9 maj 2018

Smiley CD Vogel

Tak naprawdę nie miałam zamiaru wykosztować Vogel'a na śniadanie. Po prostu małe droczenie się z nim sprawiało, że nie mogłam przestać się śmiać. Zawsze jego gesty oraz wyrazy twarzy mnie rozbawiały. Przez drogę do jakiejś restauracji rozmawialiśmy na przeróżne tematy tym samym dobrze się bawiąc. Weszliśmy do pierwszej lepszej restauracji. Gdy tylko zasiedliśmy przy stoliku, kelner podszedł do nas wraz z kartą menu. Otworzyłam czerwoną książkę z menu w środku. Przejrzałam wszystkie strony. Vogel miał cały czas skierowany na mnie wzrok, a gdy tylko zapytałam się czy coś chce, kazał mi dalej wybierać. Poprosiłam kelnera o podejście. Vogel złożył zamówienie po czym nadeszła kolej na mnie.
- A dla panienki? Czy już wybrała? - zapytał się kelner na co ja przytaknełam głową. Spojrzałam się w menu, aby podjąć ostatecznie swoją decyzję co do wyboru.
- Tak więc, ja poproszę o lazanie jako danie główne, na deser lody, a do picia poproszę o zimny koktajl owocowy - kelner uśmiechnął się, tym samym zabierając od nas karty menu. - Czy coś się stało Vogel? - zapytałam, gdy zobaczyłam jego zaskoczony wyraz twarzy.
- Ja chyba ciebie nigdy nie pojme - odetchnął, a ja tylko się zaśmiałam. Nasze dania przyszły, a ich zapach rozniósł się koło nas. Podziękowałam kelnerowi za obsługę. Zaczęliśmy jeść.
- Ale to dobre! - uśmiechnęłam się po spróbowaniu pierwszego kęsa. - A jak twoje spaghetti? - spojrzałam się w stronę Vogel'a.
- Również dobre - odparł. Zabraliśmy się za kontynuowanie naszego dania. Po kilkunastu minutach nasze talerze były puste.
- Idę do łazienki, więc poczekaj na mnie z deserem. Jestem ciekaw co sobie zamówiłaś - uśmiechnął się Vogel, na co ja skinęłam głową z uśmiechem na twarzy. Kelner podszedł do mnie, zaczął zbliżać się do mnie coraz to bliżej.
- Przepraszam, ale czy mógłby pan odejść ? - zapytałam się trochę speszona.
- Przyniosę dla państwa deser - powiedział gdy tylko Vogel wrócił do stolika.
- Vogel... - zaczęłam robiąc oczka małego szczeniaka.
- Co jest? - spojrzał się na mnie.
- Czy mogę spróbować twoich naleśników? - zapytałam się lekko podnosząc kąciki swoich ust.

<Vogel?>

Lennie CD Nice

Wrócić do cyrku, wleźć do swojego namioty pożegnawszy się z dziewczyną, rzucić się na łóżko i zasnąć. Tak... zasnąć...
Odpłynąłem na chwilę w świat snu, przymykając lekko oczy i wyobrażając sobie moje plany na przyszłość.
- Ładny dzisiaj dzień będzie, co nie? - usłyszałem, ale nie odpowiadałem przez chwilę, bo pytanie to nie dotarło do mojego mózgu. Przez kilka sekund z zamkniętymi oczami i odchyloną do tyłu głową rozmarzyłem się o wygodnym posłaniu. Po jakichś sześciu sekundach jej słowa doszły do mojego móżdżku, otworzyłem oczy i spojrzałem na nią chwile otępiały.
- Ta... - odpowiedziałem przeciągle. Na chwilę zapomniałem sensu jej pytania. - Póki deszcz nie lunie, będzie dobrze - dodałem, by nie pomyślała, że nie mam ochoty na rozmowę. Musze przestać bujać w obłokach.
Przez chwilę trwała cisza. Popijałem cappuccino zastanawiając się, co powiedzieć.
- Musisz mi pokazać, co umiesz - odezwałem się w końcu. Różowo włosa spojrzała na mnie popijając swój napój. - Chętnie obejrzę, jak trenujesz ze zwierzętami. Może się czegoś nauczę? - Nice się uśmiechnęła. Ten wyraz twarzy pasował do jej łagodnej twarzyczki; w końcu "Nice" oznacza "Miły".
- Dopiero ćwiczę z nowym gepardem...
- Chętnie popatrzę. Jestem pewny, że nawet najmniejsza sztuczka mnie zadowoli - zapewniłem ją. Skinęła głową.
- A ty w zamian pokażesz kolejną sztuczkę - odezwała się nagle. Odsunąłem kubek od ust i wyszczerzyłem się głupkowato.
- A co chcesz zobaczyć? Mogę wyjąć wszystko z tego kapelusza - mówiąc to, wyciągnąłem z mojego odzienia wiewiórkę, którą włożyłem z powrotem. - Mogę zniknąć twój napój - machnąłem dłonią, zabrawszy jej kubek, który po chwili zniknął. Oddałem dziewczynie napój, trzymając go w drugiej ręce. - Albo... - zamilkłem, czekając na jej propozycję.

