Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nymph. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nymph. Pokaż wszystkie posty

28 lip 2017

Odchodzą!

Pistachio
#Powód: brak kontaktu, brak pisania opowiadań

Tori
#Powód: brak kontaktu, brak pisania opowiadań

Azucar
#Powód: brak kontaktu, brak pisania opowiadań

Nymph
#Powód: brak kontaktu, brak pisania opowiadań

Szakal
#Powód: brak kontaktu, brak pisania opowiadań

Osoby te zostały usunięte z bloga za brak odpisywania na moje wiadomości. Mają oni wciąż szansę, aby powrócić. Dzisiaj również zostaną wysłane kolejne upomnienia do osób, które są więcej niż miesiąc nieaktywne.

1 kwi 2017

Nymph CD Blade

Choler a. Wiedział, że zakładanie obcasów, nawet tak niskich nie było dobrych pomysłem. Gdy ten niepozornie wyglądający przechodzeń niespodziewanie odwrócił się i zwiał, Misha tylko otworzył szerzej oczy i gwałtownie wyrwał się do przodu, co go zgubiło. Podłoże było oblodzone, nie zdołał utrzymać równowagi i poleciał do przodu, wywijając w powietrzu młynki ramionami. Chwilę temu otworzył usta, jednak nie zdołał wypowiedzieć słowa. Upadł na wyciągnięte przed sobą ręce lecz na szczęście miał rękawiczki, które ochroniły delikatną skórę wnętrza dłoni. Jego szczęki kłapnęły głośno, gdy uderzył niezgrabnie podbródkiem o ziemię. Przejechał jeszcze kawałek na brzuchu, z nieprzyjemnym dźwiękiem zgrzytania guzików płaszcza o kostkę. Uniósł wzrok bez cienia nadziei, złodziejaszek miał nad nim zdecydowaną przewagę w tym momencie. Tak jak Rosjanin podejrzewał, chłopak zdążył uciec. Błękitnowłosy zacisnął pięści, usta ułożyły się w wąską linię, jego oblicze pociemniało. Na usta cisnęły mu się przekleństwa w ojczystym języku, ale zamiast wypowiedzieć je zazgrzytał zębami z niewymowną wściekłością.
Gdzieś w pobliżu otworzyły się drzwi, na ziemię padł prostokąt światła. Najwyraźniej kogoś zainteresował hałas dobiegający z ulicy, jednakże Misha nie słyszał żadnych kroków, jakby nieznajomy zatrzymał się ze zdziwieniem wpatrując w leżącą na ziemi istotę. Rosjanin obrócił się na bok i wsparł na łokciu, drugą rękę umieszczając na biodrze. Obrzucił szybkim spojrzeniem mężczyznę w średnim wieku, przyjmując na twarz słodki uśmiech. Czoło obcego zmarszczyło się, a drzwi momentalnie zamknęły. Najwyraźniej nie chciał mieć do czynienia z żadnymi wylegującymi się na oblodzonej ulicy dziwakami. Niebieskoooki dziwak z niezadowoloną miną podniósł się z ziemi i otrzepał starannie ubiór ze śniegu, który zaczynał stopniowo prószyć coraz mocniej. Dopiero teraz poczuł piekący gorąc i lepką krew spływającą mu po podbródku. Zderzenie z kostką nie mogło się przecież skończyć dobrze. Wyciągnął z kieszeni długą, śnieżnobiałą chustkę i przytknął ją do rany, plamiąc ciemną czerwienią. Szlag by to. Będzie musiał wracać do cyrku pieszo, nie miał przy sobie nawet drobnych. Skurczybyk zapłaci. I bynajmniej nie ze skradzionego portfela.
Następny dzień nie zapowiadał się specjalnie. Misha spał całkiem dobrze, chociaż nie mógł pozbyć się ciężkiego uczucia w klatce piersiowej, które pozostało po stracie drogiego przedmiotu i jego zawartości. Jakaś miłą osóbka opatrzyła drobne rozcięcie na podbródku, dekorując je puszystym grubym plastrem. Krew szybko krzepła, więc po jakimś czasie nie było z nią problemu. Rosjanin nie zamartwiał się, czy będzie potrzebna wizyta w szpitalu. Miał pełną świadomość, że w jego przypadku rana prawdopodobnie zniknie za dzień czy dwa, nie pozostawiając po sobie blizny. Czasem zastanawiał się, skąd się u niego wzięła ta łatwość z jaką przychodzi mu regeneracja.
Wychodząc z namiotu poczuł, jak jeżą mu się włoski na karku. Ktoś definitywnie zatrzymał na nim wzrok. Uniósł głowę i szybko rozejrzał się wokół siebie, wachlując włosami powietrze. Błękitna kurtyna na chwilę zasłoniła mu wizję, jednak zaraz włosy ułożyły się na swoje miejsce i mężczyzna mógł zobaczyć stojącego parę metrów od siemię czarnowłosego chłopaka, którego rozpoznał błyskawicznie.
Przez chwilę wyższy z nich odczuł chęć zmarszczenia brwi, wydęcia warg, zaciśnięcia na czymś palców – najchętniej na szyi ciemnowłosego. Były to typowe odruchy, które ma się przy spotkaniu kogoś nie darzonego sympatią. Powstrzymał się jednak niesamowitą siłą woli, nie poruszył ani o milimetr, nie dając znać o swoich zamiarach. Jego twarz przeciął uśmiech, lecz oczy pozostały zimne. Przez myśl przemknęło mu, że złodziej zaraz da nogę, wiec zrobił pierwszy krok. A właściwie parę. Niezwykle szybko znalazł się tuż przy obcym, jednak miał opuszczone ramiona, dając znać o pozornie przyjaznych chęciach. Był wyższy od chłopaka, co dawało mu niejaką przewagę. Nie mógł znieść myśli, że obcy może pracować w tym samym cyrku, że pracuje ze złodziejem. Choć równie dobrze, mógł wpaść tu na jednorazową wizytę, by znowu kogoś okraść.
- Privet – Przywitał się z wyraźnym akcentem. Jego wysoki głos i pewna siebie postawa sprawiały, że biło od niego czymś onieśmielającym– Wydaje mi się, że zdążyliśmy na siebie niedawno wpaść. Mianowicie wczoraj. Zapomniałeś mi chyba oddać pewnej ważnej rzeczy. – Stwierdził lodowatym tonem, unosząc zraniony podbródek. Dawał głośno do zrozumienia, że jeśli zaraz nie otrzyma swojej własności, może się zrobić nieprzyjemnie. Nie zamierzał się z chłopakiem patyczkować. Był gotów wpakować mu obcas w szczękę w tym momencie, tej sekundzie.
Chociaż był nabuzowany, trzymał emocje na wodzy, grając świetnie jadowitego węża. Pięknego, ale zabójczego. Czekał na odpowiedź. Wiatr szarpnął połami jego płaszcza i włosami w odcieniu czystego, letniego nieba. Scena jak z dramatu, przemknęło mu przez głowę. Zachciało mu się przez chwilę powrócić na scenę teatru. 

