14 lis 2019

Robin CD Vivi&Riddle

Chłopak podziwiał jego nową formę, którą ujrzał pierwszy raz. Z jednej strony była przerażająca, ale dla kogoś, kto zna demona, dla kogoś takiego jak Robin, mężczyzna w lisiej postaci był fantastyczny. Nie ominął szansy dotknięcia jego futra, wtulenia się w niego, nawet jeśli uciekali. Był po prostu piękny.
Kiedy znowu znalazł się na ziemi, nie chciał opuszczać przyjaciela. Wierzył, że nic mu się nie stanie, ale nie chciał go zostawiać, a jednak musiał. Popatrzył w oczy bestii i pokiwał głową, kładąc dłoń na jego pysku. 
- Tylko wróć – powiedziałem dość cicho, patrząc w jego ogromne ślepia. Lis się uśmiechnął.
- Wrócę, obiecuje – chłopiec go puścił, lis się podniósł i odwrócił. Robin patrzył, jak przyjaciel znika za drzewami, po tym sam się odwrócił do pomnika i powoli podszedł do kamiennej rzeźby. Lampa, którą trzymał w dłoni, ciągle się paliła, dlatego postanowił usiąść tuż pod nią. Oparł się o zimną powierzchnie i czekał.
W lesie panowała martwa cisza, żadnego szelestu, żadnego ćwierkania, nawet wiatr ustał, jakby cały las przeżywał żałobę. Spojrzał w niebo, w szare chmury zwiastujące deszcz, którego jednak nie było. Wtedy usłyszał huk. Wzdrygnął się i rozejrzał, podświadomie szukając Vivi’ego. Wiedział, że wrócił na pole bitwy, ale miał nadzieje, że gdy zamknie i otworzy oczy, on pojawi się obok. Nie miał pojęcia, dlaczego tak bardzo chciał być przy chłopaku, chociaż był demonem, czuł się przy nim prawie tak samo bezpiecznie, jak w lesie, przy niedźwiedziu, a może nawet i bardziej. Potrafił go rozbawić, a nawet zauważył, że coraz rzadziej chodził na czworaka. Gdyby wiedział coś więcej o relacjach międzyludzkich...
Znowu huk. Robin zaczynał się bać, a kiedy odgłos zmienił się w czyjeś kroki, zaczął się trząść. Objął się ramionami, wmawiając sobie, że jest tu bezpieczny, tak jak powiedział lis. Bardziej przyległ do pomnika, kroki były coraz głośniejsze, dobiegały gdzieś z tyłu, potem z boku…
Czarna postać bez określonych kształtów, o oczach czerwonych jak krew, z krzywym uśmiechem, wypełnionym ostrymi zębami, pojawiła się kilka kroków od pomnika. Patrzyła na chłopca, a on czuł, jak go mrozi spojrzeniem. Czuł, że chciała go pożreć, właśnie to robiła wzrokiem. Miał wrażenie, że jej zimne kończyny zaciskają się na jego szyi, albo co gorsza, wbijają się w brzuch i go rozrywają. Chciał krzyczeć, zawołać, ale strach go całkowicie sparaliżował.
Bestia z lasu, Leśny Stwór, nie ważne jak nazywano tajemniczego potwora, który zapędza ludzi w zaułek i ich pożera, żadna forma nie przedstawiała tego, co widziały oczy chłopca. Żadna z nazw nie wywoła takiego strachu, jak samo jego oblicze. 
Robin stracił głos, więc tylko przysunął się wzdłuż zimnej powierzchni, do zagłębienia w pomniku. Stwór nie podchodził, stał i obserwował, a chłopcu wydawało się, że zaraz wypluje serce, które szaleńczo mu biło w klatce piersiowej. Nagle lampa, którą trzymał anioł, rozbłysła jasnym blaskiem, na tyle mocnym, że chłopiec musiał zamknąć oczy. Skulił się i schował twarz w kolanach. Długo trwał w tej pozycji, a kiedy zdecydował się na spojrzenie przed siebie, usłyszał… samochody.
Otworzył oczy, zobaczył przez sobą bloki, były oblepione jakimś błotem i pleśnią, zaraz obok znajdowała się ulica, po której przemieszczały się samochody. Robin powoli wstał, oparł się o ścianę obok, kiedy nie mogąc uwierzyć w to, co widzi, prawie upadł znowu na ziemię. Rozejrzał się. Na chodniku szli obcy ludzie, którzy nie zwracali na niego uwagi, każdy z nich miał ponurą twarz, oczy wlepione w podłoże, brudne ubrania, wyglądali na smutnych albo złych. Czuł smród potu i asfaltu. Był mu znany, jednak tak dawno tego nie czuł, że teraz załzawiły mu oczy. 
W szarym tłumie ujrzał czerwony szal, za którym powoli ruszył. Nie wiadomo co nim sterowało, może chciał pochwycić coś, co nie było brudne i nie miało w sobie poczucia bezsilności. Ubranie znikało i pojawiało się w tłumie, ludzie wpadali na niego, ale się nie odzywali, każdy był zajęty sobą. Spojrzał w bok i ujrzał sklep „U Rouveta”. Chociaż nie widział, co znajdowało się za brudnymi szybami, wiedział, że sprzedawca dałby mu cukierka; skąd to wiedział? Po prostu to poczuł. Kontynuował śledzenie czerwonego szalika, który zniknął za ścianą. Chłopiec wszedł w uliczkę i zobaczył mały, jednorodzinny domek, wciśnięty między blokami. Ubrania nie zobaczył, ale dom wydał mu się dziwnie znajomy, a zaraz go przerażał. Chciał uciekać, ale drzwi były otwarte, jakby zapraszały do środka. Robin odetchnął spokojnie i powoli ruszył do budynku. Położył dłoń na klamkę i pociągnął, gdy światło wpadło do środka, ujrzał najpierw stopy. Gdyby wiedział, co zobaczy, nigdy by ich nie otworzył. Na podłodze leżało ciało, należało do młodej osoby, bardzo młodej, blada, wręcz szara skóra była w wielu miejscach sina. Kończyny były powykręcane w różne strony, wszystkie kości były połamane, a jedna wystawała z łokcia i łydki. Postać leżała w kałuży krwi, cała w siniakach i krwiakach. To ciało, jednym słowem, było zmasakrowane.
Robin uniósł oczy, aby zobaczyć twarz, ale światło tam nie dotarło. Zobaczył tylko czarny kosmyk włosów, a potem zrobił krok do tyłu. Szybko się odwrócił i zaczął uciekać, nie patrzył gdzie i dokąd, dlatego po chwili potknął się o coś. Nie poczuł żadnego bólu, wylądował tylko twarzą na ziemi. Podniósł się, otrzepał z piasku i zobaczył, że znajdował się na starym, opuszczonym cmentarzu. Odwrócił się, by sprawdzić, o co się potknął.
Ten widok był jeszcze gorszy od poprzedniego. 
Zobaczył mały nagrobek, w którym na pewno leżało dziecko. Pomnik przypominał zwykły głaz, z wyrytym napisem:
David Kingsway
ur. 2102
zm. 2111
W tym momencie znowu zobaczył blask tak mocny, że zakrył oczy, a gdy je otworzył, znajdował się w lesie przy pomniku anioła. Był cały mokry od zimnego potu, a strach nie zamierzał odchodzić. Serce biło jak szalone, oczy spoglądały na wszystko przerażone, nagle las nie wydawał mu się już tak bezpieczny, jak wcześniej. Nagle zerwał się do biegu, uciekał przed siebie, nie wiedział przed czym, ale bał się jak nigdy dotąd. To za dużo jak dla niego, już nigdzie nie mógł się czuć spokojny, tylko przy Nim.

