23 sty 2017

Azucar CD Smiley

Dostałem zaproszenie na kolację. Ciężko było mi w to uwierzyć. Byłem tak bardzo szczęśliwy i tak bardzo zaskoczony. Uśmiechnąłem się szeroko i (zapewne) zarumieniłem.
- Jasne - odparłem. - Z wielką chęcią zjem twoje pyszności z nadzieją, że mnie nie otrujesz - puściłem jej oczko. Zaśmiała się.
- Dobrze gotuję i nie, nie mam zamiaru cię zabić. Nie dzisiaj - powiedziała rozbawiona.
- To... o której? - spytałem.
- Zwykle jem jakoś po dziewiętnastej - odpowiedziała.
- Będę punktualnie - oświadczyłem.
- Muszę już iść. Kolacja sama się nie zrobi - zaśmiała się po raz ostatni i poszła do siebie. Ja również udałem się do swojego namiotu.
Opadłem na łóżko i westchnąłem głęboko. Nigdy nie zostałem zaproszony na kolację przez dziewczynę. Nic dziwnego. Nigdy nie przyjaźniłem się z płcią piękną. Nic dziwnego. Nie wiem czego powinienem się spodziewać. Powinienem ubrać się elegancko? Powinienem przynieść kwiaty? W co ja się wpakowałem... Wydaje mi się, że po prostu zjemy wspólnie posiłek. Normalnie. Ale nie chcę wyjść źle. Nie chcę, żeby pomyślała, że mi na niej nie zależy. Lubię ją. Lubię patrzeć jak się śmieje i lubię spędzać z nią czas. Jest moją przyjaciółką. Pomogła mi trochę oswoić się z tym miejscem.
Dopiero po chwili poszedłem po rozum do głowy i sięgnąłem po paczkę żelków. Tylko w ten sposób mogłem coś wymyślić. Ja, ten kreatywny, dziwny chłopak, musiał coś wymyślić. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał godzinę szesnastą. Postanowiłem pójść jeszcze na targ.
Najpierw zajrzałem do wcześniej wspomnianego sklepu dopytać o szczegóły dotyczące urodzin. Okazało się, że szykuje się imprezka na około dwadzieścia osób. Będę główną atrakcją, bo klauny są już dość oklepane. O dziwo, zgodziłem się również dać wypróbować solenizantowi monocykl pod moim czujnym okiem. Będzie ciekawie... Spytałem również o Smiley, która mogłaby dotrzymać mi towarzystwa. Mogę z nią przyjść. Zaproponuję jej to przy kolacji.
Zostały mi jeszcze prawie dwie godziny i nie miałem co robić. Chciałem kupić dziewczynie jakieś czekoladki. Ja, na jej miejscu bym się ucieszył, ale nie byłem pewien, czy to aby na pewno dobry pomysł. Usiadłem na najbliższej ławce i zastanawiałem się, co ugotuje.
~~ około 19:00 ~~
Wyrzuciłem patyczek od lizaka do kosza na śmieci przy drzwiach i ruszyłem w stronę namiotu Smiley.
Gdy otworzyła wręczyłem jej niewielki bukiet goździków. Uśmiechnęła się.
- Dziękuję - odparła wąchając je.
- Oj tam, oj tam... - przewróciłem oczami. - Po prostu głupio było mi przychodzić z pustymi rękami, kiedy ty na pewno tyle czasu spędziłaś na przygotowywaniu tych pyszności... - wyjaśniłem, na co ona również przewróciła oczami. Zapowiada się ciekawy wieczór... Umieram z głodu! 
< Smiley? > Przesadziłam? XD Ja naprawdę nie wiedziałam co powinnam zrobić XD