<Nice?>
Jak coś, to Lennie nienawidzi kawy - spoko, pierwsza zrobiłem ten głupi błąd xd

Vogel CD Smiley

Przetarłem oczy ze zdumienia, po czym jęknąłem niezadowolony, powtórnie lądując plecami na ziemi. Zasłoniłem twarz dłońmi i zacząłem się przewracać to w jedną stronę, to w drugą. Po kilku chwilach głęboko wzdychając, położyłem ręce obok mnie i zacząłem się wpatrywać w niebo, zastanawiając się w końcu, ile będzie mnie ten cały posiłek kosztował.Wypuściłem raz jeszcze powietrze z głośno słyszalnym świstem, a następnie dźwignąłem swoje ciało do góry przy pomocy łokci, przez co ponownie mogłem dostrzec dziewczynę, która mi się przypatrywała cała roześmiana. Zmarszczyłem brwi i pokazałem w jej stronę język, w tym samym momencie krzyżując ręce na piersi.
- Ty się tak nie śmiej! -powiedziałem oburzony kiedy tylko do moich uszu dobiegł jej śmiech -Jeszcze ci się odpłacę... I to jak! -mówiąc to, szybko podniosłem się z siadu.
Podszedłem do niej i otrzepując nogi, by następnie móc się na nią spojrzeć.
- Tak, tak Vogel -zaczęła klepać mnie po ramieniu -Kiedyś na pewno -mrugnęła do mnie, po czym odchrząknęła cicho -To co, idziemy?
Łapiąc się za tył głowy, skinąłem nią twierdząco, przez co obydwoje ruszyliśmy w stronę miasta. Między nami, choć pojawiały się krótkie wymiany zdań, panowała cisza, a była spowodowana tym, że zdenerwowały mnie jej słowa mówiące o tym, że zamówi tyle, że ledwo co się wypłacę. Bardzo mnie to niepokoiło.
Po kilkudziesięciu minutach w końcu dotarliśmy do jakieś prymitywnej restauracji, w której nie było zbyt wielu ludzi, choć wchodząc, widziałem kątem oka, że niektórzy z zewnątrz też chcą tutaj zjeść. Po tym jak weszliśmy, na chwilę zatrzymaliśmy się na samym środku lokalu, by móc dobrze wybrać stolik. Padło na drugi w kolejności od drzwi w środkowym rzędzie. Siadając na miejscu rozejrzałem się dokładniej po lokalu, gdyż było tu bardzo spokojnie. Nie były mi jednak dane długie obserwacje, gdyż dosłownie po chwili podszedł do nas kelner, który w ręku trzymał dwie karty dań. Zostawił nam je na stoliku, po czym odszedł do kolejnych gości, którzy również dopiero co usiedli. Złapałem za czerwoną książeczkę i otworzyłem na losowej stronie, gdzie moim oczom ukazały się dania makaronowe. Z zaciekawieniem czytałem kolejne nazwy, mocno zastanawiając się, jak w ogóle takie coś mogło powstać. Zmęczony poszukiwaniami zdecydowałem się na najlepsze wyjście, czyli spaghetti oraz drugie danie, którym były naleśniki z dodatkami. Wyjrzałem delikatnie zza karty by móc spojrzeć na nią. Miała wyraźnie skupiony wyraz twarzy, gdyż pewnie zastanawiała się nad wyborem, lecz nawet mimo to dostrzegła, że się jej przyglądam. Odruchowo zwęziłem oczy, przez co uniosła niepewnie kąciki ust.
- Czy coś nie tak Vogel? -mówiła już prawie przez śmiech.
- Nie... -wychrypiałem -Czytaj dalej... -uśmiechnąłem się i czym prędzej wróciłem do karty, lecz nie na długo, gdyż kiedy tylko powróciła wzrokiem do kartek, ja ponownie zacząłem ją obserwować.
Kiedy już jej wybieranie dobiegło końca, zawołała do nas nieopodal stojącego kelnera, który już do nas podchodząc przewertował swoje karteczki w małym notatniku. Kiedy tylko przy nas stanął, uśmiechnął się miło.
- Mam nadzieję, że nie musieli państwo długo czekać -zagadnął, następnie ciągnął dalej -Tak więc, czy mogę przyjąć już zamówienie?
- Oczywiście -odpowiedziałem pierwszy, przez co zwrócił się w moją stronę -Poproszę spaghetti bolognese oraz naleśniki z dodatkami.
Zapisując szybko każde słowa, cicho przytakiwał pod swoim nosem, a następnie zapytał się, czy to wszystko. Odpowiedziałem, że prosiłbym jeszcze o sok pomarańczowy i na tym kończy się moje zamówienie. Ten skinął głową i z równie ciepłym spojrzeniem zwrócił się do Smiley.
- A dla panienki? Czy już wybrała?
Dziewczyna skinęła głową i wracając spojrzeniem na kartę, zaczęła mówić.

