27 cze 2021

Ozyrys do Lacie

- Ja nie wiem, czy to dobry pomysł - stwierdziłem, patrząc na wiszącą obręcz. Light poklepał mnie po plecach i wskazał wiszący, złoty przedmiot.
- Jak nie zaczniesz czegoś robić, to niczego się nie nauczysz - spojrzałem na niego. Dużo robiłem, ale w ukryciu i tak, by nikogo przypadkiem nie skrzywdzić. Nie powiedziałem mu jednak tego, Light miał zbyt długi język i nigdy mu nie ufałem.
- Jestem pewny, że coś się stanie - skierowałem wzrok na Diane, która właśnie stała na koniu. 
- Słuchaj, plan jest prosty. Ty podpalasz obręcz, a Diane przelatuje przez nią na koniu. Proste - wyjaśnił swój bystry plan po raz czwarty. Nie ważne ile razy go powtarzał, nie docierał do mnie. Podpal obręcz, to wydawało się takie proste. Dla niego było proste! Ale dla mnie, kiedy wyobrażałem sobie, że podpalam co innego lub co gorsza, podpalam konia lub dziewczynę, stawało się wręcz niemożliwe. 
- Jak nie chce, to go nie namawiaj - usłyszałem głos akrobatki. Spojrzałem na nią. Była zmartwiona, ale wątpiłem, aby zaczęła się kłócić z Light'em, którego charyzma zaraz by sprawiła, że zmieniłaby zdanie i sama zaczęłaby przedstawiać mi ten pomysł, w nieco innym świetle, ale z tym samym celem.
- Poczekaj - Light machnął jej dłonią, a ta tylko wzruszyła ramionami i dalej czekała. - Na prawdę chcesz zrezygnować? Wiesz, że będę ci truł dupsko, póki tego nie zrobisz - przez moment patrzyłem w jakiś losowy punkt na obręczy, aż w końcu wyciągnąłem rękę do przodu. Light się tylko uśmiechnął i pomachał do Diane, ze może zaczynać. Dziewczyna popędziła konia, który okrążył scenę dwa razy i wtedy skupiając się na złotej obręczy, wystrzeliłem smugę ognia w jego stronę. Leciała prosto. W jednej chwili się trochę przechyliła, miałem wrażenie, że podpale siedzenia za sceną, ale cudem trafiła w obręcz, która zapłonęła. Uśmiechnąłem się, a kamień spadł mi z serca, kiedy Diane mogła przeskoczyć przez płonące koło. Wtedy Light uderzył mnie w plecy z głośnym "Udało się" i przez nagłe zaskoczenie z mojej wyciągnięte dłoni, wyskoczył mały płomień, który wylądował na siodle dziewczyny. Diane od razu zeskoczyła z wierzchowca, a spłoszony koń zaczął szaleć. 
Całość nie trwała długo. Jakiś chłopak o białych włosach dopadł do konia, a Light odpiął siodło i szybko je ugasił. Było w połowie zniszczone. Wszyscy spojrzeli na mnie, a ja wbiłem wzrok w ziemie. Przecież mówiłem, że nie wyjdzie. Po chwili podszedł do mnie Light i dał siodło. Zobaczyłem w jego oczach mały zawód.
- Zanieś do jubilera, bo ozdoby są nienaruszone i przydadzą się na następne siodło. A to potem wywal - pokiwałem głową i bez słowa wyszedłem z namiotu. 

Lacie? Masz robotę

25 cze 2021

Lennie CD Shu⭐zo

Słysząc propozycje Shuzo krótko się zaśmiałem pod nosem, nie przerywając składania swoich spodni, które schowałem do szafy.
- Chyba się do tego nie nadaje – odparłem. – Odkąd poznałem prawdziwe historie i zakończenia bajek dla dzieci, zrezygnowałem z tych dobrych wersji – ubrałem pidżamę i podszedłem do łóżka.
- Tak? Na przykład? – zerknąłem na malucha, który uśmiechał się do mnie i trzymał rękę czarnowłosego. Z twarzy był do niego bardzo podobny, mały nosek i niebieskie oczy. 
- Wiedziałeś, że czerwony kapturek zjadł babcie razem z wilkiem, który ją dla nich przygotował? I potem zjadł czerwonego kapturka, nie przyszedł żaden bohaterski łowczy – położyłem się obok Yuki’ego. Shuzo słysząc moją historie, zakrył maluchowi uszy.
- No wiesz co? – był oburzony, a ja tylko przewróciłem oczami.
- Pytałeś. Po za tym i tak nie rozumie – stwierdziłem, a ten uderzył mnie lekko w głowę.
- Rozumie – przytulił swojego syna. – Nie obrażaj go – westchnąłem tylko i położyłem głowę na poduszce.
- Dobra… hm… - pomyślałem chwilkę i w końcu przypomniała mi się stara bajka, którą słyszałem raz od babci. Opowiedziałem im dwóm o małym chłopcu, który bawiąc się w ogrodzie, kopnął piłkę w stronę lasu. Bez namysłu poszedł jej szukać, niestety zabawka poleciała tak daleko, że chłopiec oddalił się od znanej mu okolicy. Zgubił się w lesie. Długo błądził i szukał drogi powrotu, aż w końcu usiadł pod drzewem i zaczął płakać. Zbliżała się noc, która dla malucha mogła być zabójcza. Na szczęście na ratunek przyszły mu leśne duszki. Żyły wśród drzew, były zrobione z liści i wydawały śmieszne odgłosu stukania w pustą kłodę. Na początku chłopiec się wystraszył, ponieważ mama opowiadała mu, że las i żyjące w nim stworzenia są groźne. Leśne duszki okazały się jeszcze dobre. Oddały chłopcu piłkę, a ten się uśmiechnął. Szybko pokazały mu drogę do domu i jeszcze przez zmrokiem wrócił do rodziców.
Yuki wesoło machał rączkami i mi się przyglądał, Shuzo za to słodko spał. Zwróciłem się do synka:
- Albo moja bajka się nie nadawała, albo Shu był okropnie zmęczony - nachyliłem się jeszcze nad mężem i ucałowałem go w czoło. Potem pocałowałem Yuki'ego i położyłem głowę na poduszce, obserwując, jak maluch zasypia.


Środek lata i ogromne upały nikomu nie służyły. Nikt z nas nie miał ochoty ćwiczyć, a turystów i dzieci pojawiało się coraz więcej - wakacje to najcudowniejszy czas dla dzieciaków. Lody i zimne napoje sprzedawały się jak świeże bułeczki, a najciekawsze okazały się atrakcje, w których można było się ochłodzić, czyli te w klimatyzowanych pomieszczeniach albo kolejki. Potem już wszystkie stoiska stały pod dachem, aby dać ludziom trochę cienia i zachęcić ich do korzystania z innych atrakcji. Miałem wrażenie, że teraz mieliśmy jeszcze więcej pracy. Częstsze występy, częstsze ćwiczenia, nowsze układy, zmiany. Mnie również to dotyczyło, przez co spędzałem mniej czasu z mężem i synem, a to doprowadzało do częstszych kłótni. Wiedziałem, że nie ważne jak bardzo kochasz swoje małe dziecko, też masz ochotę odpocząć od ciągłego biegania wokół niego i słuchania, jak płacze, a na nieszczęście naszemu Yuki'ego upały się bardzo, ale to bardzo nie podobały.
- Obiecuje, że dzisiaj wrócę wcześniej - powiedziałem, ubierając się. Shuzo kołysał syna i posłał mi znudzone spojrzenie.
- Ciągle to powtarzasz.
- Czasami wychodzi - nałożyłem kapelusz. Podszedłem do czarnowłosego, chcąc go pocałować.
- Dostaniesz, jak wrócisz wcześniej - powiedział trochę zły. Jedynie westchnąłem i spojrzałem na Yuki'ego. - Tylko mi go nie obudź - szepnął. Im dłużej się dąsał, tym był bardziej uszczypliwy.
- Jasne - pogładziłem rączkę synka, po czym wyszedłem z namiotu.
Nie mogłem go winić, ani się na niego złościć, a jednak gdzieś z tyłu głowy denerwował mnie. Denerwowało mnie to, że był na mnie zły. Z resztą ostatnio wszystko działało mi na nerwy. Dłuższe próby, ciągłe zmiany na scenie, nawet to przemieszczanie się tych wszystkich ludzi, i cyrkowców, i turystów. 
- Muszę odpocząć - westchnąłem, przecierając twarz dłońmi. - Wszyscy musimy - ruszyłem na próbę.

