17 cze 2017

Akuma CD Rue

Współczuł Rue, śmierć jej siostry musiała być ciężka. Nawet, jeżeli miałaby z nią złe kontakty lub nie do końca wiedziała, o którą chodzi ( wspominała mu parę razy o tym, że nie wie wiele o swojej przeszłości ) to musiał pojawić się jakiś ból, cierpienie niewidzialne dla oka. Do tego ta noga, jego rana, i do cholery,kończące się paliwo.
- Jak na razie szukamy cywilizacji - rzucił z przekąsem, obserwując drogę i starając się na niej skupić, by nie myśleć o tym wszystkim, co im się przytrafiło. Dużo tego było, a kłopoty jeszcze się pojawią, co do tego nie ma wątpliwości.
- Widzę coś... - oznajmiła, a on na moment odwrócił wzrok z jezdni i spojrzał na nią pytająco mając nadzieję, że to dobra wiadomość. Gdy jednak usłyszał kolejne słowa dziewczyny, uśmiechnął się blado, to chyba jednak dobrze... - Chyba tam jest miasto, nie? Budynki! - zawołała, jakby znajdowali się miesiącami na bezludnej wyspie i właśnie obok przepływał statek, mogący ich dowieść do bezpiecznego miejsca, gdzie nie będą musieli ryzykować życia i wiecznie martwić się o jedzenie, choroby, bliskich,...
- Idealnie. Zasięg piętnaście kilometrów - mruknął udając zadowolenie, choć w rzeczywistości zmęczenie, jakie go ogarniało, nie pozwalało nawet szczerze się uśmiechnąć, czy zaśmiać. Przyśpieszył, mając nadzieję na lepszy koniec tej szalonej tułaczki.
Po parunastu minutach przemieszczali się pośród wysokich bloków mieszkalnych, wymijając rowerzystów i ludzi nie mieszczących się już na i tak szerokich chodnikach. Nagle jednak poczuł coś, co zmroziło mu krew w żyłach. Kogut. Policja. Już instynktownie miał wcisnąć pedał gazu, ale powstrzymała go w tym Rue.
- Nie ma sensu, trzy kilometry, do tego za gęsto tu, nie zgubimy ich - westchnął i z niechęcią przyznał jej rację. Zatrzymał się na poboczu, wymuszając od przechodniów odsunięcie się, po czym opuścił przyciemniane szyby. Wiedział jedno - nic dobrego nie wróży wizyta psów. Samochód z wyraźnymi oznakami strzelaniny, brak prawa jazdy, jeszcze tak niedawno krwawiąca rana Rue, cali pokryci ową czerwoną cieczą, brudni, ona z postrzeloną dłonią, on siniakiem na prawym oku i opuchniętym nosem, wszystko od tych idiotów. Od Tobiasa i jego bandy ćpunów.
- Czy to pański samochód? - to pytanie mocno go zdziwiło. Odwrócił się i spojrzał pytająco na Rue, wzruszył ramionami i ponownie odwrócił się do mężczyzny w granatowym ubraniu wyglądającemu na nich przez szybę. I właśnie ten gest ich zgubił.
- Oboje ręce na kark, wychodzić z samochodu, tylko POWOLI - wyrecytował, błyskawicznie ukazując odbezpieczoną broń wymierzoną w niego, z drugiej strony tak samo potraktowano Rue. Serce podeszło mu do gardła, mimo to wykonał polecenie, z dłoniami wbijającymi się w czaszkę wsłuchiwał się w jej głos.
- To jakieś nieporozumienie, to m y mamy do zgłoszenia skargę - oznajmiła starając się zachować spokój. Mimo to policjant bez cienia zrozumienia czy litości, wykonał nieznaczny ruch bronią na znak, by wyszła.
- Ona ma ranę od postrzału, nie stanie - wytłumaczył Akuma, również starając się pójść w ślady towarzyszki i utrzymać spokój, jednak jego głos drżał niebezpiecznie nisko, przemawiał rzadkim u siebie głębokim basem. Było to spowodowane nie tylko gniewem, ale również stresem oraz zmęczeniem i bólem towarzyszącym podnoszeniu rąk do góry.
- Faktycznie - oznajmił ten po stronie Rue. Przekazał coś swojemu kumplowi (zakładając, że się kumplowali) i skinął głową na jej nogę. Przeklął głośno, nawet nie kryjąc swojego zdenerwowania.
- Ty, wysiadaj - wskazał na chłopaka, którego oczy już mocno pociemniały z tłoczących się w nim emocji - a ty poczekaj, pomożemy ci. - oznajmił funkcjonariusz.
- Ja jej pomogę - Powiedział głośno Akuma, mimiką twarzy oraz tonem głosu podkreślając, iż to nie była oferta. - Tylko ją tknij - oznajmił, przybliżając się do przyjaciółki. Miał wątpliwości, czy to są prawdziwi policjanci. Dlaczego by ich zatrzymali i potraktowali tak brutalnie? Przekonany, że to ludzie Tobiasa, wbił ostre spojrzenie w twarz rozmówcy.
- Daj spokój, nie ma sensu - oznajmiła tak, by tylko on ją usłyszał. Ale nadal miał wątpliwości, i to dość spore.
- Może pan pokazać odznakę? - spytał.
- Wysiadaj, a wszystkiego się dowiesz - rzucił z gniewem i zniecierpliwieniem. Posłał przepraszające spojrzenie Cassie, po czym zaczął wysiadać z założonymi na siebie rękoma. Skrzywił się z bólu, nie tylko fizycznego, ale i psychicznego. To imię mu do niej nie pasuje.
< Rue? >

