9 kwi 2019

Shu⭐zo CD Lennie

Szukanie przerobionej sukienki zajęło mi parę chwil. Nie wyszła idealnie według mojej wizji, ale jest bardzo blisko. Kolor był ten sam. Jednak trochę ją skróciłem, zlikwidowałem falbany. Dodałem wielką kokardę z tyłu, do rękawów doszyłem ładne białe koronki przy końcach. W dodatku dół sukienki jest cały we wzroki z różnych cekinów. Naprawdę ładnie się prezentowała, ale nie idealnie. Mówi się trudno. Zresztą miałem o wiele więcej sukienek tutaj pochowanych. A Lennie musiał wyciągnąć akurat taką, która była jedną z moich ulubionych projektów. Nie dość, że stał aż za blisko mnie, to jeszcze ładnie prosił, żebym ją założył. Naprawdę nie wiedziałem, co powiedzieć.
- Ale... Nie no słaby pomysł. - oznajmiłem, robiąc krok w tył. - P... Poza tym nie sądzę, że będzie mi pasować. Te czarne włosy nie będą razem z nią współgrać. - już czułem, jak na moich policzkach pojawiają się rumieńce.
- Możemy się przekonać. Jeszcze nawet jej nie założyłeś.
Dotarło do mnie, że choćbym nie wiadomo co powiedział, to on mi i tak nie odpuści. W sumie nie ma się co dziwić. To ja zacząłem z tymi sukienkami i przebierankami.
- ... Dobra daj ją. - mruknąłem, dalej nie zbyt przekonany do przebierania się. Magik od razu z uśmiechem mi ją podał. Od razu poszedłem się przebrać. Założenie jej nie było jakieś skomplikowane, ale trochę się obijałem. Nie czułem jakiegoś dyskomfortu, gdy już ją ubrałem. Było to dla mnie ubranie jak każde inne. Chociaż... Mój ogon trochę jest za bardzo puchaty. Nie dość, że to nie zbyt estetycznie wygląda przy tej sukience — to jeszcze, gdy tylko się schylę albo nim poruszę, to będę mieć cały tyłek na wierzchu. Co z tego, że powinien go zakrywać. Jeszcze nigdy nie spełnił tej funkcji prawidłowo. Jednak z drugiej strony mój tyłek nie jest brzydki. Nie raz mi mówili, że jest nawet seksi. Pomyślałem, jednak od razu walnąłem się w głowę. Maskara. Co ja mam w głowie. Koniec z końców wyszedłem do Lennie'go.
- I co zadowolony? - spytałem i okręciłem się na jednej nodze. Magik od razu pokiwał głową z uśmiechem na twarzy.
- Uroczo wyglądasz. Jak mała panienka.
- Co do panienki się mogę zgodzić, aaale taki zaś mały to nie jestem. - usiadłem na biurku, zakładając nogę na nogę. - Szkoda, że nie mam do niej butów. - spojrzałem na gołe stopy, a dokładnie to na kolorowe paznokcie. - Okej. Ubrałem się w to. Nie wiem, co to miało na celu, a teraz ty może ubierz tą swoją? - skinąłem głową na sukienkę, leżącą na moim łóżku.

(Lennie~?)