- Czy możesz mnie usunąć na kilka następnych występów? - zwróciłem się do Pika, którego szukałem dłużej, niż zamierzałem i straciłem sporo czasu.
- Nie na rękę nam to, wiesz przecież ilu jest teraz ludzi - aktualnie wypełniał jakieś dokumenty.
- Wiem, ale chyba zaraz zwariuje - spróbowałem powiedzieć to spokojnie, jednak usłyszał moją lekką irytacje w głosie.
- Ponieważ? - w końcu podniósł na mnie wzrok. Już chciałem mu powiedzieć, że męczą mnie ciągłe próby, nawet to, że muszę patrzeć na tych wszystkich ludzi, że miałem po prostu dość i chciałem odpocząć, ale zrezygnowałem.
- Od tylu dni wracam późno do namiotu i Shuzo już ma tego dość. Nie spędzam z nim czasu, ani nie zajmuje się synem. Trzy dni wolnego to chyba nie duża prośba - przez dłuższą chwilę milczał. 
- No dobrze, poradzimy sobie jakoś - uśmiechnąłem się.
- Dzięki Pik, do zobaczenia - pożegnawszy się z szefem, ruszyłem do namiotu męża, aby oświadczyć mu, że wreszcie spędzimy ze sobą trochę czasu. Zahaczyłem jeszcze o stołówkę, z której zabrałam dwa donuty - uwielbiał je.

<Shuzo? WRACAM(y)>

3 cze 2021

Lacie CD Orion

Przychodząc do jadalni o tak później porze i siadając przy jednym z najbardziej oddalonych jak i ukrytych stołów myślałam, że dałam jasno znać, że nie życzę sobie towarzystwa innych, nawet jeśli jest się niejakim Orionem, w tym momencie zwłaszcza nim, bo to właśnie przez jego osobę mój plan w większej części legł w ruinie. Musiałam więc zadowolić się jego marną namiastką z dnia następnego, resztką, a jednocześnie wielkim finałem, który mógł jeszcze przyjemnie namieszać. Niestety na moje nieszczęście czytanie między wierszami jest darem, który nie wszyscy mogą posiąść, mimo że niektórzy szczególnie powinni - Ogłada towarzyska nie boli, więc następnym razem spytaj, czy możesz się dosiąść, bo nie wszyscy muszą mieć ochotę na twoje towarzystwo i dosadnie cię o tym poinformują – nie spojrzałam nawet na mężczyznę - Doceniam szczerość, ale zupełnie mnie to nie obchodzi - W tym momencie i tak nie miało to najmniejszego znaczenia. Wyjątkowym nietaktem z mojej strony by było, gdybym wyrzuciła go teraz od stołu, skoro już tutaj i tak tu siedział.  Poza tym podobno wspólne posiłki są ważnym elementem pomagającym zacieśnić więzy międzyludzkie, dlaczego więc miałabym tego nie wykorzystać? W życiu nie sztuką jest wygrywać, gdy ma się na ręce same asy, dopiero gdy  gra się takimi kartami, jakie się posiada, często zwykłymi blotkami i się zwycięża, można mówić o prawdziwym zwycięstwie. Więc jeśli świat, mimo niezbyt korzystnego układu kart  dawał mi sprzyjające możliwości, nie mogłam ich zmarnować.
Klątwa, którą obłożyłam czarny opal w kolii wypożyczonej Diane parę dni wcześniej była wyjątkowo paskudna, jej skutki, początkowo całkowicie nieodczuwalne, z każdym dniem będą coraz bardziej natarczywe. Najpierw niespiesznie, niczym pierwsze takty melodii wygrywane pojedynczymi klawiszami fortepianu, stopniowo będą przyspieszać, aż wywołana gwałtowna burza będzie nie do powstrzymania, jak kula śnieżna, która z czasem rozpędza się coraz bardziej by nagle zakończyć swój żywot, zderzając się ze skałą. Zdecydowanie nieoczekiwane, aczkolwiek przyjemne zrządzenie losu sprawiło, że to właśnie Orion przyniósł mi ją, mimo iż wyraźnie podkreśliłam Diane by nikomu nie dawała biżuterii, mogli ją oglądać, podziwiać jednak nie mieli prawa jej dotknąć. Więc to ona sprowadziła na niego nieszczęśliwe fatum z jeszcze bardziej nieszczęśliwym końcem. I właśnie tak to miało wyglądać w przypadku Oriona. To on był tą kulą, którą czeka tragiczny koniec, na razie jeszcze malutką, właściwie nie większą od szklanej kulki, z każdym następnym dniem będzie czuł się coraz gorzej, początkowo lekkie zmęczenie lawinowo zmieni się w ból nie do wytrzymania. Ale jeszcze nie teraz, nie w tej chwili, nie tym tygodniu czy miesiącu. Stopniowo, bardzo powoli, z każdą chwilą nieubłagana śmierć będzie zabierać jego część, aż w końcu jego czas się skończy. Do tej pory całkiem nieźle się trzymał, zastanawiające było, ile wytrzyma – Zgodziłeś się zastąpić Diane, nie byłeś odpowiednią osobą na jej miejsce, właściwie to każda inna akrobatka nadałaby się zdecydowanie lepiej od ciebie. Praktycznie każdy to widział, mimo to nie odmówiłeś, chociaż miałeś do tego pełne prawo, nawet bym powiedziała obowiązek, jeśli kierować się dobrem przedstawienia. Więc albo jesteś egocentrycznym snobem, który za nic ma dobre imię całej trupy cyrkowej, albo kompletnym idiotą, który nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo może zaszkodzić – wróciłam do posiłku, jednak czułam na sobie wzrok Oriona. Przez dłuższy moment siedzieliśmy w ciszy, którą dopiero po chwili przełamał mój towarzysz – Tak sądzisz? Nie oceniałbym nie znając dokładnie całej sytuacji, ani samego siebie. – wzruszył nonszalancko ramionami – Myśl sobie co chcesz, ale uważam to za bardzo nieprzemyślany ruch. Jeśli chciałaś mi tym dopiec to nic z tego królewno - przetarłam delikatnie rogiem serwetki usta -    Źle mnie zrozumiałeś, nie mam żadnego powodu, chęci ani tym bardziej korzyści z tego, aby ci w tym momencie, jak to ładnie ująłeś, dopiekać. Zastanawiam się, jaka była twoja motywacja, tylko tyle – tylko albo aż, motywacja zdradza wiele o człowieku, więcej niż można by przypuszczać. Dla jednych jest całkowicie niedostępna niczym zamknięta książka, ale puszcza oko do tych, którzy potrafią z niej czytać. – Ale nie uważasz, że mogłaś się jakoś ładniej o to spytać? Mnie się od razu wtedy lepiej rozmawia, a tak to nie wiem co mam myśleć… Mogę, chociaż wiedzieć czemu cię to tak interesuje? Istnieje tyle innych tematów dotyczących mnie – przechyliłam delikatnie głowę w bok – Czy nie powinno mówić się wprost co się myśli? Obu rozmówcom może to zaoszczędzić w przyszłości niedopowiedzeń i niepotrzebnych nieporozumień. Sam pytałeś, czy będę na występie, więc założyłam, że z jakichś nieznanych mi powodów jesteś ciekawy mojej opinii, właśnie taka ona jest. Każda akrobatka byłaby od ciebie lepsza do zastąpienia Diane – odłożyłam sztućce na talerz odruchowo pilnując by leżały w odpowiednim ułożeniu równolegle do siebie – Wiesz pomimo tego niefortunnego wypadku i tak bym się pojawił na scenie tylko w trochę innej roli. Chodziło o ogólną opinię, a nie spojrzenie przez pryzmat wypadku Diane – wyjaśnił i cicho westchnął, cóż, trzeba było być bardziej precyzyjnym, w końcu wypadek akrobatki był ściśle powiązany z występem – A poza tym nie znasz sytuacji w szczegółach. Zostałem przyparty do muru i musiałem jakoś sobie z tym poradzić – nikt nigdy nie jest zupełnie bez wyjścia, uwięzione zwierzę odgryzie sobie łapę, aby uciec, on zdecydował się na kapitulację, która będzie brzemienna dla niego w skutkach – Tym bardziej powinieneś zrezygnować, przez ciebie luka w zespole nie została zapełniona tylko przesunięta. Poza tym przypomnę ci, że byłam na arenie podczas wypadku Diane, nie wyglądałeś na wyjątkowo przypartego do muru, stosunkowo łatwo przyszło ci odnaleźć się w nowej sytuacji, zupełnie jakbyś czekał na taką okazję. Jeszcze trochę i zacznę się zastanawiać czy niefortunny wypadek faktycznie nim był, w końcu byłeś jedyną osobą, która na nim zyskała – spojrzał na mnie znudzonym wzrokiem i uniósł jedną brew – Zyskała? Pomijasz wiele faktów. Ja nie miałem nigdy wpływu na decyzję Diane. To ona wyskoczyła z taką, a nie inną propozycją, a wszyscy inni dokoła stali się nagle dziwnie zgodni z jej wyborem, a uwierz, tak nie powinno być. Gdyby mogli to większość zgodnie by mnie w ogóle z namiotu wykopała – zaśmiał się gorzko – A zyskiem tego nie nazwę. Nie zapracowałem na to – oczywiście, że przyklasnęli pomysłowi Diane, co prawda ta wyszła ze swoją propozycją całkowicie nieoczekiwanie, czym bardzo mnie zaskoczyła, jednak cała reszta poszła zgodnie z planem – Widzę, że w jednym się zgadzamy, nie zapracowałeś na to. Wystąpiłeś ze swojego miejsca w szeregu i zwykłym fartem wkradłeś się w centrum przedstawienia, by zająć miejsce gwiazdy. Nie wiem, jak inaczej można to nazwać, jeśli nie zyskiem, zwłaszcza że obaj doskonale wiemy, kto siedział na widowni, wspaniała możliwość, aby odpowiednio się zaprezentować, niejeden zrobiłby wiele, aby dostać taką szansę – sztuczny, a już zwłaszcza przesadzony uśmiech rozpoznam na kilometr, od małego byłam tego uczona, a właściwie tego, by każdy uśmiech, gest, skinienie dłonią, mimo że wymuszone, wyglądało naturalnie – Cóż zgrabnie wyjaśniłem, że gwiazdą nie jestem, więc ktokolwiek tam był, może się wypchać – interesujące, jednak byłam już zbyt zmęczona jego towarzystwem, by ciągnąć temat, zwłaszcza że sama skończyłam już jeść – Myślę, że nie chcę ci dłużej zabierać czasu i przeszkadzać w – spojrzałam lekko krytycznie na jego prawie nietknięty talerz, szukając dobrego słowa – w posiłku – wzięłam swoje puste nakrycie i wstałam od stołu – smacznego życzę i zapewne do zobaczenia kiedyś.

