Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mefoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mefoda. Pokaż wszystkie posty

31 sie 2018

Mefoda CD Akuma

Czułem dumę z chłopaka, który właśnie zrobił ogromny krok do przodu. Musiało go to wiele kosztować, zwłaszcza że tak naprawdę to sam zrobił ten oto krok. Przypuszczałem, że będę musiał go namawiać wręcz siłą do jakiegokolwiek kęsa. Uśmiechnąłem się szeroko, po czym wciąż się szczerząc ugryzłem swoją bagietkę. Może i to nie jest pokarm bogów, ale i tak gdy jest się głodnym, smakuje. Chciałbym, żeby pierwszy porządny posiłek Akumy był wyższego poziomu - pierogi ( rzecz jasna polskie! ), spaghetti, pizza, kebab,... Nie, no żart. Te rzeczy są po prostu pyszne, jemu na pewno też by zasmakowały. Na pewno kiedyś je jadł. No, chyba że jego problemy ciągną się nie pierwszy rok... Miałem nadzieję, że kiedykolwiek mi o nich powie. Lepiej prędzej, niż później. To sprawa osobista, jednak zaufanie chłopaka byłoby naprawdę miłą odmianą. Co prawda ostatnio zaczął się przede mną otwierać, i to nawet bardzo. Nie mam pewności, czy ktokolwiek wie o nim tyle, co ja. No, i oczywiście on sam. To naprawdę wręcz zaszczyt móc widzieć go obok siebie, gdy mówi ci o swoich problemach i zwierza się z najgorszych myśli. Chociaż to wciąż pozostawił dla siebie. Nie na długo. Mam nadzieję...
- I jak? - spytałem, gdy przełknął zawartość ust. Był bardziej blady niż zwykle, nie miałem pojęcia, co sobie w tej chwili myśli. Spojrzał na mnie niepewnie, z jakby przestrachem w oczach. Poczułem mimo wszystko ukłucie w sercu, dziwny ścisk w jego okolicach. Przecież to tylko bułka, to nie jest jakoś mega kaloryczne... Co prawda kajzerka ma około trzysta kalorii, więc ile będzie mieć takie coś? Mimo wszystko, to i tak nie jest dużo. Miałem nadzieję, że on to dostrzega i postanowi zjeść dalej.
- To skomplikowane - oznajmił, a ja nie wiedziałem, że zawsze gdy to mówił, było z nim źle. Uśmiechnąłem się więc delikatnie, patrząc prosto w jego złote oczy, teraz jakby nieco wyblakłe. Nie wiem, skąd to podejrzenie, nie widziałem go nigdy wcześniej. Czy możliwe, że jego stan zdrowia pogorszył się do tego stopnia,że nawet oczy zmatowiały, poszarzały i straciły swój odwieczny blask?
- Naprostujmy sprawę, zjedz jeszcze trochę. Teraz, za minutę, czy tam pięć. Po prostu masz wziąć gryza. Naprawdę dobrze ci idzie i możesz być pewny, że jestem z ciebie dumny. Będę jeść razem z tobą, zrób to wtedy, gdy będziesz gotów -  powiedziałem, ostatnie zdanie mówiąc z jakby... wahaniem? Tak, chyba tak. Być może świadomość, że będziemy jeść razem, w dokładnie tym samym czasie, go nieco uspokoi? Pokiwał głową na potwierdzenie, oddalając jedzenie od twarzy i opuszczając je do lewej ręki. Poczucie żalu zdominowało mnie całego widząc, jak łatwo odpuścił. Miałem chociaż lekkie nadzieje, że będzie lepiej. Liczyłem na chociaż trzy gryzy na początek, ale to chyba za wiele. Chyba jest gorzej, niż myślałem... Cóż, nie będę go przecież pośpieszał, jeszcze by się zamknął w sobie, stracił moje zaufanie. Nie będę jak typowy tyran, mam zamiar obchodzić się z nim jak z jajkiem z głupią nadzieją, że to doceni.
Doceni?
Tak, chyba również i o to bi chodzi przez ten cały czas. Chciałbym zdobyć jego sympatię, chociaż chłopak chyba mnie już trochę polubił. A co, jeśli przez cały ten czas udaje? Jeśli mnie wykorzystuje? Zacisnąłem szczęki na tę możliwość. Cóż, i tak go nie zostawię. Ważne jest dla mnie jego dobro, a nie moje samopoczucie. Jeśli chciały mnie zmieszać z błotem, zgnoić, ośmieszyć przed całym światem, kopnąć gdy będę leżał, zranić, okłamać, zdradzić, wykorzystać - bardzo proszę. Niech tylko się wyleczy z tego cholerstwa. Anoreksja? Prawdopodobnie. Często w parze z bulimią. No, może nie często. Nie znam się na tym.
Czy ja się w nim zakochałem?
< Akuma? UA, przepraszam że dopiero teraz, nie zauważyłam posta ehh >

18 sie 2018

Mefoda CD Akuma

Nie miałem zamiaru patrzeć, jak chłopak się marnuje. Przecież on sobie niczym nie zasłużył na taki los, na ciągłe krzywdzenie siebie, na to wszystko. Nie mogłem mu po prostu na to wszystko pozwolić. Nawet jeśli to znaczyło, że się przed nim zbłaźnię i nawet okażę trochę więcej czułości i emocji, niż chciałbym tego normalnie. Być może właśnie bliskości drugiej osoby potrzebował, takich czułych zapewnień, jakie w sumie ciągle mu ostatnio dawałem.
- Wiesz, bagietka brzmi dobrze - odezwał się w końcu, a ja miałem ochotę zatańczyć taniec szczęścia na jego łóżku. Jednak wyglądałoby to dosyć źle, zwłaszcza w tej chwili. Jeszcze by odebrał to inaczej, niż chciałbym. Dlatego po prostu uśmiechnąłem się tak szeroko, jak chyba jeszcze nigdy dotąd. Pierwszy krok już zrobiony. Teraz jeszcze tylko jakieś pierdyliard takich.
Gdy tylko chłopak posprzątał, czy zrobił to, co tam uznał za potrzebne, udaliśmy się na miasto. Oczywiście, tak jak już sobie postanowiłem, nie odpuszczę mu tego posiłku. Podczas gdy on mówił, co chciałby zobaczyć i jak kiedyś to wszystko wyglądało, ja właściwie go nie słuchałem. Oczywiście, zwracałem uwagę na to, co mówił - naprawdę. Mógłbym powtórzyć każde jego słowo. Jednak co chwilę odbiegałem myślami do tego, co będzie, gdy jednak staniemy przy piekarni. A co, jeśli będzie chciał się wymigać? Siłą go nie potraktuję... To, co wcześniej było dla mnie pewne, teraz straciło jakby swoją podstawę, cały fundament i zaczęło się niebezpiecznie chwiać. Miałem wrażenie, jakbym właśnie na tym stał. A raczej próbował zachować równowagę, ale szło mi to coraz gorzej, trzeba przyznać. Gdy tylko dotarliśmy pod ( mój ) cel, miałem ochotę rzucić się pod najbliższy pojazd. Przecież on wydaje się jeszcze bardziej zestresowany, niż ja...
- Wiesz, że musisz coś zacząć jeść, prawda? - spytałem, patrząc na niego, gdy ten tępym wzrokiem wpatrywał się w drzwi do budynku. Gdy otwarły się i jakiś pan przez nie przeszedł, do moich nozdrzy uderzył zapach pieczywa. Delikatnie popchnąłem w przód stojącego przede mną chłopaka.
- No, już - mój głos był łagodny jak nigdy, co chyba podziałało, bo Akuma ruszył nieco do przodu. - Dasz radę, jestem pewny. Zobaczysz, będzie dobrze- mówiłem do niego, gdy ten się wahał, znowu stojąc w miejscu. W końcu jednak, wziął głęboki wdech - mogłem to dostrzec po uniesieniu ramion i ich opuszczeniu - po czym wszedł do środka. Przed nami stało około pięciu ludzi, miałem więc okazję jeszcze rozglądnąć się po wypiekach. Wiele z nich kusiło wyglądem, jednak będę jadł to samo, co chłopak. Przecież to musi być okropne uczucie, gdy ty nie chcesz tknąć suchej kromki, a ktoś obok je tak pysznego pączka z czekoladą i karmelową polewą. To musi być dla niego trudne, tak ciągle wszystkiego się wyrzekać... To będzie naprawdę gorsze, niż przypuszczałem... I dla mnie, i dla niego. Cóż, dla niego przede wszystkim, ale to chyba oczywiste.
- Jakby coś, to po mnie dojesz? - spytał, odwracając się do mnie przodem i spoglądając błagalnym wzrokiem. Uśmiechnąłem się łagodnie, by dodać mu otuchy, po czym skinąłem głową.
- Ale połowę zjeść musisz - postawiłem warunek. Westchnął, prawdopodobnie walcząc z samym sobą. Miałem nadzieję, że się zgodzi... W końcu plan był taki, by mu się polepszyło.

<Akuma?>

2 sie 2018

Mefoda CD Akuma

Będąc już w cyrku, szybko się rozstaliśmy. Myślałem jeszcze, czy czasem nie zabrać by go tak na coś do jedzenia na stołówkę, jednak postanowiłem, że zrobię to jutro. I tak wszystko by pewnie zwymiotował, jestem pewien, że to robi.
Skierowałem się do swojego namiotu, właśnie skończyłem ćwiczenia z moją kobyłą, która teraz skubie sobie trawę na wybiegu. Postanowiłem wziąć szybki prysznic, tak też zrobiłem. Czysty i odświeżony, sprawdziłem godzinę na wyświetlaczu telefonu - dochodziła czternasta. Może wpadłbym zobaczyć, co u Akumy? Być może już wrócił...
Zacząłem szukać jego namiotu, zdziwiłem się, gdy znalazłem go w części należącej do tych bardziej uzdolnionych artystów. Ciekawe, nie wydaje się być kimś, kto lubi pokazywać się przed publiką... Zapukałem w metal i odczekałem moment.
- Wejść! - rozległo się wołanie, a ja uśmiechnąłem się lekko i wszedłem do środka.
- Cześć - przywitałem się z chłopakiem, który stał do mnie tyłem. Odwrócił się szybko, spoglądając na mnie z niekrytym zaskoczeniem. Jego pies podreptał do mnie, obwąchując mnie dokładnie. Wyciągnąłem dłoń w jego stronę i zaczęłam głaskać go po łbie. Wygląda jak siedem nieszczęść, ale to w zasadzie całkiem przyjazny psiak.
- Umm, hej. Nie spodziewałem się ciebie, wybacz - oznajmił, pokazując porozwalane na łóżku rzeczy. Głównie ciuchy. Rozejrzałem się na boki i zdziwiłem się, nie dostrzegając żadnych osobistych rzeczy. Żadnych zdjęć, kwiatków, nawet telefonu, nic. Trochę dziwne. Może się jeszcze nie rozpakował? W końcu jest tutaj z powrotem dopiero od jakiegoś czasu...
- Nie przejmuj się, u mnie jest sto razy gorzej. Cud, jakbyś znalazł podłogę - zbyłem wszystko machnięciem dłoni. Zaśmiał się głośno, po czym wrócił do układania ubrań, w czym musiałem mu przeszkodzić. Składał je niedbale w kostkę, układając jedno na drugie.
- Widzę, że przegląd szafy aktualizowany - zaśmiałem się, a on jedynie prychnął, nie przerywając swojej czynności. Usiadłem na łóżku, jakbym nie robił tego dopiero pierwszy raz w życiu, przyglądając się jego ruchom. Starałem się odegnać od siebie myśli, że jestem tutaj tak wcześnie dlatego, że chciałem zobaczyć chłopaka wcześniej. Ale taka prawda. Boże, życie jest takie problematyczne...
- A więc? Co dzisiaj robimy? - spytałem energicznie, mając nadzieję, że tym razem to on coś wybierze. No, dawaj... Nie mamy wieczności!
- Sam nie wiem, a na co masz ochotę? Tylko proszę, żeby to nie wymagało dużego wysiłku, jest tak gorącooo... - przedłużył ostatni wyraz, przez co wydał się mi małym dzieckiem proszącym o coś swojego rodzica. Boże, chyba właśnie osiągnął skalę słodkości, gdy zamknął przy tym oczy. Westchnąłem na swoje zachowanie, jaki ma jestem debilem.
- No, to sam nie wiem. Możemy iść do parku, weźmiesz psa. Albo do kina. Albo po prostu na miasto, znowu do jakiejś kawiarni, albo na ławkę, czy coś - proponowałem, a on na chwilę się zastanowił.
- Chodźmy może na rynek? Chciałbym posłuchać, jak ktoś tam gra. Zawsze grali! - zaproponował, a ja uśmiechnąłem się szeroko, no bo w końcu podjął pierwszą samodzielną decyzję!
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że to zaproponowałeś - miałem ochotę skakać ze szczęścia, ale chyba bym go przestraszył. Zaśmiał się na moje dziecinne zachowanie, gdy pisnąłem po prostu na początku swojej wypowiedzi, niczym właśnie pięcioletnia dziewczynka, która dostałą wymarzoną lalkę na swoje urodziny. A tam.
- Też chciałeś tam iść? - spytał, a widząc radość wypisaną na jego twarzy, aż nie mogłem zaprzeczyć. Dobra, mieliśmy być ze sobą szczerzy, ale to jedno niewinne kłamstwo!
- I to jak! Kocham grajków ulicznych! - skłamałem. Zawsze rzucałem w nich chlebem. Tak, jestem skończonym dupkiem i idiotą, ale kurde... No właśnie? Ale co? Ale nic, po prostu jestem kretynem i tyle w temacie. Ale jeśli to jest to, na co on ma ochotę, to jasne. Po chwili wpadłem na jeszcze lepszy pomysł.
- Ale, kupujemy po bułce czy czymś innym do jedzenia i jemy, okay? - spytałem, a uśmiech natychmiast zniknął z jego twarzy. Kurde, proszę cię, zgódź się, no! To dla twojego dobra przecież jest!!!
- Nie może się obejść bez tego? Właśnie...
- Tylko mi nie mów, że właśnie jadłeś, bo oboje dobrze wiemy, że nie. Dlatego albo idziemy zjeść i do centrum, albo też w ogóle nie - postawiłem sprawę jasno, patrząc na niego chytrze. Nie wiem, czy szantaż do dobra metoda, ale jestem pewien, że zadziała.
< Akuma? >