<Riddle? Vivi?>

Mika

"Wszystko jest możliwe. Niemożliwe wymaga po prostu więcej czasu."


Shu⭐zo CD Lennie

Cieszyłem się, że tak się to skończyło. Jednak też nie ukrywam, że był to jeden z moich najgłupszych pomysłów. Szybko wróciłem do cyrku i nie sądziłem, że coś jeszcze się dzisiaj stanie. Byłem gotowy jedynie na wskoczenie do łóżka i przespanie w spokoju całej nocy. Od razu w namiocie zdjąłem te damskie ciuszki, ubrałem swoje własne, a potem poszedłem szybko zwrócić perukę i zmyć ten cały makijaż. Wszystko zajęło mi około dwudziestu minut i szczęśliwy wróciłem do namiotu. Gdy tylko zajrzałem do środka, zobaczyłem Lenniego. Nie sądziłem, że już wróci i w ogóle, że dzisiaj do mnie zajrzy. Od razu uśmiech zniknął z mojej twarzy, a przez moją głowę przeleciała scena, jak rzucam swoją różową sukienkę na biurko i wychodzę z namiotu. Cudownie. Tak oto wpadłem przez własną nieuwagę. On ją właśnie trzymał, odwrócił się do mnie, a z jego miny wynikało, że chciał, abym mu to wszystko wytłumaczył. Miałem pustkę w głowie. Uśmiechnąłem się nerwowo. Co tu powiedzieć? Nie sądzę, żeby uwierzył w historyjkę, że pożyczyłem ją jakiejś panience albo w moje zaprzeczenia, że mnie tam na pewno nie było i nie wiem, o czym on mówi. To jest sytuacja bez wyjścia.
Westchnąłem jedynie i wziąłem od niego tę sukienkę.
- Ładna, nie? Mój najlepszy projekt jak dotąd. - odłożyłem ją na miejsce, unikając kontaktu wzrokowego.
- Tak, ale dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi. - pokiwałem od razu głową, słysząc jego słowa. Oparłem dłonie o biurko i znów westchnąłem.
- Ale przyznaj, że słusznie wylałem na niego tę kawę. - spojrzałem na niego kątem oka, z uśmiechem na twarzy i w sumie przypominając sobie to, chciałem się jedynie roześmiać. - A tak poważnie to... - usiadłem na biurku. - No tak przebrałem się za dziewczynę, a temu, booo nie mogłem wytrzymać tu sam ze świadomością, że sobie gdzieś idziesz w takim stanie, beze mnie, z tym swoim starym przyjacielem, który zresztą mnie wkurza swoim postępowaniem wobec ciebie. Dlatego wpadłem na... Wydawał mi się genialny, a teraz już nie za bardzo, pomysł. - westchnąłem cicho, tłamsząc dwoma palcami, jeden z kosmyków włosów. - Layli mi pomogła się przygotować, a potem stwierdziłem, że się tam do was wybiorę i sprawdzę co tam u ciebie... B... Bałem się, że coś ci się stanie, że jeszcze bardziej będziesz smutny, a ja naprawdę nie chce, żebyś był smutny. - westchnąłem cicho. - A wiesz czemu? To najdziwniejsze uczucie na świecie. Z jednej strony jest to takie silne, że nie umiem normalnie funkcjonować i zająć się swoimi sprawami. Z drugiej strony to dzięki temu uświadamiam sobie jak bardzo... - przerwałem na chwilę i spojrzałem prosto na magika. - Jak bardzo mi ciebie brakuje... Zależy mi na tobie i twoim szczęściu, Lennie. O wiele bardziej niż na swoim. - złapałem jego ręce. - Wiem, że to głupie, ale ja cię chyba...