15 cze 2017

Rue CD Akuma

Spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Wolałabym jeba*ą komedię - wyznałam i wróciłam wzrokiem do kartek. Było ich miliony, wszystkie porozwalane po całym samochodzie, aż znalazłam nasze teczki. Najdłużej wpatrywałam się w swoją i nie tylko dlatego, że nie znałam swojej grupy krwi, a on tak, ale dlatego, że tu znajdowało się imię i nazwisko, a obok moje zdjęcie. Na początku nie chciało mi się w to wierzyć, ale po długim rozmyślaniu i próbie wspominania swojego dzieciństwa, zgodziłam się z tym, co było tu napisane. - I nazywam się Cassie Defflayt - wskazałam mu na swoje papiery, w którym owa tożsamość widniała. Akuma wziął do rąk teczkę i uważnie się jej przyjrzał. - Musiał mieć dostęp do wszystkiego, tyle, że tak się nazywała, gdy byłam dzieckiem - stwierdziłam i brałam do rąk kolejne arkusze. Najwięcej było kobiet; Rosalia, Margareth, Nova czy Lisa. Mężczyzn było mniej, ale z łatwością wychwyciłam takie imiona jak Raito, Zames czy Leonardo. No i Akuma.
- Chociaż wiemy, jak się nazywasz - przerwał ciszę i położył teczkę. Nie odpowiedziałam na to, bo mimo iż cieszyłam się z tego, to nie potrafiłam w tej chwili tego okazać. Bardziej zawładnął mną strach, bałam się, co jeszcze mogę znaleźć, prócz tylu danych różnych ludzi. Tyle, że...
- Zobacz - wskazałam na to jedno miejsce na końcu kart u każdego człowieka. Tekst był napisany własnoręcznie, czerwonym flamastrem.
- Nie żyje - przeczytał Akuma. Skinęłam głową i zaczęłam chować niepotrzebne dokumenty z powrotem do schowka. Chłopak jakby na chwilę zamarł, patrzył w jakiś nieznany dla mnie punkt i milczał, nawet się nie ruszał. Miał szeroko otwarte oczy, jakby właśnie przeżył wstrząs. Ja za to pospiesznie wszystko chowałam, chciałam, abyśmy jak najszybciej ruszyli i... coś wymyślili. Oparłam się o siedzenie, kiedy stwierdziłam, że tego wszystkiego jest za dużo; chodziło mi o te papiery. Mimo, iż większość pochowałam, to w samochodzie dalej walała się ich cała masa. Nie miałam już na nie siły, dlatego wolałam je zostawić tak, jak leżą. Zamknęłam na chwilę oczy i położyłam dłonie na niej. Miałam ochotę wylać na siebie zimny kubeł wody, aby ochłonąć.
- Ej, znalazłem... drugą ciebie - szturchnął mnie w ramię. Druga ja? Nie rozumiałam. Zabrałam ręce i spojrzałam na niego ukradkiem. Podniósł w moją stronę czyjeś papiery. Wpierw spojrzałam na zdjęcie; widniałam tam ja, ale z krótkimi włosami, rozpuszczonymi do ramion. Otworzyłam nieco szerzej oczy i się wyprostowałam w siedzeniu.
- Vivienne Defflayt - przeczytałam imię i nazwisko za zdjęciem. Vivienne? Viv? Vivcia! Nagle coś krzyknęła w moim umyśle te ksywki. Z początku nie potrafiłam ich sobie przypomnieć, dlatego tylko marszczyłam czoło i dalej przyglądałam kartce. Dopiero po jakimś czasie się zerwałam wyciągając z pod siedzenia swoje dokumenty - tam je schowałam. Przewróciłam na następną stronę znajdując spis rodziny. - To moja siostra - powiedziałam nie odwracając wzroku od spisu mojej rodziny. Akuma zajrzał w moją kartkę.
- Strasznie was dużo - stwierdził mając rację; Johnatan, Allyster, Luther, Samatha, Lucy, Zoe, Haruka... Masa nas była. Ale zatrzymałam się na imionach rodziców: Nathaniel i Jodie. - I jeszcze coś - wyrwał mnie z transu ponownie mnie szturchając. Spojrzałam na miejsce wskazywane przez jego palec. To był ten sam, czerwony napis na końcu arkusza "Nie żyje". Czyli moja siostra nie żyła. Zabił ją? Jak? Dlaczego? Po co? Gdzie ona była?
Chwilę tak przyglądałam się temu napisowi, aż nagle zamknęłam moją teczkę i wrzuciłam ją do schowka. Tak samo zrobiłam z arkuszem siostry, który wyrwała z rąk chłopaka. Oparłam się o siedzenie.
- Wyspałeś się? Bo musimy jechać - zmieniłam swój ton głosu samoistnie, nie panowałam nad tym, gdy stał się taki ponury i stanowczy. Odwróciłam głowę w kierunku okna. Akuma przez chwilę nic nie robił, aż w końcu przekręcił kluczyki i nie odzywając się zwolnił hamulec ręczny, rzucił bieg, nacisnął gaz i ruszyliśmy. Obserwowałam za oknem jak wszystko znika za nami.
Pamiętam już imiona rodziców, ale nie ich twarze. Przypomniało mi się, jak do mnie wołali: Cass, siostry po imieniu, a bracia lubili mnie nazywać Masi. Ale nie pamiętam swojej siostry Vivienne, nie mam pojęcia która to. Nie pamiętam nikogo! Dlatego też to był jedyny powód, dla którego nie potrafiłam wylać łez po stracie siostry - jak można płakać po kimś, kogo nie pamiętasz, nie znasz?
- Co robimy? - zapytałam po długiej chwili ciszy, podczas której nawet żadne z nas nie odważyło się włączyć radia, aby posłuchać czegoś uspokajającego; ale prawda była taka, że w takiej sytuacji nic by nas, albo chociaż mnie, uspokoiło. Strach nagle minął, a zastąpiła go niewiedza. Tak bardzo chciałabym się dowiedzieć więcej o swojej rodzinie, ale teraz mamy inny problem na głowie. Kiedy chłopak nie odpowiadał, odwróciłam głowę w jego stronę. Był skupiony na drodze i się zastanawiał. Mój umysł był za to całkowicie pusty.