1 sie 2018

Mefoda CD Akuma

Nie mogłem przestać się uśmiechać, on mi zaufał! Nareszcie, postanowił się przede mną otworzyć. Chociaż nic nie powiedział, to jednak pokazał, że nie wszystko jest dobrze i tym samym przyznał, że potrzebuje mojej pomocy. No, może nie konkretnie mojej, ale na pewno jakiejś pomocy...
Byłbym idiotą, gdybym nie zauważył, że ten chłopak stał się dla mnie kimś bliskim, dlatego muszę mu pomóc za wszelką cenę. To tak działa, prawda? Więc w czym problem? Ach, no tak. Bo, ja się chyba w nim zauroczyłem. Ale, do chuja, ja nie jestem gejem! Bi też nie mogę być! Boże w co ja się w pakowałem... Gdy widzę jego uśmiech, mam ochotę uśmiechać się do końca życia. Gdy jest blisko, czuję się dobrze. Gdy trzymałem go w objęciach, miałem wrażenie, jakbym trzymał w nim mój największy skarb. Ale, do ku*wy, przecież ja jetem hetero! HETERO! Może to coś w stylu bromance? Albo stał się dla mnie po prostu bardzo bliskim przyjacielem? Boże... Czemu uczucia muszą być takie trudne?
Schodziłem ostrożnie drabiną, gdy w końcu postawiłem bezpiecznie nogi na ziemi. Akumie zostało może z dziesięć szczebli. Poczekałem na niego, chcąc się upewnić, że bezpiecznie dotrze na grunt, a nie poprze spadnięcie, czy coś. Spojrzał na mnie na nowo mokrymi oczami, a ja poczułem ukłucie w sercu. Dlaczego on ciągle płacze?
- Coś się stało? - spytałem, podchodząc. Pociągnął nosem, nie odpowiedział. Bez słowa przytuliłem go, obejmując nieco mocniej, niż wcześniej, jednak wciąż zachowując ostrożność. Przecież on jest taki kruchy, taki niewinny. Chciałbym obronić go przed wszystkimi złymi rzeczami i ludźmi, przed nim samym. Przed wszystkim, co mogłoby zostawić choć rysę na jego ciele, duszy, sercu i psychice. No, proszę, jaki ja jestem poetycki dzisiaj. Gdy poczułem, jak jego ciało zaczyna się ponownie trząść, przytuliłem go mocniej.
- Nie zostawię cię, obiecuję. Od teraz będzie już tylko lepiej. Popracujemy nad tobą, będzie dobrze, zobaczysz. Jeszcze będziesz się szczerze uśmiechać codziennie - ugryzłem się w język, gdy miałem powiedzieć "skarbie". Do dziewczyny tam mogę, ale do chłopaka? Jeszcze by mnie uznał za pieprzonego homosia. Ehhh...
- Jaką mam pewność, że nie odejdziesz jak inni? - spytał, a ja poczułem, jakby ktoś dźgnął moje serce nożem. On mi nie ufa? Nie mogąc uwierzyć w jego słowa, stłumiłem w sobie krzyk i po prostu pozwoliłem, by parę łez wydostało się na światło dzienne.
- Każdy kiedyś odejdzie. Prędzej, czy później. Jednak możesz wiedzieć, że nie ważne, gdzie bym nie był, i tak będę z tobą. Nigdy cię nie opuszczę, zwłaszcza w potrzebie. Jeśli innym zależało na tobie, również nigdy cię nie opuszczą. Jeśli jednak opuścili, to chuj im w dupy, ja tego nie zrobię, możesz być pewien - zakończyłem swój monolog, a chłopak oderwał się od siebie, spoglądając mi prosto w moje oczy. Złoto jego tęczówek było teraz tak głębokie, jak złoto w świątyniach egipskich.
- Dlaczego płaczesz? - spytał, a ja uśmiechnął się smutno. Chciałem przejąć choć trochę jego bólu na siebie. Był taki niewinny, a taki silny, znosząc to wszystko. Jednak ile jego wątłe ciało może znieść, skoro tak silna psychika zaczęła się poddawać?
- Chyba po prostu martwię się o ważną dla mnie osobę i jednocześnie cholernie cieszę, że postanowiła mi zaufać - oznajmiłem ściszonym głosem, ponowie się do niego przytulając. Uśmiechałem się teraz jak głupi, bo właśnie przed chwilą, ON SIĘ UŚMIECHNĄŁ. Uśmiechnął się. Nie wymuszanie. Szczerze. Po raz pierwszy. Boże, on ma taki piękny uśmiech.
A ty debilne myśli.
< Akuma? No to się proobiłooooo >

Mefod CD Akuma

Debil, nie chciał wstać, to nie!
Nawet nie potrafię uwierzyć w to, że można być dorosłym i warzyć tyle, co nic. Dosłownie, przecież on jest lżejszy od typowej dziewczyny w pierwszej gimnazjum! Boże, coś ty sobie zrobił, Akuma...? Teraz to ja już mam stuprocentową pewność, że on ma ze sobą problemy. Nikt normalny nie może tyle ważyć! No, nie tyle normalny, co zdrowy.
- Chyba nie myślałeś, że cię zrzucę? - zaśmiałem się lekko, gdy ten schował się jeszcze bardziej. Starałem się ukryć to, jak bardzo się przestraszyłem jego wagi. Boże, muszę mu pomóc, za każdą cenę. Przecież on nie może tak dalej żyć!
- Zabiję cię - wymruczał, po czym odchylił lekko głowę, by spojrzeć, gdzie się znajdujemy. Stałem aktualnie na środku dachu, trzymając go w swoich ramionach w stylu panny młodej. Boże, jak on uroczo wygląda, tak słodko i niewinnie... Kurde... W jednej chwili chłopak pobladł jeszcze bardziej na jego już i tak jasnej twarzy, a ja ściągnąłem brwi.
- Coś nie tak? - spytałem i w jednej chwili pojąłem, o co mu chodzi, gdy zaczął się wyrywać.- Akuma, słuchaj mnie teraz uważnie. I, do cholery, przestać się wiercić! - podniosłem głos, a on momentalnie przestał, patrząc na mnie wzrokiem zbitego szczeniaka. Wziąłem głęboki oddech, trzeba zacząć nad nim pracę. Co mu, a raczej sobie, obiecałem, to zrobię i mam zamiar słowa dotrzymać.
- Słuchaj mnie teraz dobrze i uważnie, okay? Jesteś lekki niczym piórko. Nie spotkałem jeszcze osoby, która byłaby taka wysoka jak ty i była tak lekka. Uwierz mi, kiedyś ktoś nieco niższy od ciebie skoczył mi na ramiona i nie mogłem z nim ustać, a ciebie mógłbym nieść na jednej ręce i nadal byłoby to nietrudne. Musisz mi uwierzyć, że jesteś chudy. Nie szczupły, nie o poprawnej budowie ciała, jesteś ZA chudy. Nie możesz tego ciągnąć, naprawdę. Jesteś piękny i jeśli nadal będziesz się głodzić, możesz nawet się zagłodzić i proszę, nie rób mi tego. Zdążyłem cię polubić i nie chcę stracić nowego przyjaciela, okay? Zwłaszcza przez jego głupotę, bo nie widzi, jak bardzo jest wyniszczony i wciąż twierdzi, że nie osiągnął celu - mówiłem, a on spoglądał na mnie z palącymi polikami. No tak, może i moje wyznania momentami były dosyć dziwne, ale, ku*wa, nie mogę dłużej pozwolić na to, by się tak krzywdził. - Musisz mi uwierzyć, jesteś piękny i dalsze głodówki sprawią, że wyniszczysz się do końca.
- Ja... - zaczął, ale zrobił przerwę, gdyż w jego oczach zebrały się łzy. W jednej chwili przytulił się do mnie, płacząc głośno i mocząc mi ubranie. Objąłem go mocniej, opierając swoją głowę na jego.
- Ciii... nic nie mów, już jest dobrze. Spokojnie, wypłacz się, dobrze ci to zrobi. Jestem tu, nie zostawię cię. Możesz mi zaufać, możesz mi powiedzieć co tylko chcesz, ja cię zrozumiem. Jeśli nie chcesz mówić nic, niech tak będzie, po prostu daj mi sobie pomóc. Potrzebujesz pomocy, a ja ci ją dam i zobaczysz, że będzie już tylko dobrze. Nie dam cię skrzywdzić, jesteś już bezpieczny, rozumiesz? - mówiłem, czując dziwne ciepło w środku. Cieszyłem się, że chłopak się przełamał i w końcu zaczął mi okazywać to, co naprawdę czuje. - Musisz mi obiecać jednak jedno. Zero tajemnic. Gdy tylko się coś dzieje, przychodzisz do mnie i mi o tym mówisz, dobrze? - spytałem, a on nie odpowiedział, tylko rozpłakał się jeszcze bardziej. Zacząłem gładzić go dłonią po plecach, czując jego wystające kręgi. Boże, coś ty sobie zrobił... Poczułem, że w moich oczach także zaczęły zbierać się łzy. Jak ja mogłem zareagować dopiero teraz?
< Akuma? Ops, porobiło się ;P >

