9 kwi 2018

Nice CD Lennie

Chłopak był tutaj dłużej niż ja i w dodatku był już w grupie zaawansowanej. Trochę mu zazdrościłam, ale w jakiś też sposób zmotywowałam. Zapytałam się czym się zajmuje, a w odpowiedzi dostałam "magik". Nieźle pomyślałam sobie. W dodatku zrobił przy mnie sztuczkę. Podwinął aż rękawy, aby udowodnić mi, że to nie byle jakaś, naciągana sztuczka. Otrzymałam w prezencie piękna różę. Odłożyłam ją delikatnie na stół.
- A co do zainteresowań, to nie jestem pewien. Trochę poczytam, pobiegam, pozwiedzam, ale najbardziej to lubię zajmować się zwierzętami i czarować. I trochę jeżdżę na łyżwach - powiedział, a ja uważnie go słuchałam. - A ty? - zapytał się, a ja odłożyłam kubek z którego piłam.
- Ja jestem treserką zwierząt. Mam swojego tygrysa, który obecnie śpi w moim namiocie. Ma na imię Mirai. Jest bardzo kochana i nie zrobiłaby nikomu krzywdy. - uśmiechnęłam się wesoło. - Ja jestem w grupie uczących się, ale nie przeszkadza mi to. Przynajmniej mogę popatrzeć na występy innych i przy okazji się czegoś nauczę - zaśmiałam się i wróciłam do dalszej rozmowy, a raczej opowiadaniu o samej sobie. - Co do zainteresowań to lubię uprawiać sport. Nie ma dla mnie różnicy jaki to sport, ale ważne jest to, abym dobrze się bawiła. Od czasu do czasu pogram z dzieciakami na ulicy w piłkę nożną czy koszykówkę - dodałam. Na samą myśl o zagranie w piłkę nożną, nogi mnie niosły, aby zagrać.
- Chciałbyś poznać może Mirai? - zaproponowałam, gdy tylko spojrzałam się jaka jest już godzina.