<Blade? Wiem, że spodziewałeś się wpie*dolu, ale na razie musisz się zadowolić zimnym spojrzeniem i niechęcią ze strony Miszy. Enjoy.>

2 mar 2017

Nymph CD Naamio

Spotkał swój swego. Chłopak nie wiedział dokładnie dlaczego dziewczyna nagle zaczęła się tak do niego kleić, ale sprawiło mu to nawet niejaką przyjemność. Prawdopodobnie podobał jej się od samego początku i krótka prezentacja na trapezie przeważyła szalę. Chociaż z tym całowaniem mogła dać sobie spokój, połowa jej gestów była niezgrabna i niepotrzebna. Znali się przecież ledwie parę godzin, o wiele za krótko by od razu stwierdzać, że "Nymph jest wyjątkowy", nawet, jeśli to prawda. Nie posmakowała nadto jego charakteru. Ale cóż poradzisz, może czarnowłosa jest naprawdę spostrzegawcza, czy też potrafi patrzeć w przyszłość?
Tak czy siak, mężczyzna został pozostawiony sam sobie na arenie. Dziewczyna oddaliła się krocząc z gracją, zostawiając mu do przetrawienia podejrzaną propozycję. Wpaść do namiotu, powiadasz? Nie podała nawet kiedy, lecz machnął na to ręką. Ruszał już w kierunku wyjścia, kiedy przypomniał sobie o tym, że nadal jest w stroju gimnastycznym. Stwierdził, że skoro nadarza się okazja, to poćwiczy jeszcze parę godzin. Przeciągnął się i udał na matę, by popróbować parę łamiących kręgosłup póz. Wyobrażał sobie przy tym, że oglądają go tłumy. Z zamkniętymi oczyma wyginał się, wczuwając w każdy ruch jego ciała. Niemal potrafił usłyszeć westchnięcia przerażonego ludu, przyglądającego się jak czyni rzeczy, które wywołałyby u normalnego człowieka dotkliwy ból.
Spędził tak półtora godziny, aż w końcu padł na matę. Potrzebował jakiegoś zimnego napoju, natychmiast. Niestety nie miał na kogo pstryknąć palcami. Paru innych cyrkowców też przyszło się rozerwać. Zaledwie garstka, gdyż reszta znalazła prawdopodobnie zajęcie w łaźni czy też wybrało się do miasteczka Bedord. Błękitnowłosy stwierdził, że już pora udać się w odwiedziny do Naamio.
Ciekaw był, cze faktycznie ma zamiar rozmawiać o występie, czy też ma ochotę na mały... występ w łóżku? No bo kto zaprasza do siebie mężczyznę, czyniąc przedtem tak jednoznaczne ruchy?
===
Minęło kolejne trzydzieści minut, które upłynęły ruskowi na prysznicu i zmianie ubrania.
Na dworze panował już półmrok, w powietrzu unosiła się mleczna mgła. Światła latarni rozświetlały ją na intensywny żółty kolor, wprawiając Mishę w przyjemny nastrój. Kochał zimowe noce całym zlodowaciałym serduszkiem. Chrupki lód pękał pod jego butami, gdy prężnie kroczył między namiotami, otulony ciepłym płaszczem. Zimno odnajdywało jakoś przejścia między zwojami srebrnego szala i drażniło delikatną skórę szyi. Akrobata zbliżył do dziewiątego namiotu, i tu się zmieszał, lecz tylko na sekundę. Zapukał w skostniały, napięty materiał, który wydał z siebie głuchy dźwięk. Normalnie wszedłby bez zaproszenia, przy akompaniamencie fanfar i burzy konfetti, jednak nie był pewien czy wypada, przy tak słabej więzi jaką dzieli z dziewczyną. A raczej jej brakiem.
Wkroczył do przytulnego środka, jednak zaskoczył go ciemny i ponury wystrój. Dziewczyna wiele pozmieniała, jak widać. Jednak nie przyszedł tu by podziwiać gust czarnowłosej, lecz z tego co wie by rozmawiać o ich wspólnym występie. Młoda kobieta szybko zamknęła za nim wejście i usiadła niezbyt zgrabnie na łóżku. Wszystko robiła bardzo szybko.
