biegnącego za nim ojca, trzymające książki do nauki.
- Lepszy taki niż żaden – skomentował towarzysz, a on skinął głową.
- Mam tylko nadzieje, że mnie pamięta – Shuzo położył rękę na jego dłoni i uśmiechnął się pokrzepiająco.
- Na pewno nigdy by nie zapomniał – odwzajemnił ten delikatny gest. Wtedy do naszego stolika podeszła kobieta, która przyniosła nasze zamówienie. Podziękowaliśmy i zaczęliśmy jeść.
- Shuzo – odezwał się. - A gdzie są twoi rodzice? - zapytał wkładając do ust sałatkę.

<Shuzo?>
Autor: A-Enemi Brak komentarzy:
Etykiety: Lennie

25 lis 2019

Shu⭐zo CD Lennie

Spojrzałem na niego z uśmiechem.
- Od dzisiaj będziesz się tak ubierać zdecydowanie częściej. - odparłem, a po chwili już wstałem. - Trzeba się zbierać, jeśli chcemy zdążyć. W pociągu coś zjemy, a jak coś mam Donaty w torbie. - oznajmiłem zadowolony, obwiązując sobie mój ukochany fioletowy szalik wokół szyi. - Mają różowy lukier i kolorową posypkę, czyli wszystko, co najlepsze. - dodałem, na co Lennie się cicho zaśmiał, zapinając już swoją walizkę. Ja jeszcze szybko założyłem na głowę okulary przeciwsłoneczne i poprawiłem swoją ciemnozieloną kurtkę, pod którą miałem zwykłą ciemną bluzkę. Wszystko tak pięknie się zapowiada. Na pewno podróż do Toronto przebiegnie bez zarzutów. Czuję, że spędzę z Lenniem po prostu miło czas i wszystko będzie cudownie. Złapałem za uchwyt swojej walizki i od razu ją podniosłem, a potem już opuściłem namiot. Trudno mi ot, tak zniknąć z tego miejsca. Dopiero w nim poczułem się naprawdę szczęśliwy i znalazłem kogoś, kto stał się bardzo bliski mojemu sercu. Przeniosłem swój wzrok na telefon.
- Mamy godzinkę, więc w sam raz, żeby dojść i załatwić bilety, a potem w spokoju wsiąść do pociągu. - oznajmiłem zadowolony.
- To świetnie. - usłyszałem dość niemrawy głos Lenniego, który stał parę kroków za mną. Od razu na niego spojrzałem. Rozglądał się na wszystkie strony i wzdychał cicho pod nosem.
- Hej, Lennie. - złapałem go za wolną rękę. - Uśmiechnij się. Czeka nas nowa przygoda. Będzie fajnie. - aż podskoczyłem, na co magik się uśmiechnął. - Nawet jeśli coś by się stało, to przecież zawsze w każdym momencie możemy wrócić. Zawsze istnieje jeszcze jakieś inne wyjście. - wzruszyłem ramionami i puściłem jego dłoń.
- Masz rację. - odpowiedział od razu.
- To idziemy. Czas nas goni. - ruszyłem przodem zadowolony. - Już już już. Będziemy w Toronto raz-dwa.

Nie musieliśmy długo czekać na pociąg, wjechał na stację z lekkim dziesięciominutowym spóźnieniem, ale to nic. W sumie nawet się tego spodziewałem, dlatego w planie mojej podróży spokojnie mamy dwie godziny w zapasie, jakby coś się nieoczekiwanego stało. Po wejściu do wagonu pasażerskiego, bez problemu znalazłem nasz przedział. Od razu odstawiłem walizkę na miejsce i wyjrzałem przez okno. Już zaraz będziemy odjeżdżać. Widziałem parę osób na stacji, które machały do jakiś innych pasażerów z wagonu dalej.
- Przed nami długa droga. - odezwałem się bez konkretnego powodu, wciąż patrząc na świat za szybą. Magik coś robił za mną. Nawet nie zwróciłem na to uwagi. Czekałem, aż pociąg ruszy. Nie wiem, ale zawsze podobał mi się najbardziej ten moment. Zawsze wtedy mogłem sobie w spokoju odetchnąć i w duchu pożegnać dawne troski. Otworzyć się na nowy etap w życiu, na nowych ludzi, na nowe miejsca i nowe przygody. Dzisiaj jest to wyjątkowy dzień. Pierwszy raz nie odjeżdżam sam i nie po to, aby uciec przed własną przeszłością. To bardzo miła odmiana. Gdy pociąg zaczął powoli ruszać, usiadłem, patrząc na przemijającą stację, a potem inne budynki, drzewa. Jednak nie trwało to długo. Jestem trochę zmęczony, ale nie wyobrażam sobie bezczynnego gapienia się przez okno, ani spania w biały dzień. Odwróciłem głowę na magika i od razu się uśmiechnąłem.
- To co? Idziemy coś zjeść? - spytał, ja skinąłem głową, a potem już wspólnie wybraliśmy się do wagonu restauracyjnego.
Siedzieliśmy przy stoliku i czekaliśmy w spokoju na jedzenie. Oczywiście upragnioną herbatę dostałem wcześniej i zadowolony raczyłem się jej smakiem, błądząc wzrokiem raz na okno, raz na innych ludzi przy stolikach przeciwko. Bardzo uroczy był mały dwulatek, który chodził wzdłuż stolików z zabawką. Śmieszne to było, jak kelnerzy go wymijali, a on jedynie się później uśmiechał, patrząc za nimi. Potem to już jedynie wziąłem kolejnego łyka herbatki i spojrzałem na magika, który siedział dokładnie naprzeciwko mnie.
- Hej, a powiedz mi. - zamyśliłem się. Chciałem znaleźć jakiś ciekawy temat do rozmowy, a jednocześnie poznać odpowiedź na jakieś nurtujące pytanie albo dowiedzieć się czegoś ciekawego. Spojrzałem znów kątem oka na tego uroczego maluszka. Właśnie w tym momencie przyszedł po niego jego tatuś i wrócił z nim do stolika. Tak oto również do mojej głowy wpadło dość interesujące pytanie. - Jaki jest twój tata? Sądzisz, że bardzo się zmienił po tylu latach? - spytałem magika, odkładając herbatę.