<Smiley?>

7 maj 2018

Nice CD Lennie

Wróciliśmy do kawiarenki w której to byliśmy. W ostatniej chwili udało mi się zatrzymać kelnerke przed posprzątaniem naszych zamówień. Co prawda wszystko już ostatni, ale będąc tak głodnym jak to ja byłam, nie miałam nic przeciwko, aby zjeść coś zimnego. Wróciliśmy do swojego stolika, który to mieliśmy zajęty już wcześniej. Jako, że przez cały czas byliśmy cicho, ja odezwałam się tuż po tym jak wszystko z naszych talerzy zniknęło. Ciekawi mnie zawsze to dlaczego ktoś dołączył do cyrku no i jak zareagowali na to bliscy tej osoby. Lennie odpowiedział mi na zadane pytania, a czy to była prawda czy też kłamstw nie miało dla mnie za bardzo to znaczenia. Wreszcie każdy ma swoje powody.
 - A ty? Opowiadaj. Dlaczego tutaj dołączyłaś i jak zareagowali wszyscy? - zapytał się, a ja spojrzałam się w jego oczy.
- Dołączyłam do cyrku po obejrzeniu jednego z ich występów. Dziewczyna w różowych włosach mi najbardziej zainponowała wtedy, ale magik jaki występował wtedy oczarował mnie, a treserka zwierząt zainspirowała. - na samo wspomnienie o tamtejszym wieczorze na twarzy malował mi się uśmiech. - Wiesz trudno mi jest powiedzieć jak zareagowali wszyscy, bo zostawiłam im tylko mały liścik na swoim łóżku o swoich zamiarach. Dlatego nie wiem jaką reakcją ich była - zaśmiałam się trochę nerwowo.
- Czyli tak jakby uciekłaś z domu? - spojrzał się na mnie.
- Bym tak tego nie nazwała, ale zalicza się to pod ucieczkę. Bym powiedziała, że wkroczyłan w dorosłe życie na swój własny sposób - uśmiechnęłam się, a Lennie popił zimną kawę krzywiąc się przy tym. - Nie będzie lepiej zamówić nową kawę lub pójść po nią gdzieś indziej i wziąć ją na wynos? - podałam mu swoją propozycję, a on się zastanowił.
- Chyba masz rację - stwierdził, podziękowaliśmy następnie wyszliśmy z kawiarenki. Doszliśmy do pewnego miejsca w którym sprzedawali napoje zimne jak i te ciepłe. Lennie wziął kawę natomiast ja wzięłam zimny koktajl owocowy.
Już było ciepło, a co dopiero jak słońce wzejdzie całkowicie na niebo. Zauważyć można było, że wiosna zawitała do nas, a coraz to większymi krokami przychodzi do nas lato.
- Ładny dzisiaj dzień będzie, co nie? - spojrzałam się na niego. Wyglądał jakby nad czym rozmyślał.

