18 lis 2018

Rose CD Cal & Vivi

Po bardzo ciężkim dniu w końcu mogłam się położyć spać. Nadal byłam wkurzona na resztę, że znaleźli się bez pytania. Zastanawiałam się czy to jakieś fatum czy coś innego. Nie ważne, gdzie ja szłam oni zazwyczaj, tam też byli, a to wtedy oznaczało kłopoty, z którymi muszę sobie poradzić sama. Nie interesowało mnie, jaki oni mają relację, lecz nie chcę ponownie stawać między nimi.
Nagle usłyszałam, jak ktoś wchodzi na miotu, lecz zignorowałam to, myśląc, że to sen. Często tak miałam, dlatego się tym nie przejmowałam, kiedy ktoś lub coś szperało, chodziło czy starało się robić, jak najmniej hałasu.
W pewnym momencie poczułam jakiś dotyk na ramieniu. Natychmiast wstałam, sądząc, że to jakiś złodziej. Miałam krzyknąć, ale mojego gardła nie wydobywał się żaden dźwięk. Co do... Czemu znowu Cal jest w moim namiocie bez pytania!? Trochę kultury! Jeszcze brakuje mi tego pielęgniarza, do tej całej parady egoistów.
- Ooo dzień dobry, jak się spało? - spytał się. Co on ode mnie chciał, tym razem? Znowu miałam mu w czymś pomóc? Przez jego kłopoty,  w którym jestem zmuszona uczestniczyć czuję się, jak jakaś wolontariuszka.
- Teraz mnie słuchaj uważnie. Pozwolę ci mówić, ale pod warunkiem, że mi pomożesz i ładnie odpowiesz bez zadawania zbędnych pytań. Umowa stoi?- rzekł, oczekując odpowiedzi. Serio? Przecież o nic innego nie może chodzić. Nie miałam ochoty, ale się zgodziłam. Oddał mi głos i pokazał moje karty. Czy mi grzebał w rzeczach? Wzięłam karty do ręki i się im przyjrzałam. Dziwiło mnie to, że chciał te trzy konkretne.
- O co ci chodzi? Nie możesz z tym poczekać do rana?-warknęłam zirytowana, bo nawet spać już nie mogę. Skoro Wysoko Urodzony Egoista, specjalnie o trzeciej w nocy, przyszedł do mnie, by wiedzieć co oznaczają te karty, powinnam czuć się zaszczycona.
-Ta pierwsza przedstawia cierpienie- powiedziałam, odkładając ją na stolik. Dwie następne były dość nietypowe. Bardzo rzadko się zdarzały.
-A te dwie ostatnie to śmierć i miłość. Dlaczego chcesz wiedzieć co oznaczają te konkretne karty?
<Cal?Vivi?>

Lennie CD Yin

Wpatrywałem się w nią i „idioczałem”od słuchania jej zdań. Skoro wszystkich coś zjadło, to ty jesteś toksyczny, że wciąż jesteś tutaj? Czy ona chciała mnie obrazić? Chociaż wiedziałem, o co jej chodzi, czułem się jak dureń. To ma sens jak przeciwsłoneczne okulary, których można używać tylko w nocy. Tego nawet nie zrozumiałem, nie mówiąc o sensie. Czułem się dziwnie, a zmęczenie, jakie zapanowało w mym ciele, potęgowało się, wykorzystując moje otępienie tą sytuacją. Czułem się, jak uczy zaczynają mi się kleić, a gdy chciałem coś powiedzieć, otwierając usta, nie wydobywał się z nich żaden dźwięk, bo nie wiedziałem, co powiedzieć. Co można odpowiedzieć na To ma sens jak przeciwsłoneczne okulary, których można używać tylko w nocy. 
- Racja - powiedziałem w końcu, biorąc jej stronę (chyba). Stwierdziłem w myślach, że skoro nie mogę jej zrozumieć, bo prostu przyznam jej racje, by myślała, że jest inaczej i ją popieram (w czymkolwiek). Gdy wypowiedziałem to słowo, odzyskałem panowanie nad swoim ciałem i zdusiłem w sobie zmęczenie, które zmuszało mnie do zamknięcia oczu. Byłem bliski upadku i zaśnięciu na gołej ziemi, bo nie rozumiałem dziewczyny...
- Ech... - westchnęła, chyba nie nabierając się na to. Przez chwilę obydwoje milczeliśmy, ja w dalszym ciągu nie wiedziałem co powiedzieć, a ona chyba zrezygnowała z dalszego "upokarzania się". Staliśmy na przeciwko siebie bez ruchu, napięta cisza działała na mnie tak samo, jak wcześniejsza nie wiedza. Znowu poczułem się przygnębiony, zmęczony, a co ważniejsze, senny. Powstrzymałem się przed ziewaniem i otworzyłem usta. Najlepiej zacząć od początku.
- Jesteś nowa? - zapytałem, zaciskając zęby, by nie ziewnąć otwartymi ustami. Zamrugałem parę razy oczami, a zmęczenie zniknęło. Czułem się jak wcześniej. Widziałem, jak dziewczyna kiwa głową, na co delikatnie się uśmiechnąłem. - Jest pracownikiem, czy cyrkówką? - zadałem drugie pytanie.
- Cyrkówką. Konkretnie, to robię akrobacje z zawiązanymi oczami - po tych słowach, czułem, jak życie do mnie wraca. Lubiłem odważnych ludzi, z nimi zazwyczaj było najciekawiej.
- Pewnie jesteś w tym dobra - stwierdziłem. - Musisz mi kiedyś pokazać co umiesz - dodałem.