<Akuma? Wybacz, ze czekałeś, ale dopiero teraz mam czas>

Vulnere CD Smiley

Zdziwiła się słysząc, że Smiley byłą w sierocińcu. Zrobiło się jej żal, w życiu by czegoś takiego się nie domyślała. Przecież niemalże zawsze była uśmiechnięta, miła, a to raczej nie są cechy, jakimi obdarowuje takie miejsce. Zdecydowanie chociaż parę miesięcy w domu dziecka, czy jakimś tego typu miejscu potrafi zmienić człowieka. Nawet jego codzienne zapotrzebowania, pasje mogą ulec zmianie. Jakim cudem teraz potrafi się tak zachowywać? Wpatrywała się oniemiała w lilię wodną, którą przed chwilą dostała. To wszystko wydawało się jej nieco dziwne, ale pewnie dlatego, że nie podejrzewała jej o dorastanie w takim środowisku. Z resztą - takie rzeczy się zdarzają. Dlaczego więc wywarło to na niej takie mocne wrażenie?
- Dziękuję - wybełkotała, starając się opanować drżenie dłoni. Przyjęła kwiat i parę sekund patrzyła się w niego w milczeniu, zapadła nikłą cisza, ale w końcu ponownie się odezwała, tym razem pewniej. Zdołała się nawet uśmiechając i spojrzeć prosto w oczy koleżanki, choć szczerze mówiąc, nie była pewna, czy dokładnie się w nie wpatruje. Światło księżyca padało teraz na jej plecy, skrywając w ciemności całą twarz. Zdawała się przez nią pochłaniana, jakby z każdą chwilą barwy odpływały, zostawiając samą czerń. - Jest piękna, dziękuję - jeszcze raz podziękowała. Podeszły do koni. Nim wsiadła, posłała ostatnie spojrzenie jeziorowi, było takie zachwycające! Nadal miała wrażenie, jakby znajdowała się na planie filmu i zaraz na statku miała znaleźć się na niebie, tak na prawdę nie wzbijając się nawet powyżej centymetra ponad taflę wody. Zdecydowanie zapamięta to miejsce. Ale czy drogę tak? Szczerze mówiąc, nie zwróciła na nią takiej szczególnej uwagi. A nawet jeśli, to już wszystko zapomniała.
- Musimy tutaj jeszcze kiedyś razem przyjść - odezwała się Vulnere, usadowiając się pewnie na końskim grzbiecie. Ciepło bijące od wierzchowca uspokajało ją i koiło nerwy, czując pod sobą pracę jego mięśni czuła się błogo.
- Tak, zdecydowanie musimy to powtórzyć - przytaknęła Smiley, również popędzając konia, wolnym, właściwie to leniwym stępem, ruszyły przed siebie. W jednej dłoni ściskając lejce, tak na prawdę to niepotrzebne, jednak nie chciała, by Hades się w nie wplątał, a w drugiej kwiat, westchnęła cicho, z zadowolenia i zmęczenia jednocześnie. Już sobie wyobrażała, jak będzie kwitnąć w jej namiocie, usadowiony na stoliku.
- Em... planujesz coś na jutro? - spytała niezbyt pewna, jak to może zabrzmieć. Ale co złego mogło się stać? No tak, chyba tak mały kontakt z ludźmi teraz się na niej odbijał, poczuła ogromną potrzebę zapalenia papierosa i poczucia jego ostrego, gorzkiego smaku...
- Chciałabym poćwiczyć, nie mogę wyjść z wprawy.
- A będę mogła popatrzeć? Wcześniej jeszcze bym sprawdziła, co z twoją ręką. Właściwie to jeszcze nigdy nie widziałam kogoś, kto wykonywał akrobatykę na koniu. Na żywo, oczywiście - wyjawiła, przypominając sobie, jak wiele razy oglądała podobne pokazy na YouTube.

< Smiley? >

11 cze 2017

Smiley CD Vulnere

- Moim zdaniem było bardzo ładnie, choć muszę przyznać, trochę odpłynęłam myślami nie tam, gdzie trzeba... - wyznała trochę zawstydzona Vulnere. - Czy to jakaś znana kołysanka? Chyba znam melodię, tak mi się zdaję... - spojrzałam się na nią i uśmiechnęłam się lekko w jej stronę.
- Masz racje to jest kołysanka. W sierocińcu nauczyłam się jej na pamięć... - odpowiedziałam. - Chyba powinniśmy już wrócić, bo zrobiło się późno.
- Tak masz rację... - odpowiedziała dziewczyna.
Chwyciłam się za wiosła i zaczęłam kierować łodzią na brzeg. Dopłynęłyśmy nawet szybko, jednak nie odezwałyśmy się do siebie ani słowem podczas powrotu na sam brzeg. Vulnere wyszła pierwsza z łódki, a ja wyciągnęłam ją na brzeg, aby nie odpłynęła. Sprawdziłam czy wszystko jest okej, po czym podeszłam do Szafira. Vulnere wraz ze swoim koniem stali blisko mnie, więc miałam zamiar skorzystać z tej okazji.
- Wiem, że lubisz kwiaty więc mam dla ciebie lilie wodną... Jak ją włożysz do szklanki z wodą to będzie długo stała no i w dodatku jest ładna ozdobą - wyciągnęłam niepewnie rękę z kwiatem i lekko się uśmiechnęłam. Wiatr zawiał lekko, a płatki Lili się lekko poruszyły. Skierowałam swój wzrok na dziewczyna, która do tej pory się nie odezwała, odkąd powiedziałam, że kiedyś byłam w sierocińcu.