-Rozgość się. - Powiedziała promiennie. W jej głosie nie było śladu tonu, którym szeptała mu do ucha jakiś czas temu.
Rosjanin rozejrzał się i usiadł na niskim stołku. Nie było tu gdzie indziej usiąść, no chyba, że ktoś ma tak niskie standardy by siadać na podłodze. Założył nogę na nogę i spojrzał na dziewczynę spod rzęs. Włosy spoczywały luźno na jej ramionach, szarpała brzeg rękawiczki.
-Coś cię trapi? - Zapytał słodko. Ten cały pośpiech i gesty Naamio zdawały się nerwowe. - Stres przed występem?
Skinął parę razy głową, potakując samemu sobie.
-Całkiem cię rozumiem, moja droga. Kiedy byłem początkujący, również czułem tremę. - Specjalnie użył słowa "początkujący", choć wiedział, że Naamio nie była żółtodziobem w swej branży. Z tego co pamiętał, także należała do pierwszej grupy. Ciekaw był, czy się rozjuszy. Jednak ona, jak na damę przystało, udała, że tego nie usłyszała i powstrzymała się od zjadliwej uwagi.
-Po prostu nie jestem pewna, czy się zgramy. Chociaż nasz występ na pewno będzie olśniewający! Tylko jak już pewnie się domyślasz, musimy omówić to i owo. - Złączyła ze sobą palce dłoni.
Mężczyzna przechylił głowę na bok.
-Ja natomiast jestem pewien, że się nie zgramy. - Zaprzeczył, jednak ton jego głosu nadal nie zbaczał z poprzedniego tropu, brzmiąc jak śpiew skowronków w pogodny dzień. Uśmiechnął się zniewalająco. - Nie pasujemy do siebie, moja miła. Za wysokie progi na twoje nogi, jak sądzę. Raczej mi nie dorównasz. Ale jeżeli włożysz cały wysiłek w swoje ćwiczenia... możliwe, że ci się uda! - Stwierdził zachęcająco. Odchrząknął. - Ale nie jesteśmy tu po to, by rozmawiać o tym, co nie nastąpi. Otóż, to występ nastąpi, i to jest pewne. Więc zacznijmy rozplanowywać układ. Co ty na to, miła?
Dziewczyna długo nie odpowiadała. Stwierdziła chyba jednak, że Misha po prostu już taki jest i tylko odetchnęła. Kolejną minutę zajęło jej zebranie myśli.
-Tak jest, prawda. Więc, na konkursowe wystąpienie każdy ma z... dwadzieścia minut?
-To dosyć krótko. - Stwierdził. - Za krótko. Dobra, zróbmy tak i oszczędźmy sobie zachodu: Każdy zacznie oddzielnie. Moje wystąpienie zajmie... piętnaście minut, a ty możesz zaskarbić sobie pozostałe pięć. Co ty na to?
Najwyraźniej dziewczynie nie uśmiechała się taka opcja.
-Jesteś nie do wytrzymania. To ma być praca zespołowa, pamiętasz? Wiesz w ogóle na czym polega duet? - Zmarszczyła brwi i zacisnęła dłonie na brzegu łóżka, jednak zaraz się rozluźniła.
-Da. Jasne, że wiem. Jednak nie oszukujmy się: Nie równasz się ze mną. - Klasnął bezgłośnie, bowiem dźwięk zagłuszyła skóra rękawiczek. - Jestem świetny, a ty raczej mniej. Nie zgramy się. Nasze ciała astralne ze sobą nie kolaborują, czuję to. Czaisz? Naprawdę, nie uśmiecha mi się ta cała durna kompetycja, jest dla nizin społecznych, nie dla gwiazd, takich jak ja. Marnuję się tu! - Teatralnie przyłożył wierzch dłoni do czoła. Podniósł się ze stołka gwałtownie, sprawiając, że mebelek upadł z cichym tąpnięciem na ziemię. - Jestem gotów wyjść w tej chwili. Rezygnuję. Marnuję tu swój czas.