<Lennie?>

6 maj 2018

Smiley CD Vogel

Dzisiejsza noc i słowa Vogel'a tylko uświadomiły jedną rzecz z którą od dłuższego walczyłam. Uczucie jakie go darzyłam było tym wyjątkowym uczuciem, którym jeszcze nikogo nie obdarzyłam. Spełniłam prośbę chłopaka i zostaliśmy dłużej. Szczerze mówią to trochę, aż za długo. Księżyc już znikał z horyzontu tak samo jak gwieździste niebo. Przesiedzieliśmy na pagórku prawie całą noc. Spojrzałam się w stronę Vogel'a. Nie zauważyłam kiedy zasnął. Wciąż mnie trzymał za dłoń. Na twarzy malował mi się uśmiech na samą myśl o dzisiejszym dniu który musiał przynieść coś dobrego. Nie miałam zamiaru przeszkadzać podczas snu chłopakowi, więc powróciłam do wpatrywania się w niebo, które było tak samo piękne. Może i granat z nieba znikał, a na jego miejsce wkradało się jaśniejsze, weselsze kolory to i tak dzisiejszy dzień zapadnie mi w pamięci.
Spojrzałam się na godzinę na swoim zegarku, który miałam na lewej ręce. Wskazywał on siódmą trzydzieści. Spojrzałam się na śpiącą twarzyczkę Vogel'a. Dłuższe kosmyki włosów opadały na jego twarzy. Delikatnie je odsunęłam.
- Wybacz, nie chciałam ciebie obudzić - powiedziałam cicho, gdy chłopak otworzył powoli oczy.
- To już ranek - powiedział zaspany, przecierając jedną ręką swoje zaspane oczy. - Przepraszam zasnąłem przez co spędziliśmy dzisiejszą noc pod gołym niebem - spojrzał się na mnie trochę zmartwionym wzrokiem, gdy zdał sobie sprawę z tego gdzie jesteśmy.
- Nic nie szkodzi. Sama zasnęłam - nie chciałam, aby czuł się winny.
- Bo ci akurat uwierzę - spojrzał się na mnie. - Powinnaś mnie obudzić. Dlaczego mnie nie obudziłaś? - spojrzał się na mnie tym swoim przenikliwym wzrokiem.
- Głodna jestem - mój brzuch uratował mnie przed odpowiedzią. - Skoro się wyspałeś, to możemy zejść z tej górki i pójść coś zjeść! - wstałam na równe nogi. - Jako, że ty zasnąłeś pierwszy to za karę stawiasz śniadanie - wskazałam na niego palcem. - Przygotuj się na spory wydatek! Zamówię tak dużo jedzenia ile zdołam zjeść i nawet więcej - uśmiechnęłam się szeroko.

<Vogel?>

Lennie CD Nice

Cicho się zaśmiałem.
- Lepiej wróćmy do tamtej kawiarenki, może jeszcze nie zabrali naszych dań - stwierdziłem. Wizja własnoręcznego ugotowania dania była dość pociągająca, w końcu w kuchni radziłem sobie jak nie jeden mistrz patelni i garnka, ale mimo wszystko nie miałem ochoty bawić się mąką i innymi przyprawami. W dalszym ciągu byłem nieco zmęczony, a walka z tym czymś tylko zabrała mi energię (chociaż podczas tego zadania czułem się pobudzony przez adrenalinę).
Ruszyliśmy w kierunku miasta w ciszy. Obydwoje byliśmy nieco zmęczeni, wiedziałem, że gdy wrócimy do cyrku, będę musiał się z nią rozstać i pójść do swojego namiotu, aby przespać popołudnie. Wieczorem poćwiczę, przed następnym występem. Powrót do miasta wydał się dłuższy, niż wyjście z niego. Mimo wszystko znaleźliśmy kawiarenkę z naszymi naleśnikami, które właśnie były wynoszone przez kelnerkę. Nice była szybsza, podbiegła do dziewczyny i odebrała jej nasze śniadanie. Kelnerka pomogła jej zanieść do stolika także napoje, które i tak były już zimne. Zajęliśmy swoje miejsce i zaczęliśmy pałaszować nasze zamówienie. Żadne z nas się nie odezwało, póki oba talerze nie były czyste.
- Tak właściwie, to czemu zdecydowałeś się dołączyć do cyrku? - zapytała. Wziąłem do ręki filiżankę i się napiłem chłodnawego napoju. Bo chciałem się gdzieś ukryć i dopasować.
- Chyba chciałem zwiedzić świat, czy coś - skłamałem. Przecież nie mogę jej powiedzieć, że zabiłem człowieka i teraz uciekam od wymiaru sprawiedliwości. Ja sam nie mogę się z tym jeszcze pogodzić, więc po co mam straszyć jednodniową znajomą?
- A rodzice? - Ciekawe, czy mnie jeszcze szukają.
- W sumie to nie mieli nic przeciwko - znowu ominąłem się z prawdą. Pewnie gdyby usłyszeli pomysł o dołączeniu do cyrku, starali by mi się to wybić z głowy, wszelkimi metodami. Moi rodzice mieli fisia na punkcie nauki, dlatego staram się o nich nie myśleć, bo wiem, że jako ich jedyny syn, zawiodłem po całej linii. Nigdy mi tego nie wybaczą. - A ty? Opowiadaj. Dlaczego tutaj dołączyłaś i jak zareagowali wszyscy? - zapytałem, by przerwać swoje kłamstwa.