<Vulnere?>

10 cze 2017

Akuma CD Rue

Westchnął przeciągle, gdy Rue wysiadła z samochodu i zaczęła okręcać tułów na boki, jakby zaraz miała wykonywać jakieś trudne ćwiczenia gimnastyczne i musiała dobrze się rozciągnąć, by się jej udało bez żadnej kontuzji. Wyłączył silnik i chwilę oglądając ją w lusterku, zamknął oczy i oparł głowę o szybę. Czuł zmęczenie, ale był na prawdę pobudzony. Niby niemożliwe, ale wiedział, że w życiu nie zaśnie. Nadal analizował to wszystko, co się stało. Strzały, porwanie, łysa kobieta, być może już nieżywy Tobias... ponownie poczuł wyrzuty sumienia z jego powodu. Może i nie był najlepszym człowiekiem, ale Akuma przecież też nie. Może i wierzy w Boga, ale zbytnio nie wywiązuje się z zadań typowego dobrego chrześcijanina, jakby chociażby modlitwa, czy pójście do kościoła. Ciągle klnie, strzela do ludzi, nawet już zabił, chciał udusić doktora, straszył ludzi umazany od stóp do głów błotem, wyskakując z krzaków,...tak, zdecydowanie świetlana przyszłość przed nim nie stoi. Rozluźnił się, starając się nie myśleć ani o ostatnich dniach, ani o swoim zachowaniu i owej nieświetlanej przyszłości. Zamiast tego skupił się na tym, gdzie się znajdują. Pewny, że nie jechał już tędy, otworzył oczy i zaczął wodzić wzrokiem po okolicy. Niewiele się różniło, poza tym, iż na drodze nie było już wyboi. Była za to równa, jakby ktoś niedawno kładł świeży asfalt. Być może tak było. A więc albo niedługo wjadą do jakiegoś miasta, choć jak na razie nic takiego nie widać,albo po prostu trafili na nieco bardziej sprzyjające warunki, gdzie Jeepem już nie będzie tak trzepać. Chociaż, trzeba przyznać, bardzo wygodnie się nim jechało. Prawie nie czuło się nierówności pod kołami, a było ich dość sporo. Wyciągnął ręce do góry, chcąc się przeciągnąć i ziewnął. Gdy nie miał się już czym zająć, coraz to trudniej było mu utrzymać przytomność umysłu...
-...wstawaj! - usłyszał kolejny cichy dźwięk oraz poczuł czyiś dotyk na ramieniu. Chociaż, tnie... ten nie był taki cichy. Właściwie to było już to bardziej zawołanie, niż szept, tak ja wcześniej. O co chodziło? Minęła dość długa chwila, nim poderwał się na siedzeniu do pozycji siedzącej, gdy uświadomił sobie, w jakiej sytuacji się znajdują. Pościg mógł już trwać.
- Hmmm??? - wymamrotał, choć chciał powiedzieć "Co się dzieje?". I w ogóle - kiedy przysnął?Cholera, nie powinien tak tracić świadomości. Jeszcze zasnął, gdy Rue nie było w Jeepie. Takim ładnym Jeepie... weźmie go sobie, o tak. Kochany Jeep...STOP!
- O co...? - spytał po niecałej sekundzie,odzyskując mowę i opanowując myśli, chyba znowu zasypiał. Końcówkę wypowiedzi przerwała mu jego długowłosa towarzyszka. A mieli te kłaki ściąć sekatorem...
- To są akty zgonu, w większości! - wysyczała, przerzucając kartki na kolanach i wtykając mu pod nos parę Chwycił je, kątem oka zauważając burdel panujący w całym pojeździe. Teraz kartki były WSZĘDZIE. Miał nadzieję, że żadna nie wypadła przez okna. Ale gdy się rozejrzał, wszystkie były zamknięte. Akty zgonu? Gdy przyjrzał się dokładnie zawartości kartek, stwierdził, że to prawda. Jego serce przyśpieszyło. Czy to oznaczało, iż mają kłopoty? I co ważniejsze, że Tobias i jego ludzie wszystkie osoby z tych kart zabili? Ot tak, z zimną krwią? Sięgnął do kieszeni po kluczyki, oddając białe z czarnymi literami kartki, a właściwie, to teczki, jak dopiero teraz zauważył.
- Okay, opowiadaj - rzucił przez ramię, sprawdzając tyle okno samochodu w obawie, że ujrzy za nimi nadjeżdżające niebezpieczeństwo w postaci paru uzbrojonych od stóp do głów mężczyzn ( oczywiście kobiet też... ) celujących już w ich osoby ze swoich niemalże takich samych Jeepów. Ale nie ujrzał nic podobnego. Dziwne, że jeszcze ich nie znaleźli... O ile szukają.
- Aktów zgonów jest d w a d z i e ś c i a s i e d e m - jej głos odbijał się echem w jego głowie, niczym piłeczka pingpongowa odbijające się natarczywie od jego ścian. Kontynuowała dalej - są jeszcze jakieś zapiski, jak hieroglify jakieś, później ci pokażę, jak już dojedziemy do miasta. Do tego groźby, całą masa gróźb, być może od Tobiasa. O tym, że zabije rodzinę tego, do kogo był skierowany każdy pojedynczy. No i na koniec, wisienka na torcie - nasze zdjęcia. I nasze dane, wszystko! Pesel, daty urodzenia, nawet CHARAKTER, rodzina, wszystko! Nawet je*ana grupa krwi! - zawołała z niedowierzaniem, a on z podobnymi emocjami słuchał jej słów. Ponieważ droga nie byłą skomplikowana, teraz wiodła prosto, spojrzał na Rue ze zmieszaniem.
- Wiesz... to jak kiepski, choć klasyczny thriller, czy coś - wyznał swoje skojarzenie.
< Rue? >

Vulnere CD Smiley

Wsłuchiwała się głos koleżanki, z każdą chwilą popadając w monotonne rozmyślania oraz... wspomnienia. Melodia jej coś przypominała, jakby znała ją kiedyś i już zdążyła zapomnieć. Może jakaś stara, znana kołysanka? Bo właśnie przypominała jakąś, przynajmniej z brzmienia... choć może sprawił to spokojny, melodyjny głosik różowowłosej. Gdy dołączyła słowa, już ie mogła się pozbyć uczucia, że skądś znana jest jej ta melodia. Rozkoszowała się delikatnym mruczeniem, a w końcu i śpiewaniem, Smiley oraz widokami. Woda już zdołała się uspokoić, i gdy podnosiła wzrok z niej na niebo, mogłaby się założyć, że odbicie IDEALNIE odzwierciedlało wszystkie gwiazdy. Nawet te najmniejsze, choć na zwykłym jeziorze było to chyba niespotykane. Właściwie, dlaczego ta woda tak działała? W sensie, że odbijała te wszystkie świetlne konstelacje? Może bezchmurne niebo i zapewne przeźroczysta woda wszystko umożliwiły... Wnet przypomniały jej się te wszystkie historie o syrenach, krakenach czekających tylko na tym, by wsiąść na podkład statku i wypłynąć na otwarte morze, dając się zaciągnąć na dno wraz z kadłubem środku transportu. Zadrżała i momentalnie spojrzała na spokojną taflę wody. Oczyma wyobraźni już widziała trupiobladą dłoń pokrytą ledwie dostrzegalnymi łuskami, należącą do syreny. Chodź podobno atakowały tylko mężczyzn, i tak czułą lekki strach. Głos jej towarzyszki jednak ją uspokoił.
- Wybacz nie chciałam, żebyś straciła słuch... -odezwała się, zawstydzonym głosem przerywając, jak ze zdziwieniem stwierdziła, już paro sekundową ciszę.
- Moim zdaniem było bardzo ładnie, choć muszę przyznać, trochę odpłynęłam myślami nie tam, gdzie trzeba... - również nieco zawstydzona, wyznała. - Czy to jakaś znana kołysanka? Chyba znam melodię, tak mi się zdaję...
< Smiley? >