(Lennie~?)
Autor: A-Enemi Brak komentarzy:
Etykiety: Shu⭐zo

24 lis 2019

Esther CD Ozyrys

Tirith zniknął gdzieś w krzakach i tym razem nie pojawił się ponownie, jak to robił ostatnio. Może kiedyś uda się go całkowicie oswoić, ale na razie jakoś się nie zapowiada, aby to nastąpiło niedługo. Poprawiłam zmierzwione przez kota ubranie, po czym ponownie przeniosłam wzrok na Ozyrysa.
- Raczej nie będzie cię męczył, wątpię, aby to kiedykolwiek było jego zamiarem. Myślę, że po prostu potrzebuje uwagi, jak większość stworzeń tego typu. Chyba wystarczy jedynie traktować go jak pierwszego lepszego kota, jak się znudzi to przestanie być złośliwy. Wierz mi, mam z tym doświadczenie, to czasami ich sposób na zwrócenie na siebie uwagi ludzi. Fakt, że nikt ich nie widzi i w sumie nikt nie zwraca na nich uwagi, strasznie źle wpływa na ich samopoczucie. Pewnie tak samo byłoby z człowiekiem, gdyby nagle wszyscy zaczęli go ignorować - powiedziałam podnosząc jednocześnie torbę z ziemi i zakładając ją sobie na ramię. Miałam zamiar wrócić do miejsca, w którym spałam, ponieważ nie do końca potrafiłam to nazwać domem czy mieszkaniem. Chyba minie trochę czasu zanim całkowicie się przyzwyczaję do życia w trupie cyrkowej. Chcąc nie chcąc, pierwszy raz w czymś takim uczestniczę i na razie podoba mi się na tyle, że nie chce z tego rezygnować.
- Chyba nie ma już co się łudzić, że Tirith ponownie się pojawi, więc raczej nie ma sensu tutaj dłużej stać. Myślę, że najlepszą opcją będzie ruszenie się stąd. Przy odrobinie szczęścia on pójdzie za którymś z nas - dodałam po chwili i zrobiłam parę kroków do przodu - Zapomniałam się zapytać, poszedłbyś ze mną, mimo, że jeszcze nie do końca wiem gdzie, zostajesz tutaj czy może idziesz w swoim własnym kierunku? - zapytałam odwracając się w stronę Ozyrysa.