8 kwi 2019

Lennie CD Shu⭐zo

Miasto było rzeczywiście piękne i zadbane, a jego mieszkańcy wydawali się bardzo mili. Gdy byłem dzieckiem i oglądałem bajki, w których mieszkańcy wspólnie tańczą na ulicy, brałem to za żart, zwykła bajeczka, nie prawdę. A tu proszę, na moich oczach rozgrywał się nie zapowiedziany bal, na który byli zaproszeni wszyscy. Nawet ja… nie to, że nie lubiłem tańczyć, ale robienie to w tym miejscu, przy tych ludziach… to do mnie nie pasowało. Shuzo to co innego, uroczo wyglądał pląsając się wokół tych wszystkich nieznanych ludzi, dziewczyn, dzieci i mężczyzn. Nie sądziłem, że i ja wyląduje w tym tłumie… ale zielonooka nie dała mi nawet szans się zaprzeć. Dosłownie porwała w wir tańczących, a ja co miałem zrobić? Popsuć zabawę? Nigdy w życiu. Chociaż wolałem tańczyć z przyjacielem, nie mogłem do niego dotrzeć. Gdy próbowałem chwycić go za rękę i do siebie przyciągnąć, ktoś szybszy mnie łapał i prowadził za sobą. Udało mi się do niego dotrzeć, dopiero na samym końcu. Wpadliśmy sobie w ramiona, a muzyka się zatrzymała. Nawet nie poczułem uśmiechu na mojej twarzy, wpatrywałem się w jego uniesione kąciki ust. Był szczęśliwy…
- Przepraszam! - usłyszeliśmy obok siebie. Unieśliśmy głowy i spojrzeliśmy na dwa konie, które nerwowo stukały w posadzkę. - Mogę przejechać? - ten sam głos, dochodzący zza zwierząt. Odsunęliśmy się do tyłu, puszczając swe ręce i obserwując, jak dorosły mężczyzna przejeżdża karocą po placu. Zauważyłem, że w środku byli ludzie i obserwowali miasto. Wycieczka? Na to wyglądało. Podszedłem bliżej Shuzo i zerknąłem na godzinę w telefonie.
- Spędziliśmy tu cały dzień – powiedziałem bez żadnego zdziwienia, nawet się cieszyłem.
- To przez to miasto – westchnął zamykając oczy. Na chwilę mu się przyjrzałem, a potem schowałem telefon. Chłopak otworzył oczy i zobaczył, że mu się przyglądam. - Mam coś na twarzy? - zapytał niepewnie, a ja się tylko uśmiechnąłem.
- Pasuje ci taki kolor – poczochrałem go po włosach, w końcu chodziło mi o nie: czarne z kolorowymi pasemkami. Na te słowa chłopak się zarumienił. - No, wracajmy. W końcu miał to być zwykły spacerek – zauważyłem z cichym śmiechem pod nosem. Shuzo mi zawtórował, a po chwili na jego twarzy pojawiła się powaga.
- Ale nie czujesz się źle? - zapytał, na co lekko go uderzyłem w ramię.
- No coś ty. Po tak długim leżeniu to było dla mnie niebo – westchnąłem z uśmiechem.
- Ciesze się – odpowiedział.
Po dotarciu do cyrku, poszliśmy do bufetu, by zjeść jakąś kolację. Przygotowałem herbatę, z Shuzo zapewnił tosty i trochę sałatki. Usiedliśmy przy podwójnym stole i zaczęliśmy wspominać dzisiejszy dzień, dzieląc się wrażeniami. 
- Mi się spodobał stragan z drewnianymi pudełkami. Gdybym był kobietą i nosił biżuterie, kupiłbym jakiś – stwierdziłem rozmyślając o zmianie płci i noszeniu takowych błyskotek. Czarnowłosy chyba domyślił się mojej wizji, bo się zaśmiał.
- Jako dziewczyna byłbyś śliczny – powiedział, a po chwili jego twarz zrobiła się czerwona i szybko napchał usta tostem.
- A w szczególności w tamtej sukience – przypomniałem sobie tamten strój, starając się, by się wyluzował. - Dokończyłeś ją? - zmieniłem temat. Chłopak pokiwał głową i przełknął zawartość. - Czyli musisz mi ją pokazać – spojrzał na mnie zdziwiony.
- Na prawdę chcesz?
- W końcu miałem ją na sobie – szepnąłem, gdyby się potem okazało, że ktoś nas przypadkiem słuchał. - Chce zobaczyć, jak bardzo zmieniłeś mój strój – stwierdziłem. Shuzo z uśmiechem pokiwał głową, zgadzając się.
Po kolacji tak jak mieliśmy ustalone, poszliśmy do niego. 
- Daj mi chwilę, gdzieś tu jest – wszedłem do jego kolorowego namiotu, zapełnione różnymi materiałami, błyskotkami, nie wspominając o ubraniach i materiałach do szycia. Gdy szukał kreacji, rozglądałem się po jego namiocie, aż natrafiłem na coś bardzo interesującego. - Mam ją – odezwał się nagle. Odwróciłem się w jego stronę i spojrzałem na poprawiony stan sukienki. Była całkowicie przemieniona, uśmiechnąłem się szeroko.
- Niczego nie żałowałeś, śliczna – powiedziałem obchodząc ją w kółko. Po chwili stanąłem naprzeciwko przyjaciela. - A właśnie. Mam prośbę – podszedłem do niego i się lekko nachyliłem nad jego twarzą. - Przymierzysz? Na pewno będzie pasować – wyciągnąłem zza pleców ładną błękitną sukienkę z masą wstążek i cekinów. - Proszę – dodałem najbardziej uroczo jak tylko mogłem, chociaż w głębi duszy śmiałem się z mojego głosu. Już nigdy się tak nie odezwę.