<Nice?>

4 maj 2018

Mefoda CD Raion

Podniosłem lekko kącik ust. Nigdy nie podejrzewałbym takiej piękności o pracę z lwami. Bez żadnej widocznej blizny, ani nawet zadrapania. Albo zdecydowanie miała rękę do tych wielkich, drapieżnych kotów, albo też środki ostrożności przez nią stosowane mogłyby sprawdzić się wojsku podczas ogromnej wojny. Nie powiem, zaimponowała mi, ale bądźmy szczerzy - na zaawansowaną grupę to trzeba sobie zasłużyć. Spojrzałem na moment na jej sukienkę - przy najmniejszym powiewie wiatru materiał falował, co nadawało niezwykłej lekkości dziewczynie. Wydawała się taka krucha i delikatna, że po raz kolejny wyobrażając ją sobie przy wielkim i potężnym lwie, miałem ochotę głośno się roześmiać i czułem niepokój, jednocześnie.
Nieznajoma, a właściwie, to już znajoma, biła pewnością siebie. W jakiś sposób równocześnie nienagannością - czy to typowe włosy aniołka, choć trzeba stwierdzić, że w życiu podobnych nie widziałem, czy to nieskazitelna biel jej sukienki, czy też oczy. Bystre i wyjątkowe, nigdy nie spotkałem kogokolwiek z taką barwą tęczówki. Na myśl od razu przychodziły mi bzy - fioletowawe, o zapachu należącym do moich ulubionych. Tak, zdecydowanie te kwiaty są najwspanialsze ze wszystkich. No, i słoneczniki.
Boże, przy tej całej Raion czuję się jak baba. I tak też się zachowuję. Send help...?
Mimo wszystko chłód i opanowanie bijące od dziewczyny nieco zbiło mnie z tropu. O wyglądzie laleczki z porcelany, a charakterze Królowej Śniegu. Jeszcze jej zdziwienie dotyczącego tego buntu... Nigdy w życiu nikomu nie zaoponowała? Nie musiała powiedzieć stanowczego "nie", wykrzyczeć swoich prawd, wygrać sprzeczki?
Ma ogromne braki, oj tak.
- A więc jeśli zaproponowałbym ci wspólny, nie odmówiłabyś, bo w jakimś stopniu byłby to przejaw buntu? - spytałem, podnosząc lekko brew w lekko drwiącym, charakterystycznym już dla mnie geście. Na jej twarzy dostrzegłem grymas, świadczący o jej zniesmaczeniu do mojej osoby. Cóż, jeszcze się do mnie przekona. Albo będę mógł zapisać ją z dumą na koniec wciąż powiększającej się listy osób, które na mój widok chcą uciec w najbliższe krzaki i do końca życia już mnie unikać.
- Tego nie powiedziałam - oznajmiła wymijająco, a ja uniosłem wysoko brwi.
- Whoohoohoo, no proszę! - powiedziałem, już nie siląc się na coś w rodzaju "Jednak potrafisz powiedzieć "nie"". - No, ale wiesz, jakoś musisz wrócić do cyrku. Więc...tak się jakoś składa, że mamy ten sam cel końcowy. Co za pech - mój głos nabrał teatralnego brzmienia, podobnie jak końcowe westchnięcie. Niczym aktor przesadnie położyłem nogę na nogę i oparłem głowę na dłoni, spoczywającej na kolanie. Spoglądałem z jakby znudzeniem i wyczekiwaniem jednocześnie w stronę towarzyszki. Chociaż ciągle pozostawała niewzruszona, czułem się, jakby podświadomie już chciała mi przywalić. Ciekawe, czy bym w ogóle poczuł. Ona wydaje się naprawdę taka krucha i niewinna. W mojej głowie jednak zaświeciła się czerwona lampka. Idioto, ona wciąż pracuje z bestiami! Zdumiewające, wydawała mi się równie groźna co motyl... aż dziwne, że tak długo ta kwestia nie potrafiła się ulotnić z moich myśli.
- Możemy razem wrócić do cyrku, ale planowałam jeszcze chwilę tutaj posiedzieć - oznajmiła wręcz monotonnym głosem. Albo też tylko mi się tak wydawało. Zostać tutaj? Ale po co? Wzruszyłem tylko ramionami, wracając do normalnej pozycji. Odchyliłem się w tył, nogi luźno spuszczając wzdłuż szarego kamienia. Niebo przybierało pomarańczowe barwy. Zachody słońca są do dupy. Każdy kto widział jego wschód wie, o czym mowa. To właśnie on jest najpiękniejszy. Zachód słońca po prostu łatwiej zobaczyć, bo ludzie są zbyt leniwi i głupi żeby potrafić rano wstać. Ale co ja mam tutaj do powiedzenia, skoro sam czasem potrafię wstawać około szesnastej? Zwłaszcza po nocy pełnej wrażeń. No tak, facetowi to tylko jedno w głowie... Rzecz jasna chodziło o niezwykle barwny sen.
- Czyli lubisz zachody słońca, hmmm? Osobiście jakoś za nimi nie przepadam. Za nocą też - oznajmiam, patrząc przed siebie.
<Raion?>