9 cze 2017

Rue CD Akuma

Do szpitala? Na to słowo przeszły mnie dreszcze. Od razu przypomniałam sobie nie tylko furię Akumy, atakującego lekarza, ale też Tony'ego, który mi się przyglądał (co wywoływało  mnie odruch wymiotny pustego brzucha) oraz ten okropny smród szpitala, tabletki i zastrzyki. Ale rzeczywiście, szpital był by najlepszym rozwiązaniem dla mnie. Noga nie wyglądała za dobrze, tak samo palce. Obie rany były otwarte, sączyła się z nich krew, chociaż coraz mniej. Wydawało mi się, że gdy tak dalej pójdzie, samochód zaleje się cały krwią i będziemy w niej normalnie pływać.
Oparłam głowę o siedzenie, a zdrową nogę podkuliłam do siebie. Zamknęłam na chwilę oczy zastanawiając się nad całą akcją jak i odpowiedzią. Jechać do szpitala? Jak wcześniej stwierdziłam, było by to najlepsze rozwiązanie, ale jestem też w stu procentach pewna, że nawet jeśli Tobias umrze, to będą nas ścigać, aby się zemścić. Skąd mogę wiedzieć, czy któryś z nich nie ma interesów związanych z jego? Wszystko może się ze sobą łączyć, nawet ta dziewczyna, z którą chwilę siedzieliśmy w zamknięty, a teraz nie wiadomo gdzie była. Uciekła? Udało jej się? Czy może ją złapali? Albo zabili od razu? A może wybili jej rodzinę i nie ma się gdzie teraz podziać?
- Pojedziemy do szpitala później, najpierw musimy jak najdalej uciec - powiedziałam z zamkniętymi oczami. Widziałam tylko ciemność, czułam ból i ciepła cieknącą krew po całej nodze oraz po dłoni. Westchnęłam i zmusiłam się do otwarcia oczu. Przekręciłam głowę w kierunku Akumy, skupiony był na drodze i nie odwracał od niej wzroku. Do tego pewnie trzymał kierownicę. Ulżyło mi, w tej chwili byłam pewna, że nam się uda. Bynajmniej taką miałam nadzieję. Delikatnie się uśmiechnęłam, widząc jego pewność byłam w stu procentach przekonana, że w nic nie walniemy, a nawet lepiej - zdążymy uciec. Ja nie potrafię prowadzić pojazdu, chociaż raz ktoś mnie uczył na ciągniku. Tyle, że już nic nie pamiętam, a za koło w samochodzie to nawet boje się usiąść. Pewnie ledwo bym odpaliła go, a gdybym to zrobiła, wyjebałabym się z nim w pierwszej lepszej okazji. A bramy za nic bym nie przebiła.
Spojrzałam prosto na drogę. Wokół tylko drzewa, byliśmy na jakimś pustkowiu. Spojrzałam nieco niżej za małe drzwiczki do schowku. Otworzyłam je w poszukiwaniu chusteczek, albo chociaż jakiegoś materiały. Czegokolwiek! Na początku widziałam tylko papiery, która później przejże. Może coś tu znajdę? Skoro są tu kuloodporne szyby, to znaczy, że nim musieli najczęściej jeździć, więc jest możliwość, że schowali tu ważne papiery; oby. Ale na pierwszym miejscu była moja rana. Grzebałam aż do samego dna, aż w końcu trafiłam na jedną paczkę chusteczek i biały bandaż. Wyjęłam wszystko i położyłam na kolanach. Najpierw zajęłam się nogą, tyle... że wolną miałam tylko jedną rękę. W drugiej ciężko mi było ruszać palcami. Zacisnęłam zęby i wyjęłam pierwszą chusteczkę. Najpierw wytarłam krew; chociaż połowa była już zaschnięta. Potem jedną położyłam na otwartej ranie, a następnie wzięłam bandaż. Kciukiem przyciskając do reszty dłoni trzymałam jeden kawałek, a drugą bandażowałam nogę, aby zatamować krwawienie. Już nie byłam pewna, co mnie bardziej bolało, łzy same wylatywały mi z oczu, ale mimo tego musiałam się zająć tymi ranami. Akumy o to bym w tej chwili nigdy nie poprosiła; musiał jechać, musieliśmy uciec, to teraz było na jego głowie. Po co mu kolejny problem, taki jak ja? Sama sobie poradzę.
Palce, jak ja to mam niby zrobić? Wytarłam krew, a potem tylko patrzyłam pustym wzrokiem na dłoń zastanawiając się, jak zatamować krwawienie. Tym bardziej, że bym tylko jeden bandaż, który poszedł na nogę. Poddałam się, trzymałam tylko palce na reszcie chusteczek. Jeśli przesiąkną, to mam jeszcze spodnie i inne ubranie. Po za tym za jakiś czas krew sama zastygnie, chyba.
Patrzyłam w okno, nie miałam sił na nic, na żadną rozmowę, nawet podnieść głowy czy czegokolwiek innego. Przez parę minut oglądałam drzewa, które po jakimś czasie zmieniły się w zwykłe pole i nic więcej. Potem pojawiły się krowy i konie, ale po tym już zamknęłam oczy. Byłam okropnie zmęczona.
- Obudź mnie za godzinę, to przejże te papiery w schowku - powiedziałam nieco cicho mając nadzieję, że Akuma zrozumiał. Musiałam je zobaczyć, może tam będzie znajdować się ważna informacja?
***
Poczułam lekkie szturchanie w bok. Na początku machnęłam ręka i ponownie zanurzyłam się w śnie, ale to coś nie chciało mi odpuścić. Zmarszczyłam brwi i chciałam jeszcze raz odgonić to, co mnie szturchało, ale kiedy zgięłam dłoń poczułam ból. Automatycznie otworzyłam oczy i jęknęłam. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że to wredne coś, to Akuma. Spojrzałam na niego zaspana próbując nie ruszać dłonią i przyzwyczaić się do bólu, który po jakimś czasie zniknął.
- Minęła godzina, nawet dwie - powiedział dalej jadąc, ale tym razem wolniej. Spojrzałam na drogę - pole. Kręcimy się w kółko, czy to wszystko tak się dłuży? Czy po prostu już wyjechaliśmy z miasta? A nie ważne... - Miałaś...
- Sprawdzić dokumenty - dokończyłam za niego ponownie opierając się o siedzenie. Westchnęłam i mlasnęłam językiem. Okropnie chciało mi się pić. Rozejrzałam się po samochodzie, ale niczego tu nie było. - Ciągle tak jedziesz? - pokiwał twierdząco głową. - Stań - rozkazałam. - Musisz odpocząć - on jednak pokręcił głową.
- Jeszcze nie - zacisnął palce na kierownicy. Zmarszczyłam brwi.
- Stań, bo mi się chce sikać. Chyba, że chcesz, abym tu się załatwiła - powiedziałam stanowczym głosem. Spojrzał na mnie z krzywą miną, aż poczułam, jak auto zwalnia. A jednak wymówka z sikaniem podziałała, to dobrze. Chciałam tylko, aby stanął i odpoczął. On by się przespał, a ja zaczerpnęła świeżego powietrza i przejrzała dokumenty. Chyba, że chłopak jest bardziej uparty, niż mi się wydaje. Ale i tak nie pojedziemy, póki nie odpocznie. Nie chce żadnej stłuczki, bo mu się nagle oczy zamknęły.

