13 paź 2017

Rue CD Akuma

Spojrzałam na niebo. Zamiast błękitnego nieba owianego w białe puszyste chmury, widziałam czarne tło, a na nim bordowe chmury, przypominały zaschnięta krew. Nie były w żaden sposób puszyste czy pierzaste, raczej zbite. Wydawały się ciężkie, jakby zaraz miały na nas spaść, albo oblać nas krwią. Okropny widok. Ponad to na niebie (jeśli można je tak nazwać) nie leciał żaden ptak, tylko dziwne czarne kropki, które stawały się coraz większe.
Ryba. Wykluczone. Kret? Tym bardziej. Więc ptak, czy ćma?
- Ćma lub ptak - powiedziałam szybko do chłopaka. Nie zareagował, musiałam nim potrząsnąć, aby zwrócił na mnie uwagę, chociaż musiałam odczekać parę sekund, aby wybudził się z transu. Duszące gorąco stawało się coraz bardziej nie znośne. Poczułam także, jak nabraliśmy prędkości. Jeśli się okażę, że na końcu rzeki znajduje się wodospad, pomyślę, że to na prawdę kiepski film, w którym nie chcę brać udział. Spojrzałam w kierunku, w którym płynęliśmy. Lawa rozciągała się jeszcze daleko stąd, ale dlaczego ciągle przyspieszaliśmy? Spojrzałam w bok, te dziwne pokraki nie spuszczały z nas wzroku, ale powoli nie nadążały. Albo na prawdę przyspieszamy, albo one się zmęczyły; raczej to pierwsze. - Ćma lub ptak - powiedziałam ponownie do chłopaka, który był wpatrzony w cztery obrazki. Milczał, a na jego twarzy malował się strach, jak i zdezorientowanie.
Czy ptak miałby sens? Jakie lotne stworzenie przeleciało by po tym niebie? Jeśli o to chodzi, to...
- Ćma - mruknęłam pod nosem.
- A nie ptak? - chłopak podniósł wzrok. Chwilę milczałam zastanawiając się dlaczego wybrałam nocnego motyla.
- Ćma. Idą do ognia, jest ciemno... - wymieniłam, chociaż sama nie byłam tego pewna, bo zagadka ani wcale mi się nie kojarzyła z żadnym stworzeniem. Cóż, albo giniemy ryzykując, albo tchórząc. Bez dłuższego namysłu dotknęłam obrazek przedstawiający ćmę.
Bynajmniej tak mi się wydawało.
Ptak rozjarzył się czerwonym ogniem, a reszta zniknęła. Napis także się rozjarzył, obydwoje musieliśmy się odsunąć, aby przypadkiem nie zostać poparzonym. Z obydwu stron buchnął ogień. Skuliłam nogi i schowałam głowę w kolanach przykrywając się rękoma. Ciepło było nie do wytrzymania, miałam wrażenie, że zaraz spłonę. Nagle poczułam mocne uderzenie, a kiedy podniosłam głowę, okazało się, że zostałam rozdzielona z chłopakiem. Kamienna płyta po której płynęliśmy rozerwała się w pół.
Jakim cudem dotknęłam nie tego obrazka?!
Odsunęliśmy się wpierw od siebie i z nieco większa prędkością ruszyliśmy przed siebie. Stwory już dawno zostały w tyle, a my zaczęliśmy krzyczeć, kiedy na naszej drodze pojawiły się wystające skały. Jeśli w któreś uderzymy, natychmiast się rozbijemy i...
- Rue! - odwróciłam głowę w kierunku Akumy, który klęczał starając się nie wypaść. Także próbowałam się czegoś złapać, ale czego? Krawędzi, żeby mi spłonęły palce? - Musisz złapać tej gałęzi! - krzyknął wymachując ręką w przód. Spojrzałam we wskazanym kierunku, nad rzeką lawy, dość wysoko wisiała gruba gałąź, wyglądała na starą, była bez liści. Była także dość wysoko...
- Przecież nie doskoczę! - odpowiedziałam czując jak prąd porywa i miota mnie.
- Ale musisz! Pomyśl, że jesteś w cyrku! Jak się złapiesz to i mnie wciągniesz! - Gałąź była coraz bliżej. Musiałam spróbować, być może to ostatnia szansa na przetrwanie. Wstałam chwiejąc się na nogach i starając się utrzymać równowagę, co było jednak trudne. Spadłam raz na kolano, ale ostatecznie trzymałam się na nogach. Byłam już blisko, ale lawa mnie przerażała. Miałam wrażenie, że nawet jeśli uda mi się złapać drewno, ono się złapie i spadnę w ogień. Ale... Już kiedyś to ćwiczyłam.
Pierwszy trening przy Akumie: skok na trapezach nad płonącą siatką.
Zrobiłam dwa kroki (tylko tyle mogłam) i się odbiłam, wyciągając rękę do góry, wyobrażając sobie, że znajduje się w cyrku i tylko ćwiczę. Poczułam w palcach szorstką korę, wisiałam nad rzeką lawy czując, jak ręka powoli mi drętwieje od wbijanej kory w skórę. Złapałam się drugą ręką i szybko się podciągnęłam.
- Rue! - spojrzałam w kierunku chłopaka, który już znajdował się pod gałęzią. Skierowałam się w jego stronę, szybko i niezgrabnie, starając się nie spaść. Wyciągnęłam rękę, ale był zbyt daleko, bym mogła go złapać.
- Skacz! - rozkazałam.