<Yin? Może od początku xd>

Queen Chie

"Dla mnie liczy się tylko dobra zabawa i wygrana, nic więcej!"

Cal CD Rose & Vivi

Nie nie nie nie nie. W życiu nie wezmę nic do ust od tego demona. Pomyśleć, że mógł tam wsadzić jakąś trutkę na szczury albo nie wiadomo jakie świństwo, żebym się szybko z życiem pożegnał. Jednak on dobrze wie, że mam pewnego rodzaju - można to nazwać słabością, chociaż nie do końca - do czekolady. Niestety. Tym razem się nie poczęstuję.
- Zabieraj to ode mnie. - wywaliłem talerz z deserem prosto na ziemię.- Wynocha z mojego pokoju.- oznajmiłem stanowczo demonowi.- I sprzątnij to.- dodałem po chwili. Wstałem z łóżka i usiadłem za biurkiem.
- Oczywiście Tyberiaszu.- odpowiedział demon i pstryknięciem palców sprawił, że talerz i czekoladowa słodycz zniknęły.
- Wyjdź stąd. Nie chcę cię tutaj już widzieć.
- Nie da się grzeczniej? - spytał, kierując się do drzwi. Ja jedynie przewróciłem oczami i zajrzałem do notatek, które leżały na moim biurku.
***
Na ziemię pada światło księżyca, dość jasne, żeby rozproszyć nocne ciemności. W srebrzystej poświacie... Nie ma sensu tak wszystkiego poetycko opisywać. Nie ma sensu sprawiać słowami, że świat jest czymś pięknym. To jedynie rozprasza i odwraca uwagę od ważnych spraw. Jedynie marzyciele się zajmują takimi głupotami. Stałem na polu jakiegoś zboża. Oczywiście jest noc i księżyc w pełni. Zerwał się dość chłodny wiatr. Gdy tylko się odwróciłem, zobaczyłem za sobą mały szałas. Każdy na moim miejscu pewnie by tam wszedł. Ja jednak poszedłem w przeciwną stronę. Nie mam ochoty na żadne przygody. Jednak szybko i, tak czy siak, znalazłem się w środku. Porąbane. Za nim skumałem, gdzie się znajduje. Siedziałem już przed jakimś stole, na którego środku była szklana kula. No cudnie jeszcze jakichś głupich przepowiedni mi brakowało. Poczułem dziwny przeszywający ból, który ogarnął całe moje ciało. Czemu zawsze muszę cierpieć?! Wszystko zaczęło się rozmazywać. Jednak trzy karty, które ukazały się na stoliku przede mną. Były aż za wyraźne. Nie znam się na tym, ale nie sądzę, że to coś dobrego. Mam pecha w życiu. Nagle znowu zerwał się wiatr, który porwał cały ten szałas. Ból ustał i została ciemność...
***
Poderwałem lekko głowę do góry, otwierając oczy. Znowu zasnąłem z głową na biurku. Jak tak dalej pójdzie, moje kości będą się buntować. Z tego, co widzę, na moim zegarku jest trzecia nad ranem. Jeszcze lepiej. Nie mogłem się zwyczajnie rano obudzić? Przeczesałem włosy to tyłu ręką. Oparłem się na krześle i odchyliłem głowę do tyłu. Zacząłem myśleć, chociaż wiadome, że lepiej jest pójść spać. Niestety nie mogłem. Co to miało być? Jakieś durne karty mi podświadomość pokazuje i teraz ciągle mi to chodzi po głowie. Nie da mi to spokoju. Wyszedłem z namiotu. Po dość długim spacerku w ciemnościach w końcu znalazłem to, czego szukałem. Czyli niestety namiot tej całej Rose. Znowu tam wejdę bez pytania, ale już trudno. Dziewczyna spokojnie spała w swoim łóżku. Ja natomiast musiałem znaleźć jedną rzecz - te jej karty. Nie poszło tak łatwo, jak myślałem. Było ciemno. Nie ułatwiło mi to w ogóle sprawy. Jednak koniec z końców je znalazłem. Dziewczyna dalej spała. Chociaż tyle. Stanąłem przed wyjściem z namiotu i zacząłem przeglądać te karty. Znalazłem trzy dość podobne. Tylko teraz... Co to za dziwne obrazki? Czemu świat musi mi tak życie utrudniać? Chcąc nie chcąc stanąłem nad łóżkiem śpiącej Rose. To wiadome, że nie mogę z tym poczekać do rana. Ugh nie wierzę, że to robię. Szturchnąłem ją delikatnie w ramie swoją ręką, wiecznie schowaną w skórzanej rękawiczce. O mało co w twarz nie oberwałem. Zerwała się na równe nogi od razu. Co za nerwowa kobieta. Mam pokojowe zamiary.
- Ooo dzień dobry, jak się spało? - spytałem. Od razu też użyłem swojej mocy, by ją uciszyć. Nie chcę tutaj osób trzecich. Dziewczyna była tym zszokowana. Niby usta się otwierały, ale dźwięk nie wychodził.- Teraz mnie słuchaj uważnie. Pozwolę ci mówić, ale pod warunkiem, że mi pomożesz i ładnie odpowiesz bez zadawania zbędnych pytań.- skończyłem.- Umowa stoi? - spytałem dla pewności. Dziewczyna nie była widocznie za bardzo do tego przekonana. Jednak koniec z końców pokiwała głową. Zgodnie z umową sprawiłem, że mogła znów mówić.
- O co ci chodzi? Nie możesz z tym poczekać do rana?- spytała trochę zirytowana.
- Nie mogę.- odpowiedziałem. Przy okazji pokazałem jej te trzy karty.- Co one znaczą?