<Shuzo?>

6 kwi 2019

Shu⭐zo CD Lennie


Była to dość zaskakująca historia. Nie sądziłem, że tak się skończy. Dawno się tyle nie uśmiałem. Jednak nie zdążyłem już nic odpowiedzieć. Zamarłem, widząc miasto już niedaleko przed nami. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Czyżbym się cofnął w czasie? Wszystko wyglądało tak cudnie. Od razu ruszyłem przodem zafascynowany. Gdy znaleźliśmy się bliżej głównej bramy, odwróciłem się do Lennie'go.
- Widzisz to? Czy ja śnie? - spytałem, ale nie za bardzo zależało mi na odpowiedzi. Od razu znowu odwróciłem się w przód. Brama wyglądała na starą, ale była bardzo zadbana. Jednak przede wszystkim ogromna, a wykute w niej zdobienia były przepiękne. Od razu przez nią przeszedłem, dalej rozglądając się na wszystkie strony. Miałem wrażenie, że to miasto i jego mieszkańcy stanęli w czasie. Wszystko tak bardzo przypominało mi stare czasy królów i królowych, wozów z końmi i właśnie rynkiem pełnym ludzi. Cudny klimat, a ludzi była masa. Ledwo co przekroczyłem bramę i już na kogoś wpadłem. Od razu potem wszedłem w drogę jakiejś gęsi, a następnie ktoś jeszcze nadepnął mi na ogon. Serio był aż tak długi? W miarę możliwości podniosłem go do góry, odsuwając się pod bramę. Lennie szybko do mnie dołączył.
- Widzisz, jak tu jest cudownie? - zadałem kolejne pytanie, przenosząc wzrok na magika, który pokiwał głową. - Gdzie pójdziemy najpierw? - rozejrzałem się i dosłownie pięć sekund później złapałem Lennie'go za rękę. - Chodźmy tam. - pociągnąłem go za sobą, idąc w stronę różnych straganów. Zafascynowany wszystko oglądałem. Niektóre rzeczy pierwszy raz na oczy widziałem. Te wszystkie kolory tak przykuwały moją uwagę. Pomimo tego nie miałem ochoty na zakupy.
Razem z Lenniem przeszliśmy całe miasto. Byliśmy w kawiarni, w bibliotece na hali kupieckiej. Wszędzie gdzie się dało. Wyraziłem się nawet artystycznie. Spotkaliśmy grupkę dzieci, rysujących po chodniku kolorowymi kredami. Przyłączyłem się do nich. W wyniku czego miałem tęczowe ręce. Lennie też się stał kolorowy, bo trochę go umazałem później. Było tyle śmiechu. Podobno jeszcze za miastem są różne miejsca do zwiedzenia, ale za dużo nikt nam nie chciał powiedzieć. Poza tym to trochę za dużo jak na jeden dzień.
Gdy tylko znowu przechodziliśmy przez rynek, minęliśmy grupę grajków. Urzekła mnie ta piękna melodia. Od razu spojrzałem za siebie i poszedłem do nich, zostawiając Lennie'go. Okręciłem się parę razy wokół siebie, a potem porwałem do tańca jakąś panienkę. Potem jeszcze jedną, a ona za sobą jeszcze parę innych osób. Z każdą chwilą ktoś dołączał. Szczerze nie wiem, co to był za taniec, ale bardzo mi się spodobał. Każdy tańczył z parą, która się zmieniała co parę kroków. Czyli teoretycznie miałem okazję zatańczyć ze wszystkimi tutaj zebranymi. Gdy tylko zauważyłem gdzieś w tłumie stojących osób Lennie'go, od razu machnąłem na niego ręką, by się dołączył. On jedynie z uśmiechem pokręcił głową. Nie chciałem go brać na siłę, ale zrobiła to za mnie jakaś inna młoda kobieta. Magik jej nie odmówił, chociaż było widać, że nie za bardzo mu się chciało. Kroki były bardzo proste do zapamiętania, jednak dość szybko zaczęły mnie boleć nogi. Pomimo tego i tak byłem szczęśliwy. Nie sądziłem, że tyle osób się w to zaangażuje. Byłem mile zaskoczony. Gdy piosenka już prawie się skończyła, po paru obrotach, wpadłem prosto w ramiona Lennie'go. Instrumenty zamilkły i wszyscy się rozeszli. A ja wpatrywałem się prosto w te piękne fiołkowe oczy, zapominając o całym świecie.

(Lennie~?)