<Akuma? Trochę tak ryzykować życie trzeba xd>

12 paź 2017

Vogel CD Smiley

Wybraliśmy dom strachów. Przeszliśmy w jego stronę, a gdy tylko znaleźliśmy się przy nim, podszedłem do tajemniczego mężczyzny obsługującego cały ten obiekt. Poprosiłem o dwa bilety, a gdy już je dostałem, wróciłem do stojącej przed budynkiem, Smiley. Uśmiechnąłem się do niej miło, po czym weszliśmy do środka. Byłem pierwszy, lecz to wszystko przez to, że korytarz prowadzący do środka był dość wąski. Po jego przejściu zaczekałem na dziewczynę, która szła dość wolno. Po podejściu do mnie popatrzyłem na nią zmartwiony, lecz kiedy zobaczyła, że na nią spoglądam, od razu ruszyła przed siebie. Westchnąłem głęboko, wzruszając ramionami, a następnie ruszyłem za dziewczyną. Dość szybko wyrównałem z nią krok, nie zdejmując z niej wzroku. To był właśnie mój błąd, bo właśnie wtedy wyskoczyła na nas jakaś postać, przez co po moich plecach przeszły nieprzyjemne dreszcze, a włosy natychmiastowo stanęły dęba. Nabrałem powietrza nosem, po czym wypuściłem je nosem, aby się uspokoić. Wtedy usłyszałem jakiś stukot. Odwróciłem się w jego kierunku i ujrzałem Smiley dosłownie przyczepioną do ściany. Zdziwiłem się tym widokiem, lecz szybko się uśmiechnąłem. Podszedłem do niej, nachylając się delikatnie.
- Hej, wszystko w porządku? Już niczego nie ma -powiedziałem, spoglądając na jej twarz.
Otworzyła oczy, a gdy mnie ujrzała, od razu się rozluźniła, jakby nie chciała pokazać, że się wystraszyła. Przełknęła ślinę i uśmiechnęła się delikatnie.
- Wszystko dobrze, a ciebie? -złożyła ręce za plecami, przekręcając przy tym delikatnie swój tułów.
Pokręciłem głową, przewracając przy tym oczami.
- Boisz się prawda? -zaśmiałem się, dobrze wiedząc, że mam rację.
Dziewczyna wyraźnie się speszyła. Odwróciła głowę, łapiąc dłonią za jeden kosmyk swoich włosów. Zaśmiała się nerwowo. Złapałem ją za rękę, którą aktualnie kręciła kółka we włosach, przez co natychmiastowo się na mnie spojrzała. Patrzyła na mnie zaskoczona.
- Jeżeli się boisz, to dlaczego się zgodziłaś? -zmarszczyłem delikatnie brwi.
- Nie chciałam psuć zabawy -powiedziała cicho, spuszczając wzrok na mój tors.
Puściłem ją, odchodząc kilka kroków, po czym spojrzałem na nią przez ramię.
- No to zacznij się bawić, a nie bać! -uśmiechnąłem się, zapraszając ją dłonią do siebie.
Dziewczyna niemalże od razu podeszła do mnie, uśmiechając się miło. Ponownie zaczęliśmy iść przed siebie. Właśnie od tego momentu niemalże na każdym kroku coś nas zaskakiwało i straszyło. Parę razy nawet zrywaliśmy się z miejsca i biegliśmy przed siebie, nawet na nic nie zważając. Oczywiście, śmialiśmy się przy tym donośnie. Wciąż jednak widziałem, że Smiley jest niepewna i wciąż się boi. Cały czas ujmowała rękoma skrawki ubrań. Oczywiście, próbując przy tym nie dawać znać, że wciąż się boi. Pod sam koniec zauważyłem, że już zaczęła się do tego przyzwyczajać, tym samym pokazując swój szczery uśmiech. Patrząc tak na nią, o mało co sam nie zszedłem na zawał, gdyż jeden z manekinów dosłownie wyskoczył w moją stronę i spowodował, że się przewróciłem. Smiley podeszła do mnie, pomagając mi wstać.
- Dzięki -powiedziałem speszony.
- Myślałam, że się nie boisz -zaśmiała się, zakrywając piąstką swoje usta.
Prychnąłem cicho, lecz również się uśmiechnąłem, łapiąc się za tył głowy. W końcu wyszliśmy z tego przerażającego miejsca, relacjonując nawzajem swoje odczucia. Szliśmy przed siebie. Po drodze stanęliśmy przy budce z watą cukrową. Kupiłem jedną, dużą, którą zaczęliśmy jeść w drodze do cyrku. Po tym przeżyciu było mi nawet szkoda opuszczać to miejsce, jednakże za bardzo martwiłem się o nasze bezpieczeństwo. Wtedy z rozmyśleń wyrwał mnie głos dziewczyny. Spojrzałem się na nią z zaciekawieniem.
- Przepraszam, możesz powtórzyć? -zapytałem, ciągnąc kolejny skrawek waty.