Szakal CD Akuma

Uśmiechnęłam sie delikatnie.
- Nie jestem na diecie, nawet nie muszę. Mam trufelki -odsunęłam delikatnie jego dłoń. - Naprawdę nie jesteś zmęczony?
Kiwnął głową. Zmrużyłam oczy.
- Chodź - ruszyłam w stronę swojego namiotu. Wyciągnęłam koc, dwa kubki i poszłam z nim na łąkę tuż za moim namiotem. Rozłożyłam koc pod gwieździstym niebem. Spojrzałam w górę i zobaczyłam znane mi gwiazdozbiory i gwiazdy. Usiadłam a on po chwili obok mnie. Wyciągnęłam trufelki.
- Posmakuj ich. To raj w buzi - powiedziałam. Kochałam je.
Wyciągnął jednego i przyglądał się czekoladce na kształt stożka.
Wzięłam dwa kubki do ręki.
- Zrobisz kawy?- gdyby był lisim yokai zamerdałby zapewne ogonem.
- Nie. Na dziś ci naprawdę wystarczy. Może nawet jutro sobie odpuść - powiedziałam i pokazałam mu puste kubki.
Zamieszałam jeden, aż zapełnił się słodko pachnącym naparem. Obserwował uważnie.
- Tylko nie rozlej - podałam mu kubek.
- Co to?
- Kakao. Chciałeś go spróbować. - zamieszałam swój kubek póki nie pojawiło się w nim kakao.
Spojrzał to na trufelek miedzy palcami to na kubek i najpierw popił ciepłego napoju. Zaśmiałam się cicho widząc jak się delektuje.
Wyciągnęłam czekoladkę z kartonu i poczułam boski smak na języku.
- Za bardzo cie rozpieszczam - westchnęłam, postanawiając, że od jutra bardziej przyłożę do ćwiczeń. 
<Akuma?>

22 sty 2017

Rue CD Akuma

- Nie musiałeś tego robić - stwierdziłam nie zwalniając. - Zobaczymy się jutro - po tych słowach wskoczyłam raptownie do swego namiotu, w którym przestałą czuć chłód. Gdy się zatrzymałam, ciepło ogarnęło moje ciało, spowodowane szybkim biegiem. Miał rację, rozgrzało to mnie i dobrze. Szybko zdjęłam z siebie ubrania, nałożyłam suche, po czym okryłam się kołdrą. Kładąc się usłyszałam miauczenie. Podniosłam jedynie lekko głowę do góry, aby spojrzeć na białego futrzaka stojącego obok mnie. - Mika - uśmiechnęłam się wypowiedziawszy jej imię, po czym wyciągnęłam rękę spod okrycia i pogłaskałam zwierzaka. Zaczęłam jej opowiadać o dzisiejszym dniu. Pik może i miał racje, aby spędzić trochę czasu po za cyrkiem. Było ciekawie, no oprócz tej zimnej wody i ataku sześciu osób. Bynajmniej dla Akumy, tak myślę. Dla mnie to było ciekawe i tyle. Ostatnią rzeczą, jaka mnie w życiu smuciła, a nawet wręcz ją nienawidziłam, to spalenie poprzedniego namiotu. Potem już nie potrafiłam się załamać czymś tak małym i słabym jak zimna woda. U mnie kiedyś się nią hartowało, raz ja postanowiłam. W podobny dzień jak ten pływaliśmy w lodowatej wodzie, aby się zahartować i być zdrowym przez cały rok. Wtedy to był mój pierwszy i ostatni raz, ale było świetnie.
Nie wiem, czy Akuma tak samo jak ja siedział w namiocie, ale wiem, że ja po kilku minutach zasnęłam z kotem obok głowy, któremu opowiedziałam cały dzisiejszy dzień. budziłam się parę razy w nocy nie mogąc zasnąć. Było około trzeciej nad ranem, tak zwana godzina szatana. A może to była północ? Nie ważne. Mika dalej spała na swoim miejscu, a ja wstałam do pozycji siedzącej i patrzyłam po prostu na wyjście z namiotu. Widziałam jakieś cienie, ludzkie kształty, które się tutaj kręciły. Obserwowałam ich uważnie, ale nie zamierzałam wychodzić. Nagle poczułam zapach siarki i zobaczyłam jasne światło.
<Akuma? Co się pali?>