<Ozyrys?>
Autor: Smiley Brak komentarzy:
Etykiety: Esther

Cal CD Rose

Cała ta sytuacja była dziwna, a ta kłócąca parka była irytująca. Rose ma być moją dziewczyną? Błagam. Nie wiem, jak mocno musiałoby mi paść na mózg, żebym się w niej zakochał. W dodatku to mało możliwe. Ta niewychowana dziewka rży ze śmiechu z byle powodu. Nic w tym atrakcyjnego. Jedynie przewróciłem oczami, starając się zachować spokój i nie dać się pochłonąć wewnętrznej irytacji. Jeszcze bym zrobił coś, czego bym później żałował. Chociaż pozbycie się jej mogłoby być zbawieniem dla świata, a nie jakąś wielką stratą. Jednak nie mogę tego zrobić. Westchnąłem cicho. Zostały jeszcze we mnie resztki moralności. Poza tym zostanie okrzykniętym mordercą własnego ojca, nie jest przyjemne. Nie zniósłbym jeszcze oskarżeń, w których rzekomo pozbyłem się zwykłej i niczego winnej wróżbitki. Mój braciszek jedynie by się ucieszył. Po dłużej chwili Rose się uspokoiła, a tamta parka już dawno sobie poszła dalej. Przeleciał mnie delikatny dreszcz, gdy dotarło do mnie, że Rose dosłownie na mnie spadła. Nasze ciała się dotknęły... Okropność. Westchnąłem, tłamsząc w sobie uczucie nadchodzących mdłości i zaczesałem włosy ręką do tyłu.
- Może już pójdziemy dalej? - spytałem obojętnym głosem, zerkając kątem oka na dziewczynę, która zajmowała się już poprawianiem swojej fryzury, zamiast durnego śmiania się z byle głupiego tekstu jakiejś wkurzonej przechodzącej babki, skierowanego do mnie. Jednak łaskawie na mnie spojrzała.
- Oczywiście. - odpowiedziała i stanęła tuż przy mnie. Nie zamierzałem oferować jej swojej dłoni ani tym bardziej szlacheckiego ramienia. Każdy inny dżentelmen (którym już od jakiegoś czasu nie jestem) z pewnością by to uczynił. Dlatego w spokoju w lekkim odstępie od siebie poszedłem wraz z nią do miasta. Nie zamierzałem z nią rozmawiać, ona z resztą intensywnie nad czymś myślała. Stwierdziłem, że nie będę aż taki wścibski i nie będę jej teraz szperał po głowie. Jednak nie dawała mi spokoju jedna sprawa. Zauważyłem, że gdy się teleportowała, wtedy, gdy tamta parka nas potrąciła, coś... Trudno mi to ubrać w słowa i opisać w jakikolwiek sposób. Po prostu to, co się wtedy jej stało, jej zdziwiona mina, usta, na które nasuwała się masa pytań, to było naprawdę dziwne. Pewnie właśnie teraz o tym myśli. Nie muszę używać swoich zdolności, żeby bez problemu to odgadnąć. W końcu to oczywista oczywistość. Tylko co to było? Nawet nie zamierzałem pytać. Pewnie się sam dowiem w niedługim czasie, dlatego postanowiłem porozglądać się za odpowiednią restauracją, ewentualnie cukiernią, bądź kawiarnią. Szukałem czegoś na uboczu z małą ilością oczu, które ot, tak mogą mnie rozpoznać i potem jedynie ściągnąć tutaj mojego brata, który z chęcią uciąłby mi głowę, a moja macocha jedynie by się temu przyglądała, napawając się słodkim smakiem zwycięstwa. Westchnąłem cicho, trochę poirytowany. Przeszłość nigdy nie przestanie do mnie wracać. Czas najwyższy wziąć się poważnie za plan zemsty. Przynajmniej ten głupi demon nie zawraca mi już głowy. Z tego, co zauważyłem, skupił się zupełnie na kimś innym, ale mało mnie to obchodzi. W końcu w zasięgu mojego wzroku znalazł się idealny lokal, jednak zastygłem w bezruchu, gdy zobaczyłem stojący koło niego wóz wojskowy. Koło niego stała dwójka uzbrojonych żołnierzy, ale z pewnością było ich tutaj więcej. Po rejestracji wozu i umundurowaniu żołnierzy, a głównie wyszytej fladze na prawym ramieniu, wiedziałem, że mam przerąbane, jeśli mnie rozpoznają. Od razu stanąłem po drugiej stronie ulicy, za jakąś zaparkowaną osobówką i zatrzymałem Rose, patrząc wciąż na tamtych gości, a dokładnie grzebiąc już jednemu z nich w głowie. Co mój braciszek kombinuje?
- Stój tu na chwilę. - mruknąłem cicho do dziewczyny, która od razu wyrwała się z zamyślenia i spojrzała również na żołnierzy.
- O co chodzi?
- Bądź cicho na moment. - starałem się znaleźć wszystkie najważniejsze informacje. Szkoda, że nie widzę żadnego dowódcy. Jednak i tak co po chwilę coś mi przeszkadzało. - Mówiłem cicho.
- Przecież jestem cicho. - odpowiedziała dość podniesionym głosem Rose.
- Może i nie mówisz, ale głośno myślisz, a to mnie teraz rozprasza. - oznajmiłem cicho i spokojnie, na co dziewczyna jedynie westchnęła już trochę poirytowana. Przez dłuższą chwilę się nie odzywała. Wyszła zza osobówki i stanęła po mojej lewej. Niestety potem już przegięła. Połączyła niektóre fakty i co?
- Ależ Tyberiaszu, to jest wręcz prostackie zachowanie. Nie wypada tak robić prawdziwemu księciu. - odezwała się do mnie z niewinnym uśmiechem na twarzy, zdecydowanie za głośno, zwracając przy tym na siebie uwagę żołnierzy. Za nim tamci zdążyli zareagować, kucnąłem, chowając się za samochodem i pociągnąłem Rose w moją stronę. Dziewczyna wylądowała na klęczkach, a nasze twarze były jedynie parę milimetrów od siebie.
- Mówiłem ci już, że jesteś okropna? - spytałem chłodno, nie zamierzając się teraz denerwować, ani przejmować się tym, że ona zdecydowanie narusza moją przestrzeń prywatną. Zapadła chwila ciszy, wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem bezdusznym wzrokiem. Ani mnie, ani jej nie było do śmiechu i żadne z nas nie zamierzało się poddać, odpuścić w tej chwili i spuścić haniebnie wzrok choćby na sekundę. Rzecz jasna nie mogło to trwać w nieskończoność i oczywiście zwycięzca jeszcze teraz nie został rozstrzygnięty. I mnie i ją rozproszył głośny strzał, który został oddany w naszym kierunku. Przechodnie zaczęli panikować i uciekać we wszystkie strony. Miałem okazję, by uciec, w końcu Rose zaraz mnie tu pewnie zostawi. Żadna nowość. Już szukałem wzrokiem najprostszej drogi ucieczki, gdy nagle, poczułem czyjąś dłoń na swojej. Przed oczami zobaczyłem trzy dziwne karty, a parę sekund później już dość obskurny zaułek. Automatycznie uwolniłem swoją dłoń, za którą trzymała mnie Rose. Westchnąłem cicho i poprawiłem rękawiczkę na rękach, przy okazji przenosząc wzrok na dziewczynę.
- Mówiłem, żebyś była cicho, to co ty wyrabiasz?
- Nie będę się słuchać rozkazów byle szczyla.
- Że przepraszam, jak mnie nazwałaś? To jest szczyt wszystkiego. W dodatku bezpodstawne określenie. - mruknąłem, starając się zachować spokój. - Nie tak miał wyglądać ten wieczór. Poza tym, co to miały być za karty?
- Jakie znowu karty?
- Gdy złapałaś mnie za rękę, zobaczyłem jakieś trzy karty. - wzruszyłem ramionami, Rose momentalnie złapała mnie za fraki.
- Powiedz, jakie były. - widać było, że bardzo jej zależy, aby odkryć, co one znaczą. W sumie mnie to też zaciekawiło. Jedynie lekko się uśmiechnąłem i spojrzałem na zdeterminowaną dziewczynę, nie dając się zeżreć własnej fobii.
- Po pierwsze to mnie puść, kochana.