3 kwi 2019

Vogel CD Smiley

Przetarłem usta kciukiem, zastanawiając się nad odpowiedzią. Niby zaproponowałem jej wspólne wyjście, ale za nic nie pomyślałem, gdzie byśmy mogli się wybrać. Spojrzałem z powrotem na talerz, gdzie leżały już tylko niedojady omletu. Złapałem widelec i zacząłem się tymi resztkami bawić, próbując przy tym wymyślić odpowiedni dla nas cel podróży. W końcu przyszło mi coś do głowy. Było to banalne i zapewne nic ekscytującego, ale pomyślałem o małych zakupach. Czym prędzej uniosłem głowę w stronę dziewczyny i niemałym uśmiechem jej to zaproponowałem. Ta na chwilę zamilkła, zastanawiając się przy tym, lecz po kilku sekundach zgodziła się na to. Słysząc jej zgodę, czym prędzej dopiłem sok i wstałem z miejsca. Nie wiedząc czemu, zacząłem się tym wypadem bardzo cieszyć. Smiley również wstała z miejsca i poprosiła mnie jeszcze, abyśmy podeszli do jej namiotu, by mogła sprawdzić co u jej podopiecznych. Skinąłem żywo głową, po czym wyszliśmy ze stołówki.
Po kilkunastu minutach wyszliśmy z namiotu Smiley. Ruszając w drogę, dziewczyna przeglądała listę, którą jeszcze przed chwilą zapisywała. Nie dziwię się, w końcu idziemy do miasta, więc jak jest okazja, to można od razu coś kupić. Kiedy zacząłem o tym myśleć, przypomniało mi się, że muszę kupić sobie nowy sweter, bo ostatnio jeden z niewielu się zniszczył. Powiadomiłem o tym dziewczynę, a ta tylko z radością przytaknęła. W drodze do miasta rozmawialiśmy z początku o czasie tam spędzonym, lecz po jakimś czasie zeszliśmy na temat cyrku oraz tego, że za kilka dni dziewczyna ma występ. Brzmiała tak, jakby się tym stresowała, choć w ogóle na taką nie wyglądała.
Stanęliśmy na środku rynku, rozglądając się po budynkach wokół nas. Z początku postanowiliśmy przyjść tutaj, a dopiero później pójść do jakiegoś większego kompleksu typowo sklepowego. W tym momencie ujrzałem jeden z budynków, do którego musieliśmy wejść.
Po blisko godzinie w końcu dotarliśmy do centrum handlowego, w którym będę mógł kupić swoją odzież. Poprawiłem torbę, którą jakiś czas temu odebrałem od Smiley i choć pomimo protestów, w końcu mi ją oddała. Szliśmy głównym korytarzem, zaglądając przez okna do środka sklepów.
- Vogel, może wejdziemy do tego? -powiedziała, odrywając mnie od myśli.
Na jej słowa przyjrzałem się uważniej lokalowi. Sklep z butami. Spojrzałem na nią i skinąłem głową, po czym weszliśmy do środka. Dziewczyna chwilę szukała swojego rozmiaru, aż w końcu znalazła i przymierzyła.
- Co myślisz o tych? Będą pasować do stroju? -zapytała, następując z nogi na nogę, jak gdyby nimi pozowała.
- Moim zdaniem są trochę niedobrane kolorystycznie i w ogóle stylistycznie -odrzekłem, łapiąc się za podbródek. Rozejrzałem się, po czym wskazałem na jedne z regału -Może spróbuj tych?
- Jeżeli tak mówisz -wyszeptała, chwytając nową parę.
Te jednak również nie pasowały do jej występów. Po przymierzeniu jeszcze kilku par zdecydowała, że musimy iść do innego sklepu. Poparłem jej pomysł z uśmiechem.
Po kolejnych dwóch godzinach miałem już przy sobie kolejne dwie torby. Usiadłem na ławce z parku i odchylając głowę do tyłu, westchnąłem ciężko. Nie sądziłem, że zakupy są tak wyczerpujące. Spojrzałem na dziewczynę kątem oka. Ona również nie wyglądała na pełną energii. Zaśmiałem się cicho, po czym się wyprostowałem.
- Zmęczona? -zapytałem, lustrując jej twarz.
- I to jak -prychnęła, poprawiając włosy -Ty też?
- Nic lepiej nie mów -machnąłem ręką, a następnie ze śmiechem zacząłem kręcić głową -Od kiedy takie wypady są tak wyczerpujące?
- Od zawsze? -mruknęła z wyczuwalną nutką żartu w głosie. Skinąłem twierdząco głową, po czym przyłożyłem plecy do oparcia.
Spojrzałem przed siebie. Moim oczom rozpościerał się obraz powoli zieleniejącego parku z coraz to większą ilością osób w nim przebywającym. Do całego piękna idealnie wpasowywała się fontanna z białego kamienia, która miała na sobie wyrzeźbione postacie. Przymknąłem na chwilę oczy, próbując rozkoszować się tym momentem, a zmęczenie mi na to pozwalało. Miałem wrażenie, że mógłbym tu zasnąć, choć wiedziałem, że byłoby to niestosowne. Wtedy poczułem delikatny dotyk pochodzący od dziewczyny.
<Smiley?>