***

Bycie pracownikiem, a nie znaną twarzą z cyrku daje wiele możliwości, a przede wszystkim daje pełną, jakże upragnioną przeze mnie anonimowość podczas odwiedzania miasteczka. Co prawda nie jeden z mieszkańców krzywo się patrzył w moją stronę, tutaj wszyscy się znali, wiedzieli, kto kim jest, gdzie mieszka, czego się po nim spodziewać. A ja? Byłam nową twarzą, nieopatrzoną jeszcze, taką, która zdecydowanie wzbudza podejrzenie wśród miejscowych. Zapewne nocne spacery, które wyjątkowo często urządzam sobie po okolicy, nie łagodziły sytuacji, a rodzinne historie ciągnące się za mną niczym cień niczego nie ułatwiały. Jednak niezbyt mnie to ruszało. Krążące plotki o potworze, który czaił się gdzieś w mroku tego miasteczka, przyciągały mnie do siebie jak magnes, sprawiały, że nie mogłam spać w nocy. Musiałam go znaleźć i byłam zdeterminowana poświęcić dokładnie wszystko i wszystkich, by dopiąć swego, nawet jeśli kosztem miałaby być moja własna dusza, którą podobno posiada każdy śmiertelnik.
Niektórzy mawiają, że w nocy wszystkie koszmary wyłażą ze swoich nor, by siać popłoch, że bestie ciemności można znaleźć na każdym kroku, gdy tylko ośmieli się opuścić bezpiecznie schronienie choćby na krótką chwilę. Ale to nie była prawda, prawdziwych potworów nie dało się znaleźć ot tak, gdy tylko się chciało. Należało cierpliwie czekać i mieć nadzieję, że to one zechcą skrzyżować z nami swoje ścieżki. Koszmaru, którego także i ja tak uparcie szukałam, nie znalazłam. Spędzając samotne godziny na przetrząsaniu każdego możliwego kąta niczego, oprócz lekcji pokory i cierpliwości nic nie zyskałam. Dopiero gdy chwilowo odpuściłam, niesiona przez swoje nogi przed siebie, bez konkretnego celu, a już z pewnością bez ślepego uporu, który utrudniał i ukrywał to co było na wierzchu, wszystko to, po co tak naprawdę wystarczyło sięgnąć, przewrotne fatum postanowiło zlitować się nade mną i spełnić moją zachciankę - Ptaszyno, popatrz co ci przyniosłam -  szczęk szarpniętych łańcuchów odbił się echem po opuszczonym pomieszczeniu, a przewlekły jęk przenikał aż do kości, wywołując nieprzyjemne ciarki. Tak przynajmniej twierdzili okoliczni wieśniacy, którzy w przypływie odwagi zdecydowali zapuścić się w te rejony. Jak co wieczór od jakiegoś czasu spacer kończyłam w dawno zapomnianej kaplicy  pod lasem. Właśnie tam, między butwiejącą już rupieciarnią, którą znalazłam w środku, w potrzasku znajdował się jeden z nich. Czarny niczym noc stwór za każdym razem gdy się zjawiałam, wyciągał oszalały w moją stronę swoje macki, a ja dokładnie za każdym razem zupełnie jak zwierzątku, które chce się przygarnąć i próbuje się do siebie przekonać, rzucałam mu niezbyt duży kawałek surowego mięsa. Ale ja nie chciałam go udomowić, aby został potulnym futrzakiem śpiącym na kanapie, nie chciałam go tresować ani szkolić by wykonywał sztuczki cieszące oko dzieci. Chciałam utrzymać go przy życiu jak najdłużej, trzymać na uwięzi tak długo, aż dowiem się wszystkiego, co potrzebuję na jego temat. Aż zdradzi mi wszystkie sekrety, które mnie interesują, tajemnice, zwłaszcza te, o których nie mogłam nawet przypuszczać ani marzyć. A na koniec? Zamierzam go wypuścić, zwrócić wolność i spuścić ze smyczy wygłodniałą bestię, która jako jedna z nielicznych stworzeń na świecie jest w stanie wywołać tak zróżnicowane reakcje na twarzach napotkanych ludzi, od panicznego strachu i determinacji, by tylko przeżyć po pragnienie szybkiej i bezbolesnej śmierci. Aby pokazał widowni przedstawienie, jakiego jeszcze nie widzieli, nie niesamowite pokazy akrobatów, którzy wzbudzały podziw, kuglarzy ze swoimi sztuczkami szerzącymi radość i śmiech dzieci czy stoiska z wata cukrową, które samym zapachem przywracały szczęśliwe wspomnienia. Nie to chciałam im dać, chciałam dać im coś, czego nigdy nie zapomną, coś, co do końca swojego marnego życia będą wspominać.