<Smiley?>

10 paź 2017

Smiley CD Vogel

Zostały nam dwie atrakcje po czym Vogel chciał wrócić do cyrku. Ja byłam temu przeciwko. Chciałam zostać dłużej, ale rozumiałam przyczyny powrotu do cyrku. Sam Vogel jakoś nie miał zaufania do wszystkich tutaj ludzi.
Weszliśmy do domu luster. Zapamiętałam dokładnie instrukcje jak mamy dotrzeć do wyjścia. Będąc w środku przed nami były trzy ścieżki. Co do zakładu z Vogel'em byłam nie pewna, ale ostatecznie się zgodziłam. Jakbym się nie zgodziła to bym nie była sobą. Ja kocham ryzykować. Co prawda czasami przegrywam, ale wygranych mam więcej na koncie. Z uśmiechem na twarzy wyruszyłam przed siebie. Nie wiem kiedy Vogel ruszył, ale nie długo po mnie. Nie miałam zamiaru się spieszyć tak więc dokładnie przyglądałam się w lustra. Przeglądając się w każdym jednym lustrze nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Jednak stanęłam na chwilę w miejscu. Zrozumiałam, że się zgubiłam. Wprost się załamałam. Wiedziałam, że do tego dojdzie. Moją orientacja w terenie ma sobie wiele do życzenia.
- Muszę popracować nad swoją orientacją - powiedziałam pod nosem po czym przypominając sobie wskazówki kobiety poszłam wraz z lustrami. Miałam nadzieję, że Vogel nie musiał długo na mnie czekać. Będąc przy wyjściu zobaczyłam że przede mną nie ma Vogel'a. Jednak kierując swój wzrok na lewo zobaczyłam, że on również co dopiero wyszedł.
- Remis - powiedziałam pod nosem, a chłopak to usłyszał.
- Najwidoczniej remis... - uśmiechnął się delikatnie.
- Może chcielibyście wstąpić do strasznego domu - usłyszałam za sobą głos. Przeszły mnie, aż dreszcze.
- Może nad roztrzygnięciem tego remisu pomyślimy później, a teraz wstawimy do strasznego domu... - słysząc słowa Vogel'a, myślałam, że zapadnie się pod ziemią.
- Dobrze... - odpowiedziałam. Spojrzałam się za siebie na osobę, która zaproponowała nam ta propozycję jednak ja nigdzie nie widziałam tej osoby.
Udaliśmy się w stronę strasznego domu. Ja się już bałam a co dopiero teraz w środku. Przed wejściem do środka przełknęłam ślinę, a gdy Vogel wrócił z biletami ruszyliśmy do środka. Nie chciałam pokazać, że się boję dlatego
zacisnęłam jedną ręką kawałek materiału.

<Vogel?>

Informacja + Czystka!!!

Kiedyś ten dzień musiał nadejść jak to w każdym jednym blogu. Zacznijmy najpierw od tych lepszych, milszych wiadomości. Na blogu są osoby, które są bardzo aktywne za co naprawdę WAM wszystkim dziękuję. Event na Halloween jest w trakcie ustalania i ogólnie zarysu, jednak jeżeli macie jakieś pomysły to mile są one widziane. No i druga ważna rzecz. Pewnie już zauważyliście, że nie wchodzę na czat na blogu a jest to spowodowane tym, że mój laptop się zepsuł dlatego jestem cały czas na telefonie, a ten czat mi nie pasowało i w ogólne nie ułatwiał sprawy. Dlatego powstał nowy czat na Discord, tam znajdziecie mnie prawie o każdej godzinie, gdyż mam aplikacje na telefonie i dostaję za każdym razem powiadomienie (oczywiście nie wejdę podczas lekcji bo wtedy zazwyczaj śpię, ale ciii.... xD ) 

A teraz czas na gorsze informacje (tutaj mowa o czystce) Wysłałam ostatnio *przeglądam pocztę na howrse* 5 października do kilku lub kilkunastu osób upomnienia. Dostałam tylko dwie odpowiedzi. Osoby które dostały po raz pierwszy dostały upomnienie, zostanie to wszystko odnotowane a osoby, które dostały więcej niż dwa razy upomnienie zostaną dzisiaj "odesłane" z cyrku do swojego domu. Osoby te mogą ponownie wrócić jednak od ich odesłania (jak to ujęłam wcześniej...)  musi minąć jeden miesiąc oraz po dostaniu formularza muszę dostać od razu opowiadanie mające więcej niż 350 słów!

Lottie
# Powód: brak odpowiedzi na moje upomnienia, brak kontaktu z właścicielką 

Osoby które dostały upomnienia to:
Naamio - upomnienie zostało dodane na listę 
Aeroce - upomnienie zostało dodane na listę 
Blade - upomnienie zostało dodane na listę 
Shavile - upomnienie zostało dodane na listę 
Dzieciak - upomnienie zostało dodane na listę 
Amor - upomnienie zostało dodane na listę 

Osoby, które dostały upomnienie ale odpowiedziały na wiadomość dlatego upomnienie nie zostanie dopisane:
Catty - dostałam odpowiedź i rozumiem sytuację, więc nie dostaje upomnienia
Irys oraz Helsing - właścicielka postanowiła usunąć swoje postacie jednak miejmy nadzieję, że ponownie do nas wróci 