<Lennie?> ^ω^

8 kwi 2018

Vogel CD Smiley

Jeździliśmy razem przez bardzo długi czas, aż do momentu, kiedy dziewczyna odłączyła się ode mnie i dała wszystkim ludziom, będących na lodowisku, niepowtarzalne przedstawienie. Kiedy zakończyła swój występ, podjechała do mnie speszona wzrokiem tych wszystkich ludzi. Chowając się za mną, przeprosiła mnie za to, co zrobiła. Spojrzałem na nią zaskoczony, a następnie odwróciłem się do niej, łapiąc ją za ręce.
- Przepraszasz? Przecież to było wspaniałe! To, co zrobiłaś... to niewiarygodne -mówiłem na jednym tchu, pełen ekscytacji -chciałbym oglądać to cały czas -zaśmiałem się, po czym zwróciłem się w stronę ludzi, puszczając przy tym dłonie dziewczyny.
- Naprawdę? -zapytała bez pewności.
- Oczywiście -skinąłem głowę, po czym zacząłem podnosić lewą nogę do góry, tak jak to ona robiła. Niestety już po chwili czułem, że się przechylam, przez co znów stanąłem na obydwie nogi -oni wszyscy też tak myślą -wskazałem na tłum ludzi, który już powoli zaczął od nas odjeżdżać.
Smiley powiodła po wszystkich swoim wzrokiem, który nadal miał w sobie wiele niepewności. Kiedy już widziała, że już nikt się nią nie interesuje, odetchnęła z ulgą, uśmiechając się przy tym. Spojrzała na mnie, trzymając dłoń przy sercu, jakby chciała je uspokoić. Podjechałem do niej powoli.
- Pojeździjmy jeszcze przez chwilę, a później znowu gdzieś pójdziemy, co ty na to? -zaproponowałem, okrążając ją.
- Dobrze -skinęła głową -już chyba nawet wiem, gdzie pójdziemy -powiedziała już o wiele pewniej.
- Czyli zdaje się już na ciebie.
- Na to wygląda -zaśmiała się, po czym ruszyła przed siebie.
Ruszyłem zaraz po niej, pytając się przy tym jej, skąd się nauczyła tego triku, który tutaj przedstawiła. Kiedy już się wytłumaczyła, chciałem się tego nauczyć, a że mocno nalegałem, Smiley zaczęła uczyć mnie podstaw, co i tak nie wychodziło.
Po kilkunastu minutach w końcu zeszliśmy z lodowiska. Przebraliśmy buty i ponownie ruszyliśmy na miasto, lecz tym razem miałem jakieś dziwne uczucie, które próbowałem zbyć, by nie martwić Smiley. Przechodząc przez kolejną, zapełnioną ludźmi, uliczkę, czułem się coraz dziwnej. Cały czas odwracałem głowę, oglądając się za czymś lub kimś, przez kogo tak źle się czułem.
Wtedy usłyszałem głos, który wyrwał mnie z nerwowych myśli. Spojrzałem na nią zdezorientowany, otrząsając się z chwili nieuwagi. Przez chwilę zwlekałem z odpowiedzią, ponieważ musiałem dobrze przemyśleć, co takiego powiedziała, jednakże widząc jej zmartwienie malujące się na jej twarzy, mogłem szybko odgadnąć, o co pytała.
- Tak... -odpowiedziałem lekko zachrypniętym głosem. Odchrząknąłem głośno, a następnie powtórzyłem -tak, wszystko w porządku.
Ta jednak nie wydawała się mi wierzyć. Patrzyła na mnie nieodgadniętym spojrzeniem, by następnie odwrócić głowę w drugą stronę, zostawiając mnie przy tym z pustką w głowie. Westchnąłem zrezygnowany, po czym łapiąc się za tył głowy i odwracając swój wzrok w stronę parku, który znajdował się po drugiej stronie ulicy, powiedziałem zmęczonym głosem.
- W sumie, nie czuję się zbyt dobrze -powiedziałem w końcu. Wtedy również zauważyłem, że dziewczyna ponownie na mnie patrzy. Po chwili ciszy w końcu się odezwała.
- To może jednak wrócimy do hotelu, a pójdziemy tam na drugi dzień? -zapytała zatroskana.
Pokręciłem głową i spojrzałem na nią, zastanawiając się, czy aby na pewno mówić jej o tym odczuciu. W końcu zdecydowałem.
- To nie w ten sposób czuję się źle. Czuję, że ktoś nas obserwuje, a właściwie mnie, jakby mówił, że mam stąd zniknąć -powiedziałem niepewnie, zatrzymując się przy tym.
Dziewczyna postąpiła tak samo, krzyżując przy tym ręce na swojej klatce, a następnie zaczęła się dyskretnie rozglądać. Może jednak ona również to czuła? Zanim jednak zapytałem, o co jej chodzi, złapała mnie za rękę i pociągnęła mnie za sobą, idąc przy tym znacznie szybszym tempem niż przed chwilą. Po krótkiej chwili weszliśmy do jakiegoś budynku, który później okazało się kinem. Szybko usiedliśmy na jedynej wolnej ławce, by następnie móc się rozglądać. Złapałem ją za ramię, próbując ją tym samym uspokoić. Kiedy poczuła na sobie mój dotyk, spojrzała się na mnie.
- Spokojnie, tu nic nam nie grozi -powiedziałem cicho, na co dziewczyna westchnęła.
Rozsiadając się wygodniej, patrzyliśmy na przechodzących obok nas ludzi. Dopiero wtedy zorientowałem się, że uczucie obserwowania nie zniknęło. Przeczesałem nerwowo swoje włosy, spoglądają przy tym za siebie przez ramię i wtedy ujrzałem dziwną postać, która stała przed szklanymi drzwiami budynku. Stała w bezruchu, skierowana idealnie w moją i Smiley stronę, tak jakby naprawdę nas śledziła. Przełknąłem nieprzyjemną gulę w gardle i odwróciłem się z powrotem do przodu. Byłem spięty i wiedziałem, że bardzo dobrze to widać.

<Smiley?>

7 kwi 2018

OD Mefody

Doszedłem do znajomego mi rozwidlenia. W Londynie mieszkam już trzeci miesiąc i zdążyłem całkiem nieźle zaznajomić się z terenem. Szybkim, aczkolwiek opanowanym ruchem ręki wydobyłem papierosa oraz ogień. Podpaliłem białą stronę szluga, po czym zaciągnąłem się powoli. Dym rozpływał się wewnątrz mnie, po paru chwilach poczułem lekkie rozluźnienie. Mimo tego nie pozwoliłem sobie na nawet chwilę odpoczynku, jestem w końcu umówiony. Kelly, ten pieprzony debil zadecydował, że sobie muszę zasłużyć na pracę u nich. A raczej przejść test. Teraz idę po jego wyniki, co mocno mnie denerwuje, i to nie chodzi o stres. Miejsce spotkania wyznaczył jako niewielką kawiarnię, w centrum miasta. Dobrze ją znałem i nie dziwiłem się, gdy właśnie to miejsce ukazało się w treści naszej rozmowy telefonicznej. Cała jedna ściana pokryta szybami, dzięki czemu widać dokładnie to, co dzieje się w kawiarni. Monitoring zaopatrzony w siedem kamer, obejmujący każdy kąt przytulnego, aczkolwiek niezwykle tłocznego miejsca. To także wpływa na jego korzyść - na pewno ktoś by zareagował, gdyby coś poszło nie tak. Kelly nie jest idiotą, jeśli chodzi o planowanie. Właściwie, to przechodziłem przez to wszystko z nim - przez tą całą naukę, co robić w danej sytuacji, jak jej zapobiec,... Od dzieciaka łaziliśmy wszędzie razem, a teraz zobaczę go po raz pierwszy od dwóch lat. Od calutkich dwóch lat. Tak naprawdę, to zdziwił mnie jego telefon. Przez ten czas nie pisaliśmy ze sobą ani razy, nie dawaliśmy znaku życia. Miałem nadzieję, że to spotkanie nie ma na celu jeszcze bardziej mnie udupić, bo aktualnie jestem bezrobotny, nie mam za co żyć, a jeśli do końca tygodnia nie zapłacę za mieszkanie, wywalą mnie na zbity psyk.
Już będąc na miejscu, musiałem czekać dobre dziesięć minut przy jednym z ciemnobrązowych stołów. Czerwona kanapa byłą skórzana, dziwnie wygodna. Cudem było, iż znalazłem wolne miejsce. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu, jeśli ta cio*a nie pojawi się tutaj w czasie kolejnych dziesięciu minut, zmywam się. W tej samej chwili zobaczyłem, jak ktoś siada naprzeciwko mnie. Od razu podniosłem wzrok na znajomą mi twarz. Wyraźne kości policzkowe, lekki zarost, dwa kolczyki w jednym uchu, dwa w drugim, błękitne oczy przyglądające mi się spod zmarszczonego czoła, siedzący niedbale, opierając łokcie o kolana i złączając dłonie. Siedział pochylony do przodu, jego kolczyk w wardze nieprzyjemnie błyszczał w promieniach słońca. Tak rzadko tutaj świeci, że aż trudno uwierzyć, że w tak ponury dzień słońce zadecydowało się gwarantować nam darmowe solarium. Siedzieliśmy w ciszy, nie wiedząc jak zacząć rozmowę. Oparłem się wygodnie o oparcie, zarzucając na nie ramię w niedbałym geście. Nie spuszczaliśmy z siebie oczu. Tak dawno go nie widziałem, ale nie czułem żadnych emocji, gdy w końcu się pojawił.
- Wolałem przekazać ci to osobiście, niż przez telefon - zaczął bez zbędnych grzeczności. Teraz dziękowałem sobie w duchu za to, że nikt tutaj raczej nie rozumie polskiego i nie dosłyszy niczego, co chcielibyśmy pozostawić między nami. - Nie myśl sobie, że przyjechałem tutaj dla ciebie, jestem w trasie i byłeś po drodze - mruknął, na co nie zareagowałem. Oczywiście, że normalnie nie marnowałby czasu na kogoś takiego jak ja. Nie dziwiłem mu się ani trochę, że postanowił ubliżać mi na każdym kroku. Zasłużyłem sobie.
- A więc, wyłapano wszystkich. Grzywę, Ciapatą, Beniamina, Krzywą,... Wszystkich. Mnie akurat nie było w pobliżu, bo szukałem takiego chu*a jak ty - mówił, a ja nie mogłem uwierzyć jego słowom. Złapano? Ich wszystkich? Poczułem gulę w gardle, że wszyscy moi byli przyjaciele mają przeze mnie przesrane. Wpatrywałem się w niego wyczekująco dając znak, by kontynuował.
- Nawet Grzywa wpadł...- ciągnął, a ja wstrzymałem powietrze w płucach. Jak to? Ten, niewinny i najbardziej porządny Grzywa, wspierający każdego w każdej sytuacji? Najgorsze jest to, że on ma dopiero czternaście lat... Boże, jestem potworem. Zrujnowałem życie dziecku. Boże, przecież ja je zrujnowałem co najmniej pięciu dzieciakom!
- Kiedy? - spytałem cicho. Tylko tyle byłem w stanie z siebie wydusić. Usłyszałem wręcz, jak krew buzuje w jego żyłach. A jeśli to moja krew?
- Dwa lata temu, dwa dni po twoim odejściu - poczułem, jakby ktoś wyprał ze mnie wszelkie uczucia i emocje.
*Parę dni później*
Start podobno zawsze jest najgorszy. Mam nadzieję, że do prawda, bo do cholery jeśli cały czas będę się tak zawodzić, to naprawdę się powieszę. Boże, ile razy można pomylić magazyny, upuścić na własne stopy ciężki metal, spróbować zawiązać jakieś małe chu*ostwo na idealną kokardę, podczas gdy wychodzi węzeł podobny do tego, który służy do wieszania się? W zasadzie, to chętnie bym teraz z takiego skorzystał. Ale nie stać mnie na własny pogrzeb, więc jeszcze trochę muszę pożyć.
Westchnąłem, wychodząc wreszcie z tego szeregu takich samych, przynajmniej dla mnie, namiotów. Nic dla mnie nie znaczą, są jednocześnie wybawieniem i kulą u nogi. Naprawdę nie cierpię tej pracy, będę musiał niedługo chyba poszukać innej, jeśli wypłata się nie zwiększy lub nie polubię tego zadupia. Ze wszystkich miejsc w Londynie ten cały cyrk musiał zadomowić się w takim, w którym nic się nie dzieje? Przyśpieszyłem kroku, poprawiając słuchawki na głowie. Tak, używam tylko i wyłącznie tych nausznych, te douszne to ździerstwo i tyle. W dodatku ciągle wypadają z uszu i się psują oraz plątają, co niezwykle irytuje. Cóż, chyba mnie wszystko irytuje, więc po co ciągnąć ten temat?
Nadal nie mogłem się pozbierać po rozmowie z Kellym. Przecież on powinien mi dowalić, a nie spokojnie siedzieć tak blisko i jedynie wymieniać fakty i w międzyczasie mnie gnoić. Wypaliłem kolejnego papierosa, dzisiaj wieczorem otrzymam wyniki moich testów. Pik, jakiś gość o dziwnym kolorze włosów, zaproponował mi pracę w cyrku. W cyrku, rozumiecie? Kto normalny zabiera się za coś podobnego? Ale, że jako jedyny przyjął mnie wiedząc o moich wybrykach, powinienem go chyba ucałować. Cóż, chociaż wziął mnie jak na razie na próbę, to i tak bardzo wiele. Już zaoferował mi miejsce spania, za co byłem mu ogromnie wdzięczny. Bo prawie mnie wykopali z mojego poprzedniego lokum.
Udałem się do jednego z ciekawszych miejsc - ulicy z dość wysokim murkiem, z którego miało się widok na pół okolicy. Będąc już na miejscu zauważyłem, że moje dotychczasowe miejsce zajmuje jakaś znajoma mi osoba. Znajoma, ale tylko z wyglądu. Bo normalnie nigdy nie miałem z nią do czynienia. Dzięki mojemu wzrostowi, bez problemu wskoczyłem na powierzchnię murka, spoglądając z ciekawością na twarz jednego z cyrkowców. Albo przynajmniej kogoś należącego do cyrku.
- No cześć! - zaśmiałem się cicho, patrząc lekki wytrzeszcz oczu. - Co tak tutaj siedzisz w samotności, hmm? Przecież szkoda tracić czas! - zaśmiałem się głośno, nawet nie wiedząc z czego. Raczej to już był mój nawyk.
- No weź, chyba nie jestem aż taki straszny - zawołałem, wskazując palcem na minę osoby siedzącej obok i śmiejąc się przy tym.

< Ktoś? Nie potrafię zaczynać, przepraszam >

Mefoda

Nie ma swojego motta, kieruje się umysłem, nie cytatami

6 kwi 2018

Lennie CD Nice

Napiłem się gorącego kakao. Ciepła ciecz rozlała się po moich gardle, lekko przymknąłem oczy. Sen powoli wracał, może powinienem odpocząć za jakiś czas?
- Trochę już tutaj jestem, zdążyłem nawet dołączyć do grupy pierwszej - odpowiedziałem na pierwsze pytania. Przypomniałem sobie pierwsze dni, jakie tutaj spędziłem. Ta niepewność, że mi się nie uda, odchodziła krok po kroku, po każdym dniu, gdy prezentowałem przed innymi swoje umiejętności. Koniec końców zdecydowali, ze zasłużyłem na grupę występująca. Uczucie było wspaniałe.
- A jaką rolę odgrywasz? - zadała kolejne pytania. Wyprostowałem się, podwinąłem rękawy aż do łokci, by nie pomyślała sobie, że to jakaś amatorska sztuczka, gdzie wszystko chowasz w rękawach, następnie przybliżyłem swoją dłoń do jej ucha.
- Jestem magikiem - zamiast wyciągnąć monety, wyczarowałem w dłoni białą różę bez kolców i wyciągnąłem rękę. Podałem jej kwiat. - Jak widzisz, róża nie jest mała, a rękawy miałem podwinięte - powiedziałem kręcąc nadgarstkami wokół własnych osi i odwinąłem rękawy.
- Rzeczywiście - odpowiedziała z uśmiechem i położyła kwiat obok siebie na stoliku. Napiła się kakao. - W ten sposób mógłbyś wyciągnąć wszystko? - pokiwałem twierdząco głową. Twoją ściereczkę też, przeszło mi przez głowę.
- W granicach rozsądku - poprawiłem ją. Cicho się zaśmiała, pewnie wyobrażając sobie, jak wyciągam z jej włosów jakiegoś słonia czy coś podobnie wielkiego. - A co do zainteresowań, to nie jestem pewien. Trochę poczytam, pobiegam, pozwiedzam, ale najbardziej to lubię zajmować się zwierzętami i czarować. I trochę jeżdżę na łyżwach - powiedziałem ogólnie. - A ty?

<Nice?>

4 kwi 2018

Lennie CD Schin

Odwiedziłem nowa kawiarenkę z czystej ciekawości. Mimo, iż była dopiero otwarta, słyszałem o niej plotki, że jest niczego sobie: ciasta słodkie, kawy doskonałe, obsługa miła i sprzedawczyni ładna. Ponad to właścicielka brała udział w akcjach charytatywnych, co się bardzo chwali. Już na samym wejściu bardzo spodobała mi kolorystyka: barwy do siebie pasowały i nie raziły w oczy, nie odciągając wzroku od małej szklanej szafeczki z ciastami. Od razu zapragnąłem spróbować ciasta straciatelli, ale miejsce do siedzenia okazało się trudnym znaleziskiem. Większość zajęta, a nie chciałem się wcinać jakiejś rodzinie, czy parze. W końcu jednak udało mi się wychwycić wzrokiem stolik, przy którym siedziała jedna osóbka. ruszyłem do niej.
- Lennie. Ty jesteś Schin, prawda? - przedstawiłem się po małej wymianie zdań.
- Tak - skinęła głową. Wziąłem do ust kawałek ciasta.
- Chyba nie mieliśmy jeszcze okazji porozmawiać - stwierdziłem. Dziewczynę kojarzyłem, kiedyś przedstawił mi ją Pik, stąd znałem jej imię. Nie miałem jednak możliwości przeprowadzenia z nią dłuższej rozmowy. - Co robisz w cyrku? - zapytałem. Przez chwilę milczała.
- W sumie, to nic ważnego... pracuje, roznoszę orzeszki i takie tam... Częściej pomagam ojcu - wytłumaczyła i spojrzała w lewo, skąd dobiegł płacz dziecka. Na szczęście rodzice zaraz go uciszyli. Nie przepadam za dziećmi, są głośne, sprawiają problemy, trzeba po nich sprzątać, a jak nie spełnisz ich prośby, zaczną płakać i mówić wszystkim, jakim to złym człowiekiem jesteś.
- Ja czaruje - Schin się lekko uśmiechnęła.
- To musi być wspaniałe - westchnęła i nagle podeszła do nas kelnerka. Postawiła przed dziewczyną talerz ze słodkością. Życzyła "smacznego" i odeszła.
- Wygląda przepysznie - wskazałem widelcem na ciasteczka. Pokiwała głową i spróbowała jednego. - A co do czarowania, to jest ciekawie. Chociaż męczy mnie fakt, że ludzie albo wymyślają sobie niestworzone wyjaśnienia "jak to się mogło stać", ale cię męczą, by dowiedzieć się jak to zrobiłeś - powiedziałem.

<Schin?> 

Smiley CD Vogel

Ucieszyłam się jak mała dziewczynka gdy ptaszek wszedł mi na rękę. Jedząc okruszki z mojej dłoni łaskotał mnie przez co nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Ptaszek z pełnym brzuszkiem odleciał, a ja wraz z Vogel'em doszliśmy na lodowisko. Przed wejściem na lód zjedliśmy najpierw słodkości, które kupiłam wcześniej. W moich ustach po wzięciu kęsa ciastka, rozpłynął się przepyszny smak. Te ciasteczka były naprawdę pyszne.
Po zjedzeniu przepysznych łakoci, poszliśmy po łyżwy. Ubraliśmy je po czym ruszyliśmy na lodowisko. Weszłam jako pierwsza na lodowisko. Spojrzałam się na Vogel'a. Co prawda na samym początku nie mógł za bardzo utrzymać równowagi, ale po kilku minutach udało mu się. Pomogłam mu chwytając go za rękę, dzięki temu miał zarys tego jak ma utrzymać równowagę. Uśmiechnęłam się gdy na sam widok tego jak Vogel doskonale się bawi oraz jego rozbawionej twarzy. Jako, że ludzi nie było za dużo na lodowisku, a piosenka jaka leciała była jedną z tych do których ostatnio tańczyłam na linie, poniosło mnie odrobinę. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie jakbym była w cyrku, a moje przedstawienie się właśnie zaczęło. Delikatnie zaczęłam sunąć się po tafli lodu.
Po zrobieniu piruetu otworzyłam oczy. Ludzie patrzyli się na mnie, a Vogel był zaskoczony. Szybko wróciłam do chłopaka i schowałam się za jego plecami. 
- Chyba przesadziłam - powiedziałam pod nosem, chwytając się delikatnie kurtki chłopaka. Chciałam się ukryć za nim, ale chyba nie miało to żadnego sensu. Ludzie patrzyli na mnie i bili brawo. 
- Vogel przepraszam za to zamieszanie - wyszeptałam w jego stronę. 

<Vogel?>

3 kwi 2018

Nice CD Lennie

Od razu ruszyłam, aby poskromić kawałeczki szkła. Czułam się źle z tym, że wparzyłam do środka jak gdyby nigdy nic. Powinnam się cieszyć, że chłopak sam sobie nie zrobił krzywdy. Gdyby ta szklanka akurat była koło jego dłoni i upadła to by chłopak się oparzył gorącą cieczą w dodatku jakiś skrawek szkła czy coś.
W ramach rekompensaty postanowiłam zrobić chłopakowi dany napój który przeze mnie rozlał. Zapytałam się co to za dokładnie był napój i jak się okazało było to kakao. Od razu ruszyłam, aby zrobić. Nie minęło pięć minut, a już gorący kubek kakao był gotowy. Oczywiście nie miałam nic przeciwko aby samej wypić jako, jednak wolałam herbatę. Podałam kubek chłopakowi, który dokończył sprzątanie szkła ze ziemi. Usiedliśmy przy stoliku. Spojrzałam się na chłopaka, gdy ten wziął łyk kakao. Na słowo "Pyszne" które powiedział chłopak, na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Cieszyłam się iż mu zasmakowało. Chłopak przedstawił się a ja zrobiłam to samo.
- Ładnie. Widzę, że imię odpowiada twojemu charakterowi - nie wiedziałam za bardzo o co chodzi chłopakowi, ale dałam sobie z tym spokój.
- Ja jestem w cyrku od kilku dni, a co z tobą? Jesteś długo tutaj? W jakiej grupie jesteś? Czym się interesujesz? - zadałam mu kilka pytań na raz, aby jak najszerszym łukiem omijać temat pojawiającej się z nikim ścierki.

<Lennie?>

2 kwi 2018

OD Schin

Zatrzymałam się na chwilę i spojrzałam na kawiarnię. To chyba była ta nowa kawiarenka. Pomyślałam, że możnaby do niej wejść, może zostanie jednym z moich ulubionych miejsc? Weszłam do środka, po czym zaczęłam się rozglądać. Kolorystyka miejsca była utrzymywana w barwach czarnych oraz białych, zaś okrągłe stoliki, których nie było dużo, miały maksymalnie 4 krzesła. Podeszłam do kolejki do lady. Jak na nową kawiarenkę ma strasznie dużo klientów. Przez czas, gdy czekałam na swoją kolej, patrzyłam na to, co można zamówić. Gdy nadeszła moja kolej, zamówiłam "magdalenkę", a po złoźeniu zamówienia, odeszłam od lady. Nie umiałam złapać wzrokiem żadnego pustego stolika. Gdy w końcu takowy znalazłam, podeszłam do niego i siadłam przy nim. Po chwili czekania na zamówienie, podszedła do mnie pewna osoba.
- Przepraszam, można się dosiąść? - zapytała. Rozejrzałam się szybko po kawiarence. No w sumie ja ledwie znalazłam miejsce, więc jak ta osoba miała znaleźć wolny stolik dla siebie.
- Tak, nie ma problemu - odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem. Twarz osoby wydaje mi się znajoma - nie jesteś przypadkiem z The Circus Magic?
Osoba pokiwała głową na tak. Ha, wiedziałam.
- A... Teraz cię skojarzyłam, ... Um... Jesteś? Zapomniałam pseudonimu - zarumieniłam się delikatnie ze wstydu. Jak można nie pamiętać imienia jednego z współpracowników, tak jakby. Bo ja pracowałam, roznosiłam przekąski, a mój znajomy występował najprawdopodobniej.

<Ktoś?>

1 kwi 2018

Happy Easter!

Niech zajączek szczodry będzie i z jajeczkiem do Was przybędzie, niech święconka smaczna będzie, a w Dyngusa woda wszędzie.