Nice CD Lennie

Co prawda próbowałam zająć naszego gościa do momentu w którym to chłopak wymyśli jakiś plan, ale ta mała szkarada mnie zadziwiała. Co jak co, ale kule do kręgli były ciężkie oraz twarde, a to małe coś śmiało wbijało się w nie swoimi kłami. Gdy tylko Lennie wpadł na jeden z  pomysłów, aby wyprowadzić potworka z zatłoczonych uliczek, robiłam wszystko zgodnie z jego instrukcjami. Udało mi się go ostatecznie wyprowadzić w miejsce, którego nie znałam, ale nikogo do okoła nie było. 
Skupiona był i to cały czas, ale moje siły słabły. Nigdy nie używałam swojej mocy przez tak długi czas. Moje kule zniknęły, a do akcji wkroczył chłopak. 
Nie mogę powiedzieć nie, ale jego kulki mnie interesowały w dodatku w kolorach jakich były mnie najbardziej zauroczyły. Przez chwilę skupiłam się na kolorowych kulkach Lennie'go do momentu w którym musiałam pomóc zatrzymać małego potworka. Sama nie wiem kiedy, ale po wyciągnięciu kapelusza przez chłopaka, nasza mała szkarada zniknęła, chociaż do samego końca dzielnie walczyła. Gdy zapytałam się o to co się z nim stało. W odpowiedzi dostałam "Zniknął" nie wiedziałam czy mam się cieszyć czy też martwić, ale to miałam zamiar odstawić na bok. Usiadłam na ziemi w miejscu w którym obecnie stałam.
- Głodna jestem - powiedziałam gdy tylko mój brzuch się upomniał o jedzenie. Spojrzałam się na niebo, które było czyste. Promyki słońca próbowały się przedostać przez korony drzew, które były dość gęsto ulistnione. - Idziemy coś zjeść do tego samego miejsca albo innego, czy dajemy ponieść się naszemu talentowi gotowania z którym u mnie nie ciekawie? - spojrzałam na niego z uśmiechem na twarzy. 

<Lennie?> To jak będzie z tym śniadaniem?