21 lip 2018

Mefoda CD Akuma

Zabiję cię za to XDDDDDD
Może i  poniosło mnie z tymi dłońmi, ale tego nie żałuję. No, może trochę, ale tylko dlatego, że chłopak był zmieszany moim dotykiem. Dobra, bardzo tego żałuję. Jaki ja jestem głupi! Co ja sobie myślałem, żeby łapać go za dłonie? Przecież to takie dla pedałów, no ja pie*dolę! Poczułem, że się rumienię, jednak na szczęście chłopak zajęty był zabawą własnymi palcami.  Zrobiło się naprawdę niezręcznie, więc dopiłem jedynie swoją kawę, po czym odezwałem się:
- Wypij do końca, weź kanapkę i idziemy. Masz jakiś pomysł, gdzie moglibyśmy jeszcze pójść? Czy na dzisiaj dajemy już sobie spokój? - spytałem, a on podniósł na mnie wzrok. Pokiwał jedynie głową, po czym wypił zawartość swojego kubka i złapał za bułkę. Chociaż tyle, że postanowił ją jednak wziąć.
- Chodźmy na dach takiego jednego budynku, fajne z niego widoki - zaproponowałem, a on spojrzał na mnie jak na idiotę.
- Chcesz, żebyśmy z niego skoczyli i popełnili zbiorowe samobójstwo, czy jak? - spytał, a ja zaśmiałem się jedynie.
- Tak, dokładnie tak, to właśnie planowałem kiedy tylko cię ujrzałem - powiedziałem ze śmiechem, a on prychnął jedynie, zakładając ręce na klatce piersiowej. Uniósł wysoko brodę i spoglądał na mnie spod przymrużonych powiek.
- Tak właśnie myślałem - znowu prychnął, jednak szybko wyszliśmy z kawiarni, by skierować się w niby drogę powrotną. Jednak w połowie skręciliśmy w prawo, gdzie ukazały się nam pewne schodki. Te właśnie schodki doprowadzą nas na sam szczyt, dosłownie. Co prawda szczyt bloku mieszkalnego, który ma cztery piętra, no ale jednak szczyt.
- To tutaj - oznajmiłem, wskazując dłonią na schodki. Było ich z dziesięć, z łatwością przez nie przeszliśmy, po czym oznajmiłem, że teraz trzeba iść drabiną. Byłą ona metalowa, przeczepiona do ściany, aż na sam dach.
- Jaja se robisz? Ty chyba serio chcesz nas zabić - mruknął, a ja prychnąłem jedynie, stawiając stopę na pierwszym stopniu i dłonie na jakimś innym, idealnie przed twarzą. Następnie zacząłem się wspinać do góry, mniej więcej w jednej czwartej drogi obejrzałem się za siebie, by ujrzeć jak Akuma daje bułkę do buzi, a sam idzie w moje ślady. Wariat, myślałem, że wymięknie. Będąc już na samej górze, odwróciłem się i poczekałem, aż sam nie wejdzie.
- Następnym razem wejdziemy klatką schodową, okay? - zaproponowałem, a on spojrzał na mnie i stanął jak wmurowany.
- Co? - spytał, a ja zaśmiałem się. Kocham ludzi w chu*a robić.- To tutaj jest klatka schodowa?! - uniósł głos, a ja zaśmiałem się głośno. Oczywiście, że jest, idioto.
- To blok mieszkalny - zaśmiałem się, a on pokazał mi środkowy palec. HAHAHAHAHA.
- Też cię kocham - uśmiechnąłem się najszerzej, jak tylko potrafiłem i zamknąłem przy tym oczy. Prychnął, mogłem się założyć, że i przewrócił oczyma. Jednak po chwili spojrzał przed siebie i zacmokał z aprobatą, widząc świat przed nami.
- No to niezłą sobie miejscówkę znalazłeś - przyznał, rozglądając się na boki. Modliłem się żeby nie zabrało mu się na przepychanki i tak dalej. - Możemy trochę tutaj posiedzieć i puścić muzykę - oznajmił, a ja pokiwałem głową na zgodę. W sumie to całkiem dobry pomysł. Usiadłem na chłodnym betonie, on zrobił to samo.
- Ty puść, nie wziąłem telefonu - oznajmił, a ja pokiwałem głową po raz kolejny i wyciągnąłem przedmiot. Wszedłem na YouTube, gdyż z piosenek z mojego telefonu dużo by mu nie spasowało. Podałem mu komórkę.
- Wybierz - oznajmiłem, a on uśmiechnął się delikatnie w moją stronę i równie ostrożnie chwycił Huawei w obie dłonie. Zdziwiłem się, gdy usłyszałem Black, jeden z ruskich rapsów.
- Słucham ich - oznajmił, gdy rzuciłem mu zdziwione spojrzenie. Oddał mi telefon, a ja położyłem go między nami, po czym sam się położyłem. Było mi zaskakująco wygodnie. Akuma zrobił po chwili to samo.
< Akuma? Lol, ja to robię klimaty XDDD >

Mefoda CD Akuma

Czekałem cierpliwie na Akumę, który wrócił po niecałych pięciu minutach. Jego twarz była dziwnie zaczerwieniona. Spojrzałem na niego zdziwiony i nim się powstrzymałem, rzuciłem:
- Gościu, konia tam waliłeś? - zaśmiałem się na końcu wypowiedzi, by pokazać, że żartowałem. On także się zaśmiał, sięgając po kubek kawy. Dlaczego był taki czerwony? Coś się tam stało? Spotkał kogoś, czy coś? Nie, przecież nikt nie wchodził i nie wychodził z toalety po nim. Dziwne...
- A teraz tak na poważnie, wszystko okay? - spytałem, patrząc na niego uważnie. Opuścił kubek z ust na kolano, przyglądając się mi niezrozumiałym dla mnie wzrokiem, jakby lekko zawiedzionym, zestresowany i Bóg wie, jakim jeszcze. Akuma prychnął jedynie zakładając nogę na nogę w taki sposób, że jego kostka opierała się na kolanie. Zagryzłem policzek od środka. Antoni, ogarnij dupę, nie myśl o tym. Skup się na pomaganiu mu.
- Jasne, że tak. Dlaczego pytasz? - spytał marszcząc brwi. Uniosłem brew. Nie ze mną te numery, boy.
- Nie pie*dol mi tutaj, tylko mów, co się stało - powiedziałem łagodnie, jednak stanowczo, ani na chwilę nie spuszczając z niego wzroku. On jednak spuścił swój na jakiś punkt na podłodze, a być może i kawę - nie byłem w stanie dostrzec, gdzie się patrzył.
- Nic się nie stało, serio - powiedział w końcu, ponownie podnosząc głowę i wbijając we mnie obojętne spojrzenie. Miałem ochotę do niego podejść, przytulić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze, że mi może zaufać, że mu pomogę, że ma u mnie wsparcie. No ale błagam, po pierwsze; to byłoby zbyt gejowskie, po drugie; kto normalny robi tak po takim krótkim czasie znajomości, a po trzecie; jak by na to zareagował?
- Mi możesz powiedzieć, naprawdę - Powiedziałem, jednak gdy odwrócił ponownie wzrok, miałem ochotę przywalić jemu, sobie i jeszcze komuś innemu. Do cholery, taj mi do siebie dotrzeć, a ci pomogę! Powiedz tylko, o co chodzi... Westchnąłem głęboko i długo. Odstawiłem kubek na blat stołu.
- Hej, popatrz na mnie - powiedziałem głębokim, ale łagodnym tonem głosu. Zupełnie, jakbym mówił do przerażonego dziecka. Zrobił to, jego oczy niebezpiecznie błyszczały. - Mi możesz powiedzieć o wszystkim. Jestem człowiekiem, który nie wyśmieje, nie dobije, a postara się pomóc, wysłucha i pocieszy. Jednak jeśli nie chcesz, to zrozumiem, nic na siłę. Ale pamiętaj, jeśli tylko chciałbyś z kimś porozmawiać, wbijaj do mnie - oznajmiłem, patrząc prosto w jego niezwykłe oczy. Jakby złote, kolor królów, czy jak? Takie piękne, niezwykłe.
 Ja pierdolę, co się ze mną dzieje???
< Wybacz że takie krótkie, ale stwierdziłam, że dalszą część powinnaś już napisać ty ♥ ;P )

Mefoda CD Akuma

Spojrzałem na chłopaka, i dosłownie zaparło mi wdech w piersiach. Dosłownie, wstrzymałem oddech, prawie upuszczając kubek z parującą cieczą. Światło świeczek z parapetu obok rzucało na jego twarz wręcz czerwonawą poświatę, włosy tego koloru, choć tysiąc razy intensywniejszego, tkwiły teraz w całkowitym nieładzie, odstając na każdą możliwą stronę i opadając na czoło. Jego oczy były zamknięte, powieki lekko drżały, co było widoczne dzięki długim rzęsom, mogłem się założyć, że gdyby miał je otwarte, zobaczyłbym radosne iskierki tańczące w jego niezwykłych oczach. Usta nadal spoczywały na lekko przechylonym kubku, pił powoli, jakby napawał się tą chwilą po raz ostatni w życiu. Wyglądał tak bardzo uroczo i pięknie, że nie mógłbym od niego oderwać oczu, gdyby nie fakt, że otworzył swoje. W momencie mnie zamurowało. Co to było? Poczułem wewnętrzną gonitwę uczuć, jak i myśli w umyśle. Nie jestem je*anym pedałem, nie ma mowy!!! To tylko tymczasowe upośledzenie. Chwila nieuwagi. Błąd życiowy na małą miarę, chyba wiadomo, o co chodzi, nie?
- Kocham kawę - wyznał po chwili, a ja spiąłem się na dźwięk jego głosu. Idioto, przecież nie widział twojego wzroku. Zamknięte oczy, zapomniałeś? Nie zauważył. Rozluźniłem się, uśmiechając przy tym lekko. Jest dobrze, uspokój się, kretynie.
- Widać - zaśmiałem się lekko na koniec, nadal nie spuszczając wzroku z czerwonowłosego. Oparł się o kanapę, kładąc kubek na udzie. Spojrzałem w tamtą stronę i poczułem wewnętrzny smutek tak duży, że nie da się tego wyrazić słowami. Kubek był dosłownie dwa razy szerszy niż normalne, ale mimo wszystko jedynie trochę większy od jego uda. Zacisnąłem szczęki, dlaczego on doprowadził się do takiego stanu? Co go do tego zmusiło? Już nie wierzę w te wszystkie brednie o chorobach żołądkowych i tak dalej. Tutaj jest coś poważnie nie tak, a ja muszę się dowiedzieć, co. Tylko jak? Przecież jak go zapytam, to się zamknie, jest jeszcze za wcześnie na takie wyznania. Być może prowadzi jakiś pamiętnik, czy coś? Wątpię, szczerze w to wątpię. Być może jakimiś innymi pytaniami zdobędę potrzebne informacje lub chociaż jakieś wskazówki?
- A więc, gdzie najbardziej lubisz tutaj jeść? - spytałem, bo przecież musiał mieć ulubiony lokal, czy chociażby piekarnię lub coś w tym rodzaju. Westchnął cicho, chyba mając dość tematu jedzenia. Huh? O co chodzi, bro?
- Wiesz, ostatnio byłem gdzieś tutaj na mieście z pół roku temu. Zwykle chodziłem do "Over the Rainbow" oraz "Good Day". Pierwsze to kawiarnia, drugie pizzeria. Aha, no i kebs, nie znam żadnej nazwy. Nie wiem czy to wszystko jeszcze funkcjonuje, ten kebab jest już prawdopodobnie zamknięty, bo gdy jeszcze do niego chodziłem, byłem jednym z nielicznych klientów - wytłumaczył, a ja zastanowiłem się na moment nad jego słowami. Lubił jeść, to widać. Znaczy, nie widać, w sensie... mniejsza z tym. Lubił jeść. Teraz nie je. Problemy żołądkowe, a zwłaszcza nietolerancje, nie biorą się chyba tak z dupy, prawda? Nie znam się na tym, ale chyba mam już pewność, że problem tkwi głębiej, prawdopodobnie w jego psychice.
- Znam "Good Day", chodzę tam od czasu do czasu. Możemy się kiedyś wybrać, podobno zmienili znowu menu - oznajmiłem, wpatrując się w kawę w swoim naczyniu. Obracałem nim powoli, patrząc jak malutka piana powoli obraca się przy sile cieczy.
- Kiedyś - zaznaczył, a ja znowu poczułem smutek i żal do niego. Dlaczego nie chciał tak po prostu zacząć jeść? Przecież to takie proste! W dodatku jest w takim stanie, że chudszym się nie da już być! Mogę się założyć, że gdybym ściągnął mu koszulkę, to... Znaczy, on by ją ściągnął. Tak, właśnie tak. Gdyby ON ściągnął swoją koszulkę, wystawałyby mu żebra, mógłbym je policzyć, a kości biodrowe sterczały na boki. Tak bardzo chciałem mu pomóc, ale nie mam bladego pojęcia, jak się za to zabrać. Stopniowo wdrążać go w normalny tryb życia? Od czasu gdzieś zabierać, przychodzić do jego namiotu i na powitanie rzucać w niego kanapką? To w sumie dobry pomysł...
< Akuma? Będęcię karmić na siłę hehehehehe >