<Akuma? Nie kłóć się, bo zsikam się do samochodu!>

8 cze 2017

Smiley CD Vulnere

Ulżyło mi, gdy Vulnere spodobała się jej ta mała niespodzianka. Było to nic nadzwyczajnego, ale prawie na wszystkich robi to wrażenie, chociaż, że pokazałam to pierwszej osobie, która od niedawna znałam.
- Wiesz tak naprawdę to dołączyłam do cyrku gdy miałam niecałe jedenaście lat. Dague, Night i Black są najbliżsi, bo to oni zaproponowali mi wtedy, abym dołączyła do cyrku. Na samym początku nie potrafiłam się odnaleźć w cyrku tak więc szukałam zawsze jakieś miejsce w którym mogłam pobyć sama i trochę się wyciszyć. Tym razem znałam to miejsce - zanurzyłam dłoń we wodzie i urwałam lilie która, akurat była blisko łódki. - Jesteś pierwszą osobą jakiej pokazałam to miejsce i cieszę się, że ci się spodobało. Jak tylko znajdziesz chwilę to możesz tutaj przyjechać na koniu i popływać sobie łódką - uśmiechnęłam się. Położyłam lilie wodną na jednym z wolnych siedzeń na łódce. Chciałam zrobić z tego mała pamiątkę dla dziewczyny, ale musiałabym wrócić do swojego namiotu, dlatego postanowiłam jej to wręczyć jutro z samego rana.
Nastała cisza, a ja spojrzałam się na niebo.
- Może i ładnie, ale wciąż bolesne jest tutaj przychodzić - wyszperałam pod nosem.
- Coś mówiłaś? - spytała się dziewczyna, wciąż podziwiając widoki.
- Nie to nic takiego. Poczekamy jeszcze chwilę, a cykady i żaby dadzą za chwilę koncert - uśmiechnęłam się. Po kilku minutach w oddali można było usłyszeć jak cykady zaczynają swój koncert a do nich dołączają również żaby. Wsłuchałam się w melodię przez to przypomniała mi się pewna kołysanka, która śpiewał mi kiedyś Night i Black. Zaczęłam ją nosić pod nosem nie zwracając na nic, ani na nikogo uwagi.

Gdy skończyłam, spojrzałam się na dziewczynę, która siedziała na przeciw mnie.
- Wybacz nie chciałam, żebyś straciła słuch - powiedziałam trochę oszołomiona i zawstydzona.