<Naamio?> Dalej już nie mogę pisać, 
pozostawiam to w twoich łapkach

11 lut 2017

Nymph CD Naamio

Ostatecznie zgodził się na jej propozycję. Skoro chciała popodziwiać jego zdolności, niech tak będzie. Głównie do zgody nakłonił go komplement odnośnie włosów. Odruchowo przeczesał palcami błękitną falę opadającą na prawą stronę. Niesforne kosmyki automatycznie wywijały się spod palców by na ponów zacząć sterczeć w swoją stronę.
Jej oddech podrażnił skórę na szyi chłopaka. Zaśmiał się bezgłośnie, błyskając zębami. Ta sytuacja bardzo go bawiła, bowiem sam zazwyczaj starał się zbliżać niebezpiecznie do rozmówcy podobnymi gestami, intrygowało go jak mógłby zareagować i co otrzyma po takim ruchu.
Nachylił twarz i zaczął rozpinać guziki kurty, by po chwili pozbawić się wierzchniego odzienia i odłożyć je na bok. Miał na sobie zwyczajny ubiór, ale po drugiej stronie sceny było przecież przejście do przebieralni. Udał się tam, podczas gdy Naamio sama przystąpiła do rozgrzewki. Najwyraźniej chciała także skorzystać z okazji i poćwiczyć na trapezie. Przywdział zaraz strój do ćwiczeń, jednoczęściowy, całkowicie czarny. Do występów zakładał na siebie oczywiście bardziej błyszczący, żeby przyciągał oczy widzów.
Szybko wrócił na scenę. Z przymkniętymi oczyma rozmasowywał nadgarstki, a Naamio w tym czasie zdążyła wdrapać się po drabince na platformę pod sufitem.
Rusek nie śpieszył się jednak. Został na dole ignorując spojrzenia dziewczyny i począł się rozciągać. Na początek wyciągnął się, nachylił dytykając dłońmi podłogi, by potem sięgnąć między nimi daleko do tyłu. Chwilę jeszcze rozmasowywał nadgarstki, po czym stwierdzając, że może już ewentualnie zaczynać, szybkimi, płynnymi susami znalazł się na przeciw Naamio, na identycznej platformie.
-Więc co mi pokażesz? - Zapytała, bujając się delikatnie nad rozpiętą u dołu siatką. Jej wzrok utkwiony był w błękitnookim.
Rozłożył ręce teatralnie.
-Co wyjdzie to wyjdzie. Tylko, że trapez wygląda efektowniej gdy w występie biorą udział dwie osoby na raz. - Musiał mówić podniesionym głosem, żeby słyszała go z drugiego końca namiotu. Co jak co, ale była to duża odległość. - Obmówimy to później.
Przyciągnął do siebie trapez, po czym zacisnął dłonie na drążku. Kurtyna rzęs przysłoniła jego oczy gdy opuścił powieki. Odetchnął cicho. Teraz powinien się skupić na drążku, na swoim ciele. Był pewny siebie, wiedział, że załatwi to bezbłędnie, jednak wiedział, że powinien przystopować. Jeżeli ktoś jest zbyt pewny siebie, na bank poniesie porażkę. A tego nie chciał. Rozluźnił mięśnie. W końcu to tylko ćwiczenia.
Otworzył oczy i uśmiechnął się. Raz, dwa, trzy. Odepchnął się od platformy i pomknął w dół. Pęd powietrza rozgonił jego włosy. Pozwolił trapezowi rozbujać się, sam wyciągnął nogi do przodu by wspomóc ten ruch.
Gdy zaczął się cofać w kierunku platformy, uniósł się na dłoniach, wspierając na prostych przedramionach o drążek. Dał znaj Naamio by puściła swój, po czym opuścił się na dół i w odpowiednim momencie przeskoczył na drążek dziewczyny. Uśmiechał się cały czas, bowiem adrenalina jaka towarzyszyła pędowi powietrza świszczącemu w uszach wprawiała go w radosny nastrój. W powietrzu przybierał różne pozy, zginając nogi bądź odpowiednio je prostując, lub czyniąc wymachy w przód i w tył. Za kolejnym "bujnięciem" cofnął się do tyłu tak, że zdążył przełożyć nogi nad drążkiem i zaczepić go pod kolanami. Chwilę został w żółwiej pozycji po czym puścił drąg, opadając głową w dół. Świat wirował w okół niego, zmieniając się w fale kolorowych, rozmazanych plam. Świszczące powietrze wyciskało mu łzy z oczu, bowiem opadając głową w dół przyspieszył ruchy trapezu. W końcu sięgnął ku drążkowi, nachylając się i zapewniając sobie dodatkowe ćwiczenie na brzuch, zawsze jakiś plus.Mógł co najwyżej wyprostować nogi i przerzucić je nad głową, a przynajmniej akurat taki pomysł mu zaświtał. Wykonał go, po czym puścił drążek i zrobił mały, niezdarny piruet w powietrzu, gdy opadał na spotkanie z siatką.
Zderzył się z nią miękko i od razu odbił, powstając na nogi. Sapnął z zadowoleniem. Zeskoczył na podłogę. Czuł się po tym wszystkim, jakby miał nogi z waty.
Rozejrzał się na boki i udał, że macha widowni. Skłaniał się raz po raz i rozsyłał całusy, w tym jeden w kierunku Naamio.
Gdy skończył się wygłupiać, wyprostował się i zakrzyknął do dziewczyny.
-Zejdziesz? Omówmy to i miejmy z głowy.
Zaczekał, aż zeskoczy na siatkę i podejdzie do niego. Jego głos nadal był spokojny, chociaż na początku nadal drżał z podekscytowania. To zawsze taki cudowne uczucie szybować w powietrzu.
-No, i jak było? - Zapytał z uśmiechem wyższości i błyskiem w oku. - Mimo wszystko dawno nie ćwiczyłem na trapezie. Wiesz, w końcu zajmuję się głównie gimnastyką. Człowiek guma i te sprawy, rozumiesz.
Otrzepał dłonie i przygładził co niektóre bardziej odstające włosy. Nadal był rozgrzany i i na jego twarz wstąpiły wypieki zadowolenia. W końcu faktycznie ostatnio nie miał styczności z trapezem, wiele godzin spędził na podróży z Rosji do Wielkiej Brytanii i nie miał okazji ani możliwości by poćwiczyć.