17 lip 2018

Mefoda CD Raion

- Nie zeżre mnie? - spytałem, czując jak tracę wszelkie chęci do życia. Chociaż, pożyłbym trochę, w sumie. Dlatego, proszę weźcie mnie stąd! Nie chcę zostać z tą bestią sam na sam! Pewnie wyczuwa strach i się nim żywi, o Boże... Ugryzłem się w język, gdy miałem się spytać, czy nie mogę iść z nią. Człowieku, ogarnij dupę, nie dość że zabrzmiałbyś jak pedofil, to jeszcze jak ci*a. Dobra, raz kozie śmierć. Z tym problemem, że chyba mnie to czeka.
- Poczekam - stwierdziłem po chwili, udając, że wcale mnie nie rusza obecność tego bydlaka. Użryj mnie, a oddam. O ile to by coś w ogóle dało, no błagam. Gościu, schodzisz na psy. Z tym problemem, że koty nie lubią się z psami. A ten jest 43439 razy większy ode mnie. Send help?
- Jasne - odparła, po czym po chwili się oddaliła i znikła mi z oczu. Poczułem nagły napływ adrenaliny. Skocz na mnie, czy coś, a...no właśnie, a co? Sam na niego skoczysz? Brawo, debilu. W momencie, gdy lew przestał spoglądać w punkt, w którym jeszcze przed chwilą znajdowała się Raion, odwrócił się leniwie w moją stronę. Zacisnąłem pięści.
- Spie*dalaj - syknąłem twardo, ale cicho. Przenosiłem ciężar ciała z jednej nogi na drugą, żeby jakoś się odstresować, dodać odwagi i w razie czego być gotowym do ucieczki. Ale, skoro ona na co dzień pracowała z tym zwierzęciem, to może jednak nie jest ono takie groźne?
To lew, idioto.
Lew.
LEW.
Powinieneś dzwonić na policję, że trzymają tutaj takie zwierzęta, a nie. Nie dość, że niebezpieczne, to jeszcze wyrwane z ich naturalnego otoczenia. Biedak, ciekawe jak się tutaj dostał. Zabito mu rodziców, a potem zabrano do cyrku? Uratowano od śmierci, bo błąkał się sam po sawannach? Został zabrany z ZOO na potrzeby cyrku? To takie chore i  porąbane. Powinien sobie biegać i polować na króliki, czy co lwy tam jedzą. A tymczasem sterczy w jednym z namiotów cyrkowych i czeka na ćwiczenia. Zrobiło mi się szkoda futrzaka, fajny z niego ziomek. O ile nie ruszy się, dopóki jego opiekunka nie wróci. Na szczęście jeszcze nie musiałem nic robić przy nim, w końcu ja w tym cyrku jedynie pomagam artystom. Teoretycznie więc mógłbym i trafić na chociażby nakarmienie tego króla miejskiej dżungli.
- Już jestem! - odezwała się Raion, wracając przebrana. Sam nie wiem, ile jej nie było, ale na szczęście lew ani razu nie zbliżył się do mnie, a wręcz lekko oddalił. Jak on tam miał na imię...? Leoś? Bardzo oryginalne imię dla lwa, doprawdy. Kto mu je nadał, miał naprawdę pusty łeb. To jak nazwać psa Pimpek lub kota Mruczek. Żałosne.
- Widzę - mruknąłem, oddalając się od pary i opierając o jedną z metalowych konstrukcji podtrzymujących namiot. - Ćwiczycie tutaj, czy gdzie indziej? - dopytałem, nie wiedząc zbytnio, jak wyglądają te ich całe ćwiczenia. Podaj łapę? Waruj? Siad? Coś w tym stylu, czy raczej "Przeskocz przez ognistą obręcz ze mną na swoim grzbiecie"? To byłoby dosyć zabawne, muszę przyznać.
- Możemy iść do namiotu ćwiczebnego wybacz nie wiem jak to się nazywa ;-; - zaproponowała, a ja skinąłem głową. Zmiatałem go całego jakiś czas temu. Brudna robota jak zwykle dla mnie. Fajnie, co? Przynajmniej pieniądze za to dostaję. Zastanawiałem się, czy ten lew jej nie ucieknie, ale najwidoczniej się myliłem. Nie uciekł. Skubany, wie kto tu rządzi. Ale gdyby zobaczył jakąś wiewiórkę, psa, czy coś podobnego, to by się na to nie rzucił? Postanowiłem spytać.
- Ten lew nie ma instynktu drapieżnika, czy co? - odezwałem się, patrząc, jak spokojnie idzie obok swojej... współpracownicy?

< Raion? Wybacz, że tak długo skarb :'( )

Mefoda CD Akuma

Spojrzałem badawczo na chłopaka. Problemy żołądkowe? To poważne? Jeśli to one doprowadziły go do takiego stanu, to... Sam nie wiem, czy to tak naprawdę przez nie. I czy w ogóle je ma. Wydawał się o tym mówić szczerze, ale czy na pewno? Świat pełen jest zagadek, a on jest jedną wielką chodzącą zagadką. Potrzebuję Sherlocka, bo sobie chyba nie dam rady.
- Może to z głodu? - podsunąłem, a on prychnął. Posłałem mu zaskoczone spojrzenie, ale on wciąż patrzył przed siebie. Nie powiem, czerwony bardzo mu pasuje...
- Nie, na pewno nie - odpowiedział szybko. To trochę dziwne... Co ukrywasz, Akuma? Czym jest twój sekret?
- W takim razie nie wiem. Ale spróbuj trochę zjeść, może ci się polepszy. Chyba, że pójdziemy na coś łatwiejszego do przetrawienia. Nie wiem, jakieś kanapki, czy coś... - zaproponowałem, a on wydawał się brać pod uwagę mój pomysł. W końcu kiwnął głową na znak zgody.
- Tak, to chyba dobry pomysł - dodał po chwili z ulgą wyraźnie wypisaną w głosie. Posłałem mu badawcze spojrzenie. Chyba setny raz w ciągu tej minuty.
- W takim razie wiem, gdzie pójdziemy. Jest taka kawiarnia niedaleko, tak wszystko jest dobre i niedrogie. Może być? - spytałem, wciąż nie spuszczając z niego wzroku. Boże, spraw, bym się o nic nie potknął, nie przyrąbał w znak drogowy, czy też nie potrąciło mnie auto.
- Idealnie - uśmiechnął się szeroko, patrząc na mnie dziwnie. Jego oczy pozostały jakby... smutne? Tak, chyba tak. Dlaczego on się smucił? Co go tak przejęło? Coraz bardziej podejrzewałem, że coś z nim jest nie tak... Ale co? Przecież on wygląda jak anorektyk... A jeżeli ma anoreksję? Zacisnąłem szczęki, przyglądając się mu bacznie. Cóż, nie zachowuje się jak anorektyk. Ale czy można określić czyjś stan zdrowia psychicznego i fizycznego tylko poprzez jego zachowanie? Przecież on może tyle w sobie skrywać, ciągle udawać... To naprawdę smutne. Jeśli to faktycznie to, to nie mam bladego pojęcia, co doprowadziło go do takiego stanu. Zaczął tak z dupy się głodzić? Środowisko go do tego skłoniło? Rodzina? Przez jakieś inne problemy psychiczne?
- To tutaj - odezwaliśmy się w tym samym momencie, gdy naszym oczom ukazał się kolorowy napis neonowy. Zaśmiałem się, czyli nie tylko ja tutaj przychodziłem? Chociaż, zawsze brałem i od razu wychodziłem. Teraz mam zamiar zostać trochę środku i skłonić go do zjedzenia jakiegoś ciasta. Cóż, chyba że faktycznie ma jakieś problemy żołądkowe. W co szczerze wątpię.
- A więc kanapkę, hmm? Z czym chcesz? - spytałem.
- To samo co ty - uśmiechnął się chytrze, a ja krzyknąłem z irytacji w duchu. Człowieku, ale ty mnie wku*wiasz. Jedynie przewróciłem oczami na ten tekst. Może chociaż napój sobie wybierze.
- A do picia? - dopytałem, ustawiając się w kolejce. Bez zastanowienia odparł, że kawę z mlekiem. Uśmiechnąłem się delikatnie, przynajmniej tego jest pewien. To dobrze. Podszedłem do lady i złożyłem zamówienie, oboje braliśmy to samo. Podałem kasjerce pieniądze, która przyglądała się bacznie Akumie, niczym jakiemuś bogowi. Poczułem nieprzyjemne uczucie w środku, ale nie byłem pewien, co to było. Mniejsza z tym. Chwyciliśmy bułki i skierowaliśmy się na tył kawiarni, gdzie usiedliśmy naprzeciwko siebie przy oknie. Na szczęście mieli tutaj kanapy, więc mogłem wygodnie się rozłożyć i zacząć jeść. Rzuciłem ukradkowe spojrzenie chłopakowi, udając, że jestem zainteresowany wyłącznie bułką. Spoglądał niepewnie w stronę trzymanego posiłku. Bo zaraz nie wytrzymam, jedz to, idioto!
< Akuma? Lalalalala >