Osoby, które dostały pochwały:
Rue
Akuma
Vogel 


Akuma CD Pullsatilla

Spoglądał na nietypowe ubarwienie włosów dziewczyny. Na myśl przyszły mu swoje własne - mieszanka bieli i szarości, po części czerni, jednak rzadko. Zastanawiał się, czy to wynik naturalny, czy może skutek uboczny czegokolwiek. Lub farbowanie, przecież to najbardziej prawdopodobne. Ale trudno mu to stwierdzić na sto procent, będąc świadkiem samego siebie.
- Pewnie - uśmiechnął się ponownie, niezbyt wiedząc, co innego mógłby zrobić. Miał wrażenie, że wyjdzie na osobę, która się podlizuje. Może to tylko złudzenie spowodowane faktem, iż zwykle nie zachowywał się w ten sposób. Może się zmienił, dorósł, albo też tak po prostu... wyszło. Trudno stwierdzić, nawet jemu samemu. - W cyrku wiele nie ma co pokazywać, jedynie mogę ci przedstawić namioty osób, mniej więcej wiem, gdzie co i jak. Potem mogę ci pokazać miasto, tam jest więcej ciekawych rzeczy. Lub możemy się też przejść do lasu, jest tutaj bardzo ładnie - powiedział, jak twierdził. To także dosyć dziwne zachowanie. Psycholog? Jak najbardziej. W każdym razie, zaczął rozmyślać nad właśni lasem. Uwielbia otoczenie drzew, to czyste powietrze, jakiego, trzeba przyznać, ostatnio a świecie brakuje. Coraz mniej jest zieleni, barwy zmieniają się w istne złoto, szkarłat, brąz i szarość. Piękne połączenie, jedno z jego ulubionych. Ale jeśli ma być szczery, kocha chyba każdą porę roku. Oprócz lata. Kiedyś, gdy jeszcze chodził do szkoły, powiedziałby oczywiście, że lato to jego ulubiona pora roku, przez wakacje w niej umieszczone. Ale nic więcej nie zawiera - wieczny upał, masę turystów, a co z tym idzie, tłoku i hałasu. Chętnie uciekłby w ten czas, zakopując się pod ziemię na tyle miesięcy, ile trzeba i ile zachce. Ale cóż, trzeba jakoś zapracować na życie. Zarabianie w cyrku jest dosyć prost,e o ile ma się predyspozycje. Dzisiaj Pullsatilla - zastanowił się na moment, czy na pewno dobrze zapamiętał jej nazwę - pokarze swoje. Cokolwiek miała i nadal ma zamiar przedstawić, musi zadowolić Pika. Jest to jednocześnie łatwe, jak i trudne. Nie jest on idealistą - choć przykłada wagę do szczegółów, należy zachować zimną krew uśmiech na twarzy. To jeden z kluczy do sukcesu, masz wyglądać na zadowolonego z samego siebie i szczęśliwego z tego, co właśnie robisz. Jeśli nie okażesz się na tyle dobry, przydzieli cię do drugiej grupy, uczącej się lub cię nie przyjmie. Ale trzeba przyznać, niewielu było takich, którzy się nie dostali. Każdy otrzymał szansę, choć nie każdy ją spełnił i wykorzystał we właściwy sposób.
- Długo tutaj jesteś? - spytała, dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie uważał, czy jeszcze wcześniej coś mówiła. Jeśli mu się z czegoś zwierzyła, powiedziała cokolwiek, nie zwrócił na to uwagi. przeklął w myślach parokrotnie, powtarzając jedno i to samo słowo w kółko. Ostatnio dość często się rozkojarza, to się robi kłopotliwe. Stwierdził, że to również pierwsze... osobliwe? Tak, chyba można to tak nazwać, pytanie z jej strony. Cóż, czego się dziwić? W końcu to nowe miejsce, nowi ludzie, wszystko nowe. W dodatku tylko jeden dzień znajomości, tak krótkiej. Zapewne zmęczona po podróży, z kiepskim samopoczuciem. Ale jak widać, polepszyło jej się. To dobrze. Bardzo dobrze.
- Już jakiś czas, nie potrafię zliczyć. Pół roku? - myślał na głos, próbując wymienić w umyśle jakieś ważne daty, wydarzenia, czy cokolwiek innego, co mogłoby go naprowadzić na drogę właściwej odpowiedzi. W końcu zrezygnowany odparł, niezadowolony z siebie - nie mam bladego pojęcia, ale chyba jakoś pół roku - to prawda? Być może, zbeształ się za własną niewiedzę, tak ważną, a tak błahą jednocześnie.
- To długo - stwierdziła, zaśmiał się na te słowa.
- Są ludzie, którzy spędzili tutaj o wiele więcej czasu, niż ja - o wiele więcej. Weszli do namiotu robiącego jako stołówka, jadalnia, czy jakkolwiek by to nazwać. - Lubisz coś konkretnego? Są owoce, na początku tygodnia zawsze jest ich wiele. Na pewno chleb, dżem, szynka lub ser biały. Zawsze jeden z tych trzech ostatnich jest - wymieniał na głos, kierując się do szafek. Zaczął szperać w ich zawartości.
- Szukaj czego tylko chcesz, jak znajdziesz zielone jabłka, to mów - powiedział, ostatnie słowa mówiąc posępnie - nie znalazł ich na miejscu, gdzie zwykle było. O ile w ogóle je dostarczono...

< Pullsatilla? >

Odchodzą!