<Rose? Vivi?>

15 lis 2018

Yin CD Lennie

- Nazywam się Yin - spojrzałam na rudowłosego. - Jeśli chodzi o to, kim jestem, to trochę zbyt posępną osobą.
Chłopak uważnie mi się przyglądał, ja też zwróciłam na niego większą uwagę, gdy podszedł trochę bliżej. Wyglądał na lekko przeziębianego lub przemęczonego. Wydawało mi się, że już kiedyś go gdzieś widziałam. Nie byłam pewna, czy to złudzenie, dopóki przed oczami mignął mi obraz sprzed kilku miesięcy. Zbierałam pieniądze, pokazując swoje umiejętności akrobatyczne. Niestety policja od czasu, do czasu miewa chęci uprzykrzania życia, dorabiającym na ulicy. Wtedy też miała taką ochotę. Przebili się przez tłum i chcieli mnie spisać. Wyszłoby wtedy na jaw, że nie mam domu ani opiekunów, wsadziliby mnie do przytułku. Zaczęłam zwiewać, byłam szybsza. Uciekając, potrąciłam jednak jedną osobę. Rudy chłopak stracił równowagę i przewrócił się. Odwróciłam się szybko, pomogłam mu wstać i biegnąc dalej krzyknęłam -przepraszam-. Zniknęłam za rogiem budynku. Byłam zbyt zaaferowania, by zwrócić na niego większą uwagę, ale teraz miałam pewność, że tym chłopakiem był Lennie. Zamyśliłam się, byłam ciekawa czy on też mnie zapamiętał...
- Więc co tu robisz? - zapytał, chyba tylko po to, by przerwać ciszę.
- Nie mogłam nikogo znaleźć, pomyślałam, że kogoś spotkam - nie bardzo wiedziałam, co odpowiedzieć. Byłam zbyt sztywna, drętwa... Kurde, nie chciałam, aby pierwsza osoba, którą poznałam w tym miejscu, miała po rozmowie ze mną same złe wrażenia. Zmarszczyłam lekko brwi zła na siebie. Miałam nadzieję, że chłopak tego nie dostrzegł. - Skoro wszystkich coś zjadło, to ty jesteś toksyczny, że wciąż jesteś tutaj? - zerknęłam na Lenniego. Spojrzał na mnie wzrokiem, którego nie byłam w stanie rozszyfrować. Pewnie uznał mnie za szurniętą. Najpierw gadam do siebie, potem ledwo co mogę z siebie wykrztusić, aby po chwili wygadywać głupoty. No, gdybym jeszcze wspomniała, że pamiętam jak kilka miesięcy wcześniej, wpadłam na niego, to miałby świetny materiał do podpięcia mnie pod zakładkę „trzymaj się z daleka to wariatka”. - Wybacz z to pytanie - świetnie... Pytam i przepraszam, że pytam. - To ma sens jak przeciwsłoneczne okulary, których można używać tylko w nocy...
Nie zdałam sobie sprawy z tego, że ostatnie zdanie wypowiedziałam na głos. Czyli jednak trafię do zakładki z wariatami...