4 lip 2018

Mefoda CD Akuma

Prychnąłem pod nosem. Już zachciało mu się wracać...? W sumie, cze go ja bym się spodziewał? Chłopak jest chudy, a nawet bardzo chudy już na pierwszy rzut oka i na pewno chłodna woda nie jest jego przyjacielem. To było do przewiedzenia, ale hej, sam zaproponował wypad nad rzekę!
- No dobra - mruknąłem nieco zrezygnowany, po czym zacząłem jeszcze nieco polewać sierść Wołgi wodą, by chociaż trochę się ochłodziła. Dłońmi jeździłem po jej grzbiecie, rozprowadzając ciecz, podczas gdy Akuma zdołał dwa razy wyjść i wejść do wody, bo na zewnątrz było mu zbyt zimno, ale woda też nie za ciekawa, jak to sam powiedział. Zmarzluch.
- Okay, już idziemy - zaśmiałem się, gdy czerwonowłosy spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Jak on to miał na imię? Nie pamiętam... Boże, jak trudno zapamiętać japońskie nazwiska, ugh... Chyba, że rodzice go nie kochali i postanowili upośledzić jego życie jeszcze bardziej i nadać mu naprawdę porąbane imię. W ogóle, to słyszałem, że w Japonii, czy tam w Chinach, ludzie przedstawiają najpierw swoje nazwisko, a dopiero potem imię. Dziwny nawyk, ale cóż... Przestawienie się z jednego na drugie mogło być dla niego kłopotliwe. Chociaż... Boże, nad czym ja myślę??? Serio, Antoni, serio??? Zacząłem powoli wyprowadzać konia z wody. Musiałem przyznać, że na zewnątrz faktycznie było zimno. No, ale po paru minutach spaceru może już nie będzie tak źle... Wyszedłem z wody, po czym otrzepałem się szybko.
- Wyglądałeś jak pies - mruknął chłopak, a ja posłałem mu mordercze spojrzenie. Psy to życie, ale gościu, nie porównuj mnie do psa. Ogółem nienawidzę, gdy ktoś mnie do czegoś lub kogoś porównuje. Nie ważne, czy w dobrych intencjach, czy też złych. Jestem po prostu sobą, a nie je*anym psem, ciężarówką, cysterną, czy Vanem Dieselem. Do murzynów to ja nie należę, zdecydowanie. Raczej bladych niczym ściany wampirów.
- Tsaaa - mruknąłem jedynie z niechęcią, ściągając przez głowę koszulkę. Przemoczony materiał położyłem na grzbiecie konia, niczym jakiś czaprak. Spojrzałem wyczekująco na Akumę, który spojrzał na mnie jak na idiotę.
- O co ci chodzi? - spytał, a ja wzruszyłem ramionami, przybierając obojętną minę.
- Wiesz, będzie ci niewygodnie w mokrym ubraniu. Jak nie chcesz, to luz - powiedziałem jedynie, czekając na jego decyzję jeszcze parę chwil. Prychnął, unosząc wysoko brwi i zakładając ramiona na piersi.
- Czy ty właśnie namawiasz mnie do rozebrania się? - spytał chytrze, a ja przybiłem sobie facepalma. Nie wiem, czy jestem tępy, czy co, ale jak sobie teraz myślę, to to faktycznie tak zabrzmiało.
- Nie było tematu - burknąłem cicho, podziwiając swoją głupotę. Zaśmiał się jedynie, podnosząc dłonie w geście niewinności.
- Jasne, jasne, Romeo. W każdym razie nie, nie ściągam koszulki, bo wtedy to naprawdę umrę z zimna - wytłumaczył, a ja przekręciłem oczyma.
- To tak nie działa, Igarashi - tak, zapamiętałem jego nazwisko. Jest o wiele łatwiejsze od imienia. Ciekawe, czy jego rodzice szukali go w słowniku, czy jak...?
- No i co z tego? - spytał, wyraźnie zirytowany. Prychnąłem jedynie, po czym oboje skierowaliśmy się w stronę powrotną. - Robimy coś jeszcze, czy jak? Bo mieliśmy siedzieć tutaj dłużej, ale cóż... Nie pykło - uśmiechnął się niewinnie. Ta, nie pykło. Ciekawe, dlaczego? Pff.
- Wiesz, to już zależy od ciebie. Mieliśmy iść coś zjeść, no nie? - spytałem, patrząc na niego.
- Serio? Nie przypominam sobie, żebyśmy uzgadniali coś takiego - spojrzałem na niego jeszcze bardziej uważnie. Albo to mi się coś porąbało we łbie, albo faktycznie jednak mieliśmy iść na to jedzenie, a to on próbuje się z niego wymigać. Tylko dlaczego? Może nie lubi tutejszego jedzenia? Albo ma uczulenie? Albo to coś związanego z czymś bardziej osobistym. Gościu jest chudy jak patyk i wątpię, żeby to było spowodowane uczuleniem, brakiem apetytu, czy coś. Być może coś jest nie tak z jego psychiką, zdrowiem, albo portfelem. Nie wykluczam nic. W końcu znamy się od niedawna, więc...
- Aaaa tam, pójdziemy na miasto coś zjeść - oznajmiłem.
- Bo? - spytał, ponownie krzyżując ręce. Ehh, jaki on bywa irytujący! Może dlatego, że jesteś chodzącym szkieletem??? I nic nie jesz???
- Stawiam - oznajmiłem, a on przygryzł wargę, chyba rozważając taką opcję. Zgódź się, noooo... - Pójdziemy na co tylko chcesz, mam ochotę na wszystko - dodałem, chcąc go przekonać.
- No dobra... - zgodził się w końcu, ale z wyraźną niechęcią wypisaną na twarzy.

< Akuma? >

21 cze 2018

Mefoda CD Akuma

Zaśmiałem się głośno, patrząc na czerwonowłosego. Jego skóra przypominała teraz kolorem właśnie te włosy - czy to ze złości, czy też z braku powietrza. Mniejsza z tym, wyglądał naprawdę komicznie. Rzucił mi mordercze spojrzenie.
- No już, już. Nie pozwoliłbym ci się utopić - powiedziałem, gdy wyglądał na serio obrażonego. Już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale go uprzedziłem, kontynuując swoją wypowiedź. - W każdym razie nie na takiej płyciźnie. Ludzie śmialiby się z ciebie, że utonąłeś w wodzie nie się gającej kolan. Widzisz, jak o ciebie dbam? - spytałem z szerokim uśmiechem, przymykając oczy. Kątem oka dostrzegłem, że przewrócił oczyma, wskazując po chwili dłonią za mnie.
- Koń ci spie*dala - usłyszałem i od razu się odwróciłem. Cholera, faktycznie. Zapomniałem o niej. Podbiegłem do klaczy, która stała jakoś dziesięć metrów od nas w wodzie, pijąc ją ze spokojem. Droga trwała długo, gdyż bieganie w coraz to głębszej wodzie jest naprawdę uciążliwe, możecie mi wierzyć. Gdy w końcu do niej dotarłem, byłem zanurzony do łokcia, za to mojej towarzyszce ledwo zmoknął brzuch.Chwyciłem za sznur i zacząłem ją ciągnąć z powrotem, a ona bez oporu ruszyła za mną. Dno było pokryte kamieniami, bez żadnych niespodzianek, dzięki czemu mogłem być spokojny, że klacz nie zahaczy o żadną gałąź, czy inne tego typu gówno. Woda była tak przeźroczysta, że widziałem bez problemu całe dno. Zero ryb, ku mojemu zdziwieniu. Może tu, w Anglii, rzadko się jakieś spotyka? Nie byłem pewien i jakoś specjalnie mnie to nie obchodziło.
-No proszę, jaki z ciebie ratownik - usłyszałem głos Akumy. Podniosłem wzrok spod własnych nóg i wystawiłem mu środkowy palec, uśmiechając się przy tym chytrze.
- Zimno mi - stwierdził po chwili, gdy do niego dotarłem. Pogłaskał klacz po łbie, a ta poddała się jego pieszczotom. Uśmiechnąłem się lekko, ich dwójka wyglądała naprawdę uroczo razem.
- Patrz, nie upie*doliła ci palców - kpiłem sobie z niego, a ten ponownie przewrócił oczyma.
- Ha. Ha. Ha - powiedział sarkastycznie. A gdzie to słynne "Ale śmieszne"? Dopiero teraz zauważyłem ,co powiedział parę sekund temu. Jakim cudem mogło mu być zimno? Przecież jest taki skwar, w woda jest taka przyjemna!!!
- Ale z ciebie pizda - prychnąłem, a on nie spytał o co mi chodzi, więc chyba załapał.
- Przynajmniej na mnie istnieje jakieś określenie - odparował. Wow, tego się po tobie nie spodziewałem, gościu. W ogóle, jak on ma na imię? Postanowiłem spytać.
- Jak się nazywasz, tak naprawdę? - spojrzał na mnie, nie zwracając uwagi na zmianę tematu.
- Hayato Igarashi - oznajmił. O ku*wa. Chinol.
- Antek Piwowarczyk - wyciągnąłem rękę, a ten parsknął śmiechem, jednak uścisnął dłoń.
- Miło mi - powiedział.
- A mi nie - odparłem, na co mnie ochlapał. O ty pimpek...
< Akuma? Nie mam pomysłu na opo nie bijjjj >

16 cze 2018

Mefoda CD Akuma

Serce tłukło się w mojej piersi, jakby zaraz miało z niej wyskoczyć, przebijając się przez żebra. Sparaliżowany stałem tak, nie wiedząc co zrobić, gdy koń wyrzucił do przodu nogi, rzucając dziko głową i rżąc głośno. Ocknąłem się dopiero w momencie, gdy Akuma krzyknął cicho. Jeśli coś by się mu stało, nie darowałbym sobie tego.
- Wołga! - zawołałem i nie wiem, czy na moje polecenie, czy też z własnych chęci, klacz stanęła na ziemi wszystkimi odnóżami. Mimo tego nie uspokoiła się, wydawała się bardziej zdenerwowana, niż spanikowana. Jakbym zrobił coś nie tak. A może zrobiłem? Nie byłem pewien. Oddaliłem się nieco, by dać zwierzęciu przestrzeń i pokazać, że nie mam zamiaru zrobić jej nic złego. Ta przebierała kopytami w miejscu sprawiając, że trawa była wyrzucana w powietrze. Zarżała głośno, stawiając małego dęba.
- Ciichooo... - mówiłem do niej kojącym głosem. Gdy nieco się uspokoiła, zacząłem bardzo powoli podchodzić, stale przemawiając do niej spokojnym i opanowanym głosem, chociaż w środku drżałem niczym małe dziecko. Nie miałem bladego pojęcia, co w nią wstąpiło, ale to już druga akcja w tym tygodniu. Być może jest chora? Albo boi się lisów, czy czegoś podobnego? Są gdzieś tutaj w ogóle lisy?
- Co jej odje*ało? - spytał Akuma, a ja popatrzyłem na niego, był cały blady, jego głos "chwiał" się niczym u pijaka. Wyglądał na takiego bezbronnego, wystraszonego, nawet mimo Shiro - tak, zapamiętałem w końcu jego imię, ale to nie oznacza, że potrafię je wymówić - który stał obok niego, bacznie przyglądając się Wołdze. Lub mi. Trudno było dostrzec prawdziwy punkt skupienia jego uwagi. Ale on ma porąbane oczy, jak na haju.
- Nie mam bladego pojęcia. Może przestraszyła się czegoś za drzewami... - nie potrafiłem zrozumieć zachowania klaczy i zbytnio się w to nie zgłębiałem, bo po co? Jednak twarz chłopaka pozostała jakby skupiona. Serio, aż tak się tym przejął? Nie wierzę w tego gościa... Ręce opadają.
- Spokojnie, konie tak czasem mają - wytłumaczyłem, wspominając parę przypadków, gdy zwierzę z dupy zaczęło wierzgać, skakać, drzeć się jakby je obdzierano ze skóry, czy też nawet kopać lub gryźć. Te bestie potrafią kopnąć, uwierzcie. Cud, jeśli przeżyje się taki cios. Może to i brzmi śmiesznie, ale jeśli koń stanie ci na palcach, masz już po nich.
- To nie zmienia faktu, że to było dziwne. Może skończysz już to lonżowanie i pójdziemy nad rzekę? - spytał, a ja westchnąłem jedynie na zmianę tematu. Je*any manipulant. Pokiwałem głową na znak, że się zgadzam, po czym  powoli zacząłem podchodzić do klaczy, która już stała spokojnie parę metrów ode mnie. Ku mojej uldze, dała się pogłaskać po łbie, a potem po szyi. Kreśliłem małe kółka na jej sierści, co nieco ją uspokoiło - rozluźniła mięśnie i położyła jedną z tylnych nóg na szpicu kopyta. Opuściła nieznacznie łeb, patrzyła przed siebie sp[od przymrużonych powiek. Oddychała już normalnie, a wręcz jej oddech stał się wydłużony. Spa?
- Pójdziesz po tą linę, którą przywiązywałeś ją do boksu? - spytałem, już nie chcąc wdrążać do jego życia nazw, których i tak nie zapamięta. Pokiwał głową, a ja odpiąłem lonżę, trzymając za kantar. Po chwili i Akuma, i Shiro wyłonili się ze stajni z czarnym sznurem. Podał mi go, a ja podpiąłem go do metalowego kółeczka.
Droga do rzeki upłynęła szybko, z początku kolega był zdziwiony, że nie jadę na Wołdze, ale powiedziałem mu, że nie wszędzie trzeba jechać na koniu.
< Akuma? >