(Rose~?)
Autor: Mikisha Brak komentarzy:
Etykiety: Cal

22 lis 2019

Fenneko CD Queen Chie

Zdębiałem spoglądając na mojego (już nie całkiem) aniołka. Mała złodziejka... Kucnąłem przy lisicy i pogładziłem ja po głowie, ostrożnie sięgając po to, co trzymała w pyszczku. - Bardzo za nią przepraszam, czasem jest dość nieprzewidywalna. - stwierdziłem już, chwytając urządzenie. Aż tu nagle wymknęło mi się z rąk. Lisiczka pobiegła w stronę miasta.
- Zelda! H...hej! Wracaj... - bezsilnie wyciągnąłem rękę za zwierzątkiem.
- ... I co tak stoisz?! Pomóż mi ją złapać! - krzyknęła dziewczyna, biegnąc za lisem.
- Nie goń jej! Proszę! Ona chce się tylko bawić, a w ten sposób będziecie się gonić przez całe miasto i nic ci to nie da. - nie zatrzymała się. Westchnąłem i chcąc nie chcąc musiałem ruszyć za nimi. Gdy wreszcie dogoniłem dziewczynę, w którą wpadłem, chwyciłem ją za ramię i zatrzymałem.
- Stój, mówiłem coś przecież. - zagwizdałem na futrzaka, a ona gwałtownie wyhamowała. - Chciała się pobawić i na pewno nie miała zamiaru ci robić na złość, a to twoje gonienie jej jedynie prowokowało ją do dalszego biegu. - usiadłem na ziemi i pogładziłem tego małego rzezimieszka po głowie, wyjmując jej z pyska elektryczne urządzenie.
Wyciągnąłem do niej dłoń z urządzeniem i nagle wyślizgnęło mi się ono z ręki. Upadło na ziemię z trzaskiem, zastygłem w bezruchu, bojąc się wziąć nawet oddechu. Zmroziło mnie, tak samo, jak właścicielkę. Zerwałem się i podniosłem urządzenie i zacząłem oglądać. Na ekranie pojawiła się mała jednak dość nie estetycznie wyglądająca pajęczynka z pęknięć.
- O...o matko przepraszam. J-ja nie chciałem go upuścić. Naprawdę mi przykro, oddam ci pieniądze... - drgnąłem, gdy wyrwała mi tablet z rąk. - Naprawdę mi strasznie przykro.
Cofnąłem się o krok, o mały włos nie potykając się o Zeldę.