1 kwi 2019

Smiley CD Vogel

Ucieszyłam się tak bardzo, że miałam ochotę podskoczyć w górę gdy Vogel chciał zjeść ze mną śniadanie. Ostatnio nie mam czasu, przez co zjadam swoje posiłki w samotności, nawet Bisca i Yuki nie przebywają ze mną. 
Każdy z nas wziął swój talerz na którym znajdowało się nasze śniadanie. Vogel wziął omlet do tego tosty oraz szklankę soku pomarańczowego. Ja natomiast wzięłam naleśniki z owocami oraz sok pomarańczowy. Widząc jego uśmiechającą się twarz gdy zajadał swoje śniadanie zapytałam się czy mu smakuje. Promieniał na sam widok jedzenia, z tej strony tak samo mi przypominał Vogel'a, którego znałam. 
- Masz coś dzisiaj do zrobienia? - usłyszałam. Spojrzałam się na niego przełykając sok pomarańczowy. 
- Nie nie mam, a co? - uśmiechnęłam się w jego stronę. 
- Może gdzieś wyjdziemy wspólnie? - na te słowa mój wskaźnik szczęścia skoczył powyżej stu procent. 
- Tak - powiedziałam wybuchając szczęściem. - Znaczy się.... z miłą chęcią wyjdę z tobą gdzieś - po zrozumieniu tego jak musiała wyglądać moja reakcja, musiałam powiedzieć to w inny poprawny sposób. Wszyscy na stołówce na pewno spojrzeli na mnie, ale to mnie tak, aż nie przeraziło. Cieszyłam się bardzo, że nareszcie mogę z kimś gdzieś wyjść. 
- Chcesz spróbować mojego śniadania? - zapytałam, przybliżając tym samym widelec wraz z kawałkiem naleśnika i owocami. - Śmiało, spróbuj! - zachęciłam go do spróbowania. Vogel przybliżył się i wziął do ust wszystko z widelca. Po jego minie mogłam poznać, że również to smakowało. - Smakuje? - zapytałam się go z uśmiechem. 
- Tak, to jest również pyszne - uśmiechnął się delikatnie. 
- To gdzie idziemy? - zapytałam się z lekkim zawahaniem. 

<Vogel?>

28 mar 2019

Lennie CD Shu⭐zo

- Ale co mogę opowiedzieć? - zapytał, wzruszając ramionami.
- No nie wiem, zaskocz mnie - uśmiechnął się uroczo, na co westchnąłem. Przez chwilę milczałem, zastanawiając się, co mogę o sobie powiedzieć. Moje życia nie było jakieś super ciekawe, przynajmniej nie dla mnie, chociaż z punktu widzenia zwykłego człowieka, historia o małym dzieciaku, który czarował, mogłaby być interesująca... 
- Wiem. Opowiem ci krótką historyjkę - powiedziałem w końcu, uśmiechając się. Wspomnienie to należało do przyjemnych i bardzo zabawnych przeżyć, których jednak bym nie powtórzył. Przynajmniej skromną jej część.
- Zamieniam się w słuch - powiedział przyglądając mi się i prawię potykając o kamień.
- Miałem wtedy chyba 15 lat. Był dzień wiosny, więc wraz z kolegami postanowiliśmy się zabawić. Uciekliśmy ze szkoły i chodziliśmy po mieście, w poszukiwaniu ciekawych rozrywek. To zaczepialiśmy ludzi, robiliśmy kawały... takie tam bzdety, które wpadną do łba takiego nastolatka, który nie ma co ze sobą zrobić. Mimo wszystko było bardzo przyjemnie. Potem rozeszliśmy się do domów, ze mną ruszył mój przyjaciel, na którego wołaliśmy Łaczykoń. Nie pamiętam, skąd miał ten przydomek. Miałem go odprowadzić do domu, ale zboczyliśmy z trasy. Chcieliśmy sprawdzić, czy stary dom na pustym cmentarzu naprawdę straszy. Było trzeba przejść przez dawno nieużywany most, który okazał się dość... suchy i kruchy. Od razu wpadliśmy do rzeki pod nami, nie mam pojęcia, jakim cudem wyszliśmy z niej cało, prąd był silny, a my machaliśmy kończynami jak szaleni. Gdy usiedliśmy pod drzewem, od razu zasnęliśmy - spojrzałem na Shuzo, którego wyraz twarzy wskazywał na smutek i strach. Uśmiechnąłem się do niego pokrzepiająco. - To będzie zabawne - pocieszyłem go, czochrając po włosach. - Łaczykoń oparł się o moje ramie, a ja we śnie straciłem równowagę i przewróciłem się na bok, on razem ze mną. Dalej spaliśmy. A wiesz co mnie obudziło? Łaczykoń ugryzł mnie pośladek - na te słowa zaczęliśmy się śmiać. - Gdy zapytałem, czemu to zrobił, powiedział, że śniło mu się jego ulubione jedzenie: pieczone ziemniaki - dokończyłem. Ze śmiechu nie mogliśmy nabrać tchu.
- Masz tam teraz jakiś ślad? - zapytał Shuzo, biorąc wdech.
- Był wtedy straszny upał, więc miałem na sobie spodenki. Więc tak, mam bliznę po jego zębach - odpowiedziałem z uśmiechem. Prawie byliśmy w mieście.
- Przez ubranie?
- Też się dziwiłem. Jak się okazało, ze mi je podwinął, bo "nakładałam sobie ziemniaki na talerz", więcej nie poruszyliśmy tego tematu. A gdyby reszta kumpli się o tym dowiedziała - machnąłem ręką zrezygnowany. - Domyślasz się - powiedziałem, widząc pierwsze budynki.