3 cze 2018

Mefoda CD Akuma

- Cóż, włącz w takim razie coś z Youtube - zaproponowałem, ale on wydawał się niepewny. Spojrzał na mnie ukradkiem, a ja nie potrafiłem odgadnąć, co kryje się w tej pustej łepetynie. Ale skoro coś tam jest, to nie może być pusta... Mniejsza z tym. I tak jest tępy i nic tego nie zmieni. Ale się dobraliśmy, no proszę, dwóch idiotów w idiotycznym świecie niespełnionych obietnic i złamanych przykazań. Ale w końcu zasady są po to, by je łamać, prawda? Usłyszałem po chwili znaną mi melodię - ZEUS - Siewca. Spojrzałem zdziwiony na Akumę, jednak zdecydował się na polskie nuty?
- Chcę spróbować czegoś nowego - wyjaśnił, a ja jedynie pokiwałem głową, próbując wymusić na Wołdze posłuszeństwa i przejścia do kłusa. Zarżała cicho, kręcąc na boki łbem. Czasami jej nie ogarniam, naprawdę. Ciągle ma jakieś problemy, wierzga, nie daje do siebie podejść, czy też gryzie bez większego powodu. Być może w przeszłości ktoś źle ją traktował, ale wątpię, gdyż brała udział w wielu wyścigach i zdawała się naprawdę posłuszna. Dlaczego akurat przy mnie jej odbija? Może robię coś, co ją drażni, a nawet tego nie zauważam... Ewentualnie mnie nie polubiła. Kiepska sprawa, jak tak dalej pójdzie, również ją znielubię.
- Fajna melodia ale nic nie rozumiem. W dodatku gość brzmi, jakby miał wypluć sobie płuca - parsknąłem jedynie. Polski przez wiele narodów uważany jest za piekielny język, ale szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, by mówić w jakimś innym. Taki ze mnie patriota. Tylko polski język, polskie piosenki, polskie drogi.
Zabawne. Usłyszałem kolejną piosenkę, tym razem nie mogłem powstrzymać śmiechu. Ganja Mafia Pole Marysi. Boże, gościu, jak dobrze że to usłyszysz. Szkoda tylko, że nie zrozumiesz ani słowa.
- U was zawsze grają na akordeonie? - spytał, a ja zaśmiałem się głośno, nie mogąc przestać.
- N-nnie - wydusiłem pomiędzy głośnymi napadami śmiechu.
- Znowu rap? - westchnął, a ja spojrzałem na niego spod byka. Rap to styl życia, imbecylu. Nie waż się myśleć czy mówić inaczej, bo zarobisz w pysk. Lubimy się, ale pobić to się nie zawaham. Zauważył chyba, że patrzę na niego nieciekawie.
- Wiesz, u nas rapu słucha każdy. Gdybyś znał nasz język zrozumiałbyś, dlaczego. Połowa rapów jest, tak jak teraz, o chlaniu, ćpaniu i tak dalej. Natomiast druga połowa podnosi cię na duchu, zagrzewa do walki, do kochania ojczyzny, pomaga ci się nie poddawać. Rap to styl życiu wielu Polaków, od trzylatków do staruszków rapujących na murku przy monopolowym. U nas, gdy dzieciaki, młodzież i dorośli się zbierali, przykładowo pomiędzy blokami, często czegoś się słuchało. Zawsze była beka albo śpiewanie na całego. Rap łączył tam ludzi, nawet gdy ktoś pierwszy raz przebywał w danym towarzystwie dał radę się zadomowić, bo śpiewał razem z nami. Ewentualnie chociaż by słuchał, bo tekst jest dla każdego - zakończyłem swój monolog, wciąż kręcąc się wokół siebie w wolnym tempie - mimo, iż klacz postanowiła kłusować, jakoś nie raczyła przyśpieszyć.
- Och - pokiwał jedynie głową ze zrozumieniem, gdy spojrzałem na niego kątem oka. - A więc o czym jest ta piosenka? - spytał, a ja uśmiechnąłem się pod nosem. Mógłbym mu wcisnąć kit, ale po co?
- O Polu Marysi, piciu, słuchania muzyki i ogółem tego typu sprawach - powiedziałem. - Ogółem w wielu rapach mowa jest o muzyce, chociażby że autor od rana do i wieczora siedzi w studio i nagrywa, że muzyka to kogoś testament,... -cytowałem, po części, fragmenty utworów. Spojrzałem po raz kolejny kątem oka na towarzysza, który się zdziwił na moment.
- W angielskich piosenkach tego nie ma - powiedział, a ja prychnąłem z pogardą.
- Oczywiście, że nie ma - powiedziałem, jakby to byłą najbardziej oczywista rzecz na świecie. W sumie to jest...
< Akuma? Kocham rapsy o chuj >

27 maj 2018

Mefoda CD Akuma

Poluźniłem lonżę, oddalając się od klaczy na odpowiednią odległość. Następnie zacmokałem, długim batem nieznacznie poruszając przy niej. Ruszyła do przodu, powolnym i leniwym krokiem. Okay, dam jej tak dwa kółka, potem niech się kobyłą trochę wysili, bo się spasie.
- Nie wolałbyś na niej jeździć? - spytał Akuma, a ja spojrzałem na niego ukradkiem. Wyglądał uroczo, gdy podczas zadawania pytania przestał głaskać psa, który wepchnął mu nos w policzek. Uroczo? Serio, Antek? Serio??? Odwróciłem wzrok, by ukryć lekkie zakłopotanie. Jak na złość byłem teraz przodem do niego. Dalej, Wołga, pośpiesz się...
- Na razie ją lonżuję. Po pierwsze, nie chce mi się, po drugie ostatnio ciągle coś jej odwala podczas jazdy i chcę poćwiczyć, a po trzecie, lonżowanie też jest potrzebne od czasu do czasu koniowi - wytłumaczyłem, a on pokiwał głową. Po chwili jednak postanowiłem zadać pewne pytanie. Czerwonowłosy wydawał się niezwykle zżyty z jego psem. Jakby łączyła ich jakaś niewidzialna, wyjątkowa więź. Nie wiem, czy to dlatego że znają się od dawna, czy razem dużo przeszli, być może po prostu rozwinęła się i nich taka więź. Ale być może mógłby mi pomóc. Tak bardzo nienawidzę prosić o coś kogokolwiek... Prawie nigdy tego nie robiłem. Ale tłumaczyłem się teraz tym, że tak naprawdę proszę o radę, a nie pomoc. Tak, dokładnie tak.
- Wiesz, wydajesz się niezwykle zżyty z...- ponownie zapomniałem imienia jego psa. Niewypowiedzialne. -...z twoim psem. Jak ty to zrobiłeś? Wiesz, chodzi mi o to, że mam Wołgę od niedawna. Góra tydzień. Chciałbym się do niej zbliżyć, ale ona ciągle mnie nie słucha, nie wykonuje poleceń, często też zachowuje się naprawdę chamsko, przykładowo gryzie mnie w ramię, nie daje się osiodłać, podczas jazdy stara się mnie zrzucić... - wytłumaczyłem mniej więcej sytuację, mając nadzieję, że Akuma mógłby mi jakoś doradzić. Co prawda to ja tutaj znam się na koniach, ale to on zdaje się znać na zwierzętach i ich uczuciach. Zamyślił się na chwilę, odwróciłem się, by na niego spojrzeć - mrużył oczy, zastanawiając się nad odpowiedzią. Spojrzał na mnie niepewnie.
- Wiesz, moja znajomość ze Shiro nie jest typowa. Zaczynałem z nim bardzo ostrożnie, musiałem na nowo nauczyć go zaufania. Spędzałem z nim mnóstwo czasu. Załóżmy, że Shrio to koń. Nie wsiadałbym na niego od razu. Najpierw posiedziałbym z nim na jednym pastwisku, chodził na spacery, starał się zdobyć zaufanie. Robiłbym tak, by chodził za mną bez tego całego kantara, by w końcu na mój widok sam do mnie podchodził, bo wiedziałby, że wypłyną z tego korzyści - czy to jedzenie, czy to głaskanie, czy też po prostu ciekawe towarzystwo. Więź polega na zaufaniu i przyjaźni, jeśli tego nie zbudujesz, nie masz co liczyć na to, że koń będzie cię słuchać. Możesz też przejażdżki zaczynać stopniowo. Najpierw sam stęp i kłus, na następnej dołączasz galop, na jeszcze następnej jakieś przeszkody, potem mógłbyś pojechać w teren...- słuchałem jego słów uważnie. Miał chyba rację... Nie zyskam niczego, jeśli nie dam czegoś od siebie. Że też o tym nie pomyślałem. Jednak nie potrafiłem mu przyznać racji. Zamiast tego zaśmiałem się głośno.
- Wow, nie wiedziałem, że znasz takie słowa jak stęp, kłus, galop, czy przeszkody lub teren - kpiłem sobie z niego. Wiem, jestem okropny. Ale nie potrafię dziękować. Pokazał mi środkowy palec, parsknąłem śmiechem. Nakazałem Wołdze przejść do kłusa, ta zrobiła to, ale z ociąganiem. Jakby miała zaraz podejść, kopnąć mnie, po czym odbiec i dalej żreć sobie trawę. Je*ana krowa.
< Akuma? Aha, to teraz wolisz konika od mefody? A będziesz czegoś chciała ;-; >

26 maj 2018

Mefoda CD Akuma

Martwiłem się o niego, nie da się ukryć. Nie wiem jakim cudem, ale tak było. Być może i znamy się krótko, ale mam serce, a do tego polubiłem tego czerwonowłosego cymbała. W każdym razie, mam zamiar dowiedzieć się o nim jak najwięcej. Odkryć prawdę - co kryje się za jego postacią, dlaczego jest taki a nie inny, co ukrywa. Być może potrzebuje pomocy, ale nie ma od kogo jej otrzymać, gdyż po prostu nie ma kogo o nią poprosić.
Nie znalazłem jeszcze żadnego kompana w cyrku. Być może mógłbym spędzać czas z nim, wydaje się naprawdę spoko i w dodatku dowiedziałbym się o nim nieco więcej. W każdym razie, nic na siłę. Jakoś też nie jestem ogromnie dobroduszny i jeśli nie bezie chciał, to nie będę w to brnąć za wszelką cenę. Jak na razie jeszcze nie nakręciłem się na tyle, by tak postąpić.
- A więc, jeśli ty nie chcesz jeść, to może skołujemy coś dla twojej bestii? - spytałem z nadzieją, że nie odbierze tego jako zaczepki. On jednak spojrzał na psa, który wyglądał, jakby dopiero co wyszedł z Auschwitz.
Akuma poszedł w stronę jakichś drzwi. Jeszcze tam nie wchodziłem. Poszedłem za nim, woda jeszcze się nie zagotowała. Postanowiłem zapytać o psa, który dreptał obok swojego właściciela.
- Mam takie pytanie - co się stało twojemu psu, że ma tyle blizn? Był bezpański, wziąłeś go ze schroniska, wdał się w bójkę, czy jak? - zadałem pytanie, które odbijało się w mojej głowie echem od początku naszej znajomości.
Akuma nawet się ni odwrócił, tylko machnął ręką na znak, że to temat do zbycia.
- Szkoda strzępić ryja - oznajmił, a ja parsknąłem śmiechem. Nie wiem, co było zabawnego w jego wypowiedzi, ale cóż...mam porąbane poczucie humoru. Znaleźliśmy się w jakimś pomieszczeniu pełnym przypraw, owoców, warzyw i innych tego typu rzeczy. Naszym oczom ukazała się półka z wędlinami, kiełbasami i wszystkim, co mogłoby zasmakować psu. Akuma wziął do ręki długą kiełbasę, Shi-cośtam podszedł i od razu zrozumiał, że jest przeznaczona dla niego. Zdziwiło mnie to, z jaką łatwością porozumiewa się on ze swoim zwierzęciem. Jakby między nimi istniała jakaś wyjątkowa więź. Dałbym wiele, żeby było tak ze mną i z Wołgą, ale posiadam ją od niedawna i w dodatku jest ona wręcz dzika. Wstyd przyznać, ale spadłem z niej podczas każdej jazdy. Czasem nawet nie tylko raz. Co prawda słucha poleceń, chodzi poprawnie, ale w pewnym momencie jej odbija, nie wykonuje poleceń, dwa razy próbowała mnie zrzucić. Próbowałem zrozumieć o co chodziło, nawet dzwoniłem do stadniny, w której spędziła sześć lat swojego życia, jednak nie dowiedziałem się niczego przydatnego.
Chłopak zabrał jeszcze jedną taką samą kiełbasę, pewnie na zapas, po czym wyszliśmy z pomieszczenia. Po drodze złapałem jeszcze gruszkę.
- Jabłka lepsze - oznajmił, wymijając mnie. I kosz pełen jabłek. Ten człowiek naprawdę robi się coraz dziwniejszy. - Zwłaszcza zielone - dodał po chwili, gdy przechodził już przez drzwi. Rozejrzałem się na boki. Nigdzie nie widziałem zielonych jabłek. Albo je tylko jedno, albo też naprawdę nie ma apetytu.
- Ja tam jem wszystko pod ręką - wzruszyłem ramionami, wgryzając się w twardy owoc. Soczysty, chłodny, słodki - perfekcyjny smak. Podszedłem do czajnika, który właśnie się wyłączył, po czym zalałem oba kubki do nieco ponad połowy wrzątkiem. Wymieszałem łyżką ( łyżeczka by się utopiła ) zawartość dzbana i dolałem mleka. Piję kawę tylko z mlekiem.
- Z mlekiem najlepsza - powiedział Akuma, obserwując moje ruchy oparty tyłem o blat stołu. Wyglądał na wyczerpanego życiem. Chyba naprawdę sen dobrze mu zrobi.
- Zdecydowanie - przytaknąłem, po czym spróbowałem napoju. Uniosłem brwi. Boże, jakie to dobre! Nigdy nie piłem podobnej kawy. Spojrzałem znacząco na Akumę, który wpatrywał się w jakiś punkt przed sobą. Znowu odpadł? Spojrzałem na jego psa. Wysoki, dobrze zbudowany, a tak okropnie oszpecony. Przypominał mi Azoga z Hobbita.
< Akuma? >

