23 gru 2018

Vivi CD Rose & Cal


Gdy chłopiec mnie odesłał poszedłem wrócić do swoich zajęć. Nie żeby miały mi zabrać specjalnie dużo czasu. Jednak nadal musiałem jakoś zapracować na zaufanie. Nie miałem ochoty wyzbywać się tylu ludzi naraz w przypadku gdyby coś zauważyli lub odkryli. Dopiero pod wieczór miałem trochę czasu dla siebie. Przeciągnąłem się i przybrałem cienistą formę. Bez zbędnego trudu prześlizgnąłem się to namiotu chłopca. Obserwowałem go chwilę do czasu aż nie zaczął się rozglądać widocznie zirytowany. Zniknąłem i pojawiłem w pobliżu namiotu jak jej tam było... Ach Rose... Była nawet interesująca, przynajmniej z tego względu, na Cal'a. Coś się w nim zmieniało gdy był przy niej. Dziewczyna nie zwróciła uwagi na moją prezencję, możliwe, że była zbyt zmęczona. Nic zbyt ciekawego się nie działo do czasu gdy zjawił się zbyt dobrze mi znany wygnaniec.
- O co ci chodzi? Nie możesz z tym poczekać do rana?- zapytała widocznie zirytowana.
- Nie mogę.- odpowiedział pokazując Rose trzy karty.- Co one znaczą?
Po chwili otrzymał odpowiedź nad swoje pytanie. Dalsza rozmowa mnie już nie interesowała zostawiłem ich w spokoju. Przynajmniej na razie.
A więc cierpienie... Śmierć i miłość... Intrygujące... A może... Gdybym tylko znalazł kogoś na kim mu zależy... Z żalem stwierdziłem, że Cal przecież z nikim nie jest tak blisko. Jest oziębłym, aroganckim księciem. Może mu pomogę znaleźć drugą połowę... Zamyśliłem się. No cóż, ale jak do tego podejść? Moje uszy drgnęły. I już miałem genialny plan...
Dałem dzieciakom chwilę spokoju. Och to nie tak, że mi się znudziło potrzebowałem czasu aby wszystko przygotować.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Wybiła ósma. Cóż zajęło to dłużej niż sądziłem. No, ale teraz wystarczyło zwabić głównych bohaterów na scenę. Gdy wślizgnąłem się do namiotu książątka ten jeszcze głęboko spał. Widać nocne eskapady mu nie służyły. Nachyliłem się nad nim zamyślony i chwyciłem go za nadgarstek, a moment później oboje znajdowaliśmy się w jakiś ruinach. Odsunąłem się o krok od śpiącego. A z cienia dobiegło gardłowe warczenie.
- Jeszcze nie teraz... - Ofuknąłem istotę ukrytą w cieniu.
Tym razem przeniosłem się do namiotu dziewczyny. Ku mojemu zdziwieniu już nie spała, a siedziała przy lustrze czesząc włosy. Stanąłem za nią.
- Wcześnie jesteś na nogach. Sądziłem, że po tym jak cię Cal obudził będziesz jeszcze głęboko spać.
Aż podskoczyła odsuwając się ode mnie.
- Co ty tu...?!
- Ach nie przejmuj się mną. - Obejrzałem paznokcie zadowolony się uśmiechając. - Ponieważ na twoim miejscu raczej zastanawiałbym się co teraz.
- Co to ma w ogóle znaczyć!? Natychmiast wyjdź.
- Złość piękności szkodzi, panienko.
I puf! Znów staliśmy w tych samych ruinach jednak, trochę dalej od miejsca gdzie leżał Cal. Dziewczyna zaskoczona się rozglądała.
- Ach prawie bym zapomniał... Musicie sobie jakoś poradzić BEZ nadprzyrodzonych zdolności. - Zachichotałem odchodząc od niej.
I teraz wszystko było gotowe. Ogromna bestia, z którą zostawiłem Tyberiasza dostała ode mnie znak do działania. I tak oto z cienia powoli wyłoniła się wielka pręgowana bestia. Ogromny kot rozglądnął się, a końcówka jego ogona niespokojnie drgała. Nagle wypatrzył Cal'a i od razu się przyczaił gotowy do skoku.
Zjawiłem się przy niczego nieświadomym chłopaczku i szturchnąłem go nogą.
- Hej... Cal... Na twoim miejscu zacząłbym biec... Jedno draśnięcie jego kłów lub pazurów i jesteś martwy. - Uśmiechnąłem się wrednie spoglądając na jego zdziwioną twarzyczkę.
Grę w kotka i myszkę czas zacząć.
(Cal? Rose?)

16 gru 2018

Shu⭐zo CD Lennie 

Cóż tu dużo mówić? Ostatnie parę dni nie różniły się za bardzo od siebie. Ciągle siedziałem u siebie albo komuś pomagałem. Miałem ręce pełne roboty. Szczerze lubię to. Dzięki pracy mam mega dużo energii i się nie nudzę. Tego ranka wstałem normalnie o ósmej. Wypiłem na szybkiego herbatkę i zabrałem się do pracy. Musiałem skończyć swoje najnowsze kreacje na te coraz chłodniejsze dni. Potem chciałem też się wybrać do miasta, ale przed tym muszę też zajrzeć do Lennie'go. Biedak już tak długo jest chory. Westchnąłem zmartwiony na samą myśl o tym. Powinno mu się już polepszać. Kto wie, może dzisiaj już stanie na równe nogi? Błagam, żeby już był zdrowy. Wiecznie nie może być chory.
Dzisiaj już darowałem sobie moje królewskie ubrania. Nie będę cudować. Nie mam ciepłych rzeczy, które określają mój styl, ale na pewno za niedługo się to zmieni. Założyłem zwykły biały sweter i szare jeansy. Plus jakieś czarne buty. Zimno mi było i na dworze z resztą też. Ciekawe, czy spadnie śnieg? Zima to taki magiczny czas. Wszystko jest białe i nastaje taka głucha cisza. Można pić cały dzień gorącą czekoladę i leżeć pod kocykiem, czytając ulubioną książkę albo iść porzucać śnieżkami, ulepić bałwana, jeździć na sankach i nartach. Dla mnie łyżwy są jednak najlepsze. Koniec z końców długo się nie zająłem pracą, tylko wyszedłem na zewnątrz. Nie widziałem ani jednej żywej duszy. W sumie, co tu się dziwić? Nikomu by się nie chciało ruszać w taki dzień. Zero słońca, tylko same szare chmury plus ten wiatr. Może sobie odpuszczę dzisiaj to miasto? Sam już nie wiem. Nie tracąc czasu, poszedłem zajrzeć do Lennie'go. Szybko znalazłem się przed jego namiotem. Gdy tylko zobaczyłem, że siedzi sobie na łóżku od razu go przytuliłem.
- Hejka, Lennie. Jak się masz? - spytałem i od razu przyłożyłem rękę do jego czoła. Chłopak tylko wzruszył ramionami.
- O wiele lepiej.
- Jak dla mnie jesteś już zdrowy, ale i tak powinieneś jeszcze odpoczywać. Nie ma się co spieszyć. W ogóle co sądzisz?- stanąłem przed nim.- Najnormalniejsze co mam. Czuje się niższy w tych zwykłych butach, a ten sweter jest taki pusty. Jednak da się przeżyć. Poza tym chciałem się dzisiaj wybrać do miasta, ale teraz już nie wiem. Jakaś marna ta pogoda. Może pójdę innym razem.- wzruszyłem ramionami, a po chwili zwyczajnie poprawiłem rękawy swetra.

<Lennie?>

14 gru 2018

Lennie CD Yin

Na chwilę zapomniałem, co mnie spotkało w nocy. Wydawało mi się, że był to tylko okropnie zły sen, który już się więcej nie powtórzy, a co ważniejsze, nie ziści. Ale w jaki sposób mogłem mieć taki sen, skoro nie przespałem nocy? Czułem się, jakbym połknął jakieś psychotropy i wszystko, co było rzeczywistości, wydawało mi się snem. Ogarnąłem się dopiero wtedy, gdy wsadziłem głowę do lodowatej wody. Na nowo zacząłem myśleć,  kontaktować ze światem i zdałem sobie sprawę, że dzisiaj był występ. Delikatnie się uśmiechnąłem na tą myśl: nie ja występowałem, mogłem sobie odpocząć i wcale nie oglądać tego, co mają zaprezentować moi koledzy. Mógłbym wrócić do namiotu i liczyć na sen, którego tak bardzo pragnąłem. W końcu parę dni byłem chory, zrozumieliby, że znowu się źle poczułam i nie mogłem przyjść, jednak przydałoby się zobaczyć nowego magika w akcji: po części to mój rywal, z którym będę walczył o uwagę publiczności, dobrze by było znać jego możliwości, ale… dziewczyna nie będzie ode mnie silniejsza. Nawet, jeśli włada prawdziwą magią, mój kapelusz sam mógłby ją pokonać. 
O czym ja tam właściwie myślę? Koniecznie musiałem się przespać. W tym celu ruszyłem w kierunku namiotu, nie zważając na innych ani na porę dnia. Nie pofatygowałem się także oznajmić, że mnie nie będzie na występie: nie miałem sił, a każda sekunda była dla mnie ważna. Jeśli uda mi się nie obudzić do rana, będę w siódmym niebie i czuł się fantastycznie, albo tak samo. 
Nim jednak dotarłem do ukochanego materaca i poduszki, usłyszałem czyjś głos, który ewidentnie był skierowany w moją stronę. Odwróciłem się o zobaczyłam białowłosą dziewczynę, którą wczoraj poznałem i której przenosiłem pianino. Nagle wszystkie wspomnienia z lasu uderzyły we mnie z taką siłą, że prawie nie wylądowałem na ziemi. Milczałem, na nowo odtwarzając w głowie, co z nią zrobiłem. Obsypałem ją magicznym pyłkiem i sprawiłem, żeby zasnęła, niczym Piaskowy Dziadek. Nie wymazałem jej pamięci, ale czy nie wzięła tego za sen? W końcu obudziła się w swoim łóżku, może pomyślała, że to nie miało miejsca? Chciałem, aby tak było, przynajmniej w tej chwili nie chciałem poruszać tego tematu. Byłem bardzo zmęczony, nią, nim, tamtym… wszystkim, musiałem odpocząć od tego całego zamętu. 
- Cześć – odpowiedziałem w końcu, mrużąc lekko oczy, kiedy słońce na chwilę mnie poraziło. Zachwiałem się nieco, gdy przestąpiłem z nogi na nogę. Yin milczała, zapewne czekając, aż coś powiem. Czy to możliwe, że pamiętała i chciała, bym poruszył ten temat? Nie ma szans. - Idziesz na występ? - zapytałem, nie mając zamiaru mówić o wczorajszej nocy. Jej tam nie powinno być, to durny los ją tam sprowadził, by zagrać na moich nerwach. Nie dość, że przeprowadził do mnie tego szantażystę, to jeszcze sprawił, że mam drugiego świadka. Co mnie jeszcze może spotkać?
- Tak – pokiwała głową.
- To zdasz mi relacje, jak sobie poradziła pani magik – delikatnie się uśmiechnąłem.
- Nie idziesz? - pokręciłem przecząco głową.
- Chyba jeszcze nie wyzdrowiałem. Jakby się pytali, będę w namiocie – dodałem i się odwróciłem. Szybkim krokiem podążyłem do namiotu, by dziewczyna sama nie odezwała się na wczorajszy temat, a ja nie musiałbym jej wszystkiego tłumaczyć, a raczej kłamać.

<Yin? Trochę nudnawe, ale no musi iść spać xd>

11 gru 2018

Vogel CD Smiley

Na początku byłem przeciwny temu, żeby Smiley oddawała mi swój szal, lecz patrząc na jej twarz, na której gościła mina, która nie chciała nawet słyszeć o niezgodzie, wziąłem do ręki szalik i zacząłem powoli się nim owijać. Był ciepły, a do tego gruby, dlatego przywiązując go bardziej, zrobiłem wydech, zastanawiając się, dlaczego oddziałuje tak kojąco. Poprawiłem go jeszcze dwoma palcami, by niewielki kawałek materiału znalazł się na nosie, a następnie spojrzałem przed siebie, gdzie mogłem ujrzeć odlatujące stado ptaków. Niebo było już szaro-ciemne więc nie mogłem sobie pozwolić, abyśmy zostali tu dłużej. Niby z tego miejsca do cyrku prowadzi całkiem prosta ścieżka, to jednak w ciemni zawsze można się zgubić. Odwróciłem się w jej stronę i mówiąc przez bladożółty materiał szalika, wskazywałem głową w kierunku drogi powrotnej.
- Lepiej już wracajmy, jest coraz ciemniej i zimniej, nie chcę, żebyśmy się rozchorowali.
- Masz rację -przytaknęła, odwracając się do mnie -Nie chciałabym być chora przez następne kilka dni -zaśmiała się delikatnie, łącząc przy tym dłonie za plecami.
Skinąłem głową, co znaczyło, że ruszamy. Szliśmy blisko siebie w równym tempie, gdyż nie chciałem stracić jej z oczu. Kto wie, co mogłoby się tutaj czaić, a gdyby któreś z nas się zgubiło, nie byłoby już tak kolorowo. Zacisnąłem pięści, które jeszcze przed chwilą schowałem przed zimnem w kieszeniach, próbując je jakoś ocieplić, lecz ten czyn sprawiał mi tylko niewielki ból, a nie poczucie przyjemnego ciepła.
- Powiedz Vogel, masz coś na jutro w planach? -usłyszałem nagle jej głos, na co skierowałem w jej stronę wzrok. Ta natomiast rozglądała się po krzewach po swojej prawej stronie, jakby czegoś chorobliwie szukała.
- Nie, jutro akurat mam dzień wolny -odpowiedziałem powoli, intuicyjnie spoglądając w tę samą otchłań, co ona -Miałem zamiar zabrać się za małe porządki u siebie w posiadłości -ostatnie słowo wypowiedziałem z kpiną, przewracając przy tym oczy, co równało się z tym że przestałem obserwować tamten obszar.
- Posiadłość? -usłyszałem prześmiewczy ton w jej głosie.
- Posiadłość -przytaknąłem, zwieszając głowę, lecz od razu ją uniosłem do góry, spoglądając na niebo jaśniejące od kilku gwiazd, które zdołały już się ujawnić.
- Nie pomyślałabym, żeby ktoś mówił na nasze mieszkania tak, jak ty to powiedziałeś.
- Przeszkadza ci takie określenie? Mogę je zmienić na przykład na apartament, willę, zamczysko... -zacząłem wymieniać, licząc podane nazwy na palcach.
- Przestań już! -dźgnęła mnie łokciem w bok, przez co delikatnie się zgiąłem.
Już miałem coś do niej warknąć, lecz po usłyszeniu jej cichego śmiechu, od razu mi ta myśl przeszła, przez co tylko westchnąłem, na powrót się prostując.
W końcu doszliśmy do naszego obozowiska, gdzie nie było widać ani jednej żywej duszy, prócz naszej dwójki. Rozejrzałem się po placu przed nami, po czym oznajmiłem dziewczynie, że ją odprowadzę. Na początku była temu przeciwna, lecz ja się z nią nie sprzeczałem, tylko zacząłem już iść w kierunku jej namiotu, a ta nie mając innego wyjścia, podążała przy mnie. Będąc przed jej wejściem, zacząłem odwijać szalik, lecz zatrzymała mnie przed tym.
- Oddasz mi go jutro, poczekam! -mówiła z wyciągniętymi rękoma w moją stronę, jakby się broniła.
- Jeżeli tak mówisz -wyszeptałem, na powrót szczelnie związując materiał -Dobrej nocy -rzekłem głośniej i zacząłem odchodzić.
Wchodząc do przyczepy, od razu zrzuciłem z siebie wierzchnie, przemarznięte ubranie, wieszając je na krześle przy biurku. Ziewnąłem przeciągle i ruszyłem w stronę małej toaletki, w której umyłem zęby, przemyłem twarz i przejrzałem się w lustrze. Po tych czynnościach wróciłem do głównego "pokoju" i rzuciłem się na łóżko, na którym leżałem bezczynnie przez jakiś czas, aż w końcu odpłynąłem w świat snów.

<Smiley?>

9 gru 2018

Smiley CD Joker Queen-Madam Shyarly

Trening. To właśnie na tym miałam zamiar się skupić prze cały dzień. Zbliżały się święta, a wraz z nim więcej występów. Swój rozkład występów dostałam, ale go poprawiłam za zgodą Pik'a i wzięłam jeszcze więcej występów. Pik był trochę zaskoczony, ale ja nie. Nie czekając dłużej wzięłam Szkarłata, a dwójka moich pupili poszła zza mną. Przygotowałam swojego konia do treningu. Nie czekając chwili dłużej zasiadłam na jego grzbiecie.
- Yuki, Bisca możecie patrzeć ze środka, albo z boku. Tylko nie wchodźcie mi w drogę, dobrze?!  - spojrzałam się poważnie na tą dwójkę, gdyż ostatni mój trening prawie skończył się tragedią.
Ćwicząc tak już z dobre trzy godziny miałam zamiar sobie zrobić krótką przerwę tuż po przećwiczeniu ostatniego układu choreograficznego. Moja uwagę przykuły osoby, które nas zaczęły obserwować. Dziewczyny towarzysz był bardzo zabawny próbując naśladować nas. Jednak jej drugi towarzysz wyglądał na kogoś kto chce, aby zwracał na niego uwagę. Uśmiechnęłam się do tajemniczego towarzysza dziewczyny i  podeszłam do niej.
- Szkarłat odpocznij sobie - powiedziałam do konia, głaszcząc go po głowię w ramach podziękowania za bardzo dobrze wykonaną pracę. Podeszłam do dziewczyny.
- Nie strasz. Pewnego dnia, ktoś cię wystraszy tak, że padniesz. - chciałam, aby zabrzmiało to jak żart, ale nie udało mi się, toż to pech. Przedstawiła się dziewczyna z mało zachęcającym wyrazem twarzy.
- Queen co cię sprowadza to tego namiotu? - zapytałam się ponieważ zarezerwowałam go sobie na calutki dzień tylko dla siebie.

<Joker Queen?>  

8 gru 2018

Smiley CD Vogel

Ucieszyłam się gdy Vogel postanowił mi potowarzyszyć. Odprowadziłam swoje zwierzaki do namiotu przy okazji zabierając parę rękawiczek oraz szal. Jakby nie było jesień już do nas zawitała, a coraz bliższymi krokami zbliżała się zima. Nie chciałam się rozchorować jak to każdego roku było mi dane. Zazwyczaj właśnie o takiej porze roku ja leżałam w łóżku z gorączką. Idąc tuż obok Vogel'a zamyśliłam się jak on sobie poradził i jak to się stało, że stracił pamięć. Z jednej strony cieszyłam się i to bardzo, że wrócił ale z drugiej strony czułam ogromny ból, że mnie nie pamięta. Rozmyślenia zostawiłam na później i postanowiłam się cieszyć z obecnej chwili. Co jak co, ale nie chciałam, żeby chłopak się czuł niezręcznie czy coś. Wyszliśmy z lasu i skierowaliśmy się na łąkę. Tam zobaczyłam jak czarnowłosy chłopak próbuje ogrzać sobie dłonie. Chciałam mu pomóc, jednak sposób w jaki to zrobiłam był zawstydzający. Zdałam sobie z tego co dopiero sprawę po reakcji chłopaka. Na twarzach każdego z nas pojawiły się rumieńce i to nie od zimna, a od zaistniałej sytuacji.
Chcąc jak najszybciej zapomnieć o zaistniałej sytuacji, zmieniłam temat, tak samo jak i on. Weszliśmy na pagórek z którego mieliśmy wspaniały widok na zachodzące słońce.
- Ale to piękny widok... - powiedziałam szeptem pod nosem. Uśmiechnęłam się delikatnie czując jednak tym samym ból. Ten sam widok widziałam za czasów gdy byłam mała i mieszkałam w sierocińcu. Jedyna urzekająca rzecz wtedy, a dzisiaj patrząc z pagórka na zachód słońca widok był tak samo urzekający z tym, że odczuwałam trochę tęsknoty. - Miło, że mogę oglądać taki piękny widok z tobą - spojrzałam się na niego z uśmiechem.
On spojrzał się na mnie. Iskierki w jego oczach nie zmieniły się więc była jeszcze nadzieja, że kiedyś przypomni sobie o nas. - Może powinniśmy już iść do domu? - spojrzałam się na niego pytająco.
- Poczekajmy jeszcze chwilę - odpowiedział cicho. Wzięłam swój szal do rąk i owinęłam go do okoła szyi chłopaka.
- Nie ma sprawy, ale musisz przyjąć ode mnie szalik. Nie chcę żebyś się rozchorował - przykazałam mu z uśmiechem na twarzy.

<Vogel?>

Yin CD Lennie

Lekko rozchyliłam powieki i zamrugałam kilka razy. Byłam trochę zdezorientowana. Usiadłam na łóżku i chwyciłam się za głowę, usiłując zrozumieć zaistniałą sytuację. Umysł zaczął mi się rozjaśniać, powoli przypominałam sobie, co wydarzyło się w nocy. Przez chwilę byłam pewna, że miałam jedynie dziwny sen. Nowe miejsce, natłok myśli itd. Zrozumiałam, że wszystko naprawdę miało miejsce, gdy uświadomiłam sobie, że jestem ubrana w ciuchy wyjściowe. Schowałam głowę w dłoniach, aby wszystko przemyśleć. Wzięłam głęboki wdech, aby dotlenić mózg i bezdźwięcznie wypuściłam powietrze przez nos. Przecież to nie miało sensu. Rzuciłam się twarzą na poduszkę. Może nie miałam pamiętać mojego nocnego spaceru, ale coś nie wyszło i jednak wspomnienia wróciły? Po dłuższym czasie leżenia w bezruchu poszłam się ogarnąć. W szczególności upiąć włosy, bo zdążyły się rozwalić, przez co wyglądałam, jak z sianem na głowie. Dzisiaj miało odbywać się przedstawienie, na które chciałam pójść. Stwierdziłam, że warto zobaczyć innych w swoim fachu. Kiedy wracałam do przyczepy, zobaczyłam Lenniego. Szybko wskoczyłam z przypadkowy namiot, aby uniknąć spotkania z nim. Nadal miałam mętlik w głowie. Chyba nie powinnam pytać, o to, co miało miejsce, byłoby to głupie. Sama byłam sobie winna, wtrącanie się w nie swoje sprawy jest chamskie i zawsze przynosi problemy. Chłopak mógł obawiać się, że wyjawię, co widziałam, komuś innemu, ale nie zamierzałam tego robić. Po pierwsze nikogo poza nim nie znałam, a po drugie tak się najzwyczajniej nie postępuje. Będę zachowywać się tak, jakby to się nigdy nie zadziało. Jeśli Lennie zapyta? Musiałam wybadać stacje, jakoś go podejść. Jeżeli będzie myślał, że nie powinnam nic pamiętać, to udam, że nie pamiętam. Nie lubiłam kłamać, ale w tym wypadku, tak było lepiej. Mimo tego, co postanowiłam, instynktownie unikałam rudowłosego. Zamieniłam kilka słów z innymi osobami z cyrku, dzięki czemu dowiedziałam się szczegółów na temat występu. Było jeszcze trochę czasu do jego rozpoczęcia, więc postanowiłam się przejść. Zrezygnował z zagłębiania się w las, po nocnej „przygodzie”, ale zbyt mnie do niego ciągnęło, aby w ogóle się nie przejść. Wspięłam się na drzewo, zamknęłam oczy i wsłuchując się w spokojną chwilę, lekko się uśmiechnęłam. Nie do końca wiedziałam dlaczego. Wepchnęłam swój nos tam, gdzie nie powinnam, a mimo to dzień wydawał się mi lepszy od poprzednich. Po dłuższym czasie uświadomiłam sobie, że jeśli nie chcę się spóźnić na występ, to powinnam powoli wracać. Spojrzałam w górę, jakby żegnając się otoczeniem i lekko zeskoczyłam na ziemię. Przy namiotach zobaczyłam Lenniego. Nie przyglądałam się, co robił. Postanowiłam tym razem się nie chować, kiedyś musiałam z nim porozmawiać. Poszłam w jego kierunku i zanim się z nim zrównałam, powiedziałam „cześć”. Chłopak odwrócił głowę w moim kierunku. Musiałam być dla niego człowiekiem widmo, jakąś zjawą, która pojawia się znienacka. Cóż, nie musiał wiedzieć o mojej umiejętność, bądź raczej przekleństwie. Chciałam podejść rudowłosego pytaniem „jak ci minęła noc”, jednak jeżeli wiedział, że wszystko pamiętam, mogłoby być to niezręczne. W dodatku wyglądał, jakby nie spał przez ani jedną godzinę. Liczyłam, że chłopak będzie bezpośredni i powie mi, aby nikomu nie mówiła o wczorajszym (bądź nawet dzisiejszym, biorąc pod uwagę, że wszystko działo się już po północy) wydarzeniu.

<Lennie?>

4 gru 2018

Lennie CD Yin

Patrzyłem na dziewczynę, która nie wiadomo skąd przybywała i kiedy. Miałem ochotę ją udusić, już raz komuś zabrałem życie, a teraz drugą osobę narażam na jej stratę.
- Yin? - mruknąłem bardziej do siebie, dalej nie dowierzając, że nie usłyszałem jej. To, że jej nie zobaczyłem, było normalne, w końcu w środku nocy ciężko kogoś zauważyć, ale że nie wydawała żadnego dźwięku? Jestem pewien, że mnie nie śledziła, tylko pojawiła się tutaj przez przypadek. Przez bardzo okropny przypadek.
- Czyli ją znasz? - odezwał się mężczyzna. Przez chwilę korciło mnie, by pokręcić przecząco głową. Znałem ją jeden dzień, ale czy to oznaczało, że miałem jej bronić? Stanąć przed nią i osłonić własną klatą, na wypadek, gdyby on chciał się jej pozbyć? W końcu gdy robisz coś po kryjomu, nie może być żadnych świadków, nawet tych przypadkowych.
- Tak - odezwałem się w końcu, zastanawiając się, co zrobić. Wątpię, by pozwolił jej na spokojnie odejść do cyrku, w końcu mogła komuś powiedzieć, ze spotykam się z tajemniczym gościem, który na miłego nie wygląda. Wtedy mogliby pomyśleć, że knuje coś za ich plecami, a co gorsza, mogliby porównać mnie do zdrajcy, gdyby stało się komuś coś złego. Pierwszy podejrzany: ja i mój nieznajomy przyjaciel (chociaż przyjacielem go nie mogłem nazwać).
- Jeśli już chciałeś przyjść z jakąś obstawą, mogłeś wybrać kogoś... lepszego pod każdym względem - prychnął patrząc na dziewczynę. Podszedłem do niej i stanąłem obok. Nie miałem pojęcia, jak to spotkanie się zakończy; w sumie nie potrafiłem wyobrazić sobie zakończenia, nawet, gdyby przeszło ono bez żadnych problemów, więc co mam myśleć przy takim obrotu sytuacji? - No i powiedz mi, co mam teraz zrobić? Pozbyć się świadka? Jak ty... - przerwałem mu, za daleko wybrnął w osobności obcej mi jeszcze Yin. Nie znałem jej praktycznie wcale, wiedziałem tylko tyle, że nie należała do wyluzowanych i zabawnych ludzi oraz pięknie grała na fortepianie. Może jest pleciugą i wszystkich rozgada to, co mogłaby usłyszeć z ust mężczyzny? Cicha woda brzegi rwie, nie mogę jej ufać, bo wydaje się nie groźna.
- Ja się tym zajmę - powiedziałem szybko, z naciskiem na każde słowo, dając mu do zrozumienia, że ma nie kończyć zdania. Na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek: w końcu w tej sprawie się spotkaliśmy. Za dużo wiedział i chciał to wykorzystać, a ja jak ten posłuszny pies o swoje życie, musiałem słuchać. Odwróciłem się do Yin, która była najwyraźniej zakłopotana całą tą sytuacją. Bez przeciągania zdjąłem z głowy kapelusz, wsadziłem do niego rękę, a gdy ją wyciągnąłem, sypnąłem błękitnym proszkiem w oczy dziewczyny. Raptownie je zamknęła i zaczęła trzeć oczy. - Śpij do rana - powiedziałem cicho, a białowłosa osunęła się na ziemię, śpiąc niczym głaz. Odetchnąłem z ulgą.
- Zaczynam rozumieć, jak to zrobiłeś - zaśmiał się widocznie rozbawiony. Posłałem mu wściekłe spojrzenie, ale jego to nie ruszyło. Był niczym drzewo: twarde na zewnątrz i w środku, nie ugięte przed żadną istotą, aż nadejdzie ktoś silniejszy i go złamię. Niestety nie byłem "tym kimś".
Zaniosłem dziewczynę do cyrku, niosąc ją na plecach. Spała grzecznie niczym niemowlę, nie wydając przy tym żadnego dźwięki - dosłownie! Przestraszony musiałem sprawdzić, czy ma puls, bo miałem wrażenie, że spała snem wiecznym. Wszedłem do jej przyczepy, która na szczęście była otwarta, położyłem na łóżku i okryłem. Przez chwilę się jej przyglądałem, lekko zmarszczyłem czoło. Nachyliłem się nad jej twarzą i wpatrywałem w jej oczy. Nasłuchiwałem, ale nie potrafiłem usłyszeć nawet wypuszczanego powietrza z nosa. To było bardzo dziwne, nie wydawał z siebie żadnego dźwięku... a ja będąc pewny, że to pewnie przez późną porę zaczynam wariować, wróciłem do siebie i niestety nie przespałem ani godziny. Ciągle rozmyślałem.

<Yin?>

2 gru 2018

Lennie CD Shu⭐zo

Uśmiechnąłem się na jego słowa. Wężoszalik, ciekawe. Może kiedyś coś podobnego wyciągnę ze swego kapelusza? Szkoda, że nie mogłam z niego wyjąć lekarstwa, które pomogłoby mi w ciągu paru minut. Spojrzałem na szalik. Może bordowy nie był moim ulubionym kolorem i nie pasował do mnie tak dobrze, jak pomarańczowy, ale ucieszyłem się na jego widok, z dwóch powodów: był to prezent, a dawno takowych nie dostawałem oraz szalik bardzo mi się przyda, a tym bardziej teraz, gdy temperatura z dnia na dzień spada. W dotyku był bardzo mięciutki, od razu wsadziłem w niego twarz i przez chwilą rozkoszowałem się miękkością i świeżością.
- Dziękuje Shuzo - odezwałem się w końcu. Okręciłem szalik dwa razy wokół szyi i spojrzałem na chłopaka. - Z jakiej to okazji? - zapytałem ciekawy i nieco zdezorientowany. Może o czym zapomniałem? Urodzin i imienin na pewno nie miałem, ale może cyrk obchodzi coś w rodzaju Bożego Narodzenia, tylko w innym dniu? A może to nowe miasto narzuciło nam swoją wolę i dostosowujemy się do ich tradycji, a dzisiaj jest Dzień Prezentów? Nawet, jeśli to prawda, a ja nie jestem przygotowany, z kapelusza wyciągnę prawie wszystko w ciągu jednej chwili.
- Z żadnej - chłopak wzruszył ramionami. - Po prostu nie chce, byś się znowu przeziębił - dodał, na co się cicho zaśmiałem.
- Nie wiedziałem, że umiesz dziergać. Ja nawet z szyciem mam problemy - stwierdziłem okrywając się szczelnie kołdrą i na chwilę zamykając oczy.
- To pestka. Jako kostiumograf umiem więcej - uśmiechnąłem się, otwierając oczy i patrząc na jego przemalowane, żółte włosy. Zastanowiłem się, jakby wyglądał w brązowych, bo skoro jedna osobowość ma wąty do włosy drugiego i na odwrót, to nie lepiej pójść na kompromis i zrobić coś pomiędzy? Wiem jedno; bazowe włosy na bank będą pasować do jego uszu o tym samym kolorze, no i ogonie.
- Wiem do kogo się zwrócić, po fantastyczny kostium, który zwróci na mnie uwagę wszystkich widzów - stwierdziłem i szeroko ziewnąłem. Dzisiejszą noc przespałem jak nigdy. Żadnych koszmarów, a wręcz przeciwnie. Nim się wybudziłem, przyśnił mi się zwyczajny, zwariowany sen, w którym wspinałem się po ścianach jakiejś szkoły, by ostrzec uczniów przed zbliżającym się nauczycielem.

<Shuzo?>

Odchodzi

Dmitrij | Księgowy + nocny ochroniarz | Aseksualny (singiel) | grace_jay
0/0

#Powód: decyzja właścicielki