<Shuzo? xd>

Robin CD Vivi

Zrobił, jak kazał. Usiadł w kącie, podciągnął do siebie nogi i patrzył, jak chłopak wychodzi. Gdy drzwi się zamknęły, jego wystraszona ptaszyna podleciała do niego. Robin wziął ją na ręce.
- Strasznie palą – powiedział szeptem i schował Shani czując, jak jego znaki na ciele nie tylko świecą, ale zaczynały być gorące. Wiedział, że się nie podpali, to nie możliwe, nie sprawiały mu one także bólu, czuł jednak zbyt dużo ciepło, od którego zaschło mu w gardle. Mimo tego nie wstał i nie poszedł do kuchni, chociaż bardzo chciało mu się pić. Deszcz i burza nagle przestały mieć znaczenie, skupił się myślami na dziwnej postaci za oknem. Czyżby Vivi znał tego osobnika? Czy poszedł na spotkanie z nieznajomym? Jednak każąc mu siedzieć cicho, brzmiał tak pewnie, jakby w stu procentach wiedział, co robić.  Szkoda, że Robin nie był taki pewny siebie. Chociaż siedział cicho, starał się nawet oddychać płynnie i spokojnie, nie wydając przy tym dosłownie żadnego dźwięku, słyszał, jak serce mu bije i miał wrażenie, że to go zdradzi, ale nic się nie działo. Miał nadzieję, że medyk zaraz wróci, obcy zniknie, a on będzie mógł wrócić do lasu. Niestety plan ten poszedł w siną dal, kiedy ściana, gdzie było okno, dosłownie została zniszczona, a niebezpieczeństwo, od którego jego znaki zaczęły parzyć, stało przed nim. Czuł, jakby czas się zatrzymał; wstrzymał oddech, wbijając wystraszony wzrok w obcego, które ze zmarszczonym czołem mu się przyglądał. Po chwili zrobił jeden krok w jego kierunku, z tyłu brzmiały głosy medyka, który wołał nieznajomego, ale on był głuchy na jego słowa. Szedł w kierunku Robina, który wcisnął się w ścianę, czując ból w łopatkach. Przytulił do siebie ptaszynę, która cicho zaćwierkała. Dzięki temu czas znowu zaczął płynąć, a wróg się zatrzymał. Nim zdołał coś powiedzieć, do przyczepy wszedł Vivi, który zaczął krzyczeć na obcego.
- Kto to? - zignorował jego wyzwiska i wskazał na chłopca, siedzącego w kącie. On zaś zamknął oczy mając nadzieję, że ciepło, jakie rozpływało się po jego ciele i zaczynało go parzyć, zniknie, tak jak przyczyna tego. - Spytałem, ktoś ty! - krzyknął, Robin czuł, jak pomieszczenia napełnia się dziwną mroczną aurą. 
- Nazywam się Robin - wydał z siebie cichutki dźwięk, gdy do przyczepy wszedł Vivi. 
- Zostaw go - wysyczał. Chłopczyk otworzył oczy i spojrzał na mężczyzn. Ten z uszami stanął pomiędzy nimi, nie dając obcemu przejść do Davida. - Wynocha! Rozwaliłeś mi przyczepę! - krzyknął.
- A co mnie to obchodzi? Daj mi przejść do tego smarkacza! - zza pleców obcego pojawiły się znowu te same macki, które rozwalały wszystko na swojej drodze. Wystraszony chłopiec znowu zamknął oczy, czuł tylko trzęsienie przyczepią, trzaskanie i rozbijanie wszystkiego, co tu było oraz krzyki. Tak bardzo chciał, by ta walka się skończyła... Wiedział, że to przez niego.
Coś owinęło się wokół jego szyi, gdy zacisnęło, chłopiec otworzył oczy. Obcy uniósł go do góry swoją macką, Robin stracił podłoże i zaczął się dusić. Machał nogami i łapczywie próbował nabrać powietrza, ale zaciśnięte gardło mu to uniemożliwiało. Jego znaki nie mogły zaświecić mocniej, do tego dosłownie parzyły. Pierwszy raz czuł ból i nie wiedział, czy gorsze było by podpalenie, czy uduszenie.
Gdyby nie Vivi, udusił by go i zabił. 
Lis uderzył go w głowę i w tym momencie wróg stracił równowagę, puścił Robina, który wylądował na stole, łamiąc go. Wtedy pielęgniarz ponownie uderzył obcego.