Deski skrzypiały pod moimi stopami, a duszące od kurzu powietrze utrudniało oddychanie. Z każdym krokiem nieprzyjemny warkot był coraz głośniejszy, zdradzając aktualne położenie stwora. Szłam bardzo ostrożnie, łańcuch, w który zaplątał się mój pisklak, był  na tyle długi, by swobodnie mógł przemieszczać się po zagraconym kącie, już nie raz próbował mnie zaatakować, mimo iż tylko dzięki mnie jeszcze żyje i to ja go karmię dzień w dzień. Ale to bestia, bezrozumne monstrum, które nie pojmowało pojęcia wdzięczności, więc nie można było od niego wymagać podzięki. Jedyne co można od niego wymagać, to brutalne, a jednocześnie zniewalająco piękne szerzenie chaosu. Gdy byłam wystarczająco blisko, rzuciłam kawałek mięsa na podłogę i w bezpiecznej odległości przyglądałam się, jak stwór jednym kęsem dosłownie połknął całość i patrzył wygłodniałym wzrokiem w moją stronę. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że jeden nieostrożny ruch a, po tej skromnej przystawce przyjdzie czas na danie główne - Już niedługo robaczku – przykucnęłam – niedługo wyciągnę cię stąd, powiesz mi wszystko, co chcę wiedzieć, o takich jak ty, a później? A później zacznie się bal.

Na teren tymczasowo zajęty przez cyrk wróciłam tuż przed wschodem słońca, nie miałam najmniejszego zamiaru wysłuchiwać ciekawskich pytań, których odpowiedzi mogły narodzić jeszcze więcej niejasności lub – co gorsza – podejrzeń co do mojej osoby. Poza tym dzisiaj miał odbyć się publiczny lincz na jednej z gwiazdek ostatniego show, a ja za nic nie mogłam pozwolić sobie na przegapienie tego.  W końcu od samego początku taki był mój cel.


Orionie?

Smiley CD Tenso

Opatrywanie ran Tenso uszczęśliwiło mnie ponieważ mogłam mu pomóc oraz oderwać się na chwilę od moich myśli. Jego rany przypomnały mi o tym gdy to mi kiedyś opatrywano rany. Spojrzałam się na chłopaka po założeiu ostatnich bandarzy i po ogarnięciu wszystkiego. 
Gdy chłopak wspomniał o powrocie do treningu jakoś się mi to nie uśmiechało. Sama nie wiem ale trening jakoś nie przepowiadał do mnie. Energia za bardzo mnie nie rozpierała ponieważ czułam się obca. 
- Um, to może być dośc głupie ale... Wszystko w porządku?
Zauważył, że coś nie gra, a ja nie wiedziałam co mu odpowiedzieć.
- Tak w porządku, ale szczerze mówiąc nie chce mi się już wracać do treningu. Jakby ci to wytłumaczyć, muszę wymyślić nową choreografię, ale... ale...
- Nie masz weny - dokńczył.
- Tak właśnie to miałam na myśli. Muszę wymyślić coś nowego, ale nie wiem jeszcze co, więc odpuszczę sobie na chwilę trening. A co z tobą, masz teraz trening czy może wolną chwilę? - spojrzałam się na niego z delikatnym uśmiechem. 
- Mam wolną chwilę - odparł.
Gdy powidział, że ma wolną chwilę w mojej głowie zaczęła się burza myśli w jaki sposób mogłabym się zapytać czy nie chciałby wyjść ze mną do miasta. Układałam zdania, ale wciąż mi się nie udawał w poprawny sposób. Musiałam wreszcie coś powiedzieć, ale wciąż nie wiedziałam  jak więc zaryzykowałam. 
- Czy  miałbyś ochotę... - zaczęłam nie pewnie. -... miałbyś ochotę pójść ze mną do miasta? Wiesz nie zmuszam ciebie czy coś, ale skoro masz trochę wolnego czasu to może miałbyś  ochotę - wszysyko poplątałam. Sama nie wiedziałam czy on wogóle coś z tego zrozumiał z tego co miałam na myśli.

<Tenso?> 

16 maj 2021

Cherubina cd Orion

"Orion to przypowieść o nękającej go prawdzie i fałszu. Nawet jeśli oczekuje, że ujrzysz prawdziwą nieskończoną historię, nie oznacza ona jednak, że to, co przeczytasz i cię przekona, może też powodować zwątpienie. Prawda czy też Fałsz jest tym czym, opowiada historia. Historia jest opowieścią o trudach oraz szczęściu mijanym dzięki wierze, że następna przystań się spełni." ~mowa o skomplikowanym temacie, może powodować zwątpienie, albo ciągnące się dyskusje, na temat tego, co jest prawdą, a co fałszem. Powoduje to, wtedy gdy jeden element, nawet jeśli się powtarza, może być odrębny i nie trzymać się ani trochę całości. Więc skąd wiesz albo nie wiesz, że to, co czytasz, nie jest jedynie wyobrażeniem sobie tego, co mogło, czy też nie mogło sie wydarzyć. Gdybanie zachodzi w momencie, w którym dana historia, mogłaby mieć rozgałęzienie do elementów, które mogłoby, ale nie musiały się znaleźć w tej też opowieści.
"Śmierć oraz chwila, która zachodzi przed nią, jest czymś, co zachodzi na wiele sposobów. Opowieść Oriona o tym, co przeszedł oraz o tym, jak zginął, jest rozgałęziona na wiele pomniejszych sposobności, które podchodzą pod dyskusje. Niekiedy może być ona spowodowana przez kobietę, która ukarała go za namową, albo też przez siebie samą. Nie wiesz co dokładnie czuła, gdyż jej intencje nie mogą być opisane. Emocje i tym, co się kierowała, może być zależne od wielu aspektów, od słowa po czyny, a nawet poprzez namowę innych. To od was zależy czy dany element odpowiada albo odbiega od początku do końca chwili przed śmierci, albo tuż po niej."~Temat śmierci jest trudny, gdyż różne sytuacje i napięcia nadają śmierci różnego charakteru. Niektórym może się należeć, a inni mogą być niesłusznie zabici. Tu właśnie pojawia się problem, gdyż każdy lubi inną postać, gdy owa (np. nasza ulubiona) zostanie zabita, mniemanie o tym, co dalej zachodzi, może być już mnie spektakularne. Czyżby nasza ulubiona postać, tak naprawdę nie zginęła, a może jest tu drugie dno, którego nie dostrzegamy.

***

Spotkanie pod gwiazdami, jest czymś romantycznym, a może jedynie spotkaniem, by razem pogrążyć się w ciszy albo swoich myślach, które mają głębsze znaczenie, niż wcześniej mogło, by się zdawać.
- Gwiazdy, które dostrzegamy na niebie, są czymś pięknym, ale dawno już martwym. Dostrzegamy je, gdyż dotarły po ciężkiej i długiej przeprawie, byśmy mogli je dostrzec. - powiedziałem, coś, co każdy może interpretować w zupełności inaczej. Jedynie żywym, które ocieplą nas, jest słońce, chociaż pojawia się, ogrzewa nas tylko w wybranych momentach życia. Nie dotkniesz go, gdyż mógłbyś się sparzyć. Spłonąć w przyciąganiu słonecznym, byłoby to czymś niezwykle bolesnym, ale za to ciepło, które by cię ogarniało, mogło zostać zapisane.
Nie dodałem nic więcej, gdyż przypatrywanie się Oriona, jak i oglądanie martwych, gwiazd, które przemierzyły kawał drogi do nas, jest czymś niesamowitym. Spojrzałem na horyzont, który zawsze się oddala. Tak naprawdę nie dojrzejesz, co się tam ukrywa. Patrząc dalej niż może twój wzrok, dostrzec możesz jedynie domyślić się tego, co czeka cię na drugim końcu.