Akuma CD Rue

Nie był przekonany do tego, by wchodzić do lodowatej wody w zimie. Rue jednak to zrobiła, dość szybko, ale odważnie. Akuma nie chciał się rozchorować. Gdy jeszcze mieszkał w Japonii zwykła gorączka mogła przeistoczyć się w śmierć. Jednak powoli wszedł do wody, nie mając zamiaru narażać całą mokrą, stojącą na zimnie dziewczynę. Przyśpieszył, by móc wyjść jak najszybciej. Woda, z resztą tak jak przypuszczał, była bardzo zimna, a raczej lodowata. Zaczął tracić czucie w palcach przez chłód, ale szybko zanurzył się i zaciskając jak najmocniej powieki, zaczął myć swoją głowę. Pod wodą spędził jakieś czterdzieści sekund, po czym stwierdził, że włosy, twarz oraz szyję musi mieć już czystą. Oddychając szybko zaczął pocierać ubrania i skórę tak, by z tamtych miejsc również pozbyć się błota. Po wszystkim wyszedł z wody, szczękając zębami.
- Jeśli choćby kichnę, zabiję cię.- Wycedził, jednak Rue tylko się uśmiechnęła. Wiedział, że jej też musiało być niezwykle zimno. Z resztą komu by nie było?- Biegnijmy, może się rozgrzejemy.- Oznajmił, po czym objął prowadzenie, doskonale pamiętając o plecaku. Drżał na całym ciele, ale nie zwalniał. Wkrótce dotarli do miejsca, gdzie go zostawił. Podniósł przedmiot, po czym zarzucił go sobie na plecy. Liczył, że to ogrzeje go chociaż trochę, ale nic z tego. Czuł się, jakby woda na nm zamarzała. A może tak było?
- Radzisz sobie?- Usłyszał pytanie ze strony towarzyszki, gdy ponownie ruszyli. Starał się na nią spojrzeć, ale nie potrafił, gdyż całą swoją uwagę poświęcał na przebywaną drogę. Nie chciał się wywrócić i ponownie wybrudzić. Odpowiedział chwiejnym skinieniem głowy, nie mogąc się doczekać, aż włoży suche ubrania i skoczy pod koc. Teraz jego wygląd był aż nadto dokładny. Bordowy z czarnymi brzegami, miękki, ciepły... Powoli zaczął się rozgrzewać, ale to na prawdę powoli. Zaczął czuć stopy, które jeszcze przed chwilą pozostawały dla niego zdrętwiałymi kończynami, które wyrzucał przed siebie jak jakaś kaczka.
- Pa...Patrz! Już-ż widać nnnamioty!- Wydukała, wskazując palcem, a raczej usiłując do zrobić przed siebie. Jej ręka drżała.
-Wiesz co? W-wolałbymmm już b-być brudny...- Odpowiedział cicho, ale dosłyszalnie.
<Rue?>

Akuma CD Szakal

Mimo ziewnięcia Szakala, jego nadal roznosiła energia. Trudno się więc dziwić, że bez zastanowienia przytaknął.
- Ta babka- zaczął, ale widząc wzrok dziewczyny, szybko się poprawił.- W sensie pani, dlaczego ona tak dziwnie się zachowała?- Nie rozumiał. Nadal cieszył się z jej podarunku, ale również nie mógł się nadziwić jej czynowi. Dobrze pamiętał ej dotyk na policzku, po co to było? Przecież nawet się nie znają. Obcy ludzie tak nie robią. Nawet rodzina. Przynajmniej tak mu się zdawało.
- Po prostu cię polubiła.- Stwierdziła w taki sposób, jakby miała na myśli to, iż się w nim zakochała. A może właśnie o to jej chodziło? Spojrzał na nią podejrzliwie, ale nie odpowiedział. Zamiast tego spojrzał na trzymane w dłoniach przedmioty. Woreczek z czekoladami oraz krówka. Patrzył na nie jak na największy skarb świata.
- Muszę częściej się tam z tobą pokazywać. Może dostanę cały karton gratis?- Stwierdził z nadzieją, już wyobrażając sobie, jak owy pakunek znajduje się w jego dłoniach. Przyłapał się na tym, że na koniec wypowiedzi chciał rzucić przelotne "Wikuś", ale to byłoby nieodpowiednie. Nie pasowało mu do niej to imię. Gdy wyobrażał sobie jej twarz w umyśle, pierwsze słowo, które się narzucało, to "Szakal". Ale co w tym dziwnego, w końcu tak się przedstawiła. Ponad to każdy posiada własne imię. Gdy przyzwyczai się już do przezwiska, prawdziwa tożsamość może wydać się dziwna. Dlatego wolał nie wspominać, że jak ma na imię. Głównie też dlatego, iż nie chciał się narzucać. W końcu dowiedział się o jej imieniu przez przypadek i pewnie wolałaby do tego nie wracać. Przynajmniej tak mu się zdawało. "Szlag, za dużo o tym myślę. Muszę się skupić na czymś innym"- pojawił się głos w jego głowie. Wsunął woreczek do kieszeni ciemnej luzy, po czym otworzył drugi pakunek. Szybko poczuł słodki, aromatyczny zapach. Przez chwilę się nim delektował, po czym oderwał kawałek i włożył go do ust, jednocześnie podsuwając pod nos Szakala krówkę.
- Weź. Tylko mi nie mów, że jesteś na diecie.- Oznajmił, patrząc przed siebie. Zamruczał cicho z zachwytu, gdy poczuł jeden z najwspanialszych smaków w jego życiu.
<Szakal?>