<Vivi?>

26 mar 2019

Vogel CD Smiley

Jej opowieść była dosyć smutna, nie mogę zaprzeczyć, że po wysłuchaniu jej, poczułem jakieś dziwne ukłucie. Pokręciłem głową, po czym chrząknąłem cicho, zakrywając przy tym pięścią usta.
- Nie jakoś specjalnie, ale chętnie coś z tobą zjem -odpowiedziałem, delikatnie się uśmiechając.
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech, a następnie lekkim ruchem głowy wprawiła w ruch krótkie końcówki włosów, które po chwili zakryły częściowo jej twarz. Wyglądała przez to na niewinną, ale również na nieco zagubioną. Schowałem dłonie do kieszeni i wtedy, dotykając miękkiego materiału, przypomniałem sobie, co miałem zamiar zrobić, zanim na siebie wpadliśmy. Spojrzałem na nią z powrotem, gwałtownie wyciągając szalik z kieszeni. Przylgnąłem dłonią, w której go trzymałem, do ramienia dziewczyny, na co ta się odwróciła. Napotykając jej niebieskie oczy, trochę się zakłopotałem. Zdziwiło mnie to bardzo, lecz szybko się otrząsnąłem.
- Prawie zapomniałem -powiedziałem w końcu, poprawiając chwyt -Oddaję ci go i... jeszcze raz dziękuję, że mi go dałaś -mówiąc to, bez namysłu odwróciłem od niej głowę, jak gdybym się czegoś wstydził.
Smiley po zrozumieniu moich słów od razu stanęła, przez co i ja się zatrzymałem. Patrzyłem na nią zdezorientowany. O co jej teraz chodziło? Przecież szal był jej, więc w czym problem? Może tylko ja go nie widziałem. Uniosłem nieznacznie brew w pytającym geście.
- Coś nie tak? Jest gdzieś brudny? -zacząłem wypytywać, obracając go przy tym w dłoniach. Po chwili dziewczyna w końcu zabrała głos.
- Nie, nie, to nic tylko... -na chwilę się zatrzymała, po czym przyglądając się zawiniątku, dodała -Nie musiałeś mi go oddawać -mówiąc to, zauważyłem delikatny róż na jej twarzy.
Zmarszczyłem brwi. Doprawdy, chyba nigdy nie zrozumiem innych ludzi. Westchnąłem przeciągle, po czym podchodząc do niej, wolną dłonią złapałem jej rękę, by następnie przekazać jej szalik. Po zakończonym akcie ponowiłem swój chód w stronę cyrku. Miałem jednak nadzieję, że nie będzie się o to w jakiś sposób wykłócała czy coś w tym stylu. Po krótkiej chwili różowo włosa podbiegła do mnie i zrównując ze mną krok, rozpoczęła rozmowę.
- Ale jesteś uparty -uśmiechnęła się do mnie, na co ja tylko chrząknąłem cicho.
- Postąpiłem tylko jak ty -powiedziałem bez namysłu i właśnie wtedy przez moje ciało przeszło dziwne uczucie jakby porażenie prądem. To uczucie było podobne do tego, w którym zbierałem szczątkowe informacje o swojej przeszłości. Szybko jednak odgoniłem tę myśl i od razu zmieniłem temat -Ciekawe czy dużo ludzi będzie na jadalni.
Dziewczyna najwidoczniej wyłapała moje zmartwienie, ponieważ ciągnęła zarzucony przeze mnie temat. Rozmawialiśmy jeszcze długo, zanim dotarliśmy do stołówki. Gdy już byliśmy na miejscu, wzięliśmy swoje porcje śniadań i zasiedliśmy przy jednym z wielu wolnych stolików. No tak, w końcu jeszcze jest wczesna pora, a o ile dobrze pamiętam, dzisiejszy dzień nie zapowiadał żadnych poważniejszych wydarzeń, to też większość ludzi ma dzisiaj wolne. Złapałem za widelec, który zatopiłem w omlecie. Wziąłem pierwszy kęs, który poprawiłem dobrze spieczonym tostem, a to wszystko popiłem sokiem pomarańczowym. Zdecydowanie ten posiłek wystarczy mi na dłużej. Wtedy spojrzałem w stronę Smiley, która również kosztowała swojego dania. Kiedy zauważyła, że się jej przyglądam, uśmiechnęła się miło.
- Dobre? -zapytała cicho, lecz nie na tyle, że nie mógłbym usłyszeć.
- Bardzo -odpowiedziałem równie spokojnie, biorąc kolejną porcję do ust.
Zadziwiające jak dobrze czułem się w jej obecności. Kiedy jesteśmy razem, czuję się bardziej żywy. Szczególnie kiedy spotykamy się po takiej na przykład rozmowie z Pikiem, czy po wypełnianiu męczących papierków.
- Masz coś dzisiaj do zrobienia? -napomknąłem, wpatrując się w talerz pełen omletu. Niby zabrałem małą porcję, a jednak nadal był sporych rozmiarów.