***

- Twoje podejście może zostać zmienione za namową albo też może pozostać bez zmian. Jedynie jesteś słodki, gdy małe zwierzątka przykuwają twoją uwagę. - rzekłem, w tym właśnie czasie Monie, się zjawił. Gdy wróciłem do namiotu, był ze mną, ale potem znowu gdzieś uciekł. Teraz najwyraźniej się odnalazł. Wskoczył aktywnie na Oriona. Najwyraźniej spodobał mu się, a może też bardziej go lubi. Obserwowałem jak małpka, zaczęła zachowywać się dziwnie. Nie ma co się zadziwiać. Monie zaczął lizać chłopaka po policzku. Nie ma o wyjaśniać dziwnego zachowania mego pupila. Obiega ono od normy normalnego pupila. Chociaż toż to mała małpka, która najwyraźniej nie urośnie, będzie rozkoszować swoimi rozmiarami wszystkich po kolei. Najwyraźniej to go zaskoczyło, ale po chwili zaczął chichotać.
Letnie nocy, są chłodniejsze, ale i tak gorące. Takie siedzenie jest miłe, jednakże nie mogłem się pojawić bez mojego notesu, nawet jeśli jest jasno mimo nocy, to mi nie przeszkadza w pisaniu albo rysowaniu. Gdyż właśnie wtedy wpadają mi do głowy nowe pomysły, które moją zmienić, albo też naprawić to, czego nie dostrzega się na samym początku.
- Najwyraźniej spodobałeś się Moniemu. - powiedziałem, rysując i zerkając na chłopaka.

<Orion?>

15 maj 2021

Orion CD Cherubin

Zgliszcza... Tyle pozostało po śnie, którego światła, choć były czymś fascynującym, to okazały się być tylko tanią podróbką, która miała odwrócić uwagę od prawdziwej zabawy. Zabawy, która skrywała się w ciemnościach.
Suchy kaszel przerwał głuchą ciszę, która zawisła nad tym nowopowstałym cmentarzysku pogrzebanych snów i nadziei. Wraz z gwałtownym skrzypnięciem spróchniałych desek, spod częściowo spopielonego materiału, wyczołgał się mężczyzna. To jego sen tamtej nocy zamienił się w koszmar, a później umarł wraz z tym miejscem. Mężczyzna nie miał sił się podnieść. Oparł jedynie dłonie o gołą ziemię, oddychając głęboko. Był cały umorusany, a garnitur, który miał na sobie nadawał się już jedynie do kosza. Nie minęła nawet chwila, a tuż przy nim zjawiła się zdecydowanie młodsza i drobniejsza kobieta, która wcale nie była w lepszym stanie. To właśnie ona, łapiąc za jego ramię, pomogła mu wstać.
- Cholerny gówniarz. - wychrypiał, po chwili już odpychając od siebie dziewczynę. Podniósł głowę i dopiero wtedy rozejrzał się dookoła. Owiał wzrokiem każdy fragment spopielonego obozowiska. Miejsca zupełnie spowite mrokiem, jak i te, w których jeszcze tlił się ogień i niespokojnie tańczył na materiale, z którego kiedyś składał się jeden z największych namiotów. Wśród gruzów znajdowali się też ludzie. Jedni w lepszym stanie, drudzy w trochę gorszym, ale nie zapowiadało się, żeby komuś stała się poważniejsza krzywda. Koniec z końców jego wzrok, wiedziony skrawkiem plakatu, który został porwany przez wiatr, zatrzymał się na ocalałym fragmencie jednej z przyczep. Widniał tam napis, który złożony z dość dziwnych znaków wciąż tlił się żywym ogniem. Mężczyzna, widząc to, od razu zmarszczył brwi i złapał dziewczynę za włosy, przyciągając ją znów do siebie.
- Co to znaczy? - wręcz wywarczał, rozwścieczony. Dziewczyna zadrżała ze strachem wymalowanym na twarzy. Spojrzała od razu w tamtym kierunku i przełknęła ślinę, w ciszy przez krótką chwilę przyglądając się specyficznemu napisowi.
- ... Jestem wśród was, ale nie jestem jednym z was. - wymamrotała przerażona. Wypowiedziane przez nią słowa jeszcze bardziej rozwścieczyły mężczyznę, co sprawiło, że pociągnął ją jeszcze mocniej za włosy, przez co dziewczyna upadła na ziemię, a później jeszcze, by jakoś wyładować swoje złości, wymierzył jej kopniaka prosto w brzuch. Dziewczyna już nie miała odwagi wstać, a co dopiero wydać z siebie jakikolwiek dźwięk.

- Lychee, przyjaciółko... - wymamrotałem pod nosem, wydając z siebie głębokie westchnienie. Delikatny wiatr targał pogrążone w nieładzie włosy na mojej głowie, a ja sam zwrócony twarzą do słońca z zamkniętymi oczami, rozkoszowałem się przerwą między treningiem a próbą. Tak wyglądał praktycznie cały mój dzień między jednym zajęciem a drugim. Popadłem w pewnego rodzaju rutynę, co osobiście niezbyt mnie zadowalało. Jednak tym razem powiewu świeżości nie brakowało. Rozmyślania przerwało mi zwierzę, które ni stąd, ni zowąd pojawiło się przy mnie. Z początku zupełnie nie przejąłem się obecnością tego niespodziewanego gościa, jednak na szczęście w odpowiednim momencie zdecydowałem uchylić powieki i spojrzeć na... Małpkę. Od razu zauważając, z jaką ciekawością zwierzak się kręci przy mojej bluzie, którą położyłem koło siebie, wyprostowałem się, a na mojej twarzy pojawił się mimowolny uśmiech. - Witam. Skąd cię przywiało? - spytałem, wyciągając dłoń do zwierzęcia, które z początku tylko uważnie się mi przyglądało, a po niedługiej chwili wskoczyło na moje ramię i zaczęło swoje igraszki, burząc jeszcze bardziej moją już i tak niedbałą fryzurę.

***

Pan Moon Light (bo tak nazywała się małpka) przywoływał wszystkie moje przyjemne wspomnienia za czasów dzieciństwa, gdzie nie było dnia, żebym nie przyprowadził do domu jakiegoś zwierzaka i błagał mamę o zatrzymanie takowego. Coś z tamtego okresu zostało mi do dzisiaj, jednak tego zwierzaka zdecydowanie nie mogłem sobie przywłaszczyć. Jego właścicielem okazał się być Cherubin, czyli facet, z którym odkąd w ogóle dołączyłem do trupy, zamieniłem zaledwie parę zdań. Od zawsze jakoś się mijaliśmy. Jednak jak widać, dziś miało się to zmienić i się zmieniło. Byłem dość zmieszany naszym pierwszym spotkaniem twarzą w twarz. Od razu wydał mi się dziwny, ale z czasem ta myśl już nie miała żadnego znaczenia. Zwierzęta skutecznie odwracają moją uwagę i w tym przypadku nie było inaczej. Dlatego, gdy tylko chłopak spytał później o spotkanie wieczorem, bez wahania się zgodziłem. Zresztą chcąc nie chcąc i tak bym się tym dzisiaj zajmował. Zapowiadała się naprawdę piękna noc i przede wszystkim bezchmurna, co tylko ułatwi całą sprawę. Szkoda tylko, że moje ulubione konstelacje nie będą i tak widoczne o tej porze roku.
- To jesteśmy umówieni. - dodał jeszcze, siedząc tuż obok i zmieniając strunę w swojej gitarze. Od razu pokiwałem głową, przyglądając się temu co robił, lecz nie na długo. Pan Moon Light ciągle odwracał moją uwagę, a teraz po raz kolejny postanowił się wdrapać na moją głowę.
- Ale z ciebie ruchliwy zwierz. - oznajmiłem rozbawionym tonem. - Cherubinowi się na pewno z tobą nie nudzi. - dodałem jeszcze, zdejmując zwierzaka z głowy. Mój kok już w zupełności się rozwalił, a przez te wszystkie włosy zupełnie już nic nie widziałem.
- A żebyś wiedział. Istne utrapienie. - odpowiedział, kończąc pracę nad instrumentem, gdy ja starałem się zebrać wszystkie włosy w całość i znowu je spiąć. Zaśmiałem się na jego stwierdzenie i na końcu tylko go szturchnąłem w ramię.
- Ale wytrzymujesz. To się ceni. - po tych słowach już wstałem, uświadamiając sobie, że sam powinienem się w końcu zająć własnymi priorytetami, lecz za nim zdążyłem się pożegnać i oddać chłopakowi zwierzaka, ten przejechał palcami po strunach gitary, sprawdzając, czy wszystko już jest z nią w porządku. Wybrzmiała naprawdę ładnie, choć słuchanie muzyki nie było dla mnie czymś wielce pasjonującym. Zagrał jeszcze parę akordów, by po chwili przestać i zadać mi dość niecodzienne pytanie:
- Znasz jakieś piosenki? - nie musiałem się długo namyślać przed odpowiedzią. Była ona jasna i przede wszystkim zgodna z prawdą.
- Nie. - oznajmiłem, wzruszając przy tym ramionami. - Może kiedyś mnie jakiejś nauczysz? - dodałem żartobliwie, odstawiając małpkę na ziemię. Zamierzałem już to zostawić bez komentarza, więc odwróciłem się, chcąc już odejść. Jednak w ostatniej chwili jeszcze spojrzałem za siebie. - Do wieczora.