- Shu, powiesz coś w końcu?
Słysząc głos Lenniego, zdziwiony zamrugałem, a dopiero po chwili zorientowałem się, że to piękne wyznanie stało się jedynie w mojej głowie. Nawet własna wyobraźnia nie pozwala mi dokończyć i wypowiedzieć tego słowa na "k". Momentalnie wróciłem do rzeczywistości i podniosłem wzrok na magika, przed którym wciąż stałem jak kołek. W sumie przez to dalej nie wiem, co powiedzieć. Na sam początek po prostu wziąłem głęboki oddech. Nie ma co ściemniać ani zagadywać. Tak samo, jak w moich wyobrażeniach, wziąłem od Lenniego tę sukienkę.
- Wiem, że nie powinienem tego robić. Powinienem siedzieć tutaj sam i nie kombinować. Jednak w tym tkwi cały problem. - zacząłem wszystko spokojnie wyjaśniać. - Martwiłem się, że jak wrócisz, to będziesz jeszcze bardziej smutny, więc wolałem tam iść w razie czego, bo niestety, ale po tym twoim przyjacielu nie spodziewałem się ani odrobiny wsparcia. - odstawiłem sukienkę na miejsce, wciąż ciągnąć temat. - Aaa, że chciałeś, żebym tu został, to wpadłem na pomysł, że się przebiorę i jakby nic się nie stało, to się nie dowiesz nawet, że tam byłem. - wzruszyłem ramionami, a potem oparłem się o biurko. - Los chciał inaczej, jak widać. Naprawdę przepraszam. Martwiłem się, a teraz już wiem, że nie było, po co i jedynie się skompromitowałem, bo żaden normalny facet nie przebrałby się z takiego powodu za kobietę. Jednak nie żałuję tego, bo ta kawa była najlepszym, co zrobiłem do tej pory. - stwierdziłem z delikatnym uśmiechem.

(Lennie~?)

11 lis 2019

Lennie CD Shu⭐zo

Gdy zdjąłem z twarzy fartuszek, widziałem tylko, jak dziewczyna wychodzi z kawiarni. W momencie, w którym skręciła za budynek, dam sobie rękę uciąć, że zobaczyłem ogon. I to nie byle jaki, jasno brązowy, z kolorowymi pasemkami… 
- A to wredna szm… - mruknął pod nosem starając się wytrzeć napój ze swoich spodni. Nie powiem, ten widok mnie dość rozbawił, zasłużył sobie. Zdjąłem kapelusz z głowy i wyciągnąłem z niego spodnie, dokładnie takie, jakie miał na sobie przyjaciel.
- Idź się przebierz – wyciągnąłem w jego stronę ubranie. Spojrzał na mnie, a potem na dłoń, widziałem jak bardzo był wściekły na dziewczynę, a potem zdziwiony. W milczeniu wziął nowe spodnie i poszedł do toalety, w tym czasie ja dopijałem swoje cappuccino, zastanawiając się, czy zaczynałem wariować, czy Shuzo naprawdę przebrał się za dziewczynę. Nawet jeśli tak, to po co miałby to zrobić? A może mi się tylko wydawało, tylko wtedy to nie wyjaśnia jego… znaczy jej dziwnego zachowania; zamiast pójść za ladę do pracy, ona wyszła z budynku.
- Melanie się pyta, kiedy wracam – usłyszałem głos za sobą. Michaił miał na sobie czyste spodnie, a te brudne trzymał pod pachą. W dłoni miał telefon i przez chwilę patrzył na jego wyświetlacz, by po chwili schować komórkę do kieszeni.
- Kto?
- Moja dziewczyna – usiadł na swoje miejsce. - Będę się powoli zbierał.
- Strasznie się zmieniłeś – stwierdziłem. Chłopak się lekko uśmiechnął. - Kiedy?
- Widzisz, dużo się stało, gdy cię nie było. Wuefistka chajtnęła się z profesorem od fizyki, twoja sąsiadka dostała wylewu, a moja siostra wyjechała za granicę studiować. A ty dalej jesteś taki sam – uśmiechnąłem się.
- Rzeczywiście, to dość sporo – Michaił złapał kontakt wzrokowy z kelnerem, który zabrał nasze puste naczynia. Wstaliśmy od stołu i ruszyliśmy do drzwi. - Zostajesz tu na dłużej? - chłopak pokręcił głową.
- Wracamy z Melanie na studia do Toronto – pokiwałem głową. Przez chwilę milczeliśmy, aż chłopak wyciągnął swój telefon. - Podaj mi swój numer, nie ma po co znowu tracić kontakt – uśmiechnąłem się i mu go podałem, następnie on podał swój. Po tej szybkiej wymianie, ruszyliśmy wzdłuż ulicy, miałem go kawałek odprowadzić. - Ciekawe co mam teraz zrobić – odezwał się nagle.
- Czyli? - zerknąłem na niego kątem oka.
- Byłem martwy, a ja cię znalazłem. Twój ojciec musi wiedzieć, że żyjesz – oblał mnie nagle zimny pot.
- Gdzie jest?
- W Arizonie – odpowiedział. Pokiwałem głową i kiedy miał już skręcić, zatrzymałem go.
- Nic mu nie mów, sam to załatwię. Wyślij mi jego adres i może numer… - poprosiłem. Michaił pokiwał głową, pożegnawszy się, on wrócił do swojej dziewczyny, a ja ruszyłem do cyrku, z głową wypełnioną po brzegi myślami.
Gdy dotarłem na miejsce, nie poszedłem do swojego namiotu, tylko do Shuzo. Sam nie wiem, czego od niego chciałem, chyba chciałem sprawdzić, czy nie zamienił się w dziewczynę. Chłopaka nie było w namiocie, zajrzałem do środka, by się upewnić, a wtedy moim oczom ukazała się różowa sukienka, dokładnie taka sama, jaką miała kelnerka. Poczułem ciarki na plecach, w jednej chwili wszedłem do środka i wziąłem do ręki ubranie. Podniosłem je, by się upewnić; tak, to w stu procentach była ta. 
- Lennie? - usłyszałem za plecami, odwróciłem się i trzymając sukienkę w dłoniach, spojrzałem pytająco na Shuzo.