Helsing

Irys
#Powód: Decyzja właścicielki 

Vogel CD Smiley

Zabawa na karuzeli była przednia. Dawno się tak świetnie nie czułem, a widząc szczęście na twarzy Smiley, jeszcze bardziej wszystko mnie cieszyło. Właśnie takie chwile najbardziej kochałem. Dobra zabawa i świetne towarzystwo -to coś, co niektórym brakuje. Spojrzałem się na dziewczynę, która z chwili na chwilę zrobiła się dość nieśmiała. Nie rozumiałem tego zbytnio. Działo się to już przez jakiś czas, lecz nie chciałem jej o to pytać. Pokręciłem głową i ponownie powiedziałem z uśmiechem.
- To może jeszcze jedna atrakcja, może dwie i idziemy do cyrku? -Mimo że mówiłem to z uśmiechem, do głosu wkradł mi się smutek.
Naprawdę nie chciałem kończyć tego dnia, lecz na wszystko znajdzie się taka pora, jak koniec.
- Co? -zdziwiła się, odwracając głowę w moją stronę -dlaczego?!
Wskazałem palcem na niebo, delikatnie przekrzywiając głowę.
- Niedługo wieczór i chociaż jest to tak barwna dzielnica, nie wiem, jak tu jest późnymi godzinami -nie chciałem, aby na nas napali, a co gorsza, by nam coś zrobili.
Dziewczyna z widocznie zasmuconą miną przytaknęła, po czym zaczęła szukać jakichś atrakcji, które moglibyśmy zwiedzić. Tym razem padło na dom luster. Przeszliśmy do niskiego budynku, o pomarańczowej barwie. Przed nim stała kobieta w kolorowym stroju, która zachęcała do wejścia. Gdy podeszliśmy, szybko opowiedziała o regułach, po czym pozwoliła nam wejść. Mimo iż budynek na zewnątrz wyglądał na niewielki, tak naprawdę był ogromny. Był to labirynt z lustrami, czyli nie dość, że zabawa, to jeszcze coś do pomyślenia. Połączenie idealne. Zbliżyłem się do Smiley, nachylając się jej do ucha.
- To może mały wyścig? -patrzyłem na trzy ścieżki przed nami. Jak opowiedziała organizatorka, każde przejście ma swój koniec, więc nie było problemu z wybraniem -kto pierwszy wyjdzie, ten coś wygrywa?
Smiley spojrzała na mnie z pytaniem wymalowanym na twarzy. Zaśmiałem się krótko, zasłaniając przy tym dłonią usta.
- Niby co wygrywa? -zapytała z podejrzeniem, marszcząc przy tym swój malutki nosek.
- Wszystko, co chce osoba wygrana -wzruszyłem ramionami, a następnie podałem jej dłoń -To co? Zgadzasz się? -uśmiechnąłem się zadziornie.
Dziewczyna nie była zbyt przekonana, lecz po krótkiej chwili uścisnęła mi dłoń, po czym ruszyła w korytarz drugiego przejścia. Stałem jak wmurowany. Zanim się ruszyłem, minęło kilka sekund. Zdając sobie z tego sprawę, ruszyłem w kierunku trzeciego przejścia. Na początku poznawałem tajniki tego wszystkiego, lecz kiedy już zrozumiałem w pełni, jak to działa, zacząłem iść przed siebie. Przechodząc przez wąskie korytarze, spoglądałem na swoje odbicie w lustrze. Prawie każde z odbić było zniekształcone w jakiś sposób, gdzie szybko można było odróżnić, gdzie znajduje się prawidłowa droga, gdyż taka posiadała jedno lustro normalne. Parłem do przodu, myśląc o Smiley. Ciekawe jak ona sobie radzi? Wyciągnąłem misia ze swojej kieszeni. Przyjrzałem mu się dokładnie, przez co nie zauważyłem lustra. Obejrzałem się dookoła i szybko stwierdziłem, że się zgubiłem. Westchnąłem ciężko, lecz po chwili się uśmiechnąłem, a następnie schowałem misia z powrotem do kieszeni swojego płaszcza. Chciałem ją teraz widzieć. Jej wyraz twarzy, kiedy się zgubiła tak jak ja teraz. Pewnie wyglądałaby zabawnie. Pokręciłem głową, odganiając od siebie tę myśl, po czym odwróciłem się do tyłu. Przeszedłem kilka kroków, aż w końcu odnalazłem wskazówkę. Wiedząc już, gdzie jest prawidłowa droga, zacząłem biec truchtem. Mijałem kolejne lustra, coraz bardziej obawiając się o to, że Smiley już dawno wyszła i musiała na mnie czekać.

<Smiley?>

9 paź 2017

Smiley CD Vogel

Vogel w nagrodę wybrał kocie uszka. Mężczyzna który dał nam nagrody dał uszka kocie podwójnie. Nie wiedziałam dlaczego, ale jedne z nich dostałam od Vogel'a. Założyłam opaskę z kocimi uszkami na głowę. Widząc w nich chłopaka lekko się zarumieniłam, raczej nie można było zobaczyć tych rumieńców. Niestety jak chłopak powiedział, że ja wyglądam w nich słodko, rumieńce pojawiły się bardzo widoczne. Chłopak miał całkowitą rację odnośnie ludzi, ja sama nie wyobrażałam sobie, że to możliwe. Jakoś nim zdobyłam zaufanie do jakiegoś człowiek trwało to trochę. Tak był na samym początku, gdy dołączyłam do cyrku. Co prawda teraz już tak nie mam, ale pozostało wciąż trochę nieufności w moim sercu do ludzi. Akurat Vogel'owi wierzyłam całkowicie. Vogel na widok karuzeli z filiżankami, zaciągnął do niej. Nim się obejrzałam już siedziałam w jeden z filiżanek. Była ona z jednej strony granatowa gdzie widniał rysunek księżyca z gwiazdą a drugą część była błękitna wraz ze słońcem i chmurką. Co do filiżanki nie miałam sprzeciwów, była urocza. Vogel spojrzał się na mnie, a ja się uśmiechnęłam. Siedział blisko mnie. Moje serce nie chciało się uspokoić. Karuzela zaczęła się kręcić. Chwyciłam za kółko które było w środku, Vogel zrobił to samo. Zaczęliśmy nim kręcić, a nasza filiżanka zaczęła się najszybciej kręcić. Zaczęłam się śmiać. Widząc świat, który obecnie był rozmazany nie mogłam przestać się śmiać. Po kilku minutach wszystkie filiżanki się zatrzymały.
- Ale super było! - powiedziałam radośnie z uśmiechem od jednego do drugiego ucha.
- Masz rację, fajnie było - usłyszałam od chłopaka, który obdarował mnie delikatnym uśmiechem.
- Dziękuję ci - powiedziałam trochę ciszej przytulając się mocno do misia, którego miałam obecnie w ramionach.