<Naamio?>

10 lut 2017

Nymph CD Naamio

Naamio chwilę się zastanawiała. Zamiast jednak odpowiedzieć na pytanie, skomentowała zapach którego źródłem były perfumy Mishy. Kącik jego ust powędrował w górę. Nie umknęło jego oczom, że brunetka zaskoczona tym co mówi zasłoniła twarz włosami. Eh, dziewczyny. Zarzucił lekko głową do tyłu, by pozbyć się błękitnych kosmyków z twarzy.
Dziewczyna szybko zaczęła tłumaczyć koncept Pik'a, a niebieskooki kiwał głową od czasu do czasu, potakująco. Miała całkiem przyjemny głos. Tylko była strasznie niska, przynajmniej jak dla Nymph'a, więc musiał się delikatnie pochylać by patrzeć jej w oczy podczas rozmowy. Chociaż skupiał się także na badaniu jej wyglądu. Delikatny powiew rozwiewał co rusz ciemne pasma długich włosów dziewczyny, na jej szczęście stała pod wiatr, więc kosmyki nie przysłaniały jej widoczności. Spod grzywki błyskały zielone oczy, prawie niebieskie. Wodziła nimi wokół, tak samo jak teraz Misha badając wygląd rozmówcy. Jej ożywiony głos kompletnie nie pasował do wyglądu, smutnego, chłodnego. Przynosiła na myśl Śnieżkę, swoją jasną cerą i ciemnymi włosami. Lub wampira. Takie proste skojarzenia, ale trafne. Na myśl o śniegu uświadomił sobie, jak bardzo jest mu zimno. Czuł się już teraz jakby przytulał do siebie górę lodową. No, może nie tak bardzo. Ale nie spodziewał się, że zostanie na zewnątrz aż tak długo. W jego intencjach było jedynie zbadanie krzyków Pik'a.
-Możemy się tu jutro spotkać i o tym porozmawiać. - Uśmiechnęła się delikatnie. Najwyraźniej czuła się jeszcze dosyć nieswojo z nową znajomością. Onieśmielał ją? Jak uroczo. Ciekaw był jak sobie razem poradzą. Westchnął w duchu. Miał co do tego złe przeczucia. Na cud nie liczył.
Pożegnał się z dziewczyną i nie zwlekając ruszył w kierunku swojego namiotu. Mimo późnej godziny słyszał jeszcze cudze głosy tłumione przez ściany pozostałych namiotów, stojących całkiem niedaleko. Odetchnął mroźnym powietrzem, a jego oddech błyskawicznie zmienił się w jasnoszary obłoczek. Poczuł jakby jego gardło wypełnione było lodem. Potarł mimowolnie ramiona, z powodu coraz bardziej dotkliwego chłodu. Chwilę musiał się szarpać z zamkiem przy wejściu namiotu, bowiem najzwyczajniej w świecie zamarzł.
Z przyjemnością wtargnął do szóstego namiotu, rozkoszując się ciepłem które zdawało się go stopniowo owijać, jak ciepły szal, jak gęsta, parna mgła. Nawet nie przeszkadzała mu duchota panująca pod daszkiem. Śnieg przyklejony do podeszw i czubków butów zaczął się momentalnie rozpuszczać. Teraz z rozczarowaniem Rosjanin zauważył, że zapomniał zgasić lampy. Teraz świeczka była do połowy stopiona, a kałuże gorącego wosku zalegały w środku szklanego pojemnika. Korzystając z okazji nawoskował suwak przy wyjściu. Ściągnął kozaki i odstawił je przy płachcie. Śnieg zmieszany z ziemią topiąc się stworzył drobne szarobure kałuże tu i ówdzie. Misha niezupełnie zwrócił na nie uwagę, rozbierając się z wierzchniego okrycia
Nie będąc zupełnie sennym usadowił się wygodnie na łóżku i zabrał za czytanie jednej z książek, które kupił w podróży.
Przesiedział tak dobre bite godziny, zawinięty w koc z książką na kolanach. Ból w krzyżu od nachylania się przez tak długi czas w końcu stał się nie do wytrzymania, więc odłożył leksykon na szafeczkę przy wezgłówku łóżka. Akurat, by zorientować się, że już dawno powinien spać, jeżeli chce wstać rześki i gotowy do ćwiczeń. Westchnął do siebie i jeszcze przez chwilę bawił się stronicami książkim wertując je i wdychając ich zapach. Pachniały świeżością, tuszem i oczywiście papierem, jak sprytnie.
Zastanawiał się, czy będzie w porządku pójść spać nago, skoro nie dzieli z nikim namiotu.
Stwierdził, że tak.