<Vulnere?>

Akuma CD Rue

Wszystko działo się w przyśpieszonym tempie, ledwo zdążał ogarniać, co działo się wokół. Pierw rozległ się strzał. Bardzo głośny, przez którego kiepsko słyszał, a uszy go bolały od wewnątrz. Potem usłyszał kolejny huk - pociągnął za spust, posyłając, jak miał nadzieję, śmiercionośną kulę Tobiasowi. Trafił w brzuch, wdrapując się na parapet poczuł na sobie kolejny ciężar, kolejne brzemię umierającego przez niego człowieka. Życie z czyjąś krwią na dłoniach nie będzie łatwe, ale to była samoobrona... Starał się usprawiedliwić i pocieszać tym, że jeśli pocisk ominął najważniejsze narządy, to jeśli się nie wykrwawi, może przeżyć. Ale słysząc desperację w głosie Rue, która wręcz pragnęła, by bydlak zdechł, oznajmił, że tak będzie. Wiedział, że to nie do końca prawda. Miał szansę na przeżycie. Chociaż nikłe, posiadał je. Jednak czy pójście do szpitala nie byłoby zbytnio dużym ryzykiem? Rozpoznano i złapano by go, chyba, że ma jakąś zaufaną osobę. Albo też sam potrafi sobie poradzić. Dłużej o tym nie myśląc, nagle doszło do niego, że podczas swojego zamyślenia rozmawiał o czymś z Rue. Właśnie, o czymś, ale o czym?
- Tu są jakieś! - zawołała, gdy zbiegli po schodach na parter. skazała dłonią stolik, natychmiast zrozumiał, o co jej chodziło. Srebrne kluczyki połączone okręgiem z drutu pobrzękiwały dręcząco dla jego obolałych bębenków usznych, gdy wrócił z nimi w dłoni do dziewczyny, biorąc ją pod ramię i pomagając iść szybkim tempem. Przyjmował część jej ciężaru na siebie, ale praktycznie nie zwracał na to uwagi. Mają kluczyki. A więc musi być i samochód. Jednak które są właściwe? Jest ich z siedem, bez narażenia się na atak pozostałych członków grupy Tobiasa znalezienie właściwego może okazać się niemożliwe. Mimo tego, gdy wyszli z budynku, przestał tym zawracać sobie głowy.
- Bądź cicho - poradził, rozglądając się na boki i łapiąc pewniej metalowe przedmioty, by nie wydawały już żadnego szkodzącego im hałasu. Jego wzrok padał na każdy możliwy punkt, wytężył maksymalnie swoje zmysły. Dostrzegł niewielki ruch po prawej, jednak nie skupiał na nim wzroku, to tylko pogorszyłoby sprawę. Kątem oka ponownie go zarejestrował, przyśpieszył kroku, teraz już truchtając i mocniej podtrzymując desperacko skaczącą Rue. Zastanawiał się, czy by jej nie ponieść i stwierdził, że tak będzie szybciej.
- Ile ważysz? - spytał w biegu, zatrzymując się na ułamek sekundy, by skręcić w prawo. Najwidoczniej zdziwiona tym pytaniem wydała z siebie cichy pomruk, normalnie pewnie mający brzmieć jak "Hmmm?".
- Poniosę cię, będzie szybciej. Ale silny nie jestem - wyznał. Jej mina wyrażała wahanie, ale ostatecznie skinęła głową.
- Nie jestem pewna, gdy będę za ciężka, po prostu pójść, pobiegniemy alej - oznajmiła, nie tracąc czasu na niepotrzebne słowa. I tak wysławiała się w niezwykle szybki sposób, z resztą on też. Powierzył jej kluczyki, które przyjęła i ustawiła się w ten sposób, by mógł łatwiej ją chwycić. Kładąc jedno ramię pod jej ręce, a drugie pod zgięcie w kolanie, po czym wykorzystując swoje wszystkie siły, podniósł ją i wyprostował się. Ze zdziwieniem stwierdził, że jest to łatwiejsze, niż przypuszczał, po czym ruszył przed siebie szybkim biegiem. Podejrzewał, że trzyma jakieś pięćdziesiąt kilogramów, ale nie był pewien. Zadanie jednak z każdą chwilą stawało się trudniejsze do wykonania i coraz mniejszą uwagę skupiał na terenie. Szybko jednak ich oczom ukazał się granatowy Jeep. "Boski" - pomyślał z uznaniem i podziwem, mógłby takim jeździć na co dzień. Podbiegł do niego i powoli postawił Rue na ziemię uważając, by nie zrobił niczego za szybko i by nie upadła na wciąż krwawiącą nogę. Pojazd okazał się otwarty, więc bez problemu wsiadł za kierownicę i już zaczął wypróbowywać poszczególne klucze w stacyjce. Pierwszy nie, drugi też nie, trzeci też...
- Ktoś idzie!- wyszeptała Rue, zaczął się pośpieszać. Ostatecznie szósty klucz wywołał ciche brzęczenie silnika - odpalił i z piskiem opon ruszył przed siebie, patrząc w lusterko. Faktycznie ktoś się zbliżał, jakiś mężczyzna dzierżący karabin maszynowy. Już zdążył go użyć - jak się mógł założyć, nowiutki lakier samochodu został szpecony z tyłu. Mieli szczęście, że nie trafił ani w opony, ani w szyby.
- Obserwuj teren - odezwał się - i trzymaj się, czego tylko możesz - powiedział i nie czekając na jej reakcję, zawrócił w miejscu o trzysta sześćdziesiąt stopni, kierując się wprost na człowieka, który do nich strzelał. I na bramę, która stała za nim. Oczywiście zamknięta, ale niezbyt dobrze zbudowana - dzięki rozpędowi powinni ją bez problemu rozwalić. Dodał gazu, ponownie pędząc po nierównej powierzchni, przez co cały samochodem wręcz trzepało na boki. Ale nie maił zamiaru zwalniać i tym bardziej ustępować miejsca mężczyźnie ponownie strzelającym w Jeepa. Trafiał w , jak się okazało, kuloodporne szyby, które uratowały ich życie. Gdy ten zrozumiał, że zaraz zostanie rozjechany, rzucił się na bok. Po niecałej sekundzie powietrze przeszył prawdziwy grad pocisków, głownie wypuszczanych pojedynczo. Ani jeden nie uszkodził poważnie pojazdu, który już po chwili z impetem naparł na bramę, która bez wahania puściła i wyleciała w powietrze. "Biedny samochód", pomyślał. To na prawdę bardzo ładny model, teraz cały w dziurach, porysowany, pewnie zgnieciony z przodu...
- Nic ci nie jest? - spytała Rue. Nieco go to zdziwiło, ale natychmiast ponownie skupił się na jeździe. Nie miał zamiaru oddawać życia, bo wjedzie w drzewo. Tak, drzewo. Droga była otoczona tymi wielkimi roślinami. Bukami, o ile się nie mylił.
- Nic, a tobie? Jedziemy do szpitala z tą nogą? - spytał, wjeżdżając na właściwy pas i ponownie przyśpieszając. - Walić to, że jedziemy w pizdu... - szepnął niemalże niedosłyszalnie, nadal oszołomiony całą akcją.