<Vogel?>

Akuma CD Rue

Wokół unosiła się gorąca para, zrobiło mu się słabo. Wręcz czuł, jak ciepło przebija się przez całą objętość skały, która ich uratowała i zgubiła jednocześnie, a parzące wręcz powietrze omiata go nawet wtedy, gdy nie ma najmniejszego podmuchu wiatru. Oczy łzawiły mu z powodu wysokiej temperatury, czuł się jakby wszedł do łaźni, w której ktoś brał wcześniej długi, gorący prysznic. Z tą różnicą, że nozdrza wręcz go parzyły, a zapach palonego metalu i dymu roznosił się wszędzie jako zamiennik szamponu, mydła oraz innych tego typu rzeczy. Westchnął głęboko, chcąc sprawdzić, czy jego płuca nie spłoną. Spojrzał w górę, wszystko okrywała pomarańczowa mgiełka, opary unosiły się znad substancji znajdującej się pod nimi. Zastanowił się, co teraz. Jak się stąd wydostać. Istna rzeka zagłady sprawiła, że nie mieli wielu opcji do wybrania. A właściwie, to tylko jedną. Płynąć na kamulcu dalej, tylko tyle potrafił teraz stwierdzić. Starał się uspokoić emocje oraz głośno bijące serce. Właśnie prawie co nie umarli, a ujadanie dobiegające z góry wciąż sprawiało, że cały drżał. To nie jest normalne. Ale co tak na prawdę kiedykolwiek było? Teraz już nawet kawa z mlekiem z połowy łyżeczki i z taką samą ilością cukru nie będzie smakować tak samo. Kwaśnawy aromat zielonego jabłka powierzy mu inne wspomnienia dotyczące wszystkich chwil, jakie przyjdą mu na myśl. Dlaczego w takiej chwili myśli o jedzeniu? Jest głodny. O tak, Ale to chyba najmniejsze zmartwienie teraz. Znajdują się na dryfującym po lawie odłamku skalnym, temperatura zaraz odbierze im przytomność, a następnie bestie zdążą dopaść.
- Co robimy ? - w chwili, gdy usłyszał zasadnicze pytanie, miał ochotę położyć się i pójść spać. Poczekać, aż to wszystko się rozwiąże samo lub za pomocą Rue, ale wiedział, że tak nie może. Miał ochotę się rozpłakać z frustracji, wściekłości spowodowanej przez bezsilność oraz rozpaczy. Czuł się jak na najgorszym w życiu teście z matmy, którego zawalenie oznacza powrót do przedszkola i zaczęcie wszystkiego od nowa. Rozgrywałby się on zaraz po oblanych egzaminach z pozostałych przedmiotów, w tym wychowania fizycznego. I muzyki. Zauważył, że skupia na czymś wzrok. Powędrował za nim i wręcz ręce mu się załamały. Jego wcześniejsze emocje jeszcze się pogłębiły, nastąpił w nim prawdziwy wybuch odczuć. Jednak nadzieja oraz radość również się ukazały, starają się złagodzić działanie pozostałych, negatywnych doznań. Widział tekst, parę obrazków przed nim - do góry nogami. Litery wirowały przed jego oczyma, oddalały się i przybliżały. ie miało to sensu. Czuł się, jakby po długim śnie szybko wstał z łóżka. Wtedy widzi się kolorowe plamy wokół, wzrok spowija mgła, kręci się w głowie. Jest to dość fajne, ale i nieprzyjemne. W każdym razie, teraz było podobnie, tyle że... było okropnie. Gdy w końcu odzyskał panowanie nad swoimi zmysłami, westchnął przeciągle. Wszystko zdawało się toczyć w zwolnionym tempie, jak na nagraniu z jakiegoś filmu, w które jest puszczane początkującym agentom dla wyłapania na nim czegoś podejrzanego. Co mogłoby naprowadzić do rozwiązania sprawy, zdania testu. Czy wszystko musi się kręcić wokół testów, egzaminów i innych tego typu pierdół? Otóż tak, właśnie tak. Do tego przygotowywało, i dalej to robi, cholerne życie. Bo jakby inaczej.
- Popatrz górę, wytęż wzrok, przejrzyj chmurę, wzbij się w lot - przeczytał płynnie, choć jego głos dobiegał jakby z oddali. Co prawda już mu się polepszało ,ale wciąż miał wrażenie, jakby miał zaraz zemdleć.Przeklął cicho, nie rozumiejąc już zupełnie słów. Dopiero po paru sekundach zdał sobie sprawę, że przecież powinien spojrzeć w górę. Skoro tak napisano, to tak prawdopodobnie trzeba zrobić. Ironia.