***

Ta kanalia mimo wszystko nie zostawiła dziewczyny w spokoju. Ona wciąż leżała na ziemi, a jedyną różnicą, jaka nastąpiła, to stopniowo wzrastające ugrupowanie wszystkich ocalałych, które zebrało się wokół niej.
- To ona jest źródłem naszych problemów. - oznajmił dumnie wciąż ten sam mężczyzna, wskazując na leżącą dziewczynę, która z tlącym się strachem w oczach, zerwała się na równe nogi. Niestety nie zdołała uciec za daleko. Tłum ludzi, niczym stado wygłodniałych wilków, rzucił się za nią z zębami. Ktoś ją złapał, jeden uderzył w twarz, drugi wepchnął prosto na deski, a jeszcze jeden ją podniósł i po raz kolejny uderzył. Skończyło się na tym, że wypchnęli ją z obozowiska i zaciągnęli na skraj lasu, a reszta tłumu wściekłe wiwatowała, żeby z nią skończyć, a wśród nich był i ten, który skazał ją na taki los bez mrugnięcia okiem. Dziewczyna chciała uciec aż do ostatniej chwili, nawet mając zaciśnięty sznur wokół szyi. Nie błagała o uwolnienie. Nie próbowała się wybielić, ani zwalić winy na kogoś innego. Chciała tylko uciec. To było w tej chwili jej jedyne marzenie, jednak w najmniej spodziewanym momencie po prostu zastygła, a wola walki już w zupełności ją opuściła. Skrępowali jej dłonie, postawili na pniaku przy jednym z drzew, nad którego gałęzią przewiesili linę. Najgorsze było to, że wśród tego ślepego ugrupowania, nikt z obecnych nie miał w sobie ani krztyny rozumu i współczucia. Nikt nie podważał słów alfy. Wszyscy zapomnieli również, ile dobrego do tego miejsca wniosła ta dziewczyna i oczywiście to swojemu przedstawicielowi zostawili wymierzenie kary i strącenie jej jedynego gruntu pod nogami. Oczywiście dla mężczyzny nie było to nic zaskakującego...
Na to wielce przyjemne wspomnienie aż przejechałem dłonią po własnej szyi.
Byłem wśród was i nigdy nie byłem jednym z was, pomyślałem, uchylając powieki. Nade mną rozciągał się rozgwieżdżony nieboskłon, a trawa, na której zwykłem się praktycznie co wieczór kłaść, była tak miękka i wygodna, jak najlepsze poduszki i pościel w jednym z najdroższych hoteli na tym świecie. Wszechświat bardzo dobrze dba o wszystkie moje potrzeby. Naprawdę dziś niewiele mi brakowało do szczęścia.
- Gwiazdy mi dziś sprzyjają. - oznajmiłem dość głośno, słysząc za sobą czyjeś kroki. Wiedziałem, że był to Cherubin i oczywiście się nie pomyliłem. Taką już mam niezawodną intuicję.
- Myślałem, że będę tu pierwszy. - powiedział na przywitanie ździebko zawiedziony, stając tuż nade mną. - A to przekonanie to niby skąd? - spytał jeszcze, zajmując miejsce obok mnie. Przyszedł sam bez tego kochanego zwierzaka. Poczułem się dość zawiedziony. Gdybym sam miał małpkę, to nie spuszczałbym jej z oczu ani na chwilę. Jednak nie jest mi dane takiej posiadać. A po co by mi była? Najważniejsze, że taką bym po prostu posiadał. Chyba nikt nie ma bardziej zrąbanych priorytetów ode mnie, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. To jest w pewnym sensie zabawne.
- Horoskop. - odpowiedziałem krótko, zakładając ręce za głowę i jednocześnie nie odrywając wzroku od nieba.
- Wierzysz w takie rzeczy?
- To... - zacząłem, lecz szybko przerwałem na zupełnie niepotrzebne westchnienie. - Dość skomplikowane. Nie ma co się rozwodzić.
- Ale jesteś powściągliwy. - mruknął w końcu, co bardzo mnie rozbawiło. Miałem dziś świetny humor. Od razu obróciłem się do chłopaka, podpierając głowę na jednej ręce.
- A podasz mi jakiś dobry powód, żebym zmienił swoje podejście? - spytałem, przyglądając się mu. Byłem ciekaw, co odpowie, choć nie było to za bardzo konieczne. W końcu czy nie mieliśmy po prostu oglądać gwiazd?

(Cherubin~?)

Smiley CD Cherubin

Odpowiadałam na każde zadane mi pytanie przy okazji przyglądałam się małej uroczej małpce. Spała, a przy tym wyglądała jak maskoteczka lub mały uroczy pluszak wygrany na loterii. Do namiotu nagle wparzył Pik, a zaraz za nim Dague. Nim opuściliśmy namiot dostałam kopertę od Cherubina, która mnie bardzo zaciekawiła. Jak tylko wyszliśmy wzrok oby dwóch towarzyszy padł na mnie. Na samym początku dostałam niezły ochrzan od nich ponieważ zapomniałam iść na kontrolę do lekarza po czym zaczęli się mnie wypytywać czy na pewno dam radę z przygotowaniami do występu wraz z Cherubinek oraz czy bym dała wystąpić przez najbliższe dni trzy razy dziennie. Spojrzałam się na nich, ale widząc po ich spojrzeniach nie miałam innego wyjścia jak tylko się zgodzić. Mieli jakiś problem o którym nie chcieli mi opowiedzieć. No cóż skoro nie teraz to następnym razem się dowiem. Długo nie wytrzymają w ciszy więc się nie przejmowałam tym za bardzo. Chłopcy odprowadzili mnie do mojego namiotu. Chciałam iść spać ale koperta od Cherubina nie dawała mi spokoju. Otworzyłam ja i zobaczyłam kartkę nawet więcej niż jedną a na niej pełno pytań. Zastanawiałam się czy chłopak potrzebował odpowiedzi na wszystko. Czytałam każde pytanie uważnie poczym zastanawiałam się jak mogłabym najlepiej odpowiedzieć na pytania jednak za każdym razem gdy pisałam na kartce nie udawało mi się to. Poszłam spać, aby móc odpocząć sobie. Niestety zasnąć nie mogłam więc od samego rana byłam już na nogach. Wyszłam z namiotu na poranny spacer, natomiast moje zwierzaczki wolały zostać w namiocie i sobie dłużej pospać, przynajmniej tak zdecydowała Bisca. Yuki poszedł ze mną. Miło było z jego strony. Niedaleko cyrku była łąka na którą uwielbiałam chodzić. Yuki również. Jak już dotarliśmy położyliśmy się na trawę. Spędziliśmy ze dwie godziny odpoczywając sobie, ale musieliśmy wracać. Czekał mnie ciężki dzień. Zaczęłam od rozgrzewki, ułożenia nowego układu następnie wystąpiłam... Zrobiłam małą przerwę aby zjeść sobie co nie co, niestety długo to nie trwało ponieważ nadszedł czas na następny występ a tuż po nim miałam próbę z Cherubinem. Cieszyłam się bo była to jedna z tych chwilą która była dla mnie oazą spokoju i czasem aby się wyciszyć. 
- Hej - przywitałam się z lekkim uśmiechem.
- Witaj - odparł. Wraz z nim była mała małpka. 
- Nim rozpoczniemy próbę to czy mogę ci odpowiedzieć na pytania które odpowiedziałeś? Wiesz gdy zabierałam się za pisanie odpowiedzi na kartce to nie wychodziło mi to zza bardzo bo nie chciałam aby nie wyszło jakieś nieporozumienie jednak nie będę ci w stanie odpowiedzieć na bardziej prywatne pytania... - spojrzałam się na niego trochę zawstydzona. 