Obudził się o dziewiątej trzydzieści, a przynajmniej tak mówił jego zaspanym oczom zdobiony zegarek. Jednak mężczyzna pozwolił sobie na jeszcze małą drzemkę, dla urody. Długo nie wychodził z łóżka, nagrzana pościel i miękki koc otulały go i wprowadzały w ociężały, leniwy stan.
Sapnął cicho w poduszkę i podniósł się do siedzącej pozycji. Ziewnął krótko przysłaniając usta palcami, po czym wstał, na nogi. Od razu zrobiło mu się chłodniej, jednak to pomogło mu tylko w rozbudzeniu się. Zaraz naszykował się odpowiednio do wyjścia i zrobił parę skłonów, by rozciągnąć skostniałe od snu mięśnie. Czuł się nieswojo w płaskich butach i krótkiej kurtce, jednak w tym stroju będzie mu o wiele wygodniej biegać, jeżeli zdecyduje się na ćwiczenia na świeżym powietrzu.
Następnie upewniając się, że niczego nie zapomniał, ruszył ku głównemu cyrkowemu namiotowi. Uwielbiał tę konstrukcję, jego nastrój poprawiał się na sam jej widok.
Poranne powietrze i zimowe słońce wyglądające spomiędzy ciemnych gałęzi półnagich drzew także zdawały się owy dobry nastrój podtrzymywać.
Wtargnął do środka. Kolorowy wystrój ogromnego pomieszczenia był tak znajomy i bliski mu, że aż westchnął z uwielbieniem. Od razu zauważył ćwiczącą na trapezie dziewczynę, jednak dopiero teraz poświęcił jej więcej uwagi. Nie od razu rozpoznał Naamio.
Oparł się o odgradzającą scenę od widowni barierkę. Przyglądał się ze znużeniem ćwiczeniom dziewczyny. Pfft, zrobiłby to o wiele lepiej. Zaczął się wymownie przyglądać swoim paznokciom. Nie imponowały mu wyczyny Naamio. Zerkał od czasu do czasu znad własnych dłoni, akurat by zaobserwować, że młoda kobieta mówiła od czasu do czasu coś do siebie, lecz on nie miał zamiaru się przysłuchiwać, nie obchodziły go jej problemy z osobowością czy cokolwiek jej dolegało.
Oglądanie jak ćwiczy całkiem odebrało mu ochotę na gimnastykę. Skoro dziewczyna nadal go nie zauważyła, nie miał co tu robić. Wyszedł ukradkiem na zewnątrz. Postanowił po prostu rozciągnąć się na świeżym powietrzu. Dobrze, że nie założył tego ranka płaszcza, tylko coś wygodniejszego.
Ruszył truchtem w kierunku parku, mijając szerokim łukiem wozy i kontenery z cyrkowymi zwierzętami. To była ta rzecz, której w cyrku nie lubił. Brrr, cuchnące nieokrzesane stworzenia, które występowały na tej samej sali co on. Nie do pomyślenia.
Zagryzł wargę, biegnąc żwirową ścieżką. Była ona pokryta lodem, tak jak większość dróg, więc skierował się na trawnik przykryty niewielką warstewką nieszkodliwego śniegu. Jednak od porannej rosy stał się on lepki i chrupiący, tak więc towarzyszył mężczyźnie przez resztę biegu przyjemny skrzypiący dźwięk przygniatanych kryształków śniegu, wydobywający się spod podeszew.

Gdy wrócił pod namioty, cały zadyszany, dostrzegł Naamio. Włosy kleiły mu się do czoła, a gorące ciało szybciej się wychładzało na mrozie. Poprawił szal, przez co dopuścił nieprzyjemne zimno do skóry na szyi. Wzdrygnął się. Czuł rwanie w łydkach po parogodzinnym biegu i okazjonalnych ćwiczeniach rozciągających. To dobry znak. Wsunął dłoń do płytkiej kieszeni kurty, by wyciągnąć mały, szklany pojemniczek. Skropił szyję resztką perfum o ostrym kwietnym zapachu. Podbiegł jeszcze kawałek do ciemnowłosej.
Zaraz przybrał uśmiech na twarz, rzucając zaczepnie:
-Jak tam po ćwiczeniach? Nie zmęczyłaś się kociaku? - Uniósł brwi. Przyjrzał jej się. - Wyglądasz dzisiaj okropnie. Co za pech. - Wykrzywił usta w smutną podkówkę.
Poprawił rzemienne bransoletki na lewej dłoni, bowiem się poluzowały.
-Masz jakieś pomysły co do układu naszego występu? - Nieświadomie wypowiedział słowo "naszego" z ledwo dosłyszalną niechęcią. Parsknął, nadal rozbudzony po biegu. - Śmiało, możesz się wypowiedzieć. Nawet jeśli będą beznadziejne, zrozumiem to. Wspólnie coś wymyślimy, chociaż jeśli pozwolisz, mogę zrobić to sam. - Objął ją ramieniem i nachylił się, by być blisko jej ucha. - Możemy ewentualnie uczynić tak, że ja załatwię wszystko, a ty możesz ewentualnie podać mi szklankę wody gdy już skończę. Z dwoma kostkami lodu, góra trzema. Co ty na to?
Poklepał ją po ramieniu, widząc jej niepewny wyraz twarzy.
-Tylko żartuję złotko, nie rób takiej miny.
Praktycznie nie dawał jej dojść do słowa, ale było to u niego normalne. Zapach różanych perfum był ostry i wiercący w nosie, przezwyciężał nikły zapach potu. Zaraz odsunął się i poprawił po raz kolejny zwiewny szal.