<Smiley?>

24 mar 2019

Smiley CD Vogel

Toż to gorzej nie mogło być. Nie dość, że ten zwierzak ukradł moją szklaną kulkę to jeszcze upuścił ja do tej dziupli. Powoli załamywałam się i nie potrafiłam podnieść się na duchu. Gdy już chciałam zrezygnować zachowanie Vogel'a przypomniało mi to jak kiedyś sam mi powiedział, że nie powinnam się poddawać. Dołączyłam do poszukiwań ale to Vogel ją znalazł. Kiedy otrzymałam kulkę z powrotem zaczęłam się jej dokładnie przyglądać. Nic się jej na szczęście nie stało. 
- Dziękuję ci bardzo! - uśmiechnięta zawisłam na Vogelu. Przytuliłam go tak mocno jak się dało w ramach podziękowania. 
- To nic takiego - odparł lekko się rumieniąc na twarzy. 
- Przeze mnie jesteś cały pobrudzony - spojrzałam się na jego ręce oraz ubrania. - Przepraszam... 
- Nie masz za co przepraszać... - skierowaliśmy się w stronę powrotną. 
Wyjęłam z kieszeni szklaną kulkę i przyjrzałam się jej dokładnie. 
- Jeżeli mogę się ciebie zapytać, to dlaczego ta szklana kulka jest tak ważna dla ciebie? - spojrzałam się na chłopaka. Na samo wspominanie przychodził mi uśmiech. 
- Dostałam ją od bardzo ważnej osoby. Bardzo ceniłam tą osobę i wciąż tak jest... Mogę powiedzieć szczerze, że ta osoba to była jedną z osób która wiedziała mój sekret, poznała moje gorsze strony, razem się śmialiśmy, płakaliśmy, pocieszaliśmy,...
- Rozumiem... a gdzie ta osoba jest? 
- Odeszła z cyrku z powodu ważnych spraw. Trochę się obwiniam, że przeczytałam ten list tak późno i nie poszłam wraz za tą osobą. Obiecał mi, że kiedyś wróci do mnie i razem będziemy spędzać wspólnie tak samo czas jak kiedyś, ale...
- Czy coś się mu stało? - wtrącił chłopak, który najwidoczniej był zainteresowany całą tą historią. 
- Wrócił, ale zapomniał o mnie i jest zupełnie kimś innym. Co prawda część niego jest ta sama, ale się zmienił. 
- Czyli darzyłaś tą osobę specjalnym uczuciem?
- Tak można to powiedzieć - uśmiechnęłam się w stronę chłopaka. - Jesteś może głodny? - zapytałam się chcąc zmienić temat.

<Vogel?>

22 mar 2019

Cal CD Rose&Vivi

Już miałem dość tego klona. Miałem dość demona, miałem dość tej całej Rose. Czemu ja nie mogę mieć, chociaż na chwilę spokoju? Po minięciu się z tym durnym pomiotem szatana udało mi się zgubić klona. Nie wiem na jak długo, ale przynajmniej mogę na chwilę odsapnąć. Usiadłem na jednej ze skrzynek za którymś z ostatnich namiotów. Moja chwila odpoczynku nie trwała za długo. Rose mnie znalazła. Miałem się znowu rzucić biegiem przed siebie, jednak to nie był klon. Dziewczyna od razu stanęła przede mną:
- Już wiem, jak się pozbyć tego klona. - oznajmiła, widocznie dumna z siebie. Ja jedynie przewróciłem oczami.
- Więc jak? - spytałem dość niechętnie. To na pewno nie było nic prostego ani przyjemnego. Dziewczyna od razu zrobiła jakąś nie zbyt entuzjastyczną minę. Wręcz taką, jakby się czymś brzydziła. Gdy tylko usłyszałem, o co jej chodzi, to się w ogóle jej nie dziwię.
- ... Musimy się pocałować. - odpowiedziała. Oboje się w tym momencie skrzywiliśmy, patrząc na siebie nawzajem.
- Nie ma takiej opcji. Nie będę całować byle wieśniary, która uciekła z domu, bo ją ignorowali. - stwierdziłem, odsuwając się bardziej od niej. Rose była jednocześnie zszokowana i zirytowana. Wiem, może trochę przesadziłem, ale NIE ZGODZĘ SIĘ na to nigdy. Nasze usta miałyby się dotknąć. Już mi się robiło niedobrze na samą myśl o tym.
- A ja nie będę całować byłego księciunia, który po nocach łazi po lasach w dodatku nago. - oznajmiła, dumnie unosząc głowę. Niech se nie myśli, że wygrała. Nie po to tu jestem, żeby się z nią przegadywać. Dlatego jedynie przewróciłem oczami i postanowiłem zignorować jej odpowiedź.
- Skoro tak to nie mamy już o czym rozmawiać. Na pewno istnieje o wiele lepsze wyjście. - stwierdziłem i spokojnie od niej odszedłem. Udałem się do tego demona. Po raz kolejny utrudnia mi pracę, a jak przychodzi co do czego, to narzeka. Jak mam się skupić na planie, skoro ciągle mi zawraca głowę?

(Rose?Vivi?)