<Lennie? Mnie bardziej>

13 lis 2018

Lennie CD Yin

Wyszedłem z namiotu dość późno. Cała noc nie spałem, jedynie przeleżałem, sprawdzając co godzinę, która jest. Koniec końców zasnąłem mniej więcej o siódmej rano, a potem nie mogłem wstać. Wiedząc jednak, że jeśli nie zrobię tego przed południem, znowu będę miał problemy ze snem, wynurzyłem się ze swej nory, ale oślepiony promieniami słonecznymi, wróciłem do namiotu. Przetarłem twarz rękoma, rozciągnąłem się i ponownie wychyliłem łeb zza materiału. Przez chwilę miałem zamknięte oczy, wsłuchiwałem się w teren: ćwierkot ptaków, szelest liści, szum wiatru, świst między budynkami i czyjeś stłumione głosy. Otwarłem jedno oko i się rozejrzałem; teren był czysty, wszyscy zebrali się w głównym namiocie. Cyrkowcy ćwiczyli, a pracownicy przygotowywali namiot do jutrzejszego występu, w którym nie brałem udziału, ze względu na chorobę, jaka się mnie przyczepiła podczas podróży. Leżałem w namiocie dobry tydzień i chociaż miałem tylko katarem i kaszelek, przeobrazili się w gorączkę i chociaż moje moce wcale się nie zmieniły i mógłbym wystąpić bez przygotowania, Pik wolał dać na moje miejsce kogoś nowego. Nie miałem temu nic przeciwko, nawet się cieszyłem, bo gdy wszyscy trenowali w jednym miejscu, ja mogłem legalnie wybrać się na spacer, który odświeży mi nieco umysł.
Będąc przy magazynie, natknąłem się na jakąś dziewczynę. Słysząc, jak mówi sama do siebie, rzuciłem na nią okiem. Była to niziutka blondynka, która po chwili mnie zaczepiła. Mimo, iż nie do końca jeszcze do siebie doszedłem, delikatnie, acz słabo się uśmiechnąłem.
- Lennie – przedstawiłem się, stając w miejscu i patrząc w jej fiołkowe oczy, jakby pozbawione życia i radości. Wyglądała na poważną osóbkę,  a reguły nie przepadałem za takimi ludźmi; nie chodziło tu o ich zimną krew, czy poważne podejście do życia. U większości takich ludzi brakowało radości, bez której świat był nudny i pozbawiony kolorów i nawet takiemu egoiście i prosakowi jak mi bardzo to przeszkadzało. Nie można było z takimi ludźmi pożartować, a znalezienie luźnego tematu do rozmowy było jeszcze trudniejsze.
Ale przecież nie należy sądzić po okładce, prawda?
- A ty kim jesteś? - zapytałem uważnie przypatrując się nieznajomej.