<Naamio? Znowu to robię, sorry. Bb nie mam pomysłu co robić, więc gram na czas.>

8 lut 2017

Nymph CD Naamio

Misha rozpakowywał się powoli i starannie w ofiarowanym mu namiocie numer sześć. Przypadł mu do gustu ciepły i kolorowy wystrój małego pomieszczenia, w sumie gotowego pomieścić do czterech osób. Zasunął starannie płachtę przy wyjściu, by zimne nocne powietrze nie wpraszało się do środka. Starczyło mu to, by poczuć się przytulnie i bezpiecznie.
Jego wypchana po brzegi walizka podróżna leżała otwarta na łóżku, które sobie wybrał. Ciekaw był, z kim będzie w przyszłości dzielić namiot. Jak na razie towarzyszyła mu tylko martwa ćma wisząca pod sufitem i jego śliczne odbicie w lusterku stojącym przy łóżku.
Urzędował tu już co prawda parę dni, może tydzień, ale tak naprawdę odsypiał podróż i zwiedzał cyrk, zapoznając się z jego zakamarkami. Nie miał czasu, ochoty ani motywacji zaczepiać innych cyrkowców czy urządzić się w namiocie. Teraz jednak poczuł zastrzyk energii, chociaż księżyc zawisł już na niebie.
Zza materiału stanowiącego ściany słyszał cudze kroki, zgrzytające po cienkiej warstwie śniegu, powoli przymarzającego do skostniałej ziemi. Na szczęście chłód nie przenikał przez płachty, więc Misha mógł w spokoju zdjąć płaszcz i odwiesić go na oparcie łóżka. Zaraz roztarł knykcie i począł układać swoje ubrania i kostiumy w szafce, razem z książkami, kosmetykami i całą masą niezwykle potrzebnych pierdół.
Piasek w klepsydrze przesypywał się, a Rosjanin dalej układał pakunki na przeznaczonych im miejscach. Zastanawiał się przy tym nad paroma intrygującymi go sprawami. Bowiem z tego co wiedział, w tym cyrku znajdowało się już dosyć sporo akrobatów i linoskoczków. Z jednej strony obawiał się, że może wypaść gorzej na ich tle, lecz zaraz odpędzał tę myśl niczym natrętną muchę. Wolał wyobrażać sobie, jak reszcie rzedną miny na widok jego cudnego pokazu, jaki im urządzi. Nie będzie musiał dawać z siebie wszystkiego, bo i tak wszystko zrobi idealnie, o tak! Uśmiechał się coraz szerzej do siebie, z dużym zapałem układając karafki z perfumami na półce. Był tak rozgorączkowany rozmyślaniem o swoim zwycięstwie w nieistniejącej rywalizacji, że trochę z byt mocnym impetem stuknął buteleczką o drewnianą powierzchnię, aż zadzwoniło szkło. Wysoki dźwięk przywołał go do rzeczywistości. W porę. Wstał z kucek i otrzepał dłonie, choć nie miał na nich śladu kurzu.
Przyglądał się swojemu działu z niemałym zadowoleniem. Lubił gdy wszystko było ładnie poukładane. Uśmiechając się do siebie zsunął rękawy lnianej koszuli z łokci, wiedząc, że już zakończył tę jakże wyczerpującą walkę z bagażem. Przez dłuższą chwilę, wpatrując się w swoje lustrzane odbicie zastanawiał się co dalej. Z jednej strony z chęcią ułożyłby się na pościelonym schludnie łóżku, z drugiej wybrał na spacer do okolicznego parku czy poszedł na scenę, poćwiczyć na trapezie lub rozciągnąć się na macie. Zamiast tego jednak drgnął zaskoczony, mimowolnie unosząc lekko powieki i brwi, kierując twarz w stronę wyjścia namiotu, bowiem z dworu dobiegł jego uszu podniesiony głos jednego z szefujących w cyrku. Jakby na życzenie całkiem odechciało mu się wychodzić z ciepłego gniazdka. Skrzyżował ramiona buntowniczo, choć wołający nie mógł go widzieć. Mruknął pod nosem zrzędliwie, lecz mimo woli sięgnął po swój ukochany płaszcz, by zarzucić go choć na ramiona.
Nie zamierzał jednak rezygnować z upieszczenia swojego wyglądu, więc zerknął do lusterka, przeczesując grzywkę palcami dla poprawy jej artystycznego wyglądu i spryskał się dwa razy po szyi perfumami, o słodkim brzoskwiniowym zapachu. Mokra mgiełka unosiła się chwilę w powietrzu, łechcąc przyjemnie jego nos po czym zmieszała się z dusznym powietrzem namiotu. Nymph zadowolony swoim wyglądem, z resztą jak zawsze, poprawił kołnierz płaszcza i ruszył ku wyjściu.