Lennie CD Nice

Spojrzałem na nią, a następnie na dziwnego stwora. Skąd one tak właściwie się biorą? Może mają jakieś wielkie gniazdo, w głębi tajemniczej puszczy, w której każdy, kto śmie do niej wejść, ginie? A może są przyzywane przez jakiegoś potężnego maga, którego celem jest zawładnięcie całym światem i którego może tylko powstrzymać tak zwany wybraniec? Kiedyś czytałem książkę, w której dziwne straszne monstra były stwarzane przez ludzkie zło. Może tutaj też o to chodzi?
- Pik mówił, że najlepiej te stwory zabijać, ale nie zawsze jest to możliwe - stwierdziłem szybko. - Na pewno musimy go wyprowadzić z miasta - poleciłem. Nice skinęła głową. Po chwili to coś ruszyło w naszym kierunku. Instynktownie wyciągnąłem (wyczarowałem) z pod płaszcza malutkie kulki, które rzuciłem w stronę wroga. Automatycznie wybuchły przy jego czaszce, na chwilą go ogłuszając. Mieliśmy parę sekund.
- A masz pomysł, jak to coś stąd wybawić? - zamilkłem zastanawiając się. Gdy bestia się ocknęła, dziewczyna machnęła ręką, a kręgle uderzyły w jego ciało. Powaliło go to na ziemię. Gdy wstał, rzucił się na jej broń. W głowie przypomniała mi się zabawa z kotami.
- Chyba mam pomysł - powiedziałem szybko do Nice. Stwór był zajęty kulami. Na jednej stał, a drugą gryzł. Jego zęby okazały się być na tyle mocne, że jakimś cudem wgryzł się z ciężkie kule do kręgli. Teraz niebieska była pozginana, miała wgłębienia w wielu miejscach i nie wyglądała na zdatną do użytku.
- Jaki?
- To jak zabawa z kotem. Atakuj go jedną kulą i tocz je w kierunku lasu. Poleci za nimi - wytłumaczyłem. Nice skinęła głową i zabrała się do pracy.
Tak jak sądziłem, stwór leciał za jej kulami, a gdy się zaczynał tym nudzić i postanawiał atakować przechodniów, dziewczyna uderzała w niego drugą kulą i w ten sposób kontynuowała zabawę. Ja biegłem pierwszy, by wskazać jej najkrótszą drogę, czyli między budynkami, przez wielki plac do koszykówki i nie duży zaniedbany ogródek. Znaleźliśmy się na otwartej przestrzeni z dala od cywili.
- A co teraz? - w głosie dziewczyny usłyszałem zmęczenie, a kręgle zniknęły. Teraz to coś biegło w naszym kierunku, gdy zdało sobie sprawę, że nie ma tu nikogo innego.
- Stań z tyłu - poleciłem. Nice to zrobiła, a ja stanąłem na przeciwko tego czegoś. Zdjąłem kapelusz i wyjąłem z niego średniej wielkości kolorowe kulki. Zamiast rzucić je na ziemię, wyrzuciłem je wysoko w górę. Jedna pękła i wydawał z siebie głośny huk, który zwrócił uwagę wroga. To coś stanęło i przyglądało się kulkom, które zaczęły opadać. Gdy były nisko i prawie dotykały ziemi, zamieniły się w piękne gołębie, które ruszyły na to coś. Stwór próbował złapać któregoś z nich za pomocą pyska, ale gdy zaciskał zęby, one raptownie zamieniały się w kleistą maź, dzięki której nie mógł otworzyć pyska. Zaczął się cofać. - Pilnuj go z przodu - pobiegłem dookoła niego i gdy wylądowałem przy jego ogonie, przysunąłem kapelusz do jego tyłu i zacząłem go wciągać do swojego kapelusza. Chociaż się stawiał, zniknął w głębi mojego odzienia. Założyłem zadowolony kapelusz na głowę.
- Co się z nim stało? - zapytała Nice.
- Zniknął - odpowiedziałem spokojnie, jakby nic się nie wydarzyło. Gdy zapytała jakim cudem, odpowiedziałem, że magik nie wydaje swoich sekretów.
W rzeczywistości to coś na prawdę zniknęło. Czasem obieram teorię, że wszystko, co zniknie w moim kapeluszu, ląduje w jakiejś "nicości".