Mefoda CD Akuma

Westchnąłem jedynie na koniec. Wydawał się faktycznie żałować swojej pewności. Ale to, co powiedział potem, totalnie zbiło mnie z tropu.
- Dzieciaczku? Jestem od ciebie starszy, kretynie - powiedział naburmuszony. Podniosłem wysoko brwi. Ach tak? Prychnąłem pod nosem.
- Na ile ci niby wyglądam? - spytałem, oczekując odpowiedzi z założonymi na piersi rękoma. Zmierzył mnie od stóp do głów. Skanował mnie wzrokiem jeszcze parę sekund, aż w końcu udzielił i odpowiedzi, które już kompletnie mnie zaskoczyła:
- Max. dwadzieścia dwa lata - kopara mi opadła. Maksymalnie dwadzieścia dwa? To ile on ma, że wciąż uważa się za starszego??? Ja bym mu dał osiemnaście, a nawet i siedemnaście lub szesnaście! Chyba pobladłem na twarzy, poczułem się dziwnie.
- To ile ty masz lat? - spytałem, oczekując odpowiedzi. Spojrzał na mnie wyniośle. Poczułem się dziwnie mały, przytłoczony i...młody? Chyba tak. Zwykle przebywałem w towarzystwie w swoim wieku, trochę lub bardzo młodszym i nieco starszym - dużo starszych było mało.
- Dwadzieścia pięć - odpowiedział. Zatkało mnie. Dwadzieścia pięć? Czy ja dobrze usłyszałem??? Dobra, może i jest wysoki, ale przecież on jest dwa razy chudszy ode mnie! Dobra, może i kiedyś trenowałem i nabyłem trochę mięśni, no ale błagam! On ma przecież niedowagę... Poczułem się strasznie, przez co on musiał przechodzić, że się doprowadził do takiego stanu? Być może to też wina choroby... W każdym razie, przecież gdybym objął jego ramę w miejscu przy obojczyku, zostałoby mi chyba z trzy centymetry wolnego miejsca! - A tobie co? - spytał, marszcząc czoło.
- O ja pierdo*ę - powiedziałem na jednym wdechu, cofając się. Po chwili jednak podszedłem do przodu, zbliżając się do niego. Ściągnął brwi, patrząc się na mnie intensywnie. Zastanawiał się o co mi chodzi. Ile on mógł ważyć? Sześćdziesiąt kilo?
- O ch*j ci chodzi? - spojrzał na mnie zirytowany. Opuściłem wzrok. Nie będę nic mówić. A jeśli choruje na jakąś chorobę psychiczną i swoimi komentarzami tylko pogorszyłbym jego stan? Może ma anoreksję? Może nie akceptuje siebie i gdybym powiedział to, co myślę, załamałby się?
- Po prostu wyglądasz na dużo młodszego i tak też się zachowujesz - odparłem. - Mniejsza z tym. Zgłodniałem. Wyprowadzamy ją i idziemy coś zjeść? - spytałem. Spojrzał na mnie podejrzliwie, aż tak było widać, że kręcę? Mam zamiar wepchać coś w niego na siłę, nawet jeśli nie miałby apetytu. Przecież moja ręka to jego łydka, a nawet i udo...
- Bez czyszczenia kopyt? - spojrzał na mnie zmieszany. Poczułem się pod jego spojrzeniem nieswojo, odwróciłem wzrok. Potruchtał do nas jego pies, jak on tam miał? Shibo? Sheba? Mniejsza. Wołga opuściła łeb na tyle, na ile pozwalał jej sznur. Pies wyciągnął głowę do góry, zwierzęta zetknęły się "nosami", po czym doberman usiadł. Nadal jego blizny były dla mnie ogromną zagadką.
- Bez - oznajmiłem.
Wyprowadziliśmy klacz na ogrodzone pastwisko. Koń od razu zaczął biegać i wierzgać, galopować i kłusować - korzystał z wolności.
- Ona tak zawsze? - spytał Akuma, naprawdę mało wie o koniach. Pokiwałem głową.
- Po całym dniu w małym pomieszczeniu zachowywałbyś się podobnie - wyjaśniłem, a on tylko skinął głową z półuśmiechem. Skierowaliśmy się do jadalni. Weszliśmy do namiotu, skierowaliśmy się w stronę wielu szafek. Pierwsze, co zrobił chłopak, to wyjął mleko, kawę, cukier oraz wygrzebał z szafki kubek.
- Mój ukochany - przytulił się do przedmiotu, a ja parsknąłem. Nadal miał tu swój kubek? W dodatku tak się stęsknił? Dlaczego go ze sobą nie wziął? Tyle pytań, a szkoda ich zadawać. Włączył wodę, ja także wyjąłem kubek, pierwszy z brzegu. Jego był ogromny. Dwa razy większy od mojego. Być może nawet i trzy... Zaczął szykować sobie napój, ja po prostu wrzuciłem torebkę z zieloną herbatą.
- Jaja sobie robisz? - spytał, wskazując głową na mój kubek. O co mu chodziło? - Przecież to jest obrzydliwe.
- Obrzydliwa to jest twoja twarz - wypaliłem, nim zdążyłem się powstrzymać. Rozszerzyłem nieco powieki zdając sobie sprawę z tego, co zrobiłem. Brawo! Ty idioto, czy ty w ogóle myślisz??? Gadasz z chłopakiem, który może mieć anoreksję, problemy ze sobą, a jeszcze mu ich dokładasz! - Żartowałem tak tylko - powiedziałem szybko, gdy opuścił wzrok. Pokazał mi środkowy palec. Uff, co za ulga.
- Wiesz, nie bierz mnie na poważnie, często mówię głupoty, zanim pomyślę - oznajmiłem. Pokiwał głową, patrząc przed siebie. Ponownie poczułem się nieswojo, to naprawdę okropne uczucie. - Ale teraz możesz wziąć mnie zupełnie poważnie. Co jemy? - spytałem z szerokim uśmiechem, by poprawić dodatkowo atmosferę. I chyba mi się udało, gdyż zaśmiał się lekko.
< Akuma? Mefoda wciśnie ci wszystko xdd >

Mefoda CD Akuma

- Jestem pierwszy w kolejce, okay skarbie? - spytałem, poruszając sugestywnie brwiami.
- Oczywiście kochanie - odparł, wysyłając mi całusa w powietrzu. Gdy się odwrócił, pozwoliłem sobie na otworzenie szeroko oczu i ust. Albo udaje geja, albo też nim jest. Mniejsza z tym, jeszcze chwila, a się zakocham. Głośny śmiech. 
- A więc, trzeba wyczyścić Wołgę, boks oraz wyprowadzić ją na pastwisko, dać siano, słomę i wymienić wodę. Bo ta jest dziwnie zielona - powiedziałem.
- Wyrwę ci jaja, jeśli ją otrułeś - przytulił się do końskiej szyi. - Ja cię nie zostawię z tym złym panem, kochanie - przybrałem rozgniewaną minę. Powstrzymałem śmiech, ten widok naprawdę mnie rozwalał. Zakład o ile, że konia na żywo widzi pierwszy raz w życiu?
- Ej, jeszcze przed chwilą to ja byłem twoim kochaniem!- zawołałem, starając się zabrzmieć jak najbardziej zazdrośnie.
- Kobiety są zmienne - odparł, trzepocząc rzęsami. Je*nę przy nim.
- Mniejsza z tym, do roboty - powiedziałem, a on otworzył zamknięte na moment oczy. Popatrzył się na mnie zabójczo.
- Nie przeszkadzaj nam w takiej chwili - prychnąłem. On także. - Nigdy nie zrozumiesz naszej miłości. Choć kochanie, wyczyścimy cię - powiedział. Podniosłem wysoko brwi. Zagrodziłem mu drogę, uśmiechając się sprytnie.
- Po pierwsze, kto powiedział, że to ty będziesz ją czyścić? Po drugie, jakim cudem chcesz ją wyprowadzić, skoro nawet nie ma kantara? - spytałem, a on otworzył szeroko usta. Spodziewałem się wszystkiego, ale nie takiej odpowiedzi:
- Co to kantar? - wybuchnąłem śmiechem. Jaki debil! I on nazywa Wołgę swoim kochaniem? Przecież on nawet nie potrafiłby jej z boksu wyprowadzić! - I z czego rżysz? - jego niski, obrażony głos rozbawił mnie jeszcze bardziej, powodując wciąż nasilający się rechot. Otarłem łzy.
- Chodź, pokażę ci - powiedziałem, łapiąc za przedmiot wiszący na gwoździu przybitym do desek zamkniętego wejścia do boksu. Akuma zbliżył się, powiedziałem mu, żeby patrzył się na to, co robię. Powoli, aczkolwiek pewnie siebie, zacząłem zakładać na koński łeb kantar. Starałem się robić to tak, żeby wszystko zobaczył. Gdy skończyłem, odezwałem się:
- Potem przypinasz tutaj - pokazałem na metalowy okrąg - taki fajny sznur, dzięki czemu możesz konia potem podpiąć gdziekolwiek i zacząć go czyścić. - Ściągnąłem kantar, przekazałem go czerwonowłosemu. Kocham farbowane włosy, dlaczego ja takich nie mam?
 - Teraz ty - oznajmiłem. Odwrócił się do mnie gwałtownie.
- Ja nie potrafię - wyjąkał. - A co jak mnie ugryzie? - spytał, a ja powstrzymałem śmiech. Uśmiechnąłem się szeroko.
- Wtedy będę się śmiał - zgromił mnie spojrzeniem. Podniosłem ręce w obronnym geście - no dobra, dobra już...upie*doli palce - uśmiechnąłem się cwanie, na co on pokazał mi środkowy palec. Jeśli dalej będzie tak robił, naprawdę koń go ugryzie. Boże, ale bym się śmiał, o jaaa... Zaczął powoli, starając się naśladować moje wcześniejsze ruchy. Klacz jednak podniosła łeb do góry, unikając zwinnie małego więzienia. Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy powtórzyło się to kolejne trzy razy. Podszedłem do niego od tyłu, łapiąc za nadgarstki. Zabijałem się w myślach za nieczyste wyobrażenia, gdy cały spiął się pod moim dotykiem. Nienawidzę swojej orientacji.
- Spokojnie, nie zgwałcę cię - zaśmiałem się mimo wszystko. Pokiwał jedynie głową, widziałem kątem oka jak przełyka ślinę. Zacząłem delikatnie kierować jego dłońmi, tak, by nie zrobić mu krzywdy moim dotykiem. Z jakiegoś powodu jednak te bandaże nosił, prawda? Wykonując odpowiednie ruchy, udało mi się nałożyć koniowi "ubranie" na pysk.
- Mówiłem, że dam sobie radę - powiedział radośnie i  odwrócił się szybko, puściłem go, na co koń zarżał. Spojrzałem na niego surowo widząc, że syczy z bólu. Ja mu to zrobiłem?
- Nie tak prędko, straszysz konia - oznajmiłem już łagodniej, wyciągając rękę przed siebie. - Pokaż - zażądałem, a on spojrzał na mnie jak na idiotę. Odruchowo czy też nie, schował ręce za siebie. Westchnąłem, zachowywał się jak dziecko.
- No pokaż, mogłem ci coś zrobić - oznajmiłem, czując wyrzuty sumienia, że przeze mnie chłopak cierpi. Co prawda to on się odwrócił, ale to ja nie poluźniłem uścisku.Tkwił w bezruchu, patrząc na mnie niczym osaczone zwierze. - Nie zachowuj się jak dziecko, pokaż to - zażądałem. Zero reakcji. Miałem ochotę uderzyć w coś pięścią. Co on odwala?! Jeśli to faktycznie poparzenia, to przecież mógł się zranić. Zwłaszcza, jeśli są świeże.
< Akuma? >