< Rue? Kocham jeepy <3 >

7 cze 2017

Rue CD Akuma

Zostać jego dzi*ką, czy dać się zerżnąć całej bandzie?
Dobre pytanie, ale żadnej z tej rzeczy nie chciałam. Marzyłam o tym, aby sie stad wyrwać z Akumą i uciec, a jego przy okazji zabić. Ale jeśli będzie miał tylu ochroniarzy uzbrojonych w pistolety, to ledwo co uciekniemy. A tym bardziej z moją nogą. 
- To jak? - wstał i dopalił do końca papierosa, którego wyrzucił do kosza jednym rzutem. Nie spuszczałam go ze wzroku, zastanawiałam się nad jakimkolwiek ruchem, który umożliwi mi zyskanie chociaż paru sekund. Ale to było zbędne. Musiałam przygotować się na najgorszą traumę, jaka zostanie przy mnie do końca życia. Chciałam krzyczeć, ale nagle uświadomiłam sobie, że ten, kto nad nami czatuje, chyba jeszcze nie chcę mojej śmierci i zgwałcenia. Akuma pojawił się w oknie niczym anioł, kiedy strzelił do Tobias'a. Żałuje tylko, że to przeze mnie go zauważył. Gdybym tak nie zareagowała na przyjaciela, który nie wiadomo skąd się ty pojawił, mógłby mu strzelić w plecy. Ale to nie ważne, ramię zastrzelone. 
Rzucił w moją stronę pistolet. Przez chorą nogę i związane ręce jedynie mogłam się poczołgać w jego kierunku ostrzegając go przed cała bandą na dole. Tyle, że oni nie byli niczym, w porównaniu do mężczyzny. On tylko cicho jęknął i całkowicie ignorując ranę i krew lejąca się strumieniami, wycelował mocnego kopniaka w moją stronę. W ostatniej chwili udało mi się sięgnąć po broń, wkładając palec w to małe zagięcie. Dobrze, że nie nacisnęłam spustu, nie wiadomo gdzie bym trafiła.
- Kompletni idioci! Jak uciekłeś! - krzyknął. Słyszałam kroki, w tej chwili leżałam na ziemi skulona, plecami do mordercy. Kiedy usłyszałam kolejny strzał zakryłam głowę, ale gdy nie poczułam żadnego dodatkowego bólu, szybko się odwróciłam. Musiałam wiedzieć, kto strzelał i do kogo. Bałam się, że Akma został postrzelony, że to Tobias posłał w jego stronę kulkę. 
Nigdy w życiu tak się nie bałam. Żaden człowiek nie odczuwa większego strachu niż ten, kiedy spotyka się oko w oko ze śmiercią.
Tobias trzymał się za ramię jedną ręką, a drugą (tą, gdzie miał kulkę w ramieniu) celował pistoletem w okno. Kiedy spojrzałam na parapet, nie ujrzałam w nim chłopaka. Raptownie wyobraziłam sobie jak leży na ziemi, a pod nim powstaje kałuża krwi. Ta wizja przeraziła mnie na tyle, aby zmusić do działania. Skierowałam w stronę mordercy pistolet, ręka mi się okropnie trzęsła, przez co nie potrafiłam nacisnąć spustu. Tobias zdążył zareagować, strzelił mi w rękę raniąc jedynie palce. Chciał tylko pozbawić mnie broni; i udało mu się to. 
Drzwi z wielkim łoskotem otworzyły się na oścież, a w progu pojawili się mężczyźni, było ich z czterech. Nie zdążyli zadać żadnego pytania, ponieważ od razu zostali wyzwani od największych kretynów, a następnie wysłani bo Akumę. Słysząc jego imię łzy zaczęły mi napływać do oczu. Nie potrafiłam przestać myśleć o krwi, która mógł się właśnie zalewać. Płakałam także dlatego, że czułam ogromny ból, który mnie po prostu rozrywał. 
Wybiegli, w drzwiach nie zostało nikogo, żadnego najmniejszego kretyna, kiedy Tobias kucnął przy mnie i łapiąc za ubranie podniósł do góry.
- Nie myślałem, że dwie kaleki mogą przysporzyć mi tyle problemów - powiedział przez zaciśnięte zęby.
Strzał. Usłyszałam kolejny huk, moja twarz i Tobias'a znieruchomiała. Myślałam, że to ja zostałam postrzelona. Że w tej chwili nie czuje niczego, co oznaczałoby, że to koniec i zaraz umrę. Ale to nie ja zalewałam się krwią, tylko on. Patrzył na mnie dużymi oczami z rozszerzonymi źrenicami. Otworzył usta, z których zaczęła wypływać krew. Puścił mnie, upadłam na ziemi na ranną nogę. Krzyknęłam, on także. Odsunęłam się od mężczyzny, kiedy spostrzegłam, że to jego brzuch krwawił, a z tyłu na parapecie siedział Akuma. Trzymał w obu dłoniach pistolet wycelowany w stronę osoby, która zaczęła osuwać się na ziemię. 
- I tak was zabije... - powiedział dławiąc się krwią. Jeszcze bardziej odsunęłam się od niego i próbowałam wstać, ale na marne.
- Poszli ciebie szukać - powiedziałam do chłopaka, który własnie wchodził do środka. Podszedł do mnie i odwiązał sznur na rękach. Poczułam ulgę, ale nie dużą. 
- Dasz radę iść? - zapytał, na co pokręciłam głową.
- Raczej podskakiwać na jednej nodze - opierając się o niego wstałam na takowej nóżce, wpierw z ziemi zabierając broń. Może później się jeszcze przyda. - Nie żyje? - wskazałam na leżącego Tobias'a, pod którym powstała kałuża krwi. W takiej własnie pozycji wyobrażałam sobie chłopaka, ale nie mieliśmy czasu na rozmowy na takie tematy. Musieliśmy uciekać, nie ważne jak bardzo to było trudne. Nie mieliśmy innego wyboru, chyba, że się poddamy. Ale prędzej zginę, niż to zrobię i jestem w stu procentach pewna, że on też. 
- Nie wiem, ale nie mamy już czasu sprawdzić. Po za tym raczej nikt nie przeżyje postrzału w brzuch - stwierdził idąc w kierunku schodów. Skoro wyszli, musimy zejść tędy. Tym bardziej, ze ja nie mam szans zejścia oknem. Co to, to nie. W głowie zostały mi słowa Tobias'a - i tak was zabije. Te słowa mnie przeraziły, tym bardziej, że zostały wypowiedziane w poważny i morderczy sposób, kiedy usta zalewały się krwią. Nikt nie przeżyje postrzału w brzuch. Ale ja przecież przeżyłam. Pamiętam. 
- Gdzie ta dziewczyna? - zapytałam zapominając jej imienia. Musiałam to wiedzieć, może gdzieś tam na nas czeka i ją też zaraz złapią?
- Uciekła - to mnie uspokoiło, chociaż trochę. Chociaż jedno z nas zdążyło to zrobić. 
- Musimy znaleźć kluczyki do samochodu. Nie dam rady uciekać w tym stanie - tak bardzo chciałam się go zapytać o ten parapet. Chciałam mu powiedzieć, jak go sobie wyobrażałam, chciałam wiedzieć, czy został postrzelony, czy Tobias chybił, czy coś innego. Chciałam wiedzieć, jak uciekli.
Ale nie mieliśmy czasu.

<Akuma? Teraz transport. Ewentualnie pociąg się znajdzie i wyruszymy w świat!>