<Shuzo?>

Shu⭐zo CD Lennie

Chwila chwila. To nie tak miało wyglądać. Nie miałem w planie z nimi rozmawiać, a co dopiero po raz kolejny zaznajamiać się bliżej z Lenniem. Znam już go lepiej nawet od tego jego pseudo przyjaciela, który jak na razie jedynie robi mojemu magikowi na złość i dobija go głupimi pretensjami.
- Nie sądzę, żeby to było konieczne. - odpowiedziałem z delikatnym uśmiechem. - Poza tym również nie sądzę, żeby taki facet, jak pan nie spotkał jeszcze wybranki swojego serca. - oznajmiłem, wciąż patrząc na Lenniego. - Coś tu jest nie tak. - dodałem, przenosząc wzrok na jego przyjaciela, robiąc niewinną minę. Z chęcią bym mu teraz wydrapał oczy... Nie nie nie. Stop. Cofam to. Moja zła strona zbyt intensywnie się odzywa. Jeszcze skończy się to jakimś nieszczęściem.
- Tak się składa, że mam już kogoś na oku. - odpowiedział Lennie. Nie wiedziałem, co o tym myśleć. Może po prostu zwyczajnie kłamał, żeby nie ciągnąć dłużej tego tematu? Jednak to nie jest takie ważne. Słysząc jego słowa, od razu jakoś cieplej się uśmiechnąłem. Bardzo mi zależy na jego szczęściu, a nie ma nic piękniejszego od znalezienia swojej prawdziwej drugiej połówki.
- Na pewno jest wielką szczęściarą. - odpowiedziałem, magik jedynie skinął głową.
- Pewnie właśnie panią. - powiedział jego przyjaciel, by jeszcze zatrzymać mnie przy ich stoliku. Powstrzymywałem się trochę od śmiechu, bo Lennie był już gotowy go zabić wzrokiem za takie teksty. Dlatego wziąłem sprawę we własne ręce.
- Z chęcią bym się wybrała na jakąś randkę. Poznała kogoś nowego. - odezwałem się dość rozbawionym tonem i wzruszyłem ramionami. Przyjaciel Lenniego złapał mnie za rękę.
- To bardzo proszę usiąść. Dogadacie się co do szczegółów. - postanowiłem nie protestować i od razu usiadłem z boku na wolnym miejscu. Już mi nie było do śmiechu tak jak przed chwilą. Jak tu się wymiksować z takiej sytuacji? Oparłem łokcie o stół, splotłem razem ręce, a na nich oparłem swój podbródek.
- Lubię białe obrusy i wykwintne dania o skomplikowanych nazwach. - uśmiechnąłem się delikatnie i spojrzałem na obydwóch. - Ale muszę was panowie rozczarować. - zrobiłem smutną minę. - Zamykamy za dwadzieścia minut, a ja nie szukam sobie drugiej połówki. - wstałem i niby przypadkiem wywaliłem kubek z cappuccino na spodnie tego koleszki Lenniego. Taka mała zemsta za ten tekst o cyckach i nie tylko. Chłopak od razu zerwał się na równe nogi. - O nie, ale ze mnie niezdara. Proszę mi wybaczyć. - przewróciłem oczami, zdjąłem swój fartuszek i rzuciłem go prosto na twarz magika, a potem już skierowałem się w stronę wyjścia. Nic tu po mnie, a Lennie wciąż nic nie wie i się nie dowie o mojej wizycie. Gdy już wyszedłem na zewnątrz i odszedłem od kawiarni, w spokoju zdjąłem perukę i wróciłem do cyrku.

(Lennie~?)