Mefoda CD Akuma

Obserwowałem właśnie jakiegoś gościa. Jaki idiota, z Pikiem nie wygra. Być może pomógłbym... Chociaż, zabawnie się patrzy na tą dwójkę. Szef mający niezłą radochę z tortur, na jakie skazywał pracownika oraz właśnie ów pracownik, który miał ochotę strzelić sobie w łeb. No, bo przecież cały czas pracował. Zwłaszcza przez ostatnią godzinę. Siedząc i głaskając poturbowanego psa. Biedny, kto go tak urządził?
- Właściwie to Akuma miał mi teraz pomóc, proszę pana - powiedziałem posługując się ksywką, którą usłyszałem dzisiaj już parokrotnie, podchodząc. Ch*j, że sam mam zamiar się obijać. Szczęka opadła nieznajomemu, powstrzymałem śmiech, ale uśmiechu już nie dałem rady ukrywać.
- Doprawdy? - usłyszałem. Głuchy jesteś, cieciu? Mina Akumy? Bezcenna. Zdawała się wyrażać błaganie typu "Nie rób mi tego, stary. Nie skazuj mnie na pracę". Ciekawe, jak długo uciągnie bez przykładania się do roboty. Swoją drogą, kim on jest w cyrku? Wiem tylko tyle, że powrócił. Po dość długiej przerwie. Wnioskuję to po trzech osobach, które się z nim witały. O kurde, mam do czynienia z gwiazdą Hollywood? Autografy na lewo, zdjęcia na prawo.
- No, tak. Obiecał mi, w zamian za opiekę nad jego bestią - powiedziałem, wskazując ruchem głowy na psa. Czerwonowłosy wybałuszył oczy, patrząc na mnie jak na skończonego idiotę. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, jak bardzo dwuznacznie to zabrzmiało. Starałem się więc uratować sytuację-  Wie pan, jak to z psami, zwłaszcza podczas męczącej pracy - zaakcentowałem ostatnie słowa. Gdy Pik nie patrzył, mruknąłem do niego.
- Tak, Shiro boi się ognia - oznajmił szybko. Ognia? Człowieku, czym ty się zajmujesz? To dlatego twój pies wygląda jak zjarany węgiel?
- No dobrze... A więc miłej pracy, chłopcy - oznajmił Pik, po czym pomachał na pożegnanie. Jaki szef macha na pożegnanie, no błagam??? Gdy on odszedł, zadałem pierwszy pytanie.
- Serio twój pies boi się ognia? - co? Nie to chciałem powiedzieć! Ledwo powstrzymałem dłoń od facepalma.
- Nie, zwykle goni za ogniem jak popie*dolony i próbuje go zjeść - powiedział śmiertelnie poważnie. On tak na serio, czy poznałem fana sarkazmu i ironii? Mój Boże, wreszcie ktoś normalny. - A tak serio, to dzięki za tamto. No wiesz, widziałem cię parę razy jak tędy przechodziłeś, więc pewnie wiesz, że dużo pracy za sob ą nie mam - uśmiechnął się krzywo, a ja zaśmiałem się głośno.
- Mój głośniej - parsknąłem tylko, wyciągając dłoń przed siebie - Mefoda - powiedziałem dumnie. Gdyby ktoś znał znaczenie tego słowa, uciekłby w podskokach.
- Akuma, ale to już chyba wiesz - uścisnął dłoń. O Boże, ile bandaży... Ledwo zacisnąłem dłoń na jego dłoni, by nie zrobić mu przypadkiem krzywdy. Chyba zauważył, że przyglądam się jego opatrunkom. Wzruszył ramionami.
- Pracuję przy ogniu i ogólnie rzeczach, które mogą poparzyć, zdarza się - mruknąłem przeciągłe "uhm". Dlaczego skłamał?
- Wiesz, jeśli chcesz, możemy pójść do stajni. Miałem się tam właśnie wybrać, a lepiej, żebyśmy przynajmniej na jakiś czas trzymali się razem. Nie wiadomo, ile ludzi donosi Pikowi, co kto robi o jakiej porze i z kim - wytłumaczyłem, a on tylko przytaknął ruchem głowy. Ruszyliśmy we właściwym kierunku.
- A więc, byłeś wcześniej w cyrku. Dlaczego odszedłeś? I w ogóle, dlaczego wróciłeś? - zacząłem temat. Spiął się. O co mu znowu chodzi? Epilepsję ma, czy jak? Pies idący obok wywalił jęzor na wierzch. Uroczo.
- Sprawy rodzinne. Wróciłem, bo to jest mój dom. Ponadto mam tutaj przyjaciół - pokiwałem głową, czując lekkie ukłucie. Zazdroszczę mu, ja swoich musiałem zostawić. - Chociaż większości już nie ma - dodał po chwili ciszy. Spojrzałem na niego ukradkiem oka, jego mimika twarzy nie wyrażała zbyt wiele.
- Ale czym mam się przejmować, ludzie mnie kochają, każdy jest moim przyjacielem - prychnąłem, on zaśmiał się cicho. Spoko gość.
< Akuma? >

4 maj 2018

Mefoda CD Raion

Podniosłem lekko kącik ust. Nigdy nie podejrzewałbym takiej piękności o pracę z lwami. Bez żadnej widocznej blizny, ani nawet zadrapania. Albo zdecydowanie miała rękę do tych wielkich, drapieżnych kotów, albo też środki ostrożności przez nią stosowane mogłyby sprawdzić się wojsku podczas ogromnej wojny. Nie powiem, zaimponowała mi, ale bądźmy szczerzy - na zaawansowaną grupę to trzeba sobie zasłużyć. Spojrzałem na moment na jej sukienkę - przy najmniejszym powiewie wiatru materiał falował, co nadawało niezwykłej lekkości dziewczynie. Wydawała się taka krucha i delikatna, że po raz kolejny wyobrażając ją sobie przy wielkim i potężnym lwie, miałem ochotę głośno się roześmiać i czułem niepokój, jednocześnie.
Nieznajoma, a właściwie, to już znajoma, biła pewnością siebie. W jakiś sposób równocześnie nienagannością - czy to typowe włosy aniołka, choć trzeba stwierdzić, że w życiu podobnych nie widziałem, czy to nieskazitelna biel jej sukienki, czy też oczy. Bystre i wyjątkowe, nigdy nie spotkałem kogokolwiek z taką barwą tęczówki. Na myśl od razu przychodziły mi bzy - fioletowawe, o zapachu należącym do moich ulubionych. Tak, zdecydowanie te kwiaty są najwspanialsze ze wszystkich. No, i słoneczniki.
Boże, przy tej całej Raion czuję się jak baba. I tak też się zachowuję. Send help...?
Mimo wszystko chłód i opanowanie bijące od dziewczyny nieco zbiło mnie z tropu. O wyglądzie laleczki z porcelany, a charakterze Królowej Śniegu. Jeszcze jej zdziwienie dotyczącego tego buntu... Nigdy w życiu nikomu nie zaoponowała? Nie musiała powiedzieć stanowczego "nie", wykrzyczeć swoich prawd, wygrać sprzeczki?
Ma ogromne braki, oj tak.
- A więc jeśli zaproponowałbym ci wspólny, nie odmówiłabyś, bo w jakimś stopniu byłby to przejaw buntu? - spytałem, podnosząc lekko brew w lekko drwiącym, charakterystycznym już dla mnie geście. Na jej twarzy dostrzegłem grymas, świadczący o jej zniesmaczeniu do mojej osoby. Cóż, jeszcze się do mnie przekona. Albo będę mógł zapisać ją z dumą na koniec wciąż powiększającej się listy osób, które na mój widok chcą uciec w najbliższe krzaki i do końca życia już mnie unikać.
- Tego nie powiedziałam - oznajmiła wymijająco, a ja uniosłem wysoko brwi.
- Whoohoohoo, no proszę! - powiedziałem, już nie siląc się na coś w rodzaju "Jednak potrafisz powiedzieć "nie"". - No, ale wiesz, jakoś musisz wrócić do cyrku. Więc...tak się jakoś składa, że mamy ten sam cel końcowy. Co za pech - mój głos nabrał teatralnego brzmienia, podobnie jak końcowe westchnięcie. Niczym aktor przesadnie położyłem nogę na nogę i oparłem głowę na dłoni, spoczywającej na kolanie. Spoglądałem z jakby znudzeniem i wyczekiwaniem jednocześnie w stronę towarzyszki. Chociaż ciągle pozostawała niewzruszona, czułem się, jakby podświadomie już chciała mi przywalić. Ciekawe, czy bym w ogóle poczuł. Ona wydaje się naprawdę taka krucha i niewinna. W mojej głowie jednak zaświeciła się czerwona lampka. Idioto, ona wciąż pracuje z bestiami! Zdumiewające, wydawała mi się równie groźna co motyl... aż dziwne, że tak długo ta kwestia nie potrafiła się ulotnić z moich myśli.
- Możemy razem wrócić do cyrku, ale planowałam jeszcze chwilę tutaj posiedzieć - oznajmiła wręcz monotonnym głosem. Albo też tylko mi się tak wydawało. Zostać tutaj? Ale po co? Wzruszyłem tylko ramionami, wracając do normalnej pozycji. Odchyliłem się w tył, nogi luźno spuszczając wzdłuż szarego kamienia. Niebo przybierało pomarańczowe barwy. Zachody słońca są do dupy. Każdy kto widział jego wschód wie, o czym mowa. To właśnie on jest najpiękniejszy. Zachód słońca po prostu łatwiej zobaczyć, bo ludzie są zbyt leniwi i głupi żeby potrafić rano wstać. Ale co ja mam tutaj do powiedzenia, skoro sam czasem potrafię wstawać około szesnastej? Zwłaszcza po nocy pełnej wrażeń. No tak, facetowi to tylko jedno w głowie... Rzecz jasna chodziło o niezwykle barwny sen.
- Czyli lubisz zachody słońca, hmmm? Osobiście jakoś za nimi nie przepadam. Za nocą też - oznajmiam, patrząc przed siebie.
<Raion?>