< Rue? Brak pomysłu, chyba zgonuję xd >

Pullsatilla CD Akuma

Starałam wysilić mój mózg na ostatki skupienia, gdy Hayato tłumaczył mi gdzie co jest. Byłam świadoma, że moje umiejętności orientacji w terenie pozostawiają wiele do życzenia, przez co łatwo mi się zgubić nawet na małej przestrzeni, a co dopiero labiryncie z kolorowych namiotów cyrkowych.
-Dziękuję.- Powiedziałam podnosząc leciutko kąciki ust. W odpowiedzi otrzymałam odwzajemniony uśmiech za którym kryła się kolejna emocja. Niepokój, a może troska? Nie byłam tego w stanie określić przy moim stanie. Impulsywny ból głowy pojawiał się coraz rzadziej, ale wycieńczenie całą sytuacją było równie dołujące. -Do zobaczenia jutro.- Zebrałam się na ostatki ekscytacji i pomachałam szybko podniesioną ręką na pożegnanie. Chłopak zawtórował tym samym przy okazji robiąc ten sam gest. Do tego szybkie "Cześć", a ja już byłam w drodze do mojego noclegu. Noc nie była zimna, a po samym terenie chodziło już niewiele osób. Cyrkowcy po występach mieli wystarczająco dużo czasu, aby dotrzeć do swoich namiotów. Właściwie która była godzina- nie miałam pojęcia. Zawsze łatwo traciłam poczucie czasu, lecz wszystkie te przemyślenia na tamtą chwilę były jedynie zbędnym ciężarem dla mojej głowy. Nie byłam nawet na tyle zainteresowana, aby popatrzeć na niebo i spróbować oszacować po umiejscowieniu księżyca. Właściwie nic mi się nie chciało, oprócz rzucenia się na łóżko i zapadnięcia w sen.
Gdy weszłam do swojego "mieszkania przejściowego" mile się zaskoczyłam. Po piętrowym łóżku stwierdziłam, że oryginalnie przeznaczone było dla dwóch osób. Widać było, że nie jest to pomieszczenie dla osób z klaustrofobią, lecz może kogoś motywowała taka ilość przestrzeni do poznania świata na zewnątrz. Oprócz miejsca do spania znajdował się tu tylko malutki stoliczek z niedopasowanym do tego krzesłem, dwie szafki oraz najzwyklejsza szafa. Odpięłam guziczek leciutko uwierający mnie pod szyją, a rozłożysty materiał peleryny rzuciłam w kąt łóżka. Spodziewałam się, że koc, który leżał przygotowany na posłaniu nie będzie wystarczającym źródłem ciepła na tą noc. Zdjęłam torbę i rozwiązałam kokardę okalającą mnie w pasie, a sakiewki do niej przyczepione delikatnie odłożyłam na stoliku, a sama zaczęłam po kolei otwierać szafki oraz komody w poszukiwania jakiś świec bądź lampki. Jedynym elementem oświetlenia w tamtej chwili były cząstki światła przebijające się przez cienkie warstwy namiotu. Były wystarczające by wszystko wyraźnie widzieć, lecz bez soczewek samo odnalezienie się bez światła byłoby ciężkim zadaniem. W jednej z szuflad znalazłam trzy świeczki zapachowe, natomiast na górnej półce w szafie znajdowała się lampka naftowa. Knot był nowy, a zbiornik napełniony, więc z tym zmartwienia nie miałam. Zapaliłam ją swoimi zapałkami i usiadłam na krześle. Szybko rozpoznałam zawartości woreczków poprzez doczepione do nich kolorowych koralikach. Rozwiązałam i wyjęłam zawartość oznaczonego na czerwono. Otworzyłam włożone tam lustereczko oraz otworzyłam pojemnik na soczewki. Posługując się palcami zdjęłam szkiełka z oczu i zalałam je w pojemniku specjalnym płynem. Na oślep przebrałam się w piżamę: luźne spodnie oraz lniana koszula w podróży często są wygodniejsze od długich po kostki koszul nocnych. Nie zmienia to faktu, że gdybym miała możliwość z chęcią przyodziałabym się w taką zwiewną sukienkę i poszła spać na łożu pełnym poduszek.

~~~

Leżałam w bezruchu próbując ponownie zasnąć, lecz mój mózg miał inne plany. Prawdopodobnie był zajęty przetwarzaniem mojego snu. Nie pamiętałam swoich snów, ale byłam świadoma, że śnię. Moja pamięć o nich zanika chwilę przed tym jak zdążę się na nich skupić.
Światło lekko przebijało się przez materiałowe ściany, co oznaczało, że jest idealna pora aby wstać i zacząć cieszyć się życiem. Co prawda, głowa mnie mniej bolała, ale czułam się nieswojo. Co jeśli moja umiejętność nie będzie wystarczająca..? Jestem świadoma, że aktualnie mam problem z wykonaniem niektórych iluzji na grupce złożonej z dwudziestu dzieci, a staram się znaleźć w cyrku na którego występy przychodzą setki ludzi jednego dnia. Powinnam częściej ćwiczyć, ale na sobie ciężko sprawdzić mi wiarygodność niektórych czynników, które modyfikuję. Potrzebowałabym kogoś, z kim mogłabym to robić, osobę która nie będzie oceniać za błędy...
Pogrążając się w zamyślenie założyłam soczewki i zorientowałam się, że nie mam pojęcia jak działają łaźnie zbiorowe. Znaczy, miałam jakieś wyobrażenie poparte.. w sumie tylko nazwą. Nie wiedząc co zrobić postanowiłam ubrać się we wczorajsze ubrania, a do torby zapakować czyste. tak też zrobiłam oraz skierowałam się do budynku wskazanego wczoraj wieczorem przez Hayato. Na dróżce znajdowała się już trochę ludzi. W takich miejscach zawsze można było spotkać najróżniejsze persony. Chłopak ubrany całkowicie na czarno, mała dziewczynka z doczepionymi do pleców ptasimi skrzydłami, a o ile mnie wzrok nie mylił widziałam również kobietę rozmawiającą z jakimś zwierzęciem położonym na swoim ramieniu.
Gdy weszłam do budynku natychmiastowo poczułam gorące powietrze dobiegające z łaźni. Cały budynek urządzony był w stylu klasycznym, miejscami nawiązującym do kultury japońskiej, a innymi kojarzącym się ze starym domku w lesie. Trafiłam do damskiej szatni i szybko zdjęłam swoje ubrania zasłaniając się ręcznikiem.