10 lis 2019

Lennie CD Shu⭐zo

Gdy wstałem, czułem się jak trup, było mi jeszcze gorzej, niż wcześniej. Aby się trochę wybudzić, poświęciłem czas na  wypicie mocnej kawy. Spojrzałem w lustro, 
Nim się ubrałem i wypiłem mocną kawę, powinienem już być w połowie drogi. Na moje szczęście, on także się spóźnił, przynajmniej od tego szybkiego chodu (czasem biegu) się wybudziłem, jednak wory pod oczami pozostały dalej. 
- Wyglądasz okropnie – skomentował mój wygląd.
- Nawzajem – weszliśmy do kawiarni. Było w niej dość cicho, panowały tu odcienie błękitu i bielu, przez co miałem wrażenie, że znajdowałem się w jakimś oceanarium. Wybraliśmy jakieś odludniejsze miejsce i tylko na chwilę rzuciłem okiem na menu, nie miałem na nic ochoty, dlatego widząc, że odkładam spis po nie całej minucie, Michaił zamówił dla nas obydwu po cappuccino.
- Co zrobiłeś, kiedy uciekłeś? - zaczął temat, aż podskoczyłem na to pytanie.
- No wiesz, szwendałem się tu i tam… - odparłem nieco wymijająco. Ciężko mi było z nim rozmawiać, nawet, jeśli to był mój najlepszy przyjaciel. Teraz czułem się przy nim obco.
- I dołączyłeś do cyrku? - pokiwałem głową. - I sobie czarujesz?
- Ta, jakoś tak.
- Yhym. To masz ciekawie – był oschły, a nawet lekko zirytowany. Nie przeszło mojej uwadze, że ciągle bawił się palcami ze zdenerwowania.
- Jesteś na coś zły? - zapytałem. Spojrzał na mnie zimnym spojrzeniem.
- Na ciebie – spuściłem wzrok. - Wiesz co zrobili, kiedy zniknąłeś? Mnie osądzili najpierw o porwanie, potem wmówili, że coś ci zrobiłem, a ty ze strachu uciekłeś – to były szokujące informacje. Patrzyłem na niego zdezorientowany, nie wiedząc jak się zachować. Nie sądziłem, że moje zniknięcie przysporzy tyle problemów.
- Ale dlaczego? To bezsensu – mruknąłem ostatnie pod nosem, wtedy kelnerka przyniosła nam napoje. Gdy odchodziła Michaił powędrował za nią wzrokiem.
- Nie mam pojęcia. Szedłeś do mnie, a że byłem wtedy sam w domu, nie chcieli mi wierzyć, że nie dotarłeś – przetarłem oczy dłonią i spróbowałem napoju. Gorący i pyszny.
- Wybacz mi, nie myślałem, że doprowadzę do takich rzeczy – pociągnąłem nosem. Miałem ochotę się rozryczeć, ale nie chciałem tego robić przy nim. Nie chciałem wyjść na mazgaja. - To nie tak miało się skończyć.
- A jak? - podniósł głos, zwracając na nas uwagę niektórych ludzi, którzy szybko stracili nami zainteresowanie. - Gdybyś nikogo nie obchodził, może i nic by się nie stało. Ale miałem rodziców i przyjaciół, którzy myśleli, że nie żyjesz – powiedział szybko i podkreślał każde słowo. Teraz był porządnie wkurzony, nie dziwiłem mu się. Wstydziłem się spojrzeć na niego.
- Przepraszam…
- Przeprosinami nic nie zrobisz. Jest już za późno – uspokoił się, westchnął i napił się. Przez długą chwilę panowała cisza, w tym czasie rozejrzałem się po kawiarni, aby odciągnąć koszmarne myśli z mojej głowy. Wtedy zobaczyłem kelnerkę, która wydała mi się do kogoś podobna. Gdy złapałem z nią kontakt wzrokowy, miałem wrażenie, że zaczynam tracić zmysły. Czyżbym zaczynał wariować?
- Na co się tak gapisz? - głos przyjaciela wyrwał mnie z zamyślenia. Spojrzałem na niego. - Na tę kelnerkę? Nie powiem, całkiem ładna, chociaż wolę bardziej cycate – stwierdził przyglądając jej się. Gdy pomyślałem, że przypomina mi Shuzo, momentalnie się wkurzyłem.
- Przestań, nie gap się na nią – zmarszczyłem brwi. Michaił spojrzał na mnie i podniósł do góry jedną brew. - Wcześniej jakoś nie przyglądałeś się dziewczynom – dodałem.
- Minęło siedem lat – przewrócił oczami, lekko się uśmiechając.
- To co.
- Podoba ci się? - nim odpowiedziałem, mężczyzna pomachał do dziewczyny i zaprosił ją do stolika.
- Co ty robisz? - zapytałem go szeptem, nim podeszła. Nie odpowiedział mi.
- Mój przyjaciel twierdzi, że jest pani bardzo atrakcyjna – powiedział uprzejmie, kelnerka zrobiła się czerwona, a kiedy spojrzała na mnie, naprawdę byłem na granicy szału. Dlaczego ona mi go tak bardzo przypominała?!
- Dziękuje – odparła słodko. - Coś podać? - pokręciłem głową.
- Może pani się dosiądzie? - pokręciła głową.
- Muszę wracać do pracy.
- Nawet na pięć minut? - zapytał błagalnym tonem. - Lelun bardzo się ucieszy, bliżej się poznacie – spojrzał na mnie. Myślałem, że go zabije, czy on chciał mnie z nią zeswatać?