Jak każdy wie, należy się trochę spóźnić na każde spotkanie, jeżeli chce się być zauważonym i zapewnić sobie idealne wejście. Niebieskookiemu zdawało się, że już swoje odczekał.
Rosjanin nie zwlekał już dłużej i rozsunął suwak, a chłodny powiew wiatru uderzył go w twarz niczym zimna, mokra rękawica. Nie przejął się tym jednak zbytnio, bowiem przyzwyczajony był do niskich temperatur, jakie panowały na Rosji.
Postąpił żwawo ku małemu zgromadzeniu. Wiele głów rozmawiało między sobą, a głosy łączyły się w jeden wielki mamrot, tak więc Misha niewiele zrozumiał. Poza tym, że tylko nieliczni odwrócili głowę w jego stronę. No cóż, strata tych, którzy nie spojrzeli. Przepchnął się przez tłumek, górując wzrostem i dotykając delikatnie cudzych ramion, powtarzając co rusz; "Przepraszam słońce, mogę przejść?", "Przepraszam", "Mogę?" aż do skutku, gdy dotarł w końcu na sam środeczek grupy. Teraz mógł wyraźnie słyszeć słowa wypowiadanie przez Pik'a. Z jego paplaniny wynikało, że mają pracować w grupach, nad nowym programem. Z ust niebieskowłosego wydobyło się zażenowane jęknięcie.
-O wiele lepiej pracuje mi się solo. - Stwierdził, choć tak naprawdę nie miał nic przeciwko duetom. Wsparł dłoń na biodrze, taksując mężczyznę spojrzeniem spod rzęs. Niech poczuje jak bardzo rozczarowany jest Misha, nawet jeżeli tylko udaje.
Nie zdążył powiedzieć nawet kolejnej zrzędliwej uwagi, bowiem jego wprawne ucho wyłapało gdzieś z tyłu swój pseudonim, wypowiadany przez jakąś dziewczynę z tłumu. Odwrócił się jak na komendę i utkwił spojrzenie w owej przedstawicielce płci pięknej. Pik zdążył się w tym czasie oddalić.
Rosjanin ruszył w kierunku nieznajomej, zaciskając dłonie na brzegu płaszcza, bowiem jeden z ostrzejszych podmuchów wiatru uparcie starał się zrzucić mu go z ramion. Ziemia była zdradliwa, ponieważ pokryta wieloma warstwami zamarzniętych opadów deszczu. Lód skrzył się w świetle porozwieszanych tu i ówdzie latarni. Może i był śliski, jednak nie za śliski dla Mishy. Nie zrezygnował z założenia swoich ulubionych wysokich butów na obcasie, choć przy takiej powierzchni nie było to zbyt bezpieczne. Jednak wyczuwał wprawnie każdą nierówność gruntu i z łatwością utrzymywał równowagę, nie mówiąc tu już w ogóle o ślizganiu się.
-Hej jestem Naamio, przygotujemy nieziemskie show prawda Nymph? - Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie. Najwyraźniej zależało jej na dobrym rozpoczęciu znajomości.
Uśmiechnął się sceptycznie, przykładając dłoń okrytą czarną rękawiczką do policzka.
-Jeszcze zobaczymy złotko, nie jestem pewien czy mi dorównasz. - Nie mówił tego w celu obrażenia jej, z jego punktu widzenia po prostu stwierdzał fakty. Zaraz postanowił łaskawie ją udobruchać. - Jednak jestem pewien, że mnie jeszcze czymś zaskoczysz.
Nie rozumiał celu zwoływania grupki wieczorem, kiedy każdy szykował się do łóżka. Co mieli niby teraz robić? Omawiać wspólny występ, będąc na wpół śpiącymi? Przechylił delikatnie głowę na bok, grzywka opadła mu na policzek.
-Nie wiem jak ty, ale ja bym się przespał. Chyba, że masz lepszy pomysł do zaproponowania. Nie marzy mi się dyskusja na temat występu o tak późnej godzinie. - Udał, że zerka na zegarek, w rzeczywistości wyimaginowany. - Ten cały... Pik, tak? Mówił, że te występy będą odgrywane podczas spektaklu, czy tylko dla zabawy, rywalizacji czy coś w ten deseń? Jakiś rodzaj kompetycji? - Wymownie oczyścił rękaw płaszcza z kłaczka, wskazując na to, że pyta nie z zainteresowania, prędzej by potrzymać rozmowę. 
<Naamio? Niestety nie mogę już dalej pisać, więc pozostawiam cię w kropce ;;)>

5 lut 2017

Nymph

 „Bisexuality immediately doubles your chances for a date on Saturday night"
Autor: Altalto