<Yin? Trochę nudnawe mi wyszło>

Yin DO Lennie

Wiedziałam, że ulotki ot, tak sobie, nie wsuwają się do pomieszczeń. Nie mają własnej woli. To Pik podsunął ją do mojego „mieszkania". Jego spotkałam jako pierwszego. Zaprosił mnie do jednego z namiotów i zaproponował przystąpienie do pierwszej grupy. Skorzystałam z tej propozycji. Dowiedziałam się jeszcze trochę o historii cyrku. Wydawał się sympatycznym człowiekiem. Potem Pik gdzieś zniknął, a ja zostałam sama. Nie chciałam się nikomu naprzykrzać, ale nie znałam żadnej z osób należących do trupy bądź pracowników, a wcale nie było ich mało. Miałam nadzieję, że kogoś spotkam i ten ktoś nie zacznie rozmowy od pytania o mój wzrost. Przyszłam w to miejsce, zostawiając moje pianino w starym kiosku. Nie miałam go jak ze sobą przetransportować, a zależało mi, aby go nie stracić. Może jest tu ktoś, kto wiedziałby jak rozwiązać mój problem. Jednak zaczynanie rozmów to nie jest moja dobra strona. Jedyne przeszłam tam i z powrotem bez celu i usiadłam pod drzewem. Otworzyłam książkę, którą wcześniej jako pierwszą lepszą wyciągnęłam z teczki. Trafiło na podręcznik z ciekawostkami z astronomii. Otworzyłam na losowej stronie. Przeczytałam tytuł zagadki; „Księżyc jest kulą, jednak na jego tarcza wygląda płasko - brakuje cieniowania charakterystycznego dla kuli oświetlonej światłem kierunkowym - czego to efekt?” Westchnęłam, wyobrażając sobie gwiazdy. Skierowałam głowę ku górze.
- To przez grunt, który odbija najwięcej światła do źródła. To dość powszechne zjawisko wśród skalistych ciał niebieskich - pomyślałam, nie patrząc na odpowiedź pytania.
Poczułam na sobie czyiś wzrok. Nie nachalny, ale ktoś zwrócił na mnie uwagę. Odwróciłam głowę i dostrzegłam rudego, wysokiego chłopaka. Miał na sobie pelerynę i kapelusz. Ruszyłam swoje cztery litery z ziemi.
- Poczekaj, proszę- odważyłam się na pierwsze słowa. Zacięłam się jednak na chwilę, bo dziwnie było mi pytać o przysługę, w postaci przeniesienia fortepianu, kogoś dopiero zauważonego. - Jak masz na imię?


<Lennie?>

Yin

"Ilu z nas owija serce izolacją? By było łatwo, nie jest łatwo."

10 lis 2018

Informacja

Informuję Was, że event został zakończony. Z pewnością powrócimy jeszcze do niego, jednak jak na razie zostanie to odłożone na bok.

~ Przepraszam was no i życzę miłego dnia ^^

28 paź 2018

Lennie - #4 Grupa I

- To ja proponuje wyprawę nad jezioro - powiedziałem do swojej grupy, składającej się z Anubisa, Smiley oraz bliźniaków.
- Mi to pasuje - odpowiedziała radośnie dziewczyna, a jej brat pokiwał twierdząco głową. Dawno nie widziałem żadnych bliźniaków, a oni wyglądali praktycznie tak samo. Czasem chciałbym mieć osobę, bardzo podobną do mnie.
Anubis i Smiley także się zgodzili. Zajrzeliśmy do mapy i każdy z nas postarał się zapamiętać trasę, na wypadek, gdyby któreś z nas zapomniało. Postanowiliśmy zostawić mapie reszcie, która jeszcze nie zdecydowała, którędy podążyć.
- Wydaje mi się, że trzeba przejść przez miasto, aż do mostu - powiedział Anubis, a reszta nie mając pojęcia, jak właściwie wygląda cały Avalon, postanowiła pójść za jego pomysłem. Ruszyliśmy w kierunku miasta, które wyglądało na dziwnie opustoszałe. Czy nie tylko cyrkowcy zaczęli się dziwnie zachowywać? Czy może coś, co spowodowało u nich taką zmianę, zadziałało także na innych ludzi? To wszystko wydawało się bardzo dziwne. W całym mieście panowała martwa cisza, w każdym budynku było zgaszone światło i nigdzie nie było żywej duszy.
- To dość straszne... - powiedziała cicho różowowłosa. Na chwilę się zatrzymaliśmy, czując w powietrzu zagrożenie.
Ziemia się nagle zatrzęsła, a znikąd usłyszeliśmy krzyk kobiety. Wszyscy odwrócili się w jedną stronę, ale niebezpieczeństwo pojawiło się za naszymi plecami. Coś dużego wylądowało na ziemi. Szybko się odwróciliśmy i zobaczyliśmy potężnego gryfa z rozprostowanymi skrzydłami. Może nie znałem całkowicie legendy o Królu Arturze, ale wiedziałem, że to stworzenie należało do złego człowieka, który chciał obalić króla i zostać władcą Avalonu - tylko nie pamiętałem imienia.
Gryf wydał z siebie głuchy pisk zmieszany z warczeniem i ruszył w naszym kierunku. Cyrkowcy jak to cyrkowcy: każdy zrobił unik, ale to nie zniechęciło wroga. Zamachnął skrzydłem, uderzając Aikę, która poleciała parę metrów do tyłu. Na swoje szczęście została złapana przez brata.
- Kryjcie się! - krzyknąłem, wyciągając z kapelusza małe kulki. Rzuciłem je na ziemię, a te rozbijając się, stworzyły ogromną chmurę szarego dymu. Gryf nie zobaczył, gdzie każdy z nas się skrył, ja z resztą też tego nie wiedziałem. Z czyjegoś samochodu trudno znaleźć pozostałych.