<Słodka kelnereczko?>

Od Raya & Willa

Dzień był dość przyjemny. Jesień, słoneczko i zimny wiaterek. Pogoda była wręcz idealna, a bliźniaki korzystali z niej od samego rana. Co prawda w dość dziwny sposób, ale korzystali. Will postanowił się wygłupiać z wędką, zamiast pomagać swojemu bratu, który brodził po kolana w wodzie.
- Cienizna nie, Ray? - zagadał Will, żeby jakoś przerwać dłużącą się ciszę. Siedział przy brzegu na jednym z kamieni i zarzucał wędkę prosto do wody, a po chwili wyławiał różne małe sakiewki z różną zawartością. Ray natomiast nie zamierzał mu odpowiadać, jedynie zirytowany mruczał coś pod nosem, zbierając do kapelusza banknoty, które dryfowały na powierzchni wody i nie odpłynęły jeszcze w głąb jeziora. - Eeej. Odezwij się.
- Mniej gadania, więcej zbierania. - warknął i żeby chociaż w małym stopniu wyładować drzemiącą w nim złość, dość mocnym ruchem władował kolejną garść zamoczonych pieniędzy do kapelusza. Z chęcią by teraz na miejscu udusił swojego brata. Tyle forsy przepadło, a znaczna jej część wciąż jest w jeziorze. To pierwszy raz, kiedy się tak zdenerwował. Niestety chodzi o pieniądze, więc łatwo mu tego nie wybaczy i prędko się pewnie nie uspokoi. Tyle planowania, tyle starań włożonych w tę akcję, a ten debil Will sprawił w jedną sekundę, że cała forsa spotkała się z wodą. W dodatku w biały dzień. W każdej chwili ktoś ich może zauważyć i będą problemy i wyda się, że to oni okradli bank ubiegłej nocy. Co prawda mogli zostawić łup i wrócić do cyrku, ale przecież to pieniądze, a ich ludzka chciwość nie zna granic. Williamowi już nie było do śmiechu, gdy tylko usłyszał brata. Możliwe, że odrobinkę przesadził, robiąc mu na złość, ale przynajmniej jego połowa kasy jest bezpieczna i przede wszystkim sucha. Już się wolał się odzywać i nie wchodzić w drogę braciszkowi, dlatego postanowił zmienić swoje miejsce połowu i zszedł z kamienia i niedbale zarzucił wędkę w innym miejscu. Trafiła gdzieś w tataraki i o coś się zaczepiła. Gdy tylko próbował ją wyciągnąć, coś dość mocno go blokowało. W dodatku w tych tatarakach coś się poruszyło i w jednej chwili udało się usłyszeć głośny plusk, a haczyk puścił i Will w spokoju mógł zwinąć żyłkę.
- Hej Ray... - zwrócił się do brata z niepewnym uśmiechem, dalej patrząc w stronę, z której doszedł plusk.
- Co znowu? - odwrócił się do niego i zamrugał. - To nie ty wpadłeś? - od razu przeniósł wzrok na tataraki. Cały gniew w momencie go opuścił. Teraz jedynie się zastanawiał, kto tam siedział i czy będą mieć kłopoty. Will nerwowo pokręcił głową, a jego brat ruszył cicho w stronę tych zarośli, wciąż trzymając w ręce kapelusz z forsą. Obaj modlili się w myślach, żeby co najmniej była to jakaś większa ryba, ewentualnie kaczka. Will nie słysząc brata ani niczego z tataraków postanowił podejść do niego, ale od strony brzegu. Obaj zamarli, widząc, kto tak naprawdę wylądował w wodzie w dodatku z rozwaloną przez haczyk koszulką.

<Ktoś?>

8 lis 2019

Vivi CD Robin & Riddle

Lis zastrzygł uszami. Cóż wyglądało to wszystko jak scena z jakiejś książki. Teraz tłum ludzi chce dopaść potwora. Uśmiechnął się pobłażliwie, spoglądając na ludzi.
- Nawet nie macie pojęcia, z czym zadarliście. - zachichotał. - Kto wam pozwolił psuć taką wspaniałą atmosferę?
Odpowiedziała mu cisza. Vivi westchnął i spojrzał na Riddle'a.
- Wyjaśnij mi, co to znaczy — mruknął brunet.
- Dobrze wiesz, co twój nowy podopieczny zrobił. To są jedynie konsekwencji tego czynu.
- Nie słyszałem o tym zupełnie nic.
- Oj czyżby? Czy ty sobie ze mnie kpisz lisku... - prychnął drugi demon.
Artemis przewrócił oczami i sapnął. Męczące było prowadzenie konwersacji z tym cholernym rosyjskim demonem, już mu popsuł cały wieczór.
- Może odwołaj te swoje ludzkie brytany i się dogadajmy, hm? Nie ma co się tak złościć o, jak ty to mówisz... Zwykłego szczura? - posłałem mu wredny uśmiech.
Wszystkie oczy spoczęły na odzianym w futrzany płaszcz.
- Moi wyznawcy szczurami? Znów sobie kpisz Vivienne.
- Oh teraz już nie wiesz, o czym mowa — roześmiał się kładąc uszka po sobie. - No nie powiem wygodnie tak zapominać.
- Chciałem zobaczyć krwawą jatkę, a nie prowadzić nużąca konwersację...
- Mówiąc krwawą jatkę, miałeś na myśli, masowe morderstwo twoich podwładnych?
- Vivi posłał Rosjaninowi czarujący uśmiech. - Niestety nie jestem w nastroju. Pogładził swój ogon. Otoczyła go srebrzysta, gęsta jak mleko mgła, która zasłoniła widok wszystkim zebranym. Nie dało się zobaczyć nawet własnej dłoni przed oczami. Z mgły wychyliła się srebrzystoszara biała bestia. Lis był przynajmniej o pięć głów wyższy od dorosłego mężczyzny jak nie więcej. Osiem ogonów spokojnie powiewało na wietrze, rozwiewającym mgiełkę. Zwierzę przekrzywiło łeb, spoglądając tłumem na las otaczający ich z obu stron. Za nim ktokolwiek zdążył się zorientować, co się dzieje, chwycił swojego podopiecznego i jednym susem przeskoczył zebranych. Spadając na cztery łapy, odwrócił się do nich, sadzając sobie chłopca na grzbiecie.
- Wrócimy do tej rozmowy, gdy mój człowiek nie będzie zagrożony — posłał Riddle'owi wyzywające spojrzenie i zniknął w nadal zasnutym mgła lesie.
W lesie zapadła głucha cisza. Wszystkie zwierzęta wyczuły nieprzyjemną aurę demona i wolały zejść mu z drogi. Powoli zagłębiał się w las, do czasu aż dotarł do starej podniszczonej statuy anioła. Już samo przebywanie w pobliżu tego monumentu wywoływało u Viviego nieprzyjemne uczucie. Stanął dobre 10 metrów od sylwetki skrzydlatego człowieka. Położył się na ziemi, tak by David mógł bezpiecznie zsunąć się na dół. Gdy już stał na swoich własnych nogach, Vivi delikatnie popchnął go pyskiem w stronę statuy. Nie mógł podejść bliżej, a jego chłopczyk nadal był oporny co do podejścia do figury. Głęboko westchnął.
- Robin musisz tu na mnie zaczekać, rozumiesz? Tylko tu będziesz w miarę bezpieczny, przynajmniej na razie...