< Chie?>

Autor: Smiley Brak komentarzy:
Etykiety: Fenneko

Robin CD Vivi&Riddle

Nie wiedział od czego zacząć. To, co go spotkało, było jednocześnie tak nierealne, że trudno w nie uwierzyć, ale Robin czuł i wiedział, że to zdarzyło się naprawdę. Nie potrafił tylko wyjaśnić, dlaczego to zobaczył i kim było to ciało. Gdzieś głęboko w podświadomości łączył wątek grobem z tym ciałem, ale nawet bał się pomyśleć, że to mogło być jego ciało. Było w okropnym stanie, wręcz niemożliwym do przeżycia i było przerażające.
Nie potrafił się teraz śmiać, jego myśli ciągle krążyły wokół tego, co widział, nawet żart z gałkami ocznymi nie do końca do niego dotarł. Nie miał ochoty jeść, a nawet opowiadać o tym, ale czuł, że jeśli to zrobi, poczuje się trochę lepiej. Miał przed sobą osobę, której ufał i której nie bał się dotknąć, a trzeba pamiętać, że chłopiec jest bardzo strachliwy i nienawidzi żadnego dotyku. Nie pamięta momentu, w którym się przełamał, na pewno pomagała mu lisia forma Vivi’ego; zwierząt się nie bał, więc w pewnym sensie od początku go lubił i się nie bał. Musiało minąć trochę czasu, nim chłopak mógł to zrobić w ludzkiej formie i gdyby miał wybrać jeden moment, w którym się przełamał… była rzekoma śmierć demona, w której Robin był świecie przekonany, że straci przyjaciela. Wtedy ta granica pękła jak bańka mydlana, nie dając nawet znać, kiedy. 
Milczał dłuższą chwilę, aż w końcu podniósł wzrok na lisa.
- Bo… - jęknął, starając się w końcu coś powiedzieć. - Mam dwadzieścia lat i na nazwisko Kingsway – powiedział w końcu, te informacje bardzo ciążyły mu na sercu. Miał je brać na poważnie? Vivi był nieco zdziwiony, ale po chwili lekko się uśmiechnął.
- Przypomniałeś sobie? - w odpowiedzi chłopiec pokręcił przecząco głową, a zaraz potem się potrafił i pokiwał twierdząco.
- Widziałem swój grób – powiedział w końcu. Uśmiech z twarzy słuchającego zniknął, jakby nie wierzył własnym uszom.
- Gdzie? - David napił się herbaty i wtedy opowiedział mu wizje. Zaczął od oślepiającego światła, przeszedł do martwego ciała za drzwiami i skończył na grobie. Opowiadając to, czuł się, jakby znowu tam był. Znowu czuł zapach miasta, słyszał samochody, na ziemi leżała krew, a przed oczami stał jego pochówek. Nazwisko i daty wręcz świeciły. Dwadzieścia lat… ostatnie, jakie pamięta, to jedenaste. Pamięta tą liczbę, dwie jedynki stojące obok siebie, w końcu jedynek dzieci uczą się najszybciej. I to nazwisko… znaczy, że musiał mieć rodzinę.
- Wydaje mi się, że ci się to śniło – powiedział Vivi, kiedy chłopiec przestał opowiadań. Ten popatrzył na niego jak na zbrodniarza.
- Nie, zobaczyłem jeszcze Potwora z Lasu, ze strachu nigdy bym nie poszedł spać – mówił głośniej, był nieco oburzony, że chłopak mu nie wierzył, nawet bardzo. On tu się przed nim otwiera, opowiada o nienaturalnych zjawiskach, mając nadzieje, że uzyska jakieś wsparcie, a jedyny przyjaciel mu nie wierzy.
- Może to też był tylko sen? - Robin zmarszczył brwi. Nie miał więcej argumentów i nie potrafił go przekonać do swej racji, jednak też nie chciał sobie wmawiać jego słów. Na pewno nie spał i dobrze o tym wiedział. Musiał sobie z tym poradzić sam. David odwrócił głowę i spojrzał na podłogę. Przez głowę przeszła mu myśl, że naprawdę rzadko tu bywał.
- Idź sobie – powiedział cichutko, bardziej do siebie. - Chce być sam – dodał już głośniej. Wstał z krzesła i… normalnie by uciekł do lasu, ale zamiast tego podszedł do łóżka i usiadł na nim po turecku, plecami do przyjaciela. Z jednej strony poczuł się zraniony, że mu nie uwierzył, z drugiej zaś nie chciał, aby szedł, mimo wszystko bezpiecznie dalej się czuł tylko przy nim. 