~~~

Odświeżona i na nowo odziana wróciłam do namiotu i rzuciłam się na łóżko. Ponownie w mojej głowie zawitał mętlik, a sama nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Było pewnie chwilę po ósmej, a z zewnątrz dobiegały coraz intensywniejsze odgłosy. Świat budził się do życia, a moja głowa błagała o odpoczynek od wiecznego zamartwiania się. Mimo wszystko postarałam się zrobić coś użytecznego. Położyłam się na plecy i wystawiłam dłoń przed siebie. Skupiłam do granic możliwości, wzięłam głęboki wdech, aż poczułam dławiący ból od zapachu lawendowych świec. Z zamkniętymi oczami wykreowałam obraz w moich myślach i przelałam je na rzeczywistość. Kolejny wdech i wykreowanie zapachu. Miał być słodki, ale sprawiać wrażenie lekko kwaśnawego. Połączenie kwiatów wiśni z dojrzałymi malinami. Otworzyłam oczy a wokół moich dłoni zobaczyłam lekką mgiełkę. Po ściśnięciu ręki nie była ona pusta. Trzymałam w niej różę. Dwa skrajne kolory, płatki czyste niczym śnieg, a łodyga jak smoła. Udało mi się nawet odwzorować normalną masę tego kwiatu. Przyłożyłam główkę do nosa i poczułam przyjemny, a nawet odurzający zapach, lecz tu nic się nie zgadzało. Nie potrafiłam się nim zadławić, a działał on tylko na mózg. Go po prostu nie było.
Pstryknęłam, a róża zamieniła się w krople czarnego deszczu znikające nim dotkną czegokolwiek. Było tak samo fałszywe jak wszystkie rzeczy, które potrafię "wytworzyć". Nigdy pewnie nie uznam tego, za przydatną umiejętność, ale może dzięki niej ja sama zdobędę jakąś wartość. Wytwarzanie złudzenia na sobie samym jest w pewnym stopniu wyzwaniem. Na ogół starałam się wprowadzić w coś na wzór transu, by wykreować coś większego.
-Mogę wejść?- Stanęłam na równe nogi, a słowa utknęły mi w gardle. Głos należący do Hayato miał przyjemną barwę, lecz w obecnej sytuacji wywołam u mnie jedynie strach i zmieszanie.
-O-oczywiście.- Głos załamał mi się w połowie słowa. Wysoki blondyn odgarnął materiał namiotu i stanął naprzeciw mnie. Był o wiele wyższy, niż go zapamiętałam wczoraj, ale wczoraj ciężko powiedzieć czy cokolwiek odebrałam poprawnie. I nagle poczułam się głupio. Po prostu pomyślałam jak to wyglądało z jego perspektywy. Jakieś małe dziecko z paranoją siedziało w bezruchu, a ty próbując nawiązać z nim jakikolwiek kontakt przywiązałeś sobie do nogi kolejny problem w życiu.
-Głowa już nie boli?- spytał z troską w głosie.
-Jest dobrze.- Odpowiedziałam uśmiechając się, lecz w mojej głowie były tylko prośby do moich strun głosowych, aby i tym razem nie okazały pełnego zakresu umiejętności udawania skrzypiących drzwi. Jego odpowiedzią były podniesione kąciki ust, a przy tym odsłaniające parę niemalże idealnie białych zębów.
-To co chcesz dzisiaj robić? Pewnie z Pikiem spotkamy się dopiero koło dwunastej, więc mamy troszkę wolnego czasu.- "Dobrze byłoby poćwiczyć"- wykrzykiwała część mojego przerażonego umysłu, ale nie było szansy abym teraz się na to zgodziła. Nie lubiłam występować przed osobami które znam w taki sposób. Zawsze najłatwiej oszukać kompletnie nieznajomych lub najbliższych twojemu sercu.
-Może na początku zjemy śniadanie?- Nie wiedziałam nawet czy jest głodny, ale mimo chęci zbesztania się za idiotyczny pomysł udało mi się przełamać nieśmiałość i dodałam -A potem pokażesz gdzie co dokładniej tu jest.- Pierwszy raz na mojej twarzy pojawił się uśmiech w stu procentach naturalny, nie przemyślany. To było miłe uczucie...

<Akuma? Ponownie nakarmisz niezdecydowane dziecko> :P