(Cherubin?)

14 maj 2021

Tenso CD Smiley

 — Jasne, wielkie dzięki — odparłem z uśmiechem, starając się ukryć, jak bardzo było mi to na rękę. Samodzielna wymiana tych wszystkich bandaży byłaby niezłym utrapieniem. Przynajmniej to próbowałem sobie wmówić, bo prawdziwym powodem mojej ekscytacji był fakt, że spędzałem czas akurat ze Smiley.

Dziewczyna przegrzebywała różnego rodzaju pudełeczka w poszukiwaniu potrzebnych specyfików, a ja przyglądałem się jej z zaciekawieniem. Z opowiadań ludzi sprawiała wrażenie nie tylko intrygującej, ale urosła do rozmiarów legendy. Teraz, gdy miałem okazję z nią rozmawiać, wydawała mi się dużo bardziej ludzka. Rzeczywiście, po przeanalizowaniu jej treningu od razu zrozumiałem, dlaczego występuje podczas specjalnych okazji — niewątpliwie ma wielki talent. Ale była też zwykłą, troskliwą dziewczyną. I wyjątkowo wpisującą się w mój gust estetyczny, ale to już inna sprawa. Smiley delikatnie odwinęła moje stare bandaże i pozdejmowała plastry, po czym zaczęła oczyszczać rany. Przyznam, że momentami piekło jak diabli, ale nie śmiałem się odezwać. Kilka razy dopytywała mnie, czy na pewno nic mnie nie boli, ale kręciłem głową. Nie chciałem jej bardziej martwić, już i tak pewnie obwiniała się za zachowanie swojego zwierzaczka. Gdy zaczęła owijać moje ręce świeżymi opatrunkami, od razu poczułem się lepiej.

— Rety, mówił ci ktoś, że jesteś świetną pielęgniarką? — zagadnąłem.

— Raczej się nie zdarzało. — Lekko się uśmiechnęła i zaczęła zbierać niepotrzebne już specyfiki.

— Zaczekaj, ja to zrobię. — Ostrożnie zabrałem jej z dłoni przedmioty. — Już i tak za dużo dla mnie zrobiłaś.

— Naprawdę nie musisz...

— Ale chcę — odparłem, natychmiast zabierając się do pracy.

Co jakiś czas zerkałem na Smiley, żeby upewnić się, że wkładam rzeczy w odpowiednie miejsca. Niewiele mówiła, do czego już się przyzwyczaiłem. Z jakiegoś powodu panująca między nami cisza nie wydawała mi się niezręczna, ale zastanawiałem się, co chodzi jej po głowie w takich chwilach.

— To już ostatnia — powiedziałem, wkładając substancję do odkażania do pudełka. — Jeszcze raz bardzo dziękuję ci za pomoc. Uratowałaś mi życie!

— Przesadzasz. — Znowu lekko się uśmiechnęła, co uznałem za sukces.

— Może, ale warto podkreślić wagę twojej pomocy. — Wyszczerzyłem się. — W każdym razie, byłaś dość zajęta, prawda? Możesz już wrócić na trening, powinienem dać sobie radę i przestać był łajzą.

Na słowa o treningu Smiley nieco spochmurniała. Z jej mowy ciała mogłem wywnioskować, że nie czuła się zbyt komfortowo.

— Um, to może być dość głupie, ale... Wszystko w porządku?


<Smiley?>

13 maj 2021

Cherubin do Orion

"Orion. Kampania myśliwska. Różne zakończenia" ~taki tytuł ma moja nowa książka. Jego wymyślenie zajęło mi dłuższy czas. Nawet z rozległą wyobraźnią muszę dokładnie przeanalizować to, czy aby na pewno takie, a nie inne tytuły są odpowiednie. Zanudzenie czytelników, też nie jest mi w smak. Czasem książki, które pisze, są wzięte z życia, historii, czy też gwiazd. Podróżowanie po świecie, by zagłębić się w obszernej kulturze i historii wielu krajów i miejsc, które mogą wpłynąć na ciebie w większym bądź mniejszym stopniu Bardzo pouczające, a zdobywanie to nowych książek, albo artefaktów, jest czymś, co lubię. Takie ukryte hobby. Tak samo jakim cudem wnętrze mojego namiotu jest zdecydowanie większe niż na zewnątrz. To także magia, jego wnętrze jest jak ukryta wnęka w kapeluszu bez dna. Widzisz królika, ale nie wiesz skąd i jak się tam zmieścił, to właśnie magia sama w sobie. Tak samo jest ze mną. To jednak może być jedynie złudzenie, ale nigdy się tego nie dowiesz.
Wróciłem do mojej nowej książki. Przeanalizowałem dużej ilości materiału, by utworzyć słowa, które zaskoczą i zamurują czytelników. Będzie tu także postać, ale jego barwa będzie związana z kolorami na magicznym niebie. Orion jako osoba, będzie niezwykła.
"Orion — to postać o wielu twarzach. Gra role, każdej części historii, jego zakończenia są tak różnorodne, że nawet nie wiesz, które jest tym właściwym. To właściwe może być ukryte. To od was zależy czy odnajdziecie to ukryte zakończenie, które będzie przedstawiać jego śmierć, a może dalej żyje.. Któż to wie" ~taki leniwy początek jest czymś, co jedynie ci, którzy czytają od początku, zrozumieją znaczenie. Moje historie miewają nudne zakończenia, ale niekiedy to, czego nie widzisz na pierwszy rzut oka. Możesz dotrzeć za kolejnym. Ukryte znaczenie, ukryta wola. Skarb do znalezienia.
Poprzednia książka sprzedała się szybko, chociaż dodałem do niej coś, czego najwyraźniej nikt jak dotąd nie zauważył. Dlatego też, mimo iż zaczynam kolejne i jeszcze jedną pisze, a może dokańczam. Pozostało wystarczająco dużo, bym miał całe dnie i noce zajęte, a jeszcze czasem trzeba wyskoczyć na próbę, by poćwiczyć. W namiocie też mogę, jednakże nie chce tu mieć widowni, a tak się nie da. Westchnąłem, gdyż czas najwyższy się zabrać, zabrać za posiłek oraz kąpiel.

***

Szukałem głupiej małpy, która zdecydowała się uciec, ponownie. Nudzi jej się czy może lubi działać mi na nerwy. Głosy miałem jeszcze wilgotne, ale reszta mego ciała, była pachnąca, świeża i gotowa na kolejne potyczki. Akurat, gdy wychodziłem z namiotu, by poszukać zguby.
Szukałem w miejscach, gdzie mogła ukryć się małpka, wchodzi tam, gdzie nie można i się ukrywa. Kilka razy nawet chciałem ją oddać, ale ciągle wracała. Było jej nie ratować, mogłem wtedy mieć święty spokój. Ktoś do mnie zagadał, zaczepiając. Spojrzałem na chłopaka, to był Orion. Artysta powietrzny, który lubi małe słodkie stworzonka. Akurat trzymał moją zbuntowaną, niesforną małpkę.
- Należy do ciebie Pan Moon Light.? - powiedział, pytając. Monie ma bransoletkę ze swoim imieniem, kolejną z numerem namiotu, oraz kontaktem. Szyja i każda z jego kończyn, bo gdy jedną zgubił, to są jeszcze inne. Jeśli zgubi wszystkie, no to przepadnie. Już mówiłem tej małej cholerce, że bez nich nie jest moja.
- Tak. Figlarny małpiszon. - rzekłem. Najwyraźniej był ciekawy i nie chciał za szybko oddać małpki. Nie śpieszyło mi się, ale też chciałem spojrzeć w jego ukryte pod grzywką zasłonięte oczko.
Zbliżyłem się do chłopaka, moja dłoń przejechała po kosmykach włosów chłopaka. Najwyraźniej przyciągnąłem spojrzenie chłopaka. Gdy uniosłem jego podbródek i chciałem już odkryć jego oczko. Małpka mi przeszkodziła. Tak samo, jak chłopak. Odsunął się, ode mnie.
Westchnąłem jedynie na taki ruch i ruszyłem się, do jednego z moich ulubionych miejsc, gdy muszę poszukać weny. Ruchem dłoni, pokazałem, by chłopak też się ruszył i do mnie dołączył. Nawet jeśli małpiszon rozkoszował się w ramionach Oriona, to być może jest możliwość na zapoznanie się oraz dowiedzenie, czegoś, co....