( Robin? Riddle? )

5 lis 2019

Esther CD Ozyrys


Po raz kolejny popatrzyłam na wykonany przez siebie rysunek, po czym szybko zamknęłam notatnik i schowałam go do swojej torby. Może i nie jestem najlepszym artystą, ale i tak się staram.
- Przyznam szczerze, że rysunek też nie jest wysokich lotów, ale zrozumiałam, co chciałeś przekazać - uśmiechnęłam się lekko krzyżując ręce na klatce piersiowej. Z jednej strony rozumiałam zachowanie Ozyrysa, jego niepokój i pewien strach przed tym stworzeniem, lecz z drugiej chyba spotkałam już tyle zadziwiających zwierząt, że raczej mało rzeczy mnie zdziwi. Z mojej perspektywy ten tutaj był raczej normalny. O ile jakiekolwiek zwierzę takiego rodzaju można nazwać normalnym - Istnieją gorsze. Zarówno te rysunki, jak i te stworzenia. Jeśli to pierwszy potwór jakiego spotkałeś w swoim życiu to ciesz się, że wygląda w taki sposób. Chyba, że tak jak niektórzy wolałbyś ujrzeć najgorszego stwora jaki chodzi po tej ziemi, a później stopniowo poznawać kolejne. W ten sposób każdy kolejny będzie lepszy i koniec końców się zapomni o tym najgorszym. Osobiście wolę w drugą stronę, ale każdy na swój własny sposób - ponownie usiadłam pod drzewem i oparłam się plecami o jego pień. Tymczasem kototwór, czy jakkolwiek inaczej można go nazwać, poruszał się niespokojnie między kolejnymi skupiskami zieleni, co jakiś czas podchodząc do Ozyrysa i znowu odchodząc. O ile z wyglądu jest raczej normalny, to jego zachowanie nie wskazuje na to, aby był całkowicie zdrowy na umyśle. Kiedy znalazł się w wystarczającej odległości, wyciągnęłam do niego rękę. Jak to typowy kot, na początku ostrożnie obserwował moje ruchy, potem dopiero kiedy zorientował się, że nic mu z mojej strony nie grozi, podszedł i pozwolił się dotknąć. Można by powiedzieć, że to nie jest żaden potwór, a jedynie wyjątkowa... krzyżówka. Nawet jeśli Ozyrys coś do mnie mówił, bądź rzucał słowa w przestrzeń, nie zwracając się do nikogo, ja go nie słyszałam, ponieważ całą moją uwagę pochłonął zwierzak.
- Nazwałabym go jakoś, bo nie można wiecznie mówić o nim tak strasznie ogólnie. Także trzeba mu wymyślić imię, co ty na to? - powiedziałam znowu wstając, obserwując jak nieco już pewniejszy siebie kot siada gdzieś niedaleko.