<Nice?>

Raion CD Mefoda

Chrupnęło. Zatrzeszczało i znów chrupnęło. Codzienna intensywna gimnastyka nie zawsze była przyjemna, a świadczyły o tym dźwięki wydawane przez moje kości, poddawane tym torturom. Podniosłam się z pozycji szpagatu, na koniec unosząc jedną nogę tak wysoko, że dotknęłam kolanem twarzy, potem to samo z drugą. Westchnęłam i uznałam, że ćwiczenia dobiegły końca. Poczułam przy swoich stopach coś miękkiego i ciepłego. Schyliłam się i pogłaskałam Kazu za uszami.
- Cześć, mój mały, koci słodziaku! - wymruczałam cicho.
Wstałam i usiadłam przy toaletce. Zmierzyłam wzrokiem swoje odbicie. Moje długie blond włosy były w nieładzie. Musiałam to natychmiast zmienić. Nie znosiłam bałaganu, zwłaszcza w swoim wyglądzie. Zaczęłam poranny rytuał czesania włosów i aplikowaniu na nie różnych odżywek. Potem jakieś kremy oczyszczające na skórę i gotowe. Jestem zadowolona ze swojej urody, więc nie stosuję makijażu. Nie rozumiem osób, które stosują go po to, by się upiększyć. Przecież wtedy jest się jakby kimś innym.
Po ogarnięciu się wzięłam puchaty, biały ręcznik i ruszyłam do łaźni. Po drodze wywnioskowałam z obserwacji, iż jest dość późna pora. To pewnie przez to, że siedziałam wczoraj do późna. Ciepła woda opływała moje ciało.
Po kąpieli, w swieżej, białej sukience, wybrałam się do Leona, cyrkowego lwa. Weszłam po cichu do namiotu ze zwierzętami i w oczy od razu rzuciła mi się gęsta grzywa kotowatego.
- Hm, może mały trening? - zapytałam, ale widząc, jak lew rozwala się w legowisku, uśmiechnęłam się tylko.
Pomiętosiłam jeszcze jego grzywę i wyszłam. Nudziło mi się strasznie, ale nagle zobaczyłam dość wysoki murek, z którego roztaczał się rozległy widok. Czemu nie. Wdrapałam się na niego z łatwością i zaczęłam obserwować okolicę. Podświadomie myslałam nad tym, co mogłabym zaprezentować na kolejnym występie, aż usłyszałam śmiech. Chyba za bardzo odpłynęłam, bo nawet nie zauważyłam, jak jakiś młody blondyn do mnie podszedł.
Spojrzałam na niego zaskoczona, a on, sądzac po jego wypowiedzi, uznał chyba, że się przestraszyłam.
- Nie, nie bardzo - uśmiechnęłam się delikatnie, patrząc na niego zaciekawiona.
- Też lubisz to miejsce? - zapytał, wskazując głową na murek.
- To zależy, bo dopiero co przyszłam, ot tak, tak sobie. Nigdy tu jeszcze nie przebywałam - wytłumaczyłam, patrząc w dal. No właśnie, większość ludzi zawsze miała jakieś ulubione miejscówki. A ja? Własnego namiotu i klatki lwa raczej nie można wyróżnić mianem "swojego" miejsca, prawda?
- Stąd można popatrzeć sobie na wszystko - stwierdził i klapnął obok mnie, co przyjęłam z kolejnym lekkim zaskoczeniem - Jestem Mefoda, właśnie mnie tu zatrudnili.
- Oh, to... gratulacje - na moje usta wpłynął lekko wymuszony uśmiech - Ja jestem Raion.
Spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
- To ma coś wspólnego z lwem? Brzmi jak angielskie "lion".
Tutaj też mnie zaskoczył, tyle że mile.
- Tak, to pojapońsku lew. Jestem... Hm, lwią akrobatką? Po prostu zajmuję się lwem i z nim występuję - wzruszyłam ramionami.
- O kurde, zaawansowana? - rzucił bez ogródek.
Nie powiem, pogrymasiłabym trochę na temat jego bezpośredniości, ale zamiast tego zrobiłam nieco chłodną minę i rzuciłam typową dla siebie gadkę kończącą temat:
- No widzisz.
Zerknął na mnie i lekko się speszył... A może zniesmaczył? Już na pierwszy rzut oka wygląda na osobę niepoważną i beztroską, nieprzejmującą się regułami. Ja natomiast posiadam tylko jedną z tych cech - bycie beztroskim, a i to w umiarze. Ale życie nauczyło mnie, że nie należy osądzać ludzi po pozorach, dlatego postanowiłam dać mu szansę.
- Co cię skłoniło do podjęcia pracy tutaj? - lubiłam znać powody lub od czego się coś zaczęło. No i może jego odpowiedź mnie po raz kolejny zaskoczy?
- Hm... W sumie nie dołączyłem tu tak sam od siebie - zaczął - Pik, ten gostek, po prostu do mnie przylazł i zaprponował pracę. A ja, że okej, że w sumie nie mam się gdzie podziać, no i bum, jestem - zakończył lakonicznie.
Milczałam przez chwilę, pukając się po policzku. Czyżby był w choć trochę podobnej sytuacji, co moja kilka lat temu? Może czegoś miał dosyć i przy najbliższej okazji postanowił coś zmienić, jak ja? Przypomniałam sobie, co mnie skłoniło do przeprowadzki swojego dotychczasowego życia do cyrku. Chęć zmiany i brak miejsca do życia. Bo w tamtej szkole na pewno bym nie została, a do rodziców też bym nie pojechała.
- Ja w sumie miałam podobnie - zaczęłam ostrożnie, bo nie przywykłam do tak szybkiego zdradzania swoich przeżyć (co w ogóle robię raczej rzadko), ale ta iskierka nadziei, że mamy podobnie, zwyciężyła - Znaczy, ja miałam... teoretycznie... gdzie się podziać, ale nie chciałam akurat tego "gdzieś".
Spojrzał na mnie z uznaniem.
- Mały bunt, co? - zapytał z iskierkami w oczach.
- W sumie... tak - stwierdziłam i zaskoczyłam tym samą siebie. Bunt u mnie? Ja? Wywołało to u mnie dziwne rozbawienie. Zaczęłam nagle cicho chichotać, aż przerodziło się to w wybuch śmiechu.
Mefoda to podchwycił i nie minęła nawet chwila, kiedy śmialiśmy się oboje.
- Zabawne, ja i bunt - otarłam łezkę.
- No, zawsze coś nowego - parsknął.
- Haha, rzeczywiście. Tylko dlaczego zdałam sobie z tego sprawę dopiero po kilku latach? - kaszlnęłam rozbawiona.
- Lepiej późno, niż wcale - stwierdził, a ja musiałam mu przyznać rację.

<Mefoda?> Nie zrażaj się na razie chłodem i niechęcią Raion, bo w sumie mają troszkę wspólnego w niektórych kwestiach i na pewno rozwinie się ciekawa historia, jak sądzę ^^