<Vivi? Riddle?>
Autor: A-Enemi Brak komentarzy:
Etykiety: Robin

Vivi CD Riddle&Robin

Gdy tylko wyszedł na brzeg już na własnych nogach, zaraz pobiegł do chłopca. Jego człowiek był cały roztrzęsiony. Vivi delikatnie go objął, gładząc po włosach.
- Co Ci się stało? Wyglądasz, jakbyś zobaczył... - zaciął się na moment, gdy kątem oka wyłapał złocisty błysk po drugiej stronie jeziora. Odwrócił się w tamtą stronę i zmarszczył brwi. - Ducha...
Robin podniósł głowę, powoli łapiąc oddech. Spojrzał w stronę, w którą patrzył się lis.
- Czy coś jest nie tak?
- Wybacz, że tak odpłynąłem. Nic się nie stało. Najzwyczajniej w świecie przypomniało mi się, że będę musiał złożyć wizytę staremu znajomemu. - przycisnął czoło do czoła białowłosego chłopaka, kładąc ręce na jego policzkach. - A ty się nie martw. Cokolwiek się tam stało, możesz mi powiedzieć. Oczywiście jak będziesz gotowy. - szepnął i zrobił krok w tył, spoglądając na Robina. - Możemy już wracać.
David podniósł głowę, zerkając na wyższego i podążył za nim. Spacerowali w ciszy, bacznie obserwując otoczenie. Artemis przerwał ciszę.
- Wiesz, że prawie bym go pokonał...? Już był szach i nic by z tym nie zrobił — westchnął głośno Vivienne.
- Że co proszę?
- Grałem z tą cholerą Riddlem w szachy i nie udało się nam zakończyć tej partii.
Ciemnoskóry odrobinę się speszył.
- Nie chciałem wam przerwać...
- To nie twoja wina Robin. - posłał mu ciepły uśmiech. - Tak już wyszło, iż los tego chciał. Nie poznamy zwycięzcy naszego starcia, przynajmniej nie teraz.
Odprowadził go aż do przyczepy, po czym delikatnie ujął jego dłoń.
- 'Zaparzę herbatę' a ty usiądź i odpocznij. - musnął noskiem jego dłoń, a następnie wszedł do środka. - Za dużo tu nie masz. To pewnie przez fakt, że preferujesz las od budynków i innych im podobnym. - machnął ręką i na środku pojawił się przystrojony stolik z herbatą i słodyczami.
Odsunął sobie krzesło i usiadł. Gestem zaprosił człowieka do stołu. Niższy dość sceptycznie usiadł przy stole, a Artemis od razu zaoferował mu talerzyk ze słodkościami.
- Spróbuj, na pewno ci zasmakują. Spokojnie są w całości zrobione przez ludzi. Czyli żadnych gałek ocznych czy też pajęczyn. - zażartował, ale spoglądając na coraz bardziej sceptyczną minę chłopca, speszony położył po sobie uszy. - Tylko żartuję, nie spożywam takich rzeczy... Rozluźnij się i oddychaj. Przy mnie już nic ci nie grozi, żaden pomniejszy demon się do ciebie nawet nie zbliży. Więc skoro to już ustaliliśmy. Co cię tak wystraszyło w tym lesie.
Zmarszczył brwi. Poważnie wpatrywał się w młodożeńca siedzącego naprzeciw. Ludzie naprawdę byli delikatnie, fizycznie oraz psychicznie.

( Robin? Riddle? )
Autor: A-Enemi Brak komentarzy:
Etykiety: Vivi

21 lis 2019

Informacje + Czystka

Hejcia!

Wiem, iż ostatnio jestem mało aktywna, ale staram się w obecnej chwili wszystko nadrobić. Tym samym przyszedł czas na małe porządki na blogu.
1. Jako pierwszą rzeczą która będzie zmieniona na blogu to szablon, który pewnie już zauważyliście.
2. Punkt w regulaminie 2.3 został zmieniony, na jedno opowiadanie co 3 tygodnie. 
3. Do eventu halloween'owego dostałam kilka prac, pojawią się one do końca tygodnia w zakładce Off Topic 
4. Osoby wymienione poniżej są osobami zagrożonym, nie będę pisała wiadomości prywatnej, gdyż robiłam to bardzo dużo razy więc tym razem czekam na odpowiedź do niedzieli 24/11/'19r. 