Rue CD Akuma

Zaczęłam wyjmować z ust liście wymieszane z błotem, które znowu zsunęły się na mojego wargi. Czułam okropny smak błota, dlatego po jakimś czasie zaczęłam pluć, ale tak czy siak słuchałam chłopaka. Pewnie wyglądałam, jakby mnie to nie interesowało i nawet go nie słuchała, ale od zawsze miałam podzielną uwagę. 
- Wiesz, gdybyś bił się jak dziewczyna, to byś wtedy częściej leżał na ziemi, a raczej byś z niej nie wstawał - stwierdziłam przypominając sobie dwie bliźniaczki i ich znajomą. Nie należało do cyrku, poznałam je, gdy mnie zapisali na balet - to miało mi pomóc w nauce chodzenia po linie i się udało. Trójka dziewczyn, a raczej cała grupa, nie licząc mnie i jakiejś drugiej dziewczyny, nie potrafiły się w żaden sposób obronić. Pamiętam, jak kiedyś uciekały przez małą myszką, która swoją drogą była bardzo słodziutka.
- Ale jednak wolę tego unikać - powiedział. Gdy moje usta były już czyste, a raczej pozbawione do połowy liści i błota, które z łatwością ześlizgnęło by się na język, zaczęłam zdejmować liście z rąk i górnej części ubrania.
- Też wole unikać - powiedziałam. - Ale nigdy w życiu nie uciekałam. Jak widziałeś, miałam nadzieję, że obejdzie się bez bójki, ale czasem trzeba - dodałam.
- A co zrobiłaś tym dwóm, że leżeli nieprzytomni na ziemi? - zapytał. Spojrzałam na niego kątem oka.
- Byli sparaliżowani - poprawiłam go, ale już niczego nie powiedziałam. Nauczył m,nie tej techniki pewien mężczyzna, który kazał mi milczeć. A ja słowa dotrzymuje.
Szliśmy lasem, robiło się coraz ciemniej, ale słońce, które dopiero zachodziło jeszcze nam wszystko oświetlało. Po jakimś czasie trafiliśmy na zbiornik wodny. Może to i była zima, ale tego dnia było na plusie, woda nie była zamarznięta, a ja się tylko chciałam pozbyć większości brudu.
- Ja wskakuje, w namiocie się umyje - stwierdziłam i po chwili wskoczyłam do wody. Była lodowata, na chwilę jakby mnie zmroziło, ale zanurkowałam, raz dwa starłam z siebie błoto, liście zaczęły pływać na powierzchni wody i po paru sekundach wróciłam na brzeg. Akuma przyglądał się mi i wodzie, najwidoczniej nie był pewny, czy wskakiwać do zimnej wody. - Jak chcesz, wskakuj. Mnie już denerwowało to błoto - zaczęłam wyciskać z warkocza wodę, a następnie z ubrań. Teraz byłam tylko mokra, ale czysta.
<Akuma?>