<Ozyrys? >

4 lis 2019

Shu⭐zo CD Lennie

Nie czułem, żebym w ogóle pomógł. Poza tym dobijał mnie fakt, że on za niedługo pójdzie sam na spotkanie z tamtym gościem. Martwiłem się i źle się z tym czułem. Jak mam niby tak spokojnie czekać na niego i spotkać się z nim dopiero jutro? Nie wytrzymam tak długo. Co jak coś mu się stanie albo potem będzie w jeszcze większym dołku? Chodziłem niespokojnie po namiocie, zupełnie nie wiedząc czym się zająć, żeby przestać myśleć o Lenniem. Czemu nie chciał, żebym poszedł z nim? Chce mu jedynie pomóc, a kto to inny zrobi jak nie ja? Niby ten jego kolega? Nogi wbijały mi się już do tyłka i finalnie padłem bezsilnie na łóżko.
- Zwariuje tutaj. - wymamrotałem sam do siebie z twarzą w poduszce. Po chwili jednak ją podniosłem i położyłem się na boku. Dalej nie wiedziałem, co ze sobą począć. Nie mogę tak zostawić Lennie'go i samego go tam puścić. Westchnąłem ciężko, niezadowolony tą sytuacją. Pewnie jak tam się zjawie to nie będzie za bardzo zadowolony. Na pewno się zdenerwuje, że go nie posłuchałem i że jestem takim natrętem, który nie odpuści i musi pomóc. W sumie po części to prawda. Mógłby się domyślić czy coś... Od niechcenia przeleciałem wzrokiem po rzeczach przede mną. Było to moje biurko z maszyną do szycia oraz oczywiście sterta ubrań, a na niej bardzo ładna prosta... Sukienka. Przeniosłem wzrok na biurko. Mój eyeliner leżał na wierzchu... Finalnie spojrzałem w lustro i się podniosłem. W mojej głowie zaświtała wspaniała myśl. Wziąłem sukienkę i wybiegłem z namiotu. Potrzebowałem małej pomocy.
Nie sądziłem, że to wszystko tak długo zajmie. Jednak efekt był wręcz powalający i warto było się tak starać. Może świat się pomylił i od samego początku było mi przeznaczone bycie dziewczyną? Głupio się czułem w tej sukience, ale nie było wielkiej tragedii. Wszystko jest do zniesienia. Martwię się o Lennie'go. Tylko zerknę jak sobie radzi i potem od razu wrócę do cyrku. Nawet nie zauważy, że tam byłem. Przez jakiś czas nie mogłem oderwać wzroku od lustra. Cały makijaż był fachowo zrobiony. Layli naprawdę bardzo mi pomogła i bardzo się cieszę, że zgodziła się mi pomóc. Sam nie wiem, jak jej dziękować. Miałem na głowie czarną perukę, której lekko zakręcone w loki włosy sięgały mi do ramion i jakby co to była identycznego koloru co moje własne włosy, więc nie muszę się martwić, że jakieś z kosmyków będzie widać czy coś. Sukienka była rzecz jasna mojego autorstwa i jest to jeden z najlepszych projektów jak do tej pory. Sięgała mi do kolan i miała pastelowo różowy kolor. Pod nią rzecz jasna miałem białą halkę. Rękawy sięgały mi do łokci i nie miała za dużego dekoltu, ale i tak założyłem na nią ładny pastelowo niebieski sweterek z dużą złotą gwiazdką na środku. Nie zmarznę i wyglądałem bosko. Nie sądzę, że bardzo będę się rzucać w oczy. Dużo panienek chodzi podobnie ubranych... Przynajmniej tak mi się wydaje. Najbardziej urocze w tym wszystkim wydawały mi się ciemne podkolanówki i czarne lakierki z małym obcasem i różowymi kokardkami z przodu. Wyglądało to cudownie. Zajęło mi to wszystko tak długo, bo musiałem jakoś zamaskować swoje psie uszy i ogon. Z ogonem było zdecydowanie trudniej. Jest straszliwe długi i puchaty, ale w końcu razem z Layli znaleźliśmy na to sposób. Mam upleciony ogromny warkocz, który dodatkowo jest owinięty wokół mojego tułowia. Przez sweter i sukienkę zupełnie tego nie widać. To dość dziwne uczucie. Pierwszy raz mój ogon nie zakrywa mi tyłka, a sukienka też za dobrze nie spełniała tej funkcji. Cóż. Muszę się do tego przyzwyczaić.
- To co? Jestem gotowy. - okręciłem się wokół siebie. - Dalej nie mogę w to uwierzyć. Jakoś się odwdzięczę, gdy tylko wrócę. - spojrzałem na Layli z uśmiechem. Ona jedynie machnęła ręką.
- To drobiazg. Nie trzeba. - sprawdziła godzinę na swoim telefonie. - Nie musisz już czasem iść? - spytała, pokazując mi godzinę. Już było po dziewiętnastej.
- Muszę i to szybko. - przytuliłem ją jeszcze. - Naprawdę ci dziękuję. - po tych słowach wybiegłem na zewnątrz i ruszyłem samotnie w stronę miasta.
Znalezienie kawiarni nie było trudne. Normalnie oraz cicho wszedłem do środka. Rozejrzałem się po całym pomieszczeniu. W sumie nigdzie nie widziałem ani Lennie'go, ani tego jego starego znajomego. Usiadłem przy pustym stoliku, machnąłem włosami do tyłu i założyłem nogę na nogę. Westchnąłem zawiedziony i znów się rozejrzałem po sali. Tym razem już ich znalazłem. Obaj siedzieli parę stolików przede mną i rzecz jasna rozmawiali. Lennie siedział plecami do mnie, więc trudno mi było cokolwiek stwierdzić, a byłem pewien, że był to on, ponieważ ten jego kapelutek oraz rude włosy rozpoznałbym wszędzie. Musiałem coś wymyślić, żeby się do nich zbliżyć. Rozejrzałem się po lokalu, intensywnie myśląc, a parę sekund później znów mnie olśniło, gdy akurat stanęła koło mnie kelnerka.
- Co będzie dla Pani? - spytała, trzymając już długopis i notatnik, gotowa do pisania. Spojrzałem na nią od razu z szerokim uśmiechem, a później....
Wyszedłem z zaplecza, poprawiając firmowy fartuszek, który nosiło te parę kelnerek w tej kawiarni. W sumie nawet mi pasował. Wziąłem do ręki notatnik i długopis, a potem jak gdyby nigdy nic podszedłem do stolika tuż obok Lennie'go i tego jego koleszki. W sumie nie pamiętam, jak miał na imię. Poza tym i tak mi się nie przedstawił. Siedziała przy nim czteroosobowa rodzinka. Mama, tata i dwójka sześcioletnich córeczek, które bardzo nudziły rodziców o jakieś ciasteczka z kremem waniliowym i truskawkami.
- Dzień dobry. Co będzie dla państwa? - spytałem jakże przekonującym kobiecym głosem, przykładając końcówkę długopisu do kartki małego notesika. Coraz lepiej mi to wychodzi. Przez pierwsze parę sekund zapisywałem zamówienie, ale już później mój wzrok uciekł w stronę Lenniego, który szybko to wychwycił i nasze spojrzenia momentalnie się spotkały. Szybko odwróciłem wzrok i skończyłem zapisywać zamówienie, a potem pogłaskałem jedną dziewczynkę po głowie. - Już lecę po te wasze ciasteczka. - odpowiedziałem z uśmiechem, a obie dziewczynki zaczęły cicho chichotać. Przez chwilę czułem wzrok Lennie'go na sobie, potem jeszcze spojrzał na mnie również jego znajomy. Czyżby już mnie zdemaskował albo się czegoś domyślał? Zachowując spokój, zająłem się zrealizowaniem zamówienia, a potem co jakiś czas kręciłem się blisko stolika Lenniego pod byle pretekstem. Obaj już nie zwracali na mnie zbytniej uwagi... Przynajmniej miałem taką nadzieję. Wszystko wydawało się w porządku, chociaż dalej nie byłem w stu procentach pewien. Rozmawiali, ale trudno mi było wychwycić, o czym dokładnie. Jestem trochę głuchy przez tę perukę. Myślałem, że to wszystko będzie mniej skomplikowane i wrócę do cyrku raz-dwa. Jak widać, trochę się myliłem.

(Lennie~?)