***

Miałem akurat próbę jednego z instrumentów, grałem na gitarze. Moniego pilnował chłopak, którego spotkałem. Chciałem mu zaproponować spotkanie w nocy, na wzgórzu, by pooglądać gwiazdy, ale nie byłem pewny czy zechce się godzić.
- Zechciałbyś się spotkać na wzgórza, by pooglądać dziś gwiazdy? - spytałem akurat, gdy miałem chwilę przerwy, by naprawić i zmienić strunę w gitarze. Najwyraźniej była stara i pękła.

<Orion?>

11 maj 2021

Cherubin cd Smiley

"Śnieżynka spotkała na swej drodze, pierwszy problem, jakim był drwal i zielona cukrowa porcelanowa laleczka. Dla drwala ta dziecinka była jego droga córka. Nie ruszała się, gdyż nie była żywa, przynajmniej tak można było na pierwszy rzut oka stwierdzić. Prawda jednak dla Śnieżynki była inna. Widziała i czuła bijącą od niej życiową siłę. Coś, co nadawało jej ludzkiej natury, ale jednocześnie więziło.Drwal przedstawił córkę jako Kirę, dziewczynkę, która ocaliła wioskę. Nikt tak naprawdę nie wiedział, czy to jest prawdą, czy może kryło się za tym coś zupełnie innego. Gdyby śnieżynka użyła swej wyjątkowo ukrytej mocy, może wtedy Kira stałaby się wolna. Tym samym losy jej pierwszego problemu byłby spełniony, ale...."
Przerwałem pisać, gdy wpadł jeden z bliźniaków. Zaglądał i chciał przeczytać, co takiego pisze. Jednakże zamknąłem notes i schowałem go do zamkniętej szuflady. Mam ich wiele. Tak samo, jak i napisanych książek. Jest ich bardzo wiele, dlatego też często zmieniam style i dodaje coś, czego bym nigdy nie dodał. Dzięki magii, którą tworze zdobywam masę nowych czytelników. Wiele razy staram się pisać pod pseudonimami, jednakże i tak domyślają się, że to moja osoba je napisała. W bardzo młodym wieku zacząłem je pisać.
Zrobiłem nieco porządku, gdy zjawią się goście, poza tym chce też przeprowadzić wywiad i zapytać o kilka istotnych i bardziej nietypowych rzeczy. Mam tego listę, jak na razie tylko pytań dostało odpowiedź, gdyż mogłem sam sobie na nie odpowiedzieć.
Night wszedł do namiotu jak do siebie, gdyż często tak robili. Czasem pukali, bo się zamykałem, by udać się w głąb moich silnych przyjaciół, który odpowiadali za upiększanie tych też opowieści. Można było wczytać się i odnaleźć ukryte wiadomości. Nigdy nie wiadomo, ile ich jest, oraz czy aby na pewno są tam. Trzeba je rozgryźć jak zagadkę, ale też zarazem można spotkać moją osobę osobiście. Jednakże maska i nietypowy strój, który dzięki bliźniakom jest tylko po to, by nie odkryć, jak wyglądam na prawdę. Bliźniaki często także mi towarzyszą, gdyż są opiekunkami, albo po prostu Pik zezwolił im na to. Nie wymykam się, może czasem, gdy mi nie pozwalają się udać, by przywitać moich szanownych fanów. Organizuje, wówczas coś, czego nikt się nie może spodziewać, wstęp mają jedynie ci, którzy odkryli rozwiązanie. Nie da się oszukiwać, nawet jeśli wejdziesz, to twoja odkryta twarz nie dostanie nic. Jedynie wybrani z maskami i ślicznymi pieczątkami, które są jak znaki, do uczestnictwa mogą wygrać główną atrakcję. Mogą mnie poznać, osobiście bez maski bez żadnego stroju. Twarzą w twarz. Zadać pięć pytań i dostać nagrodę specjalną.

***

- Dziękuje Black. - powiedziałem, wygodnie siedząc na krześle. Małpka spała w swoim wygodnym puchatym miejscu, a dokładniej w klatce. Gdyż tak jest wygodniej dla niej i gości. Ciasteczka, po spróbowaniu okazały się niezwykle pyszne. Miałem wrażenie, że się rozpływają w ustach, a ich smak się zmienia. - Smiley niezwykle pyszne ciastka. - rzekłem w stronę dziewczyny. Uśmiechnęła się jedynie i najwidoczniej lekko zarumieniła.
Bliźniaki najwyraźniej dodawały coś pysznego do herbatki, posiadałem kilka drogich i niezwykle atrakcyjnych dodatków. Oczywiście kilka ustawili na stoliczku. Chcieli poeksperymentować, to mi nie przeszkadzało. Chociaż niespodziewana wizyta Pika, w mym namiocie zatrzymała całe zdarzenie. Bliźniaki robiły, co robiły, jednakże przez chwilę zatrzymały się i spojrzały na tego kto, przyszedł. Zrobiłem więc miejsce dla niespodziewanego gościa. Nie powiedział, czemu się zjawił. Podał mi jedynie niebieską kopertę. Podstawiłem mu filiżankę, spodeczek oraz łyżeczkę. Nalałem mu z imbryczka herbaty, a jeden z bliźniaków dodał do napoju Pika, jakiś dodatek, który mógłby mu się spodobać, albo też nie.
Na chwile odszedłem od stołu, gdyż musiałem przynieść coś dla każdego. Najpierw bliźniakom podałem koperty oraz notesy. Pik dostał trzy koperty, a Smiley nieco grubszy notes.
- Bliźniaki, jeśli możecie, zróbcie to u siebie w namiocie. Smiley nie musisz się śpieszyć z odpowiadaniem na pytania. Pik, jeśli to nie problem. Czy jest możliwość do zorganizowania wydarzenia za niecałe dwa tygodnie? - moje prośby zostały skierowane do odpowiednich osób, a pytanie do Pika, było zdecydowanie trochę bardziej trudne, ale zadałem mu je.
- Lepiej się postaraj, by występ poszedł jak najlepiej. Wówczas gdy zobaczę postępy, rozważę to ponownie. - powiedział z uśmiechem, ale powagą. To był istny zaszczyt, dlatego też musiałem się przyłożyć.
Dague kolejna osoba, która zjawiła się w mym namiocie. Bardziej to zapewne przyszedł po Pika. Po drodze zabrał też Smiley. Najwyraźniej musieli o czymś pomówić. Bliźniaki także musiały iść. Dlatego też, gdy zostałem sam. Zamknąłem po ich wyjściu namiot i posprzątałam, chowając dodatki do herbaty i nie tylko do niej. Odetchnąłem, gdyż nawet jeśli z zewnątrz namiot wygląda na mały, gdy się do niego wejdzie, jest dużo większy, niż by można było się spodziewać. Odpowiedzialność spada na magię, jednakże nie mogę, wyjawić czym ona dokładnie jest.
Zanim jednak wrócę do pisania, muszę otworzyć list i sprawdzić co jest w nim napisane. Zapewne też niedługo muszę wysłać poprzedni tomik. Jego tytuł to "Furtka do twojego skarbu" ~ każdy inaczej interpretuje skarb. Może on być wszystkim i niczym. Jest to bardziej filozoficzna i nieco zagłębiająca się w umysł człowieka. Dlatego też napisanie końca trochę mi się przeciągnęło.

<Smiley?>