Grupa Zaawansowana:
Cal 
Le Bleut

Uczący się:
Blue 
Esther 
Fenneko

Pracownicy:
Spektr 
Powder 
Autor: A-Enemi Brak komentarzy:
Etykiety: Informacje

19 lis 2019

Ozyrys CD Esther

Popatrzyłem na nią jak na wariatkę, chociaż to ja się tak czułem. Przez chwilę milczałem, zastanawiając się, czy ona mówi na poważnie. Wymyślić imię czemuś, czego nie widać? Zwariowała… albo to ja zwariowałem. Może należałoby się wycofać, szybko, zwinnie i po cichu, jakby mnie tu nie było. Ale Esther patrzyła na mnie i oczekiwała odpowiedzi. Zacisnąłem palce u jednej ręki i spróbowałem się odezwać.
- No… można – spuściłem wzrok.
- Tylko jakie – dziewczyna zaczęła się zastanawiać, wyglądała, jakby sprawiało jej to radość, ja zaś dalej marzyłem o tym, aby był to tylko sen. - Może Sheol? - zaproponowała.
- Skąd wiesz, jakiej jest płci? - zapytałem ciekawy. Spojrzała na mnie, jakby dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę. Spojrzała w niewiadomym kierunku i przez chwilę milczała.
- To może Tirith? Jest takie neutralne – pokiwałem głową, nie mając zamiaru się z nią kłócić o imię dla czegoś, czego nie widzę. Z drugiej strony im dłużej to wszystko trwało, tym mniej się bałem, chociaż dalej nie podobał mi się fakt, że nie widziałem tego czegoś.
- Ładnie – odezwałem się po dłuższej chwili milczenia, podczas których Esther przyglądała się stworzeniu. Po chwili poczułem, jak to coś wspina się po mojej nogawce, a potem ląduje na ramieniu. Odsunąłem głowę, na chwilę przestając oddychać. - Czy… to jest… na mnie?
- Tirith – poprawiła mnie spokojnie.
- Tirith – powtórzyłem. - Siedzi na moim ramieniu? - zapytałem, a ona pokiwała głową. Zacząłem drżeć.
- Spokojnie, nic ci nie zrobi – zapewniała mnie i chociaż rzeczywiście nie czułem, że stworzenie nie próbowało mnie ugryźć lub coś podobnego, jakoś dalej nie mogłem się do tego przyzwyczaić.
- Ale możesz go zabrać? - poprosiłem cicho, wysuwają w jej stronę bark. Esther wyciągnęła rękę, ale wtedy stworzenie zeskoczyło ze mnie. Powędrowała za nim wzrokiem, aż w końcu spojrzała na mnie.
- Zniknął w lesie – oznajmiła. 

<Esther?>
Autor: A-Enemi Brak komentarzy:
Etykiety: Ozyrys

Lennie CD Shu⭐zo

Okropnie mi się tej nocy spało. Miałem wyjechać, zostawić to wszystko co kocham, zostawić wszystkich… Ciągle mi się śnił cyrk, jak występuje, jak spędzam czas ze znajomymi, jak wychodzę na miasto… i za każdym razem śnił mi się Shuzo, ten blondyn, którego spotkałem po raz pierwszy. Kiedy chłopak się dowiaduje o wyjeździe, nagle przemienia się w tego pesymistycznego i mnie nienawidzi…
Więc kiedy się obudziłem, a przez oczami miałem przyjaciela, myślałem, że to sen. Jeszcze ten buziak w usta… nie wiedziałem co się dzieje. Podniosłem się na łokciach i spojrzałem na szczęśliwego chłopaka, który merdał ogonem jak szalony.
- Ale jak to – powiedziałem zdezorientowany. - Nie możesz – chłopak pokręcił głową.
- Mówiłem, nie przyjmuje sprzeciwu – jeszcze dłuższą chwilę zajęło mi zrozumienie całej tej sytuacji.
- To sen? - Shu się cicho zaśmiał i pokręcił głową. Dopiero wtedy jego informacja do mnie dotarła, a razem z nią konsekwencję. Chociaż nie podobało mi się, że chłopak sam podjął tak ważną decyzję, z drugiej strony cieszyło mnie, że go tu nie zostawię, inaczej nie wiedziałbym, kiedy go znowu spotkam. W końcu wstałem z łóżka. - Niech ci będzie – odparłem lekko się uśmiechając, ten w odpowiedzi wyszczerzył uradowany zęby.
- Więc się streszczaj, bo wkrótce mamy pociąg – na te słowa znowu się zdziwiłem.
- Jak to – Shuzo mi wytłumaczył, że wszystko załatwił. W jedną noc… - Jakim cudem? - podszedłem do niego. - Jesteś niesamowity – mocno go przytuliłem.
- No wiem – powiedziałem dumnie i także mnie objął. Kiedy się odsunęliśmy od siebie, zacząłem się pakować.
- Przyniesiesz mi kawę? - poprosiłem, bo mimo wszystko bez niej średnio funkcjonowałem. Czarnowłosy pokiwał głową i po chwili zniknął z namiotu. Ja w tym czasie znalazłem walizkę i wpakowywałem do niej najważniejsze rzeczy. Rozmyślałem nad tym, jaki Shu jest kochany. Jedzie w nieznane mu tereny, zostawiając wszystko, co zna, dla mnie. Nie mogłem się przestać uśmiechać. Jeśli moje spotkanie z ojcem nie zmieni za bardzo mego trybu życia, może spróbuje nawiązać głębsze relacje z przyjacielem? W końcu czułem, że jest dla mnie czymś więcej, jednak nie potrafiłem tego jeszcze okazać. To chyba nie ten moment.
- Proszę – z zamyślenia wyrwał mnie jego słodki głos. Przyjąłem kawę, upiłem łyk.
- Pyszna. Rozmawiałeś z Pikiem? - kontynuowałem pakowanie. Chłopak przytaknął i przez resztę czasu opowiadał mi, jak dojedziemy do Toronto. Byłem mu za to bardzo wdzięczny, planowanie tej podróży zajęłoby mi bardzo dużo czasu i pewnie jeszcze bym się zgubił po drodze.
- Jestem gotowy – oznajmiłem, kiedy byłem pewny, że wszystko miałem. Ubrania, telefon, portfel, dokumenty… Do tego ubrałem się w zwyczajny strój; jeansy i szara bluza. - Już dawno się tak nie ubierałem – przyznałem przeglądając się w lustrze. Dziwnie mi było bez kapelusza, który schowałem do torby.

<Shu? ^^>
Autor: A-Enemi Brak komentarzy:
Etykiety: Lennie
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)
Fabuła
Home
NPC
Grafika
Postacie
Dołącz

Informacje

Żyjemy tutaj powoli, ale spokojnie.
Witamy cię w naszych skromnych progach. Miło nam będzie, jeśli zawitasz tutaj dłużej. Zapraszamy cię do zapoznania się z fabułą i dołączeniem do trupy cyrkowej, każdy tutaj znajdzie dla siebie miejsce.

Aktualny Stan: 4K | 10M

Obecna pora roku: Lato

Nieobecności: ---

Discord

Discord

Etykiety

18 Arche Cherubin Doll Event Informacje Jumper Lacie Lennie Orion Ozyrys Postać Riddle Robin Shu⭐zo Smiley Tenso The Beast Vivi Vogel

Archiwum bloga

  • ▼  2023 (19)
    • ▼  listopada (1)
      • Cherubin CD Orion
    • ►  października (2)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (5)
    • ►  lipca (2)
    • ►  maja (3)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2022 (91)
    • ►  grudnia (2)
    • ►  listopada (7)
    • ►  września (6)
    • ►  sierpnia (16)
    • ►  lipca (15)
    • ►  maja (6)
    • ►  kwietnia (9)
    • ►  marca (21)
    • ►  lutego (2)
    • ►  stycznia (7)
  • ►  2021 (107)
    • ►  listopada (14)
    • ►  października (14)
    • ►  września (17)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (18)
    • ►  czerwca (4)
    • ►  maja (11)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (7)
    • ►  lutego (2)
    • ►  stycznia (9)
  • ►  2020 (167)
    • ►  grudnia (4)
    • ►  listopada (3)
    • ►  października (3)
    • ►  września (5)
    • ►  sierpnia (7)
    • ►  lipca (9)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (29)
    • ►  kwietnia (28)
    • ►  marca (39)
    • ►  lutego (12)
    • ►  stycznia (20)
  • ►  2019 (210)
    • ►  grudnia (13)
    • ►  listopada (27)
    • ►  października (12)
    • ►  września (13)
    • ►  sierpnia (21)
    • ►  lipca (19)
    • ►  czerwca (14)
    • ►  maja (14)
    • ►  kwietnia (15)
    • ►  marca (15)
    • ►  lutego (12)
    • ►  stycznia (35)
  • ►  2018 (351)
    • ►  grudnia (22)
    • ►  listopada (21)
    • ►  października (20)
    • ►  września (27)
    • ►  sierpnia (41)
    • ►  lipca (77)
    • ►  czerwca (28)
    • ►  maja (38)
    • ►  kwietnia (24)
    • ►  marca (15)
    • ►  lutego (14)
    • ►  stycznia (24)
  • ►  2017 (773)
    • ►  grudnia (12)
    • ►  listopada (21)
    • ►  października (38)
    • ►  września (35)
    • ►  sierpnia (76)
    • ►  lipca (54)
    • ►  czerwca (46)
    • ►  maja (36)
    • ►  kwietnia (70)
    • ►  marca (98)
    • ►  lutego (114)
    • ►  stycznia (173)

spisowniki





Super Kawaii Cute Cat Kaoani
ally © 2015 http://unique--graphic.blogspot.com . Obsługiwane przez usługę Blogger.