Szakal CD Akuma

Staruszka pokręciła głową z uśmiechem.
- Wybierz coś jeszcze skarbulku, bo wyglądasz zbyt słabo - powiedziała. - Pamiętam jak Wikusia z mamą tu przychodziła. Była malutka i latała od półki do półki - zaśmiała się.
- Wikuś? - Akuma uniósł brwi.
- Oh! - pisnęła staruszka. - Wybacz mi, zapomniałam że w cyrku posługujesz sie pseudonimem.
- Nic nie szkodzi - westchnęłam. - To nie jest wielka tajemnica. W końcu i tak by sie dowiedział - spojrzałam na Akume i podeszłam do niego. Sięgnęłam po ukochane trufelki za jego plecami.
- Wikusia? Za dwa dni przyjdziesz na festyn, prawda?- spytała kobieta.
- Tak. Przecież obiecałam, że przyciągne ci klientów - powiedziałam. - Będę wcześniej by poćwiczyć.
- Dobra dziewczynka, a teraz już zmykaj i uważaj na siebie - uśmiechnęła się. - A ty chłopcze podejdź tu.
Zrobił to nie pewnie. Kobieta wręczyła mu sakieweczke z próbkami różnych czekoladek.
- Przyjaciele panienki są mile widziani u mnie - poklepała go lekko po policzku jak dobrego wnuka.
Zaśmiałam się cicho i wyszłam z chłopakiem. Pakunki z ziołami oraz pudełko z trufelkami schowałam do torby na ramieniu.
- Em... nie zapłaciłaś... - zaczął.
- Moja mama pomogła pani Wandzie, gdy jej cukiernia była zadłużona, moja babcia to jej przyjaciółka, a ja na każde święto magicznymi sztuczkami przyciągam jej klientów - odpowiedziałam. - Było by to niegrzeczne z jej strony by kazać mi płacić, nie uważasz?
- Fakt - mruknął.
Szliśmy dalej, aż doszliśmy do cyrku.
- Będziesz chciał iść ze mną? - zapytałam cicho gdy już mieliśmy iść do swoich namiotów. Zasłpniłam usta dłonią i ziewnęłam troszke zmęczona. - Mogę ci w tedy pokazać reszte miasta... 
Akumo?

21 sty 2017

Akuma CD Szakal

Nie wiedząc, gdzie idą, nastawił się już na wyprzedaż książek bądź coś w owym stylu. Co prawda uwielbia czytać, nie miał zamiaru tego okazywać przy kimkolwiek. Przynajmniej na tym etapie znajomości. Gdy jednak ujrzał świecący się napis "WITAMY!", zdziwił się. Nieco dziwnie, jak na księgarnię. Zanim jednak zdążył zapytać, jego towarzyszka otworzyła już drzwi i weszła do środka, nie pozwalając tym samym na jakiekolwiek słowo z jego strony. Ze zniechęceniem wszedł do środka, ale zdziwił się mocno, gdy do jego nozdrzy uderzył silny zapach... czekolady? Tak, to na pewno jest to! Dopiero wtedy zorientował się, gdzie się znajduje- sklep ze słodyczami. Spojrzał z zafascynowaniem na regały zapełnione czekoladami, batonami, cukierkami i innymi tego rodzaju pysznościami.
- Wybierz sobie coś, byle nie za dużo- usłyszał głos Szakala, który sprowadził go z powrotem na ziemię. Rozglądnął się w panice na boki. Nagle uświadomił sobie ze znaczenia słów dziewczyny. Gotowy do ucieczki, stanął jak wryty. Co? Ma sobie coś wybrać? Ponownie rozglądnął się na boki. Myślał, że odezwała się dlatego by powiedzieć, że ochrona przyszła. Rozluźnił się, jednak w jego głowie trwała nieustanna walka myśli. Kiedyś normalnie wygoniono by go z takiego sklepu. A teraz? Nie dość, że nie musi się przyglądać wszystkiemu zza szyby, to jeszcze stoi tutaj bez obaw i może sobie wybrać, co tylko chce! Spojrzał uradowany na wszystko wokół. Usłyszał ciche głosy dwóch osób, jednak z nich to na pewno jego towarzyszka, jednak drugiego nie poznawał. Nie wysilił się jednak na to, by sprawdzić, kim jest jego właściciel. Zamiast tego z wolna podszedł do półki nieco niższej od niego i spojrzał nieco pod siebie.
- "Krówki wielosmakowe"...- Przeczytał na głos napis z kartki przyklejonej do regału. Z niedowierzaniem patrzył na wielkości dłoni paczuszki w różnych odcieniach brązu. Cynamonowa, bananowa, czekoladowa, waniliowa,... Nawet nie wiedział, że tak można. Wyciągnął rękę i trzymając już w dłoni paczuszkę, przyglądał się jej z zachwytem.
- Tylko tyle?- Zaśmiał się ktoś. Odwrócił głowę w stronę źródła dźwięku i ujrzał jakąś kobietę za ladą, śmiejącą się cicho. Posłał pytające spojrzenie Szakalowi, która stała obok niej i również się uśmiechała.
<Szakal?>

Akuma CD Rue

- Mam zbyt ładną buźkę, by dać się zlać.- Uśmiechnął się uroczo mimo ociekającego ironią głosu. Ta tylko przewróciła oczyma. Oczywiście chłopak nie miał zamiaru mówić o potłuczonych plecach, które swoją drogę jeszcze bolały. "Choler, nie będę się mógł zginać jak jakiś pieprzony starzec..."- pomyślał, już mając w umyśle tą wizję.
- A tobie nic nie jest? Krzyknęłaś w pewnym momencie, myślałem, że coś się stało.- Oznajmił, patrząc na nią uważnie. Nie zrobił tego z troski, bardziej z przyzwyczajenia, gdyż poniesione obrażenia zawsze warto sprawdzić. Spojrzała na niego marszcząc czoło.
- Krzyknęłam?- Zdziwiła się. Skoro nie ona, to kto? Machnął ręką.
- Może ktoś nas zauważył lub nawet nie zauważyłaś, że wrzasnęłaś. Mogłem pomylić twój głos, w końcu oficjalnie nie słyszałem pisku w twoim wykonaniu.- Wzruszył obojętnie ramionami. Jej wcześniejszą odpowiedź, a raczej pytanie, uznał za "nie".
- Chodźmy. Mam już dość tego błota.- Trudno mu się przez nie oddychało, gdyż stale czuł, jakby nim oddychał oraz trudno mu się poruszało.- Ach, i po drodze zgarniamy mój plecak, rzecz jasna.- Dodał w obawie, że Rue mogła o tym zapomnieć i poprowadzić ich okrężną drogą. Patrzył, jak z wolna kiwa głową. Szli w ciszy, jakoś nie mogąc znaleźć wspólnego tematu. Oczywiście Akuma musiał wyglądać jak jakiś solidnie trzepnięty gość, gdyż stawiał krzywe kroki.
- Walczyłeś tak kiedyś?- Zagadnęła, a on nadal patrząc w ziemię, odpowiedział bez wahania:
- Unikam bijatyk. Biję jak dziewczyna. Bez urazy, rzecz jasna. Zwykle spierniczałem, ukrywałem się, robiłem w konia swojego "prześladowcę"... Po prostu wszystko, żeby nie doszło do walki. Ale tak, zdarzyło mi się. Czasem z gniewu, czasem, bu musiałem. A czasem, bo chciałem.- Oznajmił. Wiele razy bawił się ze swoimi znajomymi, tak dla zabawy. Częściej jednak wykorzystywał w takich sytuacjach sprytne podejścia, niż okładanie danej osoby na oślep pięściami.
<Rue?>

Rue CD Akuma

Czyli tak... było ich sześciu. Jednego już na samym wstępie się pozbyłam, potem dwóch walczyło ze mną, jeden z chłopakiem... gdy on został pokonany, zaatakowało do kolejnych dwóch idiotów, którzy wcześniej sprawdzali stan kolegi leżącego bez ruchu na ziemi. Obudzi się za jakąś godzinę, w końcu go nie zabiłam, tylko unieszkodliwiłam. Zostało tylko czterech - trzech w sumie. W pewnym momencie usłyszałam głośny krzyk. Nie zdążyłam zobaczyć co się stało, ale kątem oka widziałam Akume. Czyli trzech jeszcze nam zostało. Jednego ja mam, a dwóch nacierało na Akume, który niestety po chwili leżał na ziemi. Próbowałam unieszkodliwić chłopaka, a dzięki temu, że teraz był jeden, mogłam się na nim skupić. Przedtem skupiałam się na tym, aby nie zostać uderzoną. Ułożyłam dwa palce w obu dłoniach, po czym zwinnie omijając jego ataki, uderzyłam go w cztery miejsca, po których padł na ziemie zdrętwiały. Skoczyłam na jednego, który atakował chłopaka. Wymierzyłam w niego mocnego kopniaka. Akuma w tym czasie wstał. Ponieważ drugi przeciwnik, ostatni, swoją uwagę skupił na leżącym przyjacielu, chłopak mógł mu skosić nogi, a następnie mocno uderzyć w twarz, gdy leciał do przodu.
Cała szóstka leżała na ziemi.
- Chodź - pociągnęłam chłopaka w stronę lasu. Puściłam go, gdy zniknęliśmy z uliczki. Teraz pozostało nam się umyć. - Zrobili ci coś? - zapytałam spoglądając na niego z lekka ulgą na twarzy, że to koniec. Nigdy nie przepadałam na walkami. Robiłam to w ostateczności, tak jak